Dyskoteka na której nie tańczyłem (II) - wykrot
Proza » Długie Opowiadania » Dyskoteka na której nie tańczyłem (II)
A A A
Najpierw oblała mnie fala gorąca i znieruchomiałem, ale niemal natychmiast w mojej głowie zadźwięczały dzwonki alarmowe, które zagłuszyły nawet dyskotekową muzykę. Adrenalina szerokim strumieniem wlała mi się do krwi. Rzuciłem szklankę na bar, po czym zdecydowanym krokiem przedarłem się do stolika w rogu.
- Idziemy do auta! – wrzasnąłem, widząc rozbawione spojrzenie Lidki.
Była zajęta romansowaniem ze swoim partnerem, który zadbał o to, by niczego innego już nie widziała. A przecież przy stole nie działo się najciekawiej.
Facet, który wcześniej tańczył z Dorotą, teraz wstał i podał jej dłoń, jednocześnie coś do niej mówiąc. Podniosła się, a wtedy objął ją w talii i próbował z nią odejść. Odepchnąłem go, chwytając jej rękę.
- Gdzie! – jęknąłem. – Słoneczko, gdzie się wybierasz?
Spojrzała na mnie obojętnym, bezmyślnym wzrokiem i to mnie zgubiło. Byłem wtedy tak zdziwiony i zszokowany jej zachowaniem, że zatraciłem nawet instynkt samozachowawczy…

Potężne uderzenie pięścią w skroń posłało mnie na ścianę. Może nawet ta ściana mnie uratowała. Bo chociaż się poobijałem, to jednak dzięki niej nie padłem na podłogę. I nie zdążyli mnie skopać. Ale nie padłem. Odbiłem się bezładnie, usiłując zasłonić się rękami przed następnym ciosem. Ale ten nie nastąpił.
Jakimś cudem pomiędzy mną a sprawcą tego ciosu, znalazło się kilka osób z sąsiednich stolików i dwóch ochroniarzy trzymający w dłoniach pojemniki z gazem oraz policyjne pałki. Dwóch następnych zbliżało się do mnie. A ja gotowałem się cały.
Krzyknąłem do Lidki, żeby nie pozwoliła uprowadzić Doroty i przynajmniej to mi się udało. Lidka porzuciła swojego amanta i teraz piszczała, że ja jestem ich znajomym. Trzymała też Dorotę, której najwyraźniej było wszystko jedno. Co się z nią stało – nie rozumiałem. Ale przynajmniej miałem ją w zasięgu wzroku, gdy próbowałem ocalić własną dupę, co jednak nie przedstawiało się zbyt optymistycznie.
Ochroniarze wcale nie byli moimi sprzymierzeńcami, chociaż nie dali Szwedom obić mi mordy. Trzymali mnie teraz z rękami wykręconymi na plecach i obwiniali o naruszenie cielesnej nietykalności gości oraz chuligańskie zachowanie, a także o zakłócenie spokoju całej imprezy, przez co mogą stracić licencję na jej prowadzenie. Ja zaś będę musiał pokryć wszelkie ich straty.
Rozmowa z nimi była bezprzedmiotowa. Wokół było mnóstwo świadków, że zakłóciłem spokój grzecznego towarzystwa, które doskonale się bawiło, a ja wpadłem pomiędzy nich i próbowałem uprowadzić dziewczynę.
Moja sytuacja stawała się rozpaczliwa. Lidka robiła co mogła, ale jakoś jej nie wierzyli. Zaczynałem się obawiać, że jeśli jej też coś dosypali i to zacznie działać, to sam już się z tego nie wywinę.
Chociaż ochroniarze obchodzili się ze mną bezwzględnie, to rozumiałem, że właśnie ich muszę przekonać do tego, że przyjechałem tutaj razem z dziewczynami i muszą w to uwierzyć. Inaczej pozwolą Szwedom na odejście z dziewczynami, a ja zostanę na lodzie i wtedy szukaj wiatru w polu.
Przestałem się szarpać, chociaż szlag mnie trafiał, bo wykręcone ręce bolały mnie jak cholera. I wtedy zobaczyłem barmana, który podszedł w okolice stolika. Zawołałem do niego, żeby podszedł..
- Słuchaj, widziałeś mnie przy barze – gorączkowo się tłumaczyłem. – Wiesz, że jestem trzeźwy i nikogo nie zaczepiałem, bo nie jestem awanturnikiem. Ja z tymi dziewczynami po prostu przyjechałem. I ja z nimi odjadę. W tylnej kieszeni spodni, oprócz moich dokumentów, mam też prawo jazdy Lidki i dowód rejestracyjny auta. Bo przyjechaliśmy jej samochodem. Proszę cię, żebyś to wyjął i wszystkim okazał. Te dziewczyny są z mojej rodziny i nie pozwolę żeby stała się im tutaj jakaś krzywda.

Wszystko świadczyło przeciw mnie, ale jakoś mnie wysłuchał i zrobił to, o co go prosiłem. Wyjął mi wszystko z kieszeni i teraz ochroniarze porównywali nawet fotografię Lidki z prawa jazdy z jej twarzą, bo udało się jej wreszcie przedrzeć do mnie. Przyciągnęła też Dorotę, ale ta milczała. Lidka znowu zaczęła na nich wrzeszczeć, żeby puścili moje ręce i zabrała im dokumenty, które wsunęła mi do kieszeni
I to ich chyba przekonało. Chociaż zauważyłem, że jeden z nich uważnie pooglądał znalezioną pomiędzy dokumentami wizytówkę podkomisarza. I pokazał ją pozostałym.
Puścili w końcu moje ręce. I usłyszałem na pożegnanie uczciwy tekst:
- Zabieraj panienki i spierdalajcie stąd, żeby was tu więcej nie było!

Asysta dwóch ochroniarzy towarzyszyła nam do samego auta, ale ja jej prawie nie zauważałem. Ściskałem rękę Doroty i próbowałem z nią rozmawiać, jednak to było daremne. Milczała, albo odpowiadała coś zdawkowo i zupełnie bez sensu. Lidka w tym czasie zapewniała ochroniarzy, że ja jestem tym osobnikiem, który nie zrobi im krzywdy i bezpiecznie zawiezie je do domu. Nie komentowali jej słów, tylko zanim odpaliłem auto, rzucili mi na pożegnanie, że właściciel nie chce mnie więcej tutaj widzieć. Ale powiedzieli to bez złości i dodali jeszcze od siebie, żebym uważał po drodze. Po czym pewnie uznali swoją misję za spełnioną. Odwrócili się i poszli z powrotem.

Tak właściwie to odetchnąłem z ulgą, kiedy odeszli, chociaż nadal trząsłem się jak galareta. Głowa mnie bolała, czułem jak lewe oko mi puchnie, ale jeszcze na szczęście widziałem przez nie. Obydwie dziewczyny były w aucie, na drodze nie było dużego ruchu, my wracaliśmy do domu, wszystko jest już dobrze – mówiłem sobie w myślach.
Jednak przecież ciągle nie wiedziałem co się stało. Dorota ze mną nie rozmawiała i chciałem o to zapytać Lidkę, ale…
Lidka też już mi nie odpowiadała. Zatrzymałem się i obejrzałem się do tyłu. Siedziała, patrząc bezmyślnie i obojętnie przed siebie.
Zdezorientowany i kompletnie ogłupiały, jakimś sto piętnastym zmysłem wyczułem, że to nie jest koniec naszej przygody. I ogarnął mnie lęk. Zacząłem bać się naprawdę. I nie tylko o siebie, ale przede wszystkim o nie. Teraz już nie pomogą mi w niczym.
Wyskoczyłem z auta i przypiąłem je pasami bezpieczeństwa. Nie miałem z nimi żadnego kontaktu, chociaż były przytomne i coś tam mamrotały, kiedy próbowałem je o coś pytać. Zastanawiałem się panicznie co robić; czy pojechać do domu, czy też do szpitala. Ale w pewnym momencie zaskoczyłem. Uciekać! Uciekać stąd! Jak ja mogę naiwnie sądzić, że Szwedzi wybaczą mi wyjęcie im z rąk takiego łupu!
A tu i teraz już nie było ochroniarzy…

Wskoczyłem za kierownicę i ruszyłem z piskiem opon. Próbowałem gnać najszybciej jak potrafiłem, ale to było za mało. W dzień, wycisnąłbym z toyoty ostatnie tchnienie, jednak w nocy tego nie potrafiłem. Nie umiałem zmusić swojego organizmu do przekraczania prędkości poza sto, a najwyżej sto dziesięć kilometrów na godzinę. I to niezależnie od jakości drogi.
Walczyłem z tym jeszcze podczas podróży delegacyjnych. Bo średnia prędkość podróży była wtedy bardzo ważna. Pozwalała planować wykonanie wszystkich zadań. I musiałem to zawsze uwzględniać. Jeśli jechałem w dzień, to podróżna prędkość była o wiele większa od tej nocnej…
Ale na razie wszystko wyglądało normalnie. Mijało mnie sporo samochodów, wyprzedzało niewiele i zaczynałem już oddychać swobodniej. Czyżyny były już nie tak daleko…

W pewnym momencie zauważyłem, że z tyłu mam samochód, którego kierowca zachowuje się mało konwencjonalnie. Nadużywa drogowych świateł, jakby chciał sprawdzać, kto jedzie przed nim. Domyślałem się z przerażeniem, że szuka właśnie mnie. Byłem w pułapce. Nie miałem mocy, żeby mu uciec i akuratnie po obydwu stronach drogi był las, więc nawet nie było gdzie skręcić. Tak właściwie to teraz mogłem jechać tylko do przodu.
Ponure wizje możliwych wydarzeń przelatywały mi przez głowę jak błyskawice. Przecież na tylnej kanapie miałem Dorotę i Lidkę. Co im zrobią jak nas dopadną? Dłonie kurczowo zacisnęły mi się na kierownicy. Po moim trupie ją dostaną – pomyślałem i gorączkowo próbowałem znaleźć jakieś wyjście. A także jeszcze bardziej się skoncentrować.
Adrenalina buzowała mi we krwi. To co podsuwała mi wyobraźnia, było ponad siły. Byłem teraz okazem samca, któremu chcą odebrać samicę. Gotowym do zabicia każdego, kto wejdzie mu w drogę. Nie czułem lęku przed spotkaniem ze Szwedami, tylko próbowałem odgadnąć sposób ich ataku. Czym mnie spróbują zaskoczyć?
Bo co do tego, że to oni mnie doganiali, nie miałem już żadnych wątpliwości…

Kiedy ich auto znalazło się tuż za mną, wydawało mi się, że słyszę ich radosne wycie, oznajmiające mi naszą przyszłość. Zaplanowaną przez nich. Rozpoznali pewnie mój samochód i wiedzieli kto nim podróżuje. Ktoś z ochrony mnie zdradził, ale teraz za późno było na rozmyślania. Jeśli mnie unieruchomią, to ich było co najmniej czterech, a ja sam. Będę mógł tylko przyglądać się, jak pieprzą dziewczyny. Oczywiście, jeśli mi na to pozwolą.
Na razie dopisywało mi szczęście. Nadjeżdżające z przeciwka pojazdy zmuszały ich do trzymania się z tyłu i do wyłączania drogowych świateł, którymi od dłuższego czasu mnie oślepiali. Przesunąłem już nawet lusterka, żeby widzieć cokolwiek przed sobą i nadal próbowałem gnać do przodu. Może uda mi się dojechać do Czyżyn? Bo wcześniejsze zatrzymanie nie dawało mi szans. Zawloką nas do lasu, zanim ktokolwiek mógłby nam pomóc…
Jednak zbawcze pojazdy z naprzeciwka, jakoś wymiotło. Lewa strona drogi zrobiła się pusta i moi prześladowcy z wyraźną uciechą, dodając sobie animuszu klaksonem, przystąpili do wyprzedzania. Próbowałem jeszcze wycisnąć z toyoty jakieś ostatnie jej możliwości, ale nadaremnie. Chociaż pedał gazu miałem wciśnięty do oporu, samochód z lewa nieubłaganie wysuwał się do przodu. I doskonale wiedziałem, że jego kierowca za chwilę odbije w prawo, a ja polecę w przydrożny rów. A na co wtedy trafię, to już będzie czysty przypadek.
Chłopcy byli widocznie tak na mnie wkurwieni, że raczej zrezygnowali z przedśmiertnego poużywania sobie z dziewczynami. Zdałem sobie sprawę, że polują teraz tylko na mnie.

Wybiegającą z rowu sarnę, zobaczyłem w ostatnim momencie. To przez nich, bo przecież musiałem koncentrować się na lewej stronie drogi. Jednak moje napięte zmysły zarejestrowały też ruch po prawej stronie i włączyły automatyczne reakcje. Szarpnąłem kierownicą w prawo, chcąc uniknąć zderzenia i to akuratnie mi się udało. Sarna zdążyła uciec sprzed maski. Ale jednocześnie moje prawe koła złapały bardziej miękkie pobocze. Samochodem zarzuciło, więc odruchowo odbiłem w lewo, ale teraz miałem mniej szczęścia. Głośny trzask oznajmił mi bliskie spotkanie trzeciego stopnia, chociaż samochód skręcił w lewo i znalazłem się na drodze.
Nie wiem nawet kiedy i po co wdepnąłem hamulec, ale nieoczekiwanie nawet dla mnie, samochód się zatrzymał. Było cicho i ciemno. Pot strumieniem zalewał mi oczy, ręce mi się trzęsły, a w głowie miałem przeraźliwą pustkę. Gdzie jest samochód, który mnie wyprzedzał? Obejrzałem się do tyłu, ale niczego nie widziałem.
Dopiero jadący z naprzeciwka pojazd, który przez moment przełączył światła na drogowe, wyjaśnił mi wszystko. Moi prześladowcy mieli mniej szczęścia. Sarna, która uciekła mi sprzed maski, wpadła prosto na nich. Teraz ich auto znajdowało się w rowie, po drugiej stronie drogi, wbite lewym błotnikiem w jego dalszy brzeg, a na miejscu rozbitej szyby czołowej bielały wystrzelone poduszki…
Jednak tylne prawe drzwi były otwarte i jeden z pasażerów gramolił się z auta. A ja znowu poczułem jak oblewa mnie pot. Uciekać! Uciekać stąd jak najszybciej!
Silnik zaskoczył od razu i wystrzeliłem do przodu jak z katapulty. Nie widziałem co dzieje się za mną, bo na ponowne ustawienie lusterek nie miałem czasu. Więc nie wiedziałem, czy nadjeżdżające z naprzeciwka auto zatrzymało się, czy też nie. I naraz zdałem sobie sprawę, że uciekłem z miejsca wypadku. Nie udzieliwszy pomocy poszkodowanym!

Próbowałem się opanować, jednak zupełnie mi to nie wychodziło. Trząsłem się cały a pot lał się ze mnie strumieniami. W dodatku nie miałem nawet czym przetrzeć oczu, dłonie miałem mokre i pot tylko rozmazywałem po twarzy… Kurwa mać! Czy wszystko dzisiaj musi być takie popieprzone?
Po kilku dalszych kilometrach zwolniłem trochę i próbowałem ustawić boczne lusterko. Długo próbowałem, ale nie dałem rady. Drżące dłonie i konieczność obserwowania drogi sprawiały, że nie umiałem odnaleźć jego właściwej pozycji. Za sobą nadal niczego nie widziałem. Lepiej natomiast poszło mi z wewnętrznym, umieszczonym nad szybą czołową, bo po prostu wskoczyło na swoje poprzednie miejsce. Wtedy zorientowałem się, że droga za mną jest pusta. Nie było widać świateł żadnego pojazdu.
Odetchnąłem, chociaż napięcie nie ustępowało i nadal cały dygotałem, przejeżdżając przez Czyżyny i dojeżdżając w końcu do Pokrzywna, gdzie przed zjazdem na naszą drogę, nawet wyłączyłem światła samochodu. Skręciłem, korzystając z oświetlenia ulicznego, a do bramy dojechałem w ciemności i zatrzymałem się, gasząc silnik. Ostrożnie uchyliłem drzwi auta, spodziewając się Bóg wie czego, a potem wysiadłem i stałem przez kilka minut, wsłuchując się w ciszę nocy, żeby zorientować się, czy ktoś za mną nie jedzie, albo czy nie zauważył mojego zjazdu z drogi. Wokół jednak panowała cisza. Zaczynałem mieć nadzieję, że nikt za mną nie przyjedzie….

Nie wiem po co to zrobiłem, ale przez bramę samochód przepchałem. Jakoś po tych paru minutach ciszy bałem się chociażby uruchomienia silnika. Skąd wziąłem na to tyle siły, tego też nie jestem w stanie zrozumieć. Ale nie ma nic za darmo.
Kiedy auto znalazło się już na podwórku, a ja zamknąłem bramę na klucz, to resztki sił mnie opuściły. Łydki mi drżały, jakieś skurcze chwytały mi różne mięśnie i nie byłem w stanie nawet utrzymać się pionowo na nogach.
Trzymając się karoserii dotarłem do drzwi i bezwładnie wsunąłem się na fotel kierowcy. Przez chwilę zwątpiłem, czy dam radę dojechać chociażby pod dom. Trząsłem się cały w bezsilności i nie potrafiłem nawet trafić dłonią do kluczyków, żeby uruchomić auto. Dopiero po dłuższej chwili, kiedy wspomniałem o dziewczynach, jakoś udało mi się pozbierać.
Spojrzałem do tyłu, ale zobaczyłem niewiele. Światła wewnątrz auta bałem się zapalać. Jednak myśli o Dorocie wystarczyły, żebym skoncentrował się na tyle, aby uruchomić zapłon. Podjechałem pod dom, wysiadłem, otwarłem drzwi do domu, zapaliłem zewnętrzne światła i wróciłem do auta.
Musiałem sam odpinać im pasy, bo nie potrafiły tego, ale były przytomne. Przynajmniej nie musiałem ich nieść. Same wysiadły z auta i same poszły do domu. Towarzyszyłem im do łazienki, polecając pozałatwiać swoje potrzeby i pójść do sypialni, a sam wróciłem do samochodu. Pozamykałem wszystko, pogasiłem światła i wróciłem zobaczyć co się dzieje.
Siedziały w sypialni na łóżku. Porozbierałem je do bielizny i położyłem. Nie stawiały żadnego oporu. Miałem nadzieję, że zasną i do rana im to minie. Ale sam nie byłem uspokojony. Bałem się. Strasznie się bałem.

Zajrzałem do kuchni i wyszukałem sobie odpowiedni nóż, wziąłem też latarkę i po cichutku otwarłem drzwi na ganek. Panowała cisza. Noc nie była bardzo ciemna i po paru minutach moje oczy zaczęły odróżniać poszczególne elementy podwórka. Nic tu się nie zmieniło, ale to wcale mnie nie uspokoiło. Ostrożnie obszedłem róg domu od strony jeziora, zamykając po drodze okiennice pierwszej sypialni a potem salonu. Nadal panowała głęboka cisza.
Powoli, bardzo powoli obszedłem cały dom, zamykając wszystkie okiennice. Sprawdziłem też drzwi od strony łazienki. Wszystko było pozamykane i w normalnym stanie. Wróciłem więc do domu przez ganek, zamknąłem i zaryglowałem drzwi, zostawiając nóż za wiszącym tam obok obrazkiem i po kolei zaryglowałem okiennice od wewnątrz, a potem poszedłem do sypialni. Dziewczyny spały.
Chciałem iść do łazienki, ale jakoś nie mogłem się zmusić. Teraz nie chciało mi się nic, napięcie powoli ze mnie ustępowało i robiłem się bardzo apatyczny. Nie wiedziałem też, co mam robić z dziewczynami. Czy wezwać pogotowie? Ale co im powiem? Oni zawiadomią policję. A wtedy wyjdzie na jaw sprawa mojej ucieczki… Zresztą, chyba i tak wyjdzie… A może nie zapamiętali numeru mojego auta?
Ale czy one nie będą mieć do mnie żalu za upublicznienie ich naiwności? Bo z tego co dzisiaj zaprezentowały, nie będą mogły być dumne. Dały się wrobić jak dzieci. Coś tam słyszałem kiedyś o tabletkach gwałtu i o konieczności przestrzegania określonych zasad na takich imprezach. A im się, kurwa, dyskoteki dzisiaj zachciało!
W dodatku uszkodziłem Lidce samochód. I nawet nie sprawdziłem teraz co się stało… Na słupku na pewno zostały ślady lakieru… kurwa, za ucieczkę zamkną mnie do paki jak nic.
A Dorocie tak zależało na dyskrecji…
Mamy dyskrecję. Od początku naszego pobytu tutaj byliśmy dyskretni jak jasny szlag! Cała okolica się dowie…
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
wykrot · dnia 21.04.2012 08:01 · Czytań: 544 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 4
Komentarze
zajacanka dnia 22.04.2012 20:30
Jestem.
Jakies drobiazgi mi sie rzucily na poczatku, za duzo zaimkow. I slowko "akuratnie" powtorzone. Samo slowo do poprawy.
Dalej sie nie przygladalam, bo mnie wciagnelo :)
(Wybacz brak pol czcionki-pisze z takiego zwierzaka, na ktorym nie da sie jej ustawic)

Lece do nastepnej czesci:)
wykrot dnia 23.04.2012 00:35
Błędy stylistyczne mam dość częste. Przyznaję się bez bicia. Po prostu tekst jest dla mnie zbyt duży, żeby kontrolować go na bieżąco. A ponieważ przede wszystkim jadę dalej, to nie bardzo mam jak cyzelować formę.
I zupełnie nie wiem, czy kiedykolwiek będę miał na to czas...
Wasinka dnia 24.04.2012 09:51
Zatem jak znajdziesz czas, to wycyzeluj, bo - choć czyta się dobrze - warto doszlifować.
Z chęcią poznam dalszą cześć historii...
Pozdrawiam wiosennie.
wykrot dnia 08.05.2012 00:08
Dziękuję za dodawanie otuchy.

Dlaczego nie mam czasu na poprawianie tekstu - napisałem w komentarzu do I odcinka.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
27/06/2022 20:48
Msz sens życia, to coś więcej poza przetrwaniem, ale… »
Yaro
27/06/2022 19:09
Jezus chce byśmy się cieszyli, radowali miłość jest radością… »
Materazzone
27/06/2022 17:27
Jak dla mnie zbyt...proste? Może nie, raczej zbyt łatwe w… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:37
Nie lubię żartów z religii (nie twierdzę, że taki był… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:35
Dobrze napisane i fabuła fajna. W obydwu przypadkach sukces… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 09:14
Dzięki! Zawsze miło cię widzieć. Pozdrawiam »
Marian
27/06/2022 07:25
Ciekawie napisane. Zgadzam się z tulipanowką, przeżyła, bo… »
Yaro
26/06/2022 13:42
Dziękuję Kasiu:)Pozdrawiam:) Duszku akurat Jezus pokazał… »
Marek Adam Grabowski
26/06/2022 09:32
Spoko. Przy okazji polecam moje ostatnie opowiadanie.… »
Marian
26/06/2022 07:44
Marku, dzięki za odwiedziny i komentarz. Akapit zaraz usunę. »
wolnyduch
25/06/2022 21:29
z pewnością nawet Jezus nie był ideałem, ale to świadczy o… »
wolnyduch
25/06/2022 21:26
Jeśli ktoś nie oglądał filmu pt. "Przełęcz… »
wolnyduch
25/06/2022 21:22
Witaj Katarzyno/Kasiu, jeśli można?... Dziękuję za… »
wolnyduch
25/06/2022 21:16
Piękne obrazowanie, czytałam z przyjemnością, pozdrawiam… »
Marek Adam Grabowski
25/06/2022 15:19
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Oddajesz magiczny… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas