Świerszcze ogrodów Heratu - Figiel
Proza » Inne » Świerszcze ogrodów Heratu
A A A
Od autora: Ten tekst - niezależnie od jego rzeczywistej wartości - jest dla mnie szczególny.
Do tematu przymierzałam się od trzech lat, ale nieustannie miałam wrażenie braku wewnętrznego dystansu do zagadnienia i wielu obiekcji wynikających z poszanowania różnic kulturowych. Nadal co prawda nie wiem, czy właściwy czas nastąpił i czy udało mi się zachować ton narracji wolny od zbędnych emocji, ale spróbowałam.
Opisane zdarzenia tylko w nieznaczny sposób zostały poddane modyfikacji dotyczącej imion postaci lub miejsca.W swojej istocie zaistniały naprawdę, nie kiedyś, dawno. Dziś, współcześnie.
Klasyfikacja wiekowa: +18

Nang i namus. Honor i cześć. Dwa najważniejsze - po Allahu - aspekty życia każdego muzułmanina.

 

Asala patrzyła na dziedziniec rodzinnego domu przez okno ozdobione wymyślnymi, ręcznie kutymi kratami. Podwórze otaczał wysoki, kamienny mur chroniący przed wścibskimi spojrzeniami sąsiadów. Tuż za jego ścianą Herat szykował się na przyjście wieczoru.

Zachodzące słońce, zanurzające się za dnia w tęczowych barwach straganów z owocami oraz niezliczonych ilościach kolorowych tkanin, rozświetlające w południe mgiełkę gorącego pyłu napływającego znad pustyni, teraz zabarwiło łagodnym, pomarańczowym blaskiem strzeliste minarety w zachodniej części miasta. Nad dachami Heratu wznosił się śpiewny głos muezzina deklamującego adhan: "Allah jest wielki, wyznaję, że nie ma Boga prócz Allacha (...) przychodźcie na modlitwę, podążajcie po nagrodę..."

Asala słyszała, jak ojciec i bracia, Dżamal oraz Faisal szykują się do wyjścia.Trzasnęły drzwi, zachrobotał klucz w zamku, a potem, między prętami furtki mignęły ich białe galabije. Szli do meczetu, gdzie w części przeznaczonej dla mężczyzn będą długo wznosić modły do Boga. 

Matka, z Iman i Muną, jej siostrami, dotarły tam znacznie wcześniej, jeszcze koło południa. Od trzech dni rodzice Asali prosili Allaha, by honor i cześć wróciły do rodziny, a także, by dał im siłę niezbędną do ich odzyskania. Najżarliwiej modlił się ojciec, na nim bowiem spoczywał obowiązek odzyskania utraconego nang.

Bez honoru nie można żyć, jego brak oznacza wykluczenie ze społeczności i pogardę. Nikt nie będzie szanował mężczyzny, który utracił honor i nie umie go odzyskać.

Dlatego Asala musi umrzeć.

Jest harami, nieczysta, a hańba, którą sprowadziła niczym klątwa obejmie wszystkich: jego i synów jako tych, którzy nie potrafią utrzymać kobiety w posłuszeństwie, matkę, o której powiedzą, że źle wychowała i nie upilnowała córki, a w końcu dotknie siostry, które być może właśnie straciły szansę na zamążpójście. Tylko jej śmierć może zapewnić rodzinie przyszłość.

Wyrok został już wydany.

Asala zastanawiała się długimi godzinami, jaki rodzaj śmierci uzgodnią. Czy będzie to halal, rytualne poderżnięcie gardła? Uduszą albo utopią? Obleją benzyną i spalą? 

I kto wykona wyrok? O rok starszy od niej, szesnastoletni, energiczny i pewny siebie Dżamal, czy poważny Faisal? 

A może jakiś kuzyn?

Zdumiewała się, z jakim spokojem rozmyśla o własnej śmierci, ale wiedziała, że nie ma ucieczki. Nawet gdyby jakimś sposobem wydostała się z pokoju, nawet gdyby dotarła do autobusu, który mógł ją zabrać w bezpieczne miejsce, otwierające drogę do dalszego życia, to i tak na nic by się zdało, bo nie miała ani paszportu ani pieniędzy. Oczywiście, była dalsza rodzina: wielu wujków i ciotki, siostry przyrodnie i dalsze kuzynki, ale nikt, absolutnie nikt, nie udzieliłby jej pomocy.

Mogła liczyć na godziwy posiłek, parującą wonną herbatę, miejsce do spania, ale tylko do czasu, potrzebnego ojcu lub braciom na dotarcie do jej kryjówki. Albo, zaraz po ugoszczeniu zostałaby siłą zawleczona do domu, w towarzystwie mahram, krewnego, którego nie może poślubić, gdyż jako dobra muzułmanka nie powinna podróżować bez opieki. Ojciec grzecznie przeprosiłby za kłopot i rozpływając się w słowach wdzięczności, pośród wzajemnych błogosławieństw w imię Allaha, zapewnił, że dozgonnie pozostanie dłużnikiem kuzyna, a ona wróciłaby do swojego pokoju, gdzie pięścią wytłumaczyłby jej niestosowność zachowania.

Policja, gdyby szukała u niej ochrony, również bez wahania nakazałaby jej powrót do domu.

Nikt nie ma prawa wtrącać się w sprawy rodzinne. To tabu. "Domy są miejscami sekretnymi", jak mówi przysłowie.

Gdyby, nie inaczej jak cudem, udało się jej wydostać za granicę i poszukać schronienia w zaułkach Londynu lub Paryża, to i tak wcześniej czy później zostanie odnaleziona. Wspólnota kulturowa wiąże muzułmanów we wszystkich zakątkach świata, a większość z nich wiedziona męską solidarnością zgodziłaby się dopomóc ojcu w odzyskaniu honoru.

Czekałoby ją życie pełne niepokoju, samotne, ukryte, w cieniu tropiących ją wrogów. Katem mógł zostać każdy: nigdy nie widziany kuzyn, właściciel sklepu za rogiem albo zupełnie obcy człowiek. Od trzech dni żadne miejsce nie było dla niej bezpieczne. Po prostu nie istniało.

Zbyt dobrze pamięta powtarzaną szeptem historię nastoletniej Muniry.

Dziewczyna poznała Alberta, angielskiego lekarza, który bez pamięci zakochał się w czarnowłosej, chmurnej piękności. Zresztą, z wzajemnością. Na wieść o znajomości z niewiernym, ojciec Muniry wpadł w szał i w ciągu trzech dni zaaranżował małżeństwo córki ze swoim przyjacielem. Munira miała zostać jego trzecią żoną. Nie chciała o tym słyszeć, a Albert za nic nie chciał stracić swojej miłości, więc kupił wybrance fałszywy paszport, dzięki któremu udało się jej dostać do Anglii. Tam zamieszkali w małym, rodzinnym domu młodego lekarza, we wschodniej części hrabstwa Kent. Pobrali się i wiedli spokojne życie. Dwa lata później gruchnęła wieść, że Munira nie żyje. Znalazł ją mąż, gdy wrócił z trzydniowej konferencji medycznej w Londynie. 

Ciało Muniry leżało w sypialni, na podłodze. Miała poderżnięte gardło i wykonane wprawną ręką cięcie wzdłuż klatki piersiowej oraz jamy brzusznej. Brzegi rany rozsunięto z dużą siłą, by wnętrzności mogły swobodnie wypłynąć. 

Policja nie odnalazła sprawcy. Byli jednak tacy, którzy słyszeli, że zabójstwem chwalił się daleki członek rodziny, mieszkający od kilku lat w Birmingham.

Ojciec Muniry odzyskał honor. Znów cieszył się poważaniem. Nigdy nie wspominał imienia córki. Tego samego żądał od żony.

 Asala zastanawiała się, czy żywiołowa, uwielbiająca zachodnie czasopisma i błyskotki Iman i cicha, wiecznie zamyślona, delikatna jak kwiat magnolii Muna również będą musiały o niej zapomnieć? A matka?

Znużonym wzrokiem wpatrywała się w nadciągający zmierzch i pragnęła, aby było już po wszystkim.

W ogrodach Heratu odezwały się świerszcze. Skryte wśród traw i kwiatów monotonnie pocierały skrzydłem o skrzydło, niepomne, że zgodny z naturą słodki śpiew jeszcze tej nocy może przywieść je do zguby.

 

 

Mariam, matka Asali nie mogła się modlić. Wstyd palił jej twarz i nawet tu, w świątyni, nie mogła przestać myśleć, gdzie popełniła błąd. I co teraz zrobi Ashraf, jej mąż. 

Od trzech dni nie odezwał się ani do niej ani do pozostałych córek. Zjadał posiłki w milczeniu i wychodził z domu, zabierając Dżamala i Fajsala. Zabronił kobietom zbliżać się do pokoju Asali.

Cierpiała ze zgryzoty, ale nie śmiała złamać mężowskiego zakazu.

Zawsze była dobrą muzułmanką. Czytała Koran i modliła się sumiennie. Nigdy nie zgrzeszyła niestosownym ubiorem. Pozostawała w zgodzie z obowiązującym hidżabem i jego zaleceniami skromności. Nie podnosiła oczu w kierunku męskich twarzy. Strzegła namus jak najcenniejszego skarbu. Córki wychowywała surowo, bacząc, by zachowywały się właściwie.

Co takiego uczyniła, że Bóg Łaskawy i Litościwy odwrócił się od niej? 

I czy nieodwołalnie zatrzasnął bramy raju dla niegodnej sługi?

Całe życie była posłuszna. Nie protestowała, gdy w wieku trzynastu lat, tuż po pierwszej miesiączce matka wręczyła jej nikab i zażądała, by od tej pory poza domem zasłaniała twarz.

- Kobieta - oświadczyła córce, oglądającej z zainteresowaniem swój pierwszy element dorosłego stroju - jest słaba. Nie panuje nad popędami, a nieskromnym widokiem budzi męskie pragnienia i przywodzi do grzesznych myśli. Tak mówi Koran. Dlatego powinna się zakrywać. Nie wolno jej również nosić niczego, co przy poruszaniu wydaje odgłos. Takie są zasady.

Mariam w milczeniu skinęła głową.

Nie odezwała się, gdy zaledwie trzy lata później ojciec oświadczył, że ma dla niej chastegar, kandydata na męża, właściciela sklepu z przyprawami w Heracie. Pochodził z szanowanej rodziny, był bogaty i mógł zapewnić jej i przyszłym dzieciom dostatnie życie.

Zanim się obejrzała, zaroiło się wokół od kuzynek, które wśród żartów i śmiechu nakreśliły henną na jej dłoniach piękne wzory, przybrały w strój ślubny i dopiero, w chwili aina - assaf, gdy pod welon, który skrywał twarze nowożeńców wsunięto lustro, mogła po raz pierwszy zobaczyć narzeczonego.

Widok Ashrafa nie wzbudził w niej żadnych uczuć. Po prostu mąż.

Kontrakt małżeński spisali mężczyzni, przed urzędnikiem, mułłą, bez jej obecności. 

Ashraf już pierwszego dnia żądał, by zakrywała się całkowicie i sam kupił burkę, która miękkimi fałdami skrywała ciało od czubka głowy do stóp, tak, że jej postać przypominała błękitnego ducha. Twarz żony - mawiał - jest tylko dla męża.

Nie tylko nie wraziła sprzeciwu. W metrach spowijającej ją tkaniny odnalazła azyl bezpieczeństwa. Stała się kobietą bez twarzy. Niewidzialną.

Jej życie koncentrowało się wokół męża. Była na każde jego zawołanie, dbała o smaczne posiłki i niczym nie zakłócony wypoczynek. Każdego ranka zagniatała ciasto na chleb i zanosiła je do tandur, wspólnego pieca, gdzie cierpliwie czekała na swoją kolejkę. Potem szybko wracała do domu i gotowała jego ulubione potrawy: wonny dal z ryżem albo szpinakowe sabzi. Przez resztę czasu oczekiwała na męża i zastanawiała się, czy na pewno wszystko przygotowała tak jak lubi.

Czasem Ashrafa odwiedzali mężczyzni. Usługiwała im szczelnie zakryta, a potem była oddalana do sąsiedniego pokoju. Nie życzył sobie, aby inni na nią patrzyli.

Traktował Mariam dobrze, nie nadużywał pięści, chyba że była wyjątkowo powolna lub nieuważna.

Nie miała mu za złe ciosów raniących jej plecy i twarz. Mógł wymierzać karę, bo kobieta jest własnością mężczyzny: najpierw ojca, potem męża. Tak, jak para kapci lub zegarek, z którymi może zrobić co zechce.

Gdy rodziła chłopców szalał z radości i wydawał uczty dla niezliczonej ilosci krewnych. Narodziny dziewczynek przyjął niemal z rezygnacją, ale kupił żonie piękne, złote bransolety.

Wtedy ogarnął ją strach, że znajdzie inną kobietę, która urodzi mu wielu synów.

Nieustannnie miała przed oczym Lailę, sąsiadkę, z pobliskiego domu. Jej mąż ożenił się powtórnie, a pierwszą żonę, gdy wyraziła swoje niezadowolenie z obecności w domu urodziwej szesnastolatki, przywiązał łańcuchem do szopy, gdzie przez trzy lata żyła i jadła jak pies. Nieludzkie krzyki Laili przeszywały czerń nocy, a mąż, razem z nową, brzemienną małżonką rzucali w nią resztkami jedzenia. Umarła z wycieńczenia. Dwa dni leżała w palącym słońcu niczym ludzki embrion, zanim zauważyli, że nie żyje.

Czy Ashraf nie weźmie sobie teraz innej żony? Co będzie, jeśli przez nieodpowiedzialny postępek Asali po trzykroć wypowie "rozwodzę się z tobą"? 

Być oddaloną, rozwiedzioną, to wielka hańba. Gdzie wtedy pójdzie? Co z Muną i Iman? Czy już zawsze pozostaną siostrami "tej harami"? Dla ludzi będą znaczyć tyle, co insekty. Kobieta musi być nieposzlakowanie czysta. Wystarczy choćby najmniejszy cień podejrzenia, czasem zwykła plotka, by jej życie legło w gruzach.

Dlaczego Asala do tego dopuściła? 

Zniszczyła rodzinę. 

Co z nimi teraz będzie?

Mariam, przejęta trwogą szeptała monotonnie: "adhu billah", oddaję się pod opiekę Allaha.

Po twarzy ciekły jej łzy.

 

 

Następnego ranka Asala obudziła się, gdy blask słońca rozlewał się wysoko na niebie. Przez krótką chwilę odganiała resztki snu, balansując na cieniutkiej jak włos granicy pomiędzy snem i jawą, a potem bolesna świadomość przygniotła ją niewyobrażalnym ciężarem.

Próbowała uciec w modlitwę, odmawiając zaniedbany, poranny salat - as - subh, ale nie potrafiła zanurzyć się w skupieniu

Na dnie bezsilności i znużenia zrodził się bunt. .

Dlaczego ją to spotkało? Dlaczego musi zapłacić za coś, czego nawet nie pragnęła? Porwane myśli zaczęły układać się w słowa grzeszne, niemal bluźniercze, zaprzeczające boskiemu porządkowi świata.

Przestraszona, próbowała je odepchnąć, zagłuszyć, nasłuchując codziennych odgłosów domu, ale nie mogła usłyszeć nic, prócz przenikliwej ciszy. 

Wsłuchiwała się w nią intensywnie, gdy od strony drzwi dobiegł szept:

- Asala, dżan, kochanie

To Muna.

Jednym skokiem dopadła drzwi i osunęła się na kolana.

- Jestem, Muno.

- Ojciec z braćmi wyszedł, a mama jest z Iman w ogrodzie - szept Muny był ledwie słyszalny jak szmer górskiego strumienia. - A ja... ja muszę wiedzieć, czy ty zrobiłaś coś złego... muszę - powtórzyła prosząco.

- Nie, Muna, nie zrobiłam nic niewłaściwego, naprawdę - zapewniła.

- Ojciec mówi...

Słowa urwały się i zniknęły w spłoszonym tupocie stóp.

Asala ukryła twarz w dłoniach. Stłumiła głuchy szloch rodzący się z poczucia niesprawiedliwości i bezsilności. Mówiła prawdę, na Allaha, nie kłamała!

Był sprzedawcą książek. Przechodziła obok jego straganu zawsze, gdy szła do swojej koleżanki, Anahity. Miał około dwudziestu lat i nie wyróżniał się niczym szczególnym. Wiedziała, że mu się podoba, bo patrzył tak śmiało, że przechodząc obok nerwowo poprawiała chustę i przyspieszała kroku, a on długo odprowadzał ją spojrzeniem. Wie, bo dyskretnym, niedostrzegalnym ruchem zerkała przez ramię. Nigdy jednak z nim nie rozmawiała, aż trzy dni temu odezwał się pierwszy.

- Piękny dzień, prawda? - powiedział z uśmiechem. - Poczekaj, nie odchodź, mam tu coś, co ci się spodoba - wetknął jej w dłoń książkę w kolorowej okładce.

 Nawet nie spojrzała na tytuł.

- Nie - odpowiedziała niechętnie. - Nie mam pieniedzy.

- Nic nie szkodzi, przeczytaj tylko - powiedział zachęcająco. - Potem możesz oddać - wesoło mrugnął okiem.

Podziękowała, wrzuciła książkę do torby, a potem pobiegła do Anahity i zupełnie zapomniała o nieoczekiwanym prezencie.

Wróciła do domu przed zmierzchem, powiesiła torbę na wieszaku w przedpokoju, a sama poszła na górę.

Godzinę później ojciec zawołał ją pokoju dziennego. Stał przy oknie, z twarzą purpurową z wściekłości. W prawym ręku trzymał książkę, w lewym gęsto zapisaną kartkę papieru.

- Znalazłem to! - potrząsnął prawą ręką. - A potem to! - powtórzył gest lewą.

Asali zabrakło oddechu. Ten chłopak nie dawał jej książki, tylko list. List, którego nawet nie przeczytała. Nie znała jego treści, ale mogła się domyślać. I ta zachęta do zwrotu, a potem poufałe mrugnięcie okiem... Miała wrażenie, że ziemia wiruje jej pod stopami.

- Ja... ja nie wiem, ten sprzedwca dał mi książkę... nie wiem... - zaczęła tłumaczyć bezładnie.

Kątem oka zauważyła, że matka z pobladłą twarzą, bliska omdlenia wodzi wzrokiem między nią, a mężem.

- Pozwoliłaś mu się dotykać? Był w tobie? - ojciec szarpnął ją za podbródek, przytrzymał mocno i wyczekująco patrzył w twarz.

- Nie! Przysiegam, nie! - krzyknęła.

- Bas, dosyć! - syknął głośno. - Kłamiesz! On pisze o twoich ustach, piersiach i udach! Zhańbiłaś siebie i rodzinę!

Potarł nerwowym gestem czoło i dodał ciszej:

 - Idź do swojego pokoju, muszę...

Asala nie mogła wykonać żadnego ruchu. Zawładnął nią strach i okrył całą, niczym zimne, mokre prześcieradło.

- Nic nie zrobiłam... uwierzcie mi... proszę - błagała urywanym szeptem, ale ojciec przerwał jej gestem, unosząc dłoń do góry.

- Bas! Rób, co ci każę!

Powoli, z trudem skierowała się do schodów, odprowadzana milczącym spojrzeniem matki. 

Ojciec podążył za nią. Gdy znalazła się w pokoju, usłyszała odgłos przekręcanego klucza.

Od trzech, nieskończenie długich dni czekała. Dziś jest dzień czwarty. Ile ich jeszcze ma przed sobą?

Na dole trzasnęły drzwi. Usłyszała głos ojca, a potem Muny. Jej spokojna, łagodna siostra krzyczała, wyrzucając z siebie nieprzerwany potok słów. Mówiła tak szybko, że nie sposób było rozróżnić słowa.

Potem znów głos ojca i Muna zamilkła. Zaległa nieznośna, głucha cisza.

Przez długą chwilę nie działo się nic, a potem na schodach rozległy się ciężkie kroki.

 

Czy to już?

 

Asala opadła na kolana i gorączkowym szeptem zaczęła wymieniać dziewiędziesiąt dziewięć imion Allaha:

Ar-Rahman, miłosierny,

Ar- Rahim, litościwy,

Al - Basir, wszystko wiedzący,

Al - Ghaffar, przebaczający...

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Figiel · dnia 25.07.2013 07:56 · Czytań: 739 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 15
Komentarze
Dobra Cobra dnia 25.07.2013 08:48 Ocena: Świetne!
Bardzo mocną rzecz nam serwujesz. Mocną, bo z punktu widzenia naszej cywilizacji to jest barbarzyństwo. Czy jednak aby?

Pomijając Islam my też posiadamy słowa Boga, zapisane w Piśmie Świętym. Jednak je olewamy, mimo,że dał nam je Stwórca.

I teraz kto jest lepszy: oni, podchodzący ponad rygorystycznie do świętych słów, czy my, mający je po prostu za nic?
Czy nasza cywilizacja zachodu posiada jedyną prawdę i chełpi się jedyniesłusznym osądem świata? Czy czytając ten tekst nie rodzi się myśl o tych brutalnych, nie przestrzegających praw człowieka muzułmanach?

Przecież to my i tylko my mamy rację. Mamy kulturę, telewizję i cywilizację, która, co tu dużo mówić, gardzi innymi. Czy nasz katolicyzm, który nota bene, niewiele ma wspólnego z Bogiem, nie jest używany do populistycznych zagrywek i do sprawowania władzy nad rzędem - niedomyślających się tego - dusz?

Zadajesz ważne pytania, jednak myślę, że w swojej chełpliwości nie jesteśmy gotowi na odpowiedź. Ba, nawet na zastanowienie się nad nią. Tamci są źli, brutalni, w imię wiary zdolni do popełnienia morderstwa. A my dobrzy, szczycący się religijną wolnością, z której tak naprawdę NIC nie wynika, bo nas wiara nic a nic nie obchodzi.


Piękny tekst, pięknie podany. Jednak nic nie zmieni w naszym podejściu do życia i otaczającego nas świata. Niestety.


Ukłony,

Dobra Cobra
Figiel dnia 25.07.2013 09:42
Dobra Cobro,
Twoje pytanie "Czy aby jednak?" jest dokładnie tym samym, które zadaję sobie i pośrednio tym tekstem. "Oni" żyją z prawem szariatu od 1390 lat. My, świat zachodni nie chcemy tego prawa, oni nie chcą demokracji.Mają do tego prawo, to ich kultura i dziedzictwo duchowe. Bronią więc swoich wartości, próbując utrzymać niezmienność zasad rządzących społeczeństwem, bo tylko tak mogą zachować jedność. Czasem te zasady są szokujące i rodzą bunt przeciw nieludzkiemu traktowaniu drugiego człowieka, szczególnie kobiet, gdyż kultura jest na wskroś patriarchalna. Nieprawdopodobnym zdaje się, by młode dziewczyny mogły ginąć z powodów, które w kulturze zachodu nie byłyby warte nawet kłótni. Wydaje nam się, że kobiety są ograniczane, a zakrywanie twarzy trąci średniowieczem. Nie rozumiemy "ich", a "oni" nie rozumieją nas.Też chyba nie rozumiem i ściera się we mnie z jednej strony szacunek z drugiej - brak akceptacji.
Cieszę się, że tekst uznałeś za dobry, bowiem miałam ogromne problemy z jego napisaniem.Nieustannie towarzyszył mi niepokój, czy zachowuję zrównoważony ton i aby nie uderzam w histeryczny feminizm.
Pozdrawiam:-)
jasna69 dnia 25.07.2013 10:00
Ta historia łapie za serce i wnętrzności. Różnice kulturowe zawsze były tematem, który mnie pociągał. Po przeczytaniu słowa od autora z zainteresowaniem, sięgnęłam więc po lekturę i absolutnie się nie zawiodłam.

Bardzo dobry tekst. Widać znajomość tematu (choć miejscami wydaje mi się, że zbytnio opierasz się na schematach) i doskonały warsztat. W każdym razie, to opowiadanie, z pewnością, nie może przejść niezauważone i wywoła u czytelnika różnorakie refleksje.

Gratuluję i pozdrawiam
Figiel dnia 25.07.2013 14:55
Jasna69,
zupełnie się z Tobą zgadzam, że rys jest schematyczny, ale musiałam wziąć pod uwagę, że czytelnik niekoniecznie musi mieć jakiekolwiek pojęcie o temacie, natomiast mogę go skłonić do weryfikacji przedstawionej rzeczywistości i własnych ocen.Stąd zdecydowanie uproszczony obraz, taki rodzaj popchnięcia palcem.
Drugą sprawą jest forma.Gdybym chciała poszerzyć temat odmienności kulturowej o drugą stronę, tę mniej mroczną a bardziej urzekającą nie zmieściłabym się w konwencji opowiadania.To raczej pomysł na książkę, a książki to ja chyba po prostu nie umiem napisać.
Dziękuję za uznanie :)
Pozdrawiam :)
al-szamanka dnia 25.07.2013 19:38 Ocena: Świetne!
Cytat:
Nad da­cha­mi He­ra­tu wzno­sił się śpiew­ny głos mu­ezi­na

muezzina
Cytat:
Shań­bi­łaś sie­bie i ro­dzi­nę!

Zhańbiłaś

Czytałam w narastającym podenerwowaniu.
Natychmiast przypomniały mi się przypadki, o które wręcz się otarłam.
Turczynka oblana kwasem solnym - zdeformowana twarz.
Inna w okrutny sposób zabita przez braci, a jeszcze przedtem zgwałcona przez towarzyszącego im kumpla - aby kara była doskonała.
Widziałam to na własne oczy i dlatego nawet przez głowę nie przeleci mi myśl, jak Tobie, Figielku
Figiel napisała:
ściera się we mnie z jednej strony szacunek z drugiej - brak akceptacji.

U mnie jest tylko i wyłącznie brak akceptacji.

Tekst bardzo dobrze napisany, trzymający w napięciu i to narastającym.
Końcówka zapowiada najgorsze.
I pomimo że najgorszego oczekuję, to jednak chciałabym wiedzieć.

Pozdrawiam :)
Figiel dnia 25.07.2013 20:06
al-szamanko,
dzięki za poprawki, rzecz jasna słuszne i dobrą ocenę.
Chyba się niezbyt dokładnie wyraziłam w cytowanej przez Ciebie wypowiedzi.Uściślam: szacunek dla dziedzictwa kulturowego, brak akceptacji dla zbrodni honorowych. Każdej zbrodni w ogóle.
Jeszcze dokładniej - Koran nie nakazuje zbrodni.Jego intrpretacje- tak, ale je czynią ludzie.
Co do końcówki- sama nie wiedziałam, czy chcę ostatecznie usuwać wątpliwości odnośnie zakończenia historii.
Dziewczyna, bedąca pierwowzorem Asali nie żyje. Umarła dlatego,że miała w torbie szminkę i list podrzucony przez kolegę ze szkoły, w którym była jedynie prośba o spotkanie.
Asala ma szansę. Być może Muna coś wie o zamiarach ojca, coś, czego nie zdążyła powiedzieć. Może tym razem nie, choć wolałabym aby "nie" zdarzało się naprawdę, nie w fikcji autorskiej.
Pozdrawiam ciepło:-)
Dobra Cobra dnia 25.07.2013 21:55 Ocena: Świetne!
Czyli, mimo szczycenia się demokracją i wolnością, potępiamy ich kulturę i czyny. Czy mamy do tego prawo?
Figiel dnia 26.07.2013 10:35
Nie, nie tak. Co innego prawo szariatu, a co innego zbrodnia jako wynik interpretacji prawa. Nie ma chyba na świecie systemu, który zbrodnię by sankcjonował i dawał na nią przyzwolenie. Silnie patriarchalne społeczeństwo - ich sprawa, aurah ciała - ich sprawa, poligamia - ok. Ale nie zbrodnie, obojętnie z jakich motywacji.
przyroda dnia 26.07.2013 21:32
Muszę przyznać, że jestem pod głębokim wrażeniem tego tekstu. O ile sam temat nie jest czymś nowym, ale sposób w jaki poruszyłaś tę trudną do pojęcia/ukazania kwestię zasługuje na uznanie. I ten narastający dramatyzm, który uderza, porusza najczulsze struny... A zdawać by się mogło, że wszyscy jesteśmy dziećmi Jednego Boga.
Figiel dnia 27.07.2013 08:37
Dziękuję, przyrodo, za przychylne słowa. Pozdrawiam:-)
Quentin dnia 28.07.2013 13:28 Ocena: Świetne!
Obecnie temat Islamu jest tak szeroko komentowany, że stał się niemal codziennością prasowych i nie tylko prasowych doniesień. Islam to świat ortodoksyjny, a ortodoksja to bezmyślność i to właśnie pokazujesz. Bezmyślność, ale też brak zrozumienia, brak umiejętności wybaczania i życie dla pozorów, a wszystko to kryje się pod ładnym hasłem "Nang i namus".

Stworzyłaś przejmujący obraz ludzkiego okrucieństwa, które ze względu na dogmaty religijne jest akceptowane. Użyłaś wymownych środków, bez ukrywania czegokolwiek i tak należy mówić o danym temacie. Tak naprawdę nie Islam jest problemem, a wspomniana wcześniej ortodoksja. My także mamy z tym problem, bo jeśli ktoś rezygnuje z własnego zdania siłą rzeczy skazany jest na zniewolenie, bez względu na rodzaj wyznawanych prawd.

W "Świerszczach ogrodów Heratu" zawarta jest prawda, że Islam nie jest światem dla kobiet. Ale nie jest to także świat dla mężczyzn. Wydaje się, że tam można tylko umierać z nang i namus. Straszne.

Dodam jeszcze, że tekst jest tendencyjny i jednostronny, ale trudno tego uniknąć. Zresztą może nawet nie warto próbować.

Mocna sprawa, droga Figiel, i świetna robota.

Pozdrawiam
jasna69 dnia 28.07.2013 15:43
Masz rację, że w krótkiej formie trudno zawrzeć całą prawdę ( o ile to w ogóle możliwe na jakikolwiek temat), ale odnośnie:
Figiel napisała:
czytelnik niekoniecznie musi mieć jakiekolwiek pojęcie o temacie, natomiast mogę go skłonić do weryfikacji przedstawionej rzeczywistości i własnych ocen.

tak sobie myślę - a jeśli czytelnik, nie odczuwa potrzeby/ochoty, aby poszerzyć swoją wiedzę w tym temacie? Czy powielanie schematu nie przyczyni się do ugruntowania niechęci wobec kultury, która i tak kojarzy się głównie ze złem i przemocą?

Figiel napisała:
a książki to ja chyba po prostu nie umiem napisać.

Zachęcam do większej wiary w siebie. Uważam, że temat wart jest podjęcia próby.

Pozdrawiam
Figiel dnia 28.07.2013 18:30
Quentin
ja nie tylko lubię Twoje komentarze.Ja je bardzo lubię, czytam z niekłamaną przyjemnością i nie tylko u siebie.

Wspomniałeś o ortodoksyjnym islamie. Myślisz, że właśnie ortodoksyjne odłamy są odpowiedzialne za taki obraz kultury jaki nam się przedstawia? W pewnym sensie masz rację, ale odnoszę wrażenie, że ortodoksyjność jedynie wzmacnia i tak silną tradycję kulturową. Nie wiem, czy gdyby złagodzić podejście to w ślad za nim nastąpiłyby zmiany społeczne. A przecież ortodoksyjny szariat to idea mułłów i szkół koranicznych, zresztą w niektórych krajach zakazanych, ale i tak funkcjonujących niejako w podziemiu. Oni przecież nie stanowią większości. Tak naprawdę islam, to nie tylko religia, to system funkcjonowania w oparciu i zgodnie z nakazami religijnymi, swoista ikona stylu życia. Świat religii i życia społecznego przenikają się wzajemnie na tyle silnie, że nie sposób ustalić ich granic. Trzeba też pamiętać, że nieco odmienny jest islam afgański czy saudyjski, a inny turecki czy tunezyjski. Co by jednak nie mówić islam sankcjonuje i zbrodnie honorowe i rytualne obrzezanie kobiet. Jak to umieścić w pięknej, wielowiekowej kulturze?
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam:-)

jasna,
zwróciłaś uwagę na istotną rzecz: poszłam zbytnio za własnym tokiem myślenia, gdzie w przypadku sprawy bulwersującej i przedstawionej jednostronnie natychmiast mam odruch "zweryfikować". Rzecz oczywista, nie każdy tak ma.
To, że temat przedstawiony jednostronnie już zostało ustalone i Quentin też to wychwycił. Pisząc tekst uznałam, że wydelikacenie tła i dopuszczenie światłocienia w jakiś sposób stłumiłoby istotę przekazu głównego - zbrodni honorowych. Teraz myślę, że mogłam to zrobić nieco inaczej, trochę bardziej trójwymiarowo... No cóż, sluszne miałam obawy, widać to jeszcze nie ten czas...
Dziękuję za sugestię i
pozdrawiam :)
Quentin dnia 28.07.2013 20:59 Ocena: Świetne!
Jeśli chodzi o Islam nie jestem tak oczytany jak ty, Figiel, i nawet nie będę starał się kozakować ;) Myślę jednak, że tradycja tradycją i fundamentalizm sam w sobie też wiele jest tu winien, ale przecież to wszystko jedynie dogmaty. Opieranie się na bezdowodowych twierdzeniach itd. Jeśli człowiek myśli samodzielnie, powinien wiedzieć, co jest dobre, a co nie. Kłania się tu stary, dobrze znany tekst: Gdy rozum śpi, budzą się demony.
Nie stoję w opozycji do twoich poglądów. Wręcz moje idą wraz z twoimi.
Dziękuję serdecznie za miłe słowo i pozdrawiam raz jeszcze
Figiel dnia 29.07.2013 15:29
Zgadza się, wtedy budzą się demony.
Pozdrawiam:-)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Brytka
28/05/2022 02:22
Akurat mowa tu o chorych układach w korporacji. pozdrawiam… »
wolnyduch
27/05/2022 21:56
No to dobrze, że nie palisz, bo wydłużasz sobie dzięki temu… »
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas