Pułapka - Sfora
A A A
Siedziała w miękkim fotelu, nie pamiętając nawet jak trafiła w jego objęcia. Rozglądała się uważnie poszukując jakiś sygnałów w pamięci, które pozwoliłyby jej nakreślić, chociaż ostatnie pół godziny.
Dokładnie naprzeciwko miejsca, w którym siedziała, stała olbrzymia komoda, tak przynajmniej kojarzył się jej ten mebel, prawdziwej komody nigdy, na własne oczy nie widziała. Kilka hologramów pożółkłych zdjęć w jakimś muzeum, które odwiedziła parę lat temu, zakodowały w niej to wyobrażenie. Na połyskującym blacie mebla stały jakieś przedmioty i podłużny antyczny wazon, w którym dogorywały jakieś kwiaty. Noc skryła ich gatunek i kolor.
„To musi być jeden z tych zbytkownych apartamentów..” pomyślała, wspierając się na oparciu fotela i obracając przodem do pomieszczenia. Nadal czuła się słabo. Ból pulsował nieustannie w jej skroniach, a ręce zaczęły niebezpiecznie drżeć. Przez chwilę chwytała zmysłami te drobne czarne mroczki skaczące jej przed oczami, aż w końcu wszystko uspokoiło się i znów znalazła się w mroku lekko oświetlonym przez satelitę sunącego po niebie. Zakryła dłońmi oczy i zaczęła analizować ostatnie wrażenia, jakie zarejestrował jej umysł nim obudziła się tutaj.

Stała Buggim za wyłomem skalnym. Czujniki detektora ruchu wariowały, wiedziała na pewno, że co najmniej trzy wrogie jednostki znajdują się w pobliżu. Jednak miała problem z perfekcyjnym zlokalizowaniem któregokolwiek z nich. Zapewne podobnie jak jej Buggie zaopatrzone były w pole maskujące. Znajdowała się w iście nieprzyjemnej sytuacji. Zarówno Rufio, jak i Dag znajdowali się kilka kilometrów od niej.
-Cholera, co mnie napadło żeby wyruszać na rekonesans, nie informując o tym nikogo!. – zacisnęła szczękę i szybko analizowała okoliczności. – Jedyna nadzieja w lokalizatorze…
Ukrywają się przed nią, ona przed nimi również, jednak prędzej czy później utrzymywanie pola stanie się bezsensownym zabiegiem, a kiedy już ją zlokalizują nie będzie w stanie sama oprzeć się trójce Mechów, zwłaszcza, że jak się obawiała przynajmniej jeden z nich należał do artyleryjnych. Kafara mogła jeszcze wyprowadzić w pole, ale Snajper i ze dwa inne Robale?
Swoją drogą, to nad wyraz dziwne, żeby wszystkie otaczające ją roboty miały pola maskujące. Spodziewałaby się, że Kafar - ponieważ nie jest zbyt zwrotny - będzie operował tarczami, po co ma się kryć skoro jest stworzony do ciężkiej, bezpośredniej walki?
Myślała szybko. Jedyne, co pozostało to jakimś sposobem przekonać przeciwnika, że nie jest sama. Sprawdziła parametry Buggiego. Porównała wszystkie dane, przejrzała jeszcze analizy czujników ruchu i podjęła decyzję.
W wąskiej wnęce skalnej, w której przycupnęła było na tyle miejsca, że mogła liczyć na jakieś dwadzieścia metrów rozbiegu. Wycofała Buggiego najdalej jak mogła. Zamknęła na chwile oczy, wzięła głęboki oddech, po czym wysłała łączami neuronowymi odpowiednie komendy. Pole maskujące opadło na ułamek sekundy, po czym włączyła je powrotem i rzuciła się do przodu. Tuż przy krawędzi szczeliny skalnej wybiła Mecha i przebiegła kilkadziesiąt metrów, kryjąc się za następnym występem skalnym. Znów na ułamek sekundy opuściła pole maskujące. W momencie, kiedy popłynęła komenda zobaczyła, jak jej poprzednia kryjówka rozpryskuje się i niknie w pyle skalnym, nim jednak upadły pierwsze odłamki skalne, biegła już dalej na zachód. Przed sobą miała jeszcze jeden blok skalny, który mógł ją idealnie ukryć, ale dalej była już tylko plaża i morze.
Za nią podniosła się kolejna chmura pyłu. Miała teraz do wyboru jedynie morze, lub równie ryzykowny powrót. Ta druga opcja była podstawą jej planu, teraz jednak zawahała się. I to był jej największy błąd. Trajektoria trafień sama w sobie, logicznym ciągiem wskazywała na jej obecne położenie, jako najbardziej prawdopodobne. Poczuła uderzenie gorąca i swąd palonej instalacji…

- No tak…- szepnęła. – Buggiego rozładowano.
Potarła czoło zmęczonym gestem. Oparła głowę, na miękkim oparciu i westchnęła.
- Ale dlaczego ja żyję?
Atakowano ją, rozładowano jej Robala, zachowanie znamienne dla przeciętnego wrogiego ataku. Dlaczego żyła, i w czyich rękach obecnie się znajdowała?
Czuła się już lepiej, ból w skroniach ćmił jeszcze, ale nie marszczył już jej rysów, otworzyła szerzej oczy. Jedyną odpowiedzią, na nękające ją pytania było dokładne zapoznanie się z otoczeniem.
Postanowiła zacząć od komody. Podeszła do mebla i przesunęła powoli palcami po przedmiotach równo ustawionych na nim. Były to woluminy oprawione w coś, co było skórą, bądź ją imitowało. Nigdy nie była wielbicielką antyków, toteż, nie umiała rozróżniać takich rzeczy, najlepszy lokal, w jakim się stołowała miał takie obicia na siedzeniach, jednak nie wspominała ich nadzwyczajnie. Wzięła do ręki, jedną z oprawionych książek. To określenie, podobnie jak komoda, napłynęło do niej z głębokiej podświadomości.
- Okazuje się, że instytucja Muzeum, nie jest tak mało przydatna jakby się wydawało. – uśmiechnęła się kpiąco.
Otworzyła wolumin i podeszła do okna. Strony były czyste. Ich biel w połączeniu z światłem satelity ponownie uraziły jej czy. Szybko zamknęła książkę, i gładząc okładkę wzruszyła ramionami. Położyła przedmiot na parapecie i odwróciła się by eksplorować inne zakątki więzienia, jak zaczęła nazywać, w duchu, ten pokój.
Nie wyglądał, jak przeciętne pomieszczenie, na które stać pośledniego pilota. Na podłodze leżała miękka tkanina. Dita podeszła do ściany i przejechała po niej dłonią. Również ona pokryta była czymś miękkim i aksamitnym. Zaczynał powoli drażnić ją ten zbytek i inność. Na ścianie, do której podeszła zamocowano kilka półek, nie były jednak one tak proste i praktyczne, jak te, które znała z własnej kwatery. W świetle bijącym z okna widziała misterne żłobienia, jakie czyjaś sprawna ręka nadała drewnu, z którego je wykonano. Tutaj również stało kilka oprawionych w skórę tomów. Szła, a im dalej od okna była, tym bledsze światło docierało w zakamarki nieznanego. Księżyc znajdował się zbyt wysoko by okryć światłem całe pomieszczenie. W końcu dotarła do większego mebla. Dotykiem oceniła je jako kontynuacje zawieszonych na ścianie półek. Te same rzeźbienia, jednak wykończone czymś miękkim i śliskim. Nie mogąc zobaczyć, z czym naprawdę ma do czynienia, ruszyła wzdłuż ścian w poszukiwaniu panelu sterującego oświetleniem.
- Coś takiego po prostu musi tu być.
Wyciągnęła ręce przed siebie, niebo za oknem zaciągnęło się chmurami. Rzuciła przestraszone spojrzenie w tamtą stronę. Jeszcze bardziej zapragnęła, żeby to antyczne otoczenie posiadało, chociaż tę jedną namiastkę rzeczywistości.
- Przed tobą. Na niskim blacie.
Skamieniała. Jak do tej pory nie przeszło jej przez myśl nawet, że prócz niej, może tutaj przebywać ktoś jeszcze. Poczuła się tak, jakby za jej plecami buchnął olbrzymi płomień, a ona zahipnotyzowana jego gorącem bała się odwrócić. Wciągnęła głęboko powietrze. Wyciągnęła przed siebie ręce zniżając je powoli. W końcu jej dłoń natrafiła na obiecany blat. Nie posiadał w sobie metalicznego chłodu, Dita, na przekór sytuacji, rozdrażniona warknęła:
- Nie ma tutaj nic normalnego?!
Odpowiedział jej zduszony chichot i w tym samym momencie jej palec natrafił na jakiś przycisk.
Rozbłysło światło. Stała nad niskim stołem, na którym leżały kolejne pięknie oprawione woluminy, duże szklane, chyba, naczynie i źródło światła – mała lampka, która mizernie oświetlała pokój. Przejechała palcem po owalu naczynia zbierając siły na to, by stanąć twarzą twarz z intruzem. Lustrowała uważnie część pomieszczenia, którą miała przed sobą. Nie było drzwi. Gładkie ściany, na których wisiało kilka, niskiego lotu, obrazków oraz kolejne półki wypełnione książkami. Dowiedziała się również, że ściany pokryte dziwnym materiałem, są zdecydowanie pstrokate i niemiłe dla oka.
Powoli obróciła się.
Ogromne łóżko z wysokim oparciem skrywało intruza. Jak się domyślała to właśnie jego dotykała. Pościel delikatnie pobłyskiwała w nikłym oświetleniu. Fotel, w którym wcześniej siedziała ustawiony był tyłem do łoża. Podeszła do niego i obróciła, nadal nie patrząc w stronę, z której dobiegł ją głos. Usiadła i po raz pierwszy spojrzała odważnie na pokryte wzburzoną pościelą łóżko.
To, co zobaczyła wyrwało jej cichy jęk z płuc.
Wśród błyszczącego zimno materiału leżała kobieta. Nogi rozrzucone były, jakby bezwładnie. Ręce zwisały bezradnie nad krawędzią mebla, sprawiając ogóle wrażenie bezładu. To właśnie górne kończyny wydarły dźwięk z Dity. Kończyły się na wysokości nadgarstków, jakby ucięte nożem. Nie widziała jednak żadnej krwi. Brakujących dłoni również nigdzie w pobliżu nie było. Wyraźnie widziała tkankę i aorty, były one jednak zupełnie puste, a przez przeźroczystą skórę, mogła liczyć sine połączenia sieci unerwienia.
- Możesz odkryć mi twarz?
Wzdrygnęła się, na dźwięk głosu nieznajomej. Miał w sobie groteskowy chłód i makabryczne rozbawienie. Szybkim ruchem wstała z fotela, zerwała tkaninę z twarzy nieznajomej i opadła na fotel zahipnotyzowana kolejnym absolutnie niemożliwym widokiem.
Twarz tego dziwnego stworzenia, okalały króciutkie blond loki, fikuśnie opadające na oczy. Te zaś były otwarte szeroko i bezmyślnie, jakby należały do trupa. Najgorsze, jednak było to, że usta w niewiadomy sposób, jakby oderwane od reszty nie-ciała, poruszyły się żywo.
- Dziękuję.
Wyglądało to tak, jakby szeroki uśmiech życia rozdarł truchło śmierci.
Przez twarz Dity przemknął cień zrozumienia.
- Jesteś robotem?
Usta uśmiechnęły się krzywo:
- Można to tak nazwać. Mam na imię Wefia.
Dita rozluźniła się trochę.
- Robocik o pięknym kobiecym imieniu? O ile pamiętam to Wefia jest główną postacią tragiczną w „Dewonie” Beherta.
Usta znów wykrzywiły się w uśmiechu, gdyby nie reszta ciała, można by go uznać za wesoły.
- Przyznasz, że doskonale wybrałam.
- Wiesz, jak można stąd wyjść? Mogę ci pomóc.
Nowa znajoma roześmiała się.
- Dita, na razie nigdzie się stąd nie ruszymy. Tutaj jesteśmy bezpieczne.
Dziewczyna przekrzywiła głowę.
- Skąd wiesz, jak mam na imię?
Usta cmoknęły zniecierpliwione.
- Bo to ja cię tutaj sprowadziłam.
Dita wyprostowała się w fotelu, na jej twarzy zagościł gniew. Jednak jej wybuch uprzedził tajemniczy błysk oczu robota, który przykuł uwagę dziewczyny.
- Zanim wybuchniesz i zaczniesz obrzucać mnie wyzwiskami, jakimi tylko wy ludzie potraficie operować, wysłuchaj, co mam do powiedzenia.
Dita zrezygnowana oparła się w fotelu instynktem pilota szukając uchwytów, dzięki którym łączyła się z Buggim. Naturalnie nie było ich, ale dziewczyna mogłaby przysiąc, że czuje, jak jest podłączana. Przez jej oczy przemknął cień.
Tymczasem usta uśmiechnęły się łagodnie, zaś błysk w oku Wefii pozostał, choć nadal było martwe.
- Tak się składa – zaczął robot. – że znalazłaś się na linii ognia.
Dita potrząsnęła głową w udawanym niedowierzaniu. Wefia skwitowała ten gest kolejnym ze swoich, szerokiej gamy, uśmiechów.
- Faktycznie byłaś ostrzeliwana, ale znalazłaś się równocześnie na innym polu walki.
Robot wypluł pasemko włosów, które wpadło mu do ust. Po chwili kontynuował:
- Miałam misję. Mój twórca zaprogramował mnie i wprowadził w szkielet Cyberprzestrzeni dając mi jednocześnie bardzo nietypowy prezent..
- Jesteś programem?! – Dita była zdumiona.
- Tak. W dodatku główną osią mojego modułu jest system sztucznej inteligencji. Niezależny, dodam, bo rozprowadzony w Cybersieci fragmentarycznie. Tylko ja mam matryce, które pozwalają skompletować i uruchomić taki moduł.
Dita potarła czoło.
- Ale to jest nielogiczne! Wszelkie oprogramowanie jest tworzone tak, by szybko i agresywnie unieruchomić, bądź uszkodzić XyberMechy. Taki program musi być szybki, prosty i nie może zwracać uwagi. Sztuczna inteligencja w Cybersieci, jest jak plama krwi na białej chusteczce!
Usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu aprobaty. Tym razem wzięły w tym udział oczy.
- Dokładnie.
- Dlaczego wiec…
Wefia mrugnęła powiekami.
- Powstałam jakieś trzydzieści siedem lat, osiem miesięcy, dwa dni i czternaście godzin temu. Prawie dziesięć lat po tym, jak Dominium upomniało się o swoje kolonie. Teraz jestem niewygodna. Mam przeciwko sobie systemy ochronne Cybersieci i własnego młodszego braciszka.
- Braciszka?
Wefia ponownie mrugnęła powiekami. Dita przyglądała się jej rękom. Na wysokości gdzie kończyły się kikuty, zobaczyła delikatną jak pajęczyna sieć. Odbudowywała się. Dita zagryzła wargi. Co to mogło dla niej oznaczać?
- Braciszek jest ode mnie dużo młodszy. Po raz pierwszy zetknęłam się z nim około półtora miesiąca temu.
- Inny program?
Wefia zdmuchnęła kolejne pasmo włosów, które opadło jej na twarz.
- Tak. Tym razem jednak twórca nie obdarował swojego dziecka matrycami. Nie byłam również w stanie przeskanować go. Nie wiem czy jest skonstruowany również na module sztucznej inteligencji, czy jest sterowany bezpośrednimi komendami. Sprawy mają się tak, że mnie szuka i może mu się to udać. Ba! Rzekłabym, że mu się to udało. Widzisz, w jakim stanie jestem.
Dita odgarnęła z kolei własne niesforne, czarne pasmo włosów z czoła.
- Co to ma wspólnego ze mną?
Program odbudowywał swoje struktury coraz szybciej za delikatnym przegubie pojawił się zarys metalicznej bransolety.
- Tydzień temu wraz ze swoją ekipą przyleciałaś na Kylo, prawda?
Dita kiwnęła potakująco głową.
- Zaciągnęliście się w szeregi Barona Desuxsa. Pamiętasz krótką awarię komputerów przy odprawie na stacji orbitalnej?
Dita znów kiwnęła głową.
- To byłam ja. Transferowałam się do Buggiego. Uciekałam.
Dziewczyna patrzyła na Wefię i coś niedającego jej spokoju tłukło się po jej umyśle. Zmarszczyła czoło.
- Wefia… rekonstruujesz się, masz zdolności tworzenia fizycznej powłoki?
Ta roześmiała się, w uśmiechu, tym razem wzięły udział także mięśnie. Zaczynała przypominać człowieka.
- Dita oczywiście, że nie. Moją fizyczną formą są XyberMechy, które opanuję. Znajdujemy się obecnie w moim, jak ja to nazywam, wymiarze regeneracyjnym.
- Nadal nie widzę powodu, dlaczego umieściłaś tutaj również mnie. Żyje w ogóle?
Oprogramowanie o coraz bardziej widocznym anielskim wyglądzie, cmoknęło zniecierpliwione.
- Jesteś tutaj, bo nie chcę by braciszek wygrał. A przy okazji wygranej sprawiał ci ból, jakiego raczej byś nie zniosła. – uniosła lekko głowę. – Sytuacja wygląda mniej więcej tak: twoje ciało leży nadal w Buggim, jesteś nieprzytomna, ale żywa. Cztery roboty, które chciałaś wyprowadzić w pole na razie ci nie grożą. Nie mogę ich obezwładnić, ani rozładować, jestem za słaba, ale wprowadziłam zamęt w odczytach ich czujników. W oprogramowaniu, przynajmniej jednego z nich, znajduje się „braciszek”. Nie wiem ile mamy czasu nim odnajdą Buggiego. Na razie kręcą się w kółko, mam jeszcze tę odrobinę czasu by się zregenerować. Natomiast ty przebywając tutaj ze mną odcinasz się od cielesnych tortur, jakimi ten przeklęty kat jest w stanie nękać twoje ciało.
- Ależ to totalna bzdura! Nie tworzy się programów, które zabijają pilotów! Te programy tylko unieruchamiają XyberMechy!
- Mała poprawka kochanie. Nie tworzyło się.
Dita popadła w zadumę, analizując ostatnie wydarzenia, nie była już taka pewna tego, że oprogramowanie takie jest niemożliwe. Miała przed sobą wizualizację takiego oprogramowania. Wyjaśniało to także, fakt, że nie mogła zlokalizować żadnego z otaczających ją robotów, co raczej się nie zdarzało. Siła Klanów tkwiła w zróżnicowaniu szeregów. Nie w ich ujednolicaniu.
- Co więc planujesz? I jaką rolę w tym przedsięwzięciu mam odegrać ja?
Wefia poruszyła ostrożnie ramieniem. Jej długie już teraz blond loki rozsypały się wśród pościeli.
- Na razie nie pozostaje nam nic innego, jak czekać. Dopiero, jak będę w pełni operatywna wypuszczę sondę by zwabić „braciszka”. Ty zostaniesz tutaj, będziesz musiała mi zaufać. Będziesz musiała udostępnić mi połączenie neuronowe z Buggim. W samym Robalu nie mam szans z moim oprawcą, jednak w połączeniach neuronowych staje się on mało groźny. O ile w samym sprzęcie stanowi potęgę, w wąskim paśmie człowiek-maszyna pełni raczej funkcje szpiega. Zastanów się nad tym, mamy jeszcze chwilę.
Uniosła półprzeźroczystą, ledwie zarysowaną dłoń, w której rozkwitały drobne połączenia krwioobiegu. Dita zastanawiała się, czemu Wefia taką właśnie wizualizacje wybrała, by pokazać się dziewczynie.
Program napięciem wpatrywał się w obręcz, która coraz to wyraźniej kreśliła swe kształty na nadgarstku.
Dita również wbiła wzrok w tworzący się przedmiot.
- Pamiątka?
Nie odpowiedziała, zaś Dita instynktownie czuła, ze ozdoba ta do przyjemnych i chcianych nie należy. Tym bardziej wbiła spojrzenie w srebrnawą, grubą bransoletę. Wefia zwolnionym ruchem przesunęła dłoń za siebie, jednak Dita zdążyła zobaczyć to, co napawało rozmówczynie wstrętem.
- Ile w twoim zachowaniu jest zaprogramowanej mimiki, a ile sztucznej inteligencji?
Wefia spojrzał jej w oczy i powiedziała:
- Ja już nie jestem programem, nawet nie sztuczną inteligencją. Znam wartość istnienia i jego zakończenia. W lęku rozpraszam się po Cybersieci, jak tylko poczuję wroga, któremu nie dam rady. To chyba strach, nieprawdaż? Czy programy czują strach?
- A jednocześnie nienawidzisz swojego twórcy, który dał ci tak piękną biżuterię? – Dita rzuciła jej wyzywające spojrzenie.
Wefia egzaltowanie wsparła się na łokciu i niemalże krzyknęła:
- Mam wielbić kogoś, kto nasłał na mnie tego potwora?! Mam całować tę bransoletę, jak prezent od ojca?
Dita powoli wstała z fotela. Stanęła przed łóżkiem, oparła rękę na biodrze.
- Czymkolwiek jesteś Wefia, i jakikolwiek masz cel… kłamiesz. Kłamiesz, albo zabrakło ci jakiegoś poważnego obwodu logicznego. Jesteś niemalże doskonała, ale twój twórca - nie.
Leżąca na łóżku imitacja człowieka zmarszczyła czoło w wielce ludzkim grymasie.
- Twój twórca pozostawił swój podpis, nawet w wizualizacjach, jakie przyjmujesz.
- Tak! I jeszcze bardziej go za to nienawidzę, odmówisz mi tego uczucia?!
Dita pochyliła się nad Wefią, jej twarz wykrzywiała pogarda i pobłażliwość zarazem.
- Twoim właścicielem, bogiem i twórcą jest czternastoletni szczeniak.
Wefia nic nierozumiejącym wzrokiem spojrzała na bransoletę, na której misternie wyryte zostało imię.
„Kolxus”
Dita oparła się niedbale o poręcz ogromnego łoża.
- Kolxusa poznałam jeszcze na Sai. Przedstawiono mi go, jako niezwykle uzdolnionego, przyszłego programistę. – zniżyła się i wyszeptała Wefii wprost do ucha. – Zabrałam go na lody, miał wtedy dziewięć lat.
Powróciła na fotel. Jakiż pokręcony plan mógł ułożyć ten chłopak?
Wefia siedziała zmartwiała, Dita wiedziała jednak, że przeszukuje swoje dane i komendy. Sytuacja nie należała do standardowych i przewidywalnych. Jednak taki obrót wydarzeń upewnił Ditę, że Wefia nie jest niezależną inteligencją, która wykluła się w sieci. Jej twórca był na tyle arogancki, by tworzyć osobną historię kilkudziesięcioletniego programu i pozostawiać na nim własny, czternastoletni autograf.
Milczenie Wefii trwało zbyt długo.
- Dla kogo pracujesz?
Przez półprzymknięte oczy Programu przesunął się błysk przebudzenia.
- Słucham?
- Dla kogo pracujesz?
Wefia przybrała maskę niewiniątka, te wszystkie zwroty emocjonalne malujące się na twarzy bezdusznego hologramu przyprawiły Ditę o mdłości.
- Dominium? Inny Baron?
Wefia jąkała się jej błękitne, wygenerowane oczy błyszczały złudną wilgocią.
Dita zrezygnowana opadła na fotel.
- Czego ode mnie chcesz? Połączenia neuronowego? Do czego ci potrzebne? Po co…
Urwała, niespodziewany wybuch obezwładniającego bólu sparaliżował jej myśli. Chwyciła się za kark. Bolał ją cały tył głowy, czuła jakby skóra w tym miejscu pulsowała. O ile wcześniej czuła mdłości, to teraz po prostu chciało jej się rzygać.
Ból pochylił ją ku ziemi zwiesiła głowę miedzy kolanami i poczuła ciepłą, lepką ciecz spływającą jej po ustach i po policzkach. Z wysiłkiem przejechała dłonią po twarzy, poprzez mgłę zobaczyła głęboką czerwień krwi. Podniosła oczy na Wefię, jednak jedyne, co była w stanie zanotować to drgający obraz hologramu. Pstrokate ściany jeszcze bardziej mieniły jej się w oczach, niż przed godziną. Zapadła w ciemność.

- Puls stały, adrenalina w normie, oddech równy.
Wysoki, barczysty mężczyzna odczytywał wyniki z ekranu monitora. Dla pewności uchwycił nadgarstek dziewczyny i spojrzał na zegarek.
- Ok.
Jego krzaczaste brwi wyginała troska, ciemnobrązowe oczy zaś obiegały pomieszczenie w kółko na trajektorii monitor – dziewczyna – zegarek.
Jego kolega stał po drugiej stronie łóżka. Obaj ubrani byli w jednoczęściowe kombinezony ochronne. Jednak ten barczysty, narzucony miał na wierzch lekko ubrudzony, biały kitel.
Brunet usiadł w końcu na krześle obok łóżka.
- Dag naprawiłeś Buggiego?
Krzesło zaskrzypiało pod Dagiem, kiwnął głową potwierdzająco.
- Tak.
Barczysty lekarz odmierzył z ampułki kilka mililitrów przeźroczystej substancji.
- Znalazłeś coś szczególnego?
Dag odchrząknął nerwowo.
- Nic poza tym. – uniósł rękę, w której trzymał niewielki kardridż.
- Co to? – zapytał Rufio pochylając się nad ramieniem dziewczyny. Wbił delikatnie igłę i powoli wtłaczał zawartość strzykawki.
- Program. Ktoś zaaplikował Buugiemu małą infekcję. Nie mogłeś jej tego podać pistoletem?
- Mogłem, ale ten medykament powinien być powoli wprowadzany, a poza tym zabije mnie, jeżeli zostanie jej choćby siniak. – puścił oczko do bruneta. – wiesz już co to za program?
- Komputer analizuje kopię tego nośnika.
Dag rzucił niespokojne spojrzenie Ditcie, która leżała blada i nadal nieprzytomna.
- Myślisz, że wszystko będzie w porządku?
- Nie może…
Rufiowi przerwała Dita, z której gardła nagle wydobył się zwierzęcy ryk. Podniosła się i wbiła palce w masywne ramię swojego lekarza. Rufio zupełnie nie po męsku pisnął i ścisnął rękę dziewczyny.
Dag zerwał się z krzesełka i rzucił na pomoc przyjacielowi.
Dita nadal kurczowo zaciskała dłoń na ramieniu Rufia, ten syczał wijąc się w boleściach.
- To ja robię jej zastrzyki, żeby siniaków nie miała!
W końcu dziewczyna puściła kompana i opadła na poduszkę, jęczała jeszcze chwilę potem głęboko odetchnęła i otworzyła oczy.
- Dag? Rufio?
Obaj pochylali się nad nią z troską, Rufio z domieszką gniewu.
- Obudziła się Śpiąca Królewna. – sarknął ten ostatni i odszedł by opatrzyć poranione ramię.
Dziewczyna zapadła na powrót w sen.

- Zawiłe oprogramowanie, zawiłe jak diabli!
Rufio ziewnął znudzony, natomiast Dita potarła czoło w zastanowieniu.
- Więc jak to w końcu jest, była inteligencją niezależną, czy nie?
Dag rozpromieniony, pełen wigoru krzyknął:
- Myślała, że była. Tymczasem jej twórca tak skonstruował całą aplikację, że w jej skład wchodziły dwie osobowości, które pozornie nawzajem się zwalczały. Wefia sądziła, iż chroni swoje „życie”, zaś jej „Braciszek”, że ma odszukać i zniszczyć zbuntowany program szpiegowski.
Rufio ponownie ziewnął.
- Gdzie tu sens? Gdzie logika?
Dag sapnął zniecierpliwiony.
- Autor programu imputował Wefii, ideę jakoby jedynie walka w łączach neuronowych dawała jej przewagę nad doskonalszym bratem. Natomiast jemu samemu podał dyrektywę, według której Wefia miała schronić się w lokalizatorach, jakie Baronowie, na czas kontraktów z najemnikami im wszczepiają.
Dita potarła kark, to tam właśnie wszczepiano lokalizatory.
- Ale nie są te dyrektywy przypadkiem zbyt sprzeczne?
Dag ponownie przełączył obraz na monitorze.
- Na pierwszy rzut oka tak, jednak, jeżeli przyjrzeć się innym warunkom, jakie Kolxus wprowadził, przebieg całej akcji, jest nad wyraz dopracowany.
- Dita znajdowała się sama na placu boju. – kontynuował. - Teraz załóżmy, że wróg wysłał kilka XyberMechów w poszukiwaniu takiej właśnie ofiary. – na ekranie monitora cztery czerwone kropki otoczyły zieloną.- Obezwładniły Mecha, po czym zaaplikowały mu nośnik z programem. Wefia – Dag zwrócił się do Dity.- miała za zadanie dostać się do jedynego słusznego podług niej miejsca – twoich połączeń neuronowych z Buggim. Załóżmy, ze Kolxus nie popełnił błędu i dałaś się przekonać rzekomej trzydziestosiedmioletniej niezależnej inteligencji i udostępniłaś jej te łącza. – tym razem na ekranie pojawiła się symulacja wtargnięcia Wefii w łącza neuronowe. Błękitna sieć oplotła wszystko. - „Braciszek” mógłby połączyć się z Wefią, jednak program został stworzony tak, że potraktował on twoją niedoszłą zdrajczynię, jako most łączący sprzęt, jakim jest Buggi - z tobą i twoim fizycznym, ukrytym pod skórą lokalizatorem! – Na błękit Wefii napłynęła sieć purpurowych macek.
Rufio zmarszczył czoło.
- Chodziło mu o pieprzony lokalizator?!
Dita postukała palcem po blacie stołu.
- Lokalizatory działają w obie strony…
-… Baron wie gdzie jesteśmy my… - podjął rozentuzjazmowany Dag.
- …a my wiemy gdzie jest Baron. Dzięki temu częste zmiany kwatery głównej, nie stanowią dla nas problemu. - zakończył Rufio.
Dag, z którego emocje już trochę opadły westchnął.
- Jeżeli robią już takie oprogramowanie…
Dita wstała stanowczym ruchem. Obaj mężczyźni spojrzeli na nią zaskoczeni. Obrzuciła ich badawczym spojrzeniem i powiedziała.
- Czas poszukać gówniarza, który to stworzył.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Sfora · dnia 05.08.2011 08:16 · Czytań: 788 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 9
Komentarze
Sfora dnia 05.08.2011 10:52
Oła... za długi, prawda? :)
Tytułem wyjaśnienia - tekst sprzed lat. Napisany na potrzeby konkursu. Nigdy nie oceniany.
To pierwsze rozliczanie się z przeszłością pisaną.
Naprawdę za uwagi będę wdzięczna ^^.
julass dnia 05.08.2011 14:12
Cytat:
jeden z tych zbytkownych apartamentów..”
kropki zbrakło

Cytat:
Znajdowała się w iście nieprzyjemnej sytuacji. Zarówno Rufio, jak i Dag znajdowali się kilka
powtórkowość

Cytat:
-Cholera, co mnie napadło żeby wyruszać na rekonesans, nie informując o tym nikogo!.
spacji brak a na końcu kropka za dużo i chyba przydałby się pytajnik bo to można potraktować jako pytanie czyli znaczek "?!"

Cytat:
Spodziewałaby się, że Kafar - ponieważ nie jest zbyt zwrotny - będzie operował tarczami, po co ma się kryć skoro jest stworzony do ciężkiej, bezpośredniej walki?
Nie spodziewałaby(?) bo taki jest kontekst reszty zdania...

Cytat:
Miała teraz do wyboru jedynie morze,
morze już było dwa zdania wcześniej... teraz można by je zamienić na wodę np...

Cytat:
- No tak…- szepnęła. – Buggiego rozładowano.
spacji brak

Cytat:
Atakowano ją, rozładowano jej Robala,
znowu powtórka wyrazowa blisko...

Cytat:
Podeszła do mebla i przesunęła powoli palcami po przedmiotach równo ustawionych na nim.
to by się przydało przeredagować bo takie krótkie zakonczenie zdania nie jest fajne.. np: "Podeszła do mebla i powoli przesunęła palcami po równo ustawionych na nim przedmiotach."

Cytat:
Na podłodze leżała miękka tkanina. Dita podeszła do ściany i przejechała po niej dłonią. Również ona pokryta była czymś miękkim i aksamitnym.


Cytat:
Szła, a im dalej od okna była, tym bledsze światło docierało w zakamarki nieznanego.
"była od okna" choć trochę słabo to brzmi

to takie przykładowe potknięcia z początku tekstu... dalej jest ich więcej...
i jak dla mnie trochę za dużo końcówek wyrazowych "ała" "iła"
a za interpunkcję dostaniesz po głowie od kogo innego...


a historia całkiem niczego sobie.. mi się podobało i wszystko ma ręce i nogi... tylko poprawek stylistycznych nanieść i będzie git:)
Sfora dnia 05.08.2011 22:59
Dziękuję :).
Naprawdę będę nawracać wszystkich na głośne czytanie własnych tekstów.
Następny tekst jeszcze nie ruszony tą cenzurą, ale przysięgam, że od nowych tekstów wszystko czytam na głos!

Edit:
Ha ha ha... Nawet w komentarzu powtarzam tekściarsko... xD
@Wasinka
Dziękuję bardzo :).
Wasinka dnia 06.08.2011 00:35
Pomysł niezły i nieźle poprowadzony, jednak nie pochłonęłam się jakoś do końca...
Niezgrabnostki są, wskażę parę przykładów.

Siedziała w miękkim fotelu, nie pamiętając nawet(,) jak trafiła w jego objęcia. Rozglądała się uważnie(,) poszukując jakiś (jakichś) sygnałów w pamięci, które pozwoliłyby jej nakreślić, chociaż ostatnie pół godziny.
Dokładnie naprzeciwko miejsca, w którym siedziała, stała olbrzymia komoda, tak przynajmniej kojarzył się jej ten mebel, prawdziwej komody nigdy, na własne oczy nie widziała. Kilka hologramów pożółkłych zdjęć w jakimś muzeum, które odwiedziła parę lat temu, zakodowały w niej to wyobrażenie. Na połyskującym blacie mebla stały jakieś przedmioty i podłużny antyczny wazon, w którym dogorywały jakieś kwiaty. - przecinki (potrzebne - w nawiasie, zbędne - podkreślone), zaimki - czasem nadmiar psuje efekt (domyślam się, że powtórzenia jakimś/jakieś/jakieś są celowe, jednak czy potrzebne...?)

Ból pulsował nieustannie w jej skroniach, a ręce zaczęły niebezpiecznie drżeć. Przez chwilę chwytała zmysłami te drobne czarne mroczki skaczące jej przed oczami, aż w końcu wszystko uspokoiło się i znów znalazła się w mroku(,) lekko oświetlonym przez satelitę sunącego po niebie. Zakryła dłońmi oczy i zaczęła analizować ostatnie wrażenia, jakie zarejestrował jej umysł(,) nim obudziła się tutaj. - zaimki, które wpadają na siebie podkreśliłam, dodałam przecinki

Zamknęła na chwile oczy, - chwilę

poprzednia kryjówka rozpryskuje się i niknie w pyle skalnym, nim jednak upadły pierwsze odłamki skalne, biegła już dalej na zachód. Przed sobą miała jeszcze jeden blok skalny

Jak się domyślała(,) to właśnie jego dotykała. - utworzył się rym domyślała/dotykała

jakby bezwładnie. Ręce zwisały bezradnie nad krawędzią mebla, sprawiając ogóle wrażenie bezładu. To właśnie górne kończyny wydarły dźwięk z Dity. Kończyły się na wysokości nadgarstków, jakby ucięte nożem. Nie widziała jednak żadnej krwi. Brakujących dłoni również nigdzie w pobliżu nie było. Wyraźnie widziała tkankę i aorty,

na jej twarzy zagościł gniew. Jednak jej wybuch

To tylko z grubsza, takie tylko przykłady, byś wiedziała, na co zwrócić uwagę. Nadmiar zaimków, także tych samych, literówki, rymujesz czasem po częstochowsku i przypadkowo, powtórzenia się zdarzają niepotrzebne, podobnie brzmiące wyrazy, które nieładnie brzmią blisko siebie, interpunkcja rozbrykana.
Aha, jeszcze masz takie coś:
jeżeli zostanie jej choćby siniak. – puścił oczko do bruneta. – wiesz już co to za program?
czyli błędny zapis dialogów (w tym przykładzie winno być raczej tak:
jeżeli zostanie jej choćby siniak. – (P)uścił oczko do bruneta. – (W)iesz już(,) co to za program?

Pozdrowienia księżycowe.
MaximumRide dnia 06.08.2011 09:15
,,Żyje w ogóle?,,

Żyję

,,że oprogramowanie takie jest niemożliwe. Miała przed sobą wizualizację takiego oprogramowania.,,

powtórka

,,Program napięciem wpatrywał się w obręcz,,,

program z mapięciem

,,Ból pochylił ją ku ziemi zwiesiła głowę miedzy,,

ku ziemi, zwiesiła

Interpunkcja też szaleje, ale ja za bardzo też się w tym nie czuję.
Pomysł mi się podoba. Ale czegoś mi zabrakło.
Nie czuję tego klimatu.
Fabuła, jako sama w sobie jest ok. Ciekawa i interesująca. Nie przesadzasz z opisami.
Ale wydaje mi się, że troszkę spowalniasz akcję czasami.
Nie jest źle. Ale zawsze może być lepiej.

Pozdrawiam
Azazella dnia 06.08.2011 09:21
Przeczytałam, ale tekst mnie nie przekonuje. Niby wszystko jest ok, bo widać, że masz pomysł i dajesz sobie nawet radę z przedstawieniem go, ale nie przypadło mi do gustu. Może następnym razem.
Pozdrawiam.
julanda dnia 06.08.2011 09:51
Długie! Myślę, że spędziałaś sporo czasu, ginastykując wyobraźnię i tworząc w mózgu nowe i pożyteczne połączenia nerwowe. Jeśli lubisz i potrafisz komponować takie, to myślę, że jak najbardziej, sądzę też, że znajdziesz czytelników. Tylko, znim cokolwiek, to uwagi Wasinki są ponad wszystkim! Pozdrawiam!
raito dnia 08.08.2011 18:13
beznadziejne i bez stylu
Sfora dnia 08.08.2011 18:31
Oh dziękuję.
Teraz już dogłębnie wiem co poprawić :yes:
Bezcenne informacje ^^.
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yash
07/10/2022 00:18
"zaczęły powstawać przez czysty żart" »
allaska
06/10/2022 23:35
Anno Bardzo dziękuję za słowa. Ostatnio próbuje siebie też w… »
Zola111
06/10/2022 21:58
Abisiu, bardzo Ci dziękuję. Przeczuwałam, że Mama już… »
annakoch
06/10/2022 20:42
Świetny pomysł, świetny tekst w naturalistycznym stylu.… »
Yaro
06/10/2022 18:45
Dziękuję stare sprawy już nie ważne. Pozdrawiam… »
Milena1
06/10/2022 18:33
Czyli cząstka pierwszej prawdy przeskakuje na kilka prawd.… »
TakaJedna
06/10/2022 18:27
Yash, a można jaśniej? Bo ja nie rozumieć. Jaki żart?… »
Yash
06/10/2022 12:45
Zaglądam tu w drodze rewanżu zakładając przed zaglądnięciem,… »
Majster89
05/10/2022 22:37
dzięki ;) pozdrawiam »
Wiga
05/10/2022 21:08
Miło poczytać dobry tekst Pozdrawiam ciepło »
Wiga
05/10/2022 20:36
Pięknie trafiasz w moją wyobraźnię »
Dobra Cobra
05/10/2022 19:51
Jednak nie jest łatwo być gęśmi, czyha na nie wiele pułapek… »
Dobra Cobra
05/10/2022 19:48
Nie pisz z rzadka, pls. Piękny utwór liryczny w sam raz… »
allaska
05/10/2022 18:14
Dziękuję Wszystkim za ślad pod tekstem bez tekstu;) :)»
allaska
05/10/2022 18:13
Berele dziękuję. Wolny duchu być może masz rację:)»
ShoutBox
  • TakaJedna
  • 04/10/2022 10:38
  • Jasne, bo to miejsce na takie rzeczy. Bez odbioru, o przepraszam: bo.
  • Berele
  • 04/10/2022 10:24
  • Ministerstwo Spraw Zagranicznych msz
  • TakaJedna
  • 04/10/2022 09:41
  • Takie małe pytanie przy wtorku: co to za moda pisać skrótami? Pytam o "msz". Moim skromnym zdaniem - ani to trudne, ani skomplikowane... Ktoś coś (jak to się mówi)?
  • zawsze
  • 27/09/2022 20:50
  • pozdrawiajki!
  • Ronin
  • 26/09/2022 10:16
  • Przyciśnięcie prawego przycisku myszy nie daje opcji "wklej".
  • wolnyduch
  • 24/09/2022 12:39
  • Dzień dobry - uprzejmie proszę Szanowną Redakcję, o skasowanie mojego ostatniego wiersza, bowiem jest to twór soneto podobny, a miałam dać inny wiersz jesienny, ten dałam pomyłkowo.
  • Zola111
  • 24/09/2022 01:00
  • Głosujcie, bo nie głosujecie: [link]
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:Bledurt
Wspierają nas