Iberia 1961 cz.1 - mariamagdalena
Proza » Długie Opowiadania » Iberia 1961 cz.1
A A A
[i]opowieść hiperrealistyczna - ale jeszcze nie teraz
autorytarne reżimy Hiszpanii i Portugalii 1961
innymi słowy - druga odsłona "żywych teatrów"[/i]


Był 4 czerwca 1961, ciepła i przyjemna niedziela. Sewilla, główne miasto regionu i domeny wciąż nosiła ślady wielkiej celebracji Bożego Ciała, spowita gąszczem ornamentów i dekoracji. Lekki wiatr niósł ze sobą zapach rozmarynu, mniejsze uliczki i zaułki pokryte były gnijącymi na brzegach płatkami różnorodnych kwiatów. Miasto zdawało się być jasne i ciche.
Pierwsza niedziela miesiąca była czasem oficjalnego spotkania lokalnego dworu i wszyscy zaproszeni - mniej czy bardziej chętnie oczekiwani byli w karmazynowych salach hotelu Alonso XIII, miejsca spotkań śmietanki lokalnego świata - i wszystkich, którzy tę śmietankę spijali.

Elisa obudziła się nerwowa, przejęta pierwszym wrażeniem jakie miała zrobić. Wszyscy powtarzali jej, że z tak miłą osobowością szybko zjedna sobie przyjaciół, ale irytujący głosik w jej głowie poddawał to w wątpliwość.
Pachniała cynamonem i miętą, dziwną, choć mało ostentacyjną mieszanką, przyciągającą uwagę mocniej niż prosta biała sukienka z ciemnozieloną koronką, jaką wybrała na ten wieczór. Z cichą modlitwą na ustach zaczekała na wszystkich, i udając, że nie widzi kłótni dziejącej się w holu, pozwoliła się odwieźć do hotelu.

Ciepło Sewilli nie dotarło najwyraźniej do kostnicy w hospicjum św. Dominiki, najczęstszego miejsca pobytu Isabel. Jej ubrania były już dawno znoszone, ale ich biel pozostawał nieskazitelna. Nic innego nie było akceptowalne. Drobne uwagi ze strony Mariluz pomagały wyraźnie zachować pozory normalności podczas wszystkich codziennych drobnostek, które dla młodej lekarki dawno przestały być oczywiste.
Ostatnie przejście po oddziale miało być zwykłą formalnością, ale jękliwe "Święta Elżbietko!" zatrzymało Isabel w pół kroku. Trzęsące się ręce starej, łysawej kobiety wyciągały się w błagalnym geście. Rodzina dawno zostawiła ją tu na pewną śmierć. Dźwięk bezzębnego, mlaskającego płaczu nie należał do najprzyjemniejszych, ale lekarka wymusiła cień uśmiechu, podchodząc do staruszki.
- Pomodlimy się dzisiaj, mateczko... Dobrze? - spytała.
Kolejna z obietnic, których jakoś nie umiała dotrzymywać.
Dziwna pokusa, żeby to skończyć, ulżyć kobiecie w jej bezsensownej agonii przemknęła przez myśl Isabel, ale obowiązek wzywał lekarkę gdzie indziej. Z hamowanym obrzydzeniem uścisnęła pomarszczoną dłoń, mając szczerą nadzieję, że "mateczka" umrze tego wieczoru bez niczyjej pomocy. Mały czerwony samochód już czekał.

Damian wyczołgał się ze swojego kąta, sięgając z zatęchłego materaca do małej, przykurzonej lampki. Nietoperz przycupnięty parę metrów dalej zaskrzeczał, co wywołało tylko uśmiech na twarzy mężczyzny.
Pojawiając się w hotelu na długo przed pozostałymi gośćmi, zastał główną salę wciąż jeszcze w fazie przygotowań.
- Witam mojego ulubieńca! - uśmiechnęła się kobieta w średnim wieku pełniąca funkcję gospodyni tego jakże zacnego miejsca.
Jej przyjaciółka, wdzięcznie ulokowana na sofie powitała go skinięciem głowy, nawet w tak małym geście zawierając swój naturalny, niewymuszony urok.
- Oficerze Vega, co tam po pańskiej stronie miasta?
- Nic nowego - odpowiedział krótko siadając. - Boże Ciało właśnie się skończyło. Patrząc po bałaganie jaki zostawili, impreza była niezła... A Panie?
- Cieszymy się, że się się skończyło - rzuciła właścicielka jadowicie, poganiając kogoś z obsługi by przestawiał stoły szybciej i absolutnie nie w ten sposób.
- Maribel jest żałobie - dorzuciła druga konfidencjonalnym tonem, przeciągając się na swojej sofce.
- A przyjdzie dziś?
- Przyjdzie. Z obowiązku nie zwalnia nawet własny nekrolog - zachichotała z żartu z cynicznym uśmiechem. - Nie sądzę, żeby Jego Wysokość odpuścił nawet własnej żonie. Raczej zaciągnąłby ją tu siłą. Zobaczy Pan, przyjdzie i wszyscy będą udawać, że jest "doprawdy wybornie, doprawdy wyśmienicie"...
Damian uśmiechnął się półgębkiem.
- Mnie wystarczy dzisiejsza debiutantka. Panna Elisa, z krańca świata o ile się nie mylę. Absolutnie brak plotek na jej temat, co samo w sobie czyni ją interesującą osóbką.
- Tak, tak, dołączę do Pana. Mogę nawet Pana formalnie przedstawić - uśmiechnęła się kobieta, nie okazując, że dopiero teraz poznała imię tej nowej dziewczyny.

Ambrosio siedział w fotelu, podziwiając bez słowa stabilny oddech pięknej młodej kobiety leżącej bez przytomności na sofie obok niego. Spojrzał na zegar, antyk z ciemnego drewna, wiszący na ścianie salonu i z lekkim westchnieniem podniósł się z haftowanych jedwabiem poduszek. Pochylił się lekko nad młodą damą, delikatnie odgarniając jej włosy za prawe ucho, tak by odsłonić jej uroczą twarz. Długie palce przesunęły się powoli na zagięcie jej szyi i dalej na ramię, gdy pochylił się niżej na jeszcze jeden drobny pocałunek. Unosząc dziewczynę obiema dłońmi, przeszedł kilka kroków przez pokój i korytarz, by złożyć ją łagodnie w jej własnym łóżku. Wróciwszy do salonu, wziął ciemny pokrowiec na gitarę oparty o ścianę obok drzwi i ruszył do hotelu, pozwalając by lekki wieczór oczyścił jego głowę z niepotrzebnych myśli.

Coś było na rzeczy. Zaskakująco nikt nie przejął się oficjalnym przedstawieniem debiutantki, a gdyby nie nadaktywna uwaga pani Coco, prawdopodobnie zapomniano by i o koncercie przewidzianym na ten wieczór.
Ani śladu ich gospodarza. Ani śladu Maribel - a gdy już przybyła, spowita w czerń od stóp, do koronkowego welonu, nie zamieiła słowa nawet z żadną z przyjaciółek.
Godziny mijały na pozornie nic nie znaczących rozmowach, gdy towarzystwo starało się unikać zauważenia, że coś jest nie tak. Bardzo nie tak.

O drugiej w nocy książę de Gonora wpadł do hotelu jak burza, uosobienie elegancji - wściekłej, zirytowanej i z zaciśniętymi zębami. Jego zwyczajna determinacja najwidoczniej przerodziła się w coś czego wszyscy zebrani starali się unikać, zimną furię arystokraty, nieprzewidywalną w swoich konsekwencjach.
Kilka kroków za nim podążał młody z wyglądu nieznajomy, o jasnej karnacji i klasycznych rysach twarzy wymuskanego panicza. Nie wydawał się zbyt przejęty faktem, że kilka, a może i większość kobiet bezceremonialnie wodziło wzrokiem po jego nieskazitelnym garniturze i czarnym fularze, widocznie doceniając obraz całości.
Książę przeszedł przez salę sprężystym krokiem, ignorując wszystkich, z małym wyjątkiem na rzecz Maribel, którą zaszczycił skinięciem głowy.
Nieznacznym gestem wskazał gościowi miejsce o swojej lewej stronie i niewiele większym machnięciem zakomenderował obecnych by usiedli.

- Sprawy wojenne. - wycedził, raczej w tonie groźby niż usprawiedliwienia. - Proszę usiąść. Chciałbym dziś usłyszeć opinię naszej światłej Rady, chociaż nie mam nic przeciw, jeśli zostaną tutaj wszyscy.

Jego dłuższa wypowiedź prawdopodobnie przeszła bez większego echa, dwa słowa "sprawy wojenne" były wystarczające, by zawładnąć myślami wszystkich zebranych.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
mariamagdalena · dnia 05.11.2012 08:20 · Czytań: 1054 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 3
Komentarze
Olaf Tumski dnia 05.11.2012 10:41 Ocena: Bardzo dobre
Intrygujące od początku. Zasygnalizowane osoby, które łączy tajemnica, a jednocześnie każde kryje coś własnego. Otoczenie też robi swoje. Iberia, wojskowa dyktatura, Boże Ciało. Czego więcej chcieć. Tylko kontynuacji :)
Marxxx dnia 05.11.2012 17:52
Interesująco, pisane bogatym językiem. Zobaczymy co będzie dalej ;)
Elatha dnia 06.11.2012 09:43 Ocena: Bardzo dobre
Podoba mi się klimat tej opowieści i mgiełka tajemnicy spowijająca bohaterów ;). Nie mogę się doczekać kolejnych fragmentów. A pierwsze zdanie od razu przeniosło mnie myślami do "Komu bije dzwon" Hemingwaya, chociaż akcje dzieją się w różnych latach.

Pozdrawiam :).
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
17/06/2024 21:42
Odpisuję, miła Ivonno, z opóźnieniem. Byłem parę godzin out.… »
mike17
17/06/2024 16:56
Uroczy szorcik, magiczny i jednocześnie pełen realiów, które… »
ivonna
17/06/2024 14:08
Kaziu, żadnych przeprosin! Ja tylko tu siebie… »
ivonna
17/06/2024 13:59
Halo halo :) Nie wprowadziłeś mnie w czytelniczy dyskomfort.… »
Pulsar
17/06/2024 12:38
Trudno odnieść się do treści i ocenić. Brakuje puenty,… »
pociengiel
17/06/2024 09:04
Przeczytał się ten wiersz. Nie tyle wizja, co relacja.… »
Kazjuno
17/06/2024 06:37
Ivonno Serdeczne dzięki za ciekawy i cenny komentarz.… »
Kazjuno
17/06/2024 04:52
Ivonno, to ja powinienem przeprosić za próbę wykorzystywania… »
ivonna
16/06/2024 22:35
Poczytałam sobie Kaziu, Rozumiem, że to część większej… »
ivonna
16/06/2024 20:12
Hejka! Właśnie mam na liście do poczytania Z Warszawy do… »
valeria
16/06/2024 20:11
Takie to są bzdurki, nie ma jak normalne życie, wakacje na… »
mike17
16/06/2024 17:15
Na pewno weźmie Cię ns spacer, zwłaszcza że pachniesz… »
Kazjuno
16/06/2024 07:08
Czytałaś Ivonno "Przyjazd kumple"? Przyznam się,… »
ivonna
16/06/2024 02:20
Hej Gabrielu, wartko to się czyta :) Im dalej lecimy w… »
ivonna
16/06/2024 01:40
Kaziu. Gdybyś mnie teraz widział, zobaczyłbyś szeroki… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:54
Najnowszy:Amyvx