Wizgnęło - mruczol
Proza » Groteska » Wizgnęło
A A A
WIZGNĘŁO

W Pielgrzymowicach wizgnęło. Dziadek Władek wyleciał na podwórze i spojrzał w kierunku wizgnięcia. Nie zobaczył niczego. Żadnego dymu, żadnych iskierek, nawet kolorowej łuny po tęczowych kapiszonkach, co to je niedawno wymyślili ku uciesze młodzieży, nie dostrzegł...
Za dziadkiem wyleciała babcia Marianna. Okręciła się kilka razy w swoim fotelu-poduszkowcu i zamachała elektryczną packą na muchy... Istniały wprawdzie bardziej nowoczesne metody na opędzanie się od owadów, ale babcia była zwolenniczką tradycji. Chrząknęła głośno i poklepała się bezwiednie po swoim nowym, płaskim brzuchu. Odsysanie raz po raz tłuszczu miało swoje zalety. Można było jeść, ile się chciało, tylko ujędrnianie i wygładzanie skóry było chwilami nieprzyjemne.
- Widziałeś, co tam leciało? - zapytała w kierunku dziadka. - Mam nadzieję, że te łobuzy nie wrzuciły niczego do stawu. Ostatnio jak zaczęli strzelać do ryb strzałkami z adrenaliną, to te biedne karpie śmigały później po wodzie niczym te motorówki.
Dziadek błysnął w kierunku babci nowym kompletem idealnie białych zębów. Odrosły mu! Tak na stałe. Ciekawa rzecz, swoją drogą, ta medycyna. Władek miał prawie sto lat i zapisał się ostatnio na eksperymentalny program regeneracji człowieka. Z głupoty. Przez babcię! Gdyby nie zwyzywała go od starych sklerotyków i nie zdzieliła swoją ulubioną, elektryczną packą po głowie, niczego takiego by nie zrobił. A tak... Zawziął się i przepadło. Teraz wprawdzie czuł się jeszcze słabo, łamało go w kościach i czasami jeszcze dawała o sobie znać zgaga, ale za jakieś dwa lata powinien już być o całe trzydzieści lat zregenerowany.
Dziadek uśmiechnął się krzywo na wspomnienie czasów, kiedy miał lat siedemdziesiąt. Wtedy jeszcze medycyna nie była tak dalece posunięta w rozwoju i ten okres nie należał do najprzyjemniejszych w dziejach Władka. Żeby zregenerować się w pełni musiałby poddawać się eksperymentowi przez co najmniej pięć lat.
- W telewizji mówili wczoraj o ataku Marsjan. Nie brałem tego wprawdzie na poważnie - powiedział dziadek - ale może ci durni Marsjanie rzeczywiście zaatakowali Ziemię.
- Eee... tam! - babcia zamachnęła się packą na muchy i przyłożyła nią maleńkiej biedronce. Odkąd niecałe cztery miesiące temu zrobili jej kolejną operację wzroku, widziała zbyt wyraziście i czasami reagowała całkowicie nieprzewidywalnie na obiekty, których wcześniej przez dobrych trzydzieści lat nie była w stanie dostrzec. - Obstawiałabym raczej Pigmejów. Od czasu, kiedy udało im się podbić kontynent Australio-Ameryki, stali się zupełnie nieobliczalni. A wcześniej byli z nich tacy mili ludzie...
- Co ty też znowu, Marianna! - oburzył się dziadek. - Pigmeje już od dłuższego czasu siedzą spokojnie i nawet oddali Australio-Amerykanom kawałek Alaski. Albo dzieciaki się za bardzo rozbrykały, albo rzeczywiście mamy tuż pod naszym nosem atak Marsjan.
- Eee... tam! - babcia po raz kolejny zamachnęła się packą i tym razem utrafiła zabłąkanego, samotnego komara. - Marsjanie mają zbyt przestarzały sprzęt. Zresztą, w naszej atmosferze za bardzo skręcają im się czułki.
Przez okno wyjrzała ciotka Gertruda. Zamachała długimi, sztucznymi rzęsami, wypięła do przodu swój zretuszowany biust i krzyknęła w kierunku dziadków.
- Mamo, tato, wlećcie do domu! W Telewizji Pielgrzymowice mówili, że za kilka minut będą puszczać radioaktywne deszcze!
Dziadek westchnął głęboko. Nie mógł sobie pozwolić na beztroskie narażanie swojego poddanego zabiegom regeneracji ciała. Za kilka lat, kiedy już ciało będzie znowu należało do niego, owszem, ale teraz musiał na nie jeszcze co nie co uważać. Swoją drogą, co za głupota! Po co on się na to wszystko zgodził?... Ach, tak! Rzeczywiście! Babcia Marianna i jej packa na muchy!
Dziadek przyjrzał się swojej drugiej połowie z mieszaniną wyrzutu oraz czułości w oczach. Babcia stanowczo odmówiła zabiegów regeneracji. Wyznawała te same poglądy co i Władek. Uważała, że sto lat na tym zwariowanym świecie, to już i tak stanowczo zbyt długo. Przeżyła co swoje i teraz chciałaby wreszcie odpocząć. Na drodze stawała jej wprawdzie stanowczo zbyt prężnie rozwijająca się medycyna, jednak babcia wiedziała, że prędzej czy później natura przejmie nad wszystkim kontrolę.
Wlecieli z dziadkiem do środka. Na dworze znowu wizgnęło. Dziadek podskoczył w swoim fotelu-poduszkowcu i złapał się dłonią za pierś. Te wizgnięcia to niby nic takiego, nie przerażały go wcale, jednak ich niespodziewalność i dziwny odgłos potrafiły człowieka nieprzyjemnie zaskoczyć.
Za oknem zaczął padać radioaktywny deszcz. Że też nie potrafili wynaleźć żadnego konkretnego rozwiązania, które by mu zapobiegało! Kaczki i kury znowu będą miały dziwny fioletowo-niebieski odcień. Skutki uboczne utrzymywały się wprawdzie tylko przez kilka dni, ale dziadek bardzo tego nie lubił. Ostatnio, kiedy nie zdążył dolecieć na czas do domu, przez cały tydzień oczy świeciły się mu fosforyzująco na szaroniebieski kolor. Na dodatek w okolicy bioder wyrosły mu niewielkie, wijące się w sposób niekontrolowany macki. Było to doprawdy bardzo niewygodne!
- W telewizji mówią - zagaiła ciotka Gertruda - że atak Marsjan przewidywany jest na godzinę szesnastą.
- Eee... tam! - babcia Marianna przyłożyła packą muszce owocówce. - Przecież oni, ci Marsjanie, mają zbyt przestarzała technologię. Nie uważasz, córciu?
Ale ciotka nie odpowiedziała. Była zbyt zajęta oglądaniem prawie stutysięcznego odcinka "Mody na eksces", który od czasu do czasu przerywano, podając krótkie wiadomości z regionu.
Tuż obok, na podłodze, siedział prawnuczek dziadków i z zapamiętaniem bawił się grą hologramową pod tytułem "Niezwyciężony wojownik". Michałek miał niespełna pięć lat, gra natomiast była przeznaczona dla dzieci od lat trzech. Mógł wysadzać, bombardować, palić miotaczami ognia oraz puszczać serie z zabytkowego już teraz karabinu maszynowego. A wszystkie te atrakcje za jedyne cztery pięćdziesiąt dziewięć! Zabawka należała wprawdzie do tych mało ekscytujących, ale rodzice Michałka byli nieco staroświeccy. Nie szli z duchem postępu i wyznawali zasadę, że zbyt wiele przemocy niszczy umysł dziecka.
- Michałek, podaj mi no chusteczkę ze stołu - poprosiła naiwnie babcia, pragnąc otrzeć sobie łzy wzruszenia, które zawsze cisnęły się jej mimowolnie do oczu na widok swojego najmłodszego prawnuka.
- Płababcia sobie podleci - odparł przez ramię Michałek. - Ja musiałbym łękę wyciągać, a pfecies widzi płababcia, se jestem tełas bałdzo zajęty.
- Michałek, jak ty się odzywasz do prababci?! - ofuknęła go ciotka Gertruda. - Mówiłam ci, że nie powinieneś seplenić!
Marianna podleciała do stołu, zgięła się w pół i wyciągnęła z serwetnika chusteczkę. W epoce płaskich brzuchów schylanie się nie stanowiło już tak wielkiego problemu. Czasami tylko przeskoczyła jej jakaś kość w krzyżu, ale obecnie, w przeciwieństwie do czasów sprzed trzydziestu lat, można było temu w prosty sposób zaradzić. Wystarczyło łyknąć tabletkę ze specjalnym środkiem oliwiącym stawy od wewnątrz.
Dziadek stał przy oknie i wyglądał przez nie, pilnie obserwując zmieniający się pod wpływem deszczu radioaktywnego krajobraz. Drzewa stawały się coraz to bardziej szkliste i zaczynały migotać na różowo, a ptaki znowu dostały jaskrawopomarańczowego ubarwienia i stalowego hełmika na łebkach. Żeby chociaż kwiaty zachowały swój stały, upiększający wygląd. Ale nie! Składały się w szarawe, plastikowe harmonijki i oczekiwały w ten sposób na całkowite oczyszczenie atmosfery.
Doprawdy! Życie w tym dziwnym świecie było dla dziadka całkowicie pozbawione sensu. Jego epoka była stanowczo mniej skomplikowana. Czy ta regeneracja miała jakikolwiek sens? Co go czekało za kilka lub kilkanaście lat? Och, gdyby nie ta babcia Marianna...
Za oknem znowu wizgnęło. Dziadek po raz kolejny chwycił się za serce.
Do domu wbiegła z impetem wnuczka Amelka. Uśmiechnęła się szeroko do wszystkich, uścisnęła wbrew jego protestom swojego ukochanego synka Michasia i opadła lekko na wygodną kozetkę.
- Słuchajcie! Rozpoczęli letni festyn w Pielgrzymowicach! Trochę dziwnie im to wychodzi. Znaleźli gdzieś w starym magazynie straży pożarnej sztuczne ognie z początków stulecia i te ognie wypróbowują teraz na placyku przy stawie. Rzuca się je na ziemię, a one najpierw głośno wizgają, a potem furczą cichutko, kręcąc się dookoła i sypiąc na wszystkie strony iskrami. Tylko w górę im te iskry nie lecą.
Wizgnęło po raz kolejny. Ciotka Gertruda zirytowała się nieco, ponieważ zagłuszyło jej to trochę kwestię wypowiadaną przez jednego z bohaterów serialu. Wyraziła swoje niezadowolenie słowami, których nie powinna była używać przy Michasiu, dzięki czemu została ofuknięta przez zdegustowaną Amelkę. Michałek dostał ataku histerii, ponieważ nadmiar domowników przeszkadzał mu w skoncentrowaniu się na grze i najgroźniejszy z jego przeciwników zabił niezwyciężonego wojownika. Ciotka zirytowała się wrzaskami dziecka i zrobiła Amelce karczemną awanturę na temat jej nieudolnych metod wychowawczych.
Babcia przewróciła z niechęcią oczami i popatrzyła porozumiewawczo na dziadka. Władek siedział w swoim fotelu-poduszkowcu przy oknie i... nie żył. Nowoczesna medycyna nie potrafiła przewidzieć skutków ubocznych wizgania.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mruczol · dnia 23.05.2011 20:30 · Czytań: 1022 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 13
Komentarze
green dnia 23.05.2011 21:01
Ależ mi się podobało! Dla mnie naprawdę dobrze napisane i czuć w tym groteskę.
Strzelanie do karpi z adrenaliny, pierwsze słyszę, widać, że belferskie obserwacje ;)
Fajne przemyślenia i obrazowanie.

Mam pytanie z jakiej gwary jest wizgnęło?:)

Pozdrawiam
julanda dnia 23.05.2011 21:11 Ocena: Świetne!
Ja "cie kręce:, ale numer! Wizgnęło mi rewelacją, aż poduszkowiec pod literami krzesełkowca dał się we znaki. Autorko, to mam pokazałaś wizjonerstwo, jakieś w głowie z teraz "kreatywy" się wymknęły, obrosły w piórka i przekonują, że to skrzydła, że nie jestem wcale gęsią, ale nawet przypominam orła, bo jak się takimi pożywkami karmi szare karbowane, to one luminują. To ja wstawiam "świetne", z tego lumenu w pozytywnym kreatywie powyższego. Bomba, uwaga! Wizga! Chować się, kto może! Pozdrawiam!
Darksio dnia 23.05.2011 21:11
Witaj.
Początek zapowiadał się świetnie. Miałem nadzieję na niezłą dawkę surrealizmu. Ale czym dalej, tym gorzej, a końcówka rozłożyła całkowicie Twoje opowiadanie, zupełnie jakby podczas pisania ubywało Ci pomysłów, aż na koniec cała para uszła.
Jest też parę technicznych spraw do lekkiej poprawy.
Pozdrawiam.
Azazella dnia 23.05.2011 21:16 Ocena: Świetne!
Mrrruczołku, ależ mi się ten tekst podobał:D. Tym razem połknęłam w całości i jestem za(nawet Wojewódzki by był:) ).
Cytat:
Okręciła się kilka razy w swoim fotelu-poduszkowcu i zamachała elektryczną packą na muchy...
przypomniała mi się czyjaś rozmowa w sb o paralizatorach na muchy;).
Również daje świetne i pozdrawiam wieczorową porą:)
julass dnia 23.05.2011 21:42
starsza młodzież atakuje ponownie:)
całkiem fajnie wyszło chociaż trochę za dużo dziadków i babć na początku ale potem się sytuacja bardziej wyklarowuje... końcówka mi się bardziej podoba a na sam koniec nawet uśmiech:)
Usunięty dnia 23.05.2011 21:44
Ej no a ja jakoś brnęłam przez słowa i nic... Teraz to dopiero Smutno mi Boże. Przemęczenie, albo inny troll zabrał mi możliwość cieszenia się tym tekstem. Takie to śmieszne, że mnie znudziło. Dzisiaj w dobie kryzysu nie kupuję nawet zdania. Ale pozdrawiam :D
Adela dnia 23.05.2011 21:50 Ocena: Bardzo dobre
Jestem pod wrażeniem. Serwujesz niezły kawałek fantastycznego:) ciasteczka, które z przyjemością schrupałam i oblizałam się – dwa razy:). Gratuluję wyobraźni i lekkości pióra. Mam nadzieję, że szykujesz całą batalię opowiastek z pewnego miasteczka XXI wieku? Hmm... W "Mruczołach" była szkoła, w "Wizgnęło" - „zwyczajna” rodzina, aż nie mogę się doczekać: co dalej?
Poniżej sugestie. Trochę za dużo zaimków – chociaż może to zamierzony zabieg.
Co do końcówki. Wyczuwam zbyt mało dramaturgii, jakby była za szybko napisana. Może warto dodać do niej garść przypraw?
Lektura Prima!

Sugestie:

to te biedne karpie śmigały później po wodzie niczym te motorówki.- powtórka te/te, wyrzuciłabym drugi zaimek

nowym kompletem idealnie białych zębów – wyrzuciłabym „idealnie”, za dużo dookreśleń, nowy sugeruje jakość:)

Ciekawa rzecz, swoją drogą, ta medycyna. - zmieniłabym szyk: Swoją drogą, medycyna to ciekawa rzecz./lub/ Medycyna, swoją drogą, to ciekawa rzecz.

Żeby zregenerować się w pełni musiałby poddawać się eksperymentowi przez co najmniej pięć lat. - 2x "się"

W telewizji mówili wczoraj o ataku Marsjan. Nie brałem tego wprawdzie na poważnie - powiedział dziadek - ale może ci durni Marsjanie rzeczywiście zaatakowali Ziemię. - wyrzuciłabym „ci durni Marsjanie". Po pierwsze: powtórka, po drugie: w następującej wypowiedzi wiadomo, kto zaatakował.

wypięła do przodu swój zretuszowany biust – wyrzuciłabym „swój”

widok swojego najmłodszego prawnuka.- wyrzuciłabym "swojego"

ponieważ zagłuszyło jej to trochę kwestię wypowiadaną przez jednego z bohaterów serialu. - troszeczkę niezgrabnie ujęte.

Pozdrawiam serdecznie,
A.
Wasinka dnia 24.05.2011 09:04
Nie wiem w sumie dokładnie dlaczego, ale mi się Wesele w Atomicach skojarzyło... Może przez klimat, język groteskowy... i przez temat, gdzie ów dość prześmiewczy utwór opowiada o postępie technologicznym, za którym nie idzie rozwój duchowy i moralny czy taki wewnętrznie ludzki.
Czyta się z uśmiechem i gładko. Nie rozszaleję się w zachwytach, jednak przyjemnie z rana było sobie taki lekki tekst przeczytać... Choć zakończenie dość smutnawe, ale znowu z akcentem na uśmieszek podsumowujący ogólny wizerunek świata...

co nie co - co nieco
zbyt przestarzała technologię - przestarzałą
podaj mi no - jakoś lepiej czyta mi się w zmienionym szyku podaj no mi
I z trzy może przecinki gdzieś umknęły.

Pozdrowienia słońcem rozszalałe ;-)
MaximumRide dnia 24.05.2011 17:28
No brawo. Kolejny dobry tekst. Podobają mi się te twoje groteski. Uśmiałam się bardzo:) Wszystko płynnie i zgrabnie napisane. Z humorem. I bardzo dobrze. Trzeba się śmiać. Trochę koniec mnie zaskoczył. No ale bywa. :)
Jeszcze kilka takich tekstów i chyba zacznę się ciebie bać:) Wizje przyszłości i katastrof prawie że. Z taką wyobraźnią to można pisać opowiadania s-f. :) Ale twoje groteski są wspaniałe. Bardzo mi się podobają. Czekam na kolejne pomysly. Pozdrawiam:)
Usunięty dnia 25.05.2011 00:04
Jest zabawnie, niektóre pomysły oryginalne.
W tym i poprzednim Twoim tekście pojawia się bardzo dużo nowinek technicznych, co trochę przytłacza.
Natomiast ciekawe są obserwacje socjologiczne przedstawione w humorystyczny sposób i tego oczekiwałabym w kolejnych tekstach.
Pozdrawiam.
mruczol dnia 27.05.2011 11:52
Hej!
Dziękuję pięknie za komentarze! :smilewinkgrin::smilewinkgrin::smilewinkgrin:
Podziękowałabym wcześniej, ale koniec roku się zbliża, więc ręce mam poutykane w tysiącu jeden spraw i z żadną nie nadążam.
Co do wizgnęło... Nie wiem, z jakiej to gwary. Nie dam sobie głowy odrąbać, ale wydaje mi się, że gdzieś to już słyszałam. Przyznaję jednak szczerze, że uwielbiam tworzyć neologizmy. Nie panuję nad tym i nawet nie próbuję tego kontrolować. ;)
Co do poprawek... Za propozycje zmian również bardzo dziękuję. Teraz dopiero widzę, co trzeba. Zabiorę się do szlifowania w pierwszym spokojnym dniu, jaki mi się uda wyszukać...
Jeszcze raz cieplutko pozdrawiam,
mruczol :D:smilewinkgrin::D
Usunięty dnia 13.03.2014 10:22
Wizgnęło mnie. Bardzo oryginalne. Niby rzeczy poruszane dość często w satyrycznych odsłonach, ale przez cały tekst miałam wrażenie, że słyszę o nich po raz pierwszy. Niełatwa to sztuka.

Fajny styl. Taki lekki, charakterystyczny dla Twojego piórka.

Złowiłam kilka sztuk, które przydałoby się wypatroszyć:

Cytat:
się od owa­dów, ale bab­cia była zwo­len­nicz­ką tra­dy­cji. Chrząk­nę­ła gło­śno i po­kle­pa­ła się bez­wied­nie po swoim nowym, pła­skim brzu­chu. Od­sy­sa­nie raz po raz tłusz­czu miało swoje za­le­ty. Można było jeść, ile się

Cytat:
było jeść, ile się chcia­ło, tylko ujędr­nia­nie i wy­gła­dza­nie skóry było

Cytat:
te ło­bu­zy nie wrzu­ci­ły ni­cze­go do stawu. Ostat­nio jak za­czę­li strze­lać do ryb strzał­ka­mi z ad­re­na­li­ną, to te bied­ne kar­pie śmi­ga­ły póź­niej po wo­dzie ni­czym te mo­to­rów­ki.

Cytat:
Żeby zre­ge­ne­ro­wać się w pełni(,) mu­siał­by pod­da­wać się eks­pe­ry­men­to­wi przez co naj­mniej pięć lat.

Cytat:
- Eee... tam! - Bab­cia za­mach­nę­ła się packą na muchy

Cytat:
- Eee... tam! - Bab­cia po raz ko­lej­ny za­mach­nę­ła się

Cytat:
co nie co uwa­żać.

co nieco

Cytat:
co nie co uwa­żać. Swoją drogą, co za głu­po­ta! Po co on

Cytat:
Swoją drogą, co za głu­po­ta! Po co on się na to wszyst­ko zgo­dził?... Ach, tak! Rze­czy­wi­ście! Bab­cia Ma­rian­na i jej packa na muchy!Dzia­dek przyj­rzał się swo­jej

Cytat:
co i Wła­dek. Uwa­ża­ła, że sto lat na tym zwa­rio­wa­nym świe­cie, to już i tak sta­now­czo zbyt długo. Prze­ży­ła co

Cytat:
- Eee... tam! - Bab­cia Ma­rian­na przy­ło­ży­ła packą musz­ce owo­ców­ce.

Cytat:
które za­wsze ci­snę­ły się jej

cisnęły jej się

Cytat:
było dla dziad­ka cał­ko­wi­cie po­zba­wio­ne sensu. Jego epoka była

Cytat:
to wy­cho­dzi. Zna­leź­li gdzieś w sta­rym ma­ga­zy­nie stra­ży po­żar­nej sztucz­ne ognie z po­cząt­ków stu­le­cia i te ognie wy­pró­bo­wu­ją teraz na pla­cy­ku przy sta­wie. Rzuca się je na zie­mię, a one naj­pierw gło­śno wi­zga­ją, a potem fur­czą ci­chut­ko, krę­cąc się do­oko­ła i sy­piąc na wszyst­kie stro­ny iskra­mi. Tylko w górę im te iskry nie lecą.Wi­zgnę­ło po raz ko­lej­ny. Ciot­ka Ger­tru­da zi­ry­to­wa­ła się nieco, po­nie­waż za­głu­szy­ło jej to


I momentami sporo rymujących się końcówek.
mruczol dnia 13.03.2014 13:27
Morfino,

dziękuję za odwiedziny ;). To prastary tekst. I, jak widać po Twoich podpowiedziach, popełniłam w nim prawie wszystkie możliwe błędy, które obecnie tępię :( :confused:... Czas na uderzenie się w pierś. :| Mam nadzieję, że echo nie rozeszło się zbyt daleko :sourgrapes:.
Ja ogólnie bardzo lubię opowiadania Mrożka :yes: i fascynują mnie rzeczy absurdalne :|. Być może właśnie dlatego uczę w gimnazjum :smilewinkgrin:. Chociaż, ostatnio jakoś mam przesyt niedorzeczności.
Jeszcze raz dziękuję za wizytę :). Mam nadzieję, że do końca tygodnia uda mi się doszlifować trochę tekst. Tymczasem pozostaję cała w pąsach :rip: ;).

Uściski
Aśka ;) B) ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Lilah
24/05/2022 15:58
Kurczę, i mnie się mrówki przywidziały, coś w tym jest.:)»
Lilah
24/05/2022 11:46
Uśmiechnęłam się szeroko, czytając Twój komentarz, tetu -… »
FrancodeBies
24/05/2022 08:46
Dziękuję za wizytę. Nie jest łatwo być sobą, a według… »
wolnyduch
24/05/2022 00:01
Świetny wiersz, poruszający i nawiązujący do aktualnych… »
wolnyduch
23/05/2022 23:53
Ciekawie o transformacji, lubię takie esencjonalne wiersze,… »
wolnyduch
23/05/2022 23:37
No nie wiem czy nie ma, jeśli wierzymy np. w Boga, to… »
wolnyduch
23/05/2022 23:25
Ja bardzo lubię takie "tasiemce" miniaturki mają… »
wolnyduch
23/05/2022 23:23
Re: Tetu No to się cieszę, że nie nalegasz na zmianę,… »
Florian Konrad
23/05/2022 22:55
Dziękuję i również jak najserdeczniej pozdrawiam! »
tetu
23/05/2022 22:31
Twój lekki, zwiewny utwór, przypomniał mi wiersz Teofila… »
tetu
23/05/2022 22:16
Wolnyduszku, ale ja niczego nie sugerowałam z tytułem, ani… »
Lilah
23/05/2022 21:49
Ano, taki tasiemiec mi wyszedł. Dziękuję, wolnyduchu.… »
JOLA S.
23/05/2022 21:08
Witaj Owsianko, czyta się z przyjemnością. Napisane oczami… »
wolnyduch
23/05/2022 21:02
Bardzo obrazowe pisanie, wręcz malarskie. Co do czerniny,… »
wolnyduch
23/05/2022 20:42
Ponoć są takie osoby, które potrafią dokładnie opisać… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Lukasz112
Wspierają nas