Czesław niemota cz. 4 (tytuł roboczy, do poprawki) - mahuss
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Czesław niemota cz. 4 (tytuł roboczy, do poprawki)
A A A
Cz. 4

Podczas gdy Baka parobczaka wypytywał a Jarmucha uparcie wioskę wokół obchodziła, czosnkiem przed wampiurzami chraniąc, Ksymiarz, dobrodziej, w knieje się zanurzył, i choć strach mu na siwej głowie ostanich kilka włosów zjeżył, szedł uparcie, nie bacząc na gałęzie smagające twarz. Wędrował tak dobrych kilka pacierzy, aż do skały dotarł mchem porosłej, a wysokiej ponad najwyższe drzewa, co to ją ludzie Czarcim Przyrodzeniem dawniej nazywali (ze względu na swój kształt strzelisty i kolor czarny, jakby smołą była oblana); a jako, że ta nazwa długa i trudna do wymówienia była, z czasem w Diablego Chuja wyewoluowała. Takoż podszedł Ksymiarz do owego wybryku natury, przystanął i szczelinę sporą odnalazłszy, zniknął wewnątrz. Rzec wam jeszcze muszę, że zimno było tam, ciemno i wilgotno jako w dupie indyczej.

-Synek?! - półszeptem najpierw zawołał, po czym głośniej powtórzył ze dwa razy, aż gdzieś z wnętrza dało się tętent kopyt słyszeć. Głośniej i głośniej. Wreszcie z ciemności wyłonił się on – byk od ziemi, chłopak od pasa w górę. Potężny kłąb, wsparty na czterech, zakończonych wielkimi kopytami, nogach, zdawał się mieć zupełnie inną naturę, niż wyrastający zeń, nacechowany spokojem, męski tułówi. Wierzgał, skakał, nie mogąc miejsca ni na chwilę zagrzać. Twarz "Synka" była zaś bez wyrazu, martwa prawie, krowimi oczami na Ksymiarza jeno łypała spod gęstwiny skołtunionych włosów.

- Czego chceta, ojciec?! - zapytał dziwoląg. – Dawnośta tu nie przyłaziły!

- Cicho bądź! – nerwowo obejrzał się Ksymiarz. - I ojcem mnie nie zwij, bo kto usłyszy jeszcze!

- A coooo? – kamienne dotąd oblicze wykrzywiło się w uśmiechu. – Boita się, że was matka do ołtarza zaciągnie?! Nie bójta się, ona dawno z pyrami i kapustą zjedzona.

- Bluźnisz – Ksymiarz przeżegnał się odruchowo, jakby słowa "Synka" prawdą nie były. Zaniechać postanowił jednak dysputy na rodzinne tematy, bo przecie nie po to do jaskini przyszedł. - Pomocy potrzebuję.

"Synka" na tyle zaskoczyło, że rodziciel o pomoc się zwraca, że aż kopyta tańcować na chwilę przestały, a i o prawieniu złośliwości zapomniał.

- Pomocy potrzebujeta? A niby w czym taki krowulec jak ja może wam pomóc?

- A i pomocy takiej, żeby wieś we wsi została, zamiast po lasach poszukiwania snuć, bo jeszcze ciebie – tu obrzydzenie ukrywając, po kłębie pogłaskał na czułość się siląc – synku odnajdą i skrzywdzą.

- Ha haaa!– a niech no odnajdują, już my im z Mastuchą pokażem, gdzie tu bagna najgłębsze!

- A i po co to, synuś? Przyjdą jedni, drudzy, następni... kamienie oni mają, sierpy, cepy. Ubiją w końcu jak psów, tylko ścierwo zostanie... A i to robaki zeźrą.

- Ojciec jak ksiądz prawita a ja może i wolę żywota młodo dokonać, niż w tym Chuju Diabelskim do starości kopytami wierzgać - zamyślił się, jakby nad losem swym rozważania snując. - A jaki wy interes w tym macie? - zapytał po chwili. - Bo miłością ojcowską mnie nie omamita.

- A bo i księdzem tu jestem. Co to za ksiądz, co mu wioskę wampiurze i diabły wyrzynają. Na wygnanie w końcu mi przyjdze. Już dziś ludzie miast w kościele przesiadywać, w czosnek chałupy zbroją. Gusła odprawiają. Tak to jest, kiedy chłop we wsi najbogatszy drugiego już syna traci.

- Byśta krów nie macali – przerwał stanowczym tonem – to by ni pierwszego, ni drugiego nie tracił!

- To i o to chodzi, synciu – nie zwarzywszy na obrazę, kontynuował. - Tego co cofnąć nie potrafię, nie cofnę. Ale po co nam ofiary nowe. Bakę Mastucha ubije, to i gospodarstwo na pół wsi bez gospodarza zmarnieje. A i połowa parobków na żebraninę pod kościół pójdzie, bo i kto im robotę da.

- To tu was ojciec boli... – roześmiał się pół byk pół człek. – Miast na tacę wam dawać, parobkom się jałmużna trafi.

- A i nic się nie trafi! - Ksymiarz wrzasnął, zapominając o dyskrecji. – Wieś na zmarnowanie pójdzie. Chłopy po lasach Czesława i Mastuchy szukać będą, a co który wlezie to i nie wróci! Baby same zostaną a z nich nijakiego pożytku nie ma.

- No, dla ciebie ojciec raczej nie - uśmiech cyniczny na oblicze powrócił. - Ale rację macie. - Rzekł, bo i prawdą było, że jak chłopstwo po lesie zacznie złego szukać, to i koło Czarciego Przyrodzenia kręcić się zacznie, a syn księdza i krowy bez Mastuchy wsparcia nijak bronić się nie potrafił, chyba że kopytami wierzgając. Gdzie tymczasem z kopytami na cepy, kamienie, kosy i ludzką wściekłość? Wprawdzie życie prowadził tu podłe, ale następnego wszak nikt mu dać nie zamierzał.- Czego zatem ojciec chceta? – zapytał już bez złości ni drwiny. - Jak moja pomoc ma wyglądać?

Oblicze Ksymiarza stężało w powadze.

- Syna bakowego mi trza! Żyje on?

- Żyje zapewne – odrzekł pierworodny. – Jeno sądzę, że uszczerbku poważnego na zdrowiu doznał, bom widział jak Gnojosmród go do kniei ciągnął. Jak nic gicze poobcinał i zeżarł.

- Tedy nie żyje! - kapłan głos uniósł.

- Żyje, ojciec – uspokajająco uciął mieszaniec. – Dziad rany zielskiem okłada, żeby gangrena się nie wdała, tedy ofiara nie umiera i mięso dłużej świeże. Ino – przez chwilę myśli we łbie układał – czy nie lepiej żeby on nie żył? Toć raczej jak go bez rąk i nóg do wsi oddamy, to wtedy się dopiero batalija zacznie.

- Racja – przytaknął Ksymiarz w zadumie, najwyraźniej inszego sposobu szukając. – On już martwy. - Rzekł wreszcie. - Tedy trupa Czesława nam trza! Dla równowagi! Inaczej złego nie unikniem.

Zadumał się bykoczłek aż kopyta równomierny rytm o skałę wystukiwać zaczęły. Wreszcie łeb uniósł i rzekł:

- Idźta ociec do domu, a mnie czarną robotę zostawcie. Wiem co zrobić.

*

Nim pierwszy kogut zapiał, już oka zmrużonego we wsi nie uświadczono. Wszyscy na równych nogach byli. Krzyk bowiem tak przeraźliwy, tak pełen żałości i bólu ojcowskiego ciszę rozdarł, że i martwego by obudził. Po chwili tłum niemały nieszczęsnego Bakę, w ramionach to, co z syna zostało trzymającym, otaczał, a z każdą chwilą nowych gapiów przybywało.

- Kto ci to zrobił, synku? – pytał, a łzy gorzkie wpadały mu do ust. - Zabiję, spalę, na pal nadzieję! - Przeklinał.

Chwilę później zaś rozpacz nie pozwalała mu słowa z gardła wydusić, i tak na zmianę.

- Żyw on? – zapytała Mordołową Jarmucha, która właśnie do gapiów się przyłączyła.

- No pono oczyma przewraca i dycha, ale czy to długo jeszcze? Kto to widział, tak bez rąk i nóg?!

- On już martwy, choć oddycha i serce ma bijące – rzekła Horała, stojąca z tyłu, poza napierającymi gapiami.

- Kapłana! – dało się słyszeć krzyk Baki, któremu pomność wróciła, że syna namaścić trzeba przed ostatnią podróżą. - Ksymiarza wołać!

Tedy kilku chłopa ruszyło ku kościołowi. Szukać długo jenak nie musieli, bo i Ksymiarz pędził już ku Baczynej chałupie, krzykami wiedziony.

- Przepuśccie mnie! – wrzasnął, gdy zwartą rzeszę chłopstwa otaczającego ludzkie nieszczęście zobaczył. - Do potrzebującego dostać się muszę!

Dostał się wreszcie, a gdy ujrzał okaleczonego Cyryla, jak ściana blady się zrobił. Drżącą ręką znak krzyża w powietrzu nakreślił, na odwagę się zebrał, z sakwy święty olej dobył i podszedł, by umierającego namaścić. Czoła i dłoni dotknął szeptem, słowa rytualne wypowiadając: "Niechaj przez dotyk ten święty i olej święcony Pan grzechy zdejmie z twego umęczonego ciała i do królestwa swego zabierze na ucztę wieczną, dziecko". Spoglądał tylko Cyryl, łza na policzek spłynęła, ustami białymi poruszyć jeszcze usiłował, lecz na nic trud. Wzrok na zrozpaczonego ojca zwrócił, a oczy stały się szkliste i z każdą chwilą bardziej pozbawione wyrazu. Chłopięce serce zabiło po raz ostatni.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mahuss · dnia 13.07.2011 18:44 · Czytań: 954 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 17
Komentarze
Azazella dnia 13.07.2011 23:43
Cytat:
łypnął .
spacja przed kropką jest zbędna
Cytat:
to!?
?!
Cytat:
mastuchy
Mastuchy
Ten tytuł jest ok, przynajmniej według mnie. Chyb anie ma potrzeby zmieniać go, ale to Twoja decyzja;). Mastucha ma całkiem ciekawy sposób na niechcianych "zalotników" a jaki skuteczny:D. Bardzo lubię opowieść o Czesławie. Jest zabawna, ma klimat, czyta się bardzo lekko i przyjemnie. Tylko scena z krową i kapłanem... była nieco dziwna. Jakoś nie chcę sobie tego wyobrażać:lol:.
Pozdrawiam.
Krzysztof Suchomski dnia 14.07.2011 01:06
Łomatko, smutno się jakosik porobiło. A rozweselże nas, skrybo, następną gadką, boć to kanikuła a nie adwent.
julass dnia 14.07.2011 04:03
hmm... no tym razem jakoś fragment nie najlepszy treściowo chociaż taki całkiem zły to też nie ale tak to pewnie i jest że się czasem co słabszego przytrafi podczas powieści pisania... bo tak właściwie to niczego nowego za bardzo się nie dowiadujemy bo ze kapłan lubił krowy dymać to już poprzednio było... jeno to rogowe pochodzenie nadrabia zasób informacyjny... no ale trudno się mówi i czeka się na następny odcinek...
a co ci tytuł przeszkadza że chcesz zmieniać?
mahuss dnia 14.07.2011 08:21
Bardzo się cieszę, że jeszcze nie znużyła Was ta historyjka. Przed wrzuceniem czwartej części dostało mi się trochę krytyki pokrywającej się z opinią Julassa. Będę musiał przemyśleć dalsze losy bohaterów i być może trochę je naprostować.

Azazella - scenę z krową prześledzę jeszcze i przemyślę. Rzeczywiście do moich ulubionych też się ona nie zalicza. Może postaram się jakoś ją ubarwić, co by bardziej strawna była :) Echh... nie ma lekko, wszystko co na skróty i w pośpiechu poczynione wraca do poprawki :)

Krzysztof Suchomski - Na pocieszenie rzeknę, że chyba już tylko jedna taka smutno-wzruszająca scena, gdzieś przy końcu się pojawi, no chyba że jeszcze jakowąś rewolucyję w tekście wprowadzę :) Następna część będzie raczej radośniejsza, choć muszę ją jeszcze nieco przerobić, więc licho wie jaki będzie efekt ostateczny. Tak czy siak serdecznie zapraszam.

Julass - jak już wspomniałem Twoje uwagi są kopią krytyki którą otrzymałem kilka dni przed wrzuceniem tekstu "do kolejki". Tym bardziej muszę jeszcze chwilę zastanowić się nad tą i następną częścią, żeby nie położyć całej historii.

Bardzo dziękuję za konstruktywne uwagi i miłe słowa.
Wasinka dnia 14.07.2011 11:52
Czasem trzeba zwolnić, żeby potem przyśpieszyć(,) i musi być smętniej, żeby było weselej ;-)

Treść naturalistyczna, więc trzeba się nieco przyzwyczaić, humor nadaje lekkości, pióro masz zgrabne, zatem trzeba je wykorzystywać, a w język wpadłam jak śliwka w kompot - nadaje klimatu. Może kiedyś napiszesz coś również takowym, zagłębiając się w czasy legendarne czy wierzeń dawnych... Subtelniejszym torem bieżąc... Tak sobie tylko myślę...

Masz parę potknięć (plus zwarzywszy z orcikiem), ale podrzucę tylko przykłady:

lepiej się do niej nie zbliżać(,) a i łukiem omijać jak przypadkiem napotkasz

Cieszcie się, żeście życia nie stracili(,) a ino to ślepie jedno.

dla takiego traktowania gości podkreśić. - podkreślić

a że dzień długi za sobą mieli(,) to i jedli zapalczywie

i śmierdziało jak(,) nie przymierzając(,) truposz jaki - troszkę wpada na siebie jak/jaki

- Gdzieżby Mastucha! - ( P )ięścią w ziemię grzmotnął

Bliżej i bliżej, żem wszystkiego za wiele obaczył.
Gnojosmród z ciekawości zamarł, czując, że zaraz o jakowymś niebywałym zjawisku usłyszy. - za dużo tego "aż", moim zdaniem

A i nikt prócz mastuchy jej nie zna - Mastuchy (duża litera)

I kto to był(,) do kroćset!?

- A nie zgadlibyście, dziadku. - ( P )okręcił w zadumie głową

Zabiję, spalę, na pal nadzieję! - ( p )rzeklinał.

Czoła i dłoni dotknął, słowa rytualne wypowiadając ( : )

zdejmie z twego umęczonego ciała, i do królestwa swego zabierze - bez przecinka

zwrócił(,) a oczy stały się szkliste


Pozdrowienia słońcem nakrapiane.
mahuss dnia 14.07.2011 12:53
Aż tyle tego tałatajstwa się znalazło? Jestem zdumiony! :) Z przecinkami przed spójnikami to rzeczywiście wpadłem w jakąś okropną manierę a na takowe trzeba przecież szczególnego uzasadnienia. Jeśli chodzi o napisanie czegoś bardziej poważnego, opartego o rzetelne historyczne czy mitologiczne źródła... Ach, pięknie by było, może kiedyś do tego dorosnę :) Tymczasem mam nadzieję, że piątą częścią uda mi się przełamać kryzys i pewnym krokiem zacząć brnąć do nieodległego już końca. Dziękuję za odwiedziny i słowa otuchy. Nie potrafię niestety wymyślić takich pięknych poetyckich pozdrowień jak Ty, więc moje pozdrowienia są po prostu ciepłe i serdeczne :)
MaximumRide dnia 14.07.2011 18:26
No ładnie. Ta scenka z tą krową naprawdę troszkę niesmaczna. Ale ogólnie jest całkiem w porządku. Styl ok, pióro lekkie, humor. I oczywiście to słownictwo. Dodaje klimatu. Bardzo mi się podoba twój styl pisania. Lubię tą pokręconą opowiastkę. Pozdrawiam
mahuss dnia 14.07.2011 20:27
Ehhh.. myślę, że scenkę z krową da się łatwo ucywilizować lub, powiedzmy, uczynić nieco bardziej strawną. Po prostu muszę ją jeszcze raz przemyśleć. Bardzo się cieszę, że reszta była przyjemniejsza w odbiorze i że tekst dalej Ci się podoba. Teraz tylko to utrzymać i robić tak, żeby kolejne odcinki były coraz lepsze a nie gorsze (przewiduję jeszcze około dwóch, może trzech części)... tak, łatwo powiedzieć... :)
Serdecznie pozdrawiam :)
Usunięty dnia 04.08.2011 13:48
Jedno pytanie: skoro ksiądz wiedział, że Czesław ma rogi, dlaczego g nie wydał i nie pozbył się świadka? I co tak właściwie chciał zdziałać, doprawiając mu rogi?
mahuss dnia 04.08.2011 18:31
Odpowiedź brzmi: 1) Ksiądz nie wiedział, że to Czesław jest ofiarą jego czarów. Próbował gonić uciekającego między drzewami smyka, który zastał go w dość niefortunnej sytuacji. Potem Czesław ukrywał rogi pod czapą. Takie założenie było od początku, że tę czapkę nosił i przed księdzem uciekał, aby ten go nie rozpoznał i nie wydał. 2) Hmmm... może w ten sposób. Zrobił to, co akurat mógł, skoro nie mógł dogonić dzieciaka, to przynajmniej rogi mu doprawił, żeby choćby odizolować go od nietolerancyjnego dla "rogacizny" społeczeństwa. A i pewnie ze zwykłej złości.

Przyjmuję tu trochę fantastyczne założenia, ale tak to akurat zaplanowałem:) Zwróciłaś mi uwagę na jedną rzecz. Muszę jeszcze jakoś bardziej podkreślić w dalszej części związki księdza ze światem czarów.

Dziękuję za zajrzenie do, jak na razie, ostatniej części. Mam nadzieję, że mimo tasowań, które musiałem zrobić w tekście, uda mi się jakoś rozsądnie popchnąć tekst do przodu.

Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za wnikliwe uwagi.
Usunięty dnia 04.08.2011 18:54
Aaa, faktycznie, wszystko się ładnie logicznie układa. Tylko mógłbyś tam wtrącić jakieś zdanie, że ksiądz chyba go nie rozpoznał. To by rozwiało tego typu wątpliwości.

Dobra, na wrzucenie kolejnej części masz czas do końca weekendu :]
mahuss dnia 04.08.2011 19:56
Tak zrobię. Właśnie o tym po przemyśleniu Twoich uwag pomyślałem. Co do końca weekendu... Tego raczej nie mogę obiecać, ale może mi się uda do końca następnego? :)
Usunięty dnia 04.08.2011 20:06
Za długo, musisz się sprężyć do końca tego :]
zajacanka dnia 12.08.2011 17:14
To i o to chodzi, synciu – nie zwarzywszy na obrazę, kontynuował.
nie zważywszy - orcik się przyplątał :)

Dalej ciekawie, wciągająco. Czekam na koleją część, mahuss.

Pozdrawiam
mahuss dnia 12.08.2011 20:43
Taaaak, od razu widać, że lubię piwo, skoro nie ważę a warzę :) Dziękuję za wychwycenie byka. Jeszcze raz dziękuję za wizytę i serdecznie, długoweekendowo, pozdrawiam.
zajacanka dnia 13.08.2011 00:31
Ty tam się długim weekendem nie wykręcaj, tylo dawaj dalej, bom ciekawa:)
mahuss dnia 13.08.2011 08:14
Piąty kawałek czeka w kolejce :) Żeby tylko nie zawiódł...
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
19/05/2022 07:04
Dziękuję i również zasyłam pozdrowienia. »
wolnyduch
18/05/2022 23:18
Podoba mi się ten bieg, msz to taki bieg po szczęście, żeby… »
wolnyduch
18/05/2022 23:12
Witaj Galerniku Bardzo dziękuję za czytanie, tym bardziej… »
Galernik
18/05/2022 22:08
Florianie Konradzie - fajne to Twoje floriandzkie pisanie,… »
Galernik
18/05/2022 21:57
Mówisz - masz, wrzucone. "Świder" się to nazywa. I… »
Galernik
18/05/2022 21:49
Przeczytane z przyjemnością. Pozdrowienia :) »
Galernik
18/05/2022 21:47
wolnyduch - dziękuję za wizytę i miłe słowo. Pozdrawiam »
wolnyduch
18/05/2022 20:12
Ładnie, prosto, bez udziwnień i melancholijnie. Dobrego… »
wolnyduch
18/05/2022 20:08
Dobra zaduma egzystencjalna, dobry wiersz, zawsze na czasie,… »
wolnyduch
18/05/2022 20:00
Dobre przesłanie, jesteśmy tacy sami, mimo różnic, a w… »
wolnyduch
18/05/2022 19:56
Bdb wiersz, odbieram go w dramatycznym klimacie, wiersz… »
wolnyduch
18/05/2022 19:52
Kolejna życiowa porcja do zastanowienia, a ostatnia cząstka… »
wolnyduch
18/05/2022 19:46
Doskonały tryptyk, msz, życiowo i boleśnie, z pierwszą… »
wolnyduch
18/05/2022 19:27
Ciekawy, dobry wiersz, co do puenty chyba coś w tym jest,… »
wolnyduch
18/05/2022 19:15
Dobry wiersz, z tęsknotą za miłością i z zadumą nad życiem.… »
ShoutBox
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
  • Yaro
  • 15/05/2022 18:40
  • Michał odezwij się. Pozdrawiam:)
  • Galernik
  • 10/05/2022 12:27
  • Dobra Cobro, ale to tak dobrze brzmi "Żywot bałwana". Myślę, że tytuł jest trafny, ale jak mi coś fajnego podrzucisz, to czemu nie, można zmienić. Dzięki za przeczytanie.
  • Dobra Cobra
  • 09/05/2022 15:30
  • Piękne zaproszenie. Zmieniłbym tytuł, żeby było bez słowa "balwan" , bo odzierasz punkt kuliminacyjny z zaskoczenia. I od początku wiadomo, co będzie.
  • Galernik
  • 09/05/2022 15:00
  • Witajcie. Melduję się po roku nieobecności. Żywot bałwana, jedna z moich najnowszych humoresek / opowiadań oczekuje Waszych opinii i ocen.
  • Darcon
  • 08/05/2022 09:57
  • Cały czas trwa nabór na konkurs "Malowanie słowem". Liczę, że wypoczęliście podczas majówki i teraz ruszycie z pisaniem. :)
  • Darcon
  • 04/05/2022 21:52
  • majka100, Strona główna, na dole, archiwum newsów. Marzec i kwiecień 2021. :) Pozdrawiam.
  • majka100
  • 04/05/2022 18:57
  • Dzień dobry, jest gdzieś zapis pierwszej edycji 'Malowanie słowem'?, bo jakoś nie mogę znaleźć. 'Muzoweny' też nie do odkopania.
Ostatnio widziani
Gości online:33
Najnowszy:Parderdf
Wspierają nas