Szatan w Akwa Ibom - opowieść szamana - Figiel
Proza » Inne » Szatan w Akwa Ibom - opowieść szamana
A A A
Od autora: Inspirowane doniesieniami prasowymi:
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,6765
http://cia.media.pl/polowanie_na_dzieci_czarownice_w_nigerii
http://www.paranormalium.pl/magia/polowania-dzieci-czarownice-nigerii-t5675.html

i inne.

Dziś prawie nikt nie potrzebuje szamana.

Jestem starym człowiekiem: zmęczone dłonie straciły moc, powykręcane przez chorobę palce nie pozwalają utrzeć nawet prostej maści. Czekam na śmierć, która mnie uwolni.

Skończył się czas szamanów i wiary człowieka w niewidzialny świat przodków. Przybyli do nas kaznodzieje, opowiadają o Bogu, który jest tak potężny, że nie potrzebuje innych bóstw wokół siebie. Mówią, że zbawia i zapomina złe uczynki.

Dlatego ludzie nie boją się już potężnych, pamiętliwych starych duchów, nie okazują im ani lęku, ani należnego szacunku. Teraz obawiają się Szatana, złego ducha białego człowieka, nad którym władzę ma tylko Bóg i pastor. Czarny człowiek już nie wie, kim jest.

Posłuchajcie.

 

***

 

Adaobi biegła drogą, wznosząc bosymi stopami tumany żółtego kurzu. Wyglądała jak barwny, oszalały ptak: wzorzysta spódnica tańczyła z każdym ruchem, ciemne ręce poruszały się bezładnie, rozpaczliwie dotykając twarzy, szarpiąc kolorową chustę okrywającą głowę lub wznosząc się ku niebu z niemą prośbą. W ślad za nią podążał krzyk, przeszywający falujące żarem powietrze: ostry, wysoki, pełen rozpaczy i bólu.

- Nonye nie żyje! Nonye umarł!

Z domostw, o dachach pokrytych zszarzałymi od słońca liśćmi, usadowionych wśród nielicznych, smukłych palm, wyszli ludzie i wzrokiem odprowadzali biegnącą postać. Niektórzy przykładali dłonie do czoła, by ostre, afrykańskie słońce nie przesłaniało widoku.

Gdzieniegdzie odezwały się współczujące głosy:

- Najpierw syn, teraz mąż...

- ... co z matką i dziećmi, kto je teraz wyżywi?

Gdy postać kobiety zniknęła, wrócili do swoich zajęć. Jednak na wielu twarzach pojawił się cień niepokoju.

 

Nonye postawił swój dom na końcu drogi, z dala od innych, niemal tuż przy granicy buszu. Mieszkańcy osady z niedowierzaniem kręcili głowami, patrząc jak wznosi mur z brunatnoczerwonej gliny zmieszanej z wysuszonym, zwierzęcym łajnem.

- Nonye źle wybrał miejsce, jego kozy nie będą bezpieczne - szeptali między sobą, siedząc o zachodzie słońca na piaszczystym placu pośrodku osady. - I złe duchy potrafią nocą wyjść z buszu...

Nonyne udawał, że nie słyszy ludzkiego gadania i w milczeniu wznosił ściany swojego domostwa. Nie zawiesił też przy wejściu chroniących przed złymi mocami talizmanów ju-ju, wykonanych z suszonych nietoperzy, głów żmij oraz korzeni roślin, tak jak robili to przodkowie. Ju-ju pozwalaly domownikom czerpać siłę od dobrych duchów: deszczu, ognia, wody i powietrza, a także liczyć na ich opiekę i ochronę.

Nonye i Adaobi szanowali tradycję plemienną, jednak dzięki pastorowi ze Zgromadzenia Nowego Testamentu poznali prawdziwego Boga. W każdy dzień świąteczny udawali się do największego w stanie Akwa Ibom kościoła, gdzie kapłan z uczuciem czytał Pismo Święte, a wierni chwalili Pana radosnym śpiewem.

Pastor przekonywał, że przy Bogu jedynym i potężnym, moc afrykańskich duchów jest niewielka. Nonye gorąco wierzył w Boga i jego opiekę, więc dom stanął w miejscu, w którym nikt nie śmiałby go postawić. Inni mieszkańcy osady, mimo że również byli członkami Kościoła, woleli pozostać z dala od buszu. I nadal ufali mocy ju-ju.

A teraz, na oczach całej wsi Adoabi biegnie do świątyni Zgromadzenia, krzycząc, że młody, silny Nonye nie żyje. Ktoś musiał rzucić na niego urok, potężny urok, który w jednej chwili pokonał żywotnego ducha młodego ciała. Pastor przecież przestrzegał przed klątwami.

 

Następnego ranka plac w środku osady rozbrzmiewał zwykłym gwarem. Pomimo śmierci Nonye życie toczyło się nadal. Gibkie dziewczyny o smukłych nogach i leniwych ruchach pantery nosiły wodę, a młodzi mężczyźni wodzili za nimi ukradkowymi spojrzeniami. Mężatki, zebrane w barwnych niczym stada papug, grupach plotkowały raz po raz wybuchając donośnym śmiechem. Starcy wypoczywali w cieniu rozłożystego drzewa. Wszędobylskie dzieci o czarnych, kręconych włosach i ciemnych, błyszczących niczym wypolerowany heban ciałach, biegały między dorosłymi, upominane i karcone przez matki.

Gdy Adoabi weszła na plac gwar ucichł, a wszystkie spojrzenia zawisły na jej postaci. Szła powoli, nie jak zawsze, wyprostowana i duma, ale zgarbiona, jakby przytłoczona ciężarem niemożliwym do uniesienia przez chude ramiona.

W brudnej spódnicy oraz niedbale zawiązanej chustce stanęła na udeptanej ziemi i uniosła wysoko głowę.

- Byłam u pastora. Powiedział, że Szatan zamieszkał w mojej córce, Abebi. Kazał jej rzucić klątwę na młodszego brata i ojca. Sprowadziła na nich śmierć - oświadczyła głośno, patrząc nieruchomym wzrokiem przed siebie.

Na chwilę powietrze zamarło ciszą tak przejmującą, że słychać było brzęczenie much.

Potem rozległy się szepty, a w końcu ktoś krzyknął:

- Czarownica! Zabiła Nonye i jego potomka! Teraz kolej na nas!

- Czarownica! Czarownica! - tłum mówił jednym głosem, najpierw cicho, potem głośniej, aż w końcu słowa zlały się w głuchy pomruk, jak odgłos nadciągającej w porze deszczowej burzy. 

- Wiedźma!

- Zabić czarownicę!

- Spalić pomiot szatana!

Z gromady wysunął się mężczyzna, któremu ludzie z szacunkiem ustępowali miejsca.

Emeka był najważniejszą osobą w społeczności. Jego potężne mięśnie budziły respekt, dobytek - podziw, słowa - uznanie. Podniósł rękę i krzyki ucichły.

- Nonye nie powinien stawiać domu koło buszu - przemówił mocnym głosem. - Złe duchy sprzymierzyły się z Szatanem i pomogły mu wejść do ciała Abebi, która została czarownicą. Może teraz sprowadzać choroby i śmierć na kogo zechce. Żaden mężczyzna, kobieta ani dziecko nie jest bezpieczne, gdy Szatan mieszka obok. Ale Bóg nam pomoże i z jego pomocą pastor wygna diabła z Abebi. Dokonał już wielu oswobodzeń, tak też zrobi teraz!

- Nie - powiedziała cicho Adoabi. - Nie mam pieniędzy ani tylu kóz, które mogłabym sprzedać, żeby zapłacić za Noc Oswobodzenia.

Emeka przez chwilę wpatrywał się w twarz Adaobi, potem objął wzrokiem gromadę ciemnoskórych kobiet i mężczyzn z twarzami naznaczonych strachem i napięciem.

To prawda. Noc Oswobodzenia, kiedy pastor natchniony duchem Pana uwalnia opętanego brata lub siostrę od podszeptów Szatana kosztuje dużo. Adaobi nie ma pieniędzy, ale jeśli jej córka nie zostanie oswobodzona, może rzucić klątwę na całą wieś.

- Ja to zrobię - zdecydował i mówił dalej, głosem przechodzącym w krzyk - Szatan zabiera duszę czarownicy i gnieździ się w jej ciele! Bólem zadawanym ciału można wypędzić go z członków i zagnać do głowy. Tam trzeba zrobić dziurę, przez którą będzie mógł uciec, gdy już nie będzie miał spokojnego schronienia. Jeśli nie odejdzie, czarownicę trzeba będzie zabić. Nie można pozwolić jej odejść wolno, bo dokąd żyje, żyje też klątwa. Czasem i po śmierci wiedźmy trzeba prosić o oswobodzenie! Tak wielka jest moc czarownicy!

Zebrani kiwali głowami. Kobiece i męskie dłonie gestykulowały szeroko. Niektórzy mężczyźni sięgnęli po maczety, inni rozglądali się w poszukiwaniu kamieni. Adaobi z twarzą o barwie popiołu patrzyła nieruchomo w dal. Poczuła, że w opuszczoną dłoń ktoś wcisnął kamień. Ciemne palce zacisnęły się na jego rozgrzanej powierzchni.

- Zaprowadźcie wiedźmę do starej chaty - Emeka skinął głową w kierunku trzech młodych mężczyzn. - Pilnujcie jej dobrze i nie pozwólcie czarownicy spać, bo we śnie może uciec. Ja przyniosę gwoździe i kamień.

Chwilę później rośli mężczyźni przemierzali plac wśród gniewnych krzyków tłumu, wlokąc za sobą przerażoną, zapłakaną dziewczynkę w niebieskiej sukience. Zbyt dużej jak na jej kruche, pięcioletnie ciałko.

 

Panował półmrok. Słońce padające przez szpary złotymi pręgami oświetlało twarz Abebi, drobinki kurzu i pyłu unosiły się w słonecznych smugach. Dziewczynka siedziała w kucki, wciśnięta w kąt chaty skleconej z drewna i kawałków blachy falistej. Chudymi piąstkami zatykała uszy, by nie słyszeć uderzeń kamieni ciskanych na ściany domu. Przy każdym huku z przerażeniem szeroko otwierała ciemnobrązowe, ocienione długimi rzęsami oczy i skomlała piskiem skrzywdzonego zwierzęcia. Twarz miała mokrą od łez.

Chciała zawołać mamę, ale mama już nie była dobra. Gdy wróciła od pastora bez słowa podeszła do garnka z gorącą woda i chlusnęła wrzątkiem na leżącą na macie Abebi. W ostatniej chwii dziewczynka zerwała się i gorąca woda spadła na chude łydki, które zapiekły żywym ogniem. Mama wyszła, zostawiajac Abebi krzyczącą z bólu. Potem przyszli mężczyzni i na oczach wygrażającej pięściami wioski zaciagnęli ją do pustej chaty. Mama też tam stała i patrzyła na córkę jak na węża, którego dwa dni temu zatłukła kijem, gdy wpełzł do chaty.

Teraz Abebi była już tylko strachem. Nie małą, przestraszoną dziewczynką, lecz ogarniającym całe ciało i umysł pierwotnym strachem. Nie myśl, ale właśnie strach kazał jej przepełznąć w przeciwległy kąt chaty, ten, który przylegał do zarośli i krwawiąc ręce o ostrą blachę odginać ją z całą siłą, jaka drzemała w pięcioletnim ciele, a potem, pomimo bólu, przepychać się przez powstałą dziurę, niewiele większą niż wejście do króliczej nory.

Gdy obolała, z krwawiącymi rękoma, ranami od ostrych brzegów blachy na całym ciele, nogami pokrytymi pęcherzami wpełzła w zarośla, ten sam strach, nie pozwalając czuć bólu kazał jej podnieść się i uciekać do buszu.

A potem biec, biec i biec...

 

***

 

Dziś złożyłem ofiarę dobrym duchom buszu, które wyczerpaną, ale żywą Abebi doprowadziły do mnie. Zapewniły, że jej dusza jest czysta, a rzucone na piasek kości kurczaka przepowiedziały, że powołaniem dziewczynki jest czynienie dobra dla innych. Usłyszycie o niej, gdy mnie już nie będzie.

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Figiel · dnia 09.08.2013 20:02 · Czytań: 1799 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 16
Komentarze
henrykinho dnia 09.08.2013 20:29
Zdecydowanie moje klimaty.
Fajny język, dobra historia - zawsze mnie ruszał mroczny świat afrykańskich wierzeń i rytuałów. Nawet teraz są ludzie, którzy się w to bawią, kilka lat temu w Togo wybuchła afera, bo ktoś polował na dzieci i składał je w ofierze. Zapewne w niektórych plemionach dzieje się tak na co dzień, choć religie napływowe prawie osuszyły czarny ląd z tzw. "zabobonów". Dziwny to świat, ale równocześnie, na swój sposób, intrygujący - co udało ci się pokazać.


pozdrawiam i gratuluję
al-szamanka dnia 09.08.2013 21:05 Ocena: Świetne!
Cytat:
nie oka­zu­ją im ani lęku(,) ani na­leż­ne­go sza­cun­ku.

Cytat:
żeby za­pła­cić za noc Noc Oswo­bo­dze­nia.
???
Cytat:
męż­czyzn z twa­rza­mi na­zna­czo­ny­mi stra­chem i na­pię­ciem.

o twarzach naznaczonych... może?
Cytat:
za­pła­ka­ną dziew­czyn­kę w nie­bie­skiej su­kien­ce. Zbyt dużej jak na jej kru­che, pię­cio­let­nie ciał­ko

nie­bie­skiej su­kien­ce - zbyt dużej

Jakżeby inaczej?! Szamankę zawsze taki tytuł przyciągnie! :)
I dobrze, że przyciągnął!
Bo opowiadanie niesamowite, wciągające ponad miarę.
Jak cudnie, że dziewczynce Abebi udało się uciec przed okrucieństwem szatana w ludziach.
Na pewno zostanie dobrą szamanką - kości kurczaka nigdy nie kłamią :)

I tak sobie myślę - dobrego Światowida też wykończył szatan.

Pozdrawiam :)
Figiel dnia 09.08.2013 21:40
Dziękuję henrykinho:-)
Faktycznie, to mroczny świat i niemal odchodzący. Pseudo religie samozwańczych pastorów wykorzystujących Biblię do zbijania kasy za rzekome wypędzenie Szatana, niczym innym jak torturami są przerażającym procederem, zwłaszcza w stosunku do dzieci. Doniesienia, do których linki podałam w słowie autorskim mówią same za siebie.
Pozdrawiam:-)

Szamanko,
Za wskazanie błędów bardzo dziękuję.Nie wiem, żeby tysiac i raz sprawdzać, zawsze coś wyskoczy.
Masz rację, nie do końca wyjaśniłam pojęcie Nocy Oswobodzenia, już naprawione, przynajmniej trochę. Więcej o o Nocy w linkach, które nie wiem czemu nie zostały zalinkowane. No cóż, chętni będą musieli przeklejać.
Szamanko, co jest niepoprawnego w tych dwóch zdaniach o sukience? Próbowałam położyć szalę emocji właśnie na odrębne zdanie, coś konstrukcyjnie nie tak?
Cieszę się, że przypadło do gustu.
Pozdrawiam:-)
al-szamanka dnia 09.08.2013 21:50 Ocena: Świetne!
Figiel napisała:
Szamanko, co jest niepoprawnego w tych dwóch zdaniach o sukience?

Nie wiem, może to tylko moje odczucie, ale mam wrażenie, że z myślnikiem bardziej jest podkreślone, iż zdanie odnosi się do sukienki. Ale być może to dlatego, że na co dzień myślę w innym języku.
:) :) :)
Figiel dnia 09.08.2013 22:06
Dzięki:-) Zastanowię się nad tym zapisem.
A to co poniżej już poprawiam:-)
Dzięki:-)
al-szamanka dnia 09.08.2013 22:17 Ocena: Świetne!
Aha... i jeszcze coś:
Cytat:
chlu­snęa wrząt­kiem na le­żą­cą na macie Abebi

chlusnęła
zajacanka dnia 10.08.2013 01:07
Bardzo dobre opowiadanie, Figiel. Porusza wiele tematów, czasem kontrowersyjnych. Z jednej strony tworzenie Chrześcijańskich (?) Misji w Afryce (zawsze się nad nimi zastanawiałam, ale ekspansja kościoła zamykała mi usta); z drugiej mówi o powołaniu lub jego braku u kapłanów. Wierzenia ludu jednak i tak zawsze będą silniejsze, niż niejedna, narzucona religia. Postawa matki też interesująca, rozdarta na dwa światy. Dużo tu, dużo różności zawarłaś.

W sumie aż cisną się na usta słowa: kto jest bez winy, niech pierwszy ciśnie kamień...

Dobrze, że małej bohaterce udało się uciec. Chociażby w Twoim opowiadaniu.

Pozdrawiam.
Figiel dnia 11.08.2013 12:11
zajacanko,
dziękuję za wizytę i komentarz. To prawda, napływ różnego rodzaju odłamów chrześcijaństwa do państw Afryki nie podlega żadnej kontroli, natomiast sprzyja zbijaniu kasy metodami wręcz bezprawnymi i sadystycznymi.
Musi to owocować w społecznościach o niewielkim stopniu wiedzy ogólnej o świecie wiarą w zabobon i niemal bezwolnemu poddaniu się technikom psychomanipulacyjnym kaznodziejów, i powodować rozdarcie jej adresatów między kulturowym dziedzictwem, a tym, co w zamian jest oferowane.
Pozdrawiam:-)
puma81 dnia 13.08.2013 17:55 Ocena: Świetne!
Gdyby Twoje opowiadanie zakończyło się inaczej, miałabym ciężki wieczór. Krzywda dziecięca działa na mnie szczególnie mocno.
Świetnie napisane, dlatego świetnie się czytało.
Pozdrawiam serdecznie:)
Figiel dnia 13.08.2013 20:57
Dzięki, pumo za motywujące słowa:-) Cieszę sie, że jednak wieczór nie będzie ciężki. Przyznam, że też nie mogłam zrobić nic innego, jak tylko doprowadzić bohaterkę w bezpieczne miejsce.
Pozdrawiam:-)
Quentin dnia 20.08.2013 20:25 Ocena: Świetne!
Świetne opowiadanie. Mocne w przekazie i poparte solidnym wykonaniem. Zwłaszcza ta klamra, którą ujmujesz całość, dodaje całości mistycyzmu i szamańskiego klimatu.

Widzę, że interesują cię kwestie wierzeń ludzkich. W "Świerszczach..." rozprawiłaś się bezkompromisowo z islamem, tu mamy z kolei czarny ląd i ich bożków. Twarde stanowisko zajmujesz w sprawie interpretowania wiary i dobrze, bo tak to właśnie wygląda. Znowu kłania się ortodoksyjność umysłu ludzi gorliwie wierzących. Sama w sobie wiara przecież zła nie jest. Wszystko to kwestia odbioru, a raczej odbiorców.

Zaczynasz chyba ukazywać ciemne oblicze świata. Co ważne, całego świata. To też udowadnia teorii, że wszystko zależy tylko i wyłącznie od ludzi. Wydaje się, że jaki Bóg by nie był i skąd nie pochodził, najistotniejsze, aby człowiek umiał się odnaleźć w swojej wierze.

Kolejna orientalna historia, która nie może pozostawić czytelnika obojętnym. Uderzasz w najprawdziwsze uczucia swoją twórczością, droga Figiel, i chwała ci za to.
Gratuluję i pozdrawiam
Figiel dnia 20.08.2013 22:16
Miło mi, Quentin, że zagościłeś :)
Ten tekst jest trochę przeciwwagą dla "Świerszczy..." i masz rację, że podobnie jak poprzedni tekst ma uderzyć w ortodoksyjność i możliwości manipulacyjne wiary, która - powtórzę za Tobą - sam w sobie nie jest zła. Żadna.
Faktycznie, troszkę nieskromnie myśli mi się o cyklu pod wspólnym kluczem, bo ja wiem... oblicza wiary? Nawet jakieś tam dwa pomysły, ale w jednym przypadku temat klepany na wszystkie strony, w drugim nie mam najbledszego pojęcia jak się do niego zabrać.

Od komplementu spłoniłam się jak panienka ;) Dziękuję:)
Pozdrawiam.
aga63 dnia 21.08.2013 18:52 Ocena: Świetne!
Cóż ja mogę powiedzieć innego niż moi poprzednicy?RE-WE-LA-CJA. Doskonale napisane, utrzymujące w napięciu opowiadanie skłaniające jednocześnie do refleksji nad kwestią wiary...

I na dodatek to:
Cytat:
To praw­da. Noc Oswo­bo­dze­nia, kiedy pa­stor na­tchnio­ny du­chem Pana uwal­nia opę­ta­ne­go brata lub sio­strę od pod­szep­tów Sza­ta­na kosz­tu­je dużo

No tak, pastor, który przybył na Czarny Ląd, aby szerzyć miłosierdzie Najwyższego, jakby "zapomniał" przekazać mieszkańcom podstawowej prawdy wiary chrześcijańskiej - że Bóg jest dobry bezinteresownie...

Pozdrawiam :)
Figiel dnia 21.08.2013 20:41
Witaj, ago:)
Dziękuję za odwiedziny i ocenę.
No cóż, kasa jest zawsze siłą napędową, nawet w zagubionej w Afryce wiosce. A Kościół muusi się utrzymać, nawet za cenę życia dzieciaków.
Pozdrawiam:)
Adelina dnia 22.08.2013 10:37
Wstrząsające, barwnie napisane opowiadanie. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Rewelacyjnie oddany temat szamańskich praktyk, które krzywdzą niejednokrotnie niewinne dzieci. To pokazuje jak niezrozumienie świata przez tamtejszych ludzi, prowadzi do silnego strachu, który staje się motorem do wynaturzonych praktyk odczyniania złego.

Pozdrawiam
Figiel dnia 22.08.2013 11:10
Dziękuję, Adelino za wizytę. Miło Cię gościć:)
Cieszę się, że udało mi się tym tekstem pokazać, że w czasie, gdy śpimy lub jemy posiłek, albo bawimy się w gronie znajomych - gdzieś tam rozgrywają się dramaty dzieciaków tylko dlatego, że dorosłym ktoś namącił w głowie.
Ten tekst tego nie zmieni rzecz jasna, ale czytając go choć przez chwilę uświadamiamy sobie złożoność wiary i jej siłę, nie zawsze właściwie wykorzystywaną.
Pozdrawiam:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
skroplami
28/05/2022 17:50
Treść rozmów naprawdę rzeczywista, idealnie rzeczywista :).… »
skroplami
28/05/2022 17:04
Dobre, całkiem dobre. Ale do połowy lepsze jak dalej.… »
Florian Konrad
28/05/2022 16:21
Oj tam, dwie pierwsze powieści poszły z dymem, przyznaję.… »
wolnyduch
28/05/2022 16:20
No to zmienię na brzeg, choć na ogół nie jestem taka… »
wolnyduch
28/05/2022 16:18
Rozumiem, no ale jest ta telepatyczna i duchowa więź, bo… »
wolnyduch
28/05/2022 16:14
Re: D.U Ok, rozumiem, pozdrawiam serdecznie i życzę… »
Kobra
28/05/2022 16:11
...brzeg może być. Jest super. Ja myślałam po potoku, rzece… »
wolnyduch
28/05/2022 16:06
Zmieniłam na wers po wyjściu na brzeg, ale skoro piszesz, że… »
Kobra
28/05/2022 15:59
Coś mi się widzi, że zmiana "wody" na coś innego… »
wolnyduch
28/05/2022 15:46
Witaj Koberko No co ja zrobię, że ja kocham rym...:) No… »
Kobra
28/05/2022 14:48
Wody/tetrapody - zamierzony rym? I może trochę pozmieniać te… »
d.urbanska
28/05/2022 14:42
WD - to nie przejęzyczenie, lecz ludowa forma: udałaś mi się… »
czarnanna
28/05/2022 13:50
Wolny duchu, serdecznie dziękuję za podzielenie się odbiorem… »
wolnyduch
28/05/2022 12:12
Rozumiem, no cóż metafory zawsze są cenne, ale co do układów… »
wolnyduch
28/05/2022 12:08
Czegóż się nie robi w imię przyjaźni/miłości, nawet picie… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas