Anielskie cycki I - henrykinho
Proza » Przygodowe » Anielskie cycki I
A A A

Nasza tajna baza została postawiona w stan najwyższej gotowości.

Odkryliśmy ją we trzech, jakieś cztery lata temu, na wiosnę. Kilka drzew, cegły poukładane w stosy udające krzesła, stary rower i śmieci walające się po okolicy. Do tego nieudana karykatura domku na drzewie – ofiara słomianego zapału – i fragmenty jakiejś antycznej, pordzewiałej konstrukcji, nadającej tej całej kompozycji postapokaliptycznego kolorytu. W mojej ocenie była to typowa melina cudem tylko zdobyta przed desantem okolicznych złomiarzy; idealne miejsce na spędzenie dnia wagarowicza i dyskusje o najnowszych doniesieniach z frontu.

- Ale ty jesteś głupi, poważnie – Mariusz odważnie ocenił słowa Kozy, kumpla z osiedla. – Agencja towarzyska w Pawianicach? Zwariowałeś?!

Koza nie wyglądał na zadowolonego. Kiepsko znosił obelgi. Kiedy ktoś kwestionował wartość zdobywanych przezeń informacji, zaperzał się i przygotowywał ofensywę. Ta, naturalnie, polegała na wymianie niekoniecznie przepisowych ciosów. Celem ataku zwykle stawał się nos, bo jak wszyscy wiedzieli, dzięki temu można było uzyskać fajny, tryskający efekt przy stosunkowo niewielim wysiłku. Z miejsca jednak nieco usprawiedliwię tego hultaja Kozę, bo to dobry przyjaciel, a nie chcę, żeby wyszedł na durnia; Zawsze nosił ze sobą chusteczki, żeby, kiedy było już po wszystkim, poczęstować rozkwaszonego oponenta.

Tym razem działo się podobnie. Zapowiedzią draki była drgająca z równą częstotliwością powieka i fala czerwieni, zmywająca bladość Kozich policzków. Warto wiedzieć, że te barwy ostrzegawcze nie były jedynie na pokaz. Koza potrafił się nieźle bić, nie tylko z zaskoczenia, o czym mogą świadczyć częste wizyty jego przeciwników u gimnazjalnej pielęgniarki oraz siniaki, które kolekcjonował ze swadą, z jaką inni zbierali kapsle albo znaczki pocztowe.

Zdziwiłem się, bo Koza wstrzymał jednak egzekucję i łaskawie zdobył się na wyjaśnienia:

- To nie ja to mówię, Juras z trzeciej klasy mi tak mi naopowiadał… przysięgał na Matkę Boską Częstochowską, a on jest wierzący, że hej! - spojrzał wściekle na Mariusza, czekając na najmniejszą próbę podważenia jego linii obrony. - Co, kłamałby?

- Może i by nie kłamał, może po prostu sam jest cymbałem – włączyłem się do dyskusji, próbując rozładować napięcie. – Zastanów się, Koza. Mamy dwa gimnazja, spożywczak i blokowisko, a oprócz tego kiepsko jest z pracą i mało hajsu. Ojca Jerzowskiego wylali, padł zakład od produkcji rur, wszyscy stąd wieją. Więc pytam: dla kogo ten burdel? Dla mnie może? Żyjemy w świecie rozkładu… ocknij się, Koza!

Dom publiczny tak jak kino, teatr, a nawet supermarket wydawał się nam być kamieniem milowym w rozwoju każdej szanującej się miejscowości, żeby nie powiedzieć: społeczności. Z braku pozostałych, wymienionych przybytków, nie mogliśmy uwierzyć, że do piętnasto-tysięcznej dziury wprowadza się tak ogromny, niemal amerykańsko brzmiący przecież biznes.

- Powstaną nowe miejsca pracy – Uśmiechnął się Mariusz. – Z samej drugiej A uzbierałoby się kilka idealnych kandydatek. Taka Mariola to na bank chciałaby dorobić na boku…

Wyobraziłem sobie grubą Mariolkę owiniętą w szlafrok i machającą z okna do rozanielonego klienta. Taka projekcja prawdopodobnie spowodowałaby trwały uraz mojego mózgu, gdyby tylko w porę nie odezwał się całkiem opanowany już Koza:

- A nie możemy po prostu sprawdzić? Zajdziemy tam i poszpiegujemy. Najlepsze, że to podobno w starej chałupie Nowickich przy Rogowej. Wyprowadzili się i od razu takie jajca!

- Może jutro – podsunąłem. – Dziś trza odrobić lekcje, jeszcze jest to wypracowanie z polaka i zadania z matmy. Ty Koza też się doucz, to może nie wyrwiesz pały, jak zawsze.

Koza znany oraz lubiany był za swój nieprzeciętny talent matematyczny, który plasował go w kręgu najgorszych uczniów w historii szkoły. Już kolejny rok kiblował w drugiej klasie gimnazjum imienia Juliana Tuwima, za co wiecznie winą obarczał dyrektorkę; pani Zofia zdawała się nie doceniać jego domniemanego zapału do historii, z której to przeważnie miał czwórę - „solidną” czwórę, jak zwykł podkreślać Koza.

- Eee tam, uczyć się przed sprawdzianami będę przecież – odpowiedział szczerze. – Ale niech będzie, że jutro. Nie, Mario?

Mariusz uniósł swą słynną, pojedynczą brew i spojrzał na nas uważnie. Niczym antyczny filozof formował słowa, aby w końcu porwać zniecierpliwiony tłum błyskotliwą myślą.

- Jak ktoś nas tam zobaczy, to jesteśmy skończeni. Kropka. Pomyślą, że chodzimy na panny i wstyd będzie się pokazać gdziekolwiek. A ciotka spierze mnie tak, jakby jutra miało nie być.

To odważne i jakże słusznie przewidujące konsekwencje wyznanie skutecznie przygasiło zapał grupy. Wkurzony kopnąłem zardzewiałą puszkę po farbie. Mariusz miał rację i o ile przez chwilę naprawdę byliśmy już zdecydowani na śmiały manewr, to jego brak pewności siebie wyssał ze mnie wszelkie nadzieje.

Mówiąc prawdę, to właśnie Mariusz stanowił pocisk zapalający naszej trójcy; gdy on inicjował akcję, to można było być pewnym, że reszta skoczy za nim w ogień. Co innego, jeśli coś skrytykował - wtedy jakimś cudem i my klęliśmy na to ze zdwojoną siłą. Taki był ten gość, urodzony dowódca!

- To tylko podejdziemy, ejże! – Koza nie dawał za wygraną. – Zakradniemy się po zmroku, zerkniemy na podwórze i w długą. Nawet nie mielibyśmy kasy, żeby cokolwiek tam „kupić”. Ludzie wiedzą, że mnie to nawet na zeszyty nie stać…

Może nie nazwałbym Kozy najbardziej rozgarniętym gościem, jakiego w życiu spotkałem, ale koleś epatował tą pozytywną aurą, którą ze skutecznością gruźlika potrafił zarazić nawet najbardziej uodpornionych na wirus "w połowie pełnego kubka" malkontentów.

- Jezu, żeby tylko nas nie przyłapali… - Mariusz znalazł się w polu działania Kozich promieni pozytywnej energii szybciej, niż się spodziewałem.

Coraz bardziej wierząc w istnienie pierwszego domu publicznego w Pawianicach, rozeszliśmy się do domów, i choć nikt z nas nie do końca wiedział, co to właściwie oznacza, to… przeczuwaliśmy nieziemskie kłopoty.

 

 

***

 

 

- Te, Marcyś, ty wiesz, że starego Świerszcza żona z domu pogoniła?

Ojciec Kozy, pan Andrzej, pracował w fabryce mebli nieopodal blokowiska Zielonych Kwiatów. Kiedy wracał wykończony po zmianie do domu, zwykł zasiadać przy stole i posilać się zbyt mocno lub zbyt słabo posoloną zupą, wyrzucając przy tym z ust wszystkie zasłyszane zza pulpitu pilarki plotki. Czasem wpadałem do Kozy po szkole na obiad, innym razem to on do mnie, tak czy owak zazwyczaj siedzieliśmy cicho, starając się nie mlaskać i trzymając nieme porozumienie, podsłuchiwaliśmy rozmowy dorosłych.

- Ja zawsze mówiłam, że z tym chłopem coś nie do końca dobrze będzie, pił tylko i kradł, czarna owca. Ale że teraz dopiero?

- No bo słuchaj – odparł ojciec. – Kłapią tymi ozorami na mieście, że on se babę inną znalazł!

Matka Kozy, pani Andzia, poczciwa kobieta,  znieruchomiała jak robot pozbawiony prądu. Mycie naczyń może poczekać, wszak trzeba przetrawić soczystsze doniesienia, zdawała się sugerować mową ciała. Nowa luba dla człowieka, który dopiero co skończył sześćdziesiątkę, ciągnie za sobą woń czosnku i przejrzałej cebuli, aż w sąsiedniej wsi narzekają, a ponadto nie ma domu na własność? Jak to tak, niemożliwe!

- Nie może być… - stwierdziła zgodnie z przekonaniami. – Toż Świerszcz bez grosza przy duszy, kto by chciał takie stare próchno? Coś kręcisz!

- Nie kręcę. Pamiętasz, gdzie Nowiccy mieszkali? – ojciec przytłumił głos pomimo pewności, że młodzi dalej błądzą myślami po krainach bocianów i kapusty, a sprawy z pogranicza kryminału i erotyka kompletnie ich nie interesują – Podobno ściągają tam teraz najgorsze męty z całych Pawianic, więc i Świerszcza nie mogło zabraknąć. Zgadnij ino, dlaczego?

- Mów, mów!

- Podaj mi któryś sól, chłopaki – Ojciec Kozy udanie, acz nieco teatralnie zbudował napięcie tą krótką wstawką. Wiem, bo w bigosie znalazła się prawdopodobnie cała sól, jaką kryją kopalnie Wieliczki i nawet taki koneser musiał to zauważyć. Mama Kozy niby to niezainteresowana, ale aż musiała usiąść, tak ją nosiło!

Dom publiczny tam zrobili, ot co – wytłumaczył jej w końcu mąż. Grzmotnął pięścią w stół, aż się korniki pochowały, naładował działo kluską, przetrawił, zamlaskał i, gotowy na kontynuację słownej kampanii, wypalił. - Anielskie cycki. Tak się bodaj zowie.

Przerwał nieco zmieszany i spojrzał mi prosto w oczy.

Yyy... - czekałem, aż ten cały pan Andrzej poprawi kolejną salwą, ale chyba wolał nie dolewać oliwy do ognia. Zamiast tego wybrał prostsze rozwiązanie. Dolał sobie zupy i rzucił luźną, ale też podszytą fałszem uwagę - A co tam w szkole, gamonie?

Cisza.

Andrzej chyba czekał, aż Koza albo ja zapytamy go, cóż to jest ten „Dom Publiczny”, lecz obaj znudzeni udawaliśmy, że nic nas ten temat dnia nie obchodzi, bo niby czemu, co ojciec Kozy odnotował z zadowoleniem, ale i lekką dozą konsternacji. Tak czy siak, niczego nie dał po sobie poznać. Jedyną reakcją otoczenia był świst powietrza wciąganego w płuca przez mamę Kozy.

- O mój Boże! Żeby ci tylko do głowy…

- Kobieto, nie panikuj! Ty zawsze takie rzeczy… - odpowiedziała zmieszana głowa rodziny.

Tym razem naprawdę zatkaliśmy uszy i wyłączyliśmy uwagę zupełnie na serio. Jak nie my, podziękowaliśmy za obiad i natychmiast zwialiśmy z kuchni w obawie przed zbliżającą się nieuchronnie kłótnią. Rodzice Kozy tylko czekali na pretekst do słownego starcia, aż w końcu ten wspaniałomyślnie się pojawił.

Burdel w Pawianicach! Kobiety, chrońcie swych mężczyzn, pilnujcie synów i strzeżcie córki!

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
henrykinho · dnia 10.08.2013 10:36 · Czytań: 830 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 5
Komentarze
wykrot dnia 10.08.2013 11:13
Weź, póki czas, powiększ czcionkę. Nie idzie przeczytać.
henrykinho dnia 10.08.2013 13:10
Chyba się udało ;)
jasna69 dnia 11.08.2013 22:54
No, no, zapowiada się ciekawie…
Klimat małomiasteczkowej rzeczywistości wciąga, młodzi bohaterowie budzą sympatię.
Fajnie napisany fragment - barwne opisy, żywe dialogi.
Zdarzyła się chyba jakaś literówka i brakujący przecinek, ale te drobiazgi umykają bo czyta się płynnie i lekko.

Pozdrawiam

Co słychać u komendanta Correiry i Koja?
puma81 dnia 12.08.2013 11:37 Ocena: Bardzo dobre
Pierwsze moje skojarzenie - banda Ekierki, oczywiście w innej odsłonie.
Bardzo lubię Twój styl pisania, wyraziste postaci, "pełne wdzięku" opisy, ciekawa akcja.
Czekam na II.
Pozdrawiam serdecznie:)
henrykinho dnia 12.08.2013 13:20
jasna69 > "płynnie i lekko" - tak się też pisało, ten styl narracji i osadzenie historii na gruncie polskim zawsze pomaga - w przeciwieństwie do mojej bajki o komendantach i Murzynach ;) Tu już jest ciężej. Szykuje się z tego większy projekt (choć to dziwne słowo, ten "projekt";), bo mimo, że kolejny fragment jest praktycznie gotowy, to wciąż przychodzą mi do głowy nowe pomysły na fabułę, konkretne scenki i przemeblowania. Nawet prolog wymaga liftingu, muszę mu nadać większą płynność, dojdzie nowa postać no i wszystko się... zagęszcza.
dzięki wielkie za wizytę!

puma81 > banda Ekierki, może coś w tym jest :) Człowiek wraca podświadomie do własnych postaci. Może to jakaś choroba? Dwójkę wrzucę, miło, że ktoś czeka!
pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Abi-syn
16/05/2022 22:36
Wszyscy jesteśmy poruszeni tym co się dzieje na świecie,… »
Abi-syn
16/05/2022 22:19
Nauczyć się wyobraźni Autora, umieć posługiwać się… »
Yaro
16/05/2022 22:17
Jeżeli słownik potwierdza, że tak można to Pozdrawiam z… »
Abi-syn
16/05/2022 22:03
hejka, trochę sobie z tym dworuję, spotkałem za dużo… »
Lilah
16/05/2022 22:02
Bardzo się cieszę, Francodebies. Dziękuję i pozdrawiam… »
Florian Konrad
16/05/2022 21:25
Zawaliste, ale tytuł jednak walnąłbym z wielkiej litery. »
Nalka31
16/05/2022 21:17
Lilu Mocny ten wiersz, a jednocześnie pełen liryki i… »
Galernik
16/05/2022 21:15
Marku, dziękuję za odwiedziny. Fakt, lubię zabawę słowem,… »
Galernik
16/05/2022 21:11
Yaro, przeczytałem i się troszeczkę zadumałem. I to chyba… »
Yaro
16/05/2022 16:44
Wiersz jak wiersz , pisze i będę pisał ale Twoja poczta jest… »
mike17
16/05/2022 14:28
Jarku, ostatnio miałem mało czasu na portal, stąd moja… »
Marek Adam Grabowski
16/05/2022 14:14
Kila elementów humorystycznych masz dobrych, ale całość nie… »
annakoch
16/05/2022 11:04
Fajnie napisane Pozdrawiam »
Aleksandra Kaczmarek
15/05/2022 21:33
Ciekawe »
Florian Konrad
15/05/2022 15:26
Dziękuję. Wolałem przezornie dać tę "osiemnastkę"… »
ShoutBox
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
  • Yaro
  • 15/05/2022 18:40
  • Michał odezwij się. Pozdrawiam:)
  • Galernik
  • 10/05/2022 12:27
  • Dobra Cobro, ale to tak dobrze brzmi "Żywot bałwana". Myślę, że tytuł jest trafny, ale jak mi coś fajnego podrzucisz, to czemu nie, można zmienić. Dzięki za przeczytanie.
  • Dobra Cobra
  • 09/05/2022 15:30
  • Piękne zaproszenie. Zmieniłbym tytuł, żeby było bez słowa "balwan" , bo odzierasz punkt kuliminacyjny z zaskoczenia. I od początku wiadomo, co będzie.
  • Galernik
  • 09/05/2022 15:00
  • Witajcie. Melduję się po roku nieobecności. Żywot bałwana, jedna z moich najnowszych humoresek / opowiadań oczekuje Waszych opinii i ocen.
  • Darcon
  • 08/05/2022 09:57
  • Cały czas trwa nabór na konkurs "Malowanie słowem". Liczę, że wypoczęliście podczas majówki i teraz ruszycie z pisaniem. :)
  • Darcon
  • 04/05/2022 21:52
  • majka100, Strona główna, na dole, archiwum newsów. Marzec i kwiecień 2021. :) Pozdrawiam.
  • majka100
  • 04/05/2022 18:57
  • Dzień dobry, jest gdzieś zapis pierwszej edycji 'Malowanie słowem'?, bo jakoś nie mogę znaleźć. 'Muzoweny' też nie do odkopania.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas