Little birds by Simon Van Booy - lew morski
Tłumaczenia » Tłumaczenia prozy » Little birds by Simon Van Booy
A A A
(TŁUMACZENIE)

Ptaszki

Dziś rano obudziłem się już jako piętnastolatek. Co roku jest tak, jakbym nakładał nową warstwę na te wszystkie stare. Czasami sięgam do kieszonek mojego dzieciństwa i wyciągam z nich wspomnienia.
Michel powiedział mi, że kiedy wróci ze sklepu, uczcimy ten dzień, – pójdziemy może do kina lub do McDonald’s na Bulwarze Voltera. Michel nie jest moim rodzonym ojcem. Wychował się w Paryżu i siedział jakiś czas w więzieniu. Myślę, że zawsze był samotny ale żyjemy już tak długo ze sobą i nie jestem pewny czy przetrwałby beze mnie.
Mieszkamy w Paryżu i sądzę, że się tutaj urodziłem ale nigdy nie będę wiedział tego na pewno. Każdy myśli, że jestem Chińczykiem, wyglądam jak Chińczyk lecz Michel twierdzi, że jestem bardziej francuski niż bułka paryska.
Jest popołudnie w dniu moich urodzin ale nadal poranek mojego życia. Spaceruję po Point des Arts. Jest to mały, drewniany mostek, przy którym Amerykanie siedzą w różnobarwnych grupkach, popijając wino. Mimo, że mam tylko piętnaście lat i nigdy nie miałem sympatii, gdy patrzę na ludzi, to mogę powiedzieć kto jest zakochany.
Kobieta na wózku inwalidzkim jest pchana po mostku przez swojego męża. Oni są zakochani. Tylko tylne koła suną po deskach. Przechylił wózek do siebie aby być bliżej niej. Chciałbym zobaczyć jej twarz zza chmury papierowych chusteczek. Wyglądają na ludzi z Europy Wschodniej. Mogę to stwierdzić, gdyż są ładnie ubrani ale ich stroje wyszły z mody wiele lat temu. Myślę, że jest to ich pierwszy raz w Paryżu. Wyobrażam sobie później jak z wysiłkiem podnosi ją z wózka, w szarym pokoju hotelowym, z wyblakłymi zasłonami, rozwianymi wiatrem. Widzę ją w jego ramionach. Położy ją na łóżku jakby łódkę na powolną rzekę.
Brudny bezdomny przycupuje przy amerykańskich turystach, opowiadając im kawały w łamanym angielskim. Nie patrzy na ogolone nogi dziewczyny lecz na nieskończoną butelkę wina i ponętny kawał sera. Amerykanie wyglądają na życzliwych i udają, że się śmieją. Mniemam, że sposobem na życie jest łagodne zatajanie prawdy i nadzieja, że w każdej chwili możemy się odrodzić na nowo.
Most Pont des Arts jest drewniany i widzi się między deskami jak płyną w dole statki. Czasami, małe błyskawice wystrzeliwują ze statków, gdy turyści robią sobie nawzajem zdjęcia, a niekiedy mają aparat skierowany na nic szczególnego i klikają – te fotografie podobają mi się najbardziej. Nie mam aparatu, ale gdybym go miał, robiłbym zdjęcia przypadkowe, nic konkretnego. Jak inaczej można zarejestrować życie, tak jak ono się toczy.
Michel pracuje w sklepie na Placu Pigalle. Na zewnątrz sklepu jest czerwony neon, pulsująca strzałka z napisem Sexy. Michel ma ten sklep od kiedy pamiętam. Zabronione mi jest zachodzić tam ale czasami obserwuję go z rogu ulicy, siedzącego za biurkiem. Lubi czytać, nieżyjącego już, poetę Giorgio Caproni. Michel twierdzi, że te wersy są jak małe ptaszki, które podążają za nim i śpiewają mu do ucha.
Jeżeli zobaczysz Michela, to będziesz chciał przejść na drugą stronę ulicy, ma on głęboką bliznę od ust poprzez cały policzek. Powiedział mi, że zdobył ją walcząc z krokodylami w Mississippi ale teraz mam piętnaście lat i śmieję się z tego.
Michel ma przyjaciela o imieniu Leon, który jak za dużo wypije, zostaje czasami u nas na noc, gdyż żona nie chce go wpuścić do mieszkania. Tłumaczy zawsze, że jego żona smacznie śpi i nie chce jej budzić, tłukąc się. Pewnego wieczoru, gdy Michel był w łazience, Leon powiedział mi jak twarz Michela pokryła się bliznami.
- Zanim zamieszkałeś z Michelem – powiedział wstrzymując oddech – była straszna bójka przy sklepie. Naturalnie, Michel wyskoczył na zewnątrz i próbował ich uspokoić – zrobił przerwę i wyciągnął małą butelczynę brandy z kieszeni. Wzięliśmy po łyku, po czym przyciągnął moje ucho do wyziewów brandy z jego ust - Próbował ratować młodą prostytutkę od pobicia ale policja przybyła za późno i aresztowali Michela a ona udusiła się.
Wtedy usłyszeliśmy kroki Michela i słowa zginęły na zawsze w tajemnicy pijaka.
Michel udusiłby Leona, gdyby wiedział, że powiedział mi aż tyle, bo stara się wierzyć, że ja nic nie wiem i kiedy dostanę się na Sorbonę, najstarszy Uniwersytet w Paryżu, to pozostawię dotychczasowe życie za sobą. Będę odwiedzał go tylko na Święta Bożego Narodzenia z prezentami kupionymi w najznakomitszych sklepach na Montaigne avenue i Champs-Elysees.
- Nie musisz ich nawet pakować - Michel wydziwiał pewnego razu – dziewczęta cieszą się jak mogą to zrobić właśnie tam w sklepie.
Lubię spacerować dookoła Katedry Notre-Dame, która stoi na swojej, odosobnionej wyspie. Patrzę na turystów, podziwiających granitowy urok kamiennej konstrukcji. Przypomina mi tort ślubny, który jest za śliczny, żeby go zjeść – niemniej jednak, wiecznie głodne gołębie znają inną prawdę, gdyż setki ich ciurka na brudnych, białych półkach, dziobiąc w marmur swoimi chrupkimi dziobami.
Czasami turyści wchodzą do śroka i modlą się o coś. Kiedy byłem bardzo mały, Michel zwykł klękać przy moim łóżku, gdy myślał, że śpię. Słyszałem jak modlił się za mnie do Boga. Nazywał mnie orzeszkiem i nie jestem pewny czy Bóg wiedział o kogo chodzi – ale jeżeli istnieje Bóg, to chyba wie on wszystko i to, że moje prawdziwe imię nie było orzeszek.
Po wypaleniu papierosa na schodach Notre-Dame i pogapieniu w oczy młodej Włoszki, pozującej do zdjęcia swojemu chłopakowi, jestem teraz w Jardin des Plantes. Od kiedy pamiętam, Michel i ja przychodzimy tutaj w niedzielę. Kiedyś, przysnąłem na trawie i Michel wypchał kwiatami moje kieszenie. Dzisiaj mam piętnaście lat i jestem panem swojego życia. Chcę pójść na uniwersytet i kupić wreszcie Michelowi czerwonego kabrioleta, lecz gdy myślę o tych niedzielach w Jardin des Plantes, chciałbym robić dla ludzi rzeczy, których nigdy nie zapomną. Może to jest najlepsze co mogę uczynić w życiu.
Jest pochmurnie ale kwiaty rozkwitają. To jest zdumiewające jak mogą one pomieścić wszystkie kolory w tych cienkich, mizernych płatkach.
W sklepie Michela sprzedają kasety video a teraz płyty DVD, przeważnie z nagimi kobietami, które uprawiają różnego rodzaju seks ze wszystkimi. Michel powiedział, że seks to jest coś innego niż miłość i nigdy nie przynosi nic do domu. Michel twierdzi, że to co się dzieje na Pigalle, zostaje na Pigalle. Czasami, gdy obserwuję go z ulicy, prostytutki przechodzą obok i pytają się mnie czy wszystko gra. Mówię im, że mam kumpla w ich biznesie a one śmieją się i częstują papierosem. Szczególnie jestem zaprzyjaźniony z jedną, ma na imię Sandrine i mówi, że ma tyle lat aby być moją babcią. Nosi świecącą, plastykową spódnicę i kusą bluzkę. Nie mogę stać z nią w bramie, gdyż to psuje interes. Ma brzydką skórę na nogach ale sama jest bardzo życiowa. Zna Michela i powiedziała mi, że był on kiedyś bardzo zakochany w jednej z panienek ale nic z tego nie wyszło. Mając dwanaście lat, chciałem dowiedzieć się imienia tej dziewczyny, z nadzieją, że ich złączę, lecz Sandrine wzięła moją głowę w swoje dłonie i bardzo cicho powiedziała mi, że ona nie żyje i tyle w temacie.
Chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej o tej dziewczynie, gdyż Michel nigdy nie miał sympatii, musiała być ona kimś wyjątkowym. Sandrine kupuje mi czasami książkę i przekazuje ją przez jedną z panienek, gdy sama nie pracuje. Ostatnią, którą mi podarowała, nosiła tytuł: O Człowieku Co Zasiał Nadzieję i Wychodował Szczęście.
W to pochmurne popołudnie moich urodzin, widzę jak Michel siedzi za ladą i czyta. Gdyby wiedział, że jestem tutaj, byłby zły i nie rozmawiałby ze mną przez dzień, czy coś takiego. Nie miałby humoru, żeby dzisiaj gdzieś pójść, urodziny czy nie urodziny. Obserwuję z ciemnego tłumu. Michel czyta. W książkach z poezją Caproni, Michel pisze na marginesie swoje skromne wiersze. Kiedyś, przez głupotę, otworzyłem jedną z jego książek i zacząłem czytać. Wyrwał mi ją a ona podarła się. Obaj byliśmy bardzo zdenerwowani.
Powiedział mi, że jego wiersze nie były przeznaczone dla mnie – były jak małe stada ptaków towarzyszące innym. Kiedy zapytałem dla kogo były te wiersze, z jego oka wypłynęła jedna łza i potoczyła się po bliźnie.
Michel kończy pracę za cztery godziny, spodziewa się zastać mnie w domu oglądającego telewizję, gotowego do wyjścia. Powiedział mi, że możemy iść gdzie chcę ale czasy są ciężkie. Myślę, że kupił mi nowe tenisówki, bo kiedy odkurzałem, widziałem pudełko Nike pod jego łóżkiem. Nie otworzyłem go, nie chcę wiedzieć.
Wiem, że Michel oszczędza na ten wieczór od dwóch miesięcy. W kartonie pod zlewem jest butelka pełna drobnych pieniędzy. Sąsiedzi wiedzą, że są czyjeś urodziny, gdy słyszą rozbijane szkło w mieszkaniu Michela. Sąsiedzi lubią go, aczkolwiek zamjuje trochę czasu by każdy przyzwyczaił się do jego blizny i faktu, że siedział w więzieniu.
Mieszkamy w jedenastej dzielnicy. Rejony otaczają Paryż jak ślimaki. Sandrine nie ma w bramie, pewnie znalazła jakiś biznes. Michel usługuje klientom, bujając papierosa między wargami. Sam je skręca i jak wypuszcza dym, to przechyla głowę do tyłu.
Idąc do domu, lubię przejść obok Centrum Pompidou. Jeżeli nigdy tego nie widziałeś, możesz pomyśleć, że jest nadal w budowie lecz to zostało skonstruowane specjalnie w taki sposób i można nawet zajrzeć do środka przez potężne, szklane ściany. Lubię obserwować turystów tłoczących się jak stado mrówek. Na zewnątrz znajduje się złota donica, wielkości vana dowożącego chleb. Jest tylko prawdopodobnie na pokaz, gdyż nigdy w niej nikt nic nie zasadził.
Michel powiedział mi, że dzisiaj są moje piętnaste urodziny ale on tego nie wie na pewno. Nikt nie wie. Historia naszego poznania jest interesująca.
Michel twierdzi, że był bardzo złym facetem zanim spotkał mnie i to ja wszystko zmieniłem. Jechał metrem w dniu, w którym wyszedł z więzienia a ja musiałem mieć około trzech lat – tak on powiada. Twierdzi, że wszystko stało się w ułamku sekundy. Drzwi pociągu zamknęły się za mną a ja patrzyłem na niego. Moi rodzice stali na peronie, tłukąc w szklane drzwi i krzycząc. Powiada , że musiałem sam wejść do pociągu i drzwi się zamknęły zanim mogli dotrzeć do mnie. Często pytam się jak wyglądali moi rodzice i wtedy on jest zły. Twierdzi, że byli to najbardziej eleganccy ludzie, jakich kiedykolwiek widział. Mówi, że moja matka była azjatycką księżniczką i nosiła najwspanialsze futro. Szminka tak czerwona, aż wydawało się, że jej wargi płoną.
Michel powiedział, że jej długie, czarne włosy falowały jakby przestraszone tą pięknością, bały się zbliżyć do twarzy. Powiada, że mój ojciec był wysokim Amerykaninem w jednym z najdroższych garniturów, kiedykolwiek uszytych. Wyglądał na potężnego mężczyznę ale tak przystojny, że jego siła grała drugie skrzypce. Twierdzi, że tłukli w szybę i płakali jak dzieci, nigdy nie widział ludzi w takim bólu.
Michel mówi, że zacząłem płakać jak tylko pociąg ruszył a on został do końcowej stacji, żeby zobaczyć co się ze mną stanie. Wziął mnie do domu a ja płakałem przez rok kiedy tylko padał deszcz. Sąsiedzi przyszli razem, żeby zobaczyć co się dzieje. Kiedy podrosłem, stałem się zły na Michela, że nie odszukał moich rodziców a wyobrażałem ich sobie mieszkających w pałacu w Nowym Jorku, który trzymali w zaciemieniu zanim mnie nie znajdą, ich jedynego dziecka. Michel powiedział mi, że szukał ich przez tydzień, bez jedzenia i bez spania a potem dowiedział się, że zginęli w wypadku samolotowym nad Buenos Aires. W portfelu mam mapkę Argentyny, którą wyrwałem z książki w bibliotece. Czasami jeżdżę palcem po mieście i zastanawiam się gdzie spadł samolot.
Kiedy miałem dziewięć lat, Michel zaproponował mi pójście do sierocińca ale wytłumaczył mi, że to nic przyjemnego, gdyż wychował się w jednym z nich.
Uwielbiam jazdę metrem, pomimo że bandy chłopaków z Algierii czasami plują na mnie. Kiedy pociąg staje na stacji, gdzie Michel mnie znalazł, rozglądam się wystraszony. Nic na to nie poradzę. Michel twierdzi, że byli to najlepsi i najbardziej delikatni ludzie, których kiedyś spotkał i ja wyrósłbym na takiego jak oni. Pewnego razu, jedna z protytutek Sandriny powiedziała, że wyglądam zupełnie jak Annie Lee a Sandrine wymierzyła jej policzek, wtedy ta zamilkła. Może, kiedy będę starszy, zapytam się Sandrine kto to była Annie Lee.
Nasze mieszkanie jest całkiem proste. Wszystkie okna wychodzą na podwórko jak z innych mieszkań. Gdy światła są zgaszone, widzę jak żyją inni ludzie. Czyjeś życie jest krótką migawką a ja obserwuję jak moi sąsiedzi kłócą się, godzą, kochają i smażą mięso. Mogę stwierdzić, że jeden z nich jest nieszczęśliwy, gdyż siedzi przy telefonie i czasami podnosi słuchawkę, żeby sprawdzić czy on działa lecz gdy sam jest w domu, telefon nigdy nie dzwoni. Michel powiada, że zostawiła go żona i gdy nie mam się za kogo modlić, powinienem pomodlić się za niego.
Słyszę klucz Michela, przekręcany w zamku.
- Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, orzeszku – to są pierwsze słowa z jego ust. Całuje mnie potem w oba policzki i mówi, żebym się zbierał. Wyłączam telewizor i szukam za drzwiami moje brudne tenisówki. Nie ma ich tam. Michel z chichotem zapala papierosa.
- Idź i zajrzyj pod moje łóżko – mówi.
Miałem rację, krzyczę coś z sypialni, żeby wiedział, że je znalazłem. Chce wiedzieć czy pasują. Uwielbiam zapach nowych butów.
Nie mogę doczekać się amerykańskiego hamburgera, którego będę miał wieczorem – taki sam jak mój ojciec zajadał z upodobaniem. Może zobaczymy amerykański film. Grają Facetów w czerni II w całym Paryżu. Wyłączam moje stereo i sprawdzam w lustrze jak wyglądam. Słyszę jakiś łomot dochodzący z kuchni, to para sąsiadów pozdrawia mnie przez otwarte okno.
Michel puka i wtyka głowę przez drzwi.
- Gotowy? – pyta a ja mówię “Chodźmy”.
Idziemy o zmierzchu, ramię w ramię. Paryż nigdy nie jest ciemny, gdyż jak gaśnie światło dzienne, nie jesteś daleko od latarni ulicznej - często są one piękne – wyglądają jak długie, czarne łodygi na całej długości ulicy, każda rozjarzona dwoma czarnymi kulami. Czasami, zapalają się o tej samej porze, jakby razem chciały rozproszyć ciemności.
Mogę powiedzieć, że Michel chce mnie wziąć za rękę ale jestem na to za stary. Zamiast tego, mówi mi, że nieważne gdzie zajdę w życiu, on zawsze będzie dobrze myślał o mnie.
Zastanawiam się czy Michal jest wybitnym poetą. Nauczyciel w szkole powiedział, że poeci pochodzą z różnych dziedzin życia i jest to dar dany im przez Boga. Ciekawy jestem czy za sto lat ludzie będą gromadzić się na grobie Michela na cmentarzu Pere-Lachaise. Czy zostawią oni swoje wiersze przy stopniach nagrobka i będą mówić do niego a może dziękować za małe ptaszki, które im śpiewają w momentach zwątpienia.
Michel płaci za bilety do kina drobnymi z butelki od wina. Kasjerce to nie przeszkadza. Ma zeza w lewym oku. Przygląda się jego bliźnie, gdy przechodzimy obok szklanej kasy. Michel wręcza bilety sprawdzającemu. Ten przedziera je na dwie części. Michel mówi, żebym zostawił odcinki, otwieram więc portfel i wypada z niego mapa Argentyny. Michel szybko podnosi i patrzy na nią bez rozkładania. Wyrywam mu ją i wkładam do portfela.
- Orzeszka małe ptaszki – śmieje się.
Znajdujemy wtedy, po ciemku, nasze miejsca i zagłębiamy się w filmie.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
lew morski · dnia 28.08.2011 09:55 · Czytań: 1390 · Średnia ocena: 3,5 · Komentarzy: 12
Komentarze
WuKwas dnia 28.08.2011 13:14 Ocena: Dobre
Cześć, poniżej kilka, moich subiektywnych uwag.

Cytat:
Kobieta na wózku inwalidzkim jest pchana na mostku przez swojego męża. Oni są zakochani.
Tylko tylne koła suną po deskach. Przechylił wózek do siebie jakby jego ciało drążyło z niej.

Jakoś koślawo brzmi mi "kobieta na wózku inwalidzkim jest pchana na mostku". Może "po mostku", "przez mostek". I chyba bez "jest" a z ",".
Dalej: nie rozumiem tego drążenia ciała...

Cytat:
z wyblakłymi zasłonami, rozwianymi od wiatru.

Masło maślane - cóż innego może rozwiewać jak nie wiatr?

Cytat:
ona sama udusiła się.

Jeśli to jest koniec zdania, zamieniłbym miejscami dwa ostatnie słowa.

Cytat:
Wtedy usłyszeliśmy kroki Michela i słowa zginęły na zawsze w pustkowiu pijaka.

Co to jest "pustkowie pijaka"?

Cytat:
W sklepie Michela sprzedają videa a teraz płyty DVD

Chyba raczej "kasety video" jeśli teraz płyty DVD. Przy okazji, video się chyba nie odmienia?

Cytat:
Sandrine kupuje mi czasami książkę i przekazuje mi ją

(...) i przekazuje ją. Wiadomo, że skoro kupiona dla Ciebie, to Tobie przekazana. Drugie "mi" nie jest potrzebne.


Cytat:
W te pochmurne popołudnie moich urodzin

Głowy nie dam, ale obstawiam "to popołudnie".


Cytat:
W jego książkach z poezją Caproni, Michel pisze

W książkach z poezją / W swoich książkach z poezją (...) ale nie "w jego".

Cytat:
elegancy ludzie, których kiedykolwiek widział.

Eleganccy - literówka. A także (...), jakich kiedykolwiek widział.

Cytat:
z najbardziej drogich garniturów,

"z najdroższych" brzmi zgrabniej

Cytat:
moi sąsiedzi kłócą się, godzą, kochają i smażą mięso. Mogę stwierdzić, że jeden z moich sąsiadów jest nieszczęśliwy,

Po co dwa razy "moi/moich sąsiadów"? Może w drugim zdaniu: "z nich"?

Tak jak napisałem na początku, to są moje osobiste wrażenia, sprawy które przeszkadzały mi w czytaniu. Nie rozumiem też tych słów o orzeszkach i ptaszkach (na końcu).
Nie wiem czy to część większej pracy ale mam taką nadzieję, bo samo opowiadanie mnie zaciekawiło i chętnie przeczytam je dalej.
Sfora dnia 28.08.2011 14:46
Nie mam talentu do wyłuskiwania uwag takich, jak WuKwas, czy interpunkcji, jak Wasinka.
Bardzo mi przypadł do gustu klimat. A najbardziej - choć nie wiem czy to do końca zamierzone było, piętnastolatek, który ma iść na Sorbonę, ale pali i pije. Z nachlanymi znajomymi ojca...
To przeciwstawienie ambicji ojcowskich, ze zwyczajnym wychowaniem z wódą i tytoniem, jest... prawdziwe (tak do mnie przynajmniej trafia).

Cytat:
Historia naszego poznania jest interesyjąca.


Literatka. ;3
lew morski dnia 28.08.2011 16:43
Dzięki za przeczytanie i wyłapanie usterek, które poprawiłem.
To nie jest mój tekst – autorem jest Simon Van Booy i nosi tytuł Little birds a ja tylko przetłumaczyłem go z angielskiego i wrzuciłem na Portal, gdyż wydał mi się trochę inny od pozostałych tekstów.
WuKwas – pozdro dla faceta ze Wzgórza od jednego z Centrum ( róg Świętojańskiej i 10 lutego), przedtem mieszkałem na Czołgistów.
WuKwas dnia 28.08.2011 17:37 Ocena: Dobre
Lew - Ty musisz być okropnie starym lwem, jeśli mieszkałeś na Czołgistów! :D Jam jest z Orzeszkowej. Tylko od czterech lat na wygnaniu 3 stacje za Wejherowem, w kierunku na Lębork :)
lew morski dnia 28.08.2011 18:28
Takim aż okropnie starym lwem nie jestem ale w życiu dużo nawywijałem i widziałem – na wygnaniu od ponad 30 lat (29 lat w Stanach).B)
WuKwas dnia 28.08.2011 19:02 Ocena: Dobre
No to masz prawo nie mylić się w historii Gdyni, gdzie Piłsudski przybył po Czołgistach ;)
lew morski dnia 28.08.2011 19:15
Znam dobrze te przeróbki: 22 lipca na Armii Krajowej, Czerwonych Kosynierów na Morską, Dzierżyńskiego na Legionów, itd. Chodziło mi o to, że co im przeszkadzała nazwa Czołgistów – Partyzantów zostało (mieszka tam moja matka – właściwie Kopernika). Byli to chyba partyzanci AL i BCH.
Zaraz nas opierpapier, że ucinamy sobie gadki na tym ambitnym Portalu.
Pozdro
:);)B):D
WuKwas dnia 28.08.2011 19:52 Ocena: Dobre
OK, to ja nie wymienię kolejnych zmienników :)
Sfora dnia 28.08.2011 20:52
Da, w sumie racja - nie Twój tekst, ale tłumaczyć trzeba umieć :).
Treść nie Twoja, ale klimat przeniosłeś.
Pozdrawiam.
lew morski dnia 29.08.2011 02:10
Dziękuję za komentarz. Ten tekst tłumaczyłem na jakiś konkurs z internetu, leniąc się na plaży i popijając zimne puszeczki. Nie wyrobiłem się z terminem (spóźniony 2 dni), więc postanowiłem wrzucić go na Portal, żeby zobaczyć co ludzie o tym myślą. Nie słyszałem nigdy o tym autorze, teraz wiem z Google, że Brytyjczyk mieszkający w Stanach i zdobył jakąś nagrodę w 2009 za zbiór opowiadań. Czytając ten tekst po angielsku, zastanowiło mnie, że dorosły facet rzeczywiście pisze jak piętnastoletni chłopak.
Pozdrawiam
B)
SzalonaJulka dnia 30.08.2011 13:21 Ocena: Bardzo dobre
Lwie, piękne to opowiadanie. Nie umiem ocenić przekładu, bo nie znam oryginału i w ogóle to nie moja branża, ale chyba istotne jest, że zachowało się mnóstwo emocji i ta koronkowa wręcz historia miłosna w tle - bohater ma wszystkie dane a nie potrafi ich połączyć w całość - święta dziecięca naiwność. Język jakim operujesz również odzwierciedla wiek chłopca - może mniej środowisko. Trochę się potykałam na literówkach i koślawiznach gramatycznych, ale to tylko problem dopracowania.
Pozdrawiam
lew morski dnia 30.08.2011 15:12
W wolnych chwilach (których nie mam za dużo), postaram się poprawić literówki i wyprostować koślawizny gramatyczne.
pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 13:58
Florianie Tekst specyficzny, jak to u Ciebie. Nie będę się… »
Florian Konrad
25/02/2024 12:09
No, fakt, jego dzieła są nieco przydrogie :) Również nie na… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 00:28
Florian !!! E.A.Poe to jeden z moich ulubionych autorów,… »
Florian Konrad
24/02/2024 23:27
Anioł dziwnych przypadków ? Jeśli o niego chodzi -… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:26
Jacku To bardzo się cieszę i piję zdrowie Twoje i Kazia nie… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:19
Kaziu Tasz to szok! Ale wszystko, do końca?! No to jest… »
Jacek Londyn
24/02/2024 21:51
Zbigniewie, prześpię się z podrzuconą mi twoją krytyką.… »
Kazjuno
24/02/2024 21:43
Więc mówię na końcu: ocena ostateczna powinna brzmieć:… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 20:43
Kaziu Nic się nie stało! Tak sobie myślę, że tam gdzie… »
Kazjuno
24/02/2024 20:26
Przepraszam. Zbysiu. Przeczytałem tekst jeszcze raz, już na… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:47
Kaziu 1. Sam pewnie wiesz, że ciężko jest utrzymać stale,… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:23
Jacku Rozumiem zamysł, nawiązanie do "K.S.P" ale… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 17:40
Florianie Jeśli tak jest, to spodoba Ci się mój obraz,… »
mike17
24/02/2024 17:01
Człowiek, który się gniewa, sam się udręcza, bo? Bo nie… »
mike17
24/02/2024 16:45
Malowniczy, aczkolwiek to smutny wiersz... Bo co możesz… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
  • pliszka
  • 22/02/2024 12:26
  • Nie nazwałabym tego skansenem. Jako przedstawicielka młodych zaryzykuję stwierdzenie, że to społeczny charakter i duża interaktywność przyciąga moje pokolenie. Młodzi są tam, gdzie się dużo dzieje.
  • Redakcja
  • 22/02/2024 10:23
  • Młodzi siedzą na Wattpadzie i TikToku. Dla nich jesteśmy skansenem ;-)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty