Dylemat Iwana Pawłowicza 2/5 - TomaszObluda
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Dylemat Iwana Pawłowicza 2/5
A A A
W WDiPie pracował już trzy lata. Miał kilka drobnych sukcesów na swoim koncie, między innymi aresztowanie katolickiego położnika, który w swoim malutkim mieszkaniu przyjmował nielegalnie porody. Nic wielkiego, ale sprawa dość prestiżowa zwłaszcza, że dzięki temu, trafiono na ukrytą siatkę chrześcijańskich reakcjonistów. W Leningradzie, mieście o ponad dziesięciu milionach mieszkańców, łatwo było ukryć nielegalną ciążę. Dwudziestotrzyletni Iwan nie zdawał sobie jednak sprawy, że najciemniej jest pod latarnią.

Jego ojciec zginął na Kubie, był czerwonoarmistą, trafił na jakąś starą, nierozbrojoną minę z czasów rewolucji. Pechowa śmierć, pozbawiona romantyzmu. Matka była piękna, ale słaba, nie była wzorem kobiety radzieckiej. Na szczęście wtedy pojawił się brat ojca, inżynier i wykładowca na Uniwersytecie Leningradzkim. Posiadał dwójkę już dorosłych dzieci, jego żona miała dobrą pracę, więc mogli bez problemu pomóc w wychowaniu malutkiego Iwana. Dzięki wujowi skończył szkołę oficerską NKWD i został funkcjonariuszem WDiPu. Iwan miał za co kochać wuja i darzył go tym uczuciem. Jednak, gdy wpadł w wir pracy, ich kontakty się rozluźniły, nie miał tyle czasu dla rodziny ile by chciał. Bardziej potrzebowała go partia. Towarzysz Hitler powiedział kiedyś: „Nie pytaj ile Partia może dać tobie, pytanie brzmi, ile ty możesz dać partii?” Iwan chciał dać partii wszystko.
Jako że zwycięstwo rewolucji w Związku Radzieckim dało szerokie prawa pracownikom wszystkich szczebli, funkcjonariusze NKWD mieli też prawo do urlopów. Trafiła się więc okazja, aby odwiedzić wujostwo, które przeniosło się do małego miasteczka w okręgu moskiewskim. Wuj w ramach zasług otrzymał tam funkcję zarządcy.

Bardzo się cieszyli odbierając go z dworca i gdy wieźli go starą wysłużoną wołgą do swojego niewielkiego domku, opowiadali sobie o dawnych czasach. Każdy chciał powiedzieć jak najwięcej. Niemal krzyczeli śmiejąc się głośno. Jednak gdy Iwan przekroczył próg ich domu, zapanowała konsternacja. Teraz, po latach, już rozmawiając przez telefon zauważyłby, że coś ukrywają, ich zdenerwowanie wynikłe z tajemnicy, którą starają się ukryć. Wtedy jednak nie przyszło mu do głowy, że najbliżsi mogą łamać prawo i to w dziedzinie, która dotyczyła jego wydziału.

W łóżeczku, w salonie leżała półroczna dziewczynka.
- To wasza wnuczka? – zapytał, chcąc aby skłamali. – To dziecko Pawła, czy Iriny?
Przyznali się od razu. To było ich dziecko. Argumentowali: tyle czasu pozostawali sami, że brakowało im kogoś, kim mogliby się opiekować.
- Iwan, przecież wiesz, jak bardzo kochamy dzieci. Pomogliśmy Nataszce cię wychować – mówił wuj.
- Nie wierzę, przecież jesteście świadomymi ludźmi, wiecie co to antykoncepcja, wiecie, że aborcji można dokonać w każdym większym mieście. Zdawaliście sobie sprawę, że nie otrzymacie prawa na posiadanie trzeciego dziecka i to w tym wieku!
- Zachowaliśmy się głupio, ale zrozum nas. Popatrz jaka jest piękna.
Iwan milczał. Nie chciał ich słuchać. Co miał zrobić?
Gdy ochłonęli i pili wódkę na tarasie, wuj zapytał jaki ma zamiar.
- Nie wiem, mam udawać, że nic się nie stało? Jak to sobie wyobrażacie? Jak chcecie wychować, to dziecko?
- Nataszę. Dostało imię po twojej matce.
- To nielegalne dziecko – mówił chłodno.
- Mam wpływy w miasteczku, ludzie nie są tu gadatliwi. W małych społecznościach wiele da się ukryć, każdy ma tu jakąś małą tajemnicę. Wychowamy ją, Iwan. Nie zepsuj tego. Wiesz co się stanie, jeśli to zgłosisz?
- Otrzymacie sprawiedliwy proces. Partia będzie łaskawa, zważywszy na twoje zasługi. Wstawię się za wami. Musicie tylko współpracować. Ugniecie kark przed partią, to partia wam go nie zetnie – mawiał towarzysz Hitler.
- Iwan, zabiorą nam córkę! Nie wiadomo co zrobią z Nataszką, nie rozumiesz?
- To już nie wasza sprawa, partia podejmie odpowiednią decyzję.
Przełknęli po literatce wódki. Wuj porozlewał kolejne porcje i powiedział błagalnym tonem:
- Mogą ją nawet zabić.
- To nie będzie wasz problem. Musicie tylko wyrazić skruchę i liczyć na łaskę partii – udawał brak emocji, lecz krew gotowała się w jego żyłach.
Iwan miał pozostać z wujostwem kilka dni, ale wyjechał o poranku. Na dworcu wuj prosił go, aby zapomniał o całej sprawie. Iwan nie obiecał nic. Zapewnił tylko, że nie podjął jeszcze decyzji, chciał im zostawić szansę, aby sami zgłosili się na milicję.

Jednak nim wysiadł na dworcu w Leningradzie, wiedział, że musi od razu zgłosić sprawę przełożonym. Jakby wyglądało, gdyby wszystko wyszło na jaw i okazało się, że zwlekał. Jego kariera mogłaby nie tylko znacznie zwolnić, ale mógłby mieć kłopoty. Poza tym, co oni sobie do cholery myśleli? Wuj był wykształconym, inteligentnym człowiekiem, powinien się liczyć z konsekwencjami. Złamali prawo! Raport przygotował perfekcyjnie, aby pokazać, że nie poinformował wydziału, nie dlatego, że chciał dać czas rodzinie, ale dlatego, że chciał wykonać jak najlepiej swoją pracę.

Aresztowali ich. Nie bronili się jak im radził, chcieli zatrzymać dziecko, walczyli o nie. Wuj nieoficjalnie poprosił go nawet o wstawiennictwo. Iwan udał, że nie rozumie i radził, aby zachował się rozsądnie. Byli krnąbrni, ponoć pod koniec procesu, kiedy stracili złudzenia, że zatrzymają córkę, rzucali oskarżenia na partię i sekretarzy. Iwan nie chciał o tym słuchać, zajął się swoją pracą i udawał, że nic go to nie interesuje, jakby nie chodziło o jego rodzinę. On spełnił powinność względem przełożonych, a proces i wyrok był w kwestii sądów. Obawiał się jednak, że jako powinowaty przestępców, będzie miał problemy w wydziale, że może to podkopać jego karierę, ale zdziwił się bardzo. Partia i NKWD postanowiły wykorzystać zdarzenia jako przykład. Stał się bohaterem, niczym dzieci, które w początkach rewolucji donosiły na własnych rodziców. Wyzbył się resztek wyrzutów sumienia i dał porwać strumieniowi wydarzeń.

W tej chwili streszczał chłodno owe zdarzenie, oczywiście pomijając szczegóły, które wskazywałby na jego rozterki, czy brak wiary, że agencja go zrozumie.
- Widzicie towarzysze, nie ma znaczenia, kto jest wrogiem, wroga rewolucji trzeba wytropić i wskazać odpowiednim organom. A w naszym wypadku wrogiem jest każdy kto doprowadza do nadmiernego wzrostu obywateli. Nie jesteśmy bydłem, królikami, czy kapitalistycznymi degeneratami, abyśmy się mieli mnożyć bez kontroli. A więc, Towarzysze, do roboty!

Kilku z funkcjonariuszy zaczęło nieśmiało klaskać, by po chwili cała sala rozbrzmiała gromkim aplauzem.
- Dziękuję wam, ale najlepszym podziękowaniem będzie, gdy każdy z was wytropi kilka kobiet, które nielegalnie zaszły w ciąże, kilku położników, którzy odbierają porody niezarejestrowanych par. No, towarzysze, bez litości dla zdrajców, do roboty!

- Zaskoczyliście mnie, towarzyszu – mówił pułkownik, gdy szli na obiad do bufetu.
- Niestety, to tylko chwilowy entuzjazm, wielu z nich wróci do dawnych praktyk. Szkoda, że mogłem zrobić tylko tyle.
- Przydałoby się nam więcej takich jak wy, poruczniku – stwierdził Bordes. – Najlepsi zawsze trafiają do Moskwy, Leningradu i Monachium.
Iwan nie odpowiedział. Takie były fakty, ale co towarzysze z Francji mogli na to poradzić? Musieli walczyć tymi siłami, jakie mieli dostępne.
- Jednak jest coś, czym przewyższamy inne republiki – Bordes uśmiechnął się nieznacznie. – Zobaczcie dziś na bankiecie towarzyszu poruczniku, jak się bawią komuniści w Republice Francuskiej, nikt nam nie dorówna – zachichotał.
Iwan, nie mógł uwierzyć, że ten człowiek, który zdawał mu się zimnym jak głaz ponurakiem, potrafi być wesoły. Widać zabawa była tym co francuscy towarzysze kochali najbardziej.

Biesiada zaczynała się punkt o dwudziestej. Następnego dnia Iwan miał pociąg do Madrytu, gdzie musiał przedstawić wykład hiszpańskim towarzyszom. Obawiał się trochę podróży na kacu, ale od wydziału biologicznego dostał nowe pigułki zwalczające skutki „syndromu dnia następnego”, poza tym miał mocną głowę. Nie wierzył, że Francuzi są w stanie przepić Rosjanina.

Wszedł do dużej sali gimnastycznej, zastawionej długimi ławami, pełnymi wódki, koniaku, oraz innych alkoholi. Jedzenia oczywiście także nie brakowało. Iwan uśmiechnął się na myśl o ulotkach wrogiej propagandy, informujących jakoby w imperium radzieckim, ktoś cierpiał głód. Były może jakieś tam braki, w jednych republikach większe, w innych mniejsze, ale wątpił aby zachodni kapitaliści, mogli sobie pozwolić na podobne uczty. Oblizał usta.

Krzesła były jeszcze puste. Większość gości kręciło się po sali z talerzykami w rękach, zajadając szynkę, boczek i różnego rodzaju ryby. Taki przepych i różnorodność dań, widywał rzadko, nawet na moskiewskich rautach. Na ławach zauważył nawet słoiczki z czerwonym i czarnym kawiorem. Nagle dostrzegł w tłumie dziewczynę, która szła w jego kierunku. Ubrana była w długą, obcisłą suknię i błyszczące, czarne oficerki, galowego munduru NKWD, włosy miała fantazyjnie upięte, niezliczoną ilością metalowych spinek. Iwan nie mógł uwierzyć własnym oczom, gdy wreszcie rozpoznał Sofie. Była taka kobieca.
- Czołem, towarzyszu – przywitała się. – Gdybym miała czapkę, z gwiazdą zasalutowałabym.
- Nie trzeba towarzyszko, jak widzisz, ja też jestem ubrany po cywilnemu – odparł ze śmiechem.
Przybliżyła się tak, że wyraźnie, wyczuł zapach jej perfum. Świetna radziecka produkcja, perfumy z fabryk w Beriogradzie, na Ukrainie. Tam zaopatrywały się żony najwyższych oficjeli partyjnych. Zastanowiło go, skąd ma dostęp do tak ekskluzywnych towarów.
- Zapraszam do stolika, towarzyszu – zaproponowała.
- Mówmy sobie tego wieczora, po imieniu – odpowiedział.
Zgodziła się.

Posadziła go obok siebie. Zdążyli wypić kilka kieliszków wódki i zjeść nieco wędlin, gdy dosiadł się do nich gruby, łysy generał, w polowym mundurze. Towarzysz Hans Knoll, jak mówiła Sofie, był frontowym bohaterem. Zabijał wrogów na Kubie, w Irlandii, teraz wracał z Portugalii, gdzie Armia Czerwona stłumiła kontrrewolucje Braci Chrześcijańskich.
- Wyobrażacie sobie towarzyszu – mówił zakąszając kieliszek wódki, kawałkiem polskiej kaszanki. – Mieli kościoły pod ziemią. A my im trach, gaz do wnętrza, mamy taką specjalną mieszankę, która potrzebuje minimalną ilość tlenu, aby wywołać zapłon i jest bardzo wybuchowa – parsknął śmiechem. – Śmierdziało jakby kury opalać. Znam się na opalaniu kur, bo wychowałem się w sierocińcu przy kołchozie. Znam się na kurach i kontrrewolucjonistach.

Iwan pił do generała, ale z czasem zaczęły go męczyć przechwałki frontowca. Próbował więc nawiązać kontakt z młodym mężczyzną, który dosiadł się z jego lewej strony, Sofie w międzyczasie gdzieś znikła. Towarzysz ten okazał się oficerem Wydziału Walki z Religią.
- Widzicie, towarzyszu poruczniku – mówił. – Wydaje wam się, że religie w naszym wielkim sowieckim imperium zostały wyeliminowane, ale jest zupełnie inaczej.
- Tak, wiem – odparł zniechęcony Iwan. – Generał Knoll opowiadał mi o walce na rubieżach naszego państwa, mają sporo pracy.
Mężczyzna uśmiechnął się enigmatycznie.
- Towarzyszu, oni są wewnątrz, są wszędzie, zakładają nowe komórki, nawet w Republice Rosyjskiej.
Iwan parsknął śmiechem. Stuknął się kieliszkiem z oficerem i wypili za partię.
- Śmiejecie się, towarzyszu – kontynuował po chwili, ściszając głos, tak aby Iwan się do niego zbliżył. – Nadchodzi wojna, oni się zbroją. Miejmy nadzieję, że uda nam się zgnieść pluskwę chrześcijaństwa w zarodku. Bo inaczej grób – zakończył złowróżbnie oficer.

Wódka się nie kończyła i jedzenia wciąż było pełno na ławach. Młode kelnerki, ubrane w obcisłe kostiumy z dużymi dekoltami, jeździły po sali, na małych elektrycznych wózkach. Kiedy widziały, że gdzieś brakuje jedzenia lub alkoholu zaraz uzupełniały ubytki.

Iwan wydostał się z miejsca, na którym siedział i ruszył w poszukiwaniu toalety. Robiło mu się już gorąco od nadmiaru alkoholu. Potrzebował się tylko trochę przewietrzyć. Wyszedł z sali i znalazł się w wąskim korytarzu. Nie pamiętał czy tamtędy przechodził, w budynkach NKWD wszystko zawsze było podobne do siebie. Architekci nowego socjalizmu, projektowali każdy obiekt maksymalnie funkcjonalnie i oszczędnie, a więc trudno było stworzyć coś oryginalnego. Wreszcie usłyszał hałas i szum wody, więc szedł w dobrym kierunku. Po kilku metrach znalazł wejście do łazienki. Nie wiedział, czy była męska czy, żeńska, ale chciało mu się sikać tak mocno, że to nie miało znaczenia. Wszedł do jednej z kabin i odetchnął czując jak mocz wydostaje się z pęcherza. Nagle usłyszał kobiecy głos, śmiech i piski – czyli damska toaleta. Otworzył drzwi, gotowy przepraszać i oniemiał widząc zabawiającą się parę. Właściwie, już się nie zabawiali, zdążyli przejść do konkretów. Kobieta, oparta o parapet, oddawała się jakiemuś podchmielonemu oficerowi. Odwrócił się tylko w stronę Iwana z uśmiechem. Kobieta też zerknęła w jego stronę i zachichotała radośnie. To była Sofie.
- Zaczekaj, zaraz będzie twoja kolej – zaproponowała bez zażenowania.
Iwan podrapał się tylko w głowę i wyszedł. O takich zabawach mówił Bordes – francuscy towarzysze w tym byli najlepsi. Musiał się napić, czuł się nieswojo, mimo, że Sofie nie powinna go interesować. Przecież to było logiczne, w jakiś sposób musiała robić tak szybką karierę, a poza tym, była tak bardzo oddana partii. Ale kiedy wrócił na salę, poczuł, że nic więcej go tej nocy nie zdziwi. Kelnerki przestały zajmować się jedzeniem, a zajęły się poszczególnymi gośćmi. Zresztą kilku mężczyzn, którzy do tej pory rozlewali wódkę, teraz siedziało na kolanach, niektórych z towarzyszy oficerów. Na środek, który nie był zastawiony ławami, nagle wpadła grupa muzyków z elektrycznymi akordeonami, wygrywając pieśni Armii Czerwonej i tańcząc kazaczoka.

Iwan oszołomiony atmosferą podszedł do stolika, nalał wódki do szklanki po kompocie i wypił trzema haustami całą zawartość. Od razu zrobiło mu się lepiej. Poczuł na plecach czyjąś dłoń, aż nim wzdrygnęło.
- Spokojnie, towarzyszu – szepnął mu oficer do spraw walki z religią. – Mi też się to wszystko nie podoba, ale muszę tu bywać. Bywam wszędzie gdzie się da. Bo wróg nie śpi.
- Jaki wróg? – wybełkotał Iwan.
- Ludzie wierzący w zabobon.
- Towarzyszu – Iwan zawiesił głos szukając w pamięci imienia, lub nazwiska oficera, ale chyba nie przedstawił mu się wcześniej. – Towarzyszu, zabobon pozostaje w genach, dlatego jeszcze tylu ludzi nie potrafi zapanować nad popędem rozrodczym. Musimy, więc…
- Bzdury – przerwał mu młodzieniec. – Towarzyszu poruczniku, jeszcze się przekonacie na własnej skórze, że chrześcijanie, katolicy i prawosławni, mają się w naszej ojczyźnie całkiem dobrze, zwierają szyki, zbliża się wojna.

Rozmowę przerwał im młody mężczyzna, który wjechał na elektrycznym wózku.
- Towarzyszu Bierezowski! Towarzyszu Bierezowski! – przekrzykiwał radosnych biesiadników.
- Tu jestem! – zawołał Iwan.
- Telefon do pana – powiedział mężczyzna i podał mu słuchawkę.
Iwan przyłożył ją do ucha i po chwili odparł.
- Nic nie słychać. Jakieś zakłócenia.
Kelner zdjął z wózka okrągłą antenę i podłączył ją do słuchawki. Zaczęła obracać się szukając zasięgu.
- Niech pan wyjdzie z sali, zbyt dużo tu urządzeń, mogą zakłócać przekaz – zaproponował oficer do spraw walki z religią.
Bierezowski ze słuchawką trzymaną przy uchu wyszedł na korytarz. Antena przestała się obracać i usłyszał głos w słuchawce.
- Iwan, słyszysz mnie? – dobiegł go znajomy, kobiecy głos.
- Co się stało, kochanie? – zapytał z niepokojem. Skoro Weronika dodzwoniła się do siedziby NKWD, musiała telefonować z jego biura w Leningradzie.
- Mam dla ciebie ważną, chyba dobrą wiadomość – powiedziała niepewnie. – Jestem w ciąży.
Zakręciło mu się w głowie. Przez moment nie potrafił się skupić na żadnej myśli. To była tragedia.
- Iwan, powiedz coś. – Jej głos wyrwał go z konsternacji.
- Spokojnie – powiedział z uśmiechem. – Wszystko będzie dobrze.
- Wiem, ale chciałam ci powiedzieć.
- Posłuchaj, jadę jutro do Madrytu, przed powrotem muszę jeszcze odwiedzić Wiedeń i Pragę. Nic nie rób, jak wrócę zajmiemy się twoją ciążą, za dziewięć dni będę w Leningradzie. Wszystko będzie dobrze – mówił coraz pewniej.
- Wiem, kocham cię, Iwan. Jestem taka szczęśliwa, że mnie rozumiesz.
- Ja ciebie też skarbie, ale muszę kończyć – uspokoił ją.
Pożegnali się i wyłączył słuchawkę. Wtedy poczuł na plecach czyjeś spojrzenie. Odwrócił się i zobaczył Sofie, opartą o ścianę i uśmiechającą się ironicznie, a nawet bezczelnie. Gdyby byli trzeźwi, nie pozwoliłaby sobie na taką prowokację.
- Będziesz miał dzidziusia? – zapytała złośliwie.
Skrzywił się nieznacznie.
- Widzisz Sofie, dlatego właśnie nigdy nie zrobisz prawdziwej kariery, nawet jakbyś dała dupy pierwszemu sekretarzowi ZSRR. Tam gdzie ty widzisz zagrożenia, ja widzę możliwości.
- Nie bardzo rozumiem? – zapytała zbita z tropu.
- Wiem – odparł z uśmiechem. – Idziemy się napić? Noc jest jeszcze młoda.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
TomaszObluda · dnia 22.04.2012 10:04 · Czytań: 919 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 6
Komentarze
Elatha dnia 22.04.2012 11:23
Hmmm... Strona techniczna. Nie podoba mi się styl niektórych zdań, ich zbytnia prostota. Wolałabym coś bardziej wyrafinowanego, w końcu bohater jest we Francji ;). Zdanie "- Będziesz mieć dzidziusia? – zapytała złośliwie.", zabrzmiało nieco złośliwie, ale jakoś po dziecinnemu. Z drugiej strony Sofie brak raczej doświadczenia życiowego. Nie lepiej użyć formy "miał"?
Początek i koniec całkiem fajne, ale środek przewidywalny (ostro zakrapiana impreza z dzikim seksem bez zahamowań), nie zainteresował mnie. Francja to Francja, mogło być ostro, ale ze szczyptą wyrafinowania. Pewnie się czepiam, ale to moje subiektywne odczucie :). Głównego bohatera da się nawet lubić, choć jego postępowanie kłóci się z tym, co współcześnie poprawne etycznie. Ale pewnie szykujesz niespodziankę i sympatia skierowana do Iwana wkrótce stanie się tylko wstydliwym wspomnieniem. Ciekawe, jak zajmie się ciążą ukochanej Weroniki? :rol:
otka dnia 23.04.2012 16:44
Drobne błędy:

Nic wielkiego, ale sprawa dość prestiżowa, zwłaszcza, że dzięki temu trafiono na ukrytą siatkę chrześcijańskich reakcjonistów - napisałabym bez przecinka.

W Leningradzie, mieście o ponad dziesięciu milionach mieszkańców, łatwo było ukryć nielegalną ciążę.

funkcjonariusze NKWD też mieli prawo do urlopów
- może: mieli też?

Wuj w ramach zasług otrzymał tam funkcję zarządcy.

Bardzo się cieszyli odbierając go z dworca i gdy wieźli go starą wysłużoną wołgą do swojego niewielkiego domku (, zamiast .) opowiadali sobie o dawnych czasach(. zamiast ,) Każdy chciał powiedzieć jak najwięcej.

Niemal się przekrzykiwali śmiejąc się głośno.
- powtórzenie się, może "niemal krzyczeli, śmiejąc się głośno" albo "niemal przekrzykiwali się, ze śmiechem"?

Teraz(,) po latach, już rozmawiając przez telefon (...).

Gdy ochłonęli i pili wódkę na tarasie (, zamiast .) wuj zapytał jaki ma zamiar.

Wychowamy ją(,) Iwan. Nie zepsuj tego.

(...)udawał brak emocji, lecz krew gotowała się w jego żyłach.

On wykonał(,) spełnił powinność względem przełożonych(...).

Dziękuję /bez ,/ wam, ale najlepszym podziękowaniem /bez ,/ będzie(,) gdy każdy z was wytropi kilka kobiet, które nielegalnie zaszły w ciążę, kilku położników, którzy odbierają porody niezarejestrowanych par. No, towarzysze, bez litości dla zdrajców, do roboty!

Widać /bez ,/ zabawa była tym(,) co francuscy towarzysze kochali najbardziej.

Obawiał się trochę podróży na kacu, ale od wydziału biologicznego /bez ,/ dostał nowe pigułki(...).

- Zapraszam do stolika(,) towarzyszu – zaproponowała.

Zabijał wrogów na Kubie, w Irlandii, teraz wracał z Portugalii.

Próbował /bez ,/ więc nawiązać kontakt z młodym mężczyzną, który dosiadł się z jego lewej strony.

- Spokojnie, towarzyszu – szepnął mu oficer do spraw walki z religią.

Skoro Weronika dodzwoniła się do siedziby NKWD (, zamiast .) musiała telefonować z jego biura w Leningradzie.

- Ja ciebie też skarbie, ale muszę kończyć.

Gdyby byli trzeźwi(,) nie pozwoliłaby sobie na taką prowokację.
.

Czytałam pierwszą część i przyznam, że kontynuacja trochę przewidywalna... Za to sylwetki bohaterów są bardzo dobrze nakreślone, chyba dzięki temu lubię teksty Autora - i z przyjemnością czekam na następne. B)
Wasinka dnia 26.04.2012 22:50
No dobrze - nie wyróżnię się komentarzem co do treści środkowej, ale powiem, że mnie strasznie ruszają takie scenki, jak z wujkiem, a potem z Weroniką... I tutaj pewnie będzie ów tytułowy dylemat...

Nie chcę powielać, ale chyba nie było jeszcze:
kim mogli by się opiekować - mogliby
Niewiadomo, co zrobią - Nie wiadomo
On wykonał spełnił powinność - chyba "wykonał" można tu sobie odpuścić...
Francuzi są wstanie - w stanie (zwróć uwagę, Tomku, ten błądzik pojawia się często w Twoich tekstach)
w długą, obcisłą suknie - suknię
która potrzebuję minimalną ilość tlenu - potrzebuje minimalnej ilości tlenu
Sofie w między czasie - miedzyczasie

Interpunkcja hasa...

Pozdrowienia srebrzyste księżycem.
TomaszObluda dnia 28.04.2012 10:09
Dziękuję bardzo, w najbliższym czasię naniosę poprawki :)

Część 3 w poczekalni.
Krystyna Habrat dnia 29.04.2012 22:42
Co za odważny temat, tym bardziej, że bazujący na tak "wstecznych" realiach. Wyczuwam to wielka przewrotność i prowokację.
Muszę mu przyjrzeć się dokładniej.
TomaszObluda dnia 06.05.2012 13:50
Poprawiłem, dziękuję za uwagi. I przepraszam za błędy.

Cytat:
Wyczuwam to wielka przewrotność i prowokację.
Serio? Chyba niepotrzebnie ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 13:58
Florianie Tekst specyficzny, jak to u Ciebie. Nie będę się… »
Florian Konrad
25/02/2024 12:09
No, fakt, jego dzieła są nieco przydrogie :) Również nie na… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 00:28
Florian !!! E.A.Poe to jeden z moich ulubionych autorów,… »
Florian Konrad
24/02/2024 23:27
Anioł dziwnych przypadków ? Jeśli o niego chodzi -… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:26
Jacku To bardzo się cieszę i piję zdrowie Twoje i Kazia nie… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:19
Kaziu Tasz to szok! Ale wszystko, do końca?! No to jest… »
Jacek Londyn
24/02/2024 21:51
Zbigniewie, prześpię się z podrzuconą mi twoją krytyką.… »
Kazjuno
24/02/2024 21:43
Więc mówię na końcu: ocena ostateczna powinna brzmieć:… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 20:43
Kaziu Nic się nie stało! Tak sobie myślę, że tam gdzie… »
Kazjuno
24/02/2024 20:26
Przepraszam. Zbysiu. Przeczytałem tekst jeszcze raz, już na… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:47
Kaziu 1. Sam pewnie wiesz, że ciężko jest utrzymać stale,… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:23
Jacku Rozumiem zamysł, nawiązanie do "K.S.P" ale… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 17:40
Florianie Jeśli tak jest, to spodoba Ci się mój obraz,… »
mike17
24/02/2024 17:01
Człowiek, który się gniewa, sam się udręcza, bo? Bo nie… »
mike17
24/02/2024 16:45
Malowniczy, aczkolwiek to smutny wiersz... Bo co możesz… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
  • pliszka
  • 22/02/2024 12:26
  • Nie nazwałabym tego skansenem. Jako przedstawicielka młodych zaryzykuję stwierdzenie, że to społeczny charakter i duża interaktywność przyciąga moje pokolenie. Młodzi są tam, gdzie się dużo dzieje.
  • Redakcja
  • 22/02/2024 10:23
  • Młodzi siedzą na Wattpadzie i TikToku. Dla nich jesteśmy skansenem ;-)
Ostatnio widziani
Gości online:22
Najnowszy:joanna_wie