Dar losu 8 - Miranda
Proza » Obyczajowe » Dar losu 8
A A A
Po wyjściu Konstantego Janka starała się zasnąć. Naciągnęła kołdrę na głowę, opatuliła szczelnie, żeby nie widzieć światła, zamknęła oczy i czekała na sen.
Chciała oderwać się od natrętnych myśli, od współczującego spojrzenia córki i nadmiernej, udawanej delikatności pielęgniarek. Zdawała sobie sprawę, że musi opuścić szpital, ale chciała jeszcze chociaż o jeden dzień, o kilka godzin odwlec ten moment. Bała się powrotu do miejsca, gdzie spędziła wiele szczęśliwych lat. Bardzo szczęśliwych, że aż czasem nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Powrotu do domu, który nazywała swoim azylem, bezpiecznym portem. Tak było od lat i tak miało być do końca. Chciałaby już być u siebie, ale nie wiedziała, co ją tam czeka: Mąż, syn, córka - co jej powiedzą? Co ona im powie? Jak się zachowają, jak ona się zachowa? A do tego tragedia Wojtka.
Dużo tego było naraz i wszystko trudne, przykre, niespodziewane. Chciałaby teraz zasnąć, a po przebudzeniu, stwierdzić, że to tylko złe majaki.
Nic z tego, pomyślała, chcieć to można, ale dobiegający przez uchylone okno odgłos samochodów, uliczny gwar nie pozwolą zasnąć, a to, co ją ostatnio spotkało, jest gorzką prawdą. Spojrzała na zegarek i przypomniała sobie, że o tej porze w domu pijała kawę.
- Jak ja dawno nie piłam - stwierdziła i sama nie wiedząc skąd, poczuła znajomy zapach.
Wrażenie było tak silne, że postanowiła spełnić swoje pragnienie.
W domu zawsze pijała, a tutaj tyle dni wytrzymała bez. Szarpnęła za rączkę od dzwonka... Chciała poprosić pielęgniarkę o kawę, ale w ostatniej chwili zmieniła zamiar, bo na pewno jej prośba nie zostałaby spełniona.
W drzwiach stanęła młoda dziewczyna.
- Co się dzieje? - spytała rutynowo.
- Siostro, chciałabym coś na nerwy, na uspokojenie. - Złożyła ręce w proszalnym geście. Musiała jakoś uzasadnić wezwanie.
- Za pół godziny, bo mamy przyjęcie, a jestem sama - odparła. - Ale... pani miała iść do domu, czy coś się zmieniło?
Janka nie odpowiedziała, więc wyszła, mrucząc, że zapyta ordynatora
- Pytaj sobie, kogo chcesz - rzuciła oburzona Janka, siadając na łóżku. Ubrała szlafrok, kapcie, przyczesała włosy, wzięła z szafki torebkę i podeszła do drzwi. Uchyliła je lekko, zerknęła w prawo, w lewo i, nie widząc żadnych przeszkód, ruszyła przed siebie.
Pamiętała, że kiedy Kostek woził ją na ćwiczenia, przejeżdżali koło kawiarenki czy barku. Już czuła w ustach smak kawy. Jeszcze jeden zakręt, potem wąski korytarz i za rogiem zobaczyła nad drzwiami napis:„Barek-kawiarenka”.
Wyprostowała się i z podniesioną głową pomaszerowała prosto do lady, przy której stało kilku mężczyzn i kobieta z dzieckiem.
Z ciekawością rozejrzała się po sali. Wszystkie stoliki były zajęte. Duży ruch, zauważyła, stając w kolejce. Przy stoliku obok straszy pan z apetytem zajadał się pączkiem. Bardzo dobrze, uśmiechnęła się pod nosem, pączka też sobie zafunduję.
Na chwilę zapomniała o zmartwieniach. Znalazła się jakby w innym świecie, obcym dla niej, a mimo to przyjaznym. Wszystko, co było tam, za drzwiami, tutaj nie docierało. Wzięła kubek z kawą, pączka, zapłaciła i zajęła miejsce w kąciku, gdzie akurat opustoszał stolik.
Pochyliła się nad tacą, z lubością wdychając aromat unoszący się wraz z parą. Dotknęła palcami pączka. Był miękki, z apetycznie błyszczącym lukrem. Jakie to życie jest dziwne, pomyślała. Jeszcze nie tak dawno nie napiłaby się takiej kawy i to w grubym fajansowym kubku, a teraz to był dla niej cudowny smak i zapach. Przypomniała sobie powiedzenie któregoś polityka, że "punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia". Jeśli jako punkt widzenia przyjąć smak kawy, a miejsce siedzenie szpital, a nie dom, to wszystko się zgadza, filozofowała. Delektując się smakołykami, zaczęła rozmyślać o domu, chociaż wcale nie chciała. Kawa i pączek przywołały w myślach scenki z rodzinnego życia. Kubek już dawno był opróżniony, a ona nadal błądziła po swoim królestwie. Kiedy pojawił się obraz męża, drgnęła. Krzysztof był filarem ich domu. Nie mogła już sobie wyobrazić życia bez niego.
- Nie, to niemożliwe - wypowiedziała głośno.
Obejrzała się spłoszona. Na szczęście nikt nie usłyszał. Ona sama w tym wielkim domu, to koszmar. W pierwszej chwili, gdy dowiedziała się, że mąż ma nieślubnego syna, chciała, żeby zniknął z jej życia, ale teraz już tak nie myśli. Maciek będzie się żenił, potem Beata urodzi dzieci, Wojtek jest w ciężkiej sytuacji, więc jak mogła myśleć o rozstaniu z Krzyśkiem. Są potrzebni dzieciom jako rodzice, a nie każde z osobna.
Spojrzała na salę, chyba pora odwiedzin, zauważyła, bo wszystkie stoliki okupowali pacjenci w szlafrokach i ich goście. Dobrze jej się tu siedziało, ale wiedziała, że musi opuścić ten bezpieczny zakątek. Zobaczyła nieopodal kobietę z tacą w ręce, rozglądającą się za wolnym miejscem. Koło Janki było jedno, więc skinęła, zapraszająco. Ta podeszła, usiadła i, zamiast pić kawę, zaczęła płakać.
- Przepraszam - zagadnęła Janka - co się pani stało, może w czymś pomóc?
Kobieta spojrzała na nią nieprzytomnym wzrokiem. Wycierając nos i dławiąc się od płaczu, wyznała.
- Dziękuję, ale mnie nikt już nie może pomóc. Przed godziną zmarł mąż...
- O Boże, jakże współczuję. Pani taka młoda, to i mąż pewnie też, nie wiem, co powiedzieć.
- Młody - odparła kobieta, tłumiąc szloch - ale głupi. Nie słuchał nikogo, nie dbał o zdrowie i się doigrał. On już spokojny, a ja zostałam z dziećmi, z rozpoczętą budową domu, z kredytem i bez pracy.
- O Matko Boska - wyrwało się Jance - to tragedia. Szkoda człowieka i pani mi żal. Proszę się napić, to dobrze zrobi - mówiła do kobiety, żeby odwrócić jej uwagę, lecz ta widocznie miała potrzebę mówienia, bo ciągnęła dalej.
- Prosiłam "nie pij", dzieci prosiły, rodzice, a on - jakby grochem o ścianę rzucać. Obiecywał i dalej swoje. Mówił, że go stać, bo dobrze zarabia i starcza na utrzymanie, raty i na jego picie, bo też potrzebuje trochę rozrywki.
- A dzieci już wiedzą? - spytała Janka.
- Nie, jeszcze nie, bo są w szkole, a męża nie było parę dni w domu, myślą, że jest w delegacji, a on był... on był... - rozszlochała się w głos.
- Już dobrze, spokojnie, niech pani się wypłacze, to ulży - Janka mówiła z czułością, delikatnie głaszcząc jej rękę.
Kątem oka dostrzegła ciekawskie spojrzenia. Że też ludzie muszą się gapić, pomyślała z irytacją, jakby to był jakiś kabaret. Nie potrafią nic uszanować.
W tej samej chwili do kawiarenki wpadła pielęgniarka i od progu zawołała do bufetowej: Pani Basiu, szukamy pacjentki, staruszki po wylewie. Nie było jej tu u was?
Pani Basia zaśmiała się rubasznie.
- Heheee... hehe, a cóż by tu miała robić jakaś staruszka i do tego po wylewie? Pilnujcie pacjentów, to nie będą się gubić - dorzuciła złośliwie.
- A jak wyglądała? - odezwała się druga bufetowa.
- Ja jej nie znam - odparła pielęgniarka, rozkładając bezradnie ręce - tyle wiem, co słyszałam na sąsiednim oddziale. Cały szpital jej szuka. Zaraz ma być policja, bo rodzina narobiła rabanu.
- No to będzie wesoło - drwiła bufetowa - takiego cyrku jeszcze tu nie było.
- Widzi pani, jak to jest? - odezwała się Janka do płaczącej kobiety. - Staruszka po wylewie i nie upilnowali jej. Może gdzieś zasłabła albo, nie daj Boże, co gorszego się stało. Rodzina oddaje matkę do szpitala, a nie wie co ją może spotkać. Ech... szkoda słów.
- Co mnie to obchodzi? - wzruszyła ramionami kobieta. - I tak nic nie pomogę. Mam swoje na głowie. Dobra z pani kobieta. - Zwróciła twarz w stronę Janki. - Mało kto się dzisiaj przejmuje czyimś nieszczęściem, a pani taka serdeczna. Dobrze, że tu zaszłam, jakoś mi lżej. Posiedzi pani jeszcze ze mną? Proszę nie odmawiać? - Dotknęła ręki Janki, spoglądając błagalnie w oczy. - Czekam na brata, ma przyjechać po mnie, a to kawałek drogi od miasta. Nie chcę być sama.
Janka zerknęła na zegar wiszący nad bufetem.
- O jejku - jęknęła z przerażeniem. - To już tak późno? Zaraz pora leków i mierzenia temperatury. Zostałabym z panią, ale proszę mnie zrozumieć, jestem pacjentką i powinnam być na sali, i tak nie wiem czy mi się nie oberwie za to, że bez opowiedzenia się wyszłam. Niech pani będzie dzielna, dla dzieci - mówiąc, uścisnęła jej rękę i wstała od stolika. Zatrzymała się przy wyjściu, spojrzała na płaczącą i zawróciła.
- Jak wezmę leki, to jeszcze tu przyjdę - powiedziała. - Niech pani czeka, a gdybyśmy się nie spotkały, to dam mój numer komórki - wyjęła z torebki długopis i zapisała na serwetce. - Proszę bez krępacji dzwonić, chętnie z panią porozmawiam.
Gdy weszła na swój oddział, usłyszała jakieś podniesione głosy i zobaczyła grupkę osób na korytarzu. Zbliżywszy się do sali, stanęła jak wryta. Przy drzwiach był mąż z Maćkiem i Sylwią.
- Janka! - krzyknął Krzysztof.
- Mamo! - zawołali jednocześnie Sylwia i Maciek.
- Co wy tu robicie? - spytała zaskoczona. - Co się stało? Pewnie coś z Wojtkiem?! Jezus Maria, tylko nie to! - jęknęła, oparłszy się o ścianę.
- Pani Janeczka?! - usłyszała za sobą. - Gdzie się pani podziewała?! Od godziny cały szpital na nogach, a pani sobie spaceruje, jakby nigdy nic? - Zdenerwowana pielęgniarka podbiegła do Janki. - Nic pani nie jest? - pytała, oglądając ją ze wszystkich stron. - Pani Janko, niechże pani coś powie!
Janka była totalnie zdezorientowana. Mrugała oczami, próbowała coś mówić, ale wszyscy naraz otoczyli ją, pytali, nie dając dojść do słowa.
- Bądźcież wreszcie cicho! - podniosła głos, wyswobadzając się z objęć. - Co wy tak, jakbyście ducha zobaczyli? Byłam w kawiarni, przecież to nie jest zakazane.
- W kawiaaaaarniiii?! - pielęgniarka wydała przeciągły okrzyk. - Przecież tam też szukaliśmy. Bufetowa pani nie widziała.
W tym momencie Janka przypomniała sobie scenę z kawiarni i zaniosła się śmiechem.
- Haaa... haaa... haahaa... dobre sobie... haaahaa... To niby ja miałam być tą staruszką po wylewie? Haaa... haaaa... Trzymajcie mnie, haaaa... Ja, staruszka? No też coś! - dodała z oburzeniem. - Chodźcie do sali, nie stójmy tak - zwróciła się do rodziny i nacisnęła klamkę, zostawiając zawstydzoną pielęgniarkę. - A teraz mówcie, co się stało? - spytała, gdy byli już w środku.
- Mamo, jak to, co się stało? - rzuciła się Sylwia. - Myśmy wariowali ze strachu. Wezwałam ojca i Maćka, bo nie wiedziałam, co robić. Z personelem przetrzepaliśmy cały szpital, park, pobliskie ulice, sklepy i już nawet powiadomiliśmy policję, ale, na szczęście, jeszcze nie przyjechali. Zaraz muszę odwołać tę akcję. - Sylwia wybiegła z sali do dyżurki.
Janka usiadła na łóżku i dopiero teraz dotarło do niej, jakich kłopotów przysporzyła pracownikom szpitala, a swojej rodzinie zmartwienia. Spojrzała na męża i syna, na ich zmęczone twarze i zrobiło jej się wstyd za swoją lekkomyślność, a jednocześnie, widząc w ich oczach troskę, poczuła w sercu radość i ulgę, tak jakby pozbyła się strachu czy ciężaru. Czuła, że powraca jej chęć do życia. Uśmiechnęła się zakłopotana i drżącym ze wzruszenia głosem, wyznała swoją winę.
- Przepraszam was, ja nie chciałam... nie spodziewałam się, że narobię takiego zamieszania, że będziecie mnie... - Nie mogła dalej mówić, bo wzruszenie wzięło górę. Rozpłakała się.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Miranda · dnia 05.08.2011 08:17 · Czytań: 1032 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 15
Komentarze
julanda dnia 05.08.2011 10:11
W jednym miejscu zauważyłam, że tekst się rozjechał, ale już to zgubiłam. Tu się zastanawiam:
To wszystko jest prawda , czy też: wszytsko jest prawdą, a może tak i tak. Jak się zjawi Wasinko, może nam podpowie?
Jak ja mam ochotę uwolnić Jankę od tego wszystkiego, trzepnąć czym się da i nie myśleć. Teraz wychodzi, że jestem nierodzinna i aspołeczna, ale przecież, patrząc z innego poziomu, sytuacja zaczyna męczyć. Chociaż wszyscy są sobie potrzebni, bo zaczęłaby się opowieść o samotności.
A to dobre, czytam i gadam jak kuma przed sklepem o serialu! ;)
Pozdrawiam!
Azazella dnia 05.08.2011 11:01
Cytat:
a pni taka serdeczna
pani
Cytat:
-Staruszka
spacje zgubiłaś;)
Cytat:
być na
sali i tak
troszkę się rozjechało
Już myślałam, że się nie doczekam na tę część. No to Janka trochę nabroiła, ale dobrze, że wszystko skończyło się dobrze. No i ona sama przekonała się, że ma wokół siebie ludzi, którzy o nia dbają i troszczą się.
Pozdrawiam
Miranda dnia 05.08.2011 12:37
Witaj kumo Julando. Ja też na miejscu Janki postąpiłabym inaczej, ale pewnie potem przyszedłby żal i wyrzuty sumienia, jak to bywa u "Matki Polki". Jej życie upływało w tandemie i nie bardzo poradziłaby sobie w pojedynkę. Mam wrażenie, że była tego świadoma. Dziękuję za czytanie i komentarz.:) Masz racje poczekam na Wasinkę, bo widzę potknięcia, ale nie jestem pewna.
Azazello, dzięki za wskazanie błędów, poprawiłam. Janka nabroiła, ale to przyczyniło się do innego spojrzenia na siebie i rodzinę. Długo czekałaś? Odcinek był w poczekalni kilka dni. Następny może dzisiaj wyślę.
Pozdrawiam serdecznie :)
julass dnia 06.08.2011 02:42
Cytat:
co jej powiedzą? co ona im powie?
Co

Cytat:
zapach świeżo zaparzonej kawy.
To wrażenie było tak silne, że nie zważając na swoją chorobę, postanowiła napić się kawy. (...)Zamierzała poprosić pielęgniarkę o kawę
powtarzasz się... i potem też... za bardzo się przejęłaś kawową obsesją pani janki?:)

Cytat:
Widząc, ze Janka nie odpowiada, wyszła, mrucząc
że

Cytat:
że;"punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia".
:

Cytat:
Nie chciała, ale kawa,smakowity pączek
spacji brak... a w okolicy zdania pojawia się obsesja pączkowa:)

Cytat:
Maciek będzie się żenił, potem Beta urodzi dzieci
Beata

Cytat:
Są potrzebni dzieciom jako rodzice, a nie każdy z osobna.
"każde" chyba raczej

Cytat:
wszystkie stoliki zajęte przez osoby cywilne i pacjentów w szlafrokach.
:) a pacjenci robią za mundurowych na służbie... ładne:)

Cytat:
Mamo! - zawołali jednocześnie: Sylwia i Maciek.
dwukropek zbędny

Cytat:
W kawiaaaaarniiii?!! - pielęgniarka
za dużo wykrzykników

Cytat:
To niby ja miałam być tą staruszką po wylewie???
za dużo pytajników

Cytat:
Chodźcie do sali, nie stójmy tak - zwróciła się do rodziny i ruszyła w kierunku sali,
powtórki


odcinek serialowy jak się patrzy.. nic tylko kręcić:)
ale tak właściwie to wiadomo ze się mi podoba chociaż to takie babskie do bólu miejscami ale chyba czasami człowiek potrzebuje się zanurzyć w takim świecie...
Miranda dnia 06.08.2011 03:36
Ty masz oko. Poprawki naniesione, kawy i pączków mniej, co mnie wcale nie cieszy, bo kawa to mój życiodajny napój, ale jeśli nie lubisz, to nie będę Cie katować. Mundurowych i cywilów też unieszkodliwiłam.
Jeśli pojawi się Wasinka, to jeszcze coś wynajdzie, ona jest jak detektor elektromagnetyczny i bardzo dobrze.
A tak właściwie, to mnie cieszy, że Ci się zaczyna podobać babskie pisanie. Mówisz, że to seria? Ha, a ja nie bardzo kocham seriale. Ot, ironia losu.
Dzięki za poczytanie i rameczki. Pozdrawiam bladym świtem;)
MaximumRide dnia 06.08.2011 09:52
,,- Młody -odparła kobieta,,

po myślniku odstęp

Haha no proszę. Ale wyszło. Babskie, nie babskie, ale ciekawe jest.
Mnie się bardzo przyjemnie czyta.
Szkoda tej Janeczki, bo nie ma lekko.
Ale chce się aż czytać, jak to się wszystko ułoży.
Klimacik jest. Mnie tam jeszcze tylko Kostka brakowało;)
Bardzo miła historyjka.

Pozdrawiam
Miranda dnia 06.08.2011 11:06
MaximumRide, witaj. Piszę babskie, bo nie lubię przemocy, brutalności, fantastyki, a jeśli się komuś podobają, to mnie cieszy.
Kostek może się pojawi, ale jeszcze nie teraz. Mam dwie wersje rozwiązania problemów Janki i szczerze mówiąc obie mi sie podobają. Nie wiem co wybrać. Czy "miękkie lądowanie" czy dalsze wstrząsy rodzinne.
Pozdrawiam słoneczkiem:)
Wasinka dnia 06.08.2011 16:12
No i proszę, jak to niczego nieświadoma Janka zrobiła raban na cały szpital. Fajnie, jak się nie zorientowała w kawiarni, że to o nią chodzi. Rzeczywiście tak bywa ;)
Przyjemne czytanie, weselej już nieco.

Tak bardzo szczęśliwych, że aż czasem nie mogła uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Powrotu do miejsca, które nazywała swoim azylem, bezpiecznym portem. Tak było od lat i tak – powtórzenie „tak” w trzecim zdaniu uzasadnione, jednak wówczas to pierwsze niezbyt współgra

ale nie wiedziała(,) co ją tam czeka.

Mąż, syn, córka, co jej powiedzą? – proponuję: Mąż, syn, córka - co jej powiedzą?

Dużo tego było naraz i wszystko trudne, przykre i niespodziewane. – drugie „i”, zastąpiłabym przecinkiem (Dużo tego było naraz i wszystko trudne, przykre, niespodziewane.)

a to, co ją ostatnio spotkało(,) jest gorzką prawdą

że o tej porze w domu, pijała kawę – bez przecinka

To wrażenie było tak silne, że nie zważając na swoją chorobę, postanowiła spełnić swoje pragnienie. – wyrzuciłabym „To”, bo nieco wpada na „tak”; powtarza Ci się też swoją/swoje, można np. pierwsze wyrzucić

Zamierzała poprosić pielęgniarkę o kawę, ale w ostatniej chwili zmieniła zdanie, bo na pewno jej prośba nie zostanie spełniona. – zmieniłabym „bo na pewno jej prośba nie zostanie spełniona.” na „bo na pewno jej prośba nie zostałaby spełniona.”

- Siostro, chciałabym coś na nerwy, na uspokojenie(.) – (Z)łożyła ręce w proszalnym geście.

Widząc, ze Janka nie odpowiada, wyszła, mrucząc - zapytam ordynatora. – proponuję nieco zmienić zdanie, np. coś w tym kierunku: Janka nie odpowiedziała, więc wyszła, mrucząc, że zapyta ordynatora. (tym bardziej że za chwilę też masz „widząc” )

- Pytaj sobie(,) kogo chcesz

i(,) nie widząc żadnych przeszkód, ruszyła

przejeżdżali koło kawiarenki, czy barku – przecinek zbędny

Przy stoliku obok, straszy pan z apetytem – bez przecinka

a teraz, to był dla niej cudowny smak i zapach – przecinek niepotrzebny

Delektując się smakołykami, chociaż nie chciała, jednak zaczęła rozmyślać o domu. – może zmienić nieco kolejność, wyrzucić „jednak” i „dołożyć „wcale” (na przykład) : Delektując się smakołykami, zaczęła rozmyślać o domu, chociaż wcale nie chciała.

W pierwszej chwili(,) gdy dowiedziała się, że mąż ma nieślubnego syna, chciała(,) żeby zniknął z jej życia, ale teraz już tak nie myśli.

stoliki zajęte przez pacjentów w szlafrokach i ich gości. Dobrze jej się tu siedziało, ale nie mogła zajmować miejsca. Zobaczyła nieopodal kobietę z tacą w ręce, rozglądającą się za wolnym miejscem. – zajęte/zajmować wpada na siebie; powtórka miejsca/miejscem

Koło Janki było jedno, więc skinęła, zapraszając. – może ładniej „więc skinęła zapraszająco”? tym bardziej że i tak masz sporo imiesłowów

i(,) zamiast pić kawę, zaczęła płakać

Kobieta spojrzała na nią, wycierając nos i dławiąc się od płaczu, wyznała. – może rozdzielić zdanie na dwa? Kobieta spojrzała na nią. Wycierając nos i dławiąc się od płaczu, wyznała (: ) – i dodać dwukropek

nie wiem(,) co powiedzieć.

- Młody - odparła kobieta, tłumiąc szloch. - ale głupi. – albo: Młody - odparła kobieta, tłumiąc szloch - ale głupi. / albo: - Młody - odparła kobieta, tłumiąc szloch. - Ale głupi. (albo bez kropki za szlochem, albo z kropką i wtedy z dużą literą przy „Ale” )

odwrócić jej uwagę(,) lecz ta widocznie miała potrzebę

- Prosiłam nie pij – „nie pij” dałabym w cudzysłowie

W tej samej chwili do kawiarenki wpadła pielęgniark(a) i od progu zawołała do bufetowej (: )

Może gdzieś zasłabła, albo nie daj Boże, – przecinek przed „albo” przerzucić trzeba po: Może gdzieś zasłabła albo, nie daj Boże,

a nie wie(,) co ją może spotkać

Posiedzi pani jeszcze ze mną, proszę nie odmawiać? - dotknęła ręki – rozbiłabym na dwa: Posiedzi pani jeszcze ze mną? Proszę nie odmawiać… - ( D )otknęła ręki – i duża litera przy „dotknęła”

powinnam być na sali(,) i tak nie wiem(,) czy mi się nie oberwie za to

mówiąc to(,) uścisnęła jej rękę / mówiąc to(,) wyjęła z torebki długopis i zapisała na serwetce – powtarza Ci się to samo sformułowanie bardzo blisko (mówiąc to)

Pod oknem był mąż z Maćkiem i Sylwią. – może „przed oknem stał”?

Jezus Maria, tylko nie to! – (j)ęknęła, oparłszy się o ścianę.

a pani sobie spaceruje jakby nigdy nic(.) – (Z)denerwowana pielęgniarka podbiegła do Janki

- Bądźcież wreszcie cicho! – (p)odniosła głos, wyswobadzając się z objęć.

No też coś? – może lepiej wykrzyknik?

zwróciła się do rodziny i ruszyła do drzwi – wpada na siebie „do”

A teraz mówcie co się stało? - A teraz mówcie(,) co się stało(.) / A teraz mówcie(: ) co się stało?

Wezwałam ojca i Maćka, bo nie wiedziałam (,)co robić.

ale(,) na szczęście(,) jeszcze nie przyjechali

Zaraz muszę odwołać tę akcję(.) - Sylwia wybiegła z sali do dyżurki.

na jakie kłopoty naraziła pracowników szpitala, a swoją rodzinę na stres. Spojrzała na męża i syna, na ich zmęczone twarze – za dużo owych „na”…

a jednocześnie(,) widząc zatroskane spojrzenia, poczuła

Czuła(,) jak powraca jej chęć do życia


Pozdrowienia uśmiechnięte.
Miranda dnia 06.08.2011 18:57
Wasinko, gdybym umiała pisać wiersze, to napisałabym "Odę do Wasinki". Zasługujesz na uznanie i uhonorowanie, za Twoją mozolną pracę na naszych ugorach.
Dziękuję za poprawki, zabiorę się za nie niebawem. A już się cieszyłam, że tym razem będę miała mniej. Marzenie...
Pozdrawiam serdecznie:)
MaximumRide dnia 06.08.2011 23:17
Coś wymyślisz.
A jeśli chcesz to napisz dwie.
Wersja A i Wersja B:)
Ja też nie przepadam za brutalnością i przemocą.

Pisz dalej, bo dobrze ci to wychodzi (błędy zawsze można poprawić:))

Pozdrawiam
Miranda dnia 06.08.2011 23:30
Dziękuję MaximumRide.
Błędy mnie rozwalają. szczególnie przecinki.
Pozdrawiam:)
Wasinka dnia 07.08.2011 11:25
Miradno, robaczki to naprawdę pikuś. Nie ma co się przejmować. Masz już ich nawet mniej w miejscach, w których kiedyś pojawiały się niesfornie.
Dziękuję za ciepłe słowa i odę ;)
Słoneczne uśmiechy podsyłam :)
Miranda dnia 07.08.2011 11:33
Wasinko, nie uwierzysz, ale pisząc tekst, mam Cię w głowie, a potem czekam na Twoje pojawienie się z komentarzem. Jestem Twoją dłużniczką. Pozdrawiam szumem mojej wierzby.
pocahontas dnia 09.08.2011 00:41
hmmm... takie całkiem przyjemne ;) Powiem tak: w sam raz na tę godzinkę, nie muszę się jakoś specjalnie wysilać, żeby zrozumieć (:)), dużo dialogów, dobrze się czyta. O tej porze jakoś niespecjalnie się wczytuję, ale pierwsze wrażenie jak najbardziej pozytywne :)
Miranda dnia 09.08.2011 11:06
Witaj, Pocahontas
Tekst nie jest zawiły, bo to samo życie, bez upiększeń, filozofowania.
Miło, że odbierasz pozytywnie. Zapraszam na dalsze odcinki.
Pozdrawiam:)
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yash
07/10/2022 00:18
"zaczęły powstawać przez czysty żart" »
allaska
06/10/2022 23:35
Anno Bardzo dziękuję za słowa. Ostatnio próbuje siebie też w… »
Zola111
06/10/2022 21:58
Abisiu, bardzo Ci dziękuję. Przeczuwałam, że Mama już… »
annakoch
06/10/2022 20:42
Świetny pomysł, świetny tekst w naturalistycznym stylu.… »
Yaro
06/10/2022 18:45
Dziękuję stare sprawy już nie ważne. Pozdrawiam… »
Milena1
06/10/2022 18:33
Czyli cząstka pierwszej prawdy przeskakuje na kilka prawd.… »
TakaJedna
06/10/2022 18:27
Yash, a można jaśniej? Bo ja nie rozumieć. Jaki żart?… »
Yash
06/10/2022 12:45
Zaglądam tu w drodze rewanżu zakładając przed zaglądnięciem,… »
Majster89
05/10/2022 22:37
dzięki ;) pozdrawiam »
Wiga
05/10/2022 21:08
Miło poczytać dobry tekst Pozdrawiam ciepło »
Wiga
05/10/2022 20:36
Pięknie trafiasz w moją wyobraźnię »
Dobra Cobra
05/10/2022 19:51
Jednak nie jest łatwo być gęśmi, czyha na nie wiele pułapek… »
Dobra Cobra
05/10/2022 19:48
Nie pisz z rzadka, pls. Piękny utwór liryczny w sam raz… »
allaska
05/10/2022 18:14
Dziękuję Wszystkim za ślad pod tekstem bez tekstu;) :)»
allaska
05/10/2022 18:13
Berele dziękuję. Wolny duchu być może masz rację:)»
ShoutBox
  • TakaJedna
  • 04/10/2022 10:38
  • Jasne, bo to miejsce na takie rzeczy. Bez odbioru, o przepraszam: bo.
  • Berele
  • 04/10/2022 10:24
  • Ministerstwo Spraw Zagranicznych msz
  • TakaJedna
  • 04/10/2022 09:41
  • Takie małe pytanie przy wtorku: co to za moda pisać skrótami? Pytam o "msz". Moim skromnym zdaniem - ani to trudne, ani skomplikowane... Ktoś coś (jak to się mówi)?
  • zawsze
  • 27/09/2022 20:50
  • pozdrawiajki!
  • Ronin
  • 26/09/2022 10:16
  • Przyciśnięcie prawego przycisku myszy nie daje opcji "wklej".
  • wolnyduch
  • 24/09/2022 12:39
  • Dzień dobry - uprzejmie proszę Szanowną Redakcję, o skasowanie mojego ostatniego wiersza, bowiem jest to twór soneto podobny, a miałam dać inny wiersz jesienny, ten dałam pomyłkowo.
  • Zola111
  • 24/09/2022 01:00
  • Głosujcie, bo nie głosujecie: [link]
Ostatnio widziani
Gości online:29
Najnowszy:Bledurt
Wspierają nas