Życie Adama K. - Indianer
Proza » Obyczajowe » Życie Adama K.
A A A
Od autora: Moje początki, jest tego nieco więcej.

Koniec

 

Pierwsza w tym roku warstwa śniegu pozbawiła świat kolorów. Całkiem niedawno, kiedy ziemia otrzepywała buty przed wejściem do świątyni świata, gdzie miała zająć miejsce na tronie pór roku, kolory owe połyskiwały w ostatnich blaskach jesiennego słońca, tak melancholijnego i efemerycznego, jak zdaje się nieraz być nasze życie. Barwy schyłku tej jesieni poszarzały, przeczuwając nadejście nowego końca w życiu Adama K.

           Jego dom pachniał żywicą, stęchlizną i przypalonym mlekiem. Unosił się w nim duch człowieka niewrażliwego na kuchenne ambicje, które chciała mu zaszczepić jego matka, zmarła przed rokiem, w czas, kiedy złota poświata słońca świeci najboleśniej, kiedy nasze ciało poci się, wydając nieprzyjemny zapach starych, przenoszonych skarpet.
           Cień padał na niezadowoloną z powodu ciągłego obijania o nią drzwi szafę. Jej mahoniowa okleina ucierpiała od żeliwnej klamki, pozostawiając w sobie ranę bolesną i drapaną z dnia na dzień, przy każdym ponownym wpuszczeniu zimowego powietrza w głąb kuchni. Z niej zawsze Adam K. wyciągał zapałki, by wzniecić płomień gazu na starej i zniszczonej kuchence. Szafa była Prometeuszem, którego co rusz szarpała swym tępym owalem klamka. Nie było w tym incydencie egzaltacji, wzniosłości, nie było Zeusów i ofiarowanych ludzkości dobrodziejstw. Była tylko powtarzalność, nieustająca i wręcz namiętna. Adam K. już dawno zapomniał o bólu Chrystusowym, wzniosłym i potrzebnym. Niósł swój krzyż, ale ciągle potykał się o próg drzwi, prowadzących z pokoju ojca do łazienki. Dopiero jego choroba wymusiła odsunięcie stolika nocnego i ponowne zakontraktowanie zagraconego przejścia do pracy.
           Co godne wytłumaczenia czytelnikowi: do domu Adama K., byłego funkcjonariusza milicji, wchodziło się przez kuchnię. Tylko i wyłącznie, bowiem klucz od drzwi wejściowych zawieruszył się gdzieś i w końcu zgubił na dobre dawno temu, zapewne wpadłszy pod którąś z komód, stojących dumnie w korytarzu prowadzącym do salonu. Teraz jednak znajdujemy się w drugiej części domu, eksploatowanej powoli przez zmęczone życiem stopy właściciela.
           Dzwonek nie działał od dobrych trzech tygodni, wtedy to bowiem Halina, siostra gospodarza, przywiozła ojca – sparaliżowanego i cierpiącego. Ten człowiek był dla Adama K. tylko balastem, którego nie sposób się pozbyć, niby ubrania w gorący dzień, czy przenoszonej pidżamy po koszmarnej, chorobliwej nocy. Dlatego to zapamiętał tę datę: wówczas wydano na niego wyrok nowego końca. Siostra zapowiedziała, że wyjeżdża do jednego z zamorskich krajów, nietkniętych wojną i propagandowym zgiełkiem komunizmu, o których Adam K. wiedział tyle, ile usłyszał od sąsiada, który zginął przywalony drzewem, zeszłej wiosny, kiedy złoty świt ogarniał swoją zielenią świat i pozwalał dostrzec więcej piękna i nadziei.
Dziś dzwonek zabrzmiał ponownie i Adam K. wystraszył się, rzucając w paroksyzmie chwilowego szaleństwa widelec na podłogę. Poszedł boso do drzwi, pamiętając, by podnieść dezertera, który dopuścił się zdrady dłoni na rzecz niechlujnej i niesympatycznej wykładziny o barwie przypalonego omleta.
Ledwo otworzył, na jego ciele, nagim i owłosionym, zadomowił się wilgotny mróz, przez który musiał zaczerpnąć głębiej powietrza; poczuł się na powrót chłopcem, kąpiącym się w letnie, parne popołudnia w pobliskim jeziorze, pamiętał nagle uczucie, gdy jego serce zanurzało się w nieujarzmionej tafli jeziora. Uśmiechnął się lekko i przemiło, raczej do swoich wspomnień, niż do postaci stojącej u progu; jakiś kundel obwąchiwał jego stopy. Ów pies, poczuwszy ciepło domowego zaduchu, wyrwał się właścicielce i wpadł do środka, przynosząc za chwilę w pysku widelec pachnący jeszcze konserwą, serwowaną dzisiaj na obiad.
Adam K. usłyszał na odchodnym, że jest starym zboczeńcem i że młoda kobieta, która złożyła mu wizytę, rozpowie wszystkim, jak mężczyzna spod numeru siedemnastego się prowadzi. Smutek wypłynął z dna umysłu czterdziestosiedmiolatka i zabarwił wszelkie myśli na najstraszliwszy z kolorów, kolor i zapach burzy, która spaliła kiedyś ojcu stodołę.
           Porzuciwszy obiad, położył się na kanapie w kuchni, stałym miejscu kota Borysa, którego potrącił jakiś szalony jeździec kilka miesięcy temu, w miesiąc i dzień letni, żółty i kochany dla rolników, kiedy wiatr zamaszyście targa sianem, kiedy wystarczy dzień, by dojrzałe i pełnowartościowe zwieźć do stodoły. Pomyślał jeszcze, że nic nie stanie się, jak ojciec raz nie dostanie leków o właściwej porze. On i tak tylko siedzi i siedzi.
           Trzy godziny później, kiedy chęć wypróżnienia się wzięła nad przytulną powłoką oniryzmu górę, ojciec nie żył. Był więc zaledwie trzytygodniowym obserwatorem ciała Adama K.; żołnierz w końcu rozprostuje nogi. Zaniosą jego trumnę na cmentarz pełen duchów i mar, które od czasu powrotu z frontu tak straszliwie go nawiedzały, przed którymi nieraz, gdy jeszcze mógł, uciekał, byle bliżej opiekuńczego światła.
           Adam K. postanowił napisać list do siostry. Święta minęły w milczeniu, chłód póki co konserwuje ciało, trup nie śmierdzi, jednak kolejny koniec w harmonii zdarzeń przyszedł nieoczekiwanie i zgoła niepotrzebnie.

Siostro,
piszę do Ciebie, ponieważ pies, którego wpuściłem nieopatrznie do domu, wywlekł gdzieś mój widelec i przetrącił moją białą laskę. Jestem uziemiony i głodny. Ojciec umarł, trzeba pochować.

Twój zapomniany Adam.


Podpis złożył najstaranniej, jak potrafił i złożył kartkę wpół. Dopiero później zdał sobie sprawę, że siostra nie zostawiła adresu.
           Rzucił ze złością piórem o ścianę. Atrament wystrzelił barwiąc ścianę i głowę nieruchomego ojca na niebiesko.

Adam K. nie czekał już na nic. Był bezradny.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Indianer · dnia 16.01.2013 09:27 · Czytań: 524 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 12
Komentarze
al-szamanka dnia 16.01.2013 10:46 Ocena: Świetne!
Już się wylogowałam z PP, ale powróciłam, gdyż zatrzymał mnie Twój tekst!

Dużo jest w nim do poprawienia (interpunkcja, szyk zdań) i na pewno zrobią to bardziej kompetentni niż ja, dlatego skupię się na treści i stylu Twojej narracji.
Poetycki, barwny, mocno plastyczny.
Czuję echo mojego ukochanego Marqueza.
Widzę wielki potencjał.
Twój styl jest mi bardzo bliski i to za niego daję Ci świetne
mike17 dnia 16.01.2013 11:28 Ocena: Świetne!
Co udało mi się wychwycić w twoim opowiadaniu:



Cytat:
w czas(,) kiedy złota poświata

Cytat:
Cień padał na nie­za­do­wo­loną z po­wo­du ciągłego obi­ja­ni o nią drzwi, szafę.

"obijania", dalej bez przecinka
Cytat:
z po­ko­ju ojca do łazi­e­n­ki. Do­pi­e­ro cho­ro­ba ojca wy­mu­siła

2 razy "ojca" - za blisko siebie, drugiego "ojca" śmiało można zastąpić zaimkiem
Cytat:
Uśmie­chnął się lekko i prze­miło, ra­czej do swo­i­ch wspo­m­nieć,

"wspomnień"
Cytat:
jak mężczy­zna spod nu­me­ru 17.

liczebniki słownie
Cytat:
którego potrącił jakiś sza­lo­ny jeździec, kilka miesięcy temu

bez przecinka


Dobra robota.
Choć momentami konstruujesz nieco zbyt złożone zdania, które mogą zaburzać płynność czytania, czyta się z zaciekawieniem, jako że miniatura ma swoją aurę i klimat.
To udało Ci się stworzyć bezbłędnie - za sprawą niebanalnych skojarzeń, ciekawego, niepospolitego, bujnego i oryginalnego języka, którym lekko się bawisz i ciągniesz swoją narrację swobodnie i z wyczuciem.
Kolejnym atutem są liczne wątki poboczne (skojarzenia, impresje), które ubarwiają opowieść, dodając jej smaczków i specyficznego, trudnego do określenia nastroju, który towarzyszy odbiorcy cały czas.
Niby prosta historia, lecz nietuzinkowo opowiedziana.
I narracja konsekwentnie zmierza ku nieuchronnemu finałowi, który jest nie lada zaskoczeniem.
Całość finezyjna i przemyślana, dopracowana od a do z.
al-szamanka dnia 16.01.2013 16:35 Ocena: Świetne!
Wróciłam pod tekst, bo pewne rzeczy nie dają mi spokoju. Mike sporo już Ci pokazał.
Dodam nieco od siebie:

Cytat:
matka jego


jego matka

Cytat:
kiedy ciało nasze poci się


kiedy nasze cialo

Cytat:
wtedy to bo­wi­em si­o­stra go­spo­da­rza, Ha­li­na, przy­wi­ozła do domu swo­j­ego brata, ojca


trochę zagmatwane, ciężko połapać się w powinowactwach. Przystępniej będzie: wtedy to bowiem siostra gospodarza podrzuciła/przywiozła mu ojca

Cytat:
cie­r­piącego milczący znój
???

Cytat:
Si­o­stra za­po­wi­e­działa, że wyjeżdża do je­d­nego z za­mo­r­ski­ch krajów, nie­tkniętych wojną i pr­opa­ga­n­do­wym zgiełkiem ko­mu­ni­zmu, o których Adam K. wi­e­dział tyle, ile usłyszał od sąsiada, który zginął przy­wa­lo­ny drze­wem, zeszłej wi­o­sny,


sam widzisz czego za dużo :)


Przeczytałam właśnie trzeci raz i spodobało się jeszcze bardziej :) :) :)
Indianer dnia 16.01.2013 17:39
Już wciskam edytuj.
Okej, poprawione chyba wszystko.

al-szamanko, fakt, pomyliłem znaczenie słowa "znój". Dzięki za te trzy pytajniki, trzepnęły mnie porządnie w czerep.
Dzięki piękne za pomoc i miłe słowo. A powiem Ci jeszcze, że ostatnio czytałem "Sto lat samotności", aczkolwiek tekst był pisany wcześniej, pod wpływem Schulza przede wszystkim. Mogę mu buty czyścić, ale to on stał się moim wzorem.

mike17 jak zawsze bezbłędny. Popoprawiałem, może teraz będzie się lepiej czytać.
mike17 napisał/a:
Choć momentami konstruujesz nieco zbyt złożone zdania, które mogą zaburzać płynność czytania


Mam niesamowity problem z kończeniem zdań, uwielbiam przecinki i średniki, wiem, że strasznie gmatwam, ale nie mam w ogóle koncepcji, jak się tego pozbyć, czy popracować nad tym. Jakieś pomysły?

Dzięki Wam za pomoc, mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej. :)
al-szamanka dnia 16.01.2013 17:48 Ocena: Świetne!
Ha, Indianer, każdy ma z czymś problem. Ja daję przecinków albo za dużo, albo za mało. Ale na PP przechodzę dobrą szkołę i zaczynam już zwracać na pewne rzeczy większą uwagę. Czytaj głośno swoje teksty i to parokrotnie. Pomaga.
"Sto lat samotności" to moja Biblia :) :) :)
Indianer dnia 16.01.2013 18:00
Czytam. I dlatego miło mi się zrobiło na słowo mike17, że "dopracowane od a do z". Teraz, bo to początek tej opowiastki, muszę dokładnie pomyśleć, zanim dodam ciąg dalszy.

Mnie nie porwało, wolę poczytać rosyjskich prozaików, ale trzeba autorowi oddać, że opowieść bardzo przyjemna ;)
al-szamanka dnia 17.01.2013 11:07 Ocena: Świetne!
Rosjanie są super. Kiedyś się nawet spięłam i całą "Wojnę i pokój" przeczytałam po rosyjsku.
"Mistrz i Małgorzata" jest u mnie na drugim miejscu, zaraz za "Sto lat..."

Warto zwracać uwagę na to, co podpowie Ci Mike :) - sam jest mistrzem słowa.
Wasinka dnia 17.01.2013 22:46
Oj, smętne to życie Adama K. Ale ciekawie opisane. Obrazowo, z interesującymi porównaniami, malunkami skojarzeniowymi.
Indianer napisał:
Mam niesamowity problem z kończeniem zdań, uwielbiam przecinki i średniki, wiem, że strasznie gmatwam, ale nie mam w ogóle koncepcji, jak się tego pozbyć, czy popracować nad tym.

Ależ nie pozbywaj się. To specyfika Twojego stylu. Długie zdania są mniam. Oczywiście, że przydają się też krótsze, ale to kwestia tematu, stylistyki, natchnienia. Każdy środek spełnia swoją rolę.
Co mogę poradzić jednak? A to, żebyś przypatrywał się konstrukcjom zdań (o tych długich mówię), by nie powielać wciąż takich samych/podobnych w sąsiedztwie czy w nazbyt bliskiej odległości. Ty na przykład, jak widzę, nasz skłonność ku formom "który". Warto popracować.

Takie tam maluchy przykładowe:
Cytat:
Jego dom pa­ch­niał żywicą, stęchlizną i przy­pa­lo­nym mle­ki­em. Unosił się w nim duch człowi­e­ka nie­wrażli­w­ego na ku­che­n­ne am­bi­cje, które chciała mu za­sz­cze­pić jego matka
- powtórka jego/jego; drugiego można się pozbyć, wiadomo, o czyją matkę chodzi
Cytat:
wzni­osłości, nie było Zeusów i ofi­a­ro­wa­ny­ch lu­dz­kości do­bro­dzi­e­j­stw. Była tylko po­wta­rza­l­ność, nie­ustająca i wręcz namiętna. Adam K. już dawno za­po­m­niał o bólu Chry­stu­so­wym, wzni­osłym
- niby nie tak blisko, a jednak... wzniosłości/wzniosłym
Cytat:
za­ko­n­tra­k­to­wa­nie za­gra­co­n­ego
- czasem warto zwrócić uwagę na podobne rozpoczęcia wyrazów, bywa, że można ładniej, żeby nie wskakiwało na siebie podobne brzmienie (tutaj za/za)
Cytat:
w gorący dzień, czy prze­no­szo­nej
- bez przecinka
Cytat:
Dla­t­ego to za­pa­miętał tę datę
- można wyrzucić np. "to", aby zaimki nie wskoczyły na siebie
Cytat:
wspo­m­nień, niż do po­sta­ci
- przecinek zbędny
Cytat:
Pod­pis złożył naj­sta­ra­n­ni­ej, jak po­tra­fił(,) i złożył kartkę wpół
- przecinekdo dorzucenia i powtórka niepotrzebna: złożył/złożył
Cytat:
Rzucił ze złością piórem o ścianę. Atra­ment wy­strze­lił(,) barwiąc ścianę
- poza brakiem przecinka można zwrócić uwagę na powtórkę, którą warto ominąć (ścianę/ścianę)
Cytat:
nic nie sta­nie się, jak oj­ci­ec raz nie do­sta­nie
- zgrabniej "nic się nie stanie"; ponadto stanie i dostanie się rymują, brzmieniowo nachodzą na siebie

To tylko małe sugestie i uwagi na ewentualną przyszłość również.
Stworzyłeś atmosferę, zgrabnie opowiedziałeś tę historię. Poczytałabym dalej o kolejach losu Adama K.

Pozdrawiam księżycowo.
MarkgrafLu dnia 19.01.2013 11:10
Przygnębiające, ale i intrygujące opowiadanie. Może powiem o tym, co zostało mi po jednorazowym czytaniu w pamięci - bardzo ciekawie kontrastowałeś śmierć każdorazowo, kiedy wystąpiła w opowiadaniu - opisując dzień, w którym nastąpiła jako kompletnie z nią kontrastujący. Posługujesz się bardzo ładnym, plastycznym językiem.
Odrobinę zawadzały mi jedynie te zawirowania w szyku, które zostały zauważone przez poprzednich komentujących.
Nad budową zdań nie pracuj zbyt usilnie - w końcu wszelkie specyficzności to elementy własnego stylu.
Pozdrawiam!
Indianer dnia 19.01.2013 14:17
Wasinka napisała:
A to, żebyś przypatrywał się konstrukcjom zdań (o tych długich mówię), by nie powielać wciąż takich samych/podobnych w sąsiedztwie czy w nazbyt bliskiej odległości. Ty na przykład, jak widzę, nasz skłonność ku formom "ktory".


Też to zauważyłem, jak przeczytałem sobie znowu, Wasinko. Nieraz, jak podawałaś cytat z opowiadania, to próbowałem się tam doszukać błędu i go nie znajdywałem - na przykład te początki zdań "za", albo niechciany rym. W życiu bym na to nie wpadł, że to utrudnia czytanie, dzięki za pomoc! :)

MarkgrafLu dzięki za opinię ;)

Wrzucę drugą część, to pewnie za tydzień się pojawi.

Pozdrawiam.
Wasinka dnia 19.01.2013 19:16
Indianer napisał:
W życiu bym na to nie wpadł, że to utrudnia czytanie

Nie twierdzę, że utrudnia, ale że mogłoby brzmieć zgrabniej.
Nie dla każdego jednak moje uwagi mogą zdawać się istotne. Każdy Autor bierze, co uważa za słuszne. To naturalne.

Pozdrawiam również, z księżycem.
Indianer dnia 26.01.2013 13:42
Nie było mnie chwilę i jeszcze chwilę nie będzie - tak pewnie ze dwa tygodnie. Później poprawię to, co doradziłaś, Wasinko. Dzięki jeszcze raz.
Nowy tekst jest już dostępny.
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
ApisTaur
29/09/2022 22:45
Zbigniew Szczypek rany/ tak dawno tu nie buszowałem/ więc… »
ApisTaur
29/09/2022 22:26
czas każdego załatwi/ nie zawsze po cichu/ mi coraz bardziej… »
Sirpions
29/09/2022 22:18
alt art-oszust, Marek Gajowniczek-ten to produkował… »
ApisTaur
29/09/2022 22:13
Sirpions swoją metrykę spaliłem/ byle wszystkim na… »
Sirpions
29/09/2022 22:09
Pan (Jezus?) nie uważał ludzi za psy, bo stworzono ich na… »
Sirpions
29/09/2022 22:06
Widać, że nie bardzo masz o czym pisać. Banalna opowiastka o… »
Sirpions
29/09/2022 22:03
Ciekawa historia z tym Pawłem. Opowiadanie traktuję jako… »
Sirpions
29/09/2022 21:56
Kolejny nudny tekst. »
Sirpions
29/09/2022 21:55
W sumie nudna opowiastka. »
Sirpions
29/09/2022 21:35
Co ty za pierdoły pociskasz ? Straszenie dzieci topielicami,… »
Marek Adam Grabowski
29/09/2022 21:20
To jedne z najprzyjemniejszych komentarz jakie miałem pod… »
wolnyduch
29/09/2022 21:17
Pięknie o tym, iż lato nas żegna, ale mimo tego mając bliską… »
Sirpions
29/09/2022 21:17
Nie chcę bana. Chcę, żeby mnie wykreślono i moją radosną… »
Tjereszkowa
29/09/2022 20:47
Hej, Marku! Wiadomość o dedykacji sprowadziła mnie na stare… »
gaga26111
29/09/2022 20:04
Dziękuję ludzie ???? Cieszę się że możemy czuć.… »
ShoutBox
  • zawsze
  • 27/09/2022 20:50
  • pozdrawiajki!
  • Ronin
  • 26/09/2022 10:16
  • Przyciśnięcie prawego przycisku myszy nie daje opcji "wklej".
  • wolnyduch
  • 24/09/2022 12:39
  • Dzień dobry - uprzejmie proszę Szanowną Redakcję, o skasowanie mojego ostatniego wiersza, bowiem jest to twór soneto podobny, a miałam dać inny wiersz jesienny, ten dałam pomyłkowo.
  • Zola111
  • 24/09/2022 01:00
  • Głosujcie, bo nie głosujecie: [link]
  • ajw
  • 19/09/2022 17:30
  • Nastrojowe :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas