Go - Sfora
A A A
- No co za... – Warkot, jaki po tym relatywnie słabym manifeście gniewu nastąpił, przetykany był mnogą ilością kuchennej jakości inwektyw.
Do pokoju tymczasem tanecznym krokiem weszła Jill. Opadając na łóżko, ucięła krótko litanię przyjaciółki.
- ...powiedział marynarz, po czym zaklął szpetnie.
Natalie oderwała się od migoczącego monitora i parsknęła śmiechem.
Jej gość zarzucił nogi na wysokie oparcie ciężkiego drewnianego łóżka, a jej wielkie ciężkie buty, zawisły komicznie. Leżała z ramionami podłożonymi pod głowę i patrzyła pod kątem na ekran. Dzisiaj, ta trzydziestoletnia już prawie kobieta, miała krwistoczerwone włosy, spięte w dwa symetryczne ślimaki, z których wypuszczone były długie pasma rozsypujące się teraz na poduszkach. Jill lubiła zmieniać wygląd nazbyt często, ulegała rozlicznym nowym trendom, a im bardziej były dziwne, tym szybciej się w nich zanurzała.
- W co tam grasz, Mysza? – Jej czerwona czupryna zabujała się, kiedy zmieniała pozycję. Leżała teraz na boku podpierając się łokciem. Miała na sobie przylegające skórzane spodnie i gorset opięty na białej koszuli, a nie do końca zasznurowane ciężkie buty, pogłębiały jeszcze wrażenie jej kruchości. Nie znać było po niej wieku. Była szczupła, rześka i atrakcyjna. Promieniowała przy tym taką pewnością siebie i charyzmą, jakiej mogłoby jej pozazdrościć merostwo ich zacnego miasta.
Natalie odruchowo zagarnęła swoje czarne, proste włosy za ucho, jakby przepraszając za swoją nudną monotonię. Siedziała tutaj, w swojej grzecznej sukni zapiętej po brodę i łykała ostatnie słowa gniewu. Była znacznie bardziej zaokrąglona od Jill, więc czuła się w klasycznych sukniach i gorsetach, mocno wciętych w talii, jak uwieziona na nitce osa.
Tak to już bywa z przyjaźnią kobiet. Jedna jest albo ramką dla drugiej, albo tłem.
- Przesuwałam kamyki po planszy. – Potarła nos w zakłopotaniu, a widząc konsternację na twarzy przyjaciółki, szybko dodała. – Go.
- I te kamyki tak cię wkurzyły, Mysza?
Czasem irytowało ją, że mówiła do niej w ten sposób. Z reguły jednak samą siebie tak opisywała, a kim się określasz - tym jesteś, jak mawiała matka. Westchnęła cicho i przesunęła maszynę liczącą, tak by przyjaciółka widziała pulsujący obraz. Wyświetlono na nim kilka małych obrazków z drobnymi opisami obok każdego. Natalie powiększyła jeden z nich. Przedstawiał czarną postać, a na niej białym kolorem nakreślono monokl i dumny wąs gentlemana.
- On mnie wkurza. – Zaakcentowała słowo „wkurza” naśladując Jill. Jej przyjaciółka miewała naleciałości języka ulicy. Nabawiła się go w dzieciństwie, w jednym z tych zamkniętych Domów Sierocych. Wypleniła jednak te akcenty prawie do cna. Powracała do nich, kiedy rozmawiały na osobności, jakby celowo używając tego języka do dokuczania Natalie.
Czerwonowłosa podniosła się i mrużąc oczy przyjrzała monitorowi.
- Co to ma być?
Natalie przewróciła oczyma tylko i zamknęła komputer przekręcając drobny kluczyk w mechanizmie, zamontowanym na jego przedzie. Wsunęła go do szuflady ciężkiego biurka
- To jeden z najlepszych graczy. – Zbierała zrzucone z łóżka ubrania i pieczołowicie złożywszy, chowała do komody pod oknem. Jej przyjaciółka natomiast, powróciła do pozycji, którą nazywała „sufitowaniem”, buty znów wylądowały na oparciu łóżka z hukiem, przyprawiając Nati prawie o zawał.
- Nata chodź dzisiaj do „Samowara”, wypijemy jakiegoś drinka. – Dotarły do niej słowa zza parawanu łóżka. Wyprostowała się i zamknęła szuflady.
- Wiesz, że nie mogę.
- Aha. – Gwizdany marsz żałobny przetoczył się po pokoju, jak kiepski żart.
- Jill.
- Dobrze już dobrze.
Natalie podeszła do małego stolika i nalała im obu nieco herbaty, po czym wyciągnęła zza etażerki, małą płaską menażkę i mrugnęła do rozleniwionego gościa. Dolała do każdej z filiżanek nieco trunku.
- To tradycja Jill. Wiem, że cię to drażni, i może sama nie do końca wiem po co matka to podtrzymuje, ale...
Szczupła ręka w białym rękawie wystrzeliła po filiżankę. Reszta była tylko mruknięciem. W końcu odstawiła ją od ust z cichym, nieeleganckim mlaśnięciem.
- Ale kolacja urodzinowa dla trupa, to przesada.
Nata patrzyła chwilę na przyjaciółkę szukając słów.
- Niech żyje tato-trup. – Zrezygnowana dopiła herbatę, krztusząc się wysokoprocentowymi oparami. Nie będzie setny raz tłumaczyła przywiązania matki do wspomnień.


Jechała Jetem do centrum. Przedmieścia Logros były spokojne i zaciszne ze swoimi starymi, rozpasanymi architektonicznie rezydencjami. Pełno tam było zieleni, przeszklonych tarasów, na których wszyscy jak jeden mąż stawiali komplet wygodnych, pięknie rzeźbionych mebli, dwie etażerki, kilka popiersi i herbatę.
Centrum było inne. Pulsowało technologią, tętniło rozmowami, dusiło oparami przesady i możliwości. Jechała powoli, lubiła przekraczać rzekę z pielęgnowanym uczuciem podziwu i ekscytacji. Na moście zjechała na poszerzony chodnik, mimo protestów kilku dam, które ze strachem odskoczyły. Zaplątały się przy tym komicznie w długich trenach sukien, a ich turniury podskakiwały śmiesznie.
Natalie oparła się o motor i patrzyła na rzekę. Zapchana była rozlicznymi barkami, z których część stanowiła prawdziwie pracujące narzędzia firm dostawczych, ale większość tworzyła kołyszącą się dzielnicę na wodzie. To ruchome skrzyżowanie targowiska, kompleksu restauracyjnego, lokali tanecznych i centrum biznesowego, nosiło miano „Tarasów Malry”. Wyrosły tutaj wraz z wiszącym nad nimi portem zeppelinów. Patrzyła teraz na nie. Bujały się delikatnie na wietrze, jak nieznośnie wierzgające, dziecinne baloniki. Przytwierdzone grubymi cumami do pomostów wiszących, jak występy skalne, zdawały się być lekkie i kruche. Każdy jednak, kto choć raz nimi podróżował, wiedział ile są w stanie znieść i jakiego hałasu narobić. Pomalowane symbolami poszczególnych przewoźników, przekornie dla swojego technicznego zastosowania, stanowiły inspirację dla rozlicznych rysowników i malarzy. Most pełen był artystów, zachwytów, rozpasanych artystycznie rozmów i gotowanej kukurydzy. Ktoś gdzieś recytował poemat. Przerywał mu co rusz jakiś głośniejszy automobil, nie zmieniało to jednak faktu, że panie były zachwycone.
Westchnęła cicho, przywitała się z miastem i wsiadła na Jeta. Uwielbiała swój motor. Zacisnęła dłonie na własnoręcznie wykonanych elementach kierownicy. Pogładziła korpus ozdobiony zalakowanymi kompozycjami z trybików i śrub, przez który prześwitywało wnętrze mechanizmu. Czuła się, jakby głaskała policzek ukochanego. Jej przyjaciel, Jet. Zastartowała silnik, odczekała, aż cichy syk pary stanie się równomierny i ruszyła przed siebie. Kilka skrzyżowań dzieliło ją od celu podróży.
Panował ruch nie do okiełznania zmysłami. Dziewczyna włączała się w aorty pędzących automobili, bicyklów i pojedynczych dorożek, ostrożnie planując każdy manewr. Zewsząd docierał do niej hałas maszyn, a równolegle do niej prawie zawsze mknął, ze zwielokrotnionym sykiem nieszczelnych rur, parotramwaj pełen ludzi.
Skręciła w końcu w docelową uliczkę i zajechała przed wysoki budynek. Jego czerwona cegła wydawała się nawiązywać do uczelnianych motywów, nawet nabrzmiewał rozmowami i harmidrem jak jeden z wydziałów naukowych. Zostawiła Jeta pod bramami, w cieniu niskiego drzewa i nabierając głęboko powietrza, ruszyła ku wciąż otwierającym się i zamykającym drzwiom magistratu.
Wnętrze jakby rozciągało się od masy ludzi, która wypełniała hall. Wszyscy przybyli tutaj w tym samym celu co ona. Zarejestrować swój udział w „Trybunale 2045”. Lawirując w gęstwinie ludzkich głosów, udało jej się w końcu odnaleźć prawdopodobny koniec kolejki. Podeszła do osoby, która według jej oceny mogła być ostatnią i zagadnęła.
- Przepraszam...
Chłopak obrócił się i podskoczył przestraszony.
Natalie dopiero teraz przypomniała sobie, że na oczy nadal ma nasunięte olbrzymie, ciężkie gogle. To wyjaśniało te dziwne spojrzenia towarzyszące jej od wejścia. Przesunęła je na czoło, poprawiła spięte w długą kitę, czarne, zmierzwione wiatrem włosy i uśmiechnęła się.
- Przepraszam najmocniej.
- Nic... się nie stało – wydukał cicho i nagle bezceremonialnie złapał ją za rękę, ciągnąc pod samą ścianę.
- E.. ej..
- Ciii... – Rozczochrał swoje nieposłuszne włosy, z podnieceniem wpatrując się w tłum. Wyglądał śmiesznie oblizując wargi raz po raz i mierzwiąc bujną strzechę włosów bezwiednie.
- Zobacz!
Palcem wskazywał kogoś w tłumie. Wokół obiektu, który wyrywał z płuc chłopaka jęk egzaltacji, rozkręciła się zdumiewająca sensacja. Nata stanęła na palcach i przytrzymując gogle, wypatrywała powodów zamieszania zaciekawiona. Nagle zrozumiała.
Obrazek czarnego człowieczka z białym monoklem i sumiastym, szlacheckim wąsem. Tkwił na czarnej koszuli wetkniętej w skórzane spodnie z wysokim stanem. Tak po prostu. Przyglądała się chwilę tym białym wąsom. Mężczyzna stał do nich tyłem, okręcał się witając fanów, odpowiadając na okrzyki i podpisując podawane kartki, koszulki i dłonie. Dziewczyna patrzyła z zaciśniętymi wargami na swojego najbardziej irytującego przeciwnika i przez chwilę pragnęła, by niesamowita dłoń opatrzności skosiła ten dumny uśmiech z jego twarzy. Wiele by dała, by jakieś kolano kompromitacji podcięło mu ten nonszalancki gest, którym uchylał cylindra witając płoche, trzepoczące rzęsami dziewczęta. Ale najbardziej pragnęła by był w jej wieku, by mogła zgnębić go jak na nastolatka przystało. A on stał tam, szpakowaty, prawdopodobnie dwa razy starszy i... najlepszy. Dumny, wyprostowany, jak struna. Obrócił się w ich stronę. Mogła uważnie przyjrzeć się jego twarzy. Na oku miał monokl, jak firmowy znak jakości, oraz, tak jak się spodziewała, starannie wypielęgnowany wąs. Było w nim coś niepokojącego. Miał tak znajome oczy...
- Dałbym sobie ręce uciąć, że nasz najbardziej groźny przeciwnik, który prócz kunsztu gry i niedoścignionych taktyk, jest zwykłym zadufany chamem, jest przynajmniej w moim wieku. - Głos nadal mierzwiącego czuprynę chłopaka, wyrwał ją z zamyślenia.
SirGo, jak nazywał siebie w trakcie zdalnych rozgrywek mężczyzna w cylindrze, przesuwał się w kierunku wyjścia i w końcu zniknął w chaosie gratulacji, podziękowań i pożegnań. A Natalie i Mike, jak kazał nazywać siebie jej obecny towarzysz, bez kolejnych atrakcji mozolnie brnęli w kolejce.
Kiedy w końcu pożegnała się z chudym, rozentuzjazmowanym młodzieńcem i została sama z Jetem i trzymaną w dłoniach kartą uczestnika, westchnęła głęboko.
Juz za miesiąc zmierzy się z najlepszymi. Za miesiąc rusza „Trybunał 2045”, a ona musiała się dobrze do tego przygotować.

Jill dzisiaj był niebieska. Jej włosy raziły chłodem głębokiego błękitu, co dosyć dziwnie korespondowało z brązowym gorsetem i wciśniętą pod niego czarną koszulą z bufiastymi rękawkami. Nata stała przed lustrem w mieszkaniu przyjaciółki i zamiast oceniać swój wygląd, patrzyła w odbicie, jak urzeczona. Jill tańczyła pomiędzy żołnierzem, burleską, a damą. Co dawało zaskakujące efekty.
- Jitka, powiedz no mi, jaki ty masz właściwie naturalny kolor włosów?
Przyjaciółka, wystawiła koniuszek języka uśmiechając się.
- Wystarczająco nijaki, by domalować na nich entuzjazm.
Natalie przewróciła oczyma tylko i zwróciła się ku lustru, i stosiku rzeczy, które leżały u jej stóp.
Niebieskowłosa patrzyła w to samo odbicie i wierciła wzrokiem swojego gościa.
- Czujesz się gotowa, Mysza?
- O to się nie bój. Jestem dobra.
Ciemnobrązowe oczy dziewczyny, zalśniły tylko. Nata czasem miała wrażenie, że to jest właśnie ten moment, kiedy Jill obmyśla swoje najbardziej szatańskie plany.
- I uważasz, że to wystarczy?
Stojąca przed lustrem dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Studiuję taktyki graczy. Wielu z tych, którzy tam się pojawią to te same osoby, które spotykam na zdalnych partiach.
Poprawiła włosy, jakby nie mogąc zdecydować, czy spiąć je, czy zostawić rozpuszczone.
- Poza tym... mój ojciec był jednym z najlepszych, krew z krwi – parsknęła cicho.
- Twój ojciec w to grał? Przecież zniknął tak dawno temu, że nawet go nie pamiętasz, jak miałoby ci pomoc to, że on był dobry w Go?
- Matka co nieco mi opowiadała. Nieco pokazała. I nic z tego czego się dowiedziałam od niej o Go, nie pojawiło się jeszcze w trakcie rozgrywek w sieci...
Urwała skupiając się na upinaniu włosów.
- Prawie nic.
Niebieskie włosy jej przyjaciółki zatańczyły, kiedy dziewczyna uniosła brew i przekrzywiła głowę z pytającym spojrzeniem.
- Jitka... chyba odnalazłam ojca-trupa.
Rzucając to zdanie prawie od niechcenia, sięgnęła do stosika ubrań nadal piętrzącego się u jej stóp. Wypięła z jednej z bluzek drobną okrągłą przypinkę. Z krzywym uśmiechem pokazała ją przyjaciółce.
- A to ci dopiero... – Ta parsknęła . – Zatrzymaj, będzie ciekawie wyglądało na tej wielkiej torbie, z którą się nie rozstajesz, tej napaćkanej takimi „broszkami”.
Nata zamknęła w dłoni okrągłą, czarną przypinkę, na której czerwonymi, wytartymi literami napisane było „Die, die, Daddy”.

Do „Trybunału 2045” zostało dwa tygodnie. Mysza siedziała dniami i nocami szukając informacji, opracowując taktyki, układając hipotetyczne rozgrywki. Szukała informacji o graczach, o ich umiejętnościach, słabościach. Planowała nie tylko grę. Układała scenariusze, które stawały się powoli dalece ważniejsze od samych mistrzostw. Dwa dni przed galą świt zastał ją siedzącą w milczeniu. Skupioną. Dzień przed -zdecydowaną.

Wyjechała wcześniej, by właściwie przywitać się z zeppelinami wiszącymi nad tarasami. Odetchnęła kilka razy głęboko i pomknęła ku kompleksowi hal widowiskowych magistratu. Było to jedno z najpiękniejszych miejsc w mieście. Przywracało do życia, jak ogromne płuco. Kilka wzniesionych hal, o przykuwających oko rozwiązaniach architektonicznych, okolonych było misternie zaprojektowanym parkiem. Rozliczne altany i ławki ukryte w cieniach drzew, olbrzymi staw z łabędziami. To miejsce było jednym z najchętniej odwiedzanych w niedzielne, ciepłe popołudnia. Czuła się jak świętokradca przecinając park jedyną aleją dojazdową. Pełna kotłujących się obaw, przewidywań przemieszanych z pewnością i narastającym zdenerwowaniem, weszła w cień „Hali Cyprysu”.
Dwie godziny później, nawet gdyby chciała, nie mogłaby wcisnąć pod czaszkę nic prócz obliczeń, przewidywań i decyzji. Gdyby zapytano ją jak jej idzie, wytrącona z toru, pewnie powiedziałaby coś w stylu „lody kremowe”. W tym transie dotarła do ćwierćfinałów, półfinałów, finału.
Rzeczywistość dopadła ją w chwili gdy siadała do ostatniej gry. Podniosła oczy i spojrzała na swojego przeciwnika. Przestraszyła się. Przecież spodziewała się, że to będzie on. Liczyła na to.
Uchylił cylindra uśmiechając się i gentlemeńsko wyciągnął dłoń. Podała mu swoją, a on ucałował szarmancko wierzch jej palców. Z przerażeniem patrzyła, jak drżą w jego uścisku.
- To miłe, że „Mysza” okazuje się być tak uroczą, młodą damą. Prawdziwy zaszczyt, spotkać cię tutaj.
Nie umknął jej ton, jakim wypowiedział „młodą”. Zdenerwowało ją to bardziej niż fakt, że użył jej pseudonimu ze zdalnych platform.
Uśmiechnął się tylko krzywo kącikiem ust kiedy cofała rękę. Czuła jak sparaliżowana twarz, zamyka jej emocje w kamiennym bezruchu. Tak długo czekała przecież, tak wszystko zaplanowała. Tak elokwentne i kwieciste mowy układała.
Teraz patrzyła w planszę nie wiedząc zupełnie o co chodzi w tej bieli i czerni.
- Dlaczego nas zostawiłeś?
Z przerażeniem zakryła usta odkrywając, że słowa te wypłynęły dźwiękiem tak cichym i czystym. Przy całym paraliżu, który nadal odczuwała.
SirGo zatrzymał dłoń nad planszą. Spojrzał na nią zaskoczony.
- Słucham?
Podniosła wzrok i wbiła w niego spojrzenie. Bezruch twarzy zaczynał kruszeć od wypalającego jej wnętrze płomienia.
- Pytam, dlaczego nie było cię wtedy, kiedy potrzebowałam tego najbardziej?
Ręka mężczyzny wisząca nadal nad kamieniami zawahała się. Sięgnął nią po cylinder, przywołując na twarz teatralny uśmiech.
- Jesteś unikalnym graczem. – Natalie przesunęła kamień po planszy.
Patrzyła na niego, jej głos był tak cichy, że nikt prócz niego go nie słyszał. W odległości kilku metrów otaczała ich gromada ludzi, którzy przyszli tutaj oglądać zmagania mistrzów. Ona zafundowała mu inne wyzwanie.
- Masz unikalne taktyki, tat...
Przerwał jej silny wstrząs. Podłoga pod jej nogami zafalowała i zapiszczało jej przenikliwie w uszach. Rozszerzyła oczy wpatrując się w człowieka, którego właśnie miała nazwa ojcem. Podskakiwał na krześle, jak zepsuta marionetka w wozie kuglarzy. Potem wszystko się zapadło. Czuła jak leci w dół, po to tylko, żeby wkrótce zupełnie stracić orientację i odzyskać ją dopiero po bolesnym spotkaniu z twardym betonem. Zewsząd docierał do niej smród palonego ciała. Zalał słodyczą jej język wzbudzając mdłości. Krztusiła się gęstym dymem wdzierającym się w płuca i oczy, gorzkniejącym w ustach. Ktoś złapał ją za rękę i pociągnął. Krzyknęła z bólu, ale nie mając wyjścia pognała za tą dłonią, potykając się. Wszelkimi sposobami ignorowała płonące w jej ciele zarzewia bólu. Bała się nawet myśleć, co się z nią dzieje. W końcu poczuła na twarzy chłodniejszy powiew. Wydostała się na zewnątrz. „Ktoś mnie wydostał” poprawiła się w myślach. Zatrzymała się i stojąc niepewnie, ze zwieszonymi rękoma, rozglądała się. Szukała punktu zaczepienia w unoszących się pyłkach popiołu i wciąż gęstym dymie. Człowiek, który ją wyciągnął, był ubrany w mundur i upewniwszy się, że nic jej nie jest, pokierował w bezpieczne miejsce, a sam wrócił do hali widowiskowej.
Natalie siadła na trawniku i rozglądała się nic nie rozumiejącym wzrokiem. W górze kołowały pierwsze zeppeliny oddziałów ratowniczych i pompowały wodę ze zbiorników i pobliskiego stawu, gasząc pożar.
„Gdzie on jest?” patrzyła w kłębowisko pary i dymu.
Odnalazła ojca, po to by go tak zwyczajnie stracić? Szczęściarz nawet nie musiał nic mówić. Czuła, jak gniew wzbiera w niej miarowo, uderzając w tętnice jak przypływ. Nim jednak poniósł ją na dobre, z gąszczu zawieruchy wyszedł wysoki człowiek, w cylindrze na głowie. Monokl zaginął gdzieś, a on sam przestraszonymi oczyma wodził po otoczeniu.
Patrzyła na smutnego, przestraszonego mężczyznę. Zwykłego. Umazany sadzą, wyświechtany lękiem, nie wzbudzał w niej ani gniewu, ani miłości, ani obawy.
Czekała aż ją zauważy, była cholernie ciekawa co zrobi. Prawie roześmiała się. Cóż za dramatyzm, jaka poezja życia. Mistrzostwa w Go, wybuchy, zeppeliny, a ona interesowała się teraz tylko tym, czy tatuś się do niej uśmiechnie. Cóż za ironia losu. Kiedy jednak siedziała tak i czekała, przypadło do niego trzech mężczyzn, szarpiąc, odciągając mu ręce za plecy. Zakuli go w kajdanki. Zmarszczyła brwi.
- Przepraszam, czy może panienka udać się z nami?
Podniosła głowę w kierunku, z którego dobiegł ją głos. Oczy łzawiły jej.
- Słucham?
- Jesteśmy zmuszeni z miejsca spisać panienki zeznania. Zadać kilka pytań.
Podniosła się wspierając o ramię policjanta. Jakoś nie miała siły kwestionować słów mundurowego.
- Moje rzeczy... płaszcz... torba...
- Obawiam się, że obecnie są nie do odzyskania.
Pokiwała tylko głową i pozwoliła się prowadzić.

Siedziała w pomieszczeniu, które miało być pokojem przesłuchań. Zmęczenie kładło się cieniem na jej postawie, oczy przymykały się w poszukiwaniu odpoczynku. Była tutaj już dwie godziny. I od dwóch godzin odpowiadała wciąż na te same pytania.
Czy widziała pani coś szczególnego? Czy widziała pani jakieś porzucone pakunki, lub dziwnie zachowującą się osobę? Gdzie pozostawiła pani swoje rzeczy?
Powiedziano jej, że w hali widowiskowej była bomba. Że zginęło dużo ludzi, i że najprawdopodobniej bomb jest więcej i muszą je odnaleźć, nim komuś więcej stanie się krzywda..
Co panienka wie o swoim ojcu? Czy na pani jego plany? Gdzie chowa materiały? Jaki jest jego prawdziwy adres? Z kim sie kontaktuje? Czemu... po co... od kiedy...
Siedziała zdruzgotana dniem, opatrzona prowizorycznie, przewieszona przez krzesło. Dobiegły do niej hałasy z korytarza.
- No wie pan co?!
Do pokoju wparowała jej przyjaciółka i dopadła ujmując jej twarz troskliwie.
- Mysza? Myszeńko? – Pogłaskała Nati po policzku, ta widząc znajomą twarz zaczęła płakać.
- Widzi pan?! – Jill syknęła na funkcjonariusza, który rozłożył ręce bezradnie.
- Proszę pani, tam była bomba. Z naszych źródeł wiadomo, że ten człowiek planuje więcej takich zamachów. Jako jego córka, panienka Natalie Bennet może stać się naszym ratunkiem...
- Na boga, człowieku ona nie miała pojęcia, że to jej ojciec! Odkryła to może tydzień temu!
Mężczyzna przestąpił z nogi na nogę.
- Wiemy, że komunikował się z kimś via serwer Go Tribunal, w jego bagażu w hotelu znaleziono resztki materiałów wybuchowych, z których najdrobniejszy okruch jest w stanie zmieść budynek. Technicy właśnie sprawdzają jakiego materiału użyto dzisiaj. Nie mamy wyjścia!
Natalie opierała głowę na ramieniu Jill ocierając łzy, które niekontrolowanie toczyły się po jej policzkach. Przyjaciółka podniosła ją powoli.
- Proszę pana, ja wszystko rozumiem, ale jeżeli chcecie czegoś od tej biednej dziewczyny – przyjdźcie jutro to się zastanowimy czy damy radę pomóc.
Apodyktyczna młoda kobieta, okryła przyjaciółkę swoją kurtką, chwyciła rzuconą wcześniej na stół torbę i skierowała się do wyjścia. Zatrzymały się w drzwiach na chwilę.
- Proponuję wysłać oficjalne pismo – Jill skinęła mężczyźnie z drwiącym uśmiechem. – Ale to chyba nie będzie potrzebne, skoro macie sprawcę za ścianą. Umiecie wydobywać z ludzi informację, prawda?
Czarne włosy Nati rozsypały się na ramieniu opiekunki, kiedy obracała się, by pożegnać policjanta, który i tak był dla niej bardzo miły, w tych okolicznościach. Wtedy jej wzrok padł na stół za nim. Ten, przy którym spędziła ostatnie dwie godziny. Na czerni blatu błyszczała drobna, okrągła zapinka. Czarna z czerwonym napisem, którego stąd nie mogła odczytać, ale wiedziała jaką ma treść. Otworzyła usta nabierając powietrza, jednak niecierpliwa przyjaciółka pociągnęła ją za sobą, szybko zmierzając ku wyjściu. Myśli torpedowały umysł wycieńczonej niedoszłej mistrzyni Go, wstrząsając jej ciałem. Czuła, jak jej ból pogłębia się od tego.
Kiedy wciąż przyśpieszająca kroku Jill dotarła, ciągnąc ja za sobą, do schodów przed wejściem, Natalie wyszarpnęła się z jej uścisku.
Ta zachwiała się i obróciła rzucając zaniepokojone spojrzenie na budynek, potem na przyjaciółkę.
- Coś ty zrobiła? – Nata patrzyła na dziewczynę, której misternie upięte, niebieskie włosy, rozsypały się w lekkim nieładzie. – Co...
Ziemia po raz drugi zafalowała pod nią. Tępy ból z tyłu głowy uświadomił jej, że tym razem nie podłoga jej grozi, a ściany. Skuliła się i zakryła kark ramionami. Czuła pęd powietrza i świst wystrzelonych wybuchem kawałków muru. Kilka drobniejszych odłamków ugodziło ją wywołując przenikliwy ból. Była na granicy utraty przytomności. Za dużo, zbyt szybko, zbyt nieprawdopodobnie. Kiedy ucichły ostatnie eksplozje instalacji, a huk przerodził się w okrzyki strachu i cierpienia, podniosła głowę. Jill stała i otrzepywała odzienie z pyłu.
- Nie tylko twoim ojcem był. I nie tylko ciebie porzucił.
Twarz jej wykrzywiała się obrzydliwie, kiedy wypluwała z siebie jad.
- Ale ty nie wylądowałaś w domu dziecka, gdzie szybko nauczają jak zarabiać na dupie. I nie ty masz wspomnienie człowieka, który odlicza monety, które za ciebie otrzymał. Nie tobie machał z uśmiechem na pożegnanie.
Ani jednej łzy.
Jej twarz w końcu wyłagodniała. Uśmiechnęła się, co wprawiło leżącą w gruzowisku dziewczynę w drżenie.
- Bye, bye Natalie.
Obróciła się i zniknęła. Jej długoletnia przyjaciółka leżała pokryta kurzem, a spływająca z drobnych ranek krew mieszała się z miałem. Patrzyła za Jill niepewna, czy to dym ją pochłonął, czy uciekająca jej świadomość. Osunęła się bezwładnie. Ostatnia myśl, jaka nią szarpnęła, osłabiła ją do reszty. „To dlatego miał tak znajome oczy...”.




Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Sfora · dnia 19.09.2012 10:38 · Czytań: 544 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 0
Komentarze

Ten tekst nie został jeszcze skomentowany. Jeśli chcesz dodać komentarz, musisz być zalogowany.

Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Gramofon
14/07/2024 20:40
Lżejsza usadzona mocno przez grawitacje. »
skroplami
14/07/2024 11:07
Jak dzień i noc, różnice :). Chociaż jak one tak Twoja… »
skroplami
14/07/2024 10:00
Stara prawda, wieczna prawda, boska prawda. Zawarłeś kilka… »
al-szamanka
13/07/2024 17:07
Sumiennie przeczytałam tekst od początku do końca i mam… »
al-szamanka
13/07/2024 14:50
Mam pytanie. Czy wyzwolone kobiety, to te z tymi wszystkimi… »
Florian Konrad
13/07/2024 13:58
Dziękuję. Wiersz jest nieromantyczny, bydlak jeden :) »
Janusz Rosek
13/07/2024 12:19
Kazjuno To bardzo ciekawa historia. Czytając takie… »
Kazjuno
13/07/2024 07:42
Bardzo ciekawe, Januszu, 3 opowieści. Przeczytałem jednym… »
Janusz Rosek
12/07/2024 08:57
Kazjuno Bardzo dziękuję za Twój komentarz i słuszne… »
Kazjuno
12/07/2024 08:07
Przeczytałem Januszu z zainteresowaniem. Wewnętrzne rozterki… »
valeria
10/07/2024 13:53
Podoba mi się. Łagodne lato :) »
valeria
10/07/2024 13:51
Dziękuję, opis poprawiony już:) zachęcam :) od soboty jestem… »
Berele
10/07/2024 13:37
Pointa mogłaby okazać się jakaś lżejsza, ale udała się ta… »
Jacek Londyn
10/07/2024 13:08
Valerio, cieszę się, że się wydało, że ktoś z nas (a… »
Berele
10/07/2024 10:59
Nawet fajne neolęgi. Spodobał mi się wiersz ubogi w… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty