Antkowy biznes - Dragon42
Proza » Długie Opowiadania » Antkowy biznes
A A A
Od autora: I cz. przygód :)

-  Władek trzeba bydlęta oporządzić! A ty tylko pleciesz te kacapoły na okrętkę! Państwu może już obrzydło wysłuchiwanie!
To moja ślubna Aniuta halape rozdarła, bo zdzierżyć nie może, że ja porozmawiać chce o rzeczach do, których baby wtrącać się nie powinny.
-  Aniuta zara przyde! Podrzuć słomy parszukom[1], bo do Chińczyków się dotupio. Sam żwir został, a jesienio znów gnoju zabraknie, żeb na kartoflisko rozrzucić.
Władek zadumał się jak sęp nad padliną i podrapał po siwiejącej czuprynie. Ręką sięgnął do kieszonki w letniej koszuli i wyjął niedopalonego papierosa.
-  Proszę panie Władysławie!

Miastowy usłużnie zajechał z dłonią pod sam nos, w której trzymał ledwo napoczętą paczkę zagranicznych papierosów.

-  Proszę niech się pan poczęstuje.

Gadał tak słodko jak lep, co wabi muchy.
-  Oj nie trzeba!- odparł Władek.

-  Ja tam wole swojskiego cybucha zapalić, choć machorka może nie tak pachnąca, ale jak w płuca pójdzie to, aż oczy wybałuszyć można.

Podziękował grzecznie, choć kręciło go jak robaki w zadzie, żeb tego miastowego zapalić.
No, ale że honor swój ma, to tylko udał obojętność na propozycję.
-  Na czym to ja skończył państwu opowiadać?

Żekł się i wypuścił kłąb siwego dymu, co śmierdział jak stara onuca z gumofilca. Jednak swoje zalety taka machorka miała, bo żadna mucha ani krwiopijca w obrębie metra nawet nie bzyknął.
-  Opowiadał pan, panie Władysławie o Antonim i Unijnym biznesie.

Wtrąciła Klara.

 


Kobieta nad podziw urodziwa jak na miastowo panio. Biodra miała krągłe, choć na chłopski gust może ciut przymałe, bo przy połogu biedaczka będzie musiała wyżej zadek unosić, żeb bezpiecznie potomstwo na świat wydać.
Za to piersi, że dech zapierało. Jak wychodziła do ogródka tylko w tych opalaczach, podsmalić się na słońcu, a i tak już była czekoladowa prawie.
Twarz prawie anielska, chyba jednak  miastowe jedzenie nie służy, bo jakoś mizeroto trochu ściągnięta. Tu też jadła jak wróbelek, za to jej gach pałaszował w nieswoje duchy, a i postury Goliata. Na drwala by się nadał.

 


-  A tak! Już pamiętam.

Ot widzo państwo! Jak to baba zaputa we łbie, człowiek zapomina o czym przed chwilo gadał.
Władek puścił jeszcze chmurę dymu, żeby jakie przybłędy nieproszone bzyczeniem nie zawracali głowy.

 


- Było to jakoś przed świętem Matki Boskiej Zielnej, bo i letniki jeszcze na kwaterach w Zaścianku byli. 

Baby kwiatki suszyły na wianki co to potem palone, mary i złe moce odpendzajo.

Jak trzeba to i zauroczonego bachora okadzić, żeb złe oczy zdjąć.
Wioska nasza nie za wielka. Ot z siedemdziesiąt dymów, choć dusz coraz mniej.

 

 

 

Zasępił się Władek i spojrzał tylko na wysłużone drelichowe spodnie, kolorem przypominające już tylko wypłowiały błękit, rychło zwiastujący deszcz.
-  Świeć Panie nad ich duszami i Wieczne Odpoczywanie racz im dać Panie.

Wymamrotał jakby sam do siebie i szybko machnął ręka znak krzyża na piersi.
- Młode do bloków się porozjeżdżali luksusów miastowych pozażywać, obrotniejsze to na za granice się pokusili, bo tam niby chleb smaczniejszy. Kto tera ojcowizne chce obrabiać, jak wszystko można kupić, a jak trzeba to i do chaty przywiozo.

Władek zobaczył, że letnikom nie w smak takie nastawanie na ich, to z razu okręcił kota ogonem i opowiada dalej.


-  Była u nas na pokojach jakaś magisterka czy insza profesorowa, bo jak z PKSu  odbierał to myślał, że krzyż pęknie w poprzek, kiedy na furmanke walizki ładował.
Pomyślał sobie, może jakie konserwy  taszczy, jakby nasze jedzenie nie pasowało.
Pytać tak z razu nie wypadało, to tylko przykucnął i dawaj kufry na wóz pakować.

Przy ostatniej to aż piardnął z wysiłku, ale nie zauważyła na szczęście.
Klara lekko się uśmiechnęła błyskając perłowymi ząbkami, równiutkimi jak klawiszki w organach na których pijany organista psalmy wygrywa, bo na trzeźwo jakieś fałsze tylko wychodzo.
Jej gach tylko w brode się podrapał, cham chciał gębę zasłonić, żeb nie zobaczył śmiechu.
Ciekawo jak on by postękał, przy takich walizach po całym dniu przy zbożu.
-  Zawiózł to miastowo do chaty i myślę jak te kufry pościągać, a z wysiłku w galoty nie popuścić?

Tu z pomoco przyszła moja Aniuta. Kiedy zobaczyła letniczke, to aż z zachwytu rozpromieniała. Bo to pierwsza u nas na kwaterze była.
Zaraz zabrała jo na pokoji, żeb zobaczyła czy czego jeszcze nie trzeba.
My ludzie skromne i za wiele wygód u nas niema.
Najsamprzód  kobyłke wyprzągł i siana dał, bo cały dzień robocza była.
Wwlókł jakoś bagaży do domu i stanoł jak durny, co pierwszy raz aeroplan na niebie zobaczył.
Magisterka przecudnej urody była. Włos anielski do samych cycków sięgał, jak odbierał z PKSu to jakoś komednie poskręcane miała.
Sukienka jak mgła, co po sitowiu o świcie się snuje, spływała ledwo zakrywając zadek.
Twarz cudna jak Matka Boska z księdzowego obrazka.
Moja Aniuta zakipiała, że tak się wpatrzył jak w ikone.
Przez to dwie nocy na leżance spał, kości na kaflach prostując, choć wiek już nie rad, by takiej rehabilitacji zażywać.
Potem się dowiedział, że to książki tak taszczyła, bo jakieś egzaminy biznesowe na jesień miała zdawać.


Klara podsunęła się bliżej gacha, a ten obłapał łapskiem jak niedźwiedź drzewo, co to na nim leśne pszczoły gniazdo z miodem majo.
-  Ot widzo państwo, ja tak gadam po próżnicy, a nawet zapomniał powiedzieć jak miała na imię magisterka.
-  Właśnie, właśnie panie Władysławie.

Oswobodziła się z łap habala, bo może czucia nie ma troglodyta jeden.

-  Jak miała na imię ta pani?

Zaciekawiona Klara czekała na odpowiedź jak dziecko prezentu pod choinką.
-  Na imię było jej Marianna.

Władek i uśmiechnął się sam do siebie.

Marianna była na kwaterze już prawie niedzielę i co dziwne? Wszystkim się interesowała.

Bo co się dziwić miastowym jak bydlątka na filmach tylko widzo.
Tu na żywo można zobaczyć, a i w krowacze gówno przez nieuwagę wdepnąć.
Szedł  przez ulice, chyba do sklepu Gsu papierosy kupić? Bo swoja machorka się skończyła.
Pomyślał, może Bronka spotkam to jakiego wiśniaka wypijem za sklepem.
Dzień był słoneczny, a że sobota tak i mniej roboty w polu, żeb w niedziele do kościoła na sume być wypoczęty. Kiedy zarobiony to i kazanie proboszcza smakuje jak przekisłe ogórki.


Przechodził koło studni przy, której kiedyś z innych wiosek idąc do kościoła, nogi myli z piachu i dopiero kościołowe lakierki wzuwali.
Tera paniska to taksówkami, zajeżdżajo, choć i wielebny niczego sobie autko sprawił, bo niby, że parafia duża, to i do wszystkich z posługo zdążyć musi.
Miał już mijać dom Wiktora, kiedy głos usłyszał.
-  Władek! Władek!
Obejrzał się za siebie i na boki, ale ni żywej duszy nie widać. Zląkł się nie na żarty.

Pomyślał, że to czort kusi żeb do studni zajrzeć, a potem za łeb w odmęty pociągnie.
Stanoł jak zamurowany i choćby traktor jechał to nie zlazłby z drogi.
-  Władek! Co ty głuchy?! Czy co?

Zza chaty wyszedł Antek i przyglądał mi się jakby pierwszy raz w życiu widział.
Mnie cała krew do nóg odpłynęła i pobladł jak obrus na Wielkanoc. Chciał coś powiedzieć, ale jakaś niemoc gardło zajęła i tylko klapał gembo jak ryba wyjęta z wody.
- Chłopie, co z tobą?! Ty chory czy jak?

 Dalej pytał Antek

-  Choć posmakujesz świeżego spustu to od razu życie wróci.
Wtedy jakby kto pustym workiem w łeb zdzielił, stał jak wryty i nie mógł dojść do siebie, ale ocknął się z letargu po tym jak mnie Antek w pysk strzelił, bo myślał że jaki zawał mnie chwycił.
-  Oj Antek! Mało, co spodni nie zapaskudził.
-  Władek, co ty? Diabła zobaczył w biały dzień czy co?

Antek patrzył na mnie jak na ducha.
-  Oj Antek ja już myślał, że moja godzina wybiła.

Odzyskawszy czucie w jenzyku odpowiedział.
-  Choć wypijem po szklance ze świeżego spustu to i troski przejdo jak ręko odjął.

 
Poszedł ja za Antkiem przez skrzypionco bramke do jego obejścia. Mineli rozpadajonco się ze starości letnio kuchnie, bo za interesem czasu poładować nie miał, a zimo co za robota przy budowlance.
Przysiedli pod rozłożysto gruszo, tak w cieniu. My nie tak jak miastowe spragnione słońca. Oni to zady od rania do wieczora by smalili. Choć dobrze popatrzeć na te letniczki co wystawiajo się do smalenia, a miendzy kumpiaczkami[2]  tylko sznurek przeciągnięty, bo to ichnia taka moda.
- Wiesz Władek, co ja ci powiem.

Zaczoł rozmowe Antek polawszy z butelki na trzy palcy w szklanki. Wody one z dwie niedzieli nie widzieli. My tutejsze to za takie głupoty nie robim awantur. Aby co w środku było.
Przyjemny zapach swojskiej samogonki nos podrażnił jak świeży gnój z pola na jesień i od razu lżej na duchu stało.

-  Wrócił mój zięć zza granicy, co u Niemca się najmował przy machorce. Mówił, że robota cienżka. Najsamprzód na kolanach łaził jak liści zrywał.
-  A no! Robota przy tym marudna- dodał ja.- Na kolanach to może za pokute, że tu wałkoń był do roboty.
-  Ale posłuchaj Władek jakie on nowiny mnie przywióz z tych saxów.

U Niemca to bimbrujo ze wszystkiego, nawet i z kwiatków, a co ciekawe to legalnie, bo w sklepie kupić można.
Ja zbaraniał i oczy wybałuszył, choć jeszcze nic nawet na jenzyk na sprobowanie nie wzioł.
-  Jak to tak? Samogon w sklepach sprzedajo?

U nas to kiedyśniejsza milicja bimbrowników jak bandytów ganiała, choć same łajzy niemyte w kieszeń brali, żeb oczy przymnknońć.
-  No widzisz, my niby w Europie, a zawsze z zadu za wszystkimi.

Choć mówił, że ichni samogon, co jego Sznaps nazywajo, niskoprocentowy.

Nawet czterdziestu gradusów[3]  nie ma.

Zaśmiał się ja się wtedy i pomyślał.

Ot inteligencja zasrana, żeb choć jenzyki nie ścierpli, bo szwargotać trudno by było.

Podniósł swojo szklanke i stuknął się z Antkowo. Szkło miłym pobrzękiem zachęciło do przechylenia.
Najpierw poczuł coś jak wanilie, potem pieczenie w gardle, a na koniec jakby, kto obuchem w łeb przywalił. Wzdrygnął się i chuchnął przepalonym powietrzem.
-  No i jak?-  Zapytał Antek zaciekawiony- Dobra?
-  Dobra Antek! Dobra, aż w oczach pociemniało, tylko coś troche za mleika[4].
Antek skrzywił się nieco, że zachwytów tak mało dostał. Wyjął notatnik z zadniej kieszeni w spodniach i zaczoł coś kreślić ołówkiem, co raz go śliniąc na lepsze pisanie..
-  Co ty tam gryzmolisz? – Zapytał ja zaciekawiony.
-  A nic, muszę chyba recepturę pomieniać, bo za dużo wanilii nasypał.

Odpowiedział i dalej mazał w kajecie.
-  To, co za interes masz, że mnie tak naskoczył koło studni?
-  Oj Władek widzisz, bo i by zapomniał.

Pomyślał sobie interes rozpocząć. Skoro w tej unii można bimber legalnie sprzedawać w sklepach, to może i u nas by się przyjął?
Spojrzał ja na niego niczym świnia w puste koryto i uszom nie wierzył.
-  No, bo przecież sam wiesz jak letniki, co na kwatery przyjeżdżajo, łakomie lubio wypić naszej samogonki.

Ciągnął Antek.

-  Choć potem, śpio jak borsuki do południa, to na wieczór znów chco posmakować na nowo.


Tak my dyskutowali z Antkiem z dobre pół godziny, popijając jego nowość, o nazwie „ Zaściańska Wanilia”, chyba od cukru waniliowego nazwe zapożyczył.
Wtem jak na skaranie Boże, w obejściu pojawiła się Marianna.
Ubrana była tylko w krótkie majtki postrzępione, jakby jej bezpańskie psy nogawki poodgryzali i koszulke ledwo wymionka zasłaniającą.
Ja zbaraniał kiedy jo zobaczył. Antek o mało, z pieńka nie spadł, tak ochoczo do zapoznawania wstawał.
-  O tu pan jest panie Władysławie.

Rzekła tak słodko, że mnie wanilia odbiła się w środku.

-  Właśnie pana szukałam, a pani Anna powiedziała, że może tu pana znajdę.
Poderwał się na równe nogi, choć zwacieli trochę i żeb nie grusza, rozłożyłby się przed nio krzyżem, jak młode ksiendzy po świenceniach co przed ołtarzem leżo.
-   A co się stało?

Starał się nie bełkotać jenzykiem choć czuł, że słowa jakoś koślawo z jadaczki wychodzo.
-  Chciałam zobaczyć trochę okolicę i myślałam, że za przewodnika pana wezmę?

Patrzyła prosto w ślepia jak zając na drodze w światłą taksówki.
-  No czemuż nie! Ja zawsze służe pomoco.

Choć czuł, że jakby poszedł z nio na spacer, to gdzie w rowie noc by spędzał, bo nogi jakieś mientkie się zrobili.
-  Widzę, że jednak nie w porę przyszłam, bo pan chyba zajęty?
-  Nie! Nie!

 Rzekł tak bardziej dla kultury niż prawdy.

-  My tu z kolego trochu o takich sprawach miejscowych rozmawiamy.
Spojrzał na Antka i osłupiał.

Stał niby pokutnik przed Świentym obrazem. Morda mu się rozdziawiła i wpatrywał się w nio jak spragniony na studnie.
-  Oj widzi panna Marianna, kultury to u mnie jak u parobka, jakiego. Chciałby ja zapoznać kolege mojego serdecznego Antka Rybke.

Szturnoł  jego, żeb durno mine zmienił i wstydu nie przynosił.
-  Bardzo mi miło pana poznać. Jestem Marianna Biebrzańska.

Powiedziawszy to wyciongneła dłoń na przywitanie. Antek po kuksańcu jakby ożył, wzioł dłoń w swojo grabe i plasnął nieogoloną mordą wierzch renki i wydukał.
-  Antek Rybka jestem.

Renki nie puskał. Mnie aż duchoty wzieli jak zobaczył, że swoje pyszczysko z trzydniowym zarostem znów do całowania pcha.
Musiał jakoś reagować, żeb z tej durnowatej sytuacji z czysto gembo wyleźć. Szturchnął Antka jeszcze raz i powiedział.
-  Może panna Marianna siądzie w chłodku na minutke, a zaraz pójdziem okolice oglądać.
-  A tak, z miłą chęcią.

 Odpowiedziała i usiadła na pieńku.

-  Co to za taki piękny aromat wanilii się rozchodzi?

 Zapytała i zaczęła zerkać na boki.
-  My tu z kolego taki miejscowy specyfik rozleli, to i wanilio zapachniało.

Tłumaczył się jak dureń, ale co było począć. Ona nieznajoma może by komu przepowiedziała?

Choć cała wioska wiedziała, że Antek najlepszy samogon w gminie robi, to obcym nikt się nie wygadał.
Nawet sam proboszcz pod Wielkanoc i Boże Narodzenie kościelnego tu przysyłał.

Antek zawsze  za pokute nieregularnego uczestnictwa w życiu duchowym parafii, co na stół dawał, bo na tace chojny zawsze był.
-  To, to, co tu w butelce stoi?

 Zapytała jakby myślała, że my durne czy dzieci.
-  No tak- Wydukał Antek.
Ja tylko udał, że buta wionże, bo chciał od razu w łype lać.

Sam siebie w bagno wpędził, ale co było począć? Za rozumny to nie był, a unijne interesy chce robić.
-  Panie Antoni, czy mogłabym spróbować troszeczkę tego aromatycznego trunku? Zatrzepotała oczami, aż i mnie gorąco stało.
Antek od razu jak piwonia zaczerwieniał i wlał w szklanke jak dla chłopa, co przemarzł na słocie.
-  Panno Marianno! Ale…

Próbował ratować sytuacje i nie dopuścić do wykrycia tajemnicy. Ona tylko palec w mojo strone wyciongneła i na usta położyła. Zamilkł jak za czarodziejskim zaklęciem.
Marianna przytknęła szklankę do ust i na dwa łyki zawartość połknęła.
My z Antkiem mało, z pieńków nie pospadali z wrażenia.
Nagle zczerwieniała.

Ja poblad i zimnym potem się zlał.

Zaraz pobladła, to ja zczerwieniał.
Pomyślał , że otruła się? Miastowe nie przywykli do takich specyfików.

 Zląkł się i poderwał na równe nogi, po wodę lecieć do cucenia czy pomocy wzywać.
Letniczka przełknęła, zamknęła oczy i jak nasze miejscowe baby, tylko chuchnęła przepalonym oddechem.
Wtedy zbaraniał do reszty, Antek tak jadaczke otworzył, że do przełyku można było zajrzeć.
- Chuuuuuuuuuuuuu ! Bardzo dobre! Przypomina mi Whisky, tylko takie nietypowe, bo posmak wanilii ma.
Mnie jakby, kto kamień z pleców zdioł. Letniczka uśmiechnęła się i ze zdziwieniem popatrzyła na mnie, a potem na Antka.
-  Panie Antoni, a co pan taki purpurowy się zrobił? Stało się coś?

Zapytała przestraszona.
-  Nie panno Marianno, on tak od maleńkości ma.

Zacząłem wyjaśniać.

-  W dzieciństwie wpadł do beczki z takim miejscowym specyfikiem i opił się.

Spał potem trzy dni i trzy noce z rzędu tylko, co jakiś czas wynitował, a że to jakoś wczesno wiosno było, to chyba mu tak skóra się przebarwiła i tak zostało.
Antek mało nie posiniał ze złości. Ja tylko oczy przymknął i dalej dysputę ciongnoł, żeb, czego głupiego on nie palnął.
-  Widzi panna Marianna, Antek tak w rodzinny interes popadł. Teraz myśli jakby ten miejscowy specyfik na zagranice sprzedawać.
-  Hmm? Wie pan, panie Antoni, że to niezły biznes by z tego był? Trzeba tylko z odpowiednimi ludźmi porozmawiać i może udałoby się coś rozkręcić na szerszą skalę.
Antek jakby anielskich skrzydeł dostał i mało, co nie poleciał do góry.
-  U nas wielka biurokracja i korupcja, to ciężko może być, ale mam znajomego za granicą, to z nim porozmawiam w pana sprawie. Powinno się udać.

Uśmiechnęła się tak życzliwie, że Antek mało z pniaka na zad nie poleciał.
-  Oj panno Marianno! Wtedy panne ozłociłby chyba. Chciał ja rodzinno tradycje synowi przekazać, jak mnie ojciec, ale on jakiś niemrawy do tego. Tylko w książkach siedzi jakby filozofem czy kaznodziejo chciał zostać.
-  Panie Antoni! Wykształcenie to dziś postawa rozwoju ludzkiego.
Letniczce chyba poszkodziła ta szklaneczka, jenzyk się rozplątał i tołkowała Antkowi, żeb syna kształcił.

Już myślał, że do nocy zejdzie, ale napatoczyła się Karolcia Antkowa z kulawo Zośko.
Po ziółka i kwiatki chyba chodzili do świecenia, bo pół wora zielska taszczyli.
-  Oj, co za gość do nas zawitał!

Rozpromieniła się Karolcia.

-  Zajdzie łaskawie na pokoji to jakiej kawy czy herbaty naparze. Ten obłudnik tylko by siedział pod gruszo, a gościa niczym nie poczęstował.
-  Nie trzeba.

Protestowała letniczka.

-  Ja tylko tak przypadkiem wstąpiłam.
-  Żaden problem, niech zajdzie. U nas może nie tak czysto jak w bloku, ale bułko drożdżowo poczęstuje, co sama piekła.  

Miała być waniliowa, ale chyba czort ogonem wszystkie proszki waniliowe przykrył?

Żadnego nie znalazła.


Antek tylko pogmerał w kieszeni jakby czego tam szukał, choć nic nie wkładał.
-  Dobrze pani Karolino, skuszę się na odrobinę.

Odpowiedziała letniczka wstając z pniaka.
Poszli baby do chaty choć letniczka trochu chwiejnej, ale równowagę trzymała. Karolcia odwróciła się na chwilę do nas i pogroziła pięścią w kierunku Antka.
-  Uff! Poszli sobie nareszcie.

Westchnął ja z ulgo.
-  Władek! Co ty za brednie jej naopowiadał? Do jakiej ja beczki wpadł?

Oburzony Antek zaczoł temat.
-  A co miał jej powiedzieć o twojej ponsocie? Prawde?

Jak ty zimo do sracza szedł po nocy i mordo w zaspie wylondował?

Twoje szczenście, że chuch miał przepalony samogonko, to śnieg zelżał, bo by się udusił.
Insza racja żeb nie twój pies co ciebie wyniuchał jak od suki wracał i lizał po mordzie.

Potem skowytał  pół wioski na nogi stawiając.

Wszystkie myśleli, że twój dobytek z dymem idzie. Ty jemu powinien złoto miske sprawić bo tera byłby bez nosa.I chodził w takiej masce na gembie jak ten amerykanski piosenkarz co  chce się na siłe wybielić.

Ostatnio jakoś go widział w gazecie to wygląda jak śmierć na chorągwi.

Czym by ty tera składniki na zacier niuchał.
-  Oj dobrze, już dobrze. Było mineło.

Naindyczył się Antek.

Posiedzieli jeszcze do wieczora pod to gruszo ja zapomniał o papierosach, choć już zdolny do palenia nie był.
Jak wrócił do chaty Aniuta za chabety zawlokła do łóżka i w odzieniu zasnoł.

Sił zabrakło się rozbierać.
Ot i tak to się kończy historia Antkowego biznesu.

 


Letniki zasłuchane byli jak małe dzieci w bajke do snu.

Habal nawet nie zobaczył kiedy mu ten zagraniczny papieros cały się spalił. Jakby nie filter to palcy by poparzył.
Miał już wstawać do bydlątek iść, kiedy mnie Klara słowami zatrzymała.
-  Panie Władysławie, a co z Antkowym biznesem? Udało się?
-  A gdzie tam pani Klaro.

 Letniczka przed wyjazdem obiecywała Antkowi, że list wyśle jak się sprawy majo.

Niech tylko recepturę sporządzi i w gminie potwierdzenie, że to wyrób regionalny nigdzie indziej nierobiony.
Antek cało jesień chodził do sołtysa, pisma słał do powiatu i gminy.
Marianna po pierwszym liście przepadła.
Nie odzywała się cało zime.

Dopiero na wiosnę pocztówke z życzeniami przysłała, jakoś na Wielkanoc to było i po zagranicznemu pisało.
Dziwna jakaś była, bo zamiast Chrystusa zmartwychwstałego był tylko zając i kolorowe pisanki.
Antek przepił zawód, że go z gołym zadem zostawiła i powiedział, że dobra narodowego burżujom sprzedawać nie będzie. Poczeka aż u nas lepsze czasy nastano, a narodowe trunki tu rozpowszechniać będzie.

- Władek jak zara tu nie przyjdziesz to i na leżance miejsca nie zagrzejesz!

Głos Aniuty grzmiał niczym proboszczowy z ambony na sumie.
-  Aniuta już ide! Tylko kartofli osypko zasypie żeb parszuki głodne cało noc nie stali.



Białystok 27/11/08



[1] *parszuk- gwarowo na Podlasiu świniak

[2]  kumpiaczki- kumpiak, tylna świńska noga z szynką, z której robi się surową szynkę.

[3]  gradusów- gradus, z rosyjskiego stopień, gwarowo nazwa procentów w alkoholu.

[4] mlejka- gwarowo w niektórych rejonach Podlasia, za słodka, trochę za gęsta, mdła

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dragon42 · dnia 31.03.2013 20:58 · Czytań: 1099 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 21
Komentarze
tydrych dnia 31.03.2013 22:58 Ocena: Świetne!
I już jestem razem z Tobą na tej podlaskiej wsi.
Znam to wszystko z tej samej strony, choć nigdy tam nie mieszkałem, a okolicę zwiedzałem startując samolotem z lotniska na Krywlanach. Ach, jak ja wrócil do domu, to zaciagał. Śledzi nie żałował.:)
Jak lekko się to czyta. Jest parę niedoróbek w tekście. Powtórzenia łamią rytm czytania, ale to przecież można poprawić. Liczy się przekaz treści, taki naturalny, nieskażony, pachnący bimberkiem i swojska machorką. Ech. Czytałem to na głos i rechotałem się ze śmiechu. Zaproszę tu synową /Białystok i Malinniki/. Niech pooddycha swojskim powietrzem. Mnie tu kiedyś zarzucili przaśność w pisaniu, myślę że i tobie się nie upiecze. Powodzenia.
Dragon42 dnia 31.03.2013 23:20
No widzisz jak to góra z góra:) No z tym lotniskiem to porażka;/Zadupie robią z Białegostoku, przesuwają te lotnisko, że gdzieś na bagnach wyląduje;/.
No stary teks, trzeba by dopracować. Powtórzenia da się zastąpić, tu i ówdzie przyciąć.
Nie da się przaśnie takiego tekstu nie pisać, tu cały urok gwary i słownictwa.
Cieszę się bardzo, że wpadł Ci w ucho i rozbawił. Za jakiś czas, wrzucę II cz. bardziej kontynuację. Nad III utknąłem, ale może jakoś dokończę. Pozdrawiam i Smocza łapa.
tydrych dnia 31.03.2013 23:53 Ocena: Świetne!
Nam zarzucali, że szpital za blisko i tam pracować nie mogli, jak my mieli start w ich stronę.
Dragon42 dnia 01.04.2013 00:59
Żeby spamu nie było :) wrzucam do poczekalni kolejną część.
Przestań! biurokracja i łapówkarstwo.
bozka dnia 01.04.2013 11:49
świetnie się czyta- język naturszczyków- z okolic Białegostoku- widzę po komentarzach- a skoro tak- to mnie brakuje jakiegoś ruskiego zaśpiewu- co prawda kilka wtrętów zauważyłam, ale za mało wydaje mi się jak na tamte okolice- ale ja z drugiej strony kraju więc nie znam się- za bardzo- co do historyjki to zabawna i lekko napisana- :) pozdrawiam wciąż świątecznie
Dragon42 dnia 01.04.2013 13:02
No pomyślę przy kolejnych częściach jak powstaną, żeby coś wpleść na ludową nutę:)
Nie jest to powszechna mowa, ale używana na wsi, to nie znaczy, że nikt tam poprawną polszczyzną nie mówi:). Mi właśnie chodziło o oddanie tego klimatu, a po części shumo-ryzować punkt widzenia ludzi ze wsi.
Dzięki za poczytanie. Cmok Smok
Miladora dnia 01.04.2013 15:27
Smoku - tak nadmuchałeś tę opowieść, że w połowie już zaczęłam tracić rozeznanie, kto o czym i do kogo mówi. ;)
Przytopiłeś sens nawałem słów, a przecież to humoreska miała być.
Zredukowałabym o połowę, żeby lepiej sedno, czyli ten antkowy biznes uwypuklić, bo tak to się rozmył i tyle.
Poza tym przejrzyj pod kątem interpunkcji, bo błędów do licha i trochę, i gdybym chciała wszystkie wypunktować, to pewnie lista sięgnęłaby na drugą półkulę. ;)
Więc tak tylko dla przykładu:

Cytat:
Władek(,) trze­ba bydlęta oporządzić!


Cytat:
że ja po­roz­ma­wiać chce o rze­cza­ch do, których baby wtrącać się nie po­win­ny.

- o rzeczach, do których

Cytat:
Ani­u­ta(,) zara przy­de!

Słowa w wołaczu zawsze oddzielamy przecinkami.

Cytat:
za­du­mał się jak sęp nad pa­dliną i po­dra­pał się po si­wi­ejącej czu­pry­nie.

Drugie "się" niepotrzebne.

Cytat:
Proszę(,) panie Władysławie!()- Mi­a­sto­wy usłużnie za­je­chał z dłonią pod sam nos, w której trzy­mał ledwo na­poczętą paczkę za­gra­nicz­ny­ch pa­pi­e­rosów.()- Proszę(,) niech się pan poczęstu­je()- (g)adał tak słodko jak lep, co wabi muchy.

Przed i po dywizach daje się spacje.
Kwestie "mówione" małą literą.

Cytat:
Oj(,) nie trze­ba!()- odparł Władek.()- Ja tam wole swo­j­ski­ego cy­bu­cha za­pa­lić, choć ma­cho­r­ka może nie tak pachnąca, ale jak w płuca pójdzie(,) to aż oczy wybałuszyć można.()- (p)odziękował grzecz­nie, choć

Przecinek po "pójdzie", a nie po "to".

Cytat:
Na czym to ja skończył państwu opo­wi­a­dać?- Żachnął się

Słowo nieodpowiednie do sytuacji. Zastanowił się, zapytał, zadumał?

Cytat:
Opo­wi­a­dał pan, panie Władysławie(,) o An­to­nim i (u)ni­j­nym bi­zne­sie.()- (w)trąciła Klara.


Cytat:
Tu też jadła jak wróbelek, za to jej gach jadł


Cytat:
Ot(,) widzo państwo, jak to


Cytat:
żeby, jakie przybłędy nie­pro­szo­ne

Bez przecinka.

Cytat:
-()Było to jakoś przed świętem Matki Bo­ski­ej Zi­e­l­nej, bo i le­t­ni­ki je­sz­cze na kwa­te­ra­ch w Zaści­a­n­ku byli, a baby

Cytat:
-()Młode do bloków

Spacje pododawaj po dywizach.
Cytat:
choć dusz coraz mniej.()- Zasępił


Cytat:
Świeć(,) Panie(,) nad ich du­sza­mi i (w)i­ecz­ne (o)d­po­czy­wa­nie racz im dać(,) Pa­nie()- (w)y­ma­m­ro­tał


Cytat:
chleb smaczniejszy.()Kto tera oj­co­wi­zne

Spacja po kropce.

Cytat:
że może ona, jakie ko­n­se­r­wy ze sobo

Bez przecinka.

Cytat:
Klara lekko się uśmie­chnęła(,) błyskając perłowymi ząbkami,


Cytat:
Cie­ka­wo(,) jak on by postękał(bez,) przy ta­ki­ch wa­li­za­ch po całym dniu przy zbożu.


Cytat:
i myślę(,) jak te kufry pościągać,


Cytat:
żeb zo­ba­czyła(,) czy czego je­sz­cze nie trze­ba.


Cytat:
że to ksiązki tak

Celowo, czy literówka?

Cytat:
Ot(,) widzo państwo, ja tak gadam po próżnicy, a nawet za­po­m­niał po­wi­e­dzieć(,) jak a imię miała ta ma­gi­ste­r­ka.

- na imię -

Cytat:
Właśnie, właśnie(,) panie Władysławie(.)()- Oswo­bo­dziła się z łap haba­la, bo może czu­cia nie ma ten tro­glo­dy­ta je­den(.)()- Jak miała na imię ta pa­ni?()- Za­ci­e­ka­wi­o­na


Cytat:
Na imię było jej Ma­ri­a­n­na.()- (p)o­wi­e­dział Władek


Resztę tekstu przejrzyj pod kątem tych poprawek, Smoku. :)
A przy pisaniu następnych części pamiętaj o spacjach i interpunkcji w dialogach. Najlepiej byłoby, skoro chcesz pisać teksty prozatorskie, gdybyś się trochę w tym podszkolił. Wszystko znajdziesz w necie. ;)
No i nie rozgaduj się nadmiernie, bo humoreska powinna być krótszą i bardziej zwięzłą formą.

Miłego śnieżnego dyngusa. :)
Dragon42 dnia 01.04.2013 15:41
Taaaaaaaaaaaa,"bacik" z batożył :( na pewno jest wiele niedociągnięć, Humoreskę, można zamienić na długie opowiadanie. Na pewno nie będę wyrzucał, żadnych fragmentów, bo dla mnie przekaz straci sens. Wyjdzie po prostu kawał, a nie opowiadanie. Właśnie chodzi mi o wprowadzenie czytelnika, przedstawienie skąd, kto się wziął i jaką role odegrał.
Ta powtórzenia, wiem, wiem. Czasem są jednak niezbędne, dla zachowania klimatu. Są to dialogi ludzi (bez obrazy) prostych.
Popracuję troszkę i postaram się uażurowić tekst. Dzięki za pomoc. Cmok smok
Miladora dnia 01.04.2013 16:03
Dragon42 napisał:
Na pewno nie będę wyrzucał, żadnych fragmentów, bo dla mnie przekaz straci sens.

Wyrzucać nie musisz, ale możesz prześwietlić, bo zdarza się, że nie wiadomo, w której osobie to opowiadasz i miszmasz się robi, a także są pewne wtręty, które w zasadzie niczego nie wnoszą. ;)

Cmok smok :)
Dobra Cobra dnia 01.04.2013 19:35
Z powodu niewystarczającego czasu na przeczytanie całości, dziś kilka uwag co do części pierwszej opowiadania:


Cytat:
- Proszę panie Władysławie!- Miastowy usłużnie zajechał z dłonią pod sam nos, w której trzymał ledwo napoczętą paczkę zagranicznych papierosów.- Proszę niech się pan poczęstuje- Gadał tak słodko jak lep, co wabi muchy.
- Oj nie trzeba!- odparł Władek.- Ja tam wole swojskiego cybucha zapalić, choć machorka może nie tak pachnąca, ale jak w płuca pójdzie to, aż oczy wybałuszyć można.- Podziękował grzecznie, choć kręciło go jak robaki w zadzie, żeb tego miastowego zapalić.


- Proszę panie Władysławie!(spacja)- miastowy usłużnie zajechał z dłonią pod sam nos, w której trzymał ledwo napoczętą paczkę zagranicznych papierosów.(spacja)- Proszę niech się pan poczęstuje(spacja)- gadał tak słodko jak lep, co wabi muchy.
- Oj nie trzeba!(spacja)- odparł Władek.(spacja)- Ja tam wole swojskiego cybucha zapalić, choć machorka może nie tak pachnąca, ale jak w płuca pójdzie to, aż oczy wybałuszyć można.- Podziękował grzecznie, choć kręciło go jak robaki w zadzie, żeb tego miastowego zapalić.

Generalnie przed i po myślnikach - zawsze spacje!

Cytat:
-Było to jakoś przed świętem Matki Boskiej Zielnej, bo i letniki jeszcze na kwaterach

-(spacja)Było to jakoś przed świętem Matki Boskiej Zielnej, bo i letniki jeszcze na kwaterach

Wiesz, jak kiedyś będziesz sławnym pisarzem, to redaktorzy będą się zabijać, żeby poprawiać Twoje spacje. W tej chwili niestety musisz o to zadbać sam.

Cytat:
-Młode do bloków się porozjeżdżali, żeb luksusów miastowych pozażywać, a co obrotniejsze to na za granice się pokusili, bo tam niby chleb smaczniejszy.Kto tera ojcowizne chce obrabiać, jak wszystko można kupić, a jak trzeba to i do chaty przywiozo.

-(spacja!!!!)Młode do bloków się porozjeżdżali, żeby luksusów miastowych pozażywać, a co obrotniejsze to na za granice się pokusili, bo tam niby chleb smaczniejszy.Kto tera ojcowizne chce obrabiać, jak wszystko można kupić, a jak trzeba to i do chaty przywiozo.


Nasza ulubiona spacja + litery brak w wyrazie.

Cytat:
co to potem palone mary i złe moce majo odpędzać, jak trzeba to i zauroczonego bachora okadzić, żeb złe oczy zdjąć.


Rozumiem, że "żeby" nie ma "y", bo to gwara jest?

Cytat:
- Świeć Panie nad ich duszami i Wieczne Odpoczywanie racz im dać Panie- Wymamrotał jakby sam do siebie i szybko machnął ręka znak krzyża na piersi.


- Świeć Panie nad ich duszami i Wieczne Odpoczywanie racz im dać Panie - wymamrotał jakby sam do siebie i szybko machnął ręka znak krzyża na piersi.


Cytat:
ię pokusili, bo tam niby chleb smaczniejszy.Kto tera ojcowizne chce obrabiać, jak wszystko można kupić, a jak trzeba to i do chaty przywiozo.

ię pokusili, bo tam niby chleb smaczniejszy.(spacja)Kto tera ojcowizne chce obrabiać, jak wszystko można kupić, a jak trzeba to i do chaty przywiozo.

Cytat:
Twarz miała tak cudno jak Matka Boska z księdzowego obrazka, co to po Kolendzie dzieciakom daje.

Twarz miała tak cudno jak Matka Boska z księdzowego obrazka, co to po kolendzie dzieciakom daje.

Nie jestem ekspertem, ale kolęda to chyba z małej litery...?

Cytat:
- Właśnie, właśnie panie Władysławie- Oswobodziła się z łap habala, bo może czucia nie ma ten troglodyta jeden- Jak miała na imię ta pani?- Zaciekawiona Klara czekała na odpowiedź jak dziecko prezentu pod choinką.
- Na imię było jej Marianna.- Powiedział Władek i uśmiechnął się sam do siebie.


- Właśnie, właśnie panie Władysławie- oswobodziła się z łap habala, bo może czucia nie ma ten troglodyta jeden- Jak miała na imię ta pani?- zaciekawiona Klara czekała na odpowiedź jak dziecko prezentu pod choinką.
- Na imię było jej Marianna.- powiedział Władek i uśmiechnął się sam do siebie.

Po zdaniu i myślniku zawsze piszę z małej litery.


Cytat:
Szedł ja przez ulice, chyba do sklepu Gsu papierosy kupić,

Szedł ja przez ulice, chyba do sklepu GS-u papierosy kupić,

Cytat:
Pomyślał, że może Bronka spotkam to, jakiego wiśniaka wypijem za sklepem.

Pomyślał, że może Bronka spotkam to(bez przecinka) jakiego wiśniaka wypijem za sklepem.


Cytat:
Tera paniska to taksówkami, zajeżdżajo, choć i wielebny niczego sobie

Tera paniska to taksówkami zajeżdżajo, choć i wielebny niczego sobie


Cytat:
Zląkł się nie na żarty, bo Se pomyślał, że to czort kusi żeb do studni zajrzeć, a potem za łeb w odmęty pociągnie.

Zląkł się nie na żarty, bo se pomyślał, że to czort kusi żeb do studni zajrzeć, a potem za łeb w odmęty pociągnie.

Cytat:
- Chłopie, co z tobą?! Ty chory czy jak?- Dalej pytał Antek- Choć posmakujesz świeżego spustu to od razu życie wróci.

- Chłopie, co z tobą?! Ty chory czy jak?- dalej pytał Antek- Choć posmakujesz świeżego spustu to od razu życie wróci.


Cytat:
Mineli, rozpadajonco się ze starości letnio kuchnie, bo za interesem czasu poładować nie miał, a zimo, co za robota przy budowlance.

Mineli, rozpadajonco się ze starości, letnio kuchnie, bo za interesem czasu poładować nie miał, a zimo, co za robota przy budowlance.

Zerknij, proszę, do końca na swoje opowiadanie i z nabytą właśnie mądrością, popraw, co jest do poprawienia.

Wrócę do Twojej historii...

Pozdrawiam,


Dobra Cobra
Dragon42 dnia 01.04.2013 20:12
Tak, zredagowałem, poprzerzucałem to i owo.
Dobra Cobra napisał:
Wiesz, jak kiedyś będziesz sławnym pisarzem, to redaktorzy będą się zabijać, żeby poprawiać Twoje spacje. W tej chwili niestety musisz o to zadbać sam.

Nigdy im nie będę i , będę musiał zawsze sam poprawiać :) Nie wiem skąd ta przesadna a czasem niezasadna pisownia przecinków.
Dzięki za wskazówki.
Dobra Cobra napisał:
Cytat:
co to potem palone mary i złe moce majo odpędzać, jak trzeba to i zauroczonego bachora okadzić, żeb złe oczy zdjąć.


Rozumiem, że "żeby" nie ma "y", bo to gwara jest?

Tak gwara.

Przewietrzyłem trochę, może będzie ciut lepiej.

Miladora napisał/a:
bo zdarza się, że nie wiadomo, w której osobie to opowiadasz i miszmasz się robi, a także są pewne wtręty, które w zasadzie niczego nie wnoszą. ;)


Taki mój obrazowy styl, co ja poradzę:( Smocza łapa+cmok
Dobra Cobra dnia 01.04.2013 20:14
Czasem warto odpocząc pewien czas i znów powrócić do dzieła. Wtedy być może zauważysz, że uwaga Miladory może miała sens...

?

DoCo
Dragon42 dnia 01.04.2013 20:28
Tak racja, a czasem lepiej dać se spokój z pisaniem czegoś do czego nie ma się predyspozycji. Stawianie liter to nie wszystko. Chyba więcej już nic nie wkleję. Dzięki za rady. Smocza łapa
Miladora dnia 01.04.2013 21:25
Dragon42 napisał:
Chyba więcej już nic nie wkleję.

Nie przesadzaj, Smoku. :)
Jak chcesz nauczyć się pisać, skoro nie będziesz pisał? ;)
Każdy z nas zaczynał w ten sposób - od masy błędów różnego rodzaju.
I dobrze jest poprawiać, bo się przy tej okazji można naprawdę wiele nauczyć. ;)

Cmok i do roboty :)
Dragon42 dnia 01.04.2013 21:40
:) :) :) :) Prima Aprilis :) :) kogo będziesz batożyć ;)
Poprawiłem tu i ówdzie. Wiem,że może przydługie i rozlazłe, ale samo sedno to za mało. Próbuje czytelnika wprowadzić w klimat, żeby poczuł trochę jak czas spowalnia. Narracja tez powinna być utrzymana w tym klimacie, bo sucha i rzeczowa gryzie się z gwarą. Narratorem jest Władek i jego prosty tok myślenia. Dla tego może jest niedoszlifowany literacko.
Cmok Smok
Dobra Cobra dnia 02.04.2013 20:43
Oj, historia ta deczko skomplikowaną jest i zawiłą. A tu istota w prostacie, znaczy się: prostocie. Dobrze jest nakreślić wyraziste postacie, osadzić je w dynamicznej akcji i hej do przodu!!!! Trzymać się głównego toru narracji. Bez zbytnich odjazdów, przerywników. Bo gdy ich za dużo, czytelnik zaczyna się gubić. A tak nie powinno być.

A tutaj trochę sie to wszystko rozmywa.



Teraz pododawałeś po dwie albo i trzy spacje po myślnikach, a wystarczyło jedną.


Zapis dialogów kuleje. Jest tego bardzo wiele, oto jeden z przykładów:


Cytat:
- Panie Antoni, a co pan taki purpurowy się zrobił? Stało się coś?

Zapytała przestraszona.
- Nie panno Marianno, on tak od maleńkości ma.

Zacząłem wyjaśniać.

- W dzieciństwie wpadł do beczki z takim miejscowym specyfikiem i opił się.



- Panie Antoni, a co pan taki purpurowy się zrobił? Stało się coś? - zapytała przestraszona.
- Nie panno Marianno, on tak od maleńkości ma- zacząłem wyjaśniać. - W dzieciństwie wpadł do beczki z takim miejscowym specyfikiem i opił się.


Dobrze jest dodawać zdanie przed dialogiem, zakończone dwukropkiem np:

"Zdzicho ziewnął i podrapał się po głowie:
- Ech, panie dzieju - mruknął. - Co to sie teraz wyrabia.""


A tak by to niedobrze wyglądało:

"Zdzicho ziewnął i podrapał się po głowie.

- Ech, panie dzieju.

Mruknął.

- Co to sie teraz wyrabia.""

Masz tendencje do pisania właśnie w podobie do tego ostatniego, zmyślonego przykładu.


Najlepszym nauczycielem będzie czytanie róznych rzeczy: opowieści, powieści róznej maści. Czytając zwróc uwagę, jak autor obchodzi się z tekstem, z bohaterami, ich czynnościami, wypowiadanymi zdaniami. Wtedy wszystkiego sie nauczysz i będziesz wielki!

Zachęcam do spokojnych studiów nad literackim rozbiorem książek!


Pozdrawiam,

Dobra Cobra
Dragon42 dnia 02.04.2013 21:49
Nie, nie mam już siły zmieniać trzeci raz. Źle odczytałem wskazówki. Jak pisałem łącznie dialogi przedzielone narracja, też jakoś nie pasowało. nie wiem za mała spacja czy co? Teraz rozdzieliłem dialogi tez nie dobrze, nie to żebym się wkurzał. Po prostu kolejny już czeka, ale będzie większe batożenie. Nie mam zamiaru już więcej pisać prozy, bo widzę że nie dla mnie ta półka. Zbytnia rozlazłość i opisowość przeszkadza, no ale cóż, nie da się cofnąć czasu.
Nie chcę być większy, mam 1,80m i wystarczy mi :)
Jeśli chodzi o entery, bardzo ciężko jest tu coś poprawiać, a szczególnie spacje. Pomimo, że pracuję na Word'zie, ale tu jest inaczej może ze względu,że kożystam z Firefox.
Dzięki za uwagi.
Smocza łapa
Wasinka dnia 03.04.2013 18:51
Ależ mi się przyjemnie czytało. Porównania przywoływały uśmiech (czasem śmiech nawet), ale były też takie romantyczne, że ho ho (o sukience jak mgła w sitowiu :)).
Wsadziłeś mnie w tę wieś razem z letnikami, więc z chęcią słuchałam/czytałam. Jest klimat, jest chłopskie spojrzenie, okręcanie panienek i podejście do życia, codzienności. Język ładnie współgra, niesie po ścieżkach opowiastki. Dlatego warto poprawiać i poprawiać, jeśli trzeba. Wiem, to zniechęcające, ale dopieszczanie tekstu to istotna część pracy nad tekstem. Lekkość pisania masz, potrafisz wepchnąć czytelnika w atmosferę krajobrazu historii, więc techniczne sprawy to pestka. Nie zniechęcaj się.

Pozdrawiam z wiosennymi płatkami we włosach.
Dragon42 dnia 03.04.2013 21:05
Wasinka napisała:
Dlatego warto poprawiać i poprawiać, jeśli trzeba. Wiem, to zniechęcające, ale dopieszczanie tekstu to istotna część pracy nad tekstem. Lekkość pisania masz, potrafisz wepchnąć czytelnika w atmosferę krajobrazu historii, więc techniczne sprawy to pestka. Nie zniechęcaj się.

Dzięki wielki. Tak sprawy techniczne, da się naciągnąć, ale rozlazłości pisania...oj trudnoooooooooo. Mam tendencje do obrazowania,opisywania chyba zbytnio przesadnie, oraz jak Zauważyłaś porównań. Dla mnie bez tego tekst, nie mówię przesadnie jest suchy, tak wiem czytelnik ma prawo do swoich fantazji, ale ja próbuję naprowadzać, skierować na mój tok myślowy choć obrazy w naszych głowach na pewno będą inne.
Dzięki za zasłuchanie, za niedługo powinna pojawić się nowa część.
Cmok Smok z Wichrowego Doich :)
Wasinka dnia 03.04.2013 21:14
Dragon42 napisał:
Mam tendencje do obrazowania,opisywania chyba zbytnio przesadnie, oraz jak Zauważyłaś porównań.

Twoje porównania bardzo mi się podobają :). Brzmią naturalnie i zabawnie.

Muszę uważać, jak pozdrawiam, bo gdy teraz przeczytałam, to płatki we włosach skojarzyły mi się z łupieżem, chi chi.
Zatem pozdrawiam już teraz krócej - srebrzyście, księżycowo.
Dragon42 dnia 03.04.2013 23:53
Cieszę się, że jednak coś komuś się spodobało.Uciekłem gdzieś myślami do dzieciństwa podczas pisania, do słuchowisk radiowych o Sołtysie Kierdziołku, Jezioranach, Skiroławkach.
Chciałem choć po części oddać klimat Podlasia. Na serio ponaginałem czasem gwarę, ale przypisy są jak najbardziej używane na wsiach Podlasia.
Wasinka napisała:
Muszę uważać, jak pozdrawiam, bo gdy teraz przeczytałam, to płatki we włosach skojarzyły mi się z łupieżem, chi chi.

Nie bój nic, kupię Ci Nizorek(Unikam kryptoreklamy :)) za Ewro:) Cmok Smok
P.s w kolejnej cz. "Antek, ksiądz i Apokalipsa" zabiorę Ciebie na spacer, choć krótki sciezkami z mojego dzieciństwa ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Galernik
18/05/2022 21:57
Mówisz - masz, wrzucone. "Świder" się to nazywa. I… »
Galernik
18/05/2022 21:49
Przeczytane z przyjemnością. Pozdrowienia :) »
Galernik
18/05/2022 21:47
wolnyduch - dziękuję za wizytę i miłe słowo. Pozdrawiam »
wolnyduch
18/05/2022 20:12
Ładnie, prosto, bez udziwnień i melancholijnie. Dobrego… »
wolnyduch
18/05/2022 20:08
Dobra zaduma egzystencjalna, dobry wiersz, zawsze na czasie,… »
wolnyduch
18/05/2022 20:00
Dobre przesłanie, jesteśmy tacy sami, mimo różnic, a w… »
wolnyduch
18/05/2022 19:56
Bdb wiersz, odbieram go w dramatycznym klimacie, wiersz… »
wolnyduch
18/05/2022 19:52
Kolejna życiowa porcja do zastanowienia, a ostatnia cząstka… »
wolnyduch
18/05/2022 19:46
Doskonały tryptyk, msz, życiowo i boleśnie, z pierwszą… »
wolnyduch
18/05/2022 19:27
Ciekawy, dobry wiersz, co do puenty chyba coś w tym jest,… »
wolnyduch
18/05/2022 19:15
Dobry wiersz, z tęsknotą za miłością i z zadumą nad życiem.… »
wolnyduch
18/05/2022 19:04
No tak, wiem, że to przekład, ja też głownie piszę rymowane,… »
OWSIANKO
18/05/2022 18:41
Galernik wrzuć nie mieszkając! bzdyk »
Lilah
18/05/2022 12:53
Dzięki, wolnyduchu. Miło, że tekst przypadł Ci do gustu.… »
Kobra
17/05/2022 22:16
Dobry. »
ShoutBox
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
  • Yaro
  • 15/05/2022 18:40
  • Michał odezwij się. Pozdrawiam:)
  • Galernik
  • 10/05/2022 12:27
  • Dobra Cobro, ale to tak dobrze brzmi "Żywot bałwana". Myślę, że tytuł jest trafny, ale jak mi coś fajnego podrzucisz, to czemu nie, można zmienić. Dzięki za przeczytanie.
  • Dobra Cobra
  • 09/05/2022 15:30
  • Piękne zaproszenie. Zmieniłbym tytuł, żeby było bez słowa "balwan" , bo odzierasz punkt kuliminacyjny z zaskoczenia. I od początku wiadomo, co będzie.
  • Galernik
  • 09/05/2022 15:00
  • Witajcie. Melduję się po roku nieobecności. Żywot bałwana, jedna z moich najnowszych humoresek / opowiadań oczekuje Waszych opinii i ocen.
  • Darcon
  • 08/05/2022 09:57
  • Cały czas trwa nabór na konkurs "Malowanie słowem". Liczę, że wypoczęliście podczas majówki i teraz ruszycie z pisaniem. :)
  • Darcon
  • 04/05/2022 21:52
  • majka100, Strona główna, na dole, archiwum newsów. Marzec i kwiecień 2021. :) Pozdrawiam.
  • majka100
  • 04/05/2022 18:57
  • Dzień dobry, jest gdzieś zapis pierwszej edycji 'Malowanie słowem'?, bo jakoś nie mogę znaleźć. 'Muzoweny' też nie do odkopania.
Ostatnio widziani
Gości online:43
Najnowszy:Parderdf
Wspierają nas