Tajemnica Gin Wood rozdział I - Draculina
Proza » Historie z dreszczykiem » Tajemnica Gin Wood rozdział I
A A A
NIESPODZIEWANA WIZYTA GIN WOOD

To była najostrzejsza śnieżyca, jaką pamiętali wiekowi mieszkańcy Sommerside. Już w południe zaczął padać gęsty śnieg, a kiedy w dodatku od morza pogoda przyniosła zimny wiatr, o szóstej wieczorem dwudziestego lutego zamieć była tak okropna, że nikt o zdrowych zmysłach nie wychodził z domu.
Jednak jakby przecząc tej teorii, około dziesiątej w nocy, w stronę dworu szła dziewczyna. Walcząc z wiatrem i zimnem, powoli powłóczyła nogami. Na chwilę zatrzymała się, aby zaczerpnąć tchu.
''Jeszcze tylko kawałek'', powtarzała ciągle w myślach. Po kilku minutach dotarła do drzwi frontowych budynku. Ostatkiem sił zakołatała do drzwi. Chwilę później sędziwy kamerdyner otworzył z je z godnością.
- Rezydencja Rockefeller Garden, czym mogę służyć?- Zapytał. Zdążył jedynie zauważyć, że stoi przed nim przemarznięta do szpiku kości dziewczyna, nim ta osunęła się z wyczerpania na podłogę.

Dwudziestoczteroletni William Stadford, najstarszy syn lorda Hugona Stadforda, a zarazem jego spadkobierca, przebierał się do kolacji w swojej sypialni. Robił to bardzo niechętnie, gdyż podczas obiadu jego matka, lady Emilia poruszyła problem kawalerskiego stanu pierworodnego, który trwał już ''stanowczo za długo'' i namawiała go do małżeństwa z córką bogatego lorda z północy. William miał powyżej uszu swatania go z każdą zamożniejszą panną w okolicy, nic więc dziwnego, że ociągał się z przygotowaniami do posiłku.
Zamykając drzwi pokoju, usłyszał, jak wierny kamerdyner Milton otwiera komuś wrota domostwa. Kiedy schodził na dół, zobaczył upadającą na ziemię kobietę. Podbiegł szybko i wziął ją na ręce, podczas gdy lekko zdumiony Milton mocował się z wiatrem, usiłując zamknąć wejście do ciepłego Rockefeller Garden.
William zaniósł dziewczynę do małego pokoju obok kuchni, gdzie ogień palił się na kominku.
-Milton, sprowadź lady Emilię. Ta mała jest zupełnie lodowata.- Zarządził Will. Następnie położył ją na sofie i przykrył pledem. Właśnie wtedy do komnaty wbiegła lady Emilia. Była to kobieta czterdziestodwuletnia, wysoka, z burzą ciemnych włosów i o nieskazitelnej, ciemnej karnacji.
-Mój Boże! Williamie, co się dzieje?!- Odsunęła syna i zaczęła cudzić młodą damę. Wydawała różne polecenia służbie, którą- wraz z resztą kobiecej części rodziny- do pokoju zwabiły wrzaski lady Emilii. Jej trud okazał się owocny, gdyż po kilku minutach chora otworzyła oczy. Pochylała się nad nią lady Emilia, dwie służące i mała Mona Stadford.
-Gdzie ja jestem?- Spytała słabym głosem patrząc na lady Emilię.
-Już dobrze, moje dziecko. Odpoczywaj i grzej się.- Odrzekła z matczyną czułością pani domu. -Musisz leżeć przez jakiś czas. Edna, zostaniesz z panienką. My udamy się do jadalni.- Przemówiła tonem nieznoszącym sprzeciwu. Popychając lekko Monę, wyszła ostatnia, zostawiając dziewczynę samą z pokojówką Edną.
Cała rodzina zgromadziła się w jadalni. Właściwie, przyszły tylko panie, gdyż mężczyźni w ogóle jej nie opuszczali. Był to ogromny pokój, z dużym mahoniowym stołem, umeblowany w stylu elżbietańskim. Każdy domownik zajął swoje stałe miejsce: pan domu, lord Hugon u szczytu stołu, po jego prawej stronie zasiadła lady Emilia, obok niej miejsce zajął ich osiemnastoletni syn Jakub, koło niego siedziała Mona, kręcąc się niespokojnie. Następnie siedzieli brat Mony, Walter wraz z swoją żoną lady Penelopą. Obok niej zasiadał brat lorda Hugona, par Henry. Po jego prawicy siedziała jego córka, Lidia, a następnie Janson, przyjaciel Jakuba, który gościł w Rockefeller Garden. Tuż nieopodal miejsce zajmowała córka gospodarzy, lady Hermione Floyd, z domu Stadford. Czule patrzyła na swojego małżonka, sir Edmunda Floyda, zajmującego następne krzesło. Dwa kolejne przypadały Henriecie, oraz jej bratu Williamowi. Po lewej jego stronie zasiadała lady Matylda Stadford, matka Hugona i Henry ego.
Lady Emilia wstała. Nagle zapadła cisza, a wszystkie oczy zwróciły się na nią, co nie umknęło jej uwadze i ucieszyło ją. Wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić:
- W pokoju obok leży półprzytomna panienka. Musimy wezwać doktora Granta, niech ją zbada. Myślę, że powinna u nas zostać na jakiś czas, a potem wróci do swojego domu.
- I mamy ją leczyć na NASZ KOSZT!?- Zapytała lady Matylda, podnosząc się szybko. (Była to osoba skąpa i nieufna).- Nawet nie wiemy, kto to jest!
- A co, ma umrzeć na gruźlicę?- Drwiąco zapytał lord Henry.
- Na pewno wszystko nam wyjaśni, kiedy poczuje się lepiej.- Do rozmowy włączyła się Hermione.
- Ciekawe, dlaczego zapragnęła nas odwiedzić w taką pogodę?- Zastanawiał się głośno Jakub.
- Zapewne zgubiła drogę w zamieci.- Podpowiadała mu Penelopa.
- Duszko, to niemożliwe.-Pouczał ją Walter.- Rockefeller Garden to jedyny dom w okolicy.
W konwersacji nie brali udziału lord Hugon i William. Lord słuchał wszystkich uważnie, co- w jego mniemaniu- należało do obowiązków pana domu. William zaś myślał gorączkowo o dziewczynie leżącej za ścianą na łóżku napoleońskim. Z kimś mu się kojarzyła? Ale, z kim? Znał ją? Ale skąd?
Mieszkańcy zaczęli rozmawiać coraz głośniej, przekrzykując się, aby wysunąć własną teorię.
- Dosyć! Wystarczy! - William powstał i gniewnie omiótł spojrzeniem wszystkich siedzących przy stole.- Trochę ciszej! Człowiek nie słyszy nawet własnych myśli!
Było to dość niezwykłe zachowanie jak na Willa. Mieszkańcy Rockefeller Garden popatrzyli na niego ze zdziwieniem, tak, że biedny młodzieniec poczuł się nieswojo i usiadł skrępowany, oblawszy się pąsowym rumieńcem.
Po chwili wszyscy znów głośno debatowali. Nagle otworzyły się drzwi i w progu stanęła chora, temat rozmów domowników. W gwarze dyskusji nikt poza Williamem nie usłyszał jak wchodzi. Odwrócił się w jej stronę i zerwał się z krzesła. Zapadła niezręczna cisza. Każdy zastanawiał się, o czym właśnie mówił. Także dziewczyna stała zmieszana, podpierając się lekko framugi drzwi. Lord Hugon wstał, ale jego żona uprzedziła go; podbiegła do niej i objęła ją ramieniem:
- Niepotrzebnie wstałaś, moja droga.
- Nie, czuję się dużo lepiej.- Odpowiedziała tamta stanowczo. - Przepraszam za kłopot..
- Ależ żaden kłopot, kochanie! Wędrować w taką pogodę! Szczęście, że trafiłaś do nas!- Lady Emilia zdecydowanie zawróciła ją do pokoju, który opuściła, rzucając groźne spojrzenia domownikom. Położyła ją do łóżka.- Jutro sprowadzimy doktora, aby zbadał, czy nie przeziębiłaś się.- Przykryła ją puchową kołdrą aż po szyję.- Jak się nazywasz?
- Gin, proszę pani. Gin Wood. Ja... zgubiłam drogę... nie jestem stąd...
- Och, nie tłumacz się, tylko odpocznij!- Odwróciła się do Edny.- A ty nie pozwól, żeby wyszła z łóżka, dobrze?
- Tak jest, jaśnie pani.- Odrzekła ze skruchą służąca, gdyż poczuwała się do obowiązku pilnowania chorej, a pozwoliła jej wyjść z łóżka.
Kiedy lady Emilia powróciła do jadalni, zaskoczyła ją panująca tam cisza. Pierwsza odezwała się lady Matylda:
- I co, wiesz, kto to jest?- Zapytała ożywiona.
- Mówi, że nazywa się Gin Wood.
- Phi, od razu wiedziałam, że to jakaś wieśniaczka! Do takiego nazwiska pasuje tylko jakieś pospolite imię! Na pewno nie jest arystokratką!- Dodała pewnie.
- Mamo, jak możesz!- Upomniała ją świekra.- To na pewno miła dziewczyna!
Lord Hugon zerknął na zegarek.
- W porządku, może być nawet królową Anglii, ale zastanowimy się nad tym jutro, gdyż dochodzi jedenasta.- Wstał.- Dobranoc wszystkim.
Powoli jadalnia opustoszała, każdy udał się na spoczynek. Lady Emilia lekko uchyliła drzwi pokoju gościnnego, aby zwolnic na noc Ednę. Na widok śpiącej Gin uśmiechnęła się.
Dziesięć minut później Gin otworzyła powoli oczy. Zastanawiała się, w jakiej jest sytuacji. ''Mam nadzieję, że mi uwierzyli!'' Myślała. ''Chyba byłam dość przekonująca z tym nazwiskiem''. Rozejrzała się po pokoju. Kominek już dogasał, dając mdłe światło, w którym ledwo można było cokolwiek zauważyć. Gin zauważyła drewno na opał, a później skierowała swój wzrok na stojące na półce pełne butelki dżinu. ''Całe szczęście, że wymyśliłam coś na poczekaniu!- Westchnęła.- Zobaczymy, co wydarzy się jutro!''. Westchnęła raz jeszcze, po czym natychmiast zasnęła.
Nie musiała się o nic martwic, gdyż lady Emilia zadecydowała, że Gin zostanie na jakiś czas u nich. Popierała ją większość domowników, a szczególnie William, który chciał wyjaśnić sprawę Gin. Jednak, chociaż jeszcze nie zdawali sobie sprawy, wszyscy będą musieli zgodzić się na pobyt Gin w Rockefeller Garden, dlatego, że wichura rozpętała się na dobre i dwór miał zostać odcięty od reszty świata na wiele długich zimowych dni.



Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Draculina · dnia 09.07.2008 18:36 · Czytań: 792 · Średnia ocena: 2,25 · Komentarzy: 4
Inne artykuły tego autora:
Komentarze
Hyper dnia 09.07.2008 18:57 Ocena: Dobre
No i co dalej? Zapowiada się intrygująco, pomimo gąszczu literówek:)
valdens dnia 11.07.2008 11:14 Ocena: Przeciętne
gdyż, gdyż... gdyżowe szaleństwo.
A ta orgia imion - myślisz, że ktoś to wszystko zapamięta? Po co całą rodzinę przedstawiasz w jednym akapicie? Powoli.
Tyler Durden dnia 11.07.2008 14:37 Ocena: Przeciętne
Dawno nie czytałem tak chaotycznie napisanego krótkiego tekstu. Niektóre zdania nieprzemyślane, w dziwnym szyku. Więcej tutaj wymieniania imion niż treści. To było męczące. Historia jakoś nie zachęca.
"cudzić" - raczej cucić, ale to pewnie zwykła literówka.
"Ta mała jest zupełnie lodowata" - nie lepiej użyć słowa "przemarznięta" albo coś? To mi jakoś nie pasuje.
"Z kimś mu się kojarzyła? Ale, z kim? Znał ją? Ale skąd?" - za dużo tego? Te pytania niewiele wnoszą, prócz zamieszania w tekście.
"Lady Emilia zdecydowanie zawróciła ją do pokoju, który opuściła, rzucając groźne spojrzenia domownikom" - osobiście nie mam pojęcia, o co chodzi w tym zdaniu.

Błędy charakterystyczne dla początkujących. Cóż, musimy z tym żyć i ciągle się uczyć. Zostawiam przeciętny. Pozdrawiam!
paniscus dnia 15.07.2008 10:49 Ocena: Przeciętne
Takie malutkie błędy które ja wyłapałem:
"kamerdyner otworzył z je z godnością" - chyba chodzi o drzwi, czyli 'otworzył je z godnością'.
"którą- wraz z resztą kobiecej części rodziny- do pokoju" - nie potrzebne te myślniki, wg mnie lepsze by były przecinki.
"aby zbadał, czy nie przeziębiłaś się." - do tego chyba lekarz nie jest potrzebny.

Zgadzam się z valdensem odnośnie tych imion, kto to zapamięta i po co nam to wiedzieć? W następnych częściach mogłabyś wprowadzać postacie stopniowo, a nie wszystkie w jednym akapicie.
Zbytnio rozbudowane zdania i strasznie zagmatwane jak, np. charakterystyka Williama.
Tak poza tym nawet nieźle, ale sama historia mnie nie wciągnęła.
Ocena przeciętna.

pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 08:43
Oj. Początek jest mocny. Wiersz wzbudza zainteresowanie i… »
Yaro
24/06/2022 22:40
3maj sie:) »
Yaro
24/06/2022 22:38
Wszystko każda rzecz ma nazwę i twarz... :) »
Materazzone
24/06/2022 17:58
Przypominam, że wiersz wcale nie musi się rymować,… »
Materazzone
24/06/2022 17:55
Erotyk dla dzieci. Ciekawe, nie powiem choć zbyt mocno… »
Materazzone
24/06/2022 17:52
Nie pasuje mi czwarty wers. Jakoś tak nie wybrzmiewa,… »
Materazzone
24/06/2022 16:37
Dzień dobry wszystkim. Rozwiążę wasz spór, choć omyłkowo… »
Jacek Londyn
24/06/2022 13:47
Dobra Cobro, dziękuję za komentarz i dobre słowo. Tekst… »
wolnyduch
23/06/2022 23:45
Bardzo sympatyczny wiersz dla poprawy humoru, dobrego dnia… »
wolnyduch
23/06/2022 23:42
Bardzo fajny wiersz, jak dla mnie wcale nie jest… »
EDyta To
23/06/2022 22:52
Też mam słabość do gwiazd i księżyca. Bardzo, bardzo mi się… »
wolnyduch
23/06/2022 22:30
Dla mnie ten tekst jest świetnie napisany, taki lekko… »
wolnyduch
23/06/2022 22:20
Może, nie siedzę w głowie Autora, nawisem mówiąc w… »
Baszolud-Nihilistic-Zombie-Poet
23/06/2022 22:00
Fajne, delikatne, podoba mi się. @wolnyduch a może to tak… »
wolnyduch
23/06/2022 21:56
Witaj BNZPoe,t nie będę pisać całego nicku bo można sobie… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas