Milczenie i śmiech - Kaero
Proza » Miniatura » Milczenie i śmiech
A A A

Zawsze zastanawiałam się, co ich pchnęło ku sobie. Zawzięci i uparci. Odkąd pamiętam, każdej nocy zasypiałam przy dźwiękach dobiegających zza ściany wrzasków i pełnego furii brzęku tłuczonej zastawy. Miłość? To jest właśnie miłość?! Zapadając w sen przy tej wątpliwej muzyce, nie mogłam się nadziwić, jakim cudem oni mogą jeszcze ze sobą wytrzymać.
Moi rodzice byli zupełnie inni. Nigdy z ich ust nie usłyszałam zdania wypowiedzianego podniesionym głosem. Ślubna zastawa mojej matki nie zaznała najmniejszego uszczerbku. Spokój. Lubiłam panującą tu ciszę. Byłam pewna, że tak właśnie powinno być. Czułam się bezpiecznie, otulała mnie zewsząd spokojna atmosfera naszego M-4. Na rozlegający się po drugiej stronie ściany hałas ani od ojca, ani od matki nie usłyszałam słowa skargi. Sąsiedzi rozpoczynali swoje harce zwykle wieczorem, kiedy każdy normalny człowiek o tej porze odpoczywa. Wtedy to ojciec siadał w swoim fotelu – rozpinając uprzednio koszulę – włączał telewizor i oglądał jakiś mecz. Nie odrywał oczu od ekranu, cały jego świat mieścił się w tym pudle. Matka w tym czasie krzątała się po kuchni, zajęta swoim światem. Podejrzewam, że chyba by umarła, gdyby przed pójściem spać nie posprzątała porządnie kuchni. Tak powinno być, myślałam, porządek musi być. A tamci za ścianą? Życzyłam sobie w myślach, żeby w końcu się zamknęli.
Przejęłam ciszę domu. Było zupełnie dla mnie zrozumiałe, jak powinnam się zachowywać. Cicho. Moi rodzice, a zwłaszcza ojciec, wyraźnie życzyli sobie tego, a życzenie to raz tylko zostało wypowiedziane. Raz jeden zbyt głośno bawiłam się klockami. Usłyszałam i zapamiętałam: mam być cicho. „Dzieci można widzieć, ale nie powinno się ich słyszeć”. Pozbierałam klocki do skrzynki, którą postawiłam w kącie, starając się nie czynić hałasu. Po kilku minutach sąsiedzi rozpoczęli swój stały repertuar epitetów. Ojciec nie dał po sobie poznać, że słyszy cokolwiek. Wtedy zrozumiałam. Dzieci można widzieć, ale nie powinno się ich słyszeć, natomiast dorosłych niekoniecznie trzeba widzieć, a można ich słyszeć. Dorosłym wolno robić hałas, dzieciom – nie. Zdziwiło mnie wtedy tylko, że ojciec i matka nie korzystali z tego prawa. Może nie wszystkim wolno, pomyślałam, może prawo do hałasu kupuje się sklepie, jak jabłka albo cukier? Mama nieraz mówiła „nie mam pieniędzy”, „jakie to wszystko drogie”, kiedy byłyśmy na zakupach. Na pewno nie stać nas na taki luksus. Obywałam się jednak bez niego doskonale.
Rzadko ze sobą rozmawiali. Najczęściej przy śniadaniu. „Podaj cukier” albo „gdzie masło?” i jeszcze: „Chcę mielone na obiad” – to były słowa ojca rzucane w powietrze, bez jednego spojrzenia na matkę. Ona odpowiadała: „Proszę”, „Tutaj”, „Dobrze”. Zawsze do talerza. Życzenia czasem się zmieniały: podać sól, ugotować ogórkową. Wszystko to wypowiadane bez emocji, bez jednego nawet grymasu, beznamiętnie, jakby z pamięci. Po raz pierwszy, drugi, po raz enty. Wtedy jednak tak o tym nie myślałam. Dla mnie to był jeden wielki obraz harmonii. Coś magicznego. Wzajemne zrozumienie pomiędzy ojcem a matką było dla mnie godne podziwu. Wszystkiego, czego wtedy chciałam, to stać się kiedyś taką jak oni. Niemal gardziłam tymi zza ściany.
Nie mieli dzieci. Nieraz leżąc już w łóżku i słuchając krzyków, wyobrażałam sobie, że jestem ich córką. Musiałabym żyć w tym domu – niespokojnym, niebezpiecznym. Była to myśl tak dla mnie straszna, że przez długi czas nie mogłam zasnąć, choć odgłosy za ścianą dawno już ustały.
Jedyną rzeczą, której czasem im zazdrościłam, był śmiech. Jego – niski, gardłowy. Niepowstrzymany, piskliwy chichot należał do niej. Nuty wymykały się z ich ust jakby niepostrzeżenie. Przeplatały się, nie pasując do siebie zupełnie, istny dysonans, a jednak współgrały ze sobą. Nie istniały bez siebie. Śmiech rano, jako akompaniament do naszego cichego śniadania. Śmiech popołudniu, do obiadu. Wieczorem sitcom zmieniał się w dramat, który nagle milkł, jak nożem uciął. Nastawał śmiech nocą. Kiedy nie mogłam zasnąć, przejęta swoimi lękami, słyszałam go. Przyciszony, intymny, nieprzeznaczony dla moich uszu. Zastawa stołowa odpoczywała. Był tylko ten śmiech, który potem przechodził w jego chrapanie.

Wszystko ustało, tak jak sobie tego życzyłam. Długo potem, kiedy przestałam bawić się klockami. Długo potem, kiedy pustki fotela nie wypełniała już cicha acz stanowcza obecność ojca. Długo potem, gdy przymus ciszy stał się wyborem. Tam również zrobiło się cicho. Obco.
Widziałam go nieraz, gdy szedł chodnikiem, tuż pod moim oknem. Ono zastępowało mi teraz klocki. Patrzyłam na niego, postarzałego przedwcześnie. Zgarbionego, nieskorego już ni do gniewu, ni do śmiechu. Po niesionym przez niego zniczu wiedziałam, gdzie idzie. W tej samej sekundzie każdego dnia szedł tam, gdzie mógł znów się śmiać i wpadać w złość. Tam, gdzie ja mogłam znów tylko milczeć, tak samo jak milczał stary fotel ojca.
Za każdym razem, gdy obserwowałam tego człowieka, zadziwiało mnie, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni. Oboje umarliśmy w sobie. Wiedziałam, czułam poprzez połyskliwy chłód szyby, że czeka dnia, kiedy będzie mógł śmiać się naprawdę, a znicz nie będzie mu już potrzebny.
Czekałam na to samo.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Kaero · dnia 26.08.2011 07:37 · Czytań: 1531 · Średnia ocena: 4,25 · Komentarzy: 26
Komentarze
JaneE dnia 26.08.2011 10:34
Bardzo to smutne Kaero.
Wiesz, ja też myślę, że dopóki ludzie ze sobą rozmawiają, nawet jeśli te rozmowy przeobrażają się w kłótnie, dopóty związek ma szansę przetrwać.
Milczenie jest najgorsze, milczenie to obojętność, to brak uczuć.

Ładnie napisany tekst. Zmusza do przemyśleń.

Pozdrawiam cieplutko.

Aha, zrezygnowałabym z tej tłuczonej zastawy, to strasznie oklepane, a poza tym znasz kogoś, kto w czasie kłótni rozbija naczynia? :)
WuKwas dnia 26.08.2011 10:59
Cytat:
Odkąd pamiętam, każdej nocy zasypiałam przy dźwiękach dobiegających zza ściany wrzasków i pełnego furii brzęku tłuczonej zastawy.

Odkąd pamiętam, każdej nocy zasypiałam przy dźwiękach wrzasków i pełnego furii brzęku tłuczonej zastawy, dochodzących zza ściany.
Albo:
(...)tłuczonej zastawy. Dochodziły zza ściany.
Tak jest chyba mniej koślawo.

Dwa zdania później znów jest "zasypiając". Mnie to przeszkadza, zamieniłbym na przykład na: "zapadając w sen".

Cytat:
(...)M-4. Na dobiegający zza ściany hałas
To już było. Może ciekawiej byłoby napisać wprost, że od sąsiadów, że słyszany? Niepotrzebna, według mnie, komplikacja.

Cytat:
Jedyna rzecz, której czasem im zazdrościłam, był śmiech.
Jedyną rzeczą, ... lub (...), to był śmiech.

Cytat:
tuż pod moim oknem. Okno zastępowało mi teraz klocki.
Nie lubię tak. A gdyby napisać: (...)moim oknem. Ono zastępowało(...)

Cytat:
Patrzyłam na niego, postarzałego przedwcześnie. Zgarbionego, nieskorego już ni do gniewu, ni do śmiechu. Tylko po niesionym przez niego zniczu wiedziałam, gdzie idzie.

Wystarczy, że będzie: "(...)po niesionym zniczu" albo nawet bez "niesionym".

Chcę podkreślić, że powyższe zdania, to moje sugestie a nie żadne redaktorskie wypociny. Kilka rzeczy, które rzuciły mi się podczas czytania. Sam tekst, o Niewidzialnym Dziecku, bardzo mnie poruszył swoją siłą i prawdziwością.
Krzysztof Suchomski dnia 26.08.2011 10:59
Ciekawy debiut. Konfrontujesz postawy, ale bez dydaktycznych zapędów, pozostawiając wartościowanie czytelnikowi - i to mi się najbardziej w tej miniaturce podoba.
Witamy na pokladzie.
Kaero dnia 26.08.2011 12:10
Dziękuję bardzo za komentarze i ciepłe powitanie.

WuKwas: Twoje sugestie są godne uwagi i myślę, że zastosuję się do nich.

JaneE: Tak, znam takie osoby :)

Pozdrawiam:)
waikhru dnia 26.08.2011 12:46
Przeczytałam kilka razy. Za pierwszym razem potknęłam się o kilka zdań, które wytrąciły mnie z równowagi. Nie wiem czy jest sens je wskazywać, bo wiem, że czasami autor ma taką a nie inną wizję danego zdania, a czytelnik musi się dostosować i "wyżej podnosić nogę" ;)

Co do treści: bardzo lubię tego typu zestawienia - pozorne nieprawidłowości, które w ogólnym rozrachunku stają się stanem pożądanym. Jedyna uwaga: "Lubiłam panującą tu ciszę, wydawało mi się, że tak właśnie powinno być." - w tym stwierdzeniu zastąpiłabym "wydawało mi się" czymś wyrażającym pewność, że taki stan jest dobry. Wtedy ten kontrast między "pozornie prawidłowym a tym, jak nie powinno być" byłby jeszcze bardziej pogłębiony.

Podsumowując: miniatura jest zdecydowanie w moim guście. Bez zbędnego marudzenia, moralizatorstwa i rozgadania.

PS Zawsze twierdziłam, że lepsza porządna kłótnia niż uprzejme milczenie!
Usunięty dnia 26.08.2011 13:02
Cytat:
tak samo jak milczał stary fotel ojca.
Patrzyłam na niego codziennie i codziennie zadziwiało mnie, jak jesteśmy do siebie podobni.

Podobni z fotelem?

Waikhru napisała:
Cytat:
Bez zbędnego marudzenia, moralizatorstwa i rozgadania.

Tez mi to pasuje.
Kaero dnia 26.08.2011 13:17
"Patrzyłam na niego codziennie i codziennie zadziwiało mnie, jak jesteśmy do siebie podobni." To zdanie jest od osobnego akapitu, więc nie dotyczy fotela, co zresztą wynika z kolejnych zdań. Tak myślę:)

Dziękuję za komentarze :)
Wasinka dnia 26.08.2011 21:33
Ładnie poprowadzona miniaturka z uwypuklonym problemem, ale bez moralizatorskiego tonu. Nie jest przegadana, a spojrzenie okiem bohaterki pokazuje wiele prawd...
Smutny bardzo wydźwięk ostateczny...
Podoba mi się też taki chwycik, że narratorka wprowadza swoich rodziców zdaniami, które brzmią dla czytelnika pozytywnie; dopiero za chwilkę dowiadujemy się, że to złudna myśl, bo to, co dobre, wcale takim nie jest. I nie potrzeba było naprowadzać, gdyż sytuacja mówiła sama za siebie...
Są potknięcia, ale już wcześniej o nich wspomniano. Co do uwagi blaszki - skojarzenie z fotelem mnie też się narzuciło, mimo nowego akapitu.
Warto dopracować.
Pozdrowienia księżycowe.
Kaero dnia 26.08.2011 22:29
Hm, skoro narzuca się skojarzenie z fotelem, to rzeczywiście trzeba to poprawić... :)

Dziękuję za sugestię i również pozdrawiam :)
Usunięty dnia 28.08.2011 21:12 Ocena: Bardzo dobre
Ciekawie zestawione dwa światy, jedno pragnienie, ta sama tęsknota. Niezależnie od okoliczności śmierć bliskiej osoby jest odbierana zawsze tak samo.
PozdrawiamB)
romantyczna dnia 03.01.2012 09:11
Witaj,
Pozwoliłam sobie trochę pogrzebać w Twoich "starociach" :) I przyznam, że jest tu tak jak mi się podoba - smutno, nostalgicznie... Zamieniłabym tytuł na "Śmiech milczenia", moim zdaniem bardziej wymowny i pasujący do opisywanej sytuacji. Taka mała sugestia, do której oczywiście nie musisz się stosować ;) Tekst bardzo osobisty, ma się wręcz wrażenie, że autobiograficzny. Podoba się :)

Pozdrawiam :D
Hedwig dnia 03.01.2012 09:36 Ocena: Bardzo dobre
Zajrzałam i ja do tego tekstu. I przyznam, że bardzo mi się spodobał ten smutek i tęsknota w nim opisane. I to niedopowiedzenie, a właściwie jasne opisanie, że miłość nie jedno ma imię i że czasami w ogóle jej nie ma.
Serdeczności w Nowym Roku. Tekst oceniam jako bardzo dobry.:)
Kaero dnia 03.01.2012 13:38
Hedwig, dziękuję i życzę Ci tego samego:)
ekonomista dnia 03.01.2012 13:58
Można mu zazdrościć, bo i tak dostał więcej niż większość ludzi.

Powiem szczerze, że Twoje opowiadanie broni się tylko i wyłącznie ostatnim akapitem. Właściwie to źle powiedziałem. Ten ostatni akapit nie jest obroną. To atak, cios prosto w serce każdego myślącego człowieka.
Kaero dnia 03.01.2012 18:16
Ekonomisto, dziękuję za opinię:) Są opowiadania, które warto czytać dla tych kilku zdań, które godzą w serce człowieka. Cieszę się, naprawdę się cieszę, że tych kilka zdań dostrzegłeś. Chociaż tyle ;)
FRIDA dnia 29.03.2012 10:46
Widziane oczami dziecka - to bezpieczne szczęście w swoim małym kąciku,z wiekiem dochodzi szersze myślenie i wylewa się smutna prawda.Bardzo fajne.Pozdrawiam.
Kaero dnia 29.03.2012 10:51
FRIDO, dziękuję serdecznie za komentarz :)
shinobi dnia 06.06.2012 17:12
Bardzo, bardzo dobry tekst. :)
Kaero dnia 06.06.2012 20:15
Dziękuję, shinobi :)
Synestezja dnia 31.10.2012 00:15
Podoba mi się melodyjność tekstu. Cała gama przeróżnych dźwięków, brzęk, głos z telewizora, śmiechy. Bohaterka wydaje mi się być słuchowcem. Ciekawie się to kontrastuje z ciszą. Dźwięk- życie, cisza- śmierć. Czy małżeństwo rodziców bohaterki było martwe? :O
Kaero dnia 31.10.2012 16:12
Bardzo trafnie to odczytałaś Synestezjo. Cisza=śmierć. Małżeństwo ciche, pozbawione śmiechu, emocji i krzyku to małżeństwo martwe.

Dziękuję za odwiedziny i pozdrawiam :)
ipsylon dnia 19.04.2013 13:18 Ocena: Bardzo dobre
Interesujące. Poruszasz codzienne, ludzkie problemy w piękny sposób. Czy słusznie doszukałem się pretensjonalnej postawy względem rodziców czy to moje dopowiedzenie?
Pozdrawiam :)
Kaero dnia 19.04.2013 13:25
Bardzo słusznie. O to mi chodziło. Całe ich istnienie miało mówić: "patrzcie, jacy jesteśmy normalni, aż do kości". Tymczasem, wszystko było zupełnie odwrotnie.

Cieszy mnie, że zawędrowałeś aż tutaj. Ten tekst to mój debiut na portalu i mam do niego pewien sentyment.

Pozdrawiam :)
MlodaPisarka dnia 03.05.2013 13:38
Bardzo podoba mi się ten tekst, z ciekawością go przeczytałam.

Pozdrawiam :)
Usunięty dnia 12.12.2013 19:58 Ocena: Świetne!
Myślę, że takie bolesne obrazy wychodzą Ci najlepiej. Świetnie wgryzasz się w ludzką psychikę i bardzo umiejętnie oddajesz to czytelnikowi. Co nie udałoby Ci się, gdybyś nie znała dobrze praw rządzących dziedziczeniem rodzinnych balastów.

Stylistycznie na wysokim poziomie. As always.

Cytat:
Na do­bie­ga­ją­cy od są­sia­dów hałas ani od ojca, ani od matki nie usły­sza­łam słowa skar­gi. Są­sie­dzi

Cytat:
Wszyst­ko to po­wie­dzia­ne bez emo­cji

'wypowiadane bez emocji' chyba w tym kontekście brzmi głośniej
Kaero dnia 12.12.2013 21:40
morfina napisała:
Co nie udałoby Ci się, gdybyś nie znała dobrze praw rządzących dziedziczeniem rodzinnych balastów.

- Znam. Z doświadczenia. Powiedzmy.

Błędy zostaną poprawione.
Ten tekst jest stary, mój debiut na PP i chyba najbardziej go lubię. Może dlatego właśnie, że to debiut :)

Dzięki za odwiedziny.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
07/12/2022 20:36
Witaj Wiolinie Dziękuję za czytanie i Twoją sugestię,… »
Ronin
07/12/2022 19:37
Sugestia Wiolin jest ze wszech miar słuszna. Wiersz o wiele… »
al-szamanka
07/12/2022 18:55
Piszesz tak lekko jakbys byl naocznym swiadkiem. Jak na… »
al-szamanka
07/12/2022 18:46
Odslony bywaja rozne, w utworach literackich zalezne… »
Marek Adam Grabowski
07/12/2022 17:57
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Elementy… »
d.urbanska
07/12/2022 11:49
Narracja rozwija się sprawnie, choć nie bez potknięć… »
Wiolin
07/12/2022 11:09
Witaj Stanlee. Ciekawy ten Twój pobyt w… »
Wiolin
07/12/2022 11:00
Witaj Arturze. głu­cha noc ta­niec iskier gdzieś tam… »
Wiolin
07/12/2022 10:29
Witaj Wolnyduchu. Próbowałaś kiedykolwiek pisać bez… »
Wiolin
07/12/2022 09:55
Witaj Abi. Ależ na ten stan rzeczy mocno tupnąłeś nogą… »
Dobra Cobra
06/12/2022 22:53
Zatem pozostaje tylko oczekiwanie na kolejną część Twego… »
Kazjuno
06/12/2022 22:30
Sympatyczna Dobra Cobro Martwi mnie, że tak skąpa jest… »
Nuria
06/12/2022 21:26
Wiolinie, bo tyle z nas zostanie ile w pamięci bliskich.… »
Yaro
06/12/2022 19:48
Dziękuję. Jeden ze starszych wierszy właśnie go odkopałem.… »
Dobra Cobra
06/12/2022 14:55
Jak, ale jak, mogły mi zniknąć z pamięci tak znamienite… »
ShoutBox
  • Kobra
  • 02/12/2022 17:58
  • Pociengiel piękny link.
  • akacjowa agnes
  • 02/12/2022 11:28
  • Darcon, z tego co wiem, to lista była przedwczoraj u przedostatniego uczestnika. Czyli powinna już raczej dotrzeć do wszystkich :)
  • Darcon
  • 29/11/2022 10:35
  • Hej! Jak Wam idzie przekazywanie listy artystów konkursu Malowanie Słowem? Dotarła już do ostatniego uczestnika?
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
  • Dark
  • 26/11/2022 11:27
  • Witam. Dostałem ofertę z wydawnictwa Novae res na mój zbiór opowiadań. Koszty pół na pół. Ktoś się orientuje czy warto w to inwestować?
  • Darcon
  • 24/11/2022 17:35
  • Uwaga, uwaga! Zostało ostatnie wolne miejsce w konkursie "Malowanie słowem"!
Ostatnio widziani
Gości online:24
Najnowszy:sehunds
Wspierają nas