Stenogram z ostatniej nocy - Tukas
Proza » Inne » Stenogram z ostatniej nocy
A A A
Od autora: Tak.

 

                 - Evviva L’arte! Człowiek zginąć musi – recytuję sobie w myślach, paląc papierosa. Francuski to ładny język, zawsze mi się podobał, stwierdzam, przyglądając się z balkonu ciemności, która przenikła świat do szpiku. Chociaż ogrzewa mnie przynajmniej pięć ciepłych koców, wciąż trzęsie mną z zimna. Najwyraźniej nie zdążyłem się jeszcze przyzwyczaić do tęgich mrozów o tej porze roku.

                Spoglądam za siebie. Wnętrze mieszkania rozświetla mętny błękit ekranu laptopa. Bateria starczy na jakieś cztery godziny dla mnie, klawiatury i przytłumionego Toma Waitsa, nie mam zatem gdzie się jeszcze spieszyć. Ale i tak w końcu zrzucam niedopałek, wracam do środka, rozsiadam się na krześle, biorę kilka haustów wina, płuczę usta przed połknięciem, zacieram ręce i po chwili stukam już w klawisze:

                   - Evviva L’arte! Człowiek zginąć musi…

 

***

 

           Wczoraj słońce wzeszło już tylko gdzieś na skraju widnokręgu, by zniknąć za horyzontem, zdaje się, trzy kwadranse później. Mówi się, że możemy odliczać świat w godzinach. W ogóle dużo rzeczy się mówi, wszystko krzykiem, bo szept już znacznie wcześniej stał się dla ludzi zbyt niesłyszalny, by pozostać w użyciu.

               Wczesnym popołudniem - zegarek wskazywał szesnastą, ale zmierzchało od godziny - postanowiłem, że wyjdę popatrzeć na ludzi. Ubrałem się w ciepłą kurtkę, bo grunt już dawno zdążył stracić sierpniowe ciepło i mimo spekulacji, że minie jeszcze kilka dni, zanim przyjdą mrozy, jakie nam się nie śniły, słupek rtęci na moim jedynym nieelektronicznym i całkiem zdezelowanym termometrze zszedł dobrze poniżej zera.

               Wyszedłem z klatki i poszedłem na południe. Latarnie nie działają już od tygodnia, więc tylko księżyc, latarka, którą dotąd starałem się oszczędzać, i rozgwieżdżone niebo wskazywały mi drogę. Rzeczywistość sama w sobie była wystarczająco rozpaczliwa, ale utknąłem w takim momencie na własnej osi czasu, że prędko przestały na mnie robić wrażenie te wszystkie opustoszałe ulice, rygle w oknach i ludzie – brzydcy, starzy albo ponurzy, bo w zasadzie tylko tacy odważyli się nie zdobyć na to, by choć spróbować uratować swoją skórę. A reszta, jak to ludzie - poszła głucho za głosem setek samozwańczych proroków, zwabiona mglistą perspektywą nadziei na jakieś jutro.

                Mijałem kolejne przecznice, wsłuchując się, jak cisze przerywają bardzo już sporadyczne świsty samochodów czy trochę częstsze ludzkie krzyki, które zawsze przebijały się gdzieś z oddali. Nie wszyscy potrafili nadążyć za powszechną rewolucją wartości, nietrudno więc wśród opuszczonych przez ducha domów znaleźć szabrowników. W tym ogonie społeczeństwa, który nie powiódł za grzbietem, znalazło się i miejsce dla tych, co w momencie gdy prawo pisane przestało wiązać człowieka, postanowili wejść all in i odkryć w ostatnich chwilach swoją zwierzęcą naturę jak karty na ręce, oddając się rozrywkom prawdopodobnie tak zwyrodniałym, że sama tylko myśl o nich przyprawiłaby cesarza Kaligulę o  chłopięcy rumieniec.

               Pomyślałem sobie w drodze, uśmiechając się do siebie, że pewnie byłaby to niezła panorama dla socjologów, zbliżający się dzień końca. Tylko że nie ma już chyba socjologów. Ani inżynierów, kioskarzy, prawników (dzięki Bogu, jeśli istnieje!), nie ma lekarzy i rybaków – zostały jedynie ludzkie cienie, a na ziemi miliardy porzuconych masek, które wcześniej te cienie wypełniały, a na ścianach i chodnikach krwią wytarte wspomnienie całej tej paplaniny o przyrodzonej godności człowieka.

               No i wśród tych cieni pewien barman; jeden, co nie chciał opuścić swojej życiowej roli, postanowił grać do końca jak orkiestra na Titanicu i zapowiedział, że będzie lał whisky wszystkim, dopóki nie pochłoną go ognie piekielne albo jego goście nie zaczną śpiewać piosenek Abby.

                To właśnie przed jego pubem znalazłem się kilka chwil później. Neon nad witryną nie świecił, choć Jacek miał własny agregat. Oszczędzał energię, żeby codziennie przez dwie-trzy godziny móc puszczać dość cicho muzykę na sali. Przez zakrytą kotarą szybę można było też dostrzec wąski pas migocącego światła. To lampy naftowe wróciły do łask.

                - Uszanowanko – powitał mnie z uśmiechem, uchylając drzwi i dodał pospiesznie: - Właź szybko, bo wpuszczasz zimno.

              - Za to przynoszę ze sobą żywy ogień – odparłem, obnażając wnętrze kurtki, w której kieszeniach dwie litrowe butelki taniej whisky kołysały się wesoło.

               Trochę im zazdrościłem.

 

***

 

               Jedną oddałem Jackowi jako frycowe. Podziękował, po czym skierował się w stronę zaplecza, dając mi czytelny sygnał, żebym za nim poszedł, ale powstrzymałem go na chwilę gestem dłoni i ruszyłem w głąb, żeby zająć ulubiony stolik, który okupowałem dzielnie od czasów, kiedy Jacek wyrzucał mnie z niego jako siedemnastoletniego gówniarza, a z którym miałem tej nocy żegnać się godnie, siedząc przy nim do wątpliwego świtu i zasypiając nieprzytomny na jego przyjaźnie chłodnej powierzchni. Cóż, prawda jest taka, że już od dawna nie siliłem się na bycie przesadnie wysublimowanym.

               Ku pewnemu zaskoczeniu okazało się, że ktoś zajął mi miejscówkę. Siedziała z podciągniętymi kolanami, opartymi o rant stołu i coś tam udawała, że czyta. Nigdy wcześniej jej nie spotkałem. Pomyślałem sobie całkiem literacko, że tylko tego mi, kurwa, brakowało.

                  Podszedłem do niej i powiedziałem, siląc się na stanowczy ton:

                 - To mój stolik.

                 Zupełnie bez pośpiechu dziewczyna wyjrzała zza książki i z wolna otaksowała mnie wzrokiem.

                 - Jest podpisany?

                 - Wokół jest jeszcze z tysiąc wolnych… - zacząłem, wskazując przynajmniej ze dwa.

                 - To może zajmij jeden z nich.

                 Westchnąłem dość długo i spojrzałem jej w oczy.

                 - Naprawdę, nie mam ochoty na towarzystwo – powiedziałem łagodnie, z właściwą sobie rezygnacją.

                Dziewczyna rzuciła mi jeszcze jedno krótkie spojrzenie, wzruszając przy tym wymownie ramionami i wróciła do książki.

           - Słuszna uwaga – wymruczałem. Rozłożyłem na stole papierosy, zapalniczkę, whisky i pęk kluczy, które wlokłem ze sobą bez sensu, po czym oddaliłem się w stronę zaplecza.

 

***

 

                      Rozmawialiśmy po cichu, ale nie szeptem. Z sali barowej dochodziły trochę stłumione dźwięki Rainy night In Soho w oryginale The Pogues. Jacek dziesięć najlepszych lat życia spędził, rozlewając Guinnessa w irlandzkich pubach. Był wielkim fanem.

                - Cztery w zupełności wystarczą, ale dam ci sześć, dla pewności – powiedział, wręczając mi niewielką ampułkę. Potrząsnąłem, pastylki zagrzechotały wdzięcznie.

                - Jesteś pewien, że nie chcesz poczekać do końca? – zapytał. – To już nie potrwa długo, widziałeś dzisiaj słońce.

                   - Widziałem. Już mi się znudziło.

                   Jacek wyglądał na szczerze zaskoczonego.

                   - Co?! Znudziło ci się? To jest powód? – dopytywał z niedowierzaniem. – Bo ci się znudziło?

                  - Posłuchaj – powiedziałem, kładąc rękę na jego ramieniu. - Została mi paczka papierosów i dwa litry wina w domu.

                Jacek patrzył na mnie przez chwilę skonsternowany, szukając zrozumienia. W końcu oczy nieco mu się zaszkliły. Chciałem uścisnąć go jak brata, albo chociaż jak ojca, ale widocznie nie była to nasza rzecz.

                   - No, już, na co czekasz? - powiedział. - Wypierdalaj z zaplecza.

 

***

 

                Wróciłem do stolika. Usiadłem naprzeciwko dziewczyny, rozprostowałem nogi, wyciągnąłem Chesterfielda z paczki i zapaliłem. Przemyślałem sprawę dopiero po chwili.

                - Nie przeszkadza ci dym? – wyrecytowałem kurtuazyjnie wniosek.

                - Nie przejmuj się – odparła zza książki beznamiętnym tonem. - I tak nie zdążę umrzeć na raka.

                Zaśmiałem się przewlekle, choć żart był stary i wcale nie taki dobry, a potem chwyciłem za whisky.  Zdarłem sprawnie akcyzę, odkręciłem nakrętkę i napiłem się trochę. Potem podałem butelkę przez stół, a ta nie spotkała się z odrzuceniem, co nawet mnie ucieszyło. Butelka wróciła do mnie szybko trochę lżejsza, więc powtórzyliśmy schemat raz, drugi i trzeci.

                - Nie jesteś z tych, co dużo mówią, co? – nie wytrzymałem w końcu.

                - Po co mam mówić, skoro wszystko zostało już powiedziane?

                Zaśmiałem się głośno i szczerze.

                - O co ci chodzi?

                - O nic. Też tak kiedyś każdemu powtarzałem.

                Myślałem, że to ją podrażni albo spłoszy, ale ona tylko uśmiechnęła się do mnie dość smutno i nie pamiętałem czy tylko chciała mi powiedzieć czy rzeczywiście powiedziała mi, że to wszystko przez to, że brakuje jej choć jednej myśli, w którą mogłaby szczerze uwierzyć.

                Odkręciłem butelkę i pociągnąłem dwa razy.

 

***

 

                - Co robiłeś wcześniej?

                - To samo, co teraz.

                - A co niby teraz robisz?

                - Piję.

                - I jesteś z siebie dumny…

                - Nieszczególnie.

                - Idziesz na łatwiznę.

                - Co masz na myśli?

                - Powiedzieć życiu: „Poddaje się! Chodźmy na piwo”. To łatwe. Tchórzowskie.

                - Zgadza się. Chcesz łyka?

                - Jasne.

 

***

 

                Byliśmy już oboje całkiem pijani, kiedy poprosiłem ją do tańca. Muzyka była dość poważna, a ja nigdy nie potrafiłem złapać rytmu.

                  Kołysaliśmy się przez dłuższą chwilę. Ona szeptała mi coś do ucha, ja piłem whisky za jej plecami, potakując i manipulując ampułką w kieszeni. Potem zacząłem się chwiać. W końcu przewróciłem się na nią i przez długi czas wycieraliśmy podłogę, gasząc na niej papierosy.

 

***

 

                Kiedy wyszliśmy od Jacka jakoś po czwartej, wtuliliśmy się w siebie na środku ulicy, ogrzewając wzajemnie.

                - To co? – zapytałem, siląc się na szelmowski ton. – Pójdziemy do mnie?

               - Po co?

               - Nie wiem… Posłuchać płyt?

                Zaśmiała się. Wypuściłem ją z objęć.

                - Naprawdę masz na to ochotę? – spytała.

                Zastanowiłem się.

                - Nie – odpowiedziałem, pocierając skroń. – Jestem zmęczony.

                Staliśmy tak jeszcze trochę bez słowa, tylko patrząc na siebie. Zastanawiałem się, czy to ja jestem taki pijany, czy to ona taka piękna. Wypiłem całkiem dużo, pomyślałem sobie.

                - To do zobaczenia – powiedziała w końcu.

                - Ta – odparłem. - Do zobaczenia.

                Po czym oboje odwróciliśmy się na pięcie i poszliśmy w przeciwne strony.

               Zdążyłem ujść ledwie kilkadziesiąt metrów, gdy wśród nocnej ciszy usłyszałem znajome grzechotanie w oddali. Znieruchomiałem nagle i gorączkowo wymacałem dłońmi puste kieszenie. Zakląłem głośno. Potem odwróciłem się szybko, ale jej cień ginął już w mroku.

                Śmiejąc się po cichu, odprowadziłem go wzrokiem, aż znikł zupełnie za rogiem.

 

***

 

               Wróciłem do domu, usiadłem przed komputerem, odpaliłem wino i zacząłem czekać na wschód, który nigdy nie nadejdzie.

           Poszedłem na balkon, okutany w koce. Zapaliłem tam papierosa, pomyślałem evviva l’arte i et cetera, a wróciwszy, wystukałem pierwsze słowa na klawiaturze. Skroiłem szpetną historię tej ciemnej nocy. Teraz pójdę spać. Może się nie obudzę.

 

***

 

                Errata: patrzę właśnie przez okno i widzę jasną łunę nad horyzontem. Zmieniłem zdanie. Słońce jednak wzejdzie. Zaczynam myśleć, że być może trochę to wszystko przedramatyzowałem. Kiepsko znoszę długie zimy. 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Tukas · dnia 01.04.2013 12:35 · Czytań: 856 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 15
Komentarze
jakotakamonika dnia 01.04.2013 17:14 Ocena: Bardzo dobre
Evviva L’arte! Człowiek zginąć musi…
Tetmajer zawsze do mnie przemawiał, w tym wydaniu również. Zawsze się tak dzieje, że ludzie odchodzą, szybciej, wolniej.. ale zawsze ;) Ileż to przedziwnych duszyczek błąka się po irlandzkich pubach popijając whisky czy guinnessa? Na wytartych krzesłach, pomiędzy wydrapanymi blatami rodzą się nowe historie, nowe znajomości by potem wraz ze wschodzącym słońcem i ulatniającym się przetrawionym alkoholem zniknąć na zawsze. :yes:
Dobra Cobra dnia 01.04.2013 19:45
Uwaga redaktorska: źle sformatowany tekst. Wszystkie wypowiedzi do lewej (starsznie nierówne formatowanie: raz na środku i nierówno, raz po lewej (rzadko), zbyt duże ustępy akapitów a czasem znów ich totalny brak.

Zadbaj o Czytelnika, zachęć go do czytania. Bo w tej chwili w tekście jest groch z kapustą...

Dasz radę!


Pozdrawiam,


Dobra Cobra
Tukas dnia 01.04.2013 20:24
Przesadzasz, mądrzysz się, albo masz okres. Chciałem nawet dać Ci do tego prawo, a potem paść na kolana i kajać się, bo faktycznie znalazło się w tekście kilka(!) graficznych potworków (nie wiem dlaczego, w docu wyglądało normalnie), w dodatku zamuliłem z wyrównaniem tekstu, ale z ciekawości spojrzałem jak sam formatujesz swoje teksty. Szału nie było.
pablovsky dnia 01.04.2013 21:45
Tukas napisał/a:
albo masz okres.


Dziś "prima-aprilis" i wszystko jasne ;) A ja myślałem, że DoCo jest menszczyznom :p
Inna sprawa, że chyba dobrze myślałem.
Uprasza się drogich twórców o niepuszenie się, oraz nie wiązanie spraw menstruacyjnych z twórczością! :)
Tukas dnia 02.04.2013 00:26
Menszczyznom? Piszę się "mężczyzną"!!!!1 Naprawdę, takie błędy na profesjonalnej stronie dla profesjonalnych pisarzy... Zrozumiałbym jeszcze, gdybyś napisał to z przymrużeniem oka, ale dałeś emotoikonkę bez przymrużonego oczka, więc to formalnie niemożliwe.

Swoją drogą, rozdzielić kwestię menstruacyjne od czegokolwiek to zadanie zgoła nieproste. Sam stroszę pióra i chodzę jak na szpilkach, kiedy mam te dni. Dzięki Bogu, że jest OB.
szmella dnia 03.04.2013 19:24
Cytat:
ene­r­gie,
- energię
Hmmm... niezły tekst. Ale chyba nie do końca zrozumiałam przesłanie.
Jedno jest dla mnie bardzooo jasne - zima :p
Nie trafiło to do mnie za bardzo.

BTW. To "menszczyznom" pablovskiego miało być tak specjalnie napisane - tak wnioskuje. ;P

Pozdrawiam ;)
Tukas dnia 03.04.2013 20:22
Dzięki za opinię. Tekst nie musiał mieć przesłania, więc nie przejmuj się;) Chociaż zima to ciemna akurat, pod każdym kątem.

Pablovski napisał "menszczyznom specjalnie?! Niemożliwe, po czym wnosisz?
Wasinka dnia 04.04.2013 23:13
Ech, ci menszczyźni ze swoimi męstruacjami... (to tak a'propos komentarzy).


Przyznam, że wciągnąłeś mnie w klimat tej nocy, która - zdawać by się mogło - dzieje się na pograniczu końca świata... Ciekawie pokazany bohater, atmosfera wokół niego rozsnuwa się na czytelnika. Gorzki (i nie tylko) humor... Zgrabne momenty, powodujące, że się bohatera lubi.
Specyficzna errata Twoja nie jest mi zupełnie potrzebna, ale nie będę marudzić, bo przecież wnosi zupełnie inny rys do owej "nieco" dekadenckiej historii. W sumie rys optymistyczny.

Dobrze, że istnieją na świecie istoty, które powstrzymają przed zrobieniem kroku nie w tę stronę...

Parę potknięć się przytrafiło, na przykład:
Cytat:
Cho­ciaż ogrze­wa mnie przy­na­j­mniej pięć ciepłych koców, wciąż trzęsie mną z zimna.
- nieco wpada na siebie mnie/mną
Cytat:
Wnętrze mo­j­ego mie­szka­nia rozświ­e­tla
- wyrzuciłabym "mojego"
Cytat:
zdaje się, trzy kwa­dra­n­se później. Mówi się, że możemy od­li­czać świat w go­dzi­na­ch. W ogóle dużo rze­czy się mówi, wszy­st­ko krzy­ki­em, bo szept już znacz­nie wcześniej stał się
- troszkę za dużo "się"
Cytat:
Ubrałem ciepłą kurtkę,
- raczej Ubrałem się w ciepłą kurtkę albo Założyłem...
Cytat:
zanim przyjdą mrozy(,) jakie nam się nie śniły,

Cytat:
la­ta­r­ka, którą dotąd starałem się oszczędzać(,) i ro­zgwieżdżone niebo

Cytat:
wsłuchując się(,) jak cisze prze­ry­wają ba­r­dzo już spo­ra­dycz­ne świsty sa­mo­chodów, czy trochę częstsze lu­dz­kie
- przecinek w nawiasie do wstawienia, a podkreślony - do wyrzucenia
Cytat:
a na ziemi mi­lia­r­dy po­rzu­co­ny­ch masek, które wcześniej te cie­nie wypełniały, a na ści­a­na­ch
- owo a/a tak celowo?
Cytat:
pochłoną go ognie pie­ki­e­l­ne, albo jego goście
- bez przecinka
Cytat:
po czym dodał po­spi­esz­nie: - Właź szy­b­ko, bo wpu­sz­cza­sz zimno. / Jedną oddałem Ja­c­ko­wi jako fry­co­we. Podziękował, po czym ski­e­ro­wał się
- jednak nieco za blisko po czym/po czym (ogólnie zwróć uwagę, czy nie za często)
Cytat:
Ku pe­w­ne­mu za­sko­cze­niu, okazało
- bez przecinka
Cytat:
i coś tam udawała, że czyta.
- udawała, że coś tam czyta (?)
Cytat:
spo­j­rze­nie, wzru­szając przy tym wy­mo­w­nie ra­mi­o­na­mi(,) i wróciła do książki.

Cytat:
Rozłożyłem na stolę pa­pi­e­ro­sy,
- stole
Cytat:
spędził(,) ro­zle­wając Gu­in­ne­s­sa

Cytat:
Jacek pa­trzył się na mnie
- może jednak bez "się"
Cytat:
nie pamiętałem(,) czy tylko chciała mi po­wi­e­dzieć(,) czy rze­czy­wiście po­wi­e­działa mi,
- wyrzuciłabym drugie "mi"
Cytat:
Chodźmy na piwo.”.
- podkreślona kropka zbędna
Cytat:
W końcu prze­wróciłem się na nią i przez długi czas wy­ci­e­ra­liśmy podłogę, gasząc na niej pa­pi­e­ro­sy.
- wpada na siebie nią/niej - a jeszcze wcześniej jest "jej" - , więc może np. przewróciliśmy się i przez długi czas wycieraliśmy podłogę, gasząc na niej papierosy
Cytat:
wypiłem całkiem dużo(.)

Cytat:
Za­trzy­małem się i gorączko­wo wy­ma­całem dłońmi puste ki­e­sze­nie. Odwróciłem się szy­b­ko, ale jej cień ginął już w mroku. Śmiejąc się p
- się/się/się
Cytat:
od­pro­wa­dziłem go wzro­ki­em(,) aż znikł zupełnie za ro­gi­em.



Pozdrawiam z wiosennymi płatkami śniegu we włosach.
pablovsky dnia 04.04.2013 23:28
Wasinka napisała:
Pozdrawiam z wiosennymi płatkami śniegu we włosach.

Czyli z łupieżem? Miałaś tak nie pozdrawiać Wasinko :D

Tukas napisał/a:
Pablovski napisał "menszczyznom specjalnie?! Niemożliwe, po czym wnosisz?

Uśmiechnąłem się z tej ironii :) A i tak będę obstawiał, że DoCo nie jest kobietOM :p
Wasinka dnia 04.04.2013 23:29
pablovsky napisał:
Czyli z łupieżem? Miałaś tak nie pozdrawiać Wasinko

Tutaj zapobiegawczo dodałam "śniegu", wówczas były same płatki :).

Przeczytaj opowiastkę, Pablovsky, całkiem zgrabna i z klimatem :).
pablovsky dnia 04.04.2013 23:40
Zakładasz, że nie czytałem? Połknąłem ją, zanim pojawił się pierwszy komentarz! :) Potwierdzam, ma klimat, dla mnie - nawet chwilami komiksowy. Lubię takie.
Tukas dnia 05.04.2013 00:47
Wasinka

Dziękuję za opinię i jak zwykle kawał karkołomnej pracy. Jesteś niezawodna jak brak zawodu. Poprawiłem już większość. Niestety, z tą mnogością zaimków jest tak, że w pewnych sytuacjach przy próbie ich unikania tekst traci dużo naturalności. Ale obiecuję, że jeszcze się pogłowie nad tamtymi fragmentami.

Errata jest pewnego rodzaju usprawiedliwieniem. W pierwszej wersji, bez erraty i z paroma przerobionymi akapitami, tekst (z dużo mocniej zarysowaną apokalipsą w tle), po którymś przeczytaniu wydał mi się tak pretensjonalny i pełen użalania się nad sobą (i w dużej mierze taki pozostał), że mogłem skwitować go tylko śmiechem. Ta errata to taki autodiss autora.

Pablovski

No dobra, niech będzie. Dobra Cobra na 90% jest mężczyzną (10% pozostawiam wrażeniu, które wywarła na mnie kampania "nigdy nie wiesz, kto siedzi po drugiej stronie monitora"; no, chyba że jest z Tajlandii. Albo Filipin. Wtedy to już w ogóle na dwoje babka wróżyła).
PS. Wbrew pozorom (tak mi się wydaje), nie jestem aż tak wielkim bufonem, jak wrażenie, które mogę po sobie ostatnio pozostawiać.
Wasinka dnia 05.04.2013 11:45
Pewnie, że zaimki nadają naturalności i nie są akurat tutaj drażniące, dlatego wskazałam tylko te, które mi nadto wjechały na siebie.
Co do erraty - nie narzekam, jako rzekłam; zaznaczyłam tylko, że może być i może nie być. Dla mnie dobrze jest tak i tak. Wydźwięk się zmienia, gdy ją dodajesz, i zaskakuje, co przecież jest plusem. Ale bez niej - także byłabym zadowolona z lektury. Jakoś mało wybredna w tym przypadku jestem czy co...
Uff, się tłumaczę.
:)

pablovsky napisał:
Zakładasz, że nie czytałem?

Ależ nie. Jeno skupiłeś się na menskościach menszczyzn, a chciałam zmobilizować do opinii na temat tekstu. I udało się. Ha!
:)
przyroda dnia 06.04.2013 13:34
I znowu, jak to u Ciebie barowe klimaty zakrapiane procentami i garścią egzystencjalnych myśli, które przyciągają czytelnika... postawa bohatera - mieszanina samotności, tęsknoty z oparami alkoholu... sprawia, że ma się ochotę z nim napić :|
Pozdrawiam.
Tukas dnia 11.04.2013 18:15
Cześć, przyroda.

Dopiero zobaczyłem Twój komentarz. Miło wiedzieć, że jeszcze tu zaglądasz.

Tak to już jest, że alkohol przyciąga uwagę. A właściwie ją na sobie koncentruje. No... przynajmniej ja tak mam.

Pozdrowienia!
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Dobra Cobra
30/11/2022 21:35
Pytanie jest tylko jedno: skoro mróz i wszystko skute na… »
Zdzislaw
30/11/2022 09:28
Dobra Cobro, kiedy nadchodzi jakiś kryzys, to ludzie próbują… »
Yaro
30/11/2022 09:19
Dziękuję serdecznie,:) »
wolnyduch
29/11/2022 23:05
Witaj Valerko Te listki przypomniały mi nie tylko o lecie,… »
wolnyduch
29/11/2022 22:59
Znieczulica z pewnością nie jest dobrą towarzyszką dla… »
wolnyduch
29/11/2022 22:53
Msz, jeśli mamy szukać łez, to tylko tam, gdzie płyną łzy… »
wolnyduch
29/11/2022 22:47
Wymowny, mocny wiersz, niestety wynalazcy zbrodni są nadal… »
Kazjuno
29/11/2022 22:46
D.Urbańska, też Cię serdecznie pozdrawiam! Uieszyłem się z… »
wolnyduch
29/11/2022 22:44
Witaj Jarku Wiersz pełen optymizmu, z nadzieją w tle iż… »
wolnyduch
29/11/2022 22:35
Witaj Yaro/Jarku Tak, to teksty o reinkarnacji i o… »
wolnyduch
29/11/2022 22:31
Witaj al - szamanko Miło mi, że zadałaś sobie trud… »
Kazjuno
29/11/2022 22:31
Już w trakcie czytania, podobnie jak u komentujących… »
Dobra Cobra
29/11/2022 19:50
W swoich dziełach często hołdujesz powiedzeniu: ocalić od… »
d.urbanska
29/11/2022 18:29
Witaj Kaz, dawno Cię tu nie było. Temat Powstania w naszej… »
Kazjuno
29/11/2022 17:00
Dzięki Viktorio za pojawienie się pod tekstem. Nowa wersja… »
ShoutBox
  • Darcon
  • 29/11/2022 10:35
  • Hej! Jak Wam idzie przekazywanie listy artystów konkursu Malowanie Słowem? Dotarła już do ostatniego uczestnika?
  • Wiktor Orzel
  • 27/11/2022 11:29
  • Napiszę do Ciebie na pw w tej sprawie ;)
  • Dark
  • 26/11/2022 11:27
  • Witam. Dostałem ofertę z wydawnictwa Novae res na mój zbiór opowiadań. Koszty pół na pół. Ktoś się orientuje czy warto w to inwestować?
  • Darcon
  • 24/11/2022 17:35
  • Uwaga, uwaga! Zostało ostatnie wolne miejsce w konkursie "Malowanie słowem"!
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:53
  • Ja oczywiście żartuję, bo w gruncie rzeczy nie ma to chyba żywotnego znaczenia, ale skoro może działać dobrze, to dam mu trochę czasu ;)
  • Wiktor Orzel
  • 24/11/2022 12:49
  • Silnik portalu potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby wszystko przemielić, żeby dane były jeszcze bliższe prawdy. ;)
  • TakaJedna
  • 24/11/2022 12:45
  • Nie żebym narzekała, ale byłam online przed chwilą, a pokazuje, że po raz ostatni byłam o 9:34. ;)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas