WYK(Ą-O)PANY - Martin CROSS
Proza » Humoreska » WYK(Ą-O)PANY
A A A
Od autora: Dzień dobry!
Wokół zima, trochę ponuro i pomyślałem sobie, że prześlę tekst który powinien wywołać uśmiech... Mam taką nadzieję. Oczywiście mam ogromne problemy z obsługa edytora. Proszę o wybaczenie. Kompletnie się nie orientuję z tych wszystkich znakach. Po za tym nie zawsze chce mi wkleić tekst - nie wiem dlaczego.
Cykl opowiadań ze zwierzakami - psami chodzi mi od pewnego czasu po głowie - to jest takie średnie (wielkością i humorem).
Trudno mi też sklasyfikować co to za rodzaj. Może opowiadanie? Ale chciałbym, by te słowa wywołały uśmiech na twarzy Czytelnika.
Sorry - ale tekst jest "świeżuchny" i czasu na korektę zabrakło.
Życzę miłej lektury.
Pozdrawiam
(Jak tu się ruszyć w te w kwietniowe śniegi na wsi?)
Klasyfikacja wiekowa: +18

WYK(Ą-O)PANY

Zawsze zależy nam, by w nowym miejscu wśród sąsiadów dobrze wypaść, ale bywają sytuacje, gdy nie mamy na to żadnego wpływu…

Krystyna i Karol byli najszczęśliwszymi ludźmi na ziemi. Wykonywali dobre zawody: on był ginekologiem z II stopniem specjalizacji, ona wziętym architektem. Świetnie zarabiali, więc poznali kawał świata, mieli wielu wspaniałych przyjaciół, posiadali wspaniałe samochody a przede wszystkim rozpierała ich duma z powodu wspaniałego bernardyna. Dodatkowo w ciągu roku udało się im spełnić ich największe marzenie - wybudować dom. W pierwszy majowy weekend zaprosili na uroczystą parapetówkę kilku swoich znajomych. Jako pierwszy przyjechał nielubiany przez nich kuzyn Karola - Zenek, który od razu zaczął skwierczeć:
- Ja pierdzielę, jak trudno do was dojechać. Lasy jakieś i GPS nie mógł odnaleźć drogi.
- Nie narzekaj. Tu jest blisko. Dziesięć minut jazdy do centrum miasta.
Starał się załagodzić sytuację gospodarz.
- No niby tak, ale nie tak jak u Darka Pawia.
Małżonkowie zrobili do siebie dziwne miny. Wiedzieli, że kuzyn ginekologa zacznie opowiadać o swoim znajomym - aktorze popularnych serialowych tasiemców. Z opowieści jakie snuł godzinami, wydawało się im, że znają bardzo dokładnie schemat pokoi w domu aktora, układ ścieżek w jego ogrodzie i przyzwyczajenia wszystkich domowych zwierząt. Panowie poznali się na jakimś internetowym forum dotyczącym oczek wodnych i od tego momentu przyjaźń dosłownie z każdym dniem rozkwitała. W końcu Darek Paw załatwił Zenkowi statystowanie w kilku odcinkach. Nic wielkiego, ale w mieście od razu wszyscy o nim gadali a codzienna gazeta z krajowego koncernu medialnego od razu udostępniła łamy na krótkie artykuły dotyczące pielęgnacji ogrodu i zachowywania podczas castingów i przesłuchań konkursowych. Małżonkowie popatrzyli na siebie i pokiwali tylko głowami.
Zabierzcie tylko psa. Dobrze wiecie, że moja żona nie przyjechała z jego powodu. Jak wrócę do domu może wyczuć sierść na moim ubraniu.
Tak, tak.
Tym razem odpowiedziała Krystyna, pokazując ręką miejsce psu, który zaciekawiony nowym głosem w domu wychylił się z gabinetu Karola. Wiedzieli, że Zuzanna nienawidziła wszelkich stworzeń. Miała uczulenie od dziecka na sierść wszelkich zwierząt. Gdy je tylko wyczuła, kichała, parskała i po kilku minutach dusiła się. Natomiast Borys uwielbiał wąchać nogi Zenka i tylko jego. Gdy tylko kuzyn się pojawiał – namiętnie leżał pod stołem, obok fotelu, kanapy i wsadzał w nos w łapcie lub buty. Przy tej czynności dość obficie się ślinił. Mimo, że był spokojny i posłuszny - niezwykle trudno było odciągnąć psa od tej czynności. Dlatego najpewniejsze było zamknięcie w gabinecie i podrzucenie jakiegoś trudnego do rozgryzienia smakołyka.
Zaraz za Zenkiem przyjechały jeszcze dwie pary przyjaciół. Krystyna wróciła do kuchni kończąc przygotowywanie potraw, a Karol starał się raczyć drinkami i zabawić gości błahymi opowiadaniami o swoich perypetiami z ekipami budowlanymi. Gdyby ktoś wsłuchał się dłużej – uznałby, że to niezły materiał na powieść sensacyjną. Po kilku minutach przyjechał szef Karola – Stefan - ordynator oddziału ginekologicznego w szpitalu wojewódzkim. Jak wszyscy bliscy Karola oceniali - bardzo cenna znajomość. On w przeciwieństwie do kuzyna Karola widział tylko dobre strony usytuowania nieruchomości.
Pięknie, pięknie. Duży dom, przecudowna okolica, dobry dojazd do miasta. No tak, a jak sąsiedzi?
Po lewej stronie buduje się ktoś z urzędu miasta. Na przeciw jeszcze ludzi nie poznaliśmy, a po po prawej mieszkają emeryci z koncernu naftowego. Bogaci ludzie.
Odpowiedział Karol.
- Tak, ale bezdzietni.
Do rozmowy włączyła się Krystyna wnosząc na blat zimne przekąski i sałatki.
- Swoje uczucia przelali na jamnika. Dużego grubego długiego ciągle szczekającego wredniaka. Jak on się wabi?
Dodał gospodarz. Był już lekko wcięty, więc starał się jak najbardziej obrazowo pokazać psa.
- Pikuś. Tak. Rzeczywiście traktuję go jak dziecko. Niekiedy wydaje się, że oboje bardziej dbają o niego niż o siebie nawzajem.
Krystyna chciała zażartować, ale odpowiedź jednego z gości ją zmroziła:
- To tak jak wy.
Trzeźwo stwierdził Stefan i dodał:
- No tak. Teraz do pełni szczęścia brakuje wam tylko bliźniąt.
Zgromadzeni mężczyźni pokiwali z aprobatą głową.
- No nie. Teraz trochę przegięłaś.
Obruszyła się gospodyni. Nie lubiła Stefana, bo wydawało się jej, że dziwnie na nią patrzy. Po za tym był ginekologiem i czasami gadał od rzeczy.
- Nie bądź taka nadęta. Mamy się cieszyć z waszego szczęścia.
Pojednawczo rzekł Zenek, a Karol rozumiał że tylko teraz może bezkarnie dopiec swojej żonie, która podczas przeprowadzki dała mu mocno w kość. Zgryźliwie powiedział tak, by wszyscy słyszeli:
- Stefan! Masz rację. Ona bardziej dba o psa niż o mnie. Woli nawet z nim spać. Nasz Borys ma dużo lepiej niż ja…
- To tak samo było u Pawi, ale Darek wiedział jak się psiakiem zająć, żeby nie spał na jego miejscu. Ja pierdzielę - nie spać z żoną z powodu psa.
Z dezaprobatą pokiwał głową Zenek. Stefan widząc, że wszyscy świetnie się bawią kosztem gospodyni dorzucił:
- Jak będzie ci zimno, to podam adres, gdzie od razu będziesz ogrzany i przytulony. Przyszła wczoraj do mnie taka jedna…
Karol zaśmiał się rubasznie, ale jak spojrzał na żonę, od razu zrozumiał, że nieco przeholował. Wzrok gospodyni zauważył też Stefan przerwał w połowie zdania, i już nie skończył. Krystyna nie maskowała tego, że ją rozzłościli, ale rozumiała, że z podpitymi facetami nie ma co wdawać się w dyskusję. Lepiej jest na nich znacząco popatrzeć. Cedząc słowa przez zęby dodała:
- Karolciu daj spokój. Nie mów przy gościach z kim i dlaczego muszę sypiać.
- Masz rację przepraszam.
Karol zdawał sobie sprawę, że po imprezie zostanie w wielkim domu z żoną sam, więc postanowił nie popisywać się przed gośćmi. Jednak rozbawiony Zenek nie wyczuł zmienionego klimatu rozmowy. Gdy śmiechy umilkły on z przekąsem powiedział:
- Wiem dlaczego, żona Karolka woli Borysa.
- Dlaczego?
Bezwiednie zapytał Stefan:
- Bo jest cieplejszy od tego zimnego drania.
Roześmiał się głośno i rubasznie, ale jego chichot przerwał gong do drzwi. Gospodarz poszedł i je otworzył. Była to szefowa Krystyny - Sabina. Od samych drzwi zapytała:
- A gdzie ten wasz piesiu?
- Piesiu leży tu w gabinecie.
Mówił Karol pomagając jej zdjąć przewiewną kurteczkę.
Nie chcemy go wypuszczać, żeby krzywdy nie zrobił psu sąsiadów. Wiecie, to jest pies stróżujący, ma wrodzoną nieufność do obcych. Musi się dopiero tu zaaklimatyzować. Dopiero jutro zamontują ostatnią furtkę w ogrodzeniu między nami.
Zenek nie wierzył gospodyni:
Borys może zaatakować? To taki spokojny i skory do zabaw piesio.
Może, może.
Zapewniał gospodarz, a jego szef w swej dociekliwości spytał:
A co się dzieje?
Tamten ciągle szczeka i to denerwuje naszego Borysa. Wtedy staje się agresywny. Niby jest posłuszny, ale nie ma co ryzykować.
Nadal opowiadał ginekolog. Rozmowa dziwnie schodziła na temat psów. Jakoś goście nie chcieli podziwiać wspaniałego wprost perfekcyjnego domu małżeństwa, ani delektować się aromatycznymi specjałami. Stefan zapytał:
- No a gdzie jest tamten przebrzydły kurdupel? Tyle się o nim mówi, a coś go nie widać?
Karol pytany przez kuzyna rozejrzał się przez okno i przytomnie zauważył:
No właśnie coś go nie widać.
A ostrzegliście sąsiadów, że będzie dziś trochę głośniej?
Do rozmowy włączył się Zenek.
- Tak.
Zdecydowanie odpowiedziała Krystyna.
A poznaliście Borysa z sąsiadami.
Nie. Wiesz jako on jest na początku nieufny do obcych. Musi mieć więcej czasu. Po za tym nowy teren, dom i sąsiedzi.
To może go gdzieś schowali, żeby nie wkurzał nas i Borysa?
Może? Nie wiem.
Karol był zdezorientowany, ale ciekawski Zenek dalej pytał:
- A dlaczego nie zaprosiliście sąsiadów?
Tym razem wyjaśniała Krystyna:
- Właściwie to zaprosiliśmy, ale sąsiad przyszedł jakiś smutny i powiedział, że nie mogą dziś do nas przyjść. Przeprosił za fatygę i odszedł.
Widząc, że Zenek otwiera usta do kolejnego pytania szybko dodała:
- Nie zapytałam dlaczego ich nie będzie. Byłam zajęta przygotowaniami, a później już ich nie widziałam. Ale widzisz otwarte okno w salonie? Pewnie oglądają w domu telewizję.
Gospodarze z gośćmi przeszli do przygotowanej specjalnie na ten cel altany. Bernardyn posłusznie siedział za altanką. Piwo lało się strumieniami, grill praktycznie nie gasł. Gospodarz serwował kiełbaski, karkówkę i swoją specjalność – grillowane krewetki. Wędliny i mięso znikały w ekspresowym tempie. Goście twierdzili, że to dzięki tutejszemu leśnemu klimatowi mają tak niespotykany apetyt, ale prawda była inna. Duża część specjałów niknęła w paszczy Borysa, gdyż co jakiś czas któryś z gości szedł do za altankę, by osłodzić mu samotność. Zgromadzeni goście uwielbiali psa zawsze skorego do zabaw, lojalnego, i chcieli poprzez jedzenie dać temu wyraz. Pies też był w miarę zadowolony, bo mógł bez skrępowania od czasu do czasu powąchać nogi Zenka. Około 20.00. zaczął padać wiosenny deszcz. Przyszła burza i impreza musiała przenieść się do salonu. Tam też się świetnie bawili racząc śmiesznymi opowiastkami. Borys cierpliwie znosił głaskania i poklepywania utłuszczonych rąk pachnących jedzeniem, ale około 22.00. zaczął drapać w balkonowe drzwi.
- Trzeba z nim wyjść?
Zapytała Sabina, która mimo wypitego alkoholu prawidłowo rozumiała otaczającą rzeczywistość. W przeciwieństwie do niej Zenek nie rozumiał realiów życia i niepewnie spytał:
- Po co?
- Jak to po co?! Fizjologia.
Zaczął mówić Stefan.
Kupka Zeniu, kupka, siusiu i do gabineciku spać.
Ale on nie zna terenu.
Zaprotestowała Krystyna.
- Nie martw się. Przyjeżdżaliście z nim jak szła budowa?
Kontynuował Stefan.
- Tak, ale rzadko. No i nigdy go nie spuściłem ze smyczy.
Cierpliwie wyjaśniał gospodarz.
- Nic się nie martw. Nie zgubi się. A jak nawet – to rzadko spotykane psy. Odnajdzie się.
Uspokajał szef Karola. Alkohol spowodował, że byli odważniejsi niż zwykle i robili coś, na co by się nigdy nie zdobyli. Gospodarz ślizgając się na parkiecie podjął heroiczną misję otwarcia drzwi balkonowych. Nie udało się. Padł w połowie pokoju. Nie mniej skuteczny był Stefan – przewrócił się potykając o gospodarza. Najskuteczniejsza okazała się Krystyna. I dzięki niej w końcu Borys wyszedł na zewnątrz. Panująca atmosfera obniżyły ich tolerancję i możliwości przewidywania. Dalej tańczyli, słuchali głośno muzykę, pili i jedli. Około 24.00. przyjechała pierwsza zamówiona taksówka. Wychodząc z domu Sabina zapytała:
- A gdzie Borys? To mi twarzy nie wyliże?
Była samotną kobietą i widocznie kontakt z psem gospodarzy był jedynym z płcią przeciwną i dlatego tak domagała się fizycznego pożegnania. Karol śmiejąc się dziwnie powiedział:
- On nie lubi pijanych. Wiem coś o tym.
Rzeczywiście, jeśli Karolowi przytrafiło się coś wypić, żona wiedziała to od razu, gdyż Borys przewracał swego pana przy wejściu i groźnie warczał. Ale Krystyna przytomniej powtórzyła pytanie:
- No dobrze, a gdzie jest Borys?
Siły by podejść do okna miał jedynie kuzyn Zenek. Pamiętając upadek gospodarza i jego szefa zrobił to wolno i ostrożnie. Gdy był na miejscu spojrzał, przez szybę drzwi balkonowych i wyjęczał:
- Jezu…
Krystyna i Karol podejrzewając najgorsze podbiegli jak potrafili najszybciej do drzwi na taras. Kilka razy się zachwiali, ale tym razem z powodu determinacji w krwiobiegu zaczęła krążyć adrenalina. Wspierając się nawzajem – trzymali pion. Gdy stanęli przed drzwiami powtórzyli tylko za kuzynem:
Jezu…
Matko Bosko.
Dodała Krystyna. Stefan doszedł do nich i na widok na tarasie wystękał:
- Matko Boska, Józefie święty.
Pozostali goście nie chcieli tego cudu oglądać – wybrali miłe trwanie na kanapach i fotelach. Tylko zaciekawiona Sabina postanowiła sprawdzić co się dzieje, ale gdy dotarła do szyby, podobnie jak wszyscy biesiadnicy natychmiast otrzeźwiała. Widok był jak z horroru. Ciemny las szargany wiatrem wywoływał dziwny świst, zagłuszany grzmotami wiosennej burzy. Drzewa pochylały się raz w jedną, raz w druga stronę. Krzewy wyglądały jak przyczajone do ataku bestie. Atmosferę grozy potęgowały błyskawice rozjaśniające niebo i oświetlające taras. Ale to nie burza wywołała reakcję zgromadzonych przed wyjściem na taras ludzi, ale scena jaką zobaczyli. Pod oknem na tarasie leżał Borys i tarmosił w pysku nie dającego znaku życia jamnika. Mimo, że psa sąsiadów widziało wcześniej tylko małżeństwo, goście domyślili się, że to wspominany na początku imprezy Pikuś. Oba psy były niemiłosiernie mokre brudne od ziemi i piasku. Nie bacząc na deszcz i zimno Krystyna wybiegła na taras i zaczęła się szarpać z Borysem. Ten z pewnym ociąganiem oddał swoją zdobycz. Karol wziął nieruchomego jamnika na ręce. Usiłował nim potrząsnąć, ale głowa bezwładnie poruszała się we wszystkie strony. Od Karola jamnika wziął Stefan, ale i on czując całkowity brak reakcji przestał zwierzakiem trząść po kilku sekundach. Położył Pikusia na tarasie i bezradnie patrzyli na ciało nie dające oznak życia. Zenek podszedł od ubłoconych zwierząt i ze znawstwem podpowiadał:
Ja pierdzielę, ale musiał się biedny bronić. Widać, że stoczyli długą walkę, ale biedaczysko nie miał szans. Borys jest silnym i dużym psem, a ten stary, słaby. Nie miał szans.
Przestań!!!
Krzyknęła Sabina. Natychmiast przystąpiła do opatrywania złamanego paznokcia Borysa. Bernardyn mimo że mocno krwawił z łapy, zachowywał się tak, jakby nie rozumiał całej sytuacji. Stefan niespodziewanie zaproponował:
Weźmy go do łazienki.
Kogo?
Zapytała gospodyni.
No tego zdechlaka.
Po co, przecież on już jest sztywny?
Włączył się do rozmowy Zenek. Ale Stefan komenderował dalej:
- Zróbmy mu ciepłą kąpiel, może uda się przywrócić krążenie. Medycyna zna różne przypadki.
Sabina starała się racjonalnie podchodzić do sytuacji.
Zawieziemy go do weterynarza!
Jak? Przecież wszyscy pili.
Odpowiedział Zenek, ale Stefan nadal nie tracił nadziei.
Zrobię mu masaż serca, a jak będzie trzeba…
Co? Sztuczne oddychanie?!
Stefan nie nawiązał do sugestii Zenona. Zanim ktokolwiek się zorientował, wziął jamnika na ręce i zaniósł do dolnej łazienki. Widać było, że jest mocno zdeterminowany, by uratować zwierzaka. Kobiety mimo, że poszły za za nim, były bardziej realistyczne. Krystyna widząc, że polewa psa ciepłą wodą z natrysku starała się przerwać wykonywanie tej czynności:
- Stefan daj spokój. Nie wczuwaj się. Pojedziemy taksówką. Stoi pod bramą.
Sabina starając się ocenić sytuację dodała:
Dajcie spokój. Kto odważy się w nocy wieźć ubłoconego psa?
Jednak sama przyprowadziła bernardyna do łazienki i kazała mu wejść do wanny. Gdy spokojnie stał – zajęła się krwawiącą łapą
Masz rację. To zły pomysł. Tych ludzi i ich psa wszyscy znają. Facet jest radnym, ludzie go szanują. A on miesiąc temu miał rozkładówkę z tym jamnikiem w naszym tygodnik.
Z rezygnacją powiedział Karol, a Zenek dodał:
- Racja kuzynie. Sam widziałem i dałem do niego komentarz.
Krystyna widząc, że zgromadzeni jednak jej słuchają powiedziała:
- Wszyscy się dowiedzą. Jak oni zniosą tą wiadomość? Ponoć oboje chorują na serce. Trzeba im spokojnie powiedzieć co się stało – póki w domu mamy dwóch lekarzy.
Karol niespodziewanie zaczął łkać, a jego szef sprostował:
- No tak, ale ginekologów, nie lekarzy. Ginekologów.
W tym czasie Sabinie udało się zahamować krwawienie u Borysa, który machał spokojnie ogonem i jako jedyny nie ulegał panice. Gospodyni patrząc na sytuację powiedziała:
- Boże nie ma wyjścia. Nie kombinujmy więcej. Trzeba im powiedzieć.
Zenek i na wydechu dodał:
No to ładnie spędziliście pierwszą noc w nowym domu. Od razu ukochany pies sąsiadów zagryziony. Ciekawe co zrobicie w drugą noc?
Wziął oddech i gadał:
Przewrócicie ogrodzenie na ich ukochany ogródek warzywny?A co będzie po tygodniu? Ja pierdzielę. Oni z wami miesiąca nie przeżyją! Ja pierdzielę.
Zenek przestań, bo cię wyproszę!
Wrzasnął Karol. Sytuacja była beznadziejna. Stefan w łazience nadal polewał ciepłą wodę psa. Jednak ten nie dawał żadnego znaku życia. Na dodatek z psiego pyska wysunął się język. To zupełnie ostudziło zapał ordynatora do zrobienia sztucznego oddychania. Po kilkunastu minutach i on się poddał.
- Nie da rady. Jest już sztywny.
Zenek zadał pytanie retoryczne:
- Co my teraz zrobimy?
Zapadła cisza. Goście zostawili psa w brodziku i weszli z powrotem do salonu. W łazience została tylko Krystyna z Borysem. Coś jeszcze wypili, ale nikt nie odważył się cokolwiek zjeść. Siedzieli milcząc. Po kilkunastu minutach do salonu weszła gospodyni.
- Wiecie co?
- Co? Ożył?!
Spytał Karol.
- Wysuszyłam go bezwiednie.
Goście nie rozumieli o co chodzi a ona dalej mówiła:
- Na początku wysuszyłam Borysa, a ten drugi tak leżał spokojnie i bez zastanowienia też go obleciałam suszarką.
- Ale chyba sierści mu nie spaliłaś?
Zapytał Zenek, ale widząc wyraz twarzy Karola usiadł głębiej na kanapie.
Nie. Co ty. Nie wygląda na to, żeby miał gdzieś ślady kłów po ugryzieniu Borysa.
To pewnie go bydle zadusiło.
Zenek natychmiast znalazł odpowiedź, ale inni goście nie podjęli tematu. Zapanowała cisza. W pewnym momencie Sabina jakby dostała olśnienia - krzyknęła:
- Wiem! Podrzucimy go do domu sąsiadów! Pomyślą, że zdechł pod ich drzwiami.
Misję zadeklarował się poprowadzić Stefan. Zgromadzeni uznali, że jeśli sąsiedzi go zauważą, to po prostu ucieknie. Na pewno nie skojarzą nocnego gościa z małżeństwem mieszkającym obok. Stefan zadeklarował, że gotów jest się poświęcić i jeśli by go dostrzegli – nie zamierzał ich więcej razy odwiedzać. Krystyna starała się tego nie okazywać, ale uznała, to za genialny pomysł – nie musiała by więcej oglądać ordynatora w swoim domu. Karol też nie protestował – w sumie wystarczająco często widywał szefa w pracy.
Gdy Stefan był w połowie drogi do posesji sąsiadów, Karol doznał przebłysku świadomości:
Krysiu, a czy nas sąsiad nie jest przypadkiem myśliwym?
Chyba jest i w korytarzu trzyma dubeltówkę naładowaną solą.
Dlaczego?
Spytała Sabina. Gospodyni od razu wyjaśniła:
Długo tutaj sami mieszkali, a wokół las. Brak sąsiadów. Ponoć ich kiedyś próbowano okraść na śpiocha. Jakby ktoś się skradał, to krzywdy nie zrobią, a solidnie przestraszą.
Ja pierdzielę. To nasz ordynatorek ze szpitala wojewódzkiego może z przestrzeloną dupą do domu wrócić. Pięknie. Będzie co opowiadać.
Zgryźliwie zauważył Zenek. Goście razem jak na komendę wrzasnęli:
- Zenek! Przestań!
Na zewnątrz usłyszeli ogromny grzmot, a Zenek dodał:
- Słyszeliście, słyszeliście?
- Co?
- Jakby ktoś z dubeltówki wystrzelił.
Gospodarze byli załamani, ale na szczęście po kilku minutach Stefan powrócił od sąsiadów cały i zdrowy z misji. Ociekając na progu drzwi wodą zakomunikował:
- Załatwione, ale Krysia na kawę musisz mnie zaprosić.
- Oczywiście Stefan.
Skwapliwie powiedziała gospodyni, ale wzrok Stefana coraz mniej się jej podobał. Ginekolog korzystając ze swej chwilowej przewagi zaproponował:
- Ale nie u ciebie Krysia. Zapraszam do siebie do gabinetu – zobaczysz jak tam jest przyjemnie.
Krystyna z jednej strony była załamana obrotem sprawy, ale z drugiej uniknęli z mężem ogromnej kompromitacji – rozumiała, że jakieś poświęcenie musiało być. Po jakimś czasie towarzystwo rozjechała się do swoich domów. Zenek w drzwiach ośmielił się zapytać:
- Ale chyba zaprosicie mnie z Zuzanną na Sylwestra? Macie piękny dom, duży teren. Będzie się dobrze czuła, bo na pewno po tym wszystkim pozbędziecie się psa.
Przez to, że Zenek nie był trzeźwy, nie zauważył wzroku Krystyny i Karola, którzy prawie go wzrokiem zabili. Narażając się gospodarzom mówił dalej:
- Tylko trzeba uważać ze sztucznymi ogniami, żeby lasu, czy jeszcze gorzej domu sąsiadów nie spalić. Bo u was tak imprezy się udają… Takie atrakcje fundujecie, że… Ja pierdzielę.
Ale nie dokończył zdania, gdyż Karol nie dbając o kurtuazję zatrzasnął przed nim drzwi.
W końcu małżeństwo gospodarzy zostało same. Nie wiedzieli co czeka ich następnego dnia. Bez zastanowienia wypili po kolejnym drinku. Po naradzie w łazience podczas kąpieli postanowili udawać, że nic się nie stało. Zdecydowali też nie wypuszczać przez jakiś czas samego Borysa na zewnątrz.

Nazajutrz obudził ich głośny głos dochodzące spod domu sąsiadów. Mężczyzna cięgle powtarzał:
- Jak to możliwe? Jak to możliwe?
Słyszeli, jak kobieta głośno łka. Długo się ociągali z wyjściem na zewnątrz, ale w końcu zrozumieli, że nie mogą w słoneczny poranek dłużej siedzieć w domu. Tym bardziej, że Borys głośno szczekał i mocno drapał drzwi wejściowe. Znów musiał załatwić swe potrzeby fizjologiczne.
Sąsiedzi zachowywali się tak, jakby oczekiwali aż sąsiedzi wyjdą z domu i zobaczą nieszczęście. Biadolenie sąsiada i płacz sąsiadki było wprost nie do zniesienia. Małżonkowie z pewnym ociąganiem ubrali się i wyszli do ogródka. Karol bez przekonania pozdrowił sąsiadów:
- Dzień dobry.
- Nie wiem, czy dzień dobry. Naprawdę nie wiem.
Przerwał lamentowanie starszy mężczyzna. Na twarzy było widać cierpienie połączone z niedowierzaniem. Mimo, że Karol znał powód zmartwienia sąsiada obłudnie zapytał:
- Co się stało?
Mężczyzna podszedł bliżej płotu i dużym trudem zaczął opowiadać.
- Wczoraj nasz pies zaczął bardzo cierpieć. Wezwaliśmy weterynarza. Powiedział, że jedynie może go uśpić, bo nie ma sensu przedłużać cierpienia. Długo przecież chorował na jakiś nowotwór. Zgodziliśmy się.
Mężczyzna otarł łzy z oczu i pot z czoła:
- Musiałem prosić weterynarza żeby odstąpił od procedury. Chciał nam zabrać naszego Pikusia. Ponoć przepisy karzą im oddawać uśpione zwierzaki do jakiegoś strasznego zakładu. On przeżył z nami szesnaście lat. Kochaliśmy go . Jak tak można?
- No chyba nie można.
- No właśnie. Zakopałem go tu niedaleko obok naszego domu. W lesie. Pod największym dębem. A dziś znaleźliśmy Pikusia czystego pod naszymi drzwiami. Jak to możliwe? Wykopał się? Przyszedł się pożegnać? Może ta burza go obudziła?
Ani Krystyna, ani Karol nie wiedzieli, czy się śmiać, czy też płakać. Obie reakcje były nieadekwatne do sytuacji. Nic nie powiedzieli. A mężczyzna niespodziewanie zapytał:
- A dlaczego u państwa nagle wczoraj zrobiło się tak cicho?

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Martin CROSS · dnia 11.04.2013 10:13 · Czytań: 967 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 3
Komentarze
pablovsky dnia 11.04.2013 12:55
Martinie Crossie! :) No puenta znakomita, uśmiałem się mocno! Za pomysł masz najwyższą ocenę! Ale za napisanie tekstu - chyba najniższą :) Dawno nie czytałem tak nieudolnie napisanych dialogów. No co Ty zrobiłeś? Popsułeś taki tekst! Musisz to bezwzględnie napisać ponownie, od podstaw!
Nie tylko dialogi do poprawy, ale wszystko :) Twój poprzedni tekst (czekam na kolejny odcinek!) nie miał tylu rażących błędów. Co się stało?
Pozdrawiam serdecznie i jeszcze się śmieję na myśl o Pikusiu. To był rewelacyjny pomysł. Zabieraj się za poprawki! :D
Martin CROSS dnia 11.04.2013 14:43
No właśnie. Ja piszę z...biście długo. Teksty poprawiam w nieskończoność. Tak około 30 autopoprawki jestem średnio zadowolony. Tekst ma już kilka lat. Trochę mroczne klimaty zaczęły dominować i wyciągnąłem go z szuflady, ale co najważniejsze - jak większość moich przypowiastek - autentyczna. Cierpię na bezsenne noc - wygrzebałem i posłałem. Przyznam się, że po wysłaniu kilka błędów znalazłem. No i redaktora mi zabrakło - osoby, która swoim okiem by rzuciła na całość. Żebyś Ty znał inne historie - ledwie zakreślone o psach... Oczywiście z rzeczywistości. No i stąd pomysł na kilka opowiadań. Obiecuje, przysiądę i poprawię.
Dzięki za uwagi. Nie wiem, co znaczy ten znak, ale go dam:bigeek:
Krasnal dnia 14.05.2014 13:33 Ocena: Świetne!
dobre i śmieszne:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
28/02/2024 22:59
Gosposię, Zbysiu, w odpowiedzi na mój komentarz, ująłeś w… »
Kazjuno
28/02/2024 22:13
Zbysiu Zaciekawiłeś mnie powyższym komentarzem. Bliski… »
Jacek Londyn
28/02/2024 19:03
Zdzisławie, z treści fraszki wnioskuję, że pomimo… »
Marek Adam Grabowski
28/02/2024 15:55
Zamiast pisać od nowa wklejam mój komentarz z innego… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 15:24
Kaziu Nie zrozumiałeś mnie niestety, jeśli chodzi o… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 15:06
Kaziu To jest niedokończony przeze mnie komentarz, tak jak… »
Kazjuno
28/02/2024 13:26
Sposobów na poderwanie "gosposi" może być wiele.… »
Kazjuno
28/02/2024 13:01
Cieszę się, że przeczytałeś i dzięki za taaaaaaki duży i… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 00:40
Kaziu Pisałem wcześniej o pomyśle na część 5-tą, już ją… »
Zbigniew Szczypek
28/02/2024 00:14
Roninie Podobała mi się ta miniatura. Chociaż zacząłem od… »
Kazjuno
27/02/2024 23:32
No, Zbysiu, Muszę pogratulować! Nie należę raczej do… »
Zbigniew Szczypek
27/02/2024 23:23
Kaziu Nie pamiętam, co czytałem i nie skończyłem… »
pliszka
27/02/2024 23:22
Muszę przyznać, że tekst ten skłonił mnie do szczególnie… »
pliszka
27/02/2024 22:57
Uderzająco prawdziwe i smutne. I nie tylko z miłością tak… »
Zbigniew Szczypek
27/02/2024 21:42
Dobry wieczór Pliszko Bardzo Ci dziękuję, że jako jedyna… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 28/02/2024 12:15
  • Dla nas to było takie samo zaskoczenie jak i dla Was ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 28/02/2024 12:00
  • No to śmieszne nie było, już rozwijałem matę i owijałem papierem ryżowym krótkie tanto... ;-]
  • Redakcja
  • 28/02/2024 11:50
  • Wracamy po krótkiej przerwie. Tęskniliście? ;-)
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 23:33
  • I teraz dopiero, gdy byłem tu i tam, pozwolę sobie zaprosić Was do mnie, na "Bal". Z góry dziękuję, za odwiedziny ;-}
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 22:50
  • Hej! W tym "skansenie" chroboczą korniki - więc jeszcze żyje!
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:52
  • Oby nie z mocą Covida. Część ucieknie w popłochu. Niektórzy przeciążeni intelektualnie mogą powiększyć grona pacjentów zakładów psychiatrycznych. Tym zalecam mokre kompresy na rozpalone czoła.
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:45
  • Sorry za literówkę. "Macie", a nie "Maci"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 13:44
  • I tu Ci Kaziu przyklasnę - brawo! "Zarażmy" towarzystwo PP nową "pandemią" ;-}
  • Kazjuno
  • 22/02/2024 13:09
  • Maci rację Pliszko Zbyszku. Szczypku. Może właśnie my (bo też ostatnio dorzuciłem pięć groszy) ponownie obudzimy z letargu PP rozleniwione towarzystwo? Szkoda było patrzeć, jak marniało w oczach.
  • Zbigniew Szczypek
  • 22/02/2024 12:48
  • Zgadzam się z Pliszką. Gdy tu się działo - komentarze/rady{kilkadziesiąt dziennie) - PP żyło, przyciągając także młode pookolenia, radosną dyskusją na temat literatury wszelakiej. Był taki gwar!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty