Czesław niemota cz.3 - mahuss
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Czesław niemota cz.3
A A A
*

- A ksiądz dobrodziej to sam poza wioskę wychodzi? - zapytała zdumiona Jarmucha, spotkawszy Ksymiarza na drodze. - Toć to strach tera, kiedy złe z lasu wylazło.

Dobrodziej aż podskoczył, bo baba w cieniu drzew była ukryta. Wahał się przez chwilę, widać było że nie w smak mu to spotkanie.

- Czego Pan w dobroci bezgranicznej chroni, złe nie waży się tknąć – rzucił niemal jak na kazaniu. - Niech się Jarmucha nie obawia.

- Ja się ta nie obawiam – wyszczerzyła zęby w szczerbatym uśmiechu. - Ino po co zaraz Najwyższemu obowiązków dodawać i na ochronę dobrodzieja najmować, kiedy on i tak bardzo zajęty plewieniem plugastwa wszelkiego.

Klecha zesztywniał, jakby się kijem zachłysnął.

- Nie bluźnij, kobieto! - rzekł karcącym tonem i nerwowo palcem pogroził. - Pan widzi wszystko i słowo każde usłyszy. W piekle się smażyć będziesz!

- A co ja i złego na Pana powiedziała?! Że zapracowany, że ze złem walczy? Że na ile możemy, żyć mu tam w niebie dać powinniśmy!

- A toś rzekła, że ja, sługa jego najpokorniejszy, do ochrony - przeżegnał się, w górę spoglądając – nająć go pragnę. A sługę pańskiego lżąc i Pana samego obrażasz.

- A czy ja tam lżę? Ot tak, dla własnego dobra spacery odradzam. Zwłaszcza tam, dokąd się dobrodzieju udajecie...

Ksymiarz zbladł, lecz wyjścia innego nie miał jak tylko wierzyć, że baba właściwego celu jego wędrówki nie zna, a jeno przypadkowo najczulszą strunę trąciła.

- Modły odprawić się udaję! Bliżej lasów, by łagodność niebios spokój i ulgę grzesznym duszom uwięzionym tam przyniosły. - Nagle zbystrzał i zaraz sam pytanie zadał. - A wy Jarmucho co niby na granicy wsi robicie? Samaście nie bojąca?! A może i tyś diabła usłuchała i w zmowę z tymi pomiotami weszła?

Jarmusze uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył.

- A gdzie ta, dobrodzieju – na dowód niewinności worek trzymany w ręce uniosła. – Czosnek wokół wioski rozsypuję, coby wampirze nie wlazły.

Ksiądz rozłożył ręce, bezradnie w niebo spoglądając.

- W pogańskie gusła wierzycie, kobieto?! Zabobony?! Czosnek?! Wampiry jakieś?! Już nawet nie grzech to a wstyd w dzisiejszych czasach!

- Pogańskie nie pogańskie, za to skuteczne – odparła Mastucha bez nijakiej pokory. - A wstyd, to... Pohamowała się z dokończeniem wypowiedzi, tylko w piach splunęła obficie. Ksymiarz za język jej ciągnąć nie zamierzał, jeno głową z pożałowaniem pokiwał, palcem pogroził i w dalszą drogę się udał. Jarmucha przyglądała mu się, od czasu do czasu ząbkami czosnku sypiąc

- Obyś tylko z powrotem się mógł do wsi dostać przez tę guślaną barierę – rzekła, za odchodzącym wzrokiem wiodąc.

*

Żałoba wielka w chałupie Baki zapanowała, kiedy syn jego jedyny z obławy nie powrócił. Tenże Jędrek, co go ostatni widział, bajał, że we dwóch na dziada bezokiego, co śmierdział jak świńskie wnętrzności, z kijami ruszyli, a że łotr szybki był jak wietrzysko, Cyryla chwycił i uciekać począł. Choć Jędrek dzielnie ścigał go przez dobre trzy pacierze, nadążyć nijak nie mógł. A i wreszcie o konar wystający się potknął aż nos połamał. Takoż gęba jego stanowiła purpurowo-fioletowy dowód bohaterskiej postawy.

- Pana, co ci jak brat był, na niewolę a może i... – łzy do oczu staremu Bace napłynęły na samą myśl – ...i na śmierć puściłeś. Sameś powinien dziadowi w łapska się pchać, by Cyryla mego bronić.

- A dyć uczyniłbym to, gdyby stary taki szybki nie był. Jak Cyryla czapnął, to ledwiem się obejrzał, a już między drzewami był i jeno po smrodzie gom mógł śledzić. - Swoim zwyczajem, a i ze wstydu i strachu przed gniewem Baczynym, Jędrek ubarwiał i to zdrowo. Prawda wszak taka była, że szczęścia miał niż Cyryl więcej, bo i przed nim stał plecami (na potępienie pańskie) odwrócony, gdy dziadyga z kniei się wynurzył. Tedy łatwiej uciec mu było. Cyryl jeno szarpać się próbował w stalowym Śmierdzignoja uścisku, a i tego Jędrek zandto nie pooglądał, tak był ucieczką zajęty. Tyle Baczynego syna widział. Co dalej z nim było, to i wy wiecie, i ja wiem, a w tajemnicy wam zdradzę, że i Baka dowiedzieć się miał niebawem. Ale zdarzeń nie wyprzedzajmy. 

*

- Powiedzcie mi, Gnojosmrodzie – rzekł Czesław, który zdrowie najwyraźniej odzyskiwać zaczął, bo i o własnych siłach rogaty łeb unieść potrafił. – Często Mastuchę widujecie? Rad bym ją spotkać po latach.

Dziad, który akurat ogień rozpalić usiłował, łypnął zdrowym okiem na podopiecznego.

- Nieczęsto – odburknął. – W głębi lasu się osiedliła i tam swe czary czyni. A i strach się do niej zbliżać. Pomóc pomoże, gdyś w potrzebie, lecz wizyt zbędnych nie lubi. - Przez chwilę ogień rozdmuchiwał, potem znów w niebo spojrzał, wstał, nogą patyki trącił. - A ku przestrodze twojej – wrócił z niejaką niechęcią do opowieści. – Ślepie żem stracił, jakem się wywaru z bielunia ochlał i w zaloty ruszył. Znaczy się chędożyć mi się zachciało, tfffu... – Splunął siarczyście. – Jużem bracie na niej leżał. – Tu ręką machnął na znak, że do dziś swej nieporadności odżałować nie może. – Jużem, aaach.... A ta, jak mi kołka osikowego, co to jej sam go z piersi niegdyś wyciągnąłem, gdy ją na cmentarzu znalazłem, kamieniami przykrytą, w ślepie nie wbije. Jak krew nie tryśnie. Jak ból rozdzierać nie zacznie. I tak to się skończyło moje miłowanie. Sam więc widzisz, że lepiej się do niej nie zbliżać, a i łukiem omijać, jak przypadkiem napotkasz.

- Bośta siłą ją przecie chcieli – rzekł Czesław. - Cieszta się, żeśta życia nie stracili, a ino to ślepie jedno.

- Tffffu... - splunął raz jeszcze Gnojosmród, by swoją dezaprobatę dla takiego traktowania gości podkreślić. Po czym zamilki obaj na czas jakiś. Dziad strawy na rozpalonym ogniu nawarzył, a że dzień długi za sobą mieli, to i jedli zapalczywie. Czesławowi nawet i to mięso człecze zasmakowało, choć żylaste strasznie i śmierdziało jak, nie przymierzając, truposz jaki. Straszno aż mu przez to było.

- A powiesz ty mi – zagaił tym razem Gnojosmród, ciekawości upust dając – skąd te rogi ci się na łbie wzięły? Prawda li to, żeś diabuł? Serce widać dobre masz, a diabuł ino złość niesie, tedy wiary głupim ludziom nie daję.

- Rację macie, dziadku. Choć sam już nie wiem, czy czar, który na mnie rzucono, w istocie diabła ze mnie nie uczynił.

- Czar, rzeczesz? - pokiwał głową z niedowierzaniem. - Mastucha to?! - Uniósł utytłaną kawałkami mięsa brodę znad glinianego garnczka.

- Gdzieżby Mastucha! - pięścią w ziemię grzmotnął, na znak, że najbliższej swej opiekunki i towarzyszki obrażać nie pozwoli. - Ona mnie chroniła przez długie lata, czapkę nosić kazała na łbie, by nikt szatańskiego znaku nie zobaczył. Gdyby nie ona, już by mnie pewnie na stosie spalili, łeb odcięli, u stóp położyli i tyle ze mnie by było.

- Więc kto to? Czym zasłużyłeś na takie znamię? Komuś się tedy naraził?!

- A powiem ci, choć historia to niemiła, a i nikt prócz Mastuchy jej nie zna. Wszak nikt niemocie wiary by nie dał. Tobie jenak powiedzieć mogę, boś mi życie ocalił. Tedy – rozpoczął – jakem jeszcze pacholęciem był, do lasu żem się zakradał. Dla Mastuchy zioła zbierał, albo drewno na opał. Czym tam mogłem wspomóc ją, tym wspomagałem. Bom jedną ją miał na świecie. Razu któregoś jakieś dźwięki, sapania dziwne żem usłyszał między krzakami. Raz to zwierzęce, raz ludzkie znowóż, to znów jednocześnie te i te... Ciekawością wiedziony, podszedłem. Bliżej i bliżej... Tak, żem wszystkiego aż nadto obaczył.

Gnojosmród z ciekawości zamarł, czując, że zaraz o jakowymś niebywałym zjawisku usłyszy.

- No cóżeś zobaczył? - dopytywał niecierpliwie, kiedy Czesław opowieść przerwał na moment, by strawę przełknąć. - Gadajże wreszcie!

Niemota długo na dalszą część czekać nie kazał.

- No to patrzę, ja. Ino z wrażenia tego żarcia se na łachy nie wylejcie – wtrącił widząc, że gliniane naczynie w rękach słuchacza przechyla się niebezpiecznie. - Patrzę ja, a tu... krowa.

- Toś mi na misterium trafił – rzekł najwyraźniej zawiedziony Gnojosmród, który smoków, wiedźm, diabła samego, czy czego tam jeszcze się spodziewał.

- Czekajta - Niemota dłoń uniósł, rozmówce uciszając. -To przecie nie koniec.

Dziad na powrót w słuch się zamienił, od dalszych złośliwości się wstrzymując.

- Jak żem na krowę popatrzył, a przodem do mnie stała, tak znad jej grzbietu twarz ludzką zobaczyłem. Grymasem jakimś, wysiłkiem wykrzywioną.

- A więc to tak?! - Śmierdzignój elementy opowieści w całość zbierać zaczął. – Człek więc bydlę obłapiał... Tfffu! – Po raz trzeci w ogień splunął, tym razem na znak obrzydzenia.

- Teraz to i ja to wiem – rzekł Czesław. – Wtedy jednakoż byłem dzieckiem i nijak zjawiska pojąć nie potrafiłem. Palec żem ino w gębę włożył i jakby mnie zamurowało. Miast uciekać, co rozum nakazywał, stałem, jakby na mnie urok kto rzucił. Tedy człek co za krową stał i... wstyd aż mówić co wyczyniał, zauważył mnie i niecny rytuał przerwawszy, ku mnie iść zaczął. Wtedym go rozpoznał, bo wcześniej twarz słabiej widoczna a i grymasem chuci, jakem już rzekł, pokrzywiona.

- I kto to był, do kroćset?! - niemal wrzasnął zniecierpliwiony Gnojosmród.

- A nie zgadlibyście, dziadku - pokręcił w zadumie głową, wpatrując się w płomienie. - Trudna to byłaby zagadka.

- No gadajże wreszcie! - cisnął ze złością pustą miską o drzewo. Ta rozpadła się na kawałki.

- Kapłan.

- Kto że?!

- Ksymiarz.

Dziad wpatrywał sie przez dłuższą chwilę Czesławowi, uwierzyć nie mogąc. Ten jednak oblicze zachował poważne.

- Człek żyje na tym padole i nie wie z kim ma do czynienia. Kto szatana parobkiem, kto dobro niesie... - Kręcił zdumioną głową a na twarzy rysowało się raz to obrzydzenie, raz niedowierzanie. - Zaraz!
- palec wskazujący ku górze uniósł, czy aby z tych, tfffu, amorów, potomstwa nie było?! Wszak Mastuchę na śmierć skazano, za to że jej bydlę, ludzkie półczłeka powiło! Gnieździ się w tutejszych jaskiniach. Raz żem je widział nawet, ino kamienia pod ręką nie miałem, by ubić i zbiec zdołało.

- Tego, dziadku, nie wiem i dowodów nijakich na pokrewieństwo klechy z owym cielcem przedziwnym nie mam. Pewny byłem, że tak jak mastuchę, tak i ową osobliwość kompanija Baczyna zarżnęła. Skondyś jednak się ten stwór wziąć musiał... A jeśli nie czarami został na padół ten ściągnięty, tedy pewnie rację macie.

- No a jakże się ta przygoda skończyła? - wydusił wreszcie, już bez niecierpliwości w głosie. - No i co z tym wspólnego twoje rogi mają, bo nie pojmę?!

- Prawda – podchwycił niemota skonfudowany, że historii nie dokończył. - Więc jak on do mnie ruszył, tom się na pięcie odwrócił i w te pędy uciekać żem zaczął. On zaś mną popędził. Kiedy jednak zważył, że szans na doścignięcie mnie nie ma, słowa zaklęcia wypowiedział. Tylkom je za plecami usłyszał, a juz poczułem, że coś nie tak z łbem moim się dzieje. Ból czułem, krew spływać do oczów zaczęła, a jak ręką dotknąć zaraz czuć było, że coś tam się pojawiło. Strach wielki mnie ogarnął, bom nie wiedział, co się dzieje. A że sierotą byłem, tom do jedynej mi bliskiej istoty popędził. Mastucha łzy otarła, dwie rany krwawiące ziołami opatrzyła. Ale więcej zrobić nie mogła. Z rogami jak diabuł ostałem. Tylko czapkę mi dała po chłopie jakimś, co to u niej wcześniej gościł i zapomniał zabrać. - Dziad zauważył, że po twarzy Czesława łzy płyną. - Ot cała moja historia. - skwitował.

Teraz obaj w ogień spoglądali, bojąc się spojrzenia skrzyżować.

- Tedy już wiesz, jakiej zemsty ci trza - Gnojosmród przerwał milczenie. - Klechę, co krowę wychędożył tak, że ni człeka, ni zwierzę porodziła, obwiesić trza na placu przed kościołem, a przedtem do gadania zmusić.- Niech cała wieś wie, kto naprawdę grzeszny. A Baka – tu na dogorywającego Cyryla popatrzył - już karę dostał, bo tu oto drugi syn jego dogorywa za zaciekłość jego. - Oko jedyne łzą zaszło. – Gdyby chłopów nie burzył, kijami nie wymachiwał jak na psów, to i ty byś teraz we wiosce siedział i Mastucha krwią żywić się nie musiała, a i ja z dwojgiem oczu bym łaził. A tak? Przez jego zaciekłość całe nieszczęście! Tak, on już karę dostał, niech żyje z tym bólem, bo to od śmierci gorsze, tylko jeszcze korpus synowy pod chałupę mu zrzucim! Niech zdycha na jego oczach.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mahuss · dnia 19.06.2011 09:26 · Czytań: 1060 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 20
Komentarze
MaximumRide dnia 19.06.2011 12:12
,,A wstyd, to... pohamowała się z dokończeniem wypowiedzi,,,

a wstyd to...- Pohamowała się...

,,jakby nad losem swy,,

swyM

No początek troszkę mnie nudził, aż tu nagle zaczyna sie coś dziać.
I nawet mi się podoba. Bardzo ładne, gwarowe słownictwo. Dodaje uroku opowiadaniu. Ta część jest dość dobra. Ksiądz robi układy z synkiem. No ciekawe. Lubię takie baju baju. wprowadzasz ciekawe elementy.
Jestem zaintrygowana. Dlatego chetnie przeczytam kolejną część. Pozdrawiam
Azazella dnia 19.06.2011 12:31
Tym razem spodobało mi się dużo bardziej niż poprzednio. Zapowiada się ciekawy wątek w następnej części. Mam nadzieję, że ukaże się szybciej niż ta:). Do tekstu przekonała mnie nie tylko sama treść, ale i Twój ostatni komentarz pod poprzednią częścią:lol:
Krzysztof Suchomski dnia 19.06.2011 19:54
Zaciekawiło mnie i musiałem cofnąć się do poprzednich odcinków, których wcześniej nie czytałem. Takie zabawy z językiem zawsze są kontrowersyjne - to pewnego rodzaju szukanie granic, sprawdzanie wytrzymałości, tak samego języka, jak i czytelników, a w końcu i samego autora. Kto pierwszy pęknie? :D
Z zainteresowaniem czekam na następne odcinki.
Pozdrawiam
mahuss dnia 19.06.2011 23:59
Przede wszystkim bardzo dziękuję za zerknięcie na tekst i wyrażenie opinii na jego temat. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że trzecia część doczeka się jakiejkolwiek "czytalności" - a tu proszę, bardzo konkretne i konstruktywne wypowiedzi pod tekstem naprawdę zachęcają do pracy nad kontynuacją.

MaximumRide - dziękuję za wychwycenie "byków" i szczerą, acz zachęcającą do dalszej pracy wypowiedź. Warto powalczyć o takiego troszkę sceptyka, jakim jesteś. Będę się starał nie zanudzić Cię następnym odcinkiem.

Azazella - bardzo się cieszę, że nie zniechęciłaś się do opowieści. Jakoś tekst ma naprawdę (bez kadzenia:)) szczęście do Czytelników, którzy trochę niechętnie odnoszą się tak do jego treści, jak i formy, ale jednak chcą brnąć dalej. To mnie bardzo cieszy, zwłaszcza że na takim audytorium właśnie mi zależało. Mam nadzieję, że z kolejną częścią nie będę aż tak zwlekał... w tej miałem problem z dobraniem kilku słów, stąd poślizg :)

Krzysztof Suchomski - Mam wrażenie że pęknie jednak autor, bo i biedaczek po raz pierwszy spróbował aż tak zaryzykować z kleceniem zdań, a i sama treść może tego i owego zniechęcać. Tym bardziej cieszę się, że tekst zyskał Twoją sympatię. Postaram się nie spaprać dobrego wrażenia w kolejnych odcinkach. Liczę na Twoją szczerą opinię.
julass dnia 20.06.2011 00:25
Cytat:
A co ja i złego na Pana powiedziała!?

Cytat:
-Synek!? - półszeptem najpierw zawołał

Cytat:
- Czego chceta, ojciec!? - zapytał dziwoląg

?!

Cytat:
A gdziee ta, dobrodzieju – na dowód niewinności worek trzymany

gdzie

Cytat:
Czosnek wokół wioski rozsypuję, co by wampirze nie wlazły.

coby

Cytat:
Obyś tylko spowrotem się mógł do wsi dostać przez tę guślaną

z powrotem

Cytat:
inną naturę niż wyrastający zeń męski tułów ówieńczony pokrytą

uwieńczony



mi się nadal podoba i uśmiech na twarzy błądzi czytając... takie słowiańskie klimaty bardzo potrzebne są .. człowiek od razu swojsko się czuje:)
mahuss dnia 20.06.2011 08:15
Z tym "ówieńczeniem" to dowaliłem jak z armaty :) Dziękuję za wychwycenie tego i inszych błędów. Zaraz poprawiam.

Skoro chciało Ci się przebrnąć przez ten fragment o tak nieludzkiej porze, to chyba zaczynam wierzyć, że z tego tekstu jeszcze będą "ludzie". Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję za uwagi.
julanda dnia 20.06.2011 11:45
Literówki zauważyłam. ;) Na początku się zanudziłam i językiem, i stylem, ale już dalej było ciekawie, no i popatrz, a jakby nie maraton, pewnie bym nie czytała! To super! Pozdrawiam!
mahuss dnia 20.06.2011 12:14
Muszę przyznać, że miałem farta że się na ten maraton załapałem :) Cieszę się że jest już lepiej. Właśnie tego od tekstu oczekiwałem, że z początku będzie trudny do zaakceptowania ale z kolejnymi częściami Czytelnicy (oczywiście Ci, którzy wytrwają) zaczną się do niego przekonywać. Mam cichą nadzieję, że kolejna część jeszcze trochę poprawi wrażenie. Pozdrawiam serdecznie:)
Wasinka dnia 20.06.2011 13:42
Lubię takowy język staruśki niejako, zdania ładnie prowadzące się, a i treść ciekawi, więc cóż czynić mi trzeba? Czekać na ciąg dalszy.
Takoż i będzie.
Pozdrowienia uśmiechnięte i zainteresowane.
mahuss dnia 20.06.2011 14:58
Takoż i czym prędzej za poprawki i kosmetykę się zabieram, żeby w czwartej części wstydu sobie nie uczynić jakim chochlikiem drukarskim czy innym złośliwcem.
Pozdrawiam serdecznie i pięknie dziękuję za miłe słowa.
Usunięty dnia 02.08.2011 14:54
Oczywiście, że się nie zrażę, gorsze rzeczy czytywałam :bigrazz:

To jest fenomenalne po prostu :) Mam nadzieję, że kończysz kolejne części, bo jak nie będę miała do czytania na bieżąco, to się zrobię nachalna ;)
mahuss dnia 03.08.2011 08:20
No i znowu się zarumieniłem jak burak (o ile kolor buraka można nazwać rumianym). Co do dalszej części to rzecz ma się następująco: opowiadanie napisane jest do końca, więc myślałem, że tylko szybka korekta i bach wrzucę na PP. Niestety rzecz skomplikowała się, gdy zdałem sobie sprawę, że aby logika Czytelnika nie była narażona na dostosowywanie się do (para)norm źle nakreślonego świata, dalszy ciąg wymaga dość poważnych przeróbek. Na domiar złego Szalona Julka uświadomiła mnie, że tytuł świadczy o tym, iż autorzysko nie pofatygowało się do słownika, aby sprawdzić prawdziwe znaczenie słowa "niemota". Sprawy nie ułatwia też chroniczny brak czasu. Boję się więc, że piąta część (nie wykluczam też powtórki części czwartej) pojawi się z poślizgiem. W każdym razie takie miłe słowa (jak również cenne sugestie z wcześniejszych komentarzy) na pewno bardzo pomagają w zmobilizowaniu się do pracy nad tekstem i za nie serdecznie dziękuję. Bardzo liczę też na twoją opinię o czwartej części. Mam co do niej wątpliwości, które kilka osób mi już potwierdziło. Gorąco pozdrawiam i dziękuję za "wdepnięcie" do "Czesława":)
Usunięty dnia 03.08.2011 08:24
A czemu to? "Niemota" na określenie wioskowego "głupka" chyba pasuje jak najbardziej...
mahuss dnia 03.08.2011 12:00
Hmmm, teraz sobie zerkam na sjp.pl i w sumie są dwa znaczenia - 1) Brak zdolności mówienia przy zachowaniu słuchu 2) Osoba nierozgarnięta, wolno myśląca. Więc w sumie wariant 2 pasuje. Chociaż pierwotnym na pewno jest wariant pierwszy, dwójka historycznie wynika zapewne z jedynki, czyli, że niemota był zwykle uważany za głupka.
zajacanka dnia 12.08.2011 16:43
- Pogańskie nie pogańskie, za to skuteczne – odparła Mastucha bez nijakiej pokory.
Chyba Jarmucha, bo to z nią klecha rozmawiał, prawda?

Dalej "się czyta" całkiem nieźle. Aż dziw, że wcześniej się nie zmusiłam, ale tytuł mnie odstręczył. Nie tyle Niemota, a właśnie Czesław. Chyba jakąś awersję mam.

Lete dalej:)
mahuss dnia 12.08.2011 20:41
No nie... to już cały tytuł muszę zmienić. Już ktoś mi zwrócił uwagę na niemotę, a teraz jeszcze Czesław. Prawda jednak jest taka, że masz sporo racji. No bo tak - Baka, Cyryl, Mastucha, Jarmucha, Gnojosmród i .... Czesław :) Słabo pasuje chłopisko do towarzystwa. Dziękuję za wychwycenie błędu rzeczowego.
zajacanka dnia 13.08.2011 00:28
Tytułu nie zmieniaj:
http://www.ksiegaimion.com/czeslaw
Pozdro, mahuss
mahuss dnia 13.08.2011 08:12
Kto by pomyślał... Ciekawe co księga imion mówi o Gnojosmrodzie :)
Wasinka dnia 13.08.2011 08:57
Zatem tytułem nie musisz się już martwić ;)
I Czesław w porządku, i niemota wszak w potocznym znaczeniu oznacza osobę kiepsko rozwiniętą, powolną w myśleniu, czyli taką, jaką chciałeś... Nie zauważyłam nawet, że o tym była wcześniej mowa...
Pisz dalej zatem spokojnie ;)
Pozdrowienia słoneczne.
mahuss dnia 13.08.2011 18:18
Ach, przynajmniej jeden dylemat z głowy :) Zapraszam do kontynuacji w wolnej chwili. Już jest.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Abi-syn
16/05/2022 22:36
Wszyscy jesteśmy poruszeni tym co się dzieje na świecie,… »
Abi-syn
16/05/2022 22:19
Nauczyć się wyobraźni Autora, umieć posługiwać się… »
Yaro
16/05/2022 22:17
Jeżeli słownik potwierdza, że tak można to Pozdrawiam z… »
Abi-syn
16/05/2022 22:03
hejka, trochę sobie z tym dworuję, spotkałem za dużo… »
Lilah
16/05/2022 22:02
Bardzo się cieszę, Francodebies. Dziękuję i pozdrawiam… »
Florian Konrad
16/05/2022 21:25
Zawaliste, ale tytuł jednak walnąłbym z wielkiej litery. »
Nalka31
16/05/2022 21:17
Lilu Mocny ten wiersz, a jednocześnie pełen liryki i… »
Galernik
16/05/2022 21:15
Marku, dziękuję za odwiedziny. Fakt, lubię zabawę słowem,… »
Galernik
16/05/2022 21:11
Yaro, przeczytałem i się troszeczkę zadumałem. I to chyba… »
Yaro
16/05/2022 16:44
Wiersz jak wiersz , pisze i będę pisał ale Twoja poczta jest… »
mike17
16/05/2022 14:28
Jarku, ostatnio miałem mało czasu na portal, stąd moja… »
Marek Adam Grabowski
16/05/2022 14:14
Kila elementów humorystycznych masz dobrych, ale całość nie… »
annakoch
16/05/2022 11:04
Fajnie napisane Pozdrawiam »
Aleksandra Kaczmarek
15/05/2022 21:33
Ciekawe »
Florian Konrad
15/05/2022 15:26
Dziękuję. Wolałem przezornie dać tę "osiemnastkę"… »
ShoutBox
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
  • Yaro
  • 15/05/2022 18:40
  • Michał odezwij się. Pozdrawiam:)
  • Galernik
  • 10/05/2022 12:27
  • Dobra Cobro, ale to tak dobrze brzmi "Żywot bałwana". Myślę, że tytuł jest trafny, ale jak mi coś fajnego podrzucisz, to czemu nie, można zmienić. Dzięki za przeczytanie.
  • Dobra Cobra
  • 09/05/2022 15:30
  • Piękne zaproszenie. Zmieniłbym tytuł, żeby było bez słowa "balwan" , bo odzierasz punkt kuliminacyjny z zaskoczenia. I od początku wiadomo, co będzie.
  • Galernik
  • 09/05/2022 15:00
  • Witajcie. Melduję się po roku nieobecności. Żywot bałwana, jedna z moich najnowszych humoresek / opowiadań oczekuje Waszych opinii i ocen.
  • Darcon
  • 08/05/2022 09:57
  • Cały czas trwa nabór na konkurs "Malowanie słowem". Liczę, że wypoczęliście podczas majówki i teraz ruszycie z pisaniem. :)
  • Darcon
  • 04/05/2022 21:52
  • majka100, Strona główna, na dole, archiwum newsów. Marzec i kwiecień 2021. :) Pozdrawiam.
  • majka100
  • 04/05/2022 18:57
  • Dzień dobry, jest gdzieś zapis pierwszej edycji 'Malowanie słowem'?, bo jakoś nie mogę znaleźć. 'Muzoweny' też nie do odkopania.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas