Ocalenie - Lucyxx
A A A
Zimna tafla wody spowiła młodą kobietę, przyprawiając o dreszcze, niczym mara ocierająca się o ramię śmiertelnika. Wraz z chłodem słonej wody, bezkreśnie pochłaniającej swoją ofiarę, przez przerażone ciało przeszedł drętwy ból dochodzący aż do szpiku kości. A po nim wszystko zniknęło.
Do świadomości dziewczyny nie docierał już harmonijny odgłos wzburzonych fal morskich. Przyjemny zapach majaczącego w oddali piasku, nie docierał do jej nozdrzy. Ciało zdawało się nie być świadome tego, co działo się wokół, jakby nie czuło przeraźliwego zimna, ocierających się o skórę obślizgłych ryb, lodowatego wiatru, który co chwila sunął przebiegle po wynurzającej się raz po raz twarzy, czy też niepohamowanej wody wdzierającej się do płuc, brutalnie wypierając z nich ostatnie krople tlenu. I kiedy zdawałoby się, że targane żywiołem życie przegra nieuczciwą walkę i zostanie pochłonięte przed wodnego potwora, niespodziewanie ściśnięte płuca rozparł haust świeżego powietrza, który przywrócił świadomość dziewczynie. Przerażone oczy uchyliły się a kujące promienie słońca wdarły się do środka, pędem przebiegając po gałce ocznej i wdzierając się do umysłu, aby ocucić ofiarę. Nastolatka rozwarła jeszcze szerzej oczy i wydobyła z siebie stłumiony krzyk:
- Pomocy!
Uparte wody cisnęły ze zdwojoną siłą wprost w rozchylone wargi, odzyskując utraconą przewagę nad ofiarą.
W umyśle tonącej próbowały skłębić się myśli, jakie zwykle pojawiały się tuż przed śmiercią. Jednak wspomnieniom ukazała się jedynie pustka, jakby nic wcześniej nie miało miejsca.
Fala uderzyła wtłaczając ofiarę w głąb bezkresnej głębi, próbując uciśnione ciało przycisnąć do dna i połknąć ciemiężone członki wprost do paszczy wilgotnego potwora.
Wygrana żywiołu zdawała się być nieunikniona.
Kilkadziesiąt metrów dalej, na brzegu zjawiła się para samotnych spacerowiczów. Wysoki mężczyzna, w długich ciemnobrązowych dredach ściskał czule drobną dłoń niebieskookiej szatynki. Oboje byli szczerze uśmiechnięci, jakby spacer przynosił im ogromną radość i wytchnienie od ciężkiego, przepełnionego pracą przedpołudnia. Morskie, wilgotne powietrze oraz łagodny szum fal koił ich zmęczone umysły i wprowadzał w stan błogiego relaksu, który nie mógłby się równać z bezczynnym siedzeniem przed telewizorem.
Wiatr pchnął w stronę brzegu stłumiony jęk, niosąc ostatnie tchnienie.
Chłopak z zaciekawieniem odwrócił głowę w stronę lazurowych fal, odbijających się o brzeg w stałym rytmie, zmazując z piasku ślady butów spacerowiczów. Oczy mężczyzny rozwarły się szeroko w chwili gdy ujrzał bezwładne ciało unoszące się na falach. Promienie słońca roztaczały wokół nieprzytomnej przedziwną aurę, która odbijała się od tafli mieniącym światłem, żarząc się niczym miliony brylantów. Natychmiast do umysłu chłopaka zawędrowała myśl, która pchnęła go ku bajecznej toni, jaka teraz przejawiła mu się jako źródło horroru. Cisnął na ziemię granatową kurtkę przeciwdeszczową, po czym rozerwał koszulę, nie zwracając uwagi na odpadające guziki, które z pluskiem wpadły do wody. Rozpiął pasek u spodni, żałując, że w ogóle go włożył, i zsunął dżinsy. W krótkich, cienkich bokserkach wbiegł w środek rozszalałych, mroźnych fal.
Dlaczego nie zgodziłem zapisać się do tego cholernego klubu morsów, pomyślał.
- Wezwij pomoc! - krzyknął w stronę siostry, po czym zanurzył się w wodzie. Prędko zapomniał o chłodzie, czy innych niedogodnościach. Liczyło się dla niego jedynie życie, które zamierzał uratować. Machnął kilka razy rękoma odpychając wodę i całkiem szybko znalazł się przy dziewczynie. Wsunął rękę pod jej plecy i z całych sił pchnął w górę, wynurzając ją spod wody. Była nieprzytomna, a jej nieobecne, głęboko zielone oczy wpatrywały się pusto w przestrzeń.
Ułożył głowę dziewczyny na swej piersi i płynąc na plecach skierował się do brzegu.
Gdy tylko dotarł na plażę ułożył ofiarę na wilgotnym piasku i zaczął uciskać jej nieruchomą klatkę piersiową.
Działał machinalnie, bez zastanowienia, chociaż w rzeczywistości nie wiedział co powinien robić. Nigdy nie zaprzątał sobie głowy pierwszą pomocą, uznając, że nie zdarzy mu się być świadkiem wypadku, albo, jeśli nawet, to zawsze myślał, że znajdą się inni, którzy będą wiedzieli co robić.
Jednak teraz, nie znalazł się tu nikt , prócz jego i ukochanej siostry, musiał więc działać sam. I choć czuł ogromny strach spowodowany swą niewiedzą, wydawało mu się, że postępuje właściwie. Czy to była zasługa adrenaliny? Czy może wrodzony instynkt? Tego nie wiedział.
Raz, dwa, trzy...., powtarzał w myślach.
Podczas gdy pomagał poszkodowanej w walce o życie, wokół zebrało się sporo ludzi, którzy pojawili się jakby znikąd. Sprowadziła ich tutaj ciekawość lecz żadne z nich nie miało zamiaru pomóc młodzieńcowi walczącemu z nieruchomym sercem nastolatki. Niejako na ich twarzach jawił się strach i troska, jednak nikt nie przejawił potrzeby pomocy. Zaciekawienie było tym, co motywowało ich do przerwania spaceru. Gdzie byli wcześniej, gdy potrzebna była ich obecność i wsparcie?
Wreszcie woda trysnęła życiodajnym strumieniem z zsiniałych ust dziewczyny, a jej płuca nabrały czystego powietrza.
- Zimno ci? - zapytał z troską mężczyzna gdy przestała kasłać. Nie wahając się ani chwili, sięgnął po swoją kurtkę
- Daj spokój! Sam jesteś zmarznięty – zaoponowała szatynka podnosząc się z kolan. Zdjęła swój płaszcz, po czym przykryła wstrząśnięte dreszczami ciało dziewczyny.
- To za mało – chłopak podrapał się po głowie. - Zadzwoniłaś na pogotowie?
Szatynka potaknęła głową.
- Co tak stoicie?! - wrzasnął zniecierpliwiony w stronę zebranych ludzi. - Dajcie kurtki.
Po ich twarzach przemknęło zdziwienie. Niektórzy zdawali się być oburzeni zachowaniem mężczyzny i jego bezpośredniością. Jedynie parę osób zdjęło swoje wierzchnie nakrycia.
Młodzieniec sięgnął po ubrania i opatulił nimi dziewczynę po samą głowę.
- Już dobrze. Za chwilę przybędzie pomoc – szepnął, posyłając jej pokrzepiający uśmiech.
Nie odpowiedziała. Jedynie z jej oka wypłynęła samotna łza, sunąc wolno po policzku. Była to łza ulgi, gdyż wreszcie czuła się bezpieczna.
- Jak masz na imię? - spytała aksamitnym i życzliwym głosem szatynka.
Gdy nie uzyskała odpowiedzi, uklękła na mokrym pisaku i pogładziła delikatnie dziewczynę po skroni, z uczuciem, jakby na ziemi leżał ktoś bardzo jej bliski, ktoś o kogo się martwiła i troszczyła.
- Jak masz na imię? - powtórzył chłopak.
Nastolatka zmarszczyła czoło, zastanawiając się nad odpowiedzią. Pomimo wysiłku nie umiała znaleźć prawidłowej odpowiedzi, jakby zapytano ją o wynik mnożenia liczby 2559 i 9856 a nie o coś tak banalnego jak jej imię. Jak mogła nie wiedzieć jak się nazywała?
Być może dlatego, że właściwie jeszcze się nie narodziła?


W drodze do szpitala dziewczyna nie reagowała na pytania ratowników. Myślami była zupełnie gdzie indziej, próbując w umyśle zniszczyć nieprzenikniony mur, który nie pozwalał jej znaleźć odpowiedzi na proste pytanie: kim była? I dlaczego wszystko wydawało jej się takie obce i odległe?
- Słyszysz mnie?! - jeden z ratowników pochylił się nad nią, wpatrując się głęboko w jej oczy.
Czuła irytację spowodowaną jego zachowaniem, chociaż człowiek ten nie zrobił nic złego. Miała wrażenie, że złość, która w niej zakiełkowała była spowodowana przez zupełnie inną osobę. Co się ze mną dzieje, pomyślała.
- Jak się nazywasz? Ile masz lat? - powtórzył.
- Nie wiem – szepnęła zaciskając pięści.
Odczuwała silny gniew na siebie, a także na swój umysł za to, że płatał jej figle w tak ważnym momencie. Ta myśl sprawiła, że nagle coś zaczęło układać się w całość, przypominając dziewczynie, że musi uciekać, natychmiast.
Odepchnęła ratownika znad swojego ciała, używając do tego trochę zbyt dużo siły. Ten zatoczył się i uderzył tyłem głowy o ścianę karetki. Widok ranionego człowieka nie przerwał amoku dziewczyny. Pod wpływem impulsu zerwała z siebie koc i podniosła się z noszy, pamiętając tylko o jednym – o ucieczce. Troje ratowników rzuciło się na nią i położyło ją z powrotem. Przyniosło to im wiele wysiłku, jednak po chwili mogli rozluźnić ucisk, gdyż podany środek uspakajający sprawił, że chora przestała się szamotać i po chwili zasnęła.
- Jesteś cały? - spytał drugi ratownik mężczyznę, który chwilę wcześniej pod wpływem pchnięcia omal nie upadł na ziemię.
- Chyba tak – odpowiedział przecierając dłonią tył głowy – Jest strasznie silna.
Oboje spojrzeli na spokojną twarz pacjentki. Dziewczyna wyglądała młodo, najwyżej na kilkanaście lat, a jej szczupła sylwetka była dość wiotka i niewinna. Wydawała się im być zwykłą, niegroźną i zagubioną nastolatką.
Gdy kobieta przymknęła powieki, przed jej oczami pojawiły się obrazy, niewyraźne i prędko znikające, jak gdyby znikały pod wpływem zgaśnięcia fleszu aparatu. Sytuacje, choć były wyblakłe i niejasne, budziły w podświadomości silny niepokój.
Ciemne, cuchnące i zimne pomieszczenie rozświetlały jedynie liczne, ostre światła latarek, a jedno z nich padało na twarz dziewczyny, ukazując jej zbolałe oblicze, pełne bólu i trwogi. Zebrani wokół ludzie w czarnych kombinezonach funkcjonariuszy Ochrony Dobra Państwa skierowali swoje latarki na duże urządzenie stojące na końcu sali.
-Komisarzu! - zawołał jeden z nich.
Komisarz Morgański wolno zabrał światło latarki z twarzy podejrzanej i spojrzał we wskazanym kierunku.
- Kto by pomyślał – zaśmiał się gorzko. Był niesamowicie dumny z siebie. W końcu udowodnił to, w co wierzył od dawna. Mała nieźle nabroiła, a on już wkrótce mógł cieszyć się kolejnym awansem. Wiedział, że ma dobrego nosa do podobnych spraw. Od dawna był pewien, że tym razem również się nie pomylił. - Amelia Polm, zagorzała przeciwniczka systemu, posiada takie cudo.
Dziewczyna zagryzła zęby, żeby czasem nie rzucić się z pięściami na komisarza. Zrujnował jej życie dawno temu, ale nigdy się nie poddał i postanowił zniszczyć jeszcze więcej, nie pozwalając jej na toczenie spokojnego życia w tymże nędznym i podłym świecie, który powinien służyć całej ludzkości a nie jedynie wielkim korporacjom i osobistościom. Cóż dziwnego w tym, że wielu ludzi próbowało walczyć z niesprawiedliwością i dążyło do przywrócenia światu dawnego kształtu, gdzie ważne były wartości i człowiek? Gdzie liczyło się godne życie każdej jednostki, a egzystencję ludzi wyznaczało ich dobro? Amelii nie dziwiło, że tak wielu ludzi próbuje walczyć. Jej dziadkowie walczyli, jej rodzice także, aby ona mogła po prostu żyć w normalnym świecie. Ona również w tej chwili utwierdziła się w przekonaniu, że nie podda się i nie porzuci swych idei. Ku czci tego, czego dokonali rodzice musiała zrobić tylko jedno – zniszczyć to, co rozpętało piekło – a komisarz nie mógł jej w tym przeszkodzić – nie pozwoli na to.
- Mniemam, że nie mam co liczyć na zobaczenie pozwolenia.
- Pierwszy raz widzę to na oczy – odpowiedziała spokojnie, próbując zachować opanowanie.
-Sądzę, że doskonale wiesz co to jest – odparł układając usta w kpiący uśmieszek.
- Ale to nie należy do mnie – spojrzała w twarz komisarza z powagą.
- Pozwól, że sami to ustalimy – przez rzeczowy głos dało słyszeć się ironię. - A tymczasem Amelio Polm jesteś aresztowana za złamanie jednej z podstawowych zasad ochrony bezpieczeństwa kraju oraz za narażanie państwa na niebezpieczeństwo poprzez nielegalne posiadanie wehikułu czasu. Zabierzcie ją!
Gdy Amelia zbudziła się w sali szpitalnej doskonale już wiedziała kim jest i jak się znalazła w rwących wodach morskich. Nie była tylko pewna jak daleko się przeniosła. Otoczenie wydawało jej się zbyt odległe jak na miejsce docelowe - albo obliczenia były zbyt mało precyzyjne, albo pod wpływem emocji wybrała złą datę, ale mogła się mylić. Jakkolwiek było, jednego mogła być pewna, na pewno ktoś już za nią ruszył i jej szukał. Komisarz Morgański nie odpuściłby tak łatwo, szczególnie jeśli podejrzewał co planuje dziewczyna. A w tym wypadku nie mylił się – Amelia była zdecydowana i wiedziała co ma robić, nie była tylko pewna konsekwencji. Bo co miało stać się z nią gdy skończy? Nie mogłaby już wrócić, ale czy byłaby wstanie tutaj żyć, czy w ogóle było to możliwe? - Muszę zaryzykować, pomyślała.
Dziewczyna usiadła na łóżku i zsunęła nogi na podłogę, musiała jak najszybciej dowiedzieć się gdzie dokładnie się znalazła i spróbować wykonać zadanie, które zlecił jej Ruch Rewolucyjny, którego była członkiem już jako dziecko, a który dzielił z nią identyczne poglądy. Ruch ten działał już od kilkudziesięciu lat, a celem jego działania było przywrócenie utraconego porządku. Kiedy niemożnością okazało się zrewolucjonizowanie teraźniejszości, postanowiono zmienić przeszłość aby ocalić świat. W tym celu Amelia jako jedna z członkini miała tego dokonać. Plan jednak miał być dokładniej opracowany i sprecyzowany. Jednakże nie było czasu, Amelia musiała podjąć ryzyko i spróbować w pojedynkę, bez wsparcia Ruchu. Aresztowanie przez Morgańskiego sprawiło, że nie mogła dłużej czekać i musiała się przenieść, natychmiast, zanim ktoś zdążyłby ją powstrzymać. A teraz nie wiedziała gdzie dokładnie się znalazła, czy był to właściwy rok?
- Dokądś się wybierasz? - spytał jeden z trójki właśnie wchodzących do sali mężczyzn.
Amelia wstała i cofnęła się.
- Nie bój się – odezwał się drugi z mężczyzn, który trzymał w ręku teczkę - Jesteśmy lekarzami.
Dziewczyna zawahała się, nie do końca była pewna czy powinna zostać tu choćby chwilę dłużej.
- Usiądź, proszę – mężczyzna gestem ręki wskazał łóżko. - Porozmawiajmy.
Amelia wolno podeszła do lekarzy i usiadła.
- Nadal nic nie pamiętasz? - spytał pierwszy.
- Nie, już wszystko sobie przypomniałam. I chcę się wypisać. - podniosła się.
- Poczekaj - mężczyzna dotknął jej ramienia.
- Cokolwiek ze mną się działo, już mi lepiej, więc chcę wrócić do domu, mam do tego prawo. - odpowiedziała najspokojniej jak umiała. Trudno jej było zachować opanowanie skoro wiedziała, że liczy się każda sekunda, że musi działać, a nie może bezczynnie siedzieć, że zapewne znajdzie się ktoś kto ruszy za nią i ze chce jej przeszkodzić, ale musiała choć w małym stopniu uspokoić doktorów.
- Zgadza się – westchnął jeden z lekarzy. – Zanim to przemyślimy, odpowiedz nam, proszę na parę pytań.
Amelia nie miała na to czasu, jednak kiwnęła twierdząco na znak, że się zgadza.
- Pamiętasz jak się nazywasz?
Na ten cel dziewczyna nie miała jeszcze przygotowanego planu.
- Agnieszka – odparła niepewnie, zastanawiając się czy będzie to właściwe imię na obecne czasy – Agnieszka Marzec. Miesiąc temu skończyłam osiemnaście lat i właśnie wychodzę.
Amelia zerwała się z łóżka i szybkim krokiem opuściła salę. Gdy znalazła się na korytarzu rzuciła się pędem w stronę schodów, zbiegłszy na parter zerknęła na kalendarz wiszący w recepcji – 21.11.2012. Nie pomyliła się, miała jeszcze cały miesiąc na wykonanie misji. Musiała zniszczyć maszynę przed jej pierwszym uruchomieniem, które miało nastąpić za dokładne trzydzieści dni. Miała obowiązek unicestwić diabelską machinę, która sprowadziła ją tutaj z przyszłości, machinę, która zrujnowała świat, musiała to zrobić aby mogła ocalić swój współczesny świat, jeśli nawet dla niej samej oznaczało to śmierć musiała przywrócić właściwy porządek.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Lucyxx · dnia 21.05.2012 19:30 · Czytań: 618 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 8
Komentarze
dr_brunet dnia 22.05.2012 11:28
I znów wszystko na barkach kobiety:) Przeczytałem z zaciekawieniem. Pozdrawiam
Ako dnia 24.05.2012 00:25
zaskakujacy final , ciekawie sie czyta, wydaje mi sie tylko, ze moze za czesto powtarza sie slowo:"dziewczyna", zwlaszcza na poczatku opowiadania, chociaz z drugiej strony trudno uniknac powtorzen w dosc dlugim tekscie, pozdrawiam :)
Elatha dnia 24.05.2012 13:27
Podobało mi się. :). Będzie ciąg dalszy?
Pozdrawiam :).
Lucyxx dnia 24.05.2012 19:25
Dziękuję Wam :).
Ako: Starałam się unikać powtórzeń, ale momentami nie wiedziałam już jak mam układać zdania by omijać słowo "dziewczyna". Dziękuję za wskazówkę.
Elatha: Kontynuacja raczej będzie, ale nieprędko, póki co nie mam jeszcze pełnej wizji co do dalszego ciągu.
Pozdrawiam
dr_brunet dnia 27.05.2012 11:00
poczekaj na wizję - jak to mówią - "długie czekanie - dobre śniadanie":)
czarek100 dnia 05.06.2012 22:23
Ciekawy temat - tonąca kobieta, starasz się wchodzić w temat, aczkolwiek niektóre słowa nie pasują: np "wypierając z nich ostatnie krople tlenu" - krople tlenu. Może inni czytelnicy to przyjmują. Ni wiem. Podobało mi się.

;)Pozdrawiam.
Lucyxx dnia 11.06.2012 16:42
Dziękuję dr_brunet, czarek100
Pozdrawiam:)
MimiBasia dnia 02.08.2012 16:47
Plusy:
- tytuł,
- pomysł (od samego początku do końca byłam ciekawa, co będzie dalej).

Minusy:
- drobne błędy (literówki, powtórzenia, brakujące przecinki).
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 08:43
Oj. Początek jest mocny. Wiersz wzbudza zainteresowanie i… »
Yaro
24/06/2022 22:40
3maj sie:) »
Yaro
24/06/2022 22:38
Wszystko każda rzecz ma nazwę i twarz... :) »
Materazzone
24/06/2022 17:58
Przypominam, że wiersz wcale nie musi się rymować,… »
Materazzone
24/06/2022 17:55
Erotyk dla dzieci. Ciekawe, nie powiem choć zbyt mocno… »
Materazzone
24/06/2022 17:52
Nie pasuje mi czwarty wers. Jakoś tak nie wybrzmiewa,… »
Materazzone
24/06/2022 16:37
Dzień dobry wszystkim. Rozwiążę wasz spór, choć omyłkowo… »
Jacek Londyn
24/06/2022 13:47
Dobra Cobro, dziękuję za komentarz i dobre słowo. Tekst… »
wolnyduch
23/06/2022 23:45
Bardzo sympatyczny wiersz dla poprawy humoru, dobrego dnia… »
wolnyduch
23/06/2022 23:42
Bardzo fajny wiersz, jak dla mnie wcale nie jest… »
EDyta To
23/06/2022 22:52
Też mam słabość do gwiazd i księżyca. Bardzo, bardzo mi się… »
wolnyduch
23/06/2022 22:30
Dla mnie ten tekst jest świetnie napisany, taki lekko… »
wolnyduch
23/06/2022 22:20
Może, nie siedzę w głowie Autora, nawisem mówiąc w… »
Baszolud-Nihilistic-Zombie-Poet
23/06/2022 22:00
Fajne, delikatne, podoba mi się. @wolnyduch a może to tak… »
wolnyduch
23/06/2022 21:56
Witaj BNZPoe,t nie będę pisać całego nicku bo można sobie… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas