My i banda Ekierki nienawidziliśmy się od zawsze. Mówiąc „od zawsze”, mam na myśli okres obejmujący umieszczenie mnie w inkubatorze, aż po uwięzienie w podstawówce, natomiast używając słowa „my”, błądzę myślami wokół mnie, Grubego, Opasłego i Pulchnego, czyli czwórki dzieciaków niemal dospawanych do kanap w restauracjach z niezdrowym żarciem. Może to dziwne, ale wbrew pozorom nie byliśmy znowu takimi tłuściochami. Po prostu utarło się, że jako stali bywalcy McDonalda zasługujemy na równie parszywe ksywki, a przynajmniej tak zawyrokował niegdyś Linijka, prawa ręka tego kujona, Ekierki. „Kwartet grubasów!” – piszczał za nami i niepewnie monitorował reakcje kumpli, czy aby na pewno doceniają jego zabawne docinki. Cóż, doceniali.
Historia porachunków i słownych egzekucji naszych wrogich mafii trwałaby tak zapewne całe pokolenia – wtedy byłem śmiertelnie przekonany, że wychowam syna w nienawiści do potomków dona Ekierki i jego cyngli – gdyby nie ostateczna bitwa; bo zawsze musi być jakaś ostateczna bitwa, a zwłaszcza, kiedy cierpisz na chorobę zwaną wiekiem lat dwunastu, wychowałeś się na He-Manie, a dekiel aż ci kipi od pomysłów rodem z komiksów. Sam zapał to niestety nie wszystko, wszak potrzebowaliśmy solidnego planu! Nieoczekiwanie w sukurs przyszedł nam Opasły, znaczy typowy, osiedlowy osiłek. Zdziwiłem się, bo ze wszystkich kilogramów budujących jego ciało, mózg zagarnął dla siebie naprawdę niewiele; dość rzec, że na bukiet języka Opasłego składały się raczej siarczyste wiązanki aniżeli kwieciste zwroty.
- No bo kiedyś, kurcze.... – zaczął obiecująco Opasły. - ...pewien wódz rzymski miał problem z miastem Kartaginą, nie? W czasie wojen punickich puścił je z dymem, a na koniec zasypał, żeby tam już nigdy więcej nic nie wyrosło. Żaden kaktus, chwast, nic!
- Ale czym zasypał? – Pulchny nie lubił, jak ktoś mu kitował.
- Nooo… – wahał się chwilę Opasły. – Cukrem waniliowym, no bo, kurcze, czym?
Po tej krótkiej demonstracji wiedzy postanowiliśmy złupić ekierkową Kartaginę w stylu starorzymskim, i choć potrzebowałem pełnego baku wyobraźni, żeby skojarzyć zdezelowany szałas z antycznym miastem, to na końcu rozróby sam ochoczo pomagałem obsypywać pobojowisko cukrem, którego kilka saszetek każdy z nas bohatersko wytargował od rodziców.
Dziś wiem, że coś się Opasłemu jak zwykle pomyliło, ale to się zdarza, jeśli ma się lufę z historii. Tak czy inaczej, atak przyniósł efekty - rozpoczął bowiem erę gorączki złota, z tą tylko różnicą, że szlachetny kruszec został w niej zastąpiony cukrem, a ściągający z całego kraju poszukiwacze - dzikimi kotami. Bestie te, zwabione aromatyczną wonią wanilii, już nigdy nie dały bazie „Ekierkowców” spokoju, sztormem odchodów i napadami na nieostrożnych wędrowców po wsze czasy wykreślając to miejsce z mapy dziecięcych zabaw.
My i banda Ekierki nienawidzimy się do dziś, lecz wtedy to MY wracaliśmy z tarczą.




"Mafie" - dobre określenie



ja pamiętam jak chuligani posolili nam w zimie ślizgawkę. wysypali całą torbę soli i ślizgawka sczezła w kilka chwil. chuligani bardzo cieszyli się ze swojego dzieła. byli to wykształceni chuligani. wiedzieli, że lód posypany solą zamieni się wodę.


dzięki, P.!








Ale oby. 

Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt