Mruczoły - mruczol
Proza » Groteska » Mruczoły
A A A
MRUCZOŁY

Opinia publiczna zawrzała. Rozpoczęto nagonkę na nauczycieli. Te bezczelne nieroby nie dość, że pracowały wyłącznie po dwadzieścia godzin tygodniowo w warunkach luksusowych, mając zaszczyt i satysfakcję przebywania w towarzystwie dzieci opinii publicznej, to jeszcze na dodatek zarabiały całe dwa zeta powyżej minimum krajowego i, co już było ich ostatecznym gwoździem do trumny, rząd dorzucił im jeszcze MRUCZOŁY. Dwa zeta opinia publiczna mogłaby jeszcze jakoś przeboleć, ale MRUCZOŁY spędzały jej sen z powiek i sprawiały, że zaczynała zgrzytać zębami.
Wjechałam na parking szkolny swoim starym, dziesięcioletnim mercedesem. Zakotwiczyłam go na dolnym pokładzie i zarzuciłam na ramię torebkę. Miałam w niej dwa tablety, telefon, dysk z dokumentami i kartą płatniczą, uczennik laserowy i pióro zdalnego sterowania.
- Cześć! - w drzwiach szkoły dogoniła mnie moja koleżanka matematyczka. - No, to już przechodzi wszelkie możliwe pojęcie! Słuchaj tylko! Kotwiczę swoje wyeksploatowane już cztery miesiące temu ferrari na dolnym pokładzie, wychodzę zza zakrętu, a tu, tuż obok mojej głowy, Gąbkiewicz na swoim nowym poduszkowcu. Bzzzzz... Tak mi bzyknął, że jeszcze do tej pory w uszach go czuję. Masz pojęcie?! Od kiedy to niby nasi gimnazjaliści mogą robić prawo jazdy? Przecież on jest dopiero w drugiej klasie!
- W drugiej, nie w drugiej, ale osiemnaście lat kończy za cztery miesiące. Za zgodą rodziców w wieku siedemnastu lat można.
- Marcjanna... Ale jak on właściwie je zdał? Ty jesteś polonistka. Przecież tam trzeba umieć czytać! Jak on mógł przebrnąć przez testy? Trzy lata temu mogłabym jeszcze zrozumieć, ale odkąd mamy wszystkowidzące oko, łapówki są niemożliwe. To co? Wyszło mu na chybił trafił?
- Aaaaa... Bo ty, Berenika, to jakaś taka sto lat do tyłu jesteś. Przecież już siedem lat temu wprowadzili na testach zmiany. Specjalnie dla tych, którym czytanie kuleje. Dają ci mikrosłuchawkę do ucha, pojawia się obrazek, pytanie leci w tle i jak chcesz zaznaczyć poprawną odpowiedź, klikasz na odpowiedni kolor. Mój wujek, daltonista, pięć razy w ten sposób oblał, aż w końcu nauczył się odróżniać po odcieniach szarości.
- Aha! - powiedziała tylko Berenika, po czym czynność odkiwywania głową mijanym po drodze uczniom pochłonęła ją w pełni.
Rozejrzałam się uważnie po korytarzu. Wyłaniający się zza zakrętu buro-czerwony dym świadczył o tym, że Chrabąszcz znów przyniósł do szkoły zestaw młodego chemika. Ostatnio dyrektor musiał biegać po korytarzach z odsysaczem gazów trujących i odpromieniaczem, bo dwóch uczniów z III c pokłóciło się trochę i zaczęli do siebie strzelać rakietkami zakupionymi pokątnie na stoisku z japońszczyzną.
Dziewczyny z I a biegały od kolegi do kolegi z tabletami w ręku i usiłowały naiwnie znaleźć kogoś, od kogo mogłyby odpisać pracę domową z fizyki. Nikt nie miał. Nawet Kajetan Wieczorkowski jej nie odrobił. Wszyscy oglądali do późna w nocy w telewizji hologramowej zawody potterowe. Zwolennicy małego dziwaka doczekali się wreszcie mioteł odrzutowych i od tamtej pory uganianie się za piłeczką-bzyczkiem stało się hitem wszech czasów. Należało do tej rozrywki uzbroić się w specjalny kombinezon, który zabezpieczał przed złamaniem karku w razie upadku z dużej wysokości. Nie powstrzymywało to jednakże przed rozrywką nawet tych dziewcząt, których idealne fryzury pod uciskiem niewygodnego, kanciatego kasku stawały się wytłamszone i nijakie.
Otworzyłam z rozmachem drzwi do pokoju nauczycielskiego i od razu nadziałam się na pouczającą rozmowę historyka i geografa.
- Ten świat to już zupełnie schodzi na psy - narzekał geograf. - Ja sobie wczoraj wyciągam pióro zdalnego sterowania i robię klik klik, a oni do mnie, że powinienem oddać je panu od historii, bo to już zamierzchły zabytek. Że teraz to już są takie pióra, które nie robią klik klik, tylko klik klik i że używając tego przestarzałego sprzętu, to ja zacieśniam ich horyzonty, hamuję myśl twórczą i w ogóle oddziałuję na nich uwsteczniająco...
Łyknęłam żelka ze śniadaniem i z zadumą wsłuchałam się w dźwięk dzwonka na lekcję.
Klasa II g powitała mnie raczej z nikłym entuzjazmem. Usiadłam przy biurku, załączyłam dziennik nośny i włączyłam funkcję zdalnego sprawdzania obecności. Malinowski z Byczkówną rzucali po klasie elektrycznymi muszkami, roznoszącymi dokoła zapach zgniłej kapusty. Włączyłam odsysacz zapachu i złapałam muszki w locie. Zaśmierdziało mi tuż pod nosem, więc otrząsnęłam się odruchowo i wrzuciłam je do jednej z szuflad biurka. Malinowski wyciągnął kolejne. Zirytowałam się i skierowałam w jego stronę uczennik laserowy.
- No, dobra! Już nie będę! - skapitulował uczeń i odłożył muszki z powrotem do tornistra. - Nie cierpię, jak mnie pani łaskocze po karku.
Wyświetliłam na tablicy temat lekcji.
- Rany! Mickiewicz! - wyjęczała ponad połowa klasy. - Nienawidzę tego gościa!
- Kochani, żeby kogoś nienawidzić, trzeba go najpierw poznać - wyjaśniłam pogodnie, niezrażona wcale ich oklepaną reakcją.
- Ale przecież to nudziarz - zaryzykował Paździerzak.
- Na jakiej podstawie to wnioskujesz? - zapytałam z zaciekawieniem, ponieważ Paździerzak akurat był uczniem, który nigdy niczego nie czytał, a z tekstami literackimi miał styczność wyłącznie na lekcjach języka polskiego. Czytane utwory wlatywały mu jednym uchem, drugim wylatywały, nie pozostawiając pomiędzy żadnego śladu bytności.
- Eeee... - odpowiedział Paździerzak i zaczął skubać kwiatek stojący na parapecie okiennym.
- A jak inaczej określić faceta, który pisał wiersze? - zainteresowała się Kotkowska.
- Wyszymski! - odwrzasnęła chórem cała reszta uczniów, czyniąc wyraźną aluzję do swojego kolegi z klasy, który z ogromnym zapamiętaniem zajmował się tworzeniem poezji absurdalnej.
- Mickiewicz to był całkiem równy i szalenie rozrywkowy facet - usiłowałam przedrzeć się jakoś przez ich pancerz niechęci. - To on przecież napisał: "Hej, użyjmy żywota! Wszak żyjem tylko raz; Niechaj ta czara złota nie próżno wabi nas."
- A co to znaczy? - zapytała zaintrygowana Brunchilda, dla której wyrazy "hej" oraz "użyjmy" zabrzmiały ze wszech miar zachęcająco.
- Całkiem niezły ten cały Mickiewicz - podsumował wieszcza Baltazar. - Gdyby nie ta czara złota, to pomyślałbym sobie, że koleś wyznawał tę samą filozofię co i ja.
Wtłaczanie im do głów i przekonywanie ich, że Mickiewicz był "fajny" i że patriotyzm to nie taka gra na Łubudu, tylko wzniosłe uczucie miłości do Ojczyzny, zajęły mi całą resztę lekcji.
Na przerwie miałam dyżur. Zaopatrzona w odsysacz gazów trujących oraz w kombinezon antykwasowy, przemierzałam majestatycznie korytarze szkolne, usiłując przy tym zaprowadzić jako taki porządek. Nie było łatwo. Dwóch uczniów klasy trzeciej urządziło sobie konkurs skoków w ekologicznych workach na śmieci. Tuż za nimi leciały trzy oka kamery, należące do uczennic klas niższych. Z przodu, niczym wody na Morzu Czerwonym, rozstępowali się na boki uczniowie, robiąc im miejsce i obijając się przy tym o wyściełane materacami ściany. Zastąpiłam sportowcom drogę, celując w ich kierunku uczennikiem laserowym. Nie zdążyli wyhamować. Wpadli na mnie z rozpędem, runęliśmy zbiorowo na parapet okienny i połaskotało nas wszystkich.
- Ale pani jest wredna - powiedział niezadowolony Bożydar. - Jeszcze trzy metry i byłaby meta.
- Ty! - zaproponował koledze Demetriusz. - Po co wstawać z tego okna? Przytulimy się do pani, pani włączy uczennik i połaskocze nas raz jeszcze.
- Pani łaskocze! Pani łaskocze! - ucieszył się Bożydar.
Połaskotałam więc raz i drugi. Musiałam się przecież jakoś uwolnić z tego parapetu okiennego i dać im porządną reprymendę. Groźne miny i kategoryczny nakaz puszczania nie zadziałał, więc trzeba było wykręcić się po dobroci.
Niestety, zanim jeszcze zdążyłam porządnie natrzeć im uszu, młody chemik zadziałał w przedsionku toalety męskiej. Rzuciłam się w tamtym kierunku z odsysaczem gazów trujących i wyssawszy w pięć sekund toksyczne opary, z wyrazem pobłażliwości w oczach zaprowadziłam naukowca- eksperymentatora do gabinetu dyrektora szkoły.
Na następnej lekcji języka polskiego uczniowie tworzyli trójwymiarową grę edukacyjną, dotyczącą poetów romantycznych. Myśka przyniosła pomoce edukacyjne.
- Myśka, dziecko drogie - rozpoczęłam nieco wstrząśnięta - do czego ci ma niby służyć mikrospryskiwacz środka owadobójczego i rozpylacz gorącego powietrza?
- No, jak to? Pani nie wie? To pierwsze to na Mickiewiczowską "Burzę", a to drugie to przecież na "Stepy Akermańskie" - odparła Myśka, zaszokowana moim brakiem znajomości tematu.
Nie odważyłam się zapytać, po co Józefinie lalkowy miotacz ogniowy oraz Puszcza Białowieska w sprayu. Być może natchnęły ją do tego "Reduta Ordona" Mickiewicza i "Balladyna" Słowackiego.
Młodzież zajęła się swoimi grami edukacyjnymi, a ja zajęłam się wyłapywaniem mechanicznych pcheł Szachrajek, które przyniósł ze sobą zapewne Fermentulski, a które powciskały się w przeróżne zakamarki klasy, aby wyskakiwać stamtąd znienacka i razić prądem elektrycznym prosto w kark niespodziewającą się niczego ofiarę. Złapałam jedną, drugą i trzecią, i wykasowałam im pamięć. Zaczęłam łapać czwartą... Poraziło mnie! Skupieni na pracy twórczej gimnazjaliści dostrzegli moje otrzepywanie i wszyscy ryknęli gromkim śmiechem. Nie na długo jednak. Kolejne pięć pcheł również wytypowało swoje ofiary. Rozpoczęła się walka z Szachrajkami. Klasa III j porzuciła swoje projekty i zaczęła bezładnie błąkać się po sali w celu odnalezienia reszty pcheł...
Z ulgą zamknęłam za sobą drzwi do pokoju nauczycielskiego.
- Co? Szachrajki? - zapytał ze zrozumienie kolego historyk.
- Szachrajki - odparłam potakująco.
- A u mnie była na lekcji bójka. Dwóch z pierwszej ef się posprzeczało, wyjęli swoje miotacze i musiałem gasić ogień.
Nad stołem pojawił się holograf ukazujący głowę dyrektora. Dyrektor odchrząknął kilka razy, poprawił ostrość obrazu i zakomunikował.
- Koledzy nauczyciele, ewakuujemy szkołę. Przyjechała policja. Dostali donos, że ktoś podłożył w budynku bombę. Z taką zwykłą atomówką to byśmy sobie jeszcze jakoś poradzili. Mamy odpowiednie zabezpieczenia. Ale to jest podobno jeden z dawno wycofanych z obiegu zabytków. Mówili, że z połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Nikt nie wie, w jaki sposób go unieszkodliwić. Nowoczesne antybomby mogą sobie z nim nie poradzić. Zwalniamy uczniów do domu.
No i zaczęło się zamieszanie. Pośród radosnej wrzawy, chichotów i okrzyków zachwytu, pośród wybuchów młodego chemika, rozpryskiwaczy kwaśnych deszczów i minibombek ze zwykłą wodą, która rozpryskiwała nam się prosto w twarz, ewakuowaliśmy swoich podopiecznych i samych siebie.
Z ulgą wsiadłam do swojego przestarzałego mercedesa i nacisnęłam pedał sprzęgła. Następny rozrywkowy dzień czekał na mnie dopiero jutro od 7:15. Zaparkowałam samochód przed domem. Czujnik reagujący z odległości pięciu metrów na źrenicę mojego oka uchylił mi drzwi wejściowe. Przeszłam przez przedpokój i wylądowałam w zacisznym gabinecie tuż przy komputerowym blacie biurka, służącym do przygotowywania zajęć szkolnych. Robot domowy pojawił się przy mnie w dwie minuty później ze świeżo zaparzoną kawą i kremówką truflową. Tuż obok, na kanapie, wyciągnął się MRUCZOŁ. Podrapałam go z rozczuleniem za uchem...
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mruczol · dnia 20.05.2011 10:15 · Czytań: 1174 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 20
Komentarze
Usunięty dnia 20.05.2011 11:00
Nie mam czasu na rozpisywanie się więc tak. No niby czyta się z zaciekawieniem i niby tekst wciągający, ale tek naprawdę nie wiele z tego przetrwa we mnie do jutra. Pomysł świetny tylko wykonanie pozbawione jak dla mnie klimatu. Pozdrawiam
Azazella dnia 20.05.2011 11:07
Niby fajna satyra, czy jak sam piszesz groteska, ale... No cóż zawsze jest jakieś ale... Miejscami znalazłam fajne smaczki i nawet uśmiechnęłam się nad tekstem, ale potem zauważyłam tendencję spadkową. Mam wrażenie, że brakowało pomysłu, czasu, zdolności? Nie wiem, czegoś z pewnością brakło. Tekst miejscami pisany na siłę,a tego bardzo nie lubię. Jednak to jest Twój debiut, więc mam nadzieję, że nie obrazisz się i będziesz pisał dalej. Powodzenia
julanda dnia 20.05.2011 11:25
Super! Skręcało mnie ze śmiechu od początku do końca! Ekstra tekścior! Tylko korekta, kosmetyka, ew. zerknięcie na logikę i jazda z tym do ludzi, niech śmiech będzie z nami! Pozdrawiam!

P.S. Przedstaw się na Portalu, jakiś mruczoł na powitanie?
julass dnia 20.05.2011 11:38
duża dawka młodzieńczej wyobraźni... jak dla mnie trochę za duża bo w pewnym momencie te wszystkie wynalazki zwyczajnie nużą... no i tak ogólnie jakiejś konkretnej historii brak...
mruczol dnia 20.05.2011 12:34
julass, dzięki za tę dawkę młodzieńczej wyobraźni. "Ciało wprawdzie stare, ale duch wciąż młody"... :smilewinkgrin:
julanda, pozdrowka, niech śmiech będzie z nami! :lol::D:lol:
mruczol dnia 20.05.2011 12:37
MamaMuchomorka i Azazella, dziękuję za komentarz. Doceniam szczerość i wezmę uwagi do serca. :);):)
CelinaDolorose dnia 20.05.2011 13:29 Ocena: Bardzo dobre
No super po prostu text! ;) miło, lekko i przyjemnie.
Pomimo całego humoru, przebija mi się tu jednak jakieś czarnowidztwo.
Wygląda na to, że nawet w odległej przyszłości dzień z życia nauczyciela szkoły publicznej, będzie równie frustrujący, jak obecnie...

Klimat ma coś w sobie z Nory Roberts i jej serii z porucznik Dallas - to takie zupełnie luźne skojarzenie ;)
Adela dnia 20.05.2011 13:47 Ocena: Bardzo dobre
Rewelacja! Ależ to pomysłowe, z humorem i przekąsem. Aż dziw, że ta szkoła XXI wieku jeszcze nie wyleciała w powietrze, a nauczyciele są o zdrowych zmysłach. Podoba mi się tutaj wszystko: i miotacze , i Mickiewicz, oczy kamery, pióro zdalnego sterowania, możliwość zdania prawo jazdy przez daltonistów, trójwymiarowa gra edukacyjna, pchły Szachrajki i mnóstwo innych perełek. Czy to koniec? Czy jest ciąg dalszy? Bardzo chętnie poczytałabym. Mam pytanie: tytułowe mruczoły. To nazwa dla kotów?
Gratuluję pomysłu.

Sugestie:

Miałam w niej dwa tablety, telefon, - chyba raczej dwie tablety

Wszech czasów - jest dopuszczalna pisownia oddzielna, jednak ja napisałabym łącznie

Od kiedy to niby nasi gimnazjaliści mogą sobie robić prawo jazdy? - wyrzuciłabym słowo - "sobie"

rozpoczęłam nieco zaszokowana - do czego ci ma niby służyć mikrospryskiwacz środka owadobójczego i rozpylacz gorącego powietrza?
- No, jak to? Pani nie wie? To pierwsze to na Mickiewiczowską "Burzę", a to drugie to przecież na "Stepy Akermańskie" - odparła Myśka, zaszokowana moim brakiem - powtórka, w zbyt bliskiej odległości zaszkowana/zaszokowana

Że teraz to już są takie pióra, które nie robią klik klik, tylko klik klik- może dobrze by było, aby to drugie kilik klik odróżnić w pisowni: np. kliik, kliik (bo o to chodzi, że to jest inne klik, klik):)

Pozdrawiam serdecznie,
A.
mruczol dnia 20.05.2011 15:04
Celina, to nie czarnowidztwo. To realia! Jestem nauczycielem, kocham swoją pracę, kocham dzieci i przyzwyczaiłam się do podniesionego poziomu adrenaliny na co dzień. :lol::lol::lol:
Lubię, kiedy jest wesoło i zamieszanie mi nie przeszkadza. Jestem taki nauczyciel z powołania i na dodatek brak adhd u dzieci w gimnazjum uznałabym za zjawisko niepokojące... ;)
Adela, dziękuję za sugestie. To kilk, klik było mniejszą czcionką, ale mi tutaj nie weszła. Postaram się jutro nanieść poprawki, bo już dzisiaj nie dam rady.
Pozdrrrrrrrrrawiam serdecznie,
mruczol
mruczol dnia 20.05.2011 15:11
Ps. Tak :yes:, tytułowe MRUCZOŁY to nazwa kotów. Nie wiem, skąd mi się wzięło. :p
Miladora dnia 20.05.2011 16:21
Ładny debiut i ładny popis wyobraźni, Mruczolku. :D
Jako belfra, szczególnie urzekł mnie doskonale uchwycony klimat tej szkoły.
Ale dałabym inną kategorię, bo bardziej niż groteska, jest to dla mnie science fiction.
Sprawny, lekko napisany tekst z poczuciem humoru. Dobry zmysł obserwacyjny. I oprócz niewielu powtórzeń, które można by bez szkody usunąć, nie ma większych błędów.
Podsumowując - ubawiłam się. ;) I odetchnęłam z ulgą, że to nie ja uczę w takiej szkole. :D

Dobrego na tej arenie życzę. :D

Aha - porozdzielałabym niektóre fragmenty linijką odstępu. Wtedy tekst jest bardziej czytelny.
MaximumRide dnia 20.05.2011 20:34
No proszę. No to jest groteska pierwszej klasy. Bardzo mi się podobało.:) Mam nadzieję tylko, że tak nie będzie kiedyś naprawdę. Wszędzie elektronika, komputery... bleee. Wygoda totalna, a co za dużo to nie zdrowo.:) Bardzo ciekawy pomysł. Uśmiechnęłam się wiele razy:)
green dnia 20.05.2011 21:15
Ależ to się czyta, świetne podsumowanie piątku. Ubawiłam się.
Bardzo dobry tekst.

Witaj na pokładzie PP.

Pozdrawiam :)
Usunięty dnia 20.05.2011 21:15
Przeczytałam, że jesteś nauczycielem. Już na podstawie tekstu, tak pomyślałam. Fajnie, że potrafisz spojrzeć humorystycznie na swoją trudną pracę, a z drugiej strony wyobrażam sobie, ile można czerpać z niej inspiracji. Oczywiście coś tam mogłabym wytknąć, ale ogólnie tekst jest dobry.
zajacanka dnia 21.05.2011 00:11
Mam w domu fanke Harrego Pottera i sama - sila rzeczy - widzialam i czytalam calosc kilka razy, i musze przyznac, ze wiele z Twoich pomyslow zawatrych w tekscie przywodza na mysl powyzsze.
Poczynajac od "zakupione pokatnie" :)
Ale w sumie niezle sie to czyta, jest ruch (nieustanny), zabarwienie humorystyczne. Podziwiam ludzi, ktorzy odwazaja sie uczyc nie swoje dzieci:)
Pozdrawiam serdecznie:)
mruczol dnia 21.05.2011 07:15
Hej!
Dziękuję za komentarze!!!!!!!!
Co do mojej pracy... Nie ma czego podziwiać. Przynajmniej wesoło jest. :lol:;):lol: Początki były wprawdzie trudne, bo nawet w najśmielszych wyobrażeniach nie sądziłam, że dzieci mogą robić taaaaaaakie rzeczy, jakie robią :bigeek:, ale później się przywyka.
Co do Harrego Pottera... Nie czytałam. Znam z filmu, ale nie przepadam za nim.
Jeszcze raz dziękuję za sugestie poprawek.
Pozdrrrrrrrowionka,
mruczol :smilewinkgrin:
Wasinka dnia 21.05.2011 09:05
No i proszę, jak to się można rozluźnić przyjemnie. Fantazyjna wyobraźnia pcha każdą linijkę do przodu, a lekkie podejście do tematu nadaje tekstowi uśmiechu. Czyta się gładko, poczucie humoru działa i choć może coś niecoś można by podszlifować, to przecież urok historyjki polega na takim właśnie swobodnym opowiadaniu o w sumie niezbyt przyjaznych nauczycielowi sytuacjach ;) Już wcześniej sugestie padły poprawkowe (ewentualne), więc mi pozostaje tylko pogratulować głowy pełnej pomysłów, poczucia humoru i świetnego podejścia do uczniaków. Bo to w końcu jednak ciężki kawałek chleba czy też twardy orzech do zgryzienia - owa gimnazjalna sielanka ;)
A mruczoły się należą jak najbardziej...
Pozdrowienia słoneczne.
Tjereszkowa dnia 21.05.2011 15:39
Witaj. Bardzo dobrze mis się czytało i z uśmiechem. Ironiczne spojrzenie na szkołę i jej uczniów, niepozbawione jednak sympatii do “milusińskich”. To ostatnie napisałam z podziwem, bo mnie gimnazjum głównie przeraża.
Najbardziej ubawiło mnie (a był to uśmiech z krzywą gębą) łaskotanie za karę. Niewiele nauczyciel dziś "może" i choć nie jestem za torturami, to czasem... :) Udany tekst, wittamy na PP.
julass dnia 21.05.2011 21:59
a proszę bardzo:)
wersja nauczycielska też wchodziła w grę ale jednak poszedłem w tę młodzieńczą... potem sobie uświadomiłem że młodzież to jednak trochę inaczej teraz myśli niż dawniej...
wodniczka dnia 22.05.2011 13:15 Ocena: Bardzo dobre
Witaj:)

No to jestem:). Przeczytałam z uśmiechem na ustach:). Płynnie i z dawką uśmiechu. Tylko szkoda, że tym nauczjacym w tej szkole nie było tak wesoło;) ale ten robot, który w domu parzy kawę i przynosi takie pyszności to troszkę wynagradza:D. Też bym takiego chciała mieć:p.

Pozdrawiam serdecznie:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
24/05/2022 18:38
Witaj Lilko To pewnie przez tego kosa, takie, a nie inne… »
wolnyduch
24/05/2022 18:36
Niezwykle ciekawy wiersz, o smutnym zabarwieniu,… »
Lilah
24/05/2022 15:58
Kurczę, i mnie się mrówki przywidziały, coś w tym jest.:)»
Lilah
24/05/2022 11:46
Uśmiechnęłam się szeroko, czytając Twój komentarz, tetu -… »
FrancodeBies
24/05/2022 08:46
Dziękuję za wizytę. Nie jest łatwo być sobą, a według… »
wolnyduch
24/05/2022 00:01
Świetny wiersz, poruszający i nawiązujący do aktualnych… »
wolnyduch
23/05/2022 23:53
Ciekawie o transformacji, lubię takie esencjonalne wiersze,… »
wolnyduch
23/05/2022 23:37
No nie wiem czy nie ma, jeśli wierzymy np. w Boga, to… »
wolnyduch
23/05/2022 23:25
Ja bardzo lubię takie "tasiemce" miniaturki mają… »
wolnyduch
23/05/2022 23:23
Re: Tetu No to się cieszę, że nie nalegasz na zmianę,… »
Florian Konrad
23/05/2022 22:55
Dziękuję i również jak najserdeczniej pozdrawiam! »
tetu
23/05/2022 22:31
Twój lekki, zwiewny utwór, przypomniał mi wiersz Teofila… »
tetu
23/05/2022 22:16
Wolnyduszku, ale ja niczego nie sugerowałam z tytułem, ani… »
Lilah
23/05/2022 21:49
Ano, taki tasiemiec mi wyszedł. Dziękuję, wolnyduchu.… »
JOLA S.
23/05/2022 21:08
Witaj Owsianko, czyta się z przyjemnością. Napisane oczami… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:27
Najnowszy:Lukasz112
Wspierają nas