Wspomnienie o towarzyszu pułkowniku - paniscus
Proza » Miniatura » Wspomnienie o towarzyszu pułkowniku
A A A
Tekst polecony przez redakcję
Data edycji: 06.08.2012

_____________________________
Kaero

Pana pułkownika poznałem w latach sześćdziesiątych. Była to bardzo krótka znajomość, bo trwała zaledwie kilkanaście minut. Spotkaliśmy się na komisji wojskowej. To był mój czas. Studiowałem na Politechnice Śląskiej w Gliwicach. Egzaminy zaliczałem w pierwszych terminach, więc polskie wojsko ludowe nie mogło po mnie sięgnąć. Tak wtedy myślałem.

Zaliczyłem trzy semestry – potrójna chwała moja. Czwartego nie było. Nie patrząc na moje naukowe aspiracje, wezwali. Z bilecikiem w ręku stanąłem nagi. Nie bałem się, żal mi było tylko ojca, który zostanie sam, a to przecież mnie przeznaczył na swoją podporę. W kilka dni po moich narodzinach, kiedy konałem na mrozie wśród polskich Kazachów przepowiedział mój los. Na zawsze z ojcem związany. Tam zimno było i ciemno, a tutaj słońce przez brudne szyby przebijało i promień światła głaskał mnie po nagim torsie. Stałem sam wśród nich. Pan doktor patrzył w dal i nie mówił nic. Nie zwracali na mnie uwagi, odpowiadała mi taka sytuacja. Zamknąłem oczy i szyłem. Ręka za ręką wodziła, tworzyłem garnitur dla wybitnych profesorów lwowskich, którzy przybyli na Śląsk. „Zdrowy! Na studia wróci, gdy przysłuży się Polsce Ludowej”. Oślepiające światło już nie głaskało, dosięgło moich oczu.

Z rękoma złożonymi na piersi stanąłem oko w oko z towarzyszem pułkownikiem. Spojrzałem na niego, lekko drgnęła mu brew. Ta sama brew co w koszarach przerażała podopiecznych, a na wojnie zwiastowała ludziom zły los. Drgnęła. „Nazwisko! Zawód! Miejsce urodzenia! Co tu robisz dupku?” Istna kanonada. Pokonany przez przytłaczające siły wroga odpowiedziałem, że w okolicach Uralu, gdzieś na Kazachstanie. Teraz brew nie zadrgała, wystrzeliła jednak armata z hukiem niewyraźnym. „Co? Po co? Dlaczego?”. Popatrzyłem na podłogę. „Mój ojciec – wybąkałem – z rodziną, został zesłany…” wstrzymałem się na moment. Spojrzałem w okno. Słońce znikło za jedną z chmur, mocny blask jednak wydostawał się zza chmury i rozświetlał nieboskłon. „Chciałem powiedzieć z Lwowa – poprawiłem się, patrząc dalej poza brudną szybę – wyjechał z rodziną, z własnej nie przymuszonej woli, w tamte rejony.” Spojrzałem na pułkownika, który spoglądał ponad moją głowę na nagiego orła. „Twój ojciec. Co on robi?” Odpowiedziałem, że ojciec mój krawiec, szyje. Ja mu pomagam, tak jak przepowiedział w kilka dni po moich narodzinach. „Douczasz się?” Douczam –potwierdziłem. Popatrzyliśmy sobie w oczy, zamknął oczy na kilka sekund. Kiedy spojrzał na mnie jeszcze raz, zdało mi się, że bił z nich inny blask. Spytał się o lata, a miał ich ojciec sześćdziesiąt sześć. Uśmiechnął się. To był uśmiech, który nas dopada w chwilach rozrzewnienia. Wspomniał, może, ten czas sprzed wielu lat, kiedy odwiedził Lwów, a pewien mistrz krawiectwa przyszył guzik do munduru młodego żołnierza. Mógł też spotkać brata ojca w ciasnym wagonie, zmierzającym do ciemnego lasu. Wróciło do niego wspomnienie o ręcznie wyszywanej okładce dziennika, należącego do towarzysza kaźni. Okładce zrobionej przez brata, krawca. „Rezerwa! Co tak stoisz, idź! Pozdrów ojca.” Odszedłem.

Nie pamiętam nazwiska towarzysza pułkownika. Nie wiem dlaczego mnie wtedy puścił. Wymagało to pewnej odwagi w tamtych czasach, a może to była po prostu kwestia smaku. Czemu teraz myślę o tych wydarzeniach z czasów małej apokalipsy? Minęły czterdzieści cztery lata. Patrzę w lustro na moją starczą twarz, sześćdziesiąt sześć lat. Zamykam oczy, a ręce wciąż żyją. Ręka za ręką wodzi. Zdrętwiałe, pokłute one wciąż szyją. Spoglądam na siebie jeszcze raz, lekko unoszę brew.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
paniscus · dnia 18.05.2012 19:29 · Czytań: 2525 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 8
Komentarze
mike17 dnia 18.05.2012 21:50 Ocena: Bardzo dobre
Z prawdziwą przyjemnością i zaciekawieniem przeczytałem twoją miniaturę i jestem pod wrażeniem. Bardzo spokojnie i sugestywnie poprowadziłeś narrację, w tonie gawędziarskim, blisko będąc czytającego. Coś było w tych zdaniach, co sprawiało, że na chwilę przeniosłem się w czasie i przestrzeni do twej historii.
Głęboka była i tajemnicza, wszak nie wiadomo, co kierowało owym oficerem...
Sentymentalne i liryczne to było.
Rzecz niby wzięta z życia, a jednak posiadająca swoją magię.
Nawet swoista klamra wieku ojca i syna ma tu romantyczne znaczenie.
Pozdrawiam.
zajacanka dnia 18.05.2012 22:37 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo przejmujący obraz, z bardzo osobistego punktu widzenia. Mojego. Dobrze napisane i dobrze, że ojciec nie szył gajerów/mundurów dla pana pułkownika. Twój tekst pobudził uśpione we mnie wspomnienia o rodzinie.
Wasinka dnia 22.05.2012 09:41
Miniaturka porusza jakieś drżące nutki w środku człowieka. Sugestywne obrazy wciągają czytelnika w ów ładnie skomponowany świat wspomnień.
Troszkę interpunkcja bryka i małe potknięcia są typu: nie przymuszonej woli - nieprzymuszonej.
Aha, i tutaj: Spojrzałem na pułkownika, który spoglądał ponad moją głowę na nagiego orła - jeśli powtórzenie (spojrzałem/spoglądał) jest celowe, to moze dodać np. "z kolei" - Spojrzałem na pułkownika, który z kolei spoglądał ponad moją głowę na nagiego orła / albo po prostu zamiast "spoglądał" dać "patrzył".
Tyle wtrącania się niecnego.
Pozdrawiam słonecznie.
Kaero dnia 31.07.2012 23:46
Przejmujący i sugestywny obraz wspomnień. Historia przenosi w inny świat. Bardzo dobry tekst.

Pozdrawiam.
mozets dnia 24.08.2012 12:04
Byłem oficerem LWP w latach 60-tych i 70-tych. Podałem się do dymisji przed stanem wojennym. Czytam to opowiadanie. Jest interesujące - bo znam dokładnie realia tamtych czasów. Takiego opisu jeszcze nie znałem - a wydawało mi się (niesłusznie) ,że prawie wszystko wiem o wojsku tamtych lat.
kpt. w stanie jeszcze nie wiecznego spoczynku Mozets.
Miroslaw Sliwa dnia 28.08.2012 14:28
Jak dla mnie ten tekst jest przykładem kompletnego braku szczerości. Też nie należę do ludzi młodych. Też stawałem przed komisją wojskową, a nawet odbyłem służbę w czasach głębokiego PRL - u i niech mnie szlag trafi jeśli miałbym z rozrzewnieniem wspominać komunistycznych oficerów. Ja rozumiem, że życie jest życie, ale co, do jasnej cholery z godnością i honorem ( pojmuję, że dziś już nikt tych pojęć nie rozumie)? Takie wypowiedzi literackie w moim pojęciu przytępiają jedynie "słuch historyczny" w społeczeństwie, bo słowo "naród" może być bardzo nieprawomyślnym. Literacko bardzo średnie. Pozdrawiam.
paniscus dnia 30.08.2012 17:03
Dziękuję za wszystkie komentarze.
Do Pana Mirosława...
człowiek człowiekowi nierówny, różni ludzie w owych czasach żyli. nie musi Pan wspominać z rozrzewnieniem komunistycznych oficerów. możemy przyjąć, iż wszyscy oni to zło totalne i na stos. wszyscy oni winni odejść z wojska, zdezerterować i stanąć pod ścianą aby później pan czy inny ktoś mógł opiewać ich męstwo.
jeśli honorem i godnością jest obwinianie o wszystko innych ludzi, bez próby ich zrozumienia, to faktycznie nie rozumiem tego pojęcia. a gdzie pan był? czemu pan żyje i nie oddał życia w imię idei? kiedyś Izraelici z Azji zachodniej nienawidzili żydów europejskich za to, że przeżyli, bo zburzyli mit żyda wojownika. nie pozostawili po nich czci. a temat Holokaustu był tematem zakazanym. oni wojownicy wiedzieli co to honor i godność, tamci nie.
mniejsza o to. nie powinienem komentować tego i tak się rozpisywać, inaczej bym zareagował na krytykę utworu a nie bronienie wątpliwych "przekonań".
Nie zrozumiał pan jaka była rola tego tekstu. jeśli szuka pan wszędzie prokomunistycznych tekstów to nie mój problem. sytuacja ta mogła się zdarzyć nawet w III RP, tylko byłby wtedy inny wymiar tej historii.
rozumiem, że odbiera to pan jako literacko średnie. to dobrze, iż jest inna opinia. nie wszystkim musi się podobać. ale również dobrze, że powoduje jakiekolwiek emocje.

PS. Ostatnio wędruje po kresach, odwiedzam Rzeczpospolitą obojga narodów. Będąc na Rossie patrząc na kryptę, w której złożone było serce Piłsudskiego, naszła mnie myśl (mnie w przeszłości zapalonego nacjonalisty), że gdyby nie ten nacjonalizm narodowy, nienawiść do innych narodowości (m.in. białorusinów i ukraińców) wówczas nie mielibyśmy do czynienia z Rzeczpospolitą obojga narodów, tylko co najmniej trzech. a tak, historia potoczyłaby się inaczej. ale to temat, który można roztrząsać na forum. nie tutaj.
mozets dnia 01.09.2012 09:56
Cytuję ///Miroslaw Sliwa dnia sierpień 28 2012 14:28:05
Jak dla mnie ten tekst jest przykładem kompletnego braku szczerości.///
****************************************
Cytuję Mozets: /// Takiego opisu jeszcze nie znałem - a wydawało mi się (niesłusznie) ,że prawie wszystko wiem o wojsku tamtych lat.///
****************************************
Mirosław prosto z mostu i po męsku ( acz mało dyplomatycznie) rozprawia się z mitem "dobrego oficera" w LWP z opowiadania paniscusa.
Ja tylko enigmatycznie o to "zahaczam" jak w komentarzu powyżej.
Byli w LWP różni oficerowie. Byli i tacy który podpisali w NKWD listę współpracy ( Berling) i uniknęli strzału w tył głowy. Czy należy ich podawać jako coś nagminnego, powszechnego (i godnego pochwały) - na pewno nie. Ludzi o wyraźnych zasadach moralnych, ludzi niezłomnych, rażą takie kwiatki do kożucha jak u Wajdy eksponowanie "dobrego NKWD-zisty" , politruka- ratującego rodzinę polskiego oficera z Katynia. To próba tworzenia nowych stereotypów. W PRL-u powstały takie mity „szlachty, która Polskę przepiła”, „szmalcownika Polaka”, „kułaka” , „badylarza” i „wroga LUDU”. Powstały na zamówienie Wielkiego Brata. Wajda powtarza zabieg z listy Schindlera, Szpilmana i „Pianisty” z kulturalnym oficerem Wehrmachtu - miłośnikiem muzyki poważnej. Tacy ludzie byli - ale ich rola była bez znaczenia w molochu wojny. Mówimy - Rosjanie to naród poczciwy i gościnny. To bez wątpienia prawda ogólna. Ale ten naród nie rządzi , tylko rządzi Kreml. I ten poczciwy naród na polecenie Kremla ( i podbudowany propagandą) zamienia się w niszczący walec. Nie liczący się z nikim i niczym. Mordujący nawet własny naród ilościami milionowymi. To jeden z największych totalitaryzmów włączając w to aktualny czas. Paniscus w komentarzu – namawia nas byśmy nie próbowali z nim dyskutować w tym miejscu tylko w innym. Można i tak. Dyskusja przerodziła się z literackiej – w trybunę poglądów historozoficzno- politycznych. Ale przy tego typu twórczości –jest to nieuniknione. Na wszystkich portalach są „dyżurni” od uprawiania i propagowania „właściwych i słusznych” poglądów. Nie wciskajmy na siłę ( my niby-Polacy) zwykłym Polakom grzechów nie popełnionych. Inne nacje robią to za nas zza granicy – bardzo sprawnie – przy pomocy przedsiębiorstwa Holocaust, koncernu Springera i krajowych współpracowników. Nie składajmy tak chętnie, publicznie, samokrytyki ( jak na egzekutywie partyjnej). Żadna nacja tego nie robi. Chyba, że jesteśmy portalową V kolumną.
Mozets.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
EDyta To
25/02/2024 19:34
Stęskniony Wiosny Zbysiu, dziękujemy za miły komentarz i… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 13:58
Florianie Tekst specyficzny, jak to u Ciebie. Nie będę się… »
Florian Konrad
25/02/2024 12:09
No, fakt, jego dzieła są nieco przydrogie :) Również nie na… »
Zbigniew Szczypek
25/02/2024 00:28
Florian !!! E.A.Poe to jeden z moich ulubionych autorów,… »
Florian Konrad
24/02/2024 23:27
Anioł dziwnych przypadków ? Jeśli o niego chodzi -… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:26
Jacku To bardzo się cieszę i piję zdrowie Twoje i Kazia nie… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 22:19
Kaziu Tasz to szok! Ale wszystko, do końca?! No to jest… »
Jacek Londyn
24/02/2024 21:51
Zbigniewie, prześpię się z podrzuconą mi twoją krytyką.… »
Kazjuno
24/02/2024 21:43
Więc mówię na końcu: ocena ostateczna powinna brzmieć:… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 20:43
Kaziu Nic się nie stało! Tak sobie myślę, że tam gdzie… »
Kazjuno
24/02/2024 20:26
Przepraszam. Zbysiu. Przeczytałem tekst jeszcze raz, już na… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:47
Kaziu 1. Sam pewnie wiesz, że ciężko jest utrzymać stale,… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 19:23
Jacku Rozumiem zamysł, nawiązanie do "K.S.P" ale… »
Zbigniew Szczypek
24/02/2024 17:40
Florianie Jeśli tak jest, to spodoba Ci się mój obraz,… »
mike17
24/02/2024 17:01
Człowiek, który się gniewa, sam się udręcza, bo? Bo nie… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
  • pliszka
  • 22/02/2024 12:26
  • Nie nazwałabym tego skansenem. Jako przedstawicielka młodych zaryzykuję stwierdzenie, że to społeczny charakter i duża interaktywność przyciąga moje pokolenie. Młodzi są tam, gdzie się dużo dzieje.
  • Redakcja
  • 22/02/2024 10:23
  • Młodzi siedzą na Wattpadzie i TikToku. Dla nich jesteśmy skansenem ;-)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty