Oszalała Opowieść Zmarnowanego Mężczyzny - deathhascome
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Oszalała Opowieść Zmarnowanego Mężczyzny
A A A
Kolejny dzień. Słońce – biała, paląca się wiecznie bańka, pieprzony świetlisty kleks na szacie Boga wyszedł zza liści i przedarł się przez okno. Wprost do moich oczu. Nienawidzę tego ścierwa. Kolejny dzień. Znów światło. Muszę wstać mimo, że czuję, jakby rozbite szkło walało mi się w czaszce, a do tego mam problem z ostrością widzenia. Nerwowo przebieram ręką po szafce, ale okularów nie ma. Gdzie są okulary?
Wyglądam za okno. Widok taki, jak zawsze – średniowieczna twierdza króla Artura. Tuż pod jego murami kręcą się wozy kupieckie, a jego chłopi robią w polu. Ale powiem szczerze, że facet nie ma szczęścia co do tego roku – już mu dwa razy smok zjarał plony w przypływie histerii. Powiadają, że ma wrzody. Cóż, i tak bywa. Od kiedy jego „wierny” Lancelot założył Partię Okrągłych Stolców, nawet handel podupadł w tych stronach. Polityka jest śmieszna.
Opieram ręce na szorstkim materiale, tym na którym śpię. Mam przez niego swędzenia pleców. Siennik, kopany średniowieczny siennik. Na tym śpię. Ale nie, nie dołujmy się, jest świetnie. Moje życie ma głębokie znaczenie. Wiem to.
Mam totalnie gdzieś, że matka mi umarła. Wisi mi, że wydałem wszystkie pieniądze na jej leczenie, że żona przez to ode mnie odeszła, a moja córka zaszła w ciąże z jakimś kopanym leszczem. Brudasem cholernym, bez perspektyw, nawet ładny nie jest. Nic nie jest. No i ktoś ukradł mi portfel, albo wypadł mi jak witałem w sklepie po kolejne piwa, z tego wszystkiego. I to, że ukradli mi lusterka w samochodzie, zbili szybę. I to, że mój interes runął przez zaniedbanie. Że pralka mi wysiadła. No, może niekoniecznie wszystko w takiej kolejności.
Znów o tym myślę. Znów ręce mi latają. A tak, drżą i nie mogę nad tym zapanować. Nerwica jakaś. Albo nie nerwica. Sam nie wiem czym są latające dłonie. Mam to w sumie gdzieś. Moje życie ma głębokie znaczenie. No nie?
I znów łapie się na tym, że gadam do siebie.
Wchodzę pod prysznic, ale zaraz wracam, bo nie zdjąłem skarpetek. Odkręcam wodę. Na początku ze słuchawki tylko nieśmiało kapie, ale po kilku sekundach rozkręca się na dobre. Zraszam głowę, a zimna woda ocuca otumanione niespokojną nocą zmysły. Nawet ta potłuczona butelka wypada którymś uchem. Nie wiem tylko kiedy. Jak zaczynam myśleć, gubię trochę poczucie czasu.
Strużki wody biją się o miejsce na mojej twarzy. Jedna wypycha drugą. Oblepia mnie coraz cieplejszy wodospad. Myję włosy, plecy, nogi, szyję, wszystko. Zakręcam wodę i owinięty ręcznikiem podchodzę do zaparowanego lustra. Nawet nie zdążam go dobrze przetrzeć, a już tam jest w odbiciu, po jednej stronie mojej głowy.
– Co ty robisz? – pyta nadąsana.
– Do jasnej ciasnej, czy jeszcze nadejdzie dzień, w którym nie będę cię widział?
A ta jak zwykle prychnęła, z miną królewny obrażonej na cały świat. Fruwa nad moją głową, na tych swoich opalizujących, mieniących się tęczą skrzydełkach. Mała dziewczynka w koronie. Tak, jest pieprzoną wróżką. Ja też nie wiem skąd się wzięła.
– Siódma trzynaście, a ty co dopiero spod prysznica wyniosłeś swój tłusty zad! – rzuca arogancko.
– Ty mała… do mnie nie odnoś się takim tonem! Nie do mnie! Jestem za stary na takie kretyńskie zabawy! Do cholery, przecież nie zamawiałem żadnej fruwająco-tańczącej, i pieprzącej od rzeczy chińskiej zabawki! Za-wa-dasz. Get it? – Sam już nie wiem jak to robactwo wypędzić. Siła perswazji i moja wrodzona charyzma nie pomagają. Uroku osobistego boję się użyć, bo jeszcze na dobre zostanie. No więc przecieram dalej ignorując ją.
– Siódma czternaście.
To chyba podświadome, że robię jej na złość. Choć na złość najmocniej robię sobie, bo naprawdę nie zdążę do pracy. Wyciskam z mlaśnięciem ostatni bąbel pasty na szczoteczkę do zębów, i myję.
– Siódma piętnaście.
Myję spokojnie. Spokój jest najważniejszy.
– Siódma szesnaście. Mówię do ciebie? Grubasie.
Przemywam w spokoju twarz. Lekarz mówił, że spokój jest ważny. Że to wszystko minie. Sam mówił, że wróżki nie są takie rzadkie. Że przylatują tylko wtedy, gdy ktoś potrzebuje pomocy. One pomagają tym niepunktualnym. To po co człowiek wymyślił budzik, skoro wyręcza go w tym wróżka? Może warte by to było dłuższej kontemplacji.
– Nie zdążysz! – popędza mnie.
– Wiem, zamknij japę. – rzuca we mnie jakimś pociskiem. Coś kolorowego, oślepiającego. Wygląda to komicznie, jakby rzucała garścią cukierków. Schylam się czym prędzej, a uderzenie cukierkowego potworka roztrzaskuje się o lustro. To już dla mnie za dużo. Przecież to śmieszne. Widywałem wiele wróżek, ale nigdy takiej upierdliwej. Dlaczego ten Święty Mikołaj, czy kto tam je przysyła, musiał wybrać dla mnie największą mendę wróżkowej profesji? Każdy by oszalał. Ja już oszalałem.
– Ty pieprzona…!
Cyk, cyk cyk. Szalony wybuch budzika, który stoi tuż obok mojej głowy, na szafce. To jak obuchem w łeb, podrywam się niemal z krzykiem. Kurwa, czym sobie na to wszystko zasłużyłem?! Wyłączam go, ten szumi dziwnie, coś w nim terkocze. Może jest chory? Ja chyba jestem chory. Uciszam go pod poduszką, zrzucam nogi z siennika na ziemię. Ach tak, siennik. Jak dobrze. I to świecące ścierwo za oknem.
Masz piękny uśmiech, koniu. Stoi taki, naprzeciwko mnie, szczerzy się dziwnie, tak beztrosko. Jak ja dawno nie byłem taki beztroski. Ostatni raz, gdy byłem w wieku mojego syna, Arka. Potem rodzice się rozwiedli i już nie było tak beztrosko.
Znów gadam do siebie.
Jego czarne, pięciokaratowe oczy błyszczą, gdy mnie ogląda. Jednorożec. Ma piękny, spiralny, różowy róg. Długie, umięśnione nogi, niebieskie kopyta. I lubię dotykać jego sierści. Śnieżnobiałego puchu. O, koniu!
– Wygwizd, znów śniła mi się ta śmieszna wróżka. I znów ta ździra chciała mnie zabić. Ostatnio śnią mi się dziwne rzeczy. Takie naprawdę. A tobie? Co ci się śniło, przyjacielu?
Coś do mnie mówi, ale go nie słyszę. Mam problemy ze słuchaniem Wygwizda. Bo on chyba sepleni. Może mówi za cicho. Chociaż, gdybym słyszał, to bym to stwierdził na pewno.
Dzień zapowiada się dobrze, nareszcie worek ziemniaków nie kula mi się pod czaszką. Widzę całkiem dobrze. Nawet bardzo dobrze. Na szafce leżą jednak te okulary. Na gazecie. Chyba coś czytałem przed snem. Nie pamiętam już, co to mogło być. Tyle głupot w gazetach.
Czas odrzucić zbędne myśli. Masuję skronie, potrząsam rześko głową. Lekarz kazał. Odrzuć problemy, myśl pozytywnie, a najlepiej rób to od rana. To taka zabawa, jak samurajskie walki na miecze. Chociaż nie rozumiem, dlaczego mężczyźni w sukienkach i kitkach, mają uczyć mnie, europejczyka ze średnią penisa piętnaście centymetrów, czym są jaja, i prawdziwe męstwo?... Przecież wszyscy wiemy, co się mówi o facetach z dużymi mieczami… Ale to nieważne, bo mistrzowie miecza powtarzają – tylko oręż i na dłoń, i w oczy przeciwnika patrz. Za dużo myśli, złe. Bez myśli. Szkoda tylko, że to „bez myśli”, tak wielu ludzi bierze sobie do serca we wszystkim co robi. Do cholery, znów myślę niepozytywnie. Nic nie pomaga. Wygwizd mnie słucha, ale milczy. Nie mam żadnego wsparcia, a cierpienie wraca nieubłaganie. Aż łzy cisną się do oczu.
Jednak nie obchodzi mnie, że matka mi umarła, że klęczałem przy jej łóżku miesiącami, że czyściłem konto z pieniędzy w tajemnicy przed rodziną by jej nie denerwować. Wszystko, by płacić za leczenie, by ją uratować. I nie uratowałem. Teraz klęczę przed jej grobem. Mam bić się w głowę z bezradności? Znowu? Proszę, nie… Jestem zmęczony. Wyczerpany tym pieprzonym porankiem.
Boli mnie… mózg. Mam wrażenie, jakbym został sparaliżowany. Wspomnienia wbijają się do głowy brutalnie. Jak gwoździe, wtłaczane młotem w czaszkę. Rzępolący, mechaniczny dźwięk piły rozcinającej mnie na dwoje.
Cześć mamo, przyniosłem ci kwiaty, i bombonierkę. Jak to u nich, dają radę. Arek skończył sześć lat. Możesz być z tatusia dumna, wożę go cały czas do szkoły. Przecież muszę mu pomóc w tych ciężkich chwilach, gdy stawia pierwsze kroki w szkole. Haha, tak mamo, uczy się lepiej ode mnie. Jasny gwint, nie przypominaj mi, nienawidzę tych szkolnych wspomnień. I wiesz co mamo, tak, Mariusz mi dokuczał. Oj, nie mów. No nie mów. Tak, pewnie, tylko za co się obwiniasz? Przecież byliśmy dzieciakami, nic nie mogłaś zrobić. W szkole średniej mu się odwdzięczyłem zbijając go na kwaśne jabłko. Oj, mamo, przecież ja wyszedłem na ludzi. Tak… tak jak mówisz. Szkoda, że tata nie widzi wnuków. Z butnej pannicy Asi też byłby dumny.
Żałuję tych wszystkich telefonów, których od ciebie nie odebrałem. Wiem, wiem, zawsze byłem zapracowany i cię zbywałem. Z tatą miałem wieczne utarczki. Nie jestem z tego dumny, ale nie martw się, dzieciaków i Ewy nie zaniedbuję. Staram się być dobrym mężem, ojcem. Jestem dorosły… Uwielbiam gdy się uśmiechasz. Jeszcze wiele razy się uśmiechniesz, wiesz? Co to za pesymistyczny scenariusz?! Bierz przykład ze mnie, zawsze się uśmiecham!
A wewnątrz krzyczę, wyję, biję o ścianę pięściami, krew spływa mi z rozwalonych kłykci. Nie umieraj mamo! To taki poniżający zew rozpaczy…
Świat nagle przestaje istnieć. Coś huknęło. Wszystko rozpada się na tysiące drobin, małych luster na czarnym tle, które odbijają obraz mojej twarzy. I gdy myślę, że to koniec, dobiega mnie dźwięk przewijanej taśmy. Czy coś takiego. Szmer trawiący uszy. Mój mózg to teraz galareta.
Wreszcie wyrywam się z zadumy. Kurwa, co ty pierdolisz…? Jaka matka ci umarła, przecież żyje. Ma się dobrze, jest z tatą w Egipcie. Upajają się pomarańczowym słońcem sącząc kolorowe drinki z palemką, w wilgotnej bryzie basenu. Drzemią na leżakach w cieniu palm. Dobrze im się wiedzie mimo emerytury. Cieszy mnie to.
Wygwizd nagle przestał się śmiać. Jego czarne, kuliste ślepia czerwienieją, a jego róg wyblakł, puch robi się szorstki, zamienił się wręcz w skorupę. Niepokoję się, ale nim zdążam cokolwiek powiedzieć, nogi się pod nim załamują. Jak klejony model samolotu zwieszony z sufitu, spada bezwładnie roztrzaskując się o podłogę. Tłucze się jak szkło, a części jego ciała rozbłyskają się różnorodnym blaskiem, stając się sprężystymi kwadracikami, które podskakują swawolnie po całym pomieszczeniu. Jak zdziczałe, wredne małpy rozpanoszyły się w każdym kącie, piszcząc przeraźliwie z każdym dotknięciem materialnej powierzchni… Cóż to jest?!
Chwytam szybko za uszy i zalegam na podłodze. Zwijam się w kłębek jak płochliwe, niewinne zwierzątko. Chyba jestem już przestraszony. I to właśnie teraz jak grom z jasnego nieba, zapadła grobowa cisza. Mogę tak leżeć, naprawdę, ale unoszę się bo mi zimno. Wieje.
Leżę na wilgotnej, gęstej i długiej trawie. Zewsząd czuję aromat kwiatów, których nie rozpoznaję. Są dziwne, ale ładne. Łąka. Piękna, błoga połać kwiatów, którą dekoruje świergot ptactwa. Wreszcie coś, co pomoże mi odpocząć. Siadam ciężko i rozglądam się. Raczę umęczone ciało chwilą wytchnienia. Wtem przede mną staje… jakiś pan? W szacie z kosmatego samodziału, z obwisłym kapturem na głowie. Ma mrok zamiast twarzy.
– Poczta? – pytam, bo już sam nie wiem, czego mogę się spodziewać. Postać milczy jeszcze chwilę, jakby się zastanawiała co ma powiedzieć. W końcu silny, dźwięczny głos brzmi na łące:
– Poczułem morza toni, na wschodzie słońca wstające. Zapytałem ich? Jeden z równych, równiejszych powstaje z odważnych miłości? Mistrz, jagnięcina na flecie, czy tak nie? Waleczny murzyni, masło z Biedronki? Zapytam ponownie… Czy masz wrogów. Czy na wiatr szczekają, a las bujnie syczy. Milcz, i te czarne wierzchowce?
– Co? Myślisz, że ja będę parzył herbatkę?... A wypierdalaj!
– Obłędu marsz nie skończy? Marsz, biegiem, czołgania podobny. Nie boski, gwar miasta niegodny. Powtórzę ci… Czy przyjaciół masz. A pewno, czarne, źli ludzie z mieczami? Czy pomieszanie, w twoja głowa nastanie?
– Pomieszanie w moja głowa już nastało jełopie. A teraz spieprzaj, chcę spać! – postać zaczyna mi się rozmywać, wszystko niknie pod moimi nogami. Niewidzialna dłoń szarpie mnie za ubranie – kiedy zdążyłem się ubrać? – i zabiera do góry nie bacząc na granice wytrzymałości mojego organizmu. Mam wrażenie, jakby coś próbowało mnie za wszelką cenę spłaszczyć, nim jeszcze wkroczymy w Stratosferę. Wymiotuje, z ust ciągną mi się nicie rzygowin, ale mój przewodnik jest nieugięty – nadal lecę. Wszystko się we mnie kręci. Jestem ptakiem. Latam między białymi obłokami. W sumie czuję się wolny. Nareszcie. Czy tak zostanie?
Ale ten cep bez twarzy nie daje za wygraną. Jego głos odbija się echem w moim umyśle.
– Byłem, przeznaczenie śmierci i powstrzymanie? Żywność, czy zła leki. Choroba woła, panie, się toczy. Halo, halo. Jestem?
– Co Ty pieprzysz? Kim ty jesteś?! Zostaw mnie!
I wtedy otworzyłem oczy. To nie było niebo, to nie były chmury. To był kryształowo-biały pokój bez okien.
– Halo? Panie Januszu, niech pan się nie wydziera. Ma pan na sobie kaftan, szarpanie i gryzienie nic nie da… Zaraz podam panu kolejny zastrzyk. Jak dzisiejsze samopoczucie? Lepiej?
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
deathhascome · dnia 24.05.2011 20:51 · Czytań: 896 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 17
Komentarze
julanda dnia 24.05.2011 21:39
Tak mi się zdawało, że to nie jest normalne... Myślałam: schizofrenia ? Taki natłok zmiennych obrazów, ledwie doczytałam do końca, a tam zaskoczenie - jednak!
To wszystko zmienia. Bardzo dobry tekst, może dobrze, że nie wiedziałam o zakończeniu.
Pozdrawiam zdrowo, mam nadzieję! ;)
P.S. Nie przeczytałam tytułu! Nigdy ich nie czytam, jednak coś znaczą!
green dnia 24.05.2011 22:02
Podziałał na mnie ten tekst. Zresztą masz coś w tym swoim pisaniu, bo i pierwszy mi się bardzo podobał.

Przejmująco jest, jest w tym tekście prędkość, która nadaje odpowiedniej mocy przeżyciom bohatera.

Zostało to we mnie i obrazy przesuwają mi się przed oczyma.

Pozdrawiam.
MaximumRide dnia 24.05.2011 22:06
To raczej powinna być jakaś humoreska albo groteska. :) Uśmiałam się jak głupia:) Bardzo ciekawe opowiadanie. Podoba mi się. :) Napisane ciekawie i płynnie. W ogóle mnie nie nudziło. Dobra fabuła i zakończenie. Naprawdę mi się podoba. Gratuluję wspaniałego pomysłu:) Pozdrawiam:)
Usunięty dnia 24.05.2011 22:26 Ocena: Świetne!
Albo dlatego, że wolno dziś myślę albo dlatego, że zostałam zmanipulowana, zakończenie było strzałem w pyszczek. Świetnie taki ślad po sobie zostawiam bo mam trudności z budowaniem zdań w dniu dzisiejszym;)
anna nawrocka dnia 24.05.2011 22:26
Green podesłała mi linkę w ramach "polecam na dobranoc". Dooobre! Z zaciekawieniem (aleosochozi), wartko i z pomysłem, jest tyle przeplatających się wątków, że aż wiruje w głowie, aż żal, że sny nie są tak plastyczne i kolorowe.
Spodziewałam się zakończenia, jednak nie czuję się nim rozczarowana.
Pozdrawiam,
Ania
deathhascome dnia 24.05.2011 22:57
Dziękuję Wam bardzo :) Mam nadzieję, że nie zawiodę następnymi tekstami!
Azazella dnia 24.05.2011 23:22
Na zakończenie dnia ciekawy tekst. Niczego tutaj nie brakuje, nie ma nadmiaru zbędnych słów. Podobało mi się, co tu więcej dodawać. Nie osiadaj tylko na laurach po tych pochwalnych komentarzach:p. Pracuj dalej. Powodzenia
deathhascome dnia 24.05.2011 23:50
Tak jak wspominałem pod innym tekstem, jestem w ostatnich tygodniach strasznie zapracowany, ale gdy tylko mi się obluźni (czyt. wakacje) z pewnością zajrzę i do Waszych tekstów, pewnie dodam także coś swojego :)
Nie osiadam, nie osiadam - mam tylko nadzieję, że podtrzymam dobrą passę.
Mago dnia 25.05.2011 08:30
I ten tekst natchnął mnie dobrą energią. Napisany swojsko, z życiem i z humorem:-)
CelinaDolorose dnia 25.05.2011 14:00
Trochę przypomina mi się postać Adasia Miauczyńskiego...
julass dnia 25.05.2011 17:44
Cytat:
a moja córka zaszła w ciąże z jakimś kopanym leszczem.

ciążę

Cytat:
albo wypadł mi jak witałem w sklepie po kolejne piwa, z tego wszystkiego.

że co robiłem?

Cytat:
I znów łapie się na tym, że gadam do siebie.

łapię

Cytat:
Siódma trzynaście, a ty co dopiero spod prysznica wyniosłeś swój tłusty zad!

dopiero co

Cytat:
Za-wa-dasz.

"Za-wa-dzasz" chyba

Cytat:
mają uczyć mnie, europejczyka ze średnią penisa piętnaście centymetrów

Europejczyka

Cytat:
W końcu silny, dźwięczny głos brzmi na łące:

"rozbrzmiewa" lepiej

Cytat:
Wymiotuje, z ust ciągną mi się nicie rzygowin,

Wymiotuję

przed "i" nie stawiamy przecinków

nie powiem ze mi się tekst podobał ale też bardzo zniechęcający nie był... w sumie całkiem sprawnie napisany...
deathhascome dnia 25.05.2011 19:01
Przed "i" stawia się przecinki, moja droga, jeśli autor zadecyduje, że nadadzą one odpowiedni rys tekstowi. Błędy oczywiście są, literówki jak widać także - nikt nie jest idealny, a ja dopiero zacząłem swoją przygodę z pisaniem.
deathhascome dnia 25.05.2011 19:19
Ah, i co do: "co dopiero", to nie do końca się zgodzę z Tobą. Jeśli chodzi o dialogi, mogę w nich napisać dosłownie wszystko, tak błędnie, jak uważam za stosowne. Jednak w narracji - nie ma to prawa bytu.

Dialogi miałem zamiar napisać językiem jak najbardziej potocznym. Jeśli zaś chodzi o literówki - przyznaję się. Z reguły szybko piszę, a potem sprawdzam. Muszę być uważniejszy.

Pozdrawiam i dzięki za krytykę :)
julass dnia 25.05.2011 19:31
ja wcale nie mówię że musi być tak jak ja napisałem:) dialogi są jak najbardziej dowolne...
co do przecinków to i owszem czasami się stawia ale np w tym przypadku
Cytat:
Do cholery, przecież nie zamawiałem żadnej fruwająco-tańczącej, i pieprzącej od rzeczy chińskiej zabawki!

to z pewnością nie:)
i jest tu parę osób które ci to naukowo z przykładami wytłumaczą:)
deathhascome dnia 25.05.2011 22:28
Byłoby miło :D
julass dnia 25.05.2011 23:23
nie wiem czy słownik języka polskiego PWN jest dla ciebie wystarczającym autorytetem ale masz:
"Nie stawiamy przecinka przed spójnikami: i, a (= i), oraz, tudzież, lub, albo, bądź, czy, ani, ni"
"Jeśli człon wprowadzany przez jeden z wymienionych spójników ma charakter dopowiedzenia, przed nim stawiamy przecinek"
http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629793

w powyższym przykładzie "i" jest zwykłym spójnikiem:)
Wasinka dnia 26.05.2011 08:24
Jakby się siedziało w czyjejś (niezbyt zrównoważonej...) głowie... Obrazy nachodzą jeden na drugi niemal, spiętrzają się i daje to ciekawy obraz ogólny. Jednak dobrze, że nie przesadziłeś, bo gdyby tak jeszcze pociągnąć, to mogłoby stać się nużące ;-) Ciekawy pomysł, dobre zakończenie.
Parę sugestii Ci podrzucę, postaram się już nie te same, co julass:

Ale powiem szczerze, że facet nie ma szczęścia co do tego roku – już mu dwa razy smok zjarał plony w przypływie histerii. Powiadają, że ma wrzody. - wrzody ma facet czy smok? ;-)

masz sporo powtórzeń, które zgrabnie współgrają z tym, o czym piszesz i co dzieję się w głowie takiegoż człowieka, jednak niektóre wyglądają na przypadkowe (subiektywnie, oczywiście), np. Jak ja dawno nie byłem taki beztroski. Ostatni raz, gdy byłem w wieku mojego syna, Arka. Potem rodzice się rozwiedli i już nie było tak beztrosko. - byłem/byłem/było

Wiem, zamknij japę. – (R)zuca we mnie jakimś pociskiem

Tłucze się jak szkło, a części jego ciała rozbłyskają się różnorodnym blaskiem, stając się - "się" wpada na siebie, można chociażby wyrzucić drugie bez szkody dla treści

Co Ty pieprzysz? - zaimki mała literą w tym przypadku

Dowolność w wypowiedzi jest, oczywiście, wielka, jednak owa dowolność często też bywa przemyślana i jak coś gryzie i wydaje się, że jednak może lepiej by było zmienić, to czytelnik napomyka (tzw. świeże oko lub po prostu subiektywne spostrzeżenie), a Autor zrobi, co uzna za słuszne. Warto jednak przemyśleć choć chwilkę.
Interpunkcja nieco hasa, np.
Muszę wstać mimo, że czuję - Muszę wstać, mimo że czuję (przecinek przesunięty przed zbitek "mimo że" )
tym(,) na którym śpię
portfel, albo wypadł mi(,) jak witałem w sklepie - wyrzuciłabym przecinek przed "albo", a dodała przed "jak"
To tylko tak z początku dla przykładu, że warto się rozejrzeć.

Tekst czyta się dobrze, potrafisz czytelnika wsadzić w głowę swojego bohatera, przez co czuje się w środku opowiadania, a to duża umiejętność. Przemyślałabym jeszcze nieco i doszlifowała, no, najzwyczajniej - dopieściła ;-)

Pozdrowienia słoneczne.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Darcon
12/08/2022 21:14
Dziękuję za miłe słowa, skroplami. Cieszę się, że tekst Ci… »
wolnyduch
12/08/2022 20:37
Zatem, mamy coś wspólnego, bo płynięcie pod prąd jest mi… »
wolnyduch
12/08/2022 20:34
Witaj Per fumum To prawda, że ten świat jest pełen… »
Per fumum
12/08/2022 18:24
Może jest jeszcze jakaś nadzieja, może człowiek zacznie być… »
pociengiel
12/08/2022 10:28
Wiersz przypomniał mi matkę, która kochała Święto Matki… »
akacjowa agnes
12/08/2022 08:31
Dziękuję za miłe słowo o kapelusiku ;) Jasne, że Twój… »
pociengiel
12/08/2022 02:56
najfajowsze z tych wszystkich wagonów »
pociengiel
12/08/2022 02:35
dzięki, jako niezdeklarowany wolny duch, myślałem… »
wolnyduch
11/08/2022 23:52
Wszystko można, również za tym winklem, ale czy warto? Z… »
wolnyduch
11/08/2022 23:41
P.S Nie uleganie trendom, to właśnie świadomość siebie i… »
wolnyduch
11/08/2022 23:34
To prawda, że ludzie sami sobie podcinają gałąź na której… »
wolnyduch
11/08/2022 23:11
Witaj Akacjowa Masz rację, że dobra pewnie nie jest… »
akacjowa agnes
11/08/2022 18:05
Cieszę się, że trafił w Twój gust, Ekslibris. Bardzo ciekawa… »
ekslibris
11/08/2022 18:01
Wiersz o akceptacji siebie i o próbie odnalezienia się we… »
pociengiel
11/08/2022 17:49
podjarany »
ShoutBox
  • Darcon
  • 14/07/2022 20:17
  • Mało osób ma czas na "betowanie", ale możesz przysłać mi na priv opowiadanie, które skasowałaś. Sprawdzę, zasugeruję i uzasadnię półkę, tylko nie od razu. Dwa w jednym, coś jak szampon. ;)
  • Wiktor Orzel
  • 12/07/2022 08:09
  • Nie czytamy wszystkich komentarzy, bo nie mamy na to czasu. Twój akurat mi się rzucił w oczy, to nic osobistego. ;)
  • ApisTaur
  • 01/07/2022 22:13
  • W sezonie ogórkowym, tłok tylko na plażach ;)
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas