"Dobry pan"odc.9."Krew i ogień" - Alfeusz
Proza » Obyczajowe » "Dobry pan"odc.9."Krew i ogień"
A A A
Dobry pan

O panu Adamie Wereszczyńskim nikt nie wyrażał się inaczej, jak tylko – dobry pan. Pomimo tego, a może właśnie dlatego, że miewał on także swoje słabości i dziwactwa.
Pan Adam pierwszego dnia lata każdego roku, od kiedy całkiem utracił nadzieję na posiadanie potomstwa, wzbijał się, niczym prorok pomiędzy chmury kolorowym jak ogon pawia balonem i znikał w niebie na wiele dni. Gdy wychylony z kosza, jak z przedziału maleńkiego wagonika dawał hasło - Start! - jego pomocnicy odcinali sznury przytrzymujące pojazd i zaczynał unosić się, machając na pożegnanie błękitną chustką do tłumu gapiów, wśród których znajdowała się zapłakana jego żona, Konstancja. Trzeba ją było mocno w tym momencie trzymać, aby nie uczepiła się odrywającego się od ziemi balonu.
Dziadkowi Ado przybywało obowiązków, gdyż musiał wtedy doglądać jego parobków, pilnujących licznych stad koni pozostawionych na ziemi, a także opiekować się szwagierką. Przybywało mu wprawdzie obowiązków, ale miał mniej stresów, gdyż nie musiał denerwować się ciągłymi tarapatami szwagra, które spotykały go na ziemi i z których, na prośbę jego żony, musiał go wielokrotnie wyciągać. Po powrocie z podniebnej wyprawy wszyscy wysłuchiwali opowieści pana Adama o przeżytych przygodach i zwiedzanych krajach.
Któregoś roku po powrocie z podniebnej wędrówki dowiedział się, że nie jest już właścicielem swoich włości oraz stad i nawet jego balon został zajęty przez komornika. Podpisał bowiem przed kilkoma laty - o czym już zdążył zapomnieć - jednemu z licznych swoich karcianych przyjaciół, weksel na wielką kwotę, która znacznie przekraczała, jak się potem okazało, wartość jego majątku. Przyjacielowi natomiast zdarzyło się podczas jednej z licznych handlowych podróży zagrać w karty tak nieszczęśliwie, że przegrał cały majątek własny i musiał ponadto zastawić za długi weksel podpisany przez pana Adama.
Kiedy nie latał balonem, jeździł do Dubna albo do Krzemieńca na spotkania z licznymi przyjaciółmi i przyjaciółkami, wśród których było kilku poetów, malarzy i poetek oraz zachodził wieczorami spróbować swego szczęścia w grze w karty. Po każdym jego pobycie na gościnnych występach w którymś z tych miast po całym powiecie krążyły barwne poetyckie opisy jego towarzyskich, łóżkowych, karcianych i także czasami, alkoholowych wyczynów.
Gdy mąż odlatywał balonem, pani Konstancja dość szybko uspokajała się i wpadała w stan przypominający letarg. Nawet w chwilach gdy nie spała, a przesypiała wtedy większą część dnia i nocy, rzucając się we śnie i rozmawiając przez sen z różnymi ludźmi i z ich duchami - a najczęściej z duchem męża - zdawała się przebywać daleko od otaczającej ją codzienności. We śnie podążała za małżonkiem przez różne egzotyczne kraje i odzywała się w wielu dziwnych językach, nie wyłączając języków plemion licznych ludów afrykańskich i amerykańskich Indian. Przebudzona ze snu, nie potrafiła jednak odezwać się w żadnym innym obcym języku, poza rosyjskim, francuskim i niemieckim. Kiedy pan Adam wyjeżdżał na karty i na towarzyskie spotkania, Konstancja każdego dnia nad ranem budziła się o odpowiedniej porze, pełna zaciekawienia, co wyniknie z jego nowego wyjazdu i rozpoczynała seans oczekiwania w oknie.
Jeśli małżonek pojawiał się od razu we własnej osobie, w całej swej okazałości, wysiadając z dorożki swoim charakterystycznym, chwiejnym, a jednak pewnym siebie krokiem, znaczyło to, że przegrał. Wtedy wychodziła i płaciła rachunek za dorożkę, po czym brała męża pod rękę i prowadząc umęczonego do łóżka, wysłuchiwała złorzeczeń i utyskiwań rzucanych pod adresem różnych jego karcianych partnerów – pułkowników, generałów oraz polskich i ruskich książąt. Czasami jednak zdarzało się, że z dorożki wysiadał najpierw stangret z jego laseczką, po chwili z następnej dorożki drugi stangret z jego okularami, a po jakimś czasie trzeci ze znajomym kapeluszem - wtedy wiedziała, że wygrał. Zapłaciwszy rachunki za wszystkie dorożki, często długo jeszcze czekała na pojazd, którym przybywał główny bohater tych wydarzeń.
Kiedy cały dom zbudzony w środku nocy wysłuchiwał triumfalnych opowiadań o pana karcianych przewagach, Konstancja w milczeniu płaciła rachunek za ostatnią dorożkę i pozwoliwszy mu się do woli wygadać, kładła pana wypłukanego po jakimś czasie z euforii zwycięstwa do łóżka. W czasie gdy spał, wyciągała z wszystkich kieszeni jego rozrzuconej po sypialni garderoby liczne poskręcane niemiłosiernie banknoty i ciepłe jeszcze monety. Po dokładnym przeliczeniu i zapisaniu znalezionej kwoty, wkładała pieniądze do szuflady szafki nocnej. Podczas późnego śniadania w łóżku pan Adam sprawdzał dokładność finansowych przeliczeń małżonki i w razie pomyłki, poddawał ostrej krytyce brak należytej staranności o rzetelność w pokazaniu jego karcianego sukcesu.
Po utracie majątku pan Adam zostawił pod opieką dziadka Ado swoją żonę Konstancję i wyjechał do Ameryki. Po pięciu latach wrócił z nowym majątkiem wartości kilkuset tysięcy, podobno niewiele mniej od miliona dolarów, w postaci paczek banknotów, mieszczących się w jednej niewielkiej walizeczce skórzanej którą z sobą przywiózł z drugiego końca świata. W czasie swego pobytu w Ameryce napisał dwa listy do małżonki. Jeden otrzymała w kilka miesięcy po jego wyjeździe, a drugi na miesiąc przed powrotem. Swój triumfalny powrót postanowił uczcić wielkim, dziękczynnym nabożeństwem w kościele w Dubnie. Przez cały czas nabożeństwa oczy wszystkich obecnych kierowały się ku jego wyprostowanej, dumnej postaci. Było wielu ciekawych widoku największego w okolicy podróżnika, bohatera, śmiałka i szczęściarza w jego osobie, toteż na mszę przybyły tłumy. Gdy po poświeceniu drogocennej walizeczki wrócił do domu, okazało się, że jest w niej tylko kilka paczek gazet.
- Nieprawdopodobnym było, aby w czasie nabożeństwa, na oczach wielu ludzi, można było wyciągnąć z walizeczki paczki dolarów i podrzucić gazety. Ktoś musiał zamienić walizeczki - twierdził pan Adam. A ponieważ po swoim przyjeździe, w domu i w kościele, otoczony był z bliska tylko przez członków rodziny, do końca życia podejrzewał najbliższą rodzinę o kradzież przywiezionego majątku, który, pomimo wielu prywatnych i urzędowych dochodzeń, nigdy nie został znaleziony. Dlatego, gdy potem dowiadywał się, iż ktoś z rodziny coś kupił - ubranie, konia, buty, wyprawił wesele albo chrzciny, mawiał – to na pewno kupione za moje pieniądze.

Od czasu do czasu krążyły po okolicy zabawne opowieści o chwilach nadzwyczajnej dobroczynności pana Adama. Zdarzało się bowiem, że jadąc bryczką przez wieś, rozrzucał na wszystkie strony drobne monety, które niczym nagłe strugi złotego deszczu opadały na drogę i na ziemię po jej poboczach. Wtedy ludzie wyskakiwali z chat i padając na kolana, pełzając, czołgając się, zbierali pieniążki. Z upływem czasu ludzi przybywało coraz więcej, w końcu robił się taki tłok, że dochodziło do przepychanek i swarów. Niejeden wychodził z tych zbierackich zawodów z podartą odzieżą i tak poturbowany, że na długo przypłacał zdrowiem i cierpieniem te napady jego dobroczynności. Jednak mimo to ludzie często mówili o nim inaczej, aniżeli zazwyczaj wyrażali się o innych bogaczach – nasz pan Adam jest dobry.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Alfeusz · dnia 14.08.2012 19:04 · Czytań: 504 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
zajacanka dnia 15.08.2012 11:51
Ech, kiedyś to kolorowe życie panowie prowadzili... Ale karty niejednego doprowadziły do nędzy.

Gdzieś mi chyba umknęło wcześniej, że dziadek Ado był spokrewniony/spowinowacony z Adamem Wereszczyńskim ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ajw
03/02/2023 13:06
Bardzo ciekawy wiersz, choć w pewnych miejscach ujęłabym… »
Semlus Sertus
03/02/2023 12:53
Ciekawy obraz liryczno-oniryczny. Trochę mnie zaskakuje… »
Semlus Sertus
03/02/2023 12:38
Bez wersu 3 i 4 od końca byłby moim zdaniem zgrabniejszy »
Bishop LML
01/02/2023 20:44
No jestem Twoim fanem :) »
Leszek Sobeczko
31/01/2023 21:09
Opheliac - dziękuję, mało tutaj bywam i bardzo mnie ucieszył… »
akacjowa agnes
31/01/2023 20:18
Dobrze czytasz, Ekslibrisie :p To jest wiersz o drodze do… »
ekslibris
31/01/2023 20:09
Wiele przekonań przemija, uczucia, jedność itd. Odbieram ten… »
Yaro
31/01/2023 20:02
Jesień jest bisko ale ja czuję lato i późną wiosnę zawsze… »
Yaro
31/01/2023 20:00
Dziękuję Dachu64. Bestie są dookoła należy uważać.… »
Yaro
31/01/2023 19:58
Dziękuję bardzo za odwiedziny Burak to burak i nikt go nie… »
retro
31/01/2023 19:15
Wolnyduchu, dziękuję:) »
Piotrusss
31/01/2023 10:56
Dziękuje »
Miladora
30/01/2023 19:52
Całkiem nieźle, Żołnierzyku, chociaż... :) Niby jest… »
Kasia Koziorowska
30/01/2023 17:57
Dzięki serdeczne dla Was! Pozdrawiam słonecznie. :) »
dach64
30/01/2023 13:03
Bestie tak niestety mają - mieszają we łbie i robią się… »
ShoutBox
  • TakaJedna
  • 03/02/2023 12:41
  • Chyba muszę wymienić okulary ;) (to żart oczywiście). Pozdrawiam
  • Wiktor Orzel
  • 03/02/2023 11:45
  • Jak miło widzieć dobrze znane twarze!
  • zawsze
  • 02/02/2023 18:34
  • Tak, też się do tego uśmiecham, choć ostatnio mnie tu mało i bardzo mało :)
  • Tjereszkowa
  • 30/01/2023 18:28
  • Super znajome nicki znaleźć!
  • Szymon K
  • 30/01/2023 13:19
  • Polecam ksiązkę,
  • zawsze
  • 29/01/2023 22:51
  • Tjereszkowa! jak miło Cię tak po latach :)))
  • TakaJedna
  • 27/01/2023 15:43
  • To tylko wrażenie takie.
  • Tjereszkowa
  • 27/01/2023 14:24
  • A może to tylko wrażenie takie! A userzy za fotelami i regałami kryjąc się, czekają by przestraszyć gości znienacka!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas