1313 Gdynia - rozdział 12 - jelcz392
Proza » Historie z dreszczykiem » 1313 Gdynia - rozdział 12
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

__________________ 12


Martę spotkał przypadkiem w samoobsługowym na górce. Właśnie wychodziła z zakupami. Ucieszył się na jej widok. Ostatnio widzieli się ponad tydzień temu. Marta wciąż miała w pamięci to zabójstwo na plaży. Potrzebowała wyrzucić z siebie tą traumę. Wtedy przyszła do niego wieczorem, który, tak jak przypuszczał, zakończył się dopiero wspólnym śniadaniem podanym do łóżka wraz z pierwszym brzaskiem ranka i radosnym trelem skowronka. Tak, to była krótka, ale za to bardzo namiętna noc… Na pewno udało mu się sprawić, by przestała zaprzątać sobie głowę tym niemiłym incydentem. Potem nie mieli ze sobą kontaktu. Nie chciał jej przeszkadzać, bo akurat zaczynały się egzaminy na studia. Zresztą wzywali go ciągle na komendę w sprawie tej zamordowanej dziewczyny. Wypytywali w kółko o to samo, raz nawet stawał do okazania przed weneckim lustrem, a po kilkunastu minutach z kolei jemu przedstawiono do okazania podejrzanych. Obawiał się, że ta sprawa może odbić mu się potężną czkawką. W korporacji wszyscy głośno komentowali zdarzenie. Dziwne, że szef nie wezwał go jeszcze do siebie i nie zażądał wyjaśnień.
- Hej! Co u ciebie? Jak poszło na egzaminach? – zagadnął życzliwie.
- Raczej w porządku. Czekam na wyniki – Marta uraczyła go obojętnym spojrzeniem.
- Stało się coś? Jesteś jakaś smutna.
- Jacek, jestem po prostu zmęczona tym wszystkim. Jak dla mnie, za dużo wrażeń w tak krótkim odstępie czasu. Nie jestem przyzwyczajona do takiego tempa. Dotychczas moje życie toczyło się powolnym, leniwym trybem, a tu…
- Podczas ostatniego spotkania nie wyglądałaś na zestresowaną, a wręcz przeciwnie.
- Może działała jeszcze adrenalina… Może teraz dopiero dotarło do mnie to wszystko… Czuję się osaczona, odnoszę wrażenie, że ktoś łazi za mną cały czas. Nie wiem, czy to policja, czy może ten zboczeniec co napadł na mnie tamtego wieczoru na ścieżce?
- Marta, przykro mi, że zupełnie nieświadomie wplątałem cię w taką historię. Możesz mi wierzyć, ja też jestem wkurzony tym bardziej, że policja podejrzewa mnie o to morderstwo!
Dwie kobiety, które akurat przechodziły obok nich, przyglądnęły się im z zaciekawieniem. Jedna nawet przystanęła w pobliżu i udając, że szuka czegoś w torebce, nadstawiła uszu w nadziei, że usłyszy ciąg dalszy interesującej historii.
- Nie krzycz tak, po co wszyscy mają wiedzieć – syknęła ostrzegawczo Marta. – Chodź na zewnątrz.
- Ja nie krzyczę, tylko też mi nerwy puszczają. A myślisz, że za mną nie łażą? Nawet teraz przywlókł się jakiś typ, o ten, co stoi obok kiosku, w tej czerwonej czapeczce. Już go widziałem kilka razy koło bloku. Nawet nie mogę spokojnie wyjechać na miasto, bo ciągle widzę w pobliżu jakiś cywilny wóz z anteną na dachu.
- Dobrze, jak masz ochotę, to przyjdę do ciebie dzisiaj wieczorem.
- Super! Wprawdzie mam dyżur nocny, ale zamienię się z kolegą. We środy i tak nic ciekawe-go nie dzieje się na mieście. Przygotuję jakąś dobrą kolację.
- Mam nadzieję, że nie masz na myśli kanapek z żółtym serem…
- To też potrafię zrobić i, co może wyda ci się dziwne, nawet ich nie przypalam.
- Tak? Rzeczywiście, niesłychane!
- Na twoim miejscu nie kpiłbym sobie, bo po tej kolacji jeszcze będziesz mnie błagać, żebyś mogła zostać na śniadaniu.
- Nie przewiduję takiej ewentualności.
- To się jeszcze okaże. Ale póki co, czekam o dwudziestej z kolacją.
Trochę się zagalopował z tą kolacją, bo nie miał sensownego pomysłu na wyszukane danie. Zresztą dla samego siebie nigdy nie bawił się w wykwintne posiłki. Chyba, żeby pójść na skróty i zrobić coś, czego Marta nigdy by się nie spodziewała, na przykład placki ziemniaczane z gulaszem. To akurat miał opanowane do perfekcji. Nawet sos wychodził mu wyśmienity i co najważniejsze, nie był z torebki! Szybko kupił niezbędne składniki i pobiegł do domu by podgotować na wieczór wołowinę. Nie zapomniał też o winie. Na wszelki wypadek wziął dwie butelki wytrawnego chilijskiego antaresu. Gdy mięso bulgotało leciutko na małym ogniu zajął się porządkami. W sumie nie było aż tak brudno, ale posprzątanie mieszkania, tak „po rynku”, zajęło mu godzinę. Efekt nie był może powalający, ale przynajmniej można było przejść od drzwi wejściowych do pokoju i do kuchni, nie narażając się przy tym na kontuzję.
Wołowina była już miękka, mieszkanie uporządkowane, a do wieczora sporo czasu. Postanowił pokręcić się trochę po mieście. I tak musiał znaleźć chętnego na swój dyżur, co wymagało niekiedy dłuższych pertraktacji, szczególnie w środku tygodnia, gdy ruch nocą był niewielki. Pojechał na postój przy hali targowej. Spodziewał się sporej kolejki, ale o dziwo stały tylko cztery samochody. Zatrzymał się za granatowym mercedesem Włodzimierza, kolegi z korporacji. Wysiadł i podszedł do drzwi od strony kierowcy. Antoni znudzonym wzrokiem wpatrywał się w płachtę „Dziennika Bałtyckiego”.
- I coś, mendo, chciała?- Włodzimierz przywitał go ich zwyczajową odzywką.
- Nic, łysy patefonie. Za robotę byś się lepiej wziął.
- To mi ją znajdź.
- Mówisz i masz. Trzeba mi dzisiaj wziąć nocny dyżur.
- No chyba cię pogięło! Frajera szukasz?
- Właśnie znalazłem. Nie bądź tym, co koń pod brzuchem nosi. Umówiłem się z taką jedną laską na kolację. No, człowiek pomoże, pomogą człowiekowi…
Włodek zrobił kwaśną minę. – Tylko zgłoś na bazie.
- Dobra, dzięki! – Jacek miał już odejść, gdy znajoma woń dobrych perfum delikatnie połechtała jego nozdrza.
- Można prosić na Komandorską? – usłyszał, nim zdążył przypomnieć sobie, gdzie ostatnio zetknął się z tym zapachem. Odwrócił się. No jasne! Jakże mógł nie skojarzyć! Wysoka, ciemna brunetka, o niebotycznie długich nogach…
- Ależ oczywiście, bardzo proszę! – Włodek tak energicznie poprawił się na fotelu, że aż wy-rżnął głową w podsufitkę.
- Ale wolałabym z panem – Błażejewska zwróciła się do Jacka.
- Będzie mi bardzo miło. Proszę!- otworzył przed nią przednie drzwi.
- Wtedy nie zdążyłam nawet panu podziękować. Uratował pan mój skromny dobytek.
- Drobiazg. Nie na darmo nasze hasło brzmi: „więcej niż taksówka”.
- Ale chyba ta usługa była bardzo nietypowa?
- Zwykle w takich razach mówię, że jeżdżąc na taksówce nic mnie już nie jest w stanie zadzi-wić, ale faktycznie; strażakiem jeszcze nie byłem. Nie mniej lubię zdobywać nowe doświadczenia.
- Chciałabym się jakoś panu zrewanżować za okazaną pomoc… No, może nie dosłownie, bo nie będziemy przecież inicjować pożaru, ale mam nadzieję, że przyjmie pan zaproszenie na kawę i domowe ciasto?
- Ale naprawdę, pani Agato, proszę sobie nie robić kłopotu… Chociaż przyznam, że to domo-we ciasto brzmi niezwykle kusząco.
- Proszę się nie obawiać. Moje wypieki są wręcz wyśmienite. Jedynie brak czasu sprawia, że dość rzadko mam okazję coś przygotować. Wprawdzie na jutro muszę skończyć dwa artykuły, ale za to pojutrze, w piątek będę luźniejsza i chętnie coś przygotuję. Czy odpowiada to panu?
- Jak najbardziej. Będzie mi niezmiernie miło.
- W takim razie w piątek o dwudziestej. Adres już pan zna.
Dojechali akurat na miejsce.
- Ile jestem winna?
- Dzisiaj na koszt firmy.
- Dzięki! To do zobaczenia!
Przez chwilę patrzył na jej zgrabnie kołyszące się na obcasach nogi, aż zniknęła w drzwiach klatki schodowej. Potem niespiesznie wrzucił bieg i powoli odjechał w kierunku Morskiej.
Zaintrygowała go ta powabna pani redaktor, a szczególnie to, czym zajmowała się poza godzinami pracy w redakcji. A może te zdjęcia to materiały do jakiegoś większego artykułu, nad którym pracowała? Tylko czy wówczas sama autorka pozowałaby do takich śmiałych ujęć? A jeśli ma to związek z zabójstwem na plaży? Któryś z chłopaków na postoju mówił, że podobno w mieszkaniu tej dziewczyny znaleziono sporo wyuzdanych filmów i fotografii. Wprawdzie słowo „wyuzdany” dla dwóch różnych osób może mieć całkiem odmienne znaczenie, ale czuł, że w tym przypadku chodzi właśnie o tego typu fotki. Miał wielką nadzieję, że podczas wieczornej kawy u pani redaktor, dowie się czegoś więcej. No i te jej fantastyczne nogi, aż do samej szyi, które tak bardzo przypominały mu Ankę…
Marta przyszła kilka minut po dwudziestej. Gulasz był już gotowy, leciutko pyrkał na małym ogniu, wypełniając swym aromatem niewielką kuchnię. Rozgrzany na patelni olej tylko czekał, by zetknąć się z ziemniaczaną pulpą i przemienić ją w gorące, chrupiące placki.
- No, muszę przyznać, że zapachy są obiecujące. Wierzę, że nie skończy się na samych aromatach bo jestem cholernie głodna. Właściwie to poza małą pizzą na mieście nic nie jadłam. Cały dzień spędziłam na zakupach w centrum.
- Ciotka pewnie była zła bo czekała na darmo z obiadem?
- Nie miała o niczym pojęcia. Z samego rana pojechała z wujkiem na działkę. Wrócą jak już się dobrze ściemni. Zupełnie nie rozumiem, jak można przez cały dzień grzebać się w ziemi dla paru marchewek i ogórków?
- Podejrzewam, że bardziej dla zabicia czasu niż dla zysku. Starsi ludzie mają go w nadmiarze i muszą sobie znaleźć jakieś zajęcie. Jedni chodzą na działkę, inni wolą zakupy. A propos, twoje chyba się udały sądząc po tych nowych kowbojkach?
- Skąd wiesz, że są nowe? – wyciągnęła przed siebie nogę w brązowym bucie.
- Wręcz pachną nowością.
- Sukienkę też mam nową – cofnęła się nieco, by mógł ocenić jasnobeżowy, dość kusy skra-wek materiału ściśle przylegający do szczupłego ciała. Szeroki, brązowy pasek z ozdobna klamerką uwypuklał dodatkowo jej smukłą talię. – Kupiłam z myślą o Piknik Country. Będę czadersko wyglądać…
- Powiedziałbym, że we wszystkim wyglądasz czadersko. A ta sukienka to raczej oszczędna, jeżeli chodzi o formę, ale co do treści, to całość bardzo dobrze się komponuje…
- A ta całość to niby co?
- A ta całość to ty… - przyciągnął ją do siebie i musnął wargami wilgotne, gorące usta.
- Może najpierw zjedzmy, bo ten olej niedługo wyparuje z tej patelni, a ja nie przepadam za surową skrobią – przerwała mu z rozbrajającym uśmiechem.
- Masz rację, już smażę placki. Zapomniałem, że celowo pościłaś cały dzień.
- Byłeś kiedyś na Pikniku w Mrągowie?
- Nie, jakoś nie gustuję z country, chociaż jak leci niekiedy w radiu to nie przełączam stacji.
- A może przyjechałbyś w tym roku? To jest tylko trzy dni, zawsze pod koniec lipca. Naprawdę, jest taka cudowna atmosfera, jest tyle ludzi, co szczególnie widać w takiej niewielkiej mieścinie. Koncerty są w amfiteatrze nad jeziorem Czos. Zresztą znasz je na pewno, bo kiedyś o nim wspominałeś. Możesz zanocować u mnie…
- No wiesz, o festiwalu wiem tyle, co z telewizji, ale może faktycznie dam się skusić… Mam tu głównie na myśli nocleg u ciebie…
- Ach ty erotomanie! –potargała go żartobliwie za ucho. – Lepiej powiedz, jak się udały twoje zakupy?
- Moje zakupy? – zrobił zdziwioną minę. – Masz na myśli wołowinę i ziemniaki?- zażartował.
- No przecież widziałam cię na rogu Świętojańskiej i 10-go lutego. Szedłeś po drugiej stronie obładowany reklamówkami. Machałam i wołałam do ciebie, ale chyba mnie nie zauważyłeś chociaż patrzyłeś w moją stronę.
- Musiałaś mnie z kimś pomylić, bo wprawdzie byłem dziś ze trzy razy na tym skrzyżowaniu, ale przejeżdżałem tamtędy taksówką, a już tym bardziej nie tachałem żadnych siatek.
- Jak to? Przecież byłeś ubrany w czarny t-shirt i ciemne dżinsy.
- Nic podobnego. Wprawdzie byłem dziś w takiej koszulce, ale spodnie miałem jasne, takie trzy czwarte długości, tuz za kolana.
- W takim razie widziałam twojego sobowtóra. Nawet włosy miał identyczne jak twoje. Przynajmniej z daleka, tak na pierwszy rzut oka.
- Pewnie coś ci się przywidziało, tak jak wtedy na ścieżce.
- Nic mi się nie przywidziało. Po prostu masz swojego sobowtóra, przez którego wplątałeś się w nieciekawą kryminalną sprawę.
- Nie, to niemożliwe. Takie przypadki zdarzają się tylko w filmach. A utykał na jedną nogę?
- Niby dlaczego miałby utykać?
- Mówiłaś, że jak wtedy na ścieżce szedł przed tobą, to kulał.
- No tak, ale wówczas widziałam go bardzo dobrze, było pusto, mogłam się mu przyjrzeć. A teraz nie wiem, wydaje mi się, że nie. On znajdował się po drugiej stronie ulicy, na chodniku był spory ruch i właściwie przepychał się między przechodniami.
- Szkoda, bo mielibyśmy większą pewność, że to może być ten sam facet. Chociaż on wcale nie musi być kulawy, po prostu ma taki kołyszący krok.
- Zgłoszę to na policję.
- A po co? Przecież już im o nim mówiłaś i jakoś nie za bardzo uwierzyli. Chyba nie myślisz, że zaczną go zaraz szukać? Może Gdynia nie jest metropolią, ale jednak mieszka tu ćwierć miliona ludzi. Poza tym wydaje mi się, że on mieszka na Redłowie albo gdzieś w pobliżu. Tą ścieżką nad morze chodzą przeważnie okoliczni mieszkańcy, bo nie jest jakoś specjalnie oznakowana. Inni jeżdżą na molo do Orłowa albo do centrum, na bulwary. Prędzej czy później ten mój sobowtór gdzieś się napatoczy.
- A co wtedy? Zatrzymasz go siłą?
- Nie, ale postaram się namierzyć, gdzie mieszka i w ogóle co to za typ? A potem się zastano-wię, co dalej.
- Zanim go namierzysz, to lepiej przypilnuj placków – wskazała na skwierczącą na patelni ziemniaczaną pulpę. – Jakoś nie przepadam za węgielkami.
- Węgiel jest podobno dobry tylko w jednym, szczególnym przypadku. A może kieliszek wina na lepszy apetyt?
- Tak się właśnie zastanawiałam, dlaczego do tej pory nie dość, że trzymasz mnie w kuchni, to jeszcze, jak mówi niekiedy mój tata, o suchym pysku?
- Zagadałaś mnie tymi zakupami i z wrażenia zapomniałem.
Wino czekało już otwarte. Nalał do kieliszków i wypili po niewielkim łyczku. Smażenie zajęło mu jeszcze kilkanaście minut. Ale nic dziwnego, skoro zmiksował prawie trzy kilogramy ziemniaków.
- Chyba przeceniasz moje możliwości – Marta aż westchnęła na widok kopiatej miski placków. Może trzeba było jeszcze kogoś zaprosić?
- Nie ma obawy. Są tak dobre, że znikną nawet nie zauważysz kiedy.
- Faktycznie, miałeś rację – westchnęła pół godziny później Marta, przełykając nieco na siłę kęs ostatniego placka. – Nigdy nie obżeram się na siłę, ale najzwyczajniej w świecie nie mogłam się oprzeć pokusie. Placki bomba no i ten rewelacyjny gulasz… Jestem taka pełna, że nawet ciężko mi się ruszyć - usadowiła się wygodniej w fotelu.
- To dlatego, że te fotele i ława są niskie i nadają się raczej relaksu i picia kawy niż jedzenia obiadu. Może kiedyś wymienię je na bardziej uniwersalne.
- A propos relaksu, to czy mógłbyś mi pomóc zdjąć buty? Trochę mi w nich gorąco, a nie mogę się schylić bo brzuch mi zaraz pęknie.
- Z przyjemnością.
Przykucnął i chwycił za prawy but, który z lekkim oporem zsunął się z nogi Marty. Intensywny zapach świeżej skóry przemieszany z delikatną nutą potu połechtał jego nozdrza. Podniecały go takie oryginalne zestawienia. Poczuł, jak jego członek nabrzmiewa w szybkim tempie wypychając cienki materiał spodni. Nim zdążył uporać się z drugim butem, prawa stopa w białej, cienkiej skarpetce wylądowała na twardniejącym zgrubieniu. Przyjemne mrowienie przeszyło całe jego ciało. But stuknął cicho o podłogę, a druga biała skarpetka przywarła mocno do jego twarzy. Była ciepła i wilgotna. Nie mógł oddychać inaczej jak tylko jej intensywnym zapachem. Jednocześnie prawa noga brutalnie ugniatała jego męskość. Czuł, że zaraz eksploduje. Chyba jeszcze nigdy nie był tak szybko pobudzony i to w taki sposób… Im był bliżej końca, tym głębiej wdychał zapach utrwalony w skarpetce Marty.
- Już… -wyszeptał czując lepką masę rozlewającą się po podbrzuszu.- Jesteś niesamowita…

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
jelcz392 · dnia 27.01.2013 20:27 · Czytań: 609 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
Krystyna Habrat dnia 04.02.2013 11:04
Wcześniejsze rozdziały bardziej przypadły mi do gustu, bo - o ile pamiętam -było tam więcej opisu i akcji, a w tym przeszkadza mi, że wszystko odbywa się w dialogu. Może tak trzeba, ale czyta się gorzej, gdy trzeba wciąż pilnować: kto to powiedział?
Jednak to, że po tak długim czasie od razu rozpoznałam twój tytuł i nick, a także coś z dawnych treści, świadczy, że jest to co najmniej niezłe. Chyba dobre.
jelcz392 dnia 04.02.2013 13:00
Dzięki za komentarz. Fakt, w tym rozdziale nie ma szybkiej akcji, ale niekiedy potrzebne są też dialogi. Choć przyznam, że najwięcej trudności sprawiają mi takie rozmowy o wszystkim i o niczym. I jeszcze druga ciekawostka. Piszę na bieżąco, bez szczegółowego planu i tak naprawdę to sam jeszcze nie wiem, jak dalej potoczy się akcja i kto okaże się zabójcą. Mam już wprawdzie swój typ, ale niewykluczone, że coś nowego wpadnie mi nagle do głowy. :D
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
28/02/2024 22:59
Gosposię, Zbysiu, w odpowiedzi na mój komentarz, ująłeś w… »
Kazjuno
28/02/2024 22:13
Zbysiu Zaciekawiłeś mnie powyższym komentarzem. Bliski… »
Jacek Londyn
28/02/2024 19:03
Zdzisławie, z treści fraszki wnioskuję, że pomimo… »
Marek Adam Grabowski
28/02/2024 15:55
Zamiast pisać od nowa wklejam mój komentarz z innego… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 15:24
Kaziu Nie zrozumiałeś mnie niestety, jeśli chodzi o… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 15:06
Kaziu To jest niedokończony przeze mnie komentarz, tak jak… »
Kazjuno
28/02/2024 13:26
Sposobów na poderwanie "gosposi" może być wiele.… »
Kazjuno
28/02/2024 13:01
Cieszę się, że przeczytałeś i dzięki za taaaaaaki duży i… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 00:40
Kaziu Pisałem wcześniej o pomyśle na część 5-tą, już ją… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 00:14
Roninie Podobała mi się ta miniatura. Chociaż zacząłem od… »
Kazjuno
27/02/2024 23:32
No, Zbysiu, Muszę pogratulować! Nie należę raczej do… »
Zbigniew Szczypek
27/02/2024 23:23
Kaziu Nie pamiętam, co czytałem i nie skończyłem… »
pliszka
27/02/2024 23:22
Muszę przyznać, że tekst ten skłonił mnie do szczególnie… »
pliszka
27/02/2024 22:57
Uderzająco prawdziwe i smutne. I nie tylko z miłością tak… »
Zbigniew Szczypek
27/02/2024 21:42
Dobry wieczór Pliszko Bardzo Ci dziękuję, że jako jedyna… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 28/02/2024 12:15
  • Dla nas to było takie samo zaskoczenie jak i dla Was ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 28/02/2024 12:00
  • No to śmieszne nie było, już rozwijałem matę i owijałem papierem ryżowym krótkie tanto... ;-]
  • Redakcja
  • 28/02/2024 11:50
  • Wracamy po krótkiej przerwie. Tęskniliście? ;-)
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty