Swój koniec świata - Szuirad
A A A
Od autora: Ostro cięty i na ostatnią chwilę :)

Swój koniec świata

 

Do zjazdu na stację pozostało kilkadziesiąt metrów. Równie dobrze mógłby być i kilometr. Honda potoczyła się i zamarła w bezruchu. Kawał nieprzydatnego złomu. Nie ma znaczenia, jak bardzo wypasiony, stuningowany czy przeżarty rdzą - gdy kończy się paliwo, pozostaje zdumione mruganie resztkami akumulatora i oczekiwanie na dostawę.

Piotr westchnął zrezygnowany i przymknął oczy. Tuż za powiekami, w ciemności ciała, przy lewej skroni drgała rubinowa dioda. Pojawiła się kilka tygodni temu, drażniąc i uwierając swą obecnością. Od początku wiedział, że zignorowanie jej będzie niemożliwe. Zauważył natomiast, że po filiżance mocnej kawy pulsowanie spowalnia, czerwień wycofuje się i przycicha, jakby obłaskawiona kofeiną.

 

Lena Malecka siedziała w poczekalni. Prawą dłoń zacisnęła na torebce, lewą wsunęła w kieszeń i bezwiednie darła chusteczkę. Nie czuła posmaku krwi z przygryzionej wargi i piasku zmęczenia pod powiekami. Wydawało jej się, że czas zastygł, stężał i przyczajony na parapecie czekał wraz z nią. Gdy wszedł Piotr, ożywiła się. Chciała wstać, ale powstrzymał ją i usiadł obok. Uchwyciła jego chłodne palce z nadzieją, że popłynie z nich wsparcie, zapewnienie, że wszystko będzie dobrze. Uścisk oddał mocny, ale czuła, że pod powłoką stanowczości czai się lęk.

Wyszli po półgodzinie. Bezwiednie skręcili w lewo, w stronę parku. Październikowy wieczór zimnym oddechem wymiatał resztki dnia, a realnością mroku przekreślał zdawkowe pocieszenia lekarzy. Gdy mijali ławkę, na której spotkali się po raz pierwszy, Lena nie wytrzymała. Odwróciła się, wtuliła twarz w kurtkę Piotra i zaczęła płakać. Wyrzucała nagromadzoną wściekłość i rozpacz, waliła pięściami w pierś męża, aż emocje wypłynęły, pozostawiając bezsilność i gorycz apatii. Cholerni lekarze mogą gadać, że to nie wyrok, że trzeba walczyć… Jak? Skoro badania nie pozostawiały złudzeń: świat, który znali, przestał istnieć.

 

Piotr chwilę trzymał kierownicę i wsłuchiwał się w ciężkie krople, które z poślizgiem lądowały na przedniej szybie i, ryjąc pokrętne ślady w warstewce kurzu, spływały w dół. Deszcz gęstniał. Niczym firana poddawał się szarpnięciom wiatru i waląc w karoserię głośnym, nieregularnym werblem, zniechęcał do wyjścia. Pusty bak nie pozostawiał jednak wyboru. Piotr dopiął kurtkę i wyszedł z auta. Poprawił kaptur i spojrzał na mokry asfalt, połyskujący blaskiem ulicznej lampy. Zjazd zawijał w prawo i ze strugami wody znikał w mrokach nocy, by kilka metrów dalej wyłonić swój mokry grzbiet w światłach wiaty, osłaniającej dystrybutory. Przez myśl przemknęło mu, że pasmo ciemności to kanał rodny i gdy przepchnie przez niego samochód i zaczerpnie powietrza po drugiej stronie, los się odmieni.

Przytrzymał pojazd przed pawilonem, zaciągnął hamulec, wyprostował się i gęboko odetchnął. W tym momencie wszystko ogarnęła czerń. Lepka, przytłaczająca i tak intensywna, że zacisnął powieki, by dostrzec choćby przyczajoną we łbie rubinową diodę. Zawieszona nad skronią pulsowała szybko i rytmicznie. Po raz pierwszy poczuł coś na kształt zadowolenia, cienia ulgi, że wciąż jest. Z jednej strony nienawidził purpurowego sekundnika, ale bardziej bał się chwili, w której zgaśnie.

 

- Hej!?

Piotr leżał na podjeździe przy dystrybutorach. Ledowe światło czołówki oślepiało go tak, że ledwie widział zarysy nachylonej twarzy. Kolejne szarpnięcie nieco go otrzeźwiło. Dłonią przesłonił oczy i spróbował coś powiedzieć. Mężczyzna podał rękę i pomógł mu wstać. Weszli razem do pawilonu. Oprócz kontuaru z kasami i kilku regałów, przy oknie stały dwa stoliki. Piotr usiadł przy pierwszym i skupił się na młodzieńcu, który bez przerwy coś mówił.

- …odpaliłem agregat i zobaczyłem, że pan leży…

Malecki podszedł do lady. Powietrze pachniało gumą, a światło falowało, jakby poddawało się wyjącemu za oknem wiatrowi, ale pozwalało odczytać na przekrzywionej plakietce odręcznie wypisane imię młodzieńca.

- Brajan, dostanę kawę? Zanim zatankuję, muszę wypić kilka łyków.

- Przecież mówię, że prądu nie ma. Kawę zrobię, ale o wyjeździe to pan zapomnij! Schylił się do szafki i wyciągnął kubek. Obejrzał go krytycznie, odstawił na bok i wsypał do środka dwie łyżeczki Maxwella.

- Nie wierzę, że nie macie paliwa w kanistrach. Zapłacę.

- Taa, a szef mnie wypierdoli zanim zdążę mrugnąć.

Piotr wrócił do stolika. Najpierw kofeina, potem spokojnie porozmawiają. Wyciągnął komórkę i wybrał numer Leny.

 

Marta kroiła kiszone ogórki i układała na talerzyku.

- Już mi tłumaczyłaś, ale nadal nie mogę zrozumieć, czemu to Piotr nie zaspokaja twoich zachcianek?

Lena skrzyżowała stopy, poprawiła koc i z wdzięcznością przyjęła zakąskę.

- Świetny! – Przymknęła powieki, delektując się ogórkiem. Przełknęła i spoważniała:

– Marta, czepiamy się wszystkiego! - W głosie zabrzmiał ból i niema prośba, by nie wracać do tematu.

- Ale ruski znachor?! – Przyjaciółka nie wytrzymała. Zreflektowała się jednak i objęła Lenę. Ciszę przerwał sygnał komórki. Melodia wskazywała na Piotra, ale zamarła wraz z wyczerpaną baterią.

           

Kawa była gorąca i mocna. Z reguły nie słodził, ale dziś gęsty ulepek bardzo mu odpowiadał. Ciepło rozpływało się po ciele, pełzło z żołądka do kończyn, wspinało po klatce piersiowej, sięgało gardła i szczelnie otulało pulsującą w skroni purpurę, łagodząc napięcie i ból. Piotrowi nie przeszkadzało już umierające ze starości radio, w którym tłuczono reklamę o wyprzedażach na koniec świata.

- O co, kurna, chodzi z tym bajzlem? – Brajan spojrzał pytająco.

- Według Majów jutro ma być koniec świata.

- Jak? Maja? – Młodzian wydawał się autentycznie zdumiony.

- Nie wiesz, kto to Majowie?! – Malecki osłupiał.

W tym momencie otworzyły się drzwi i do środka wszedł niski, zasuszony człowieczek.

- Czego tu? – Brajan agresją próbował pokryć gafę. Przybysz zupełnie go zignorował i podszedł do stolika.

- Jestem Władek. Fiedia czeka.

Zaskoczony Piotr nie zdążył ochłonąć.

- Hej! – Zerwał się z krzesła. W biegu rzucił Brajanowi dwie dychy i wypadł na zewnątrz.

Nieznajomy czekał przy dystrybutorze.

- Bez las bedzie szybciej…

- Zaraz! Skąd wiesz, że szukam Fiodora?

Daszek czapki zasłaniał obcemu oczy i połowę twarzy. Przygarbioną sylwetkę okrywał zniszczony prochowiec, który żadną miarą nie przystawał do znoszonych gumofilców.  Całość nie budziła zaufania.

Czerwień w skroni rozszczepiła się jak pączkująca komórka i rozpoczęła arytmiczne pulsowanie. Piotr nagle przestraszył się, że zabraknie mu czasu, dlatego bez wahania ruszył w mrok za Władkiem, przyjmując silene światło jego latarki za dobry znak.

 

Po kwadransie wyszli z lasu na łąkę. Kilka minut później usłyszeli ujadanie psów i przemoczeni dotarli do opłotków wsi. Brak prądu sprawił, że okna mijanych domów odznaczały się jedynie chybotliwą poświatą zapalonych świec.

- Przepraszam, że prowadzę do kuchni – gospodarz uniósł lampę naftową – ale tylko tu jest ciepło. W pokojach nie grzeję, a pan zziębnięty. Zrobimy herbatę… Nie, dla pana kawa, mocna kawa.

- Ale ja… - Piotr chciał zaprzeczyć, powiedzieć, że przyjechał tylko po zioła dla żony, że musi wracać, że… Fiodor machnął ręką, rozciągnął ciemną brodę w życzliwym uśmiechu i nie bez racji zauważył:

- Przecież i tak pan nie zatankuje.

Władek przyniósł rzeczy do przebrania, a i kubek zaprawionej korzeniami kawy, parował już w zasięgu ręki. Wtedy Malecki ostatecznie skapitulował. Kilka minut później Fiodor dosiadł się z bliźniaczym naczyniem ziołowego naparu.

- Jest pan przygotowany na koniec świata?

Pytanie zaskoczyło Maleckiego i zamierzał je zbagatelizować, ale zastanowiła go powaga gospodarza.

- A jakie to ma znaczenie, gdy muszę wybierać między życiem żony i dziecka?

- Ma! Może tych kilka domów tu, w sercu puszczy, to wszystko, co pozostało z cywilizacji? Pana komórka zamokła, nie mamy prądu… Może więcej nie usłyszy pan Leny? Nie położy ręki na jej brzuchu i nie wyczuje kopnięć syna?

W pierwszym odruchu Piotr chciał ostro zareagować, bez względu na to, kim był rozmówca, złapać za koszulę, potrzasnąć i wykrzyczeć w twarz, że taki jak on nie rozumie, co oznacza rak macicy w ostatnim trymestrze ciąży! Ale wyszeptał tylko:

- Syna?

Po diagnozie choroby Piotr nie zgodził się, by lekarze podali płeć dziecka. Miał wrażenie, że gdy nie będzie jej znał, gdy to, co dojrzewało pod sercem żony pozostanie bezosobowym płodem, łatwiej będzie mu namówić Lenę na operacje i aborcję. Na ostateczną rozmowę nigdy się nie zdobył. Nie dokonał wyboru i tym samym uznał, że zdradził Lenę.

Fiodor wstał i spojrzał na ściągniętą bólem, nieobecną twarz Piotra. Ujął jego głowę w dłonie, kciukami ucisnął skronie i poprzez półmrok dobitnie wyszeptał:

- Piotr! Niczemu nie jesteś winien! Rozumiesz?! Są rzeczy, nad którymi nie mamy władzy! Może jutro, zanim wrócisz do domu, wjedzie w ciebie ciężarówka… I nic na to nie poradzisz! Bo może taki jest TWÓJ koniec świata! Tu i teraz to nasze prawdziwe, indywidualne czasy ostateczne… zapisane gdzieś tam w górze… - Ostatnie słowa wyszeptał do siebie. Malicki zwiesił głowę i spał jak niemowlę. Czerwona dioda rozbłysła niemrawo i zgasła.

Fiodor skinął na Władka i razem przenieśli gościa na kozetkę.

- Batiuszka, bedzie co z tego?

Zakonnik zajrzał do kubka. Z zadowoleniem zauważył, że kawa została wypita.

- Rano obudzi się innym człowiekiem.

 

Piotr patrzył na trzymany w ręku lniany worek z suszonymi ziołami.

- Czy to pomoże?

- Nie wiem, choć mam nadzieję – Fiodor uniósł filiżankę kawy. – Na swój koniec świata zawsze  musimy być gotowi.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Szuirad · dnia 31.01.2013 00:05 · Czytań: 911 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 9
Komentarze
Wasinka dnia 26.02.2013 14:15
Szkoda, że "ostro cięty", gdyż wówczas historia wypełniłaby się do cna.
Ale i teraz niczego jej nie brakuje (choć czasem wydaje się przykrótka niektóra scena; subiektywnie).
Splotłeś wątek ludzki z wątkiem magicznym, że tak powiem (może nie chodzi tu dokładnie o magię, ale jednak o pewien jej odcień). Z wątkiem, który wymyka się rozumowi, a przemawia do nadziei. Nadziei wbrew wszystkiemu, a może nawet tej desperackiej.
Dobrze napisany kawałek z życia dwojga ludzi. Mimo że musiałeś obcinać, to i tak sprawiłeś, że parze się kibicuje. Tak samo jak oni trzymam się nadziei, że ich prywatny koniec świata nie nastąpi...

Ewentualne mikrusy:

nie ma znaczenia(,) jak bardzo wypasiony

zignorowanie jej nie wchodzi w grę - rymuje się... (jej/grę), a przynajmniej mnie sie rymuje...

Gdy wszedł Piotr(,) ożywiła się.

Wyszli półgodziny później - napisałabym pół godziny później lub po półgodzinie

resztki dnia(,) a realnością

Odwróciła się i wtuliła twarz w kurtkę Piotra(,) i zaczęła płakać. - może lepiej: Odwróciła się, wtuliła twarz w kurtkę Piotra i zaczęła płakać.

Zjazd zawijał w prawo (...), by kilka metrów wyłonić - niezbyt mi pasuje to wyłonienie czegoś przez zjazd...

to kanał rodny i gdy przepchnie przez niego samochód i zaczerpnie powietrza po drugiej stronie, to los się odmieni - może bez drugiego "to"?

by kilka metrów / by zaczerpnąć tchu / by dostrzec choćby - pomyślałam, ze trochę można zmienić konstrukcję, żeby nie była tak blisko siebie podobna

tak, że ledwie widział - bez przecinka

pozwalało odczytać na przekrzywionej plakietce, odręcznie - przecinek zbędny

do środka wsypał - może wsypał do środka

pachniało gumą(,) a światło

wypierdoli(,) zanim zdążę

skroni i szczelnie otulało pulsującą w skroni purpurę - to pierwsze "skroni" chyba niepotrzebne...

nie przeszkadzało już, umierające ze starości - przecinek zbędny

O co(,) kurna(,) chodzi

Nie(,) dla pana

do przebrania(,) a kubek, zaprawionej korzeniami kawy parował - nie dawałabym tu przecinka (przed zaprawionej)

Takiego pytania Malecki nie spodziewał się - może "się nie spodziewał"

Po diagnozie choroby, Piotr - bez przecinka

Może jutro, za nim wrócisz - zanim

spał jak niemowlę(.)

Nie wiem, choć mam nadzieję(.) - Fiodor


A tutaj: - Rano obudzi się innym człowiekiem" miałam chrapkę na zobaczenie tej inności, a tu pstryk, iskiereczka zgasła ;)

Pozdrawiam roztopowo, czyli z nadzieją Wiosny.
al-szamanka dnia 26.02.2013 21:14 Ocena: Bardzo dobre
Też mocno życzę i mam nadzieję, że końca świata nie będzie, a zioła cudownie pomogą :)

Pozdrawiam :)
Elwira dnia 01.03.2013 11:02
Gdy wszedł Piotr(,) ożywiła się.

nadzieją, że popłynie z nich wsparcie, zapewnienie, że wszystko będzie dobrze. Uścisk oddał mocny, ale czuła, że pod powłoką stanowczości czai się lęk.
Może dałoby się coś zrobić z tymi że?


Wyszli półgodziny później.
pół godziny

wymiatał resztki dnia(,) a realnością mroku przekreślał

Odwróciła się i wtuliła twarz w kurtkę Piotra i zaczęła płakać.
Pierwsze i zastąpiłabym przecinkiem.

szybie i(,) ryjąc pokrętne ślady w warstewce

wiatru i(,) waląc w karoserię, głośnym,
a ten przecinek po „karoserię” bym wyrzuciła.

Oślepiało go ledowe światło czołówki, tak, że ledwie
Szyk: Ledowe światło czołówki oślepiało go tak, że…

pachniało gumą(,) a światło falowało,

ale pozwalało odczytać na przekrzywionej plakietce, odręcznie wypisane imię
bez przecinka

- Brajan(,) dostanę kawę?


Piotrowi nie przeszkadzało już, umierające ze starości
Bez przecinka


- O co(,) kurna(,) chodzi z tym bajzlem?

W tym momencie otworzyły się drzwi i do środka wsunął się niski,
2 razy się

rozszczepiła się jak pączkująca komórka i rozpoczęła arytmiczne pulsowanie. Piotr nagle przestraszył się, że zabraknie mu czasu, dlatego nie wahał się już
3 razy się

Nie(,) dla pana kawa, mocna kawa.

kubek, zaprawionej korzeniami kawy
wyrzuciłabym przecinek


Może tych kilka domów, tu w sercu
Przeniosłabym przecinek na po tu


Może jutro, za nim wrócisz do domu, wjedzie
zanim

Ciekawe potraktowanie tematu. Nie ma masowej zagłady, tajfunu, czterech jeźdźców i apokaliptycznej wizji cierpienia i śmierci. Jest niepewność, która towarzyszy człowiekowi każdego dnia, troska o jutro, troska, że jutro może być końcem i jest miłość, która pozwala na ten lęk, uwiarygodnia go. Prawdziwe, poruszające opowiadanie. Przekonało mnie.
Pozdrawiam.
Szuirad dnia 02.03.2013 20:49
Witam

Wasinko Al-szamanko, Elwiro

Bardzo dziękuję za wizytę i kontrolę. Po tym jak dużo uwag zostało tu wpisanych widać, ze tekst nie był wykończony i wstawiony raczej rzutem na taśmę. Po drugie cięcie (a wyciąłem blisko 4000 znaków) też pozostawiło sporo błędów, zwłaszcza, że robiłem to kilka godzin przed terminem. Ale już się nie usprawiedliwiam stan jest jaki widać. W spokojniejszym momencie poprawię. Dziś wolę jeszcze pochodzić po stronie i zajrzeć do tekstów innych

Wasinko
Cytat:
A tutaj: - Rano obudzi się innym człowiekiem"
- zauważ, ze pulsowanie minęło :) reszta jest tu jedynie zasygnalizowana - a mam nadzieję, że za jakiś czas, gdy tekst wykończę, wygłaskam to wrzucę na PP - ale to jeszcze nie czas.

Al - szamanko - Zioła, albo inne rzeczy. Ale czasem to co nam wydaje się złe i niewłaściwe dopiero z perspektywy czasu okazuje się dobre

Elwiro - tak, każdy z nas jest niesamowitym światem, wszechświatem i niestety codziennie oglądamy końce światów.

pozdrawiam - jeszcze raz dzięki.
Sz
Wasinka dnia 02.03.2013 20:50
Szuirad napisał/a:
zauważ, ze pulsowanie minęło

Tak, tak, ale ja miałam chrapkę na więcej ;)
Szuirad dnia 02.03.2013 21:42
Zauważ też, poczucie zdrady i parę innych wzmianek, których już nie zdradzę, jeżeli chcę tekst wrzucić w wersji rozszerzonej

Sz
Wasinka dnia 02.03.2013 21:44
No ja rozumiem. Dałam tylko sygnał, że z chęcią dowiem się więcej w swoim czasie.
Szuirad dnia 14.03.2013 22:01
Hej

W końcu znalazłem moment na PP i poprawiłem sugerowane błędy w znacznie większości to przecinki - dlatego nie dyskutuję. Potraktowałem to jako wązne ćwiczenie interpunkcyjne, gdyż ta wersja opowiadania w zasadie już umarła.
Jeszcze raz dziękuję za uwagi

Sz
Wasinka dnia 14.03.2013 22:07
Szuirad napisał/a:
gdyż ta wersja opowiadania w zasadie już umarła

Ależ to dramatycznie zabrzmiało. I smutno jakoś.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
mike17
20/07/2024 17:15
Jarku, dobra mineta nie jest zła i warto ją uskuteczniać :)»
Jaaga
20/07/2024 09:12
Cóż, egzystencja jesiennej muchy nie do pozazdroszczenia.… »
Jaaga
20/07/2024 09:07
Berele, twój komentarz jest sam w sobie czymś pięknym dla… »
Berele
20/07/2024 08:30
Muszę się przyznać do tego, że z wielką przyjemnością… »
Berele
20/07/2024 08:13
Bardzo ładne "Czy pewnego razu nie wystygnie,"… »
Berele
20/07/2024 07:54
Jest to wiersz z pomysłem i ma bardzo klarowny, mądry wyraz.… »
Yaro
19/07/2024 21:39
Jesteś wybitnie stary doskonały:) Sztuka minety jak sztuka… »
Dar
18/07/2024 19:50
Kiedy pojawia się strach dobrze mieć wsparcie ze strony… »
mike17
18/07/2024 19:44
Sztuka robienia dobrej minety to już wyżyny. Oralny Bill… »
mike17
18/07/2024 19:35
Skroplami, lubię wzruszać i spełniam się w tym. co więcej,… »
Dar
18/07/2024 18:58
Jeśli erotyka jest powiązana z językiem miłości to wywołuje… »
Jaaga
18/07/2024 17:56
Dla mnie jest to wiersz erotyczny i podoba mi się.… »
Jaaga
18/07/2024 17:26
Dla mnie świetne. Perspektywy, rozwój, potem upadek. Co… »
Jaaga
18/07/2024 16:22
Bardzo dziękuję skroplami za pochylenie się nad moim… »
Jaaga
18/07/2024 16:03
Nie było mnie tu już bardzo dawno i twój komentarz Kazjuno… »
ShoutBox
  • Gramofon
  • 19/07/2024 19:56
  • Dziękuję bardzo Jago, a jakby ktoś nie chciał oglądać na facebooku to jest też już na youtube [link]
  • Jaaga
  • 19/07/2024 14:37
  • Powiem, Gramofon, że poeta jesteś pełną gębą i zaczynasz, jak nie przymierzając, Charles Bukowski, on też był listonoszem. Zrobił na mnie wrażenie zwłaszcza wiersz o dociskaniu. Pozdrawiam
  • Gramofon
  • 18/07/2024 17:51
  • Poproszę o feedback bo znajomi to wiadomo, poklepują po plecach :)
  • Jaaga
  • 18/07/2024 17:32
  • Gramofon, właśnie słucham jak czytasz.
  • Gramofon
  • 18/07/2024 16:44
  • siemanderrro. Jakby ktoś chciał posłuchać jak czytam wiersze i to przedpremierowo przy akompaniamencie gitary to zapraszam [link]
  • Jaaga
  • 18/07/2024 16:38
  • Zapraszam też do siebie, przygotowałam kilka nowych rzeczy, mam nadzieję, że się spodobają i porządnie je skomentujecie. Kształtuję się pod waszym okiem.
  • Jaaga
  • 18/07/2024 16:34
  • Po długiej nieobecności witam Wszystkich. Zaraz kogoś skomentuję. Już dawno nie miałam czasu, żeby tak sobie usiąść i poczytać.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty