Kozodój - maarynarz
Proza » Inne » Kozodój
A A A
Od autora: Jeden z moich uwielbionych odpałów, dla Was

 

 KOZODÓJ

 (częśc I)

 Tam, gdzie Dniestr w porohy zdradliwe wpada i kręci młynka z wody na każdym zakręcie, gdzie wicher wyje wśród białych skał wysokiego brzegu – miejscowi mówią, że na potępienie zbrodni, które tutaj niegdyś popełniono - stoją ruiny warowni. Miejsce to szczególnej wagi, bo górujące nad jedynym w okolicy brodem, którym od końca wiosennych roztopów do początku jesiennej słoty można przejść przez rzekę nie zamoczywszy ramion.

 W dawnych czasach wiódł tędy szlak handlowy, a przy samej rzece stał zajazd, zapraszający do środka wszystkich przejeżdżających podróżnych: kupców, rycerzy, pątników, dostojnych i mniej dostojnych, byleby sakiewkę pełną mieli i jak największą część jej w oberży zostawili. Przed zajazdem kłębił się tłum drobnych rzemieślników, handlarzy, chłopów, a wśród nich kręciło się pełno: żebraków, obnażających spod łachmanów swoje kikuty, kuglarzy, a to łykających ogień, a to rwących łańcuchy, to znów pokazujących sztuczki z małymi małpkami, nie brakowało też ladacznic z powiekami umalowanymi czernidłem z sadzy i dekoltami odsłaniającymi wydatne piersi, podciągających - na widok samotnego męża – kiecki i, odsłaniając nogi, lubieżnie się uśmiechały. Bywało, że wśród tej gawiedzi znalazł się gędziarz jakiś z cytrą, zawodząc tęskne pieśni o miłości nieszczęśliwej, albo i klechdziarz,  ubrany w dziwaczne stroje z dalekich krajów, prawiący o zdarzeniach w obcych stronach, albo historyje o rycerzach i ich czynach, lubo o zdarzeniach dziwnych i niesamowitych. Zdarzało się, że takiego klechdziarza sam oberżysta do środka zapraszał, co by on i inni jego goście mogli spokojniej klechdy wysłuchać.

Razu pewnego, o wrześniowej, wieczornej porze, klechdziarz, którego zwali Maurycy Sinobrody, a to od zasiniałej z prawej strony twarzy, którą mu pono siną barwą w Stambule napuścili, za to, że dziewkę wezyrowi z haremu chciał zbałamucić. Podobno przyrodzenie chcieli mu obciąć i psom rzucić, ale od tego wybroniła go kurtyzana z Podola pochodząca, do której wezyr często zaglądał dla zażycia rozkoszy niebywałych. Na łbie miał Maurycy bruzdę na ćwierć kciuka głęboką, co mu się ciągnęła od czubka czerepa i aż za prawe ucho schodziła – a to za sprawą rotmistrza husarskiego Ponickiego, któren go buzdyganem swoim, pułkownikowskim przez łeb zdzielił, kędy Sinobrody na jego połowicy leżał i uciech z nią zażywał. Rotmistrz Ponicki, przez zgryzotę nad młodą żoną, w trzy niedziele ducha wyzionął, a ta prosto z cmentarza do karmelitów poleciała co by u ojczulków Maurycego doglądać i do zdrowia, jak najszybciej go doprowadzić.

Tedy tenże klechdziarz Maurycy siedział sobie na pustej beczce po okowicie, pod oknem oberży stojącej i grzał kości w zachodzącym słońcu. Nie zażył jednakowoż długo promieni, bo go oberżysta wnet do środka zaprosił. Nie ociągał się długo Maurycy, bo to i głodny był i suchość jeszcze w pysku czuł, po trzydniowym weselisku, na które aże do Kołomyji pojechał, bo i nie byle kto, jeno pan Poraj, pisarz pułkowy wojsk cudzoziemskich - i jego przyjaciel - go zaprosił.

Poszedł zatem Maurycy ochoczo za oberżystą, w środku rozglądając się w koło, czy to jakiej znajomej gęby gdzie nie zobaczy, bo wiedział przecie, że oberżysta sam z siebie nie prosił by go w gościnę, jeno z czyjegoś poduszczenia to zrobił. A no i długo nie wodził oczami, bo zza ławy pod oknem stojącej doszło do niego wołanie - na głos którego odwróciwszy się, gębę -  siwizną zarostu i czerwonym nosem upiększoną – pana posła ziemskiego Wilczka rozpoznał.

 „A chodźże no tu obwiesiu” – usłyszał drugi, tubalny głos, dudniący pomiędzy powałą i ścianami karczmy, niby w pustej beczce po kapuście, a którego właściciel - obok Wilczka siedzący - w cieniu ściany schowany był i go - w pierwszej chwili - Maurycy, ze słońca wchodzący, nie dojrzał. Był to pan Malikowski, były sędzia grodzki, co to ludzi nędznego stanu na śmierć skazywał, jakoby wiśnie żarł i pestkami spluwał. Nie zestrachał się jednakowoż Maurycy, choć na mgnienie oka skurcz za gardło go chwycił, ano bo to pamiętał jeszcze jak to przed onym gadem stał, a ten świdrował go swymi przekrwionymi, pijackimi ślepiami i, waląc swoim wielkim paluchem o blat sędziowskiej ławy, krzyczał: ”Będziesz wisiał łachudro! Będziesz wisiał!”. Skąd mu było wiedzieć, że Ponicki, onego Malikowskiego kompanem od kart i rozpusty jest?

 Tedy Maurycy stał teraz przed Malikowskim, tyle że tamten nie za sędziowską ławą stał, jeno za karczemną, no i sędzią już nie był, jeno pijakiem nienawistnym ludziom, a Maurycy łotrzykiem nie był jeno bajdurzeniem klechd się zajmował.

„A gdzież to twój kompan i banita w jednej osobie, ony Kozodój, jak go gmin zwie, się znajduje, a…”

Maurycy łypnął na nich spode łba i, nie pytając, na zydlu za ławą usiadł. Poseł Wilczek spojrzał nań zadziornie, a że podłego wzrostu był, niby karzeł jakiś i gębę kaprawą jak szeptucha poleska miał, to czepliwy do przystojnych a postawnych mężów był, niczym rzep psiego ogona. Nie odpuścił Wilczek i teraz. Swym skrzekliwym głosem się odzywając - niby to do Maurycego, ale tak coby wszyscy słyszeli:  

„Mówią, że diabeł wyssał jego duszę i zamknął w bukłaczku na okowitę. Podobno schował bukłak gdzieś na porohach, czy u chana na Kupczaku siedzącego. Odtąd Kozodój błąka się po miastach, wsiach, zapadłych dziurach, bezdrożach i wykrotach, pali i morduje szlachetnie urodzonych, a i krew dzieciom wypija, jako to dla żywota przedłużenia”.

Maurycy z pantałyku zbić się nie dał, boć poznał, że o polityczną rzecz idzie:

„Jednakowoż kłam tej historii zadało zdarzenie, które wprawiło w zdumienie wszystkich, którzy znali Kozodoja, a nawet tych, którzy go nie znali, a tylko o nim słyszeli. Otóż, gdy orda z Kipczaku najechała Kołomyję, a razem z tym i pałac Kozodoja, ten im nie tylko nie uległ, ale pogonił psich synów aż za Dniestr. Z tej wyprawy przywiózł dziecko. Brzdąca, którego na czas powrotu zawinął w poły swojego wareskiego płaszcza z karakułowej skóry i karmił po drodze kobylim mlekiem”.

Malikowski, miód w onej chwili łapczywie połykający - aże mu grdyka łaziła w te i we w te, jak piechur niemiecki na mrozie – oderwał kielich od szczerbatej gęby, siwymi wąsiskami zasłoniętej i walnął nim o ławę, a i krzyknął:

„Snadź mleka mu dawał, bo pierwej krwi mu upuścił do wychłeptania potrzebnej!”

Ale juże to Maurycy na swoją, ględźbiarską ścieżkę wszedł i takim opojom i łachudrom pola ustąpić ani o piędź nie miał zamiaru.

„Ojciec Brunon z karmelickiego klasztoru mówił, że Kozodój Jezusa pod postacią tego dziecka spotkał.”

Wilczek tymczasem na karczmarza kiwnął, a tamten przytruchtał prędko z dzbanem miodu w ręce i w kielichy nalał. Malikowski świeżo nalanego miodu popił, podniósł się za ławą i, celując w Maurycego pulchnym paluchem prawił:

 „Ale nikt mu nie wierzył, bo gdzieżby tam Bóg Najjaśniejszy swojego syna do diabelskiego sługi wysyłał?”

Wilczek mu wtórował:

„Brunon nie słuchał nikogo, tylko gadał, że zapewne Kozodój bukłaczek teraz szybko znajdzie i duszę swoją z czarciej niewoli odzyska. Jednako wielu tak pomiędzy sobą gadało, że ojciec Brunon dobry człowiek jest, ale na ludziach, to się zna tyle, co diabeł na kiszeniu kapusty”.

 Maurycy te pijackie napady przeczekał, oparł się zadkiem o kant ławy, ręce na torsie skrzyżował i palnął:

 „Bo to i nie minęło pięć wiosen, jak Kozodój siedmioletniego Brzdąca do karmelickiego klasztoru przywiózł i, w tajemnicy przed przeorem, ojcu Brunonowi oddał. Kiedy Brunon zapytał Tamten spojrzał nań twardo i odpowiedział chrapliwym głosem , a ojciec Brunon popatrzył nań przeciągle i pobłogosławił na drogę.”

 Wilczek swój kaprawy pysk do Maurycego przybliżył i syknął:

 „Ale ojciec furtian, obok którego Kozodój przechodził, mówił mi, że jak nic siarkę czuł.”

 Maurycy na nikczemną postać posła  nie zważając ciągnął dalej, bo teraz już wszyscy w karczmie się im przysłuchiwali:

„Dwa miesiące potem Orda klasztor spaliła, a ojciec Brunon ledwo z Brzdącem w step uciekł, lecz nic to nie dało, bo ich jakaś banda napadła i dla zabawy, czy z zupełnego zbydlęcenia, ręce im powiązali, ojcu Brunonowi stryk na szyję zarzucili i kazali wleźć na ramiona Brzdąca. Sznur zawiązali na gałęzi i z wielkim rechotem odjechali. Trzymał Brzdąc dzielnie swojego wybawiciela, ale młode ramiona omdlały, tak jak i całe ciało i upadł na piach jak worek prosa. Biedny ojciec Brunon zawisł na stryku, a Bóg zabrał jego czyste serce do siebie. Oszalałego z przerażenia, błąkającego się po stepie Brzdąca, karawana kupiecka zabrała, ale psie syny Turkom w Czerkasach, w niewolę do Egiptu go przedali. Turcy jednakowoż na Kozodoja w Jassach się nadziali. Nie wrócili do swoich, bo Kozodój wysłał kozich synów na ich niebiańskie łąki. Brzdąc nie wydał z siebie ni słowa, tylko usiadł obok Kozodoja i w jego płaszcz się wtulił.”

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
maarynarz · dnia 09.07.2013 07:56 · Czytań: 1023 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 7
Komentarze
Silvus dnia 10.07.2013 15:44
Cytat:
pod­cią­ga­ją­cych - na widok sa­mot­ne­go męża – kiec­ki i, od­sła­nia­jąc nogi, lu­bież­nie się uśmie­cha­ły

"uśmiechających", tak wynika z konstrukcji zdania.

Cytat:
A no

Albo "ano", tak mi się widzi bardziej.


Ładnie, ładnie. I słownictwo staropolskie. :) Jednakowoż mi łatwiej czyta się myślniki w dialogach. Konstrukcja opowiadania, jak ja to nazywam, "pełna" - nie ma jakichś wyrw w historii, ludzie są wiarygodni. Mogę sobie wyobrazić świat. I postacie, i owe "gdzie Dniestr w porohy zdradliwe wpada i kręci młynka z wody na każdym zakręcie, gdzie wicher wyje wśród białych skał wysokiego brzegu" - co prawda, głównie dzięki filmom pokroju Potop, Wiedźmin, oraz dzięki Gothicowi II i III :p, ale wiadomo, kunszt to jakiś. ;) Wiele gładkich zdań. Lubię słowa "kłam", "snadź", "juże". :3 Kurczę, klecisz zdania i opowieść, jakbym czytał Sienkiewicza.
al-szamanka dnia 10.07.2013 20:36 Ocena: Bardzo dobre
Oooooj, Maarynarzu, coś mi się wydaje, że rejs ostatni nie na pracy ciężkiej, rybaczej spędziłeś, nie na łataniu sieci i walce z morskimi bałwanami, ale na maczaniu w inkauście pióra wytrwałej mewy i znaków kreślenie, a układanie ich w słowa i zdania tak, aby historie z dziada pradziada spisać, dzieje Brzdąca wyjaśnić.
Bardzo się chwali takie zamierzenie, kłam, albo i nie-kłam dziejowy odkręcić, winnego naznaczyć (a czy w ogóle był takowy, a jeżeli był, to co z nim?), imię oczyścić.
A jako że Podole rozhoworów, skowytów, wykrotów, hajdawerów ;) tudzież ogni błędnych nad miarę pełne, przeto prolog to zaledwie krok maluczki. Tuszę więc, że już niebawem należyty krok milowy, alibo chociaż sus przyzwoity się wydarzy, do czego wdzięcznie zachęcam... i oczekuję.

Pozdrawiam :)
maarynarz dnia 15.07.2013 23:01
Silvus - dzięki za uważną lekturę, zgadzam się z Twoimi poprawkami. Bardzo się cieszę, że potrafię przenieść oko Twojej wyobraźni w mój świat. To wielka przyjemność. Dzięki za wizytę.
Pozdrawiam.

Szamanko, moja Muzo skrzącej wyobraźni, witaj. To wielka radość gościć Cię w moich skromnych progach. Jużem się za Tobą stęsknił nielicho.
Dzięki za słowa tak słodkie dla mojego pióra. Pisanie w języku staropolskim sprawia mi wielką przyjemność, a więc i ryb nałowiłem i słów troszkę nagryzmoliłem. Opowieści o Kozodoju i Brzdącu będę kontynuował, a jakże, do czego, tak wdzięczne zachęty tem bardziej mnie skłaniają.
Dzięki za wizytę.
Pozdrawiam.
Nalka31 dnia 06.10.2016 06:27
Wprowadziłeś mnie w świat, którego już nie ma. Pozostały jedynie opowieści o wolnych, dzikich duszach gdzieś wśród stepów i porohów. O smakowitości języka nawet nie wspomnę. Po prostu zaczarowałeś. Chętnie poczytałabym dalsze losy bohaterów, tym bardziej, że tekst już troszkę siedzi na PP. Kto wie, czy bym do niego dotarła, gdyby nie przypadek. Lubię takie przypadki, co prowadzą do dobrych miejsc.

Pozdrawiam. Ahoj!
maarynarz dnia 27.11.2016 16:15
Nalka31 - dzięki za dobre słowo:) Zaglądam - od czasu do czasu - do kufra, gdzie leży"Kozodój" i opisuję jego żywot, do czego, tak wdzięczne słowa i zachęty jeszcze chwatko mnie przywiodą.

Dzięki za wizytę.
maak dnia 28.11.2016 10:21
Zauważyłem komentarz Nalki i tak się tu znalazłem. Napisane tak, że scenkę widzi się jak w kinie panoramicznym :). Niezwykle plastycznie. Szkoda, że się urwało, bo z wielką ochątą posłuchałbym co klechciarz ma jeszcze do opowiedzenia.

Pozdrawiam

Maak
maarynarz dnia 09.12.2016 00:27
Dzięki za te słowa, oczywiście zamieszczam drugą część...a jeśli będzie Wasza ochota po temu , to i następne...:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Afrodyta
07/08/2022 20:37
Przeczytałam obie części Twojej opowieści i przyznaję, że… »
wolnyduch
07/08/2022 20:19
Piękny, poruszający prawdą życiową wiersz. Dobrego wieczoru… »
wolnyduch
07/08/2022 20:16
Wymowny tekst, w ciekawej formie, smutne jest to, iż to… »
wolnyduch
07/08/2022 20:07
Wiersz msz zawsze aktualny, to prawda, że młody kwiat często… »
Afrodyta
07/08/2022 20:01
Tekst wciąga w swój świat, świat wypełniony jakimś… »
Afrodyta
07/08/2022 19:44
Opowiadanie przeczytałam z przyjemnością, jest w nim… »
Klusek
07/08/2022 09:40
Dziękuję pięknie za miłe słowa :) Nie zamierzam, plan był… »
G.G
06/08/2022 23:05
skroplami Przepraszam za zwłokę z odpowiedzią. Obowiązki… »
wolnyduch
06/08/2022 22:59
Wiersz jak dla mnie trudny do komentowania, intryguje mnie… »
K.i.r.o
06/08/2022 20:47
O lol. Na początku odpuściłem, kiedy zobaczyłem słowo Kurwa.… »
wolnyduch
06/08/2022 20:34
Dla mnie piękny, niezwykle kobiecy wiersz miłosny, który nie… »
wolnyduch
06/08/2022 20:28
Wybacz, leniwie podpiszę się pod komentarzem Zoli111, bowiem… »
wolnyduch
06/08/2022 20:21
Urokliwe to dziczenie, smutne, wymowne i pięknie oddane… »
Jacek Londyn
06/08/2022 20:09
Litości, viktorio12! Oczywiście w opisach… »
wolnyduch
06/08/2022 20:08
Witaj tetu Dziękuję za wnikliwy komentarz, cóż może to i… »
ShoutBox
  • Darcon
  • 14/07/2022 20:17
  • Mało osób ma czas na "betowanie", ale możesz przysłać mi na priv opowiadanie, które skasowałaś. Sprawdzę, zasugeruję i uzasadnię półkę, tylko nie od razu. Dwa w jednym, coś jak szampon. ;)
  • Wiktor Orzel
  • 12/07/2022 08:09
  • Nie czytamy wszystkich komentarzy, bo nie mamy na to czasu. Twój akurat mi się rzucił w oczy, to nic osobistego. ;)
  • ApisTaur
  • 01/07/2022 22:13
  • W sezonie ogórkowym, tłok tylko na plażach ;)
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas