unrEd - Tukas
Proza » Inne » unrEd
A A A

Ed prowadził swój pub na rogu Wolności już dwudziesty rok. Pierwszy raz przyjechał do Polski, kiedy w Berlinie upadł mur, a kolosowi na glinianych nogach historia wymierzyła właśnie nokautujący cios. Tak przynajmniej nam opowiadał. Mówił, że przez pierwszy rok tylko kręcił się po ulicach Warszawy, ale na dłuższą metę oglądanie się za tyłkami Polek miało być zbyt męczące dla jego karku, więc kiedy tylko nadano mu obywatelstwo, wyjechał na wybrzeże, skąd pochodził ojciec. Nieruchomość, którą otrzymał w spadku po wuju, na ulicy Wolności vel Feliksa Dzierżyńskiego, wyremontował za funty, a piwnice zamienił w pub „unrEd”.

Kiedy pierwszy raz tam przyszedłem, miałem ze dwadzieścia lat i tyle samo ikry w sercu, co siana w głowie. Pamiętam, że zszedłem po schodkach i pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to ta przybita do drzwi tabliczka z dużym, czerwonym napisem: „Nie drzyj mordy! Dobiegnę do Ciebie szybciej niż Twój pies do furtki” i krótką listą pod spodem, listą osób niemile widzianych wewnątrz. Pierwsze miejsce zajmował Adolf Hitler, drugi był Paweł Deląg, trzeci Stalin, czwarty Beria, a ostatnie miejsce zajmował Heniek Stromski.

Wszedłem do środka i czując się niezwykle pewnie w otoczeniu przyjaciół, zapytałem donośnym głosem:

-Kim jest, kurwa, Heniek Stromski?!

Nie potrafię teraz precyzyjnie określić, ile sekund minęło, zanim dostałem w twarz. Pamiętam, że bolało. Ed był człowiekiem solidnej postury, synem kombatanta drugiej wojny; ja, z drugiej strony, byłem sobą.

***


Minęło trochę czasu, zanim pozbierałem się z ziemi, ale to właśnie Ed pochylał się nade mną z pomocną dłonią.

- Przepraszam, młody – powiedział, pomagając mi stanąć na równe nogi. – Trochę mnie poniosło.

- Nie szkodzi – wymamratołem, trzymając się za żuchwę.

- Przychodzisz jednak do mnie jako gość. Gość powinien szanować zasady pana domu – stwierdził, a potem dodał: „My home is my castle” i w ciągu całej naszej znajomości, słyszałem to jeszcze setki razy.

Zdaje się, że dopiero po dłuższej chwili odzyskałem przytomność na tyle, by uzmysłowić sobie, że wszyscy goście – powtarzam: goście, nie klienci – przyglądają się całej scenie. Sam się dziwię, że miałem wtedy na tyle rozumu, a może tyle strachu w sobie, by schować godność w dupę, wbić wzrok w podłogę i po prostu milczeć.

- No, chojraku... – zaczął Ed po dłuższej chwili, wyciągając ramiona w moim kierunku. – Daj pyska i zapomnijmy o całej sprawie.

Sala wybuchła śmiechem i my też się śmialiśmy. Ed nalał nam wszystkim piwa na koszt firmy i poczęstował papierosami. Angielska uprzejmość, z jaką próbowaliśmy odmówić Szkotowi podarunku, mogła skończyć się tragicznie, ale Ed tym razem zdusił urazę i wycedził tylko:

- Macie szczęście, że jesteście młodzi i głupi. Heniek Stromski już by nie żył, gdyby tak mi powiedział.

***


Ed nie palił wcale i nigdy nie pił przed północą.

- A czy policjant pije na służbie? – odpowiadał retorycznie, kiedy ktoś namawiał go na kieliszek: - Ja też jestem obrońcą prawa. Strzegę miru domowego.

Była to prawda. Nikt nie miał tyle tupetu, żeby zrobić burdę w jego pubie przed północą. Po północy zresztą też zdarzało się to sporadycznie, ale o dwunastej przychodziła Ania – dziewczyna, którą zatrudniał. Była młoda, niewiele starsza od nas, no i całkiem ładna; Ed powiedział nam, że to jego daleka krewna, której pomaga przejść przez życie. Jak na rodzinę rzadko jednak ze sobą rozmawiali.
W każdym razie, o północy Ania stawała za barem. Ed tymczasem zamieniał się wtedy w zupełnie innego człowieka, choć podobnie zasadniczego. Przysiadał się do któregoś ze stolików i nie licząc czasu, pił i mówił o życiu.

- U psychologa płaciłbym stówę za to, żeby ktoś mnie wysłuchał – powiedział nam którejś nocy. Kilka godzin później ktoś z nas czymś go zdenerwował, więc chwiejąc się, wstał z krzesła, wyciągnął z portfela stuzłotowy banknot i rzucił nim na stół:

- A lacha nawet nie obrobiona – powiedział, po czym zabrał się i wyszedł.

***


Wszystkie sprzeczki, które mieliśmy z Edem, kończyły się jednak w dzień naszej następnej wizyty. Oczywiście, zawsze dawaliśmy mu kilka dni świętego spokoju, żeby zdążył za nami zatęsknić. Kiedy wreszcie wracaliśmy, bywało że siadaliśmy przy naszym ulubionym stoliku, w kącie pod telewizorem, a Ed podchodził, udając zaskoczenie pytał, czemu nas tak długo nie było i czasami dodawał, świecąc swoją łysiną, że tak się o nas martwił, że aż posiwiał. Potem mówił, że nic nie pamięta z naszej ostatniej rozmowy i wówczas my ze swojej strony też musieliśmy potwierdzić, że wszystkim nam solidarnie urwał się film i przez cały ten czas dochodziliśmy do siebie. Tak to szło z Edem.

Ale nie wszystkim darował tak łatwo. Byliśmy młodzi i to było naszym atutem. Ed uważał, że mamy jeszcze dużo czasu na przegranie życia.

- Jeśli chcecie, to możecie je spieprzyć – powiedział któregoś razu. – Mamy liberalizm. Trawkę, Duchovnego, Beatlesów. Tylko nie liczcie, że nadal będę was kochać tak jak teraz, kiedy zejdziecie na dno. Kocham tylko pięknych ludzi. Reszta ma u mnie przesrane. Jak Heniek Stromski.

***


Edek nie cierpiał, gdy ktoś zwracał się do niego właśnie w taki sposób, co oczywiście czasem wykorzystywaliśmy, żeby się z nim podroczyć. Pamiętam, że któregoś wieczora był strasznie nie w sosie. My z kolei siedzieliśmy w jakiejś wąskiej grupce (był to wieczór przed świętem zmarłych) i strasznie się nam nudziło. Wraz z zegarkiem na ścianie odliczaliśmy czas do północy. Poza niezłomną reprezentacją społecznego elementu i nami, pub był w zasadzie pusty. Być może Clapton pobrzdąkiwał właśnie wtedy jakieś muliste nuty z głośników (Ed kochał Claptona bezwarunkowo, co było dla mnie zupełnie nie do pojęcia; chociaż z drugiej strony – kto potrafi zrozumieć miłość?), a na ekranie telewizora Chaplin włóczył się bezdźwięcznie w poszukiwaniu złota, co często szło ze sobą parą i gwałciło zasadę decorum w każdy możliwy sposób. Cóż, Ed bywał zboczeńcem, jeśli chodziło o sztukę.

Wybiła dwunasta, a po Ani nie było śladu, chociaż zwykle przychodziła wcześniej.

- Edek – powiedziałem w stronę baru.

- Co tam, chojraku?

- Chodź, napij się z nami.

- Nie mogę.

- Daj spokój, Edek, ona zaraz przyjdzie.

- Nie przyjdzie – powiedział gorzkim tonem i zapadła chwila niezręcznej ciszy między nami.

- Batmanie, zwróć nam Bruce’a Wayne’a – odparłem w końcu.

- Co?

- Rozejrzyj się. Gotham jest bezpieczne! Zdejmij kostium, zluzuj zwieracz i napij się z nami, do kurwy nędzy!

Tylko dwa razy dostałem od Eda w twarz. To nie był ten drugi raz. Wtedy po prostu stał przy nalewaku, patrzył się na mnie pustym wzrokiem i wyglądał na rozczarowanego. Byliśmy już wówczas wszyscy troszeczkę mądrzejsi i choć nie do końca mieliśmy pojęcie, co jest grane, to potrafiliśmy się zachować. Moi koledzy podnieśli się z miejsc, ja też wstałem i zacząłem wkładać kurtkę. W końcu podszedłem do Eda, który jakby zastygł w jednej pozycji i powiedziałem mu:

- Zamknij tę budę i idź się połóż.

- My home, my castle – odpowiedział. Trudno mi było dyskutować z takim argumentem.

- Wesołych świąt – powiedziałem, poklepałem go po ramieniu, a potem wyszliśmy.

***


Czas leciał. Wydawać się mogło, że to tylko mgnienie, zanim do listy na drzwiach dołączył Justin Bieber, a pod nim „cały ten pieprzony internet”. Już nigdy więcej nie widzieliśmy Ani, Ed zatrudnił nową dziewczynę. Pił też więcej i coraz częściej mówił o polityce i społeczeństwie, co obrzydzało mnie niezmiennie i mimo wszelkiej sympatii do niego.

- Daj odpocząć ludziom od tego gówna – powiedział mu kiedyś jeden z nas, w momencie gdy rozpoczynał jedną ze swoich charyzmatycznych tyrad. Ale innym gościom podobały się takie przemówienia. Starsi przytakiwali, pijąc zdrowie Eda, a trochę młodsi nieraz reagowali żywiołowo i z aprobatą. Któregoś razu mało brakowało, a wzięliby szable i (hajże!) poszli na Belweder. Z całego obecnego tam towarzystwa, jedynie my byliśmy całkiem młodzi i zupełnie zmęczeni, wyjałowieni, zobojętniali do reszty, przytłoczeni ciężarem starego, liniejącego orła, który sprowadzał na nas tylko cały szereg obowiązków. Włącznie ze sprzątaniem klatki.

Pewnego razu siedzieliśmy do późna i rozmawialiśmy. Ktoś przyniósł newsa, że w stolicy przeforsowali zakaz palenia w pubach, co oczywiście strasznie oburzyło Eda, który był już w tamtej chwili po kilku głębszych:

- I co z tego, że nie palę? My home, my castle, kurwa!

Jeśli chodzi o nas, to paliliśmy wtedy prawie wszyscy i w tamten wieczór długo zastanawialiśmy się jak można obejść taki zakaz lub co zrobić, żeby najmniej odbił się na sposobie, w jaki lubiliśmy spędzać wolny czas.

- Nie mogę uwierzyć! – krzyczał Ed, przysłuchując się nam. – Jesteście młodzi, piękni (no, może nie bez wyjątków), a macie w sobie tyle gniewu, co chórzysta z Oazy.

W tym momencie chwycił papierosy ze stołu, wyciągnął i zapalił jednego:

- Popatrzcie na mnie! – kontynuował. – Mam 60 lat na karku i więcej jaj niż wy wszyscy razem. Jesteście bierni! Przez takich jak wy wybuchła wojna! Inteligenciki, kurwa jego mać!

Mówił tak jeszcze przez dłuższą chwilę, aż poczerwieniał, a na szyi wyszły mu żyły. Wychylił jeszcze jedną pięćdziesiątkę i poszedł wymiotować.

- Basta! – powiedział, kiedy wrócił z łazienki. – Jutro napiszę petycję! Do prezydenta! I mu powiem, wygarnę mu, że szarpię się na moją wolność. Podpiszecie mi się wszyscy... A jak nie odpowie, to zamykam ten pieprzony bar i wracam na Zachód.

***


Nie podpisaliśmy się pod petycją Eda, bo nigdy nie powstała. Ed miał jaja, być może większe niż my wszyscy razem, ale miał też 60 lat na karku, a czas czyni człowieka obojętnym. Każdy z nas dobrze zresztą wiedział, że były to tylko brednie człowieka, któremu alkohol dodał nietrwałej odwagi, choć trzeba powiedzieć, że Edowi bredzić zdarzało się coraz częściej i wkrótce zaczęło mi się wydawać, że pije już tylko po to, żeby głos przestał mu drżeć w sercu. Jak mówiłem, zaczęło mi się tak wydawać.
Nie było nas w pubie, kiedy kilka tygodni później naraził się kilku osobom swoją wątpliwą polskością, którą z nieznanych mi przyczyn zawsze traktowano jak zasługę. Pobito go. Choć niezbyt dotkliwie - Ed, jak już wspominałem, był wszak synem kombatanta i człowiekiem potężnych gabarytów - to jednak mieliśmy wyrzuty, że nie było nas na miejscu, gdy tego potrzebował.

Był listopad, pierwszy weekend po jedenastym, kiedy to Ed zawsze świętował hucznie, a po północy namawiał wszystkich do śpiewania roty. Tamtego roku świętowanie niepodległości w jego pubie przebiegało jednak inaczej niż zwykle: Ed uchlał się w dwie godziny do granic ludzkiej wytrzymałości i spał w kącie przez całą noc, a o czwartej wstał i nie puściwszy nawet pary z ust, ucałował nas wszystkich w czoło i poszedł schodkami na piętro, gdzie mieszkał.

Tak jak mówiłem, wprowadzano zakaz palenia, a noc z soboty na niedzielę była pierwszą, kiedy obowiązywał. Było deszczowo, mroźnie, mieliśmy ochotę na zimne piwo w ciepłym kącie i zdążyliśmy już zupełnie zapomnieć o tych wszystkich bredniach Eda. Tym większe było nasze zdziwienie, kiedy na miejscu pubu, zobaczyliśmy tylko wyłączony neon, ciemne okna bez zasłon i kartkę na okratowanych drzwiach.

„Nie pozwolę, by obcy mógł w mym domu ustalać zasady. My home is my castle.” – napisał Ed.

A my? My postanowiliśmy zostać, poczekać aż wróci, bo na początku naprawdę wierzyliśmy, że wróci. Ale rzeczywistość prędko uderzyła nam do głów. Wkrótce przypomnieliśmy sobie wszystko, co mówił i jakimś cudem udało nam się poskładać to w logiczną czałość. Potem poszliśmy po wódkę, dużo wódki, wróciliśmy pod pub i składaliśmy te nasze osobliwe kwiaty pod pomnikiem przyjaciela.


***


Było koło czwartej, kiedy podszedł do nas jakiś starszy facet i poprosił o papierosa.

- Szlugi zabrały mi przyjaciela – wyjąkałem, składając z mozołem sylaby, po czym wręczyłem mu moją paczkę.

- Mówisz o Edzie? – zapytał ochryple.

- Tak.

Stary uśmiechnął się tylko, zapalił papierosa i zanim obrócił się na pięcie i odszedł, pozostawiając nas w cichym osłupieniu, powiedział tylko:

- Jesteście młodzi, głupi. Nic nie rozumiecie.

Ed w końcu nigdy nie powiedział nam, kim był Heniek Stromski. Nie mieliśmy zatem prawa wiedzieć, że właśnie go spotkaliśmy.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Tukas · dnia 20.05.2011 10:13 · Czytań: 1433 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 25
Komentarze
Usunięty dnia 20.05.2011 10:38
O smutno a jakoś spodziewałam się czegoś na poprawę humoru. Ale opowiadanko bardzo dobre. Temat mi bliski. Czuję magię i klimat pubu. Pozdrawiam serdecznie z papierosem w zębach;)
julanda dnia 20.05.2011 10:51 Ocena: Świetne!
Przeczytałam z przyjemnością, zauważyłam literówkę, ;) jakie to ma znaczenie. Nie wynudziłam się. Dało do myślenia. Tu się zatrzymałam na dłużej: " miał też 60 lat na karku, a czas czyni człowieka obojętnym. Każdy z nas dobrze zresztą wiedział, że były to tylko brednie człowieka, któremu alkohol dodał nietrwałej odwagi", zresztą, nie tylko tu się zamyśliłam. Zostawiam ocenkę! Pozdrawiam!
Azazella dnia 20.05.2011 11:01
Barowa atmosfera. Nie wiem dlaczego, ale zawsze mnie przygnębia taki własnie barowy klimat. Tekst czyta się bardzo lekko, mimo, że jest smutny, a końcówka przewidywalna. Przynajmniej w moim odczuciu. Warto zastanowić się na słowami, które napisałeś, skłaniaja do własnych przemyśleń
Tukas dnia 20.05.2011 11:06
Wszystkim trzem Paniom śliczne, chińskie senk ju z niskim pokłonem i złożonymi rączkami. Cieszę się wdzięcznie i bezdźwięcznie, że poszło gładko.

Azazella - też uważam, że końcówka jest przewidywalna. W końcu sam ją przewidziałem.;-)) A tak serio, to nie stawiałem na zaskoczenie, zaoferowałem w zamian pewną mnogość rozwiązań w jej interpretacji.

ale...
papieros w zębach? Zniszczysz sobie filtra.;-))
julass dnia 20.05.2011 11:12
Cytat:
był wszak synem kombatanta i człowiekiem potężnych gabaratów

gabarytów

bardzo przyjemny tekst... aż miło nie musieć zatapiać się w jakieś dziwne niuanse i wydumane zakręty... zamiast tego dostajemy solidną życiową historię przy której można się trochę zadumać...
Usunięty dnia 20.05.2011 11:39
Nawet nie zauważyłam, kiedy skończyłam czytać. Niedawno komuś tu napisałam, że jego historia mi się podoba, bo w nią wierzę. I tak samo jest tutaj. I w sumie jest mi wszystko jedno, czy to na podstawie faktów, czy wszystko zmyśliłeś. Czyta się bardzo przyjemnie. Takie przypomnienie, że w tym szarym świecie zdarzają się kolorowe elementy.

Tylko ta ostatnia cześć jest jak dla mnie zbędna. Nic nie wnosi. Na pomniku mogłoby się kończyć.

Mam nadzieję, że wróciłeś na stałe :) Ostatnio zrobiło się tu strasznie babsko... :| Solidna męska proza dobrze PP zrobi. Chociaż, jak jesteś zajęty walką o prawo do posiadania cycków i rodzenia dzieci, to i może niedługo zaczniesz pisać o kwiatkach, obłoczkach i nastoletnich miłostkach... :|
CelinaDolorose dnia 20.05.2011 12:39 Ocena: Bardzo dobre
A mnie tu nic nie zasmuciło. Przyjemna opowiastka. Dobrze skonstruowana. Dla mnie typowy entertainment, po którym za godzinę nie pozostanie żaden ślad w mojej mózgownicy.
Najwyższe uznanie mam dla warsztatu autora.
Nie szukam jednak w opowiadanku jakiegoś głębszego przekazu, który zbudziłby we mnie pokłady melancholii. W końcu, co może smucić w opowiastce barowego pijaczka? Każdy taki przypadek, w końcu zacznie wylewać chronicznie swe żale do kufla, czy kieliszka. A tym bardziej, gdy rzecz idzie o większej liczbie przedstawicieli tej grupy społecznej.
Tu mamy akurat do czynienia ze zjawiskiem etymologii mitu. Na naszych oczach zwykły człowiek (drobny przedsiębiorca) i miejsce (w którym życie zawodowe praktycznie stanowiło namiastkę życia osobistego), które stworzył stają się legendą zamkniętego kręgu i urastają do rangi jakiegoś misterium, nawet heroicznego bohatera.
Tajemnica Heńka też nieco podchodzi pod kategorię miejskiej legendy.
Ot, przyjemna historyjka, wywołująca raczej uczucie politowania dla wszystkich bohaterów, bo dla mnie żaden z nich nie jest pozytywem ;)
Ale nie mogę narzekać, że przeczytałam bez przyjemności - wręcz przeciwnie ;) Czytało się bardzo miło. Text wręcz sam śmigał przed moimi oczami.

Mam tylko jedną uwagę. Jeśli chodzi o powiedzenie z glinianymi nogami to mówi się o kolosie, nie molochu.
Kolos na glinianych nogach.
Wasinka dnia 20.05.2011 13:28
Nastrojowa opowieść. Nie nuży, zaciekawia zwykłym życiem. Można się zatrzymać i posnuć nieco refleksji... Łatwo wniknąć w ten świat, poczuć klimat, bo wybrałeś język, który świetnie współgra z tym, o czym piszesz. Wszystko stoi przed oczyma, jakaś dziwna melancholia spowija czytelnika, wydobywając chęć przystanięcia i zastanowienia się... przyjrzenia... Czasem wkręcasz przymrużenie oka, co dodaje całości smaczku i rozluźniającego uśmiechu.

Małe sugestie do ewentualnego wglądu:

Przecinki na pierwszy rzut:
pierwsze, co rzuciło mi się w oczy(,) to ta przybita
przybita do drzwi tabliczka, z dużym - a tutaj myślę, że można wyrzucić robaczka
Wszedłem do środka i(,) czując się niezwykle pewnie w otoczeniu przyjaciół
Przychodzisz jednak do mnie, jako gość. - wyrzuciłabym
w ciągu całej naszej znajomości, słyszałem to jeszcze setki razy. - tu także
i(,) nie licząc czasu, pił(,) i mówił o życiu.
bywało(,) że siadaliśmy przy naszym
udając zaskoczenie(,) pytał, czemu nas tak długo nie było i czasami dodawał(,) świecąc swoją łysiną
W końcu podszedłem do Eda, który jakby zastygł w jednej pozycji(,) i powiedziałem mu:
Z całego obecnego tam towarzystwa, jedynie my byliśmy - bez
długo zastanawialiśmy się(,) jak można obejść taki zakaz(,) lub co zrobić
kiedy na miejscu pubu, zobaczyliśmy tylko wyłączony - wyrzuciłabym
wszystko, co mówił(,) i jakimś cudem udało nam się


że dopiero po dłuższej chwili odzyskałem przytomność na tyle, żeby uzmysłowić sobie, że wszyscy goście - zastanawiam się, czy nie można by coś zrobić z tym "że"

ktoś mnie wysłuchał – powiedział nam którejś nocy. Kilka godzin później ktoś - jakoś mi wpadło na siebie owo "ktoś" powtórzone

Włącznie ze sprzątniam klatki.


Pozdrowienia słonecznym uśmiechem maźnięte.
Adela dnia 20.05.2011 13:50
Przepraszam za brak polskich znakow w komentarzu.
Historia wciagnela mnie i polknelam czy raczej wypilam ja jednym lykiem:). Ciekawie napisane, z werwa i bez przynudzania. Zostala we mnie ciekawosc, kim ten Heniek Stromski jest i co zrobil? hehe
Pozdrawiam serdecznie,
A.
Tukas dnia 20.05.2011 17:49
Więc tak:

@Oke
Tak, raczej wróciłem na stałe. Klecenie opowiastek znów sprawia mi jakąś tam uciechę.
Ostatnia część. Niezbędna. Dla tych, którzy oczekiwali czegoś więcej niż entertainmentu.
I pewnie, że będę pisać o kwiatkach! Zapylanie to mój drugi ulubiony motyw w literaturze.;-))

@Celina (Céline - kapitalny, swoją drogą, prawie jak Vian)
Nie chodziło mi jedynie o entertejnment, ale wyznaję jarmuschowską ideę, że to najlepsza i jedyna słuszna podstawa. Kto lubi, poprzestaje na eternainowaniu się i jest fantastiko, a kto chce, może sobie dłubać głębiej.

Czując się wzorem dla jednej z postaci, dziękuję za wyrazy politowania ;-)))

Z molochem/kolosem oczywiście święta racja z Twojej strony, zaraz zmieniam.

@Wasinka
Jesteś pewna z tymi przecinkami przed/po "i". Pani w podstawówce, za takie numery, traktowała wzrokiem bazyliszka.

Też już mam słońce, więc mi nie zaimponujesz. ;-)))

@Adela Heniek Stromski to akurat postać historyczna. Jeśli uda mi się nadać mu odpowiedniego kolorytu, to niewykluczone, że kiedyś doczeka się większej publikacji na swój temat.

Pozdrawiam wszystkich po trochu!
Izolda dnia 20.05.2011 18:49
Gdzie to żeś się tyle włóczył?
Miło żeś się przywlekł wreszcie.
W pierwszym odruchu miałam spytać - dlaczego tam nic nie gra, ale zaraz sobie przypomniałam muliste nuty z głośników, więc, jak dla mnie, jest wszystko i bez wybrzydzania się obejdzie.
MaximumRide dnia 20.05.2011 20:04
Bardzo fajne i przyjemne opowiadanie. Chciałam poszukać tego Henia ale nic. :) Widać, że facet miał swoje ideały:) Dobra lekturka, lecz niezbyt wnosząca coś do życia. Ale i tak mi się podobało. Uważam, że zakończenie dobre. Nie spodziewałam się takiego. I za to plus. Pozdrawiam:)
green dnia 20.05.2011 21:08
Ale to się czyta:) Świetnie napisane, nie dłużyło się ani minuty. Bardzo dobrze oddany klimat, namacalny.

I tylko niedosyt pozostaje, że tak mało i kim był Heniek

Pozdrawiam :)
Tukas dnia 21.05.2011 00:43
Izo
To tu, to tam. Wiesz jak to jest na świecie, że chcąc trafić w jedno miejsce, znajdujesz się w drugim i tam też jest całkiem znośnie.;-))) A "znośnie" to dla mnie znośny bardzo przymiotnik, więc wcale się nie spieszyłem.
Za Claptona przepraszam, bo kocham i Layle, i jego; choć nie chciałem, a wyszło, więc coś musi być na rzeczy.

Maximum ride
Nie ma ludzi bez ideałów, ale niektórym wystarczają półśrodki. Edowi widocznie nie stykały. Szkoda, że Ed to nie do końca moje porte parole, niestety.

green
Niedosyt był wpisany w ryzyko. Przedobrzyć też niedobrze.
zajacanka dnia 21.05.2011 00:55
Zamyslilam sie po skonczeniu czytania.
Niezle napisane, klimat barowy jest, tekst wciaga, postac Eda swietnie oddana.
Nic dodac, nic ujac. Tylko tych pozamykanych po wprowadzeniu przepisu barow zal...
Pozdrawiam
Tukas dnia 21.05.2011 10:44
No, szkoda takich barów zamkniętych z powodu ustawy nikotynowej, choć na szczęście była ich garstka (osobiście nie spotkałem się z takim przypadkiem), bo zakaz palenia to w sumie jeszcze nie powód, by zamykać bar.
Dzięki za przeczytanie.:)
Tjereszkowa dnia 21.05.2011 12:01
Świetny tekst! Zostałam razem z laptopem przeniesiona do pubu. Nakreśliłeś plastyczne postaci, wspaniale oddałeś klimat. Twoje opowiadanie, to trochę jak wizyta w Imaxie, czytelnik obserwuje bohaterów z sąsiedniego stolika. Do tego jest jeszcze przestrzeń “do pomyślenia”. Czytałam z prawdziwą przyjemnością. Pozdrawiam
Tukas dnia 21.05.2011 12:11
Z laptopem to aż strach w pubie siedzieć, bo albo on się zaleje, albo jego właściciel, a potem już znalezione-niekradzione...

Z tym Imaxem to się aż zarumieniłem. Dziękuję.
zajacanka dnia 21.05.2011 13:01
Tu gdzie mieszkam jednak takie zdarzenia mialy miejsce: puby byly zamykane z dnia na dzien. Do teraz strasza pozabijane deskami okna, ktore nie tak dawno jeszcze jarzyly sie swiatlem i glosna muzyka. Rownoczesnie alarmujaco wzrosl popyt na alkohol kupowany w sklepach. Ludzie woleli pic w domach z papierosem w dloni, niz siedziec w pubie bez niego.
kasialan dnia 21.05.2011 21:10
Ogromnie mi się podoba. Można poczuć klimat tego miejsca, w pewnym momencie człowiek zapomina, że czyta, a wszystko staje się jak najbardziej materialne i namacalne. Myślę, że fakt, że po przeczytaniu chciałam wziąć bohatera za rękę i krzyknąć "Hej, to jest on! To jest Heniek!" też o czymś świadczy ;)
buziaki :)
Tukas dnia 22.05.2011 13:30
Kasiu, cieszę się, że się podobało.;)
przyroda dnia 22.05.2011 15:34
I kto powiedział, że trudno znaleźć nić łączącą pokolenia:)...Ha! Toż to sam Heniek Stromski...B)

Zdrówka...niech Ci służy pobyt na starych śmieciach:)
Wasinka dnia 23.05.2011 10:35
Cytat:
Jesteś pewna z tymi przecinkami przed/po "i". Pani w podstawówce, za takie numery, traktowała wzrokiem bazyliszka.

Jak widać, na Ciebie patrzyła innym, skoro udało się przetrwać ;-)

Co do pytania: gdy wstawiałam Ci robaczka po "i", to dlatego, że oddzielałam zdanie wtrącone z imiesłowem.
Gdy pojawiał się przed "i", to ze względu na fakt, iż jeśli między dwoma zdaniami wpółrzędnymi do siebie pojawi się konstrukcja podrzędna, to trzeba ją otworzyć i zamknąć przecinkami. Zatem wszystko zgodnie z zasadami, czasem po prostu zdarza się przypadek zdania wielokrotnie złożonego.

Dziś też mam duuużo słońca, a więc słońcem wymalowane pozdrowienia ślę ;-)
bury_wilk dnia 25.05.2011 09:24
Nie było cycków a tekst i tak ekstra :D Fenomen :p
Świetnie się czytało, bardzo dobry warsztat. I historia, sama w sobie fajna. Z klimatem, niby taka prosta, a strasznie wciągająca. I tak "My home is my castle".
WuKwas dnia 06.08.2011 10:49
Dziękuję za kolejną porcję wyśmienitej lektury. Nic więcej nie napiszę. Nie trzeba!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Ronin
04/12/2022 13:04
Zaimkoza aż boli. »
wolnyduch
04/12/2022 00:24
Ciekawy wiersz, msz o tym czego kto potrzebuje decyduje… »
wolnyduch
04/12/2022 00:18
Wstrząsający, wręcz dramatyczny wiersz, no cóż świat jest… »
wolnyduch
04/12/2022 00:15
Urokliwie zatrzymana chwila, wiersz bardzo obrazowy, taki… »
wolnyduch
04/12/2022 00:09
Dobrze się czyta tę impresję ze wspomnień, troszkę… »
wolnyduch
03/12/2022 23:56
Witaj al - szamanko Faktycznie mnie zafascynowała postać… »
al-szamanka
03/12/2022 19:15
Musial Cie Gray mocno zafascynowac, ze az cztery wersje… »
Wisniewski
02/12/2022 21:32
Dziękuję pięknie Wam obojgu! »
Marek Adam Grabowski
02/12/2022 20:47
Dziękuje. Kto wie, może Kości podstawią na turystykę.… »
Kazjuno
02/12/2022 20:35
Tym razem, Marku, pozostawileś czytelnika ze sporą… »
wolnyduch
02/12/2022 19:45
Może puka, bo mu zależy na niej? Tak poza tym, to zawsze… »
wolnyduch
02/12/2022 19:34
Spojrzenia w serce, tak ono jest ważne... Jak dla mnie to… »
wolnyduch
02/12/2022 19:26
Dobrze i mnie się czytało to życiowe opowiadanie, choć… »
wolnyduch
02/12/2022 19:15
No cóż, zawsze na początku ludzie się nie znają, ale taniec… »
Darcon
02/12/2022 19:11
Bardzo dobre, Wisniewski, przede wszystkim w swojej… »
ShoutBox
  • Kobra
  • 02/12/2022 17:58
  • Pociengiel piękny link.
  • akacjowa agnes
  • 02/12/2022 11:28
  • Darcon, z tego co wiem, to lista była przedwczoraj u przedostatniego uczestnika. Czyli powinna już raczej dotrzeć do wszystkich :)
  • Darcon
  • 29/11/2022 10:35
  • Hej! Jak Wam idzie przekazywanie listy artystów konkursu Malowanie Słowem? Dotarła już do ostatniego uczestnika?
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
  • Dark
  • 26/11/2022 11:27
  • Witam. Dostałem ofertę z wydawnictwa Novae res na mój zbiór opowiadań. Koszty pół na pół. Ktoś się orientuje czy warto w to inwestować?
  • Darcon
  • 24/11/2022 17:35
  • Uwaga, uwaga! Zostało ostatnie wolne miejsce w konkursie "Malowanie słowem"!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas