Coś dla młodzieży i nie tylka ;) - Qjciak
Proza » Długie Opowiadania » Coś dla młodzieży i nie tylka ;)
A A A
-Elka, rzucaj!- krzyknęłam, patrząc na to, co działo się na boisku. Mecz koszykówki żeńskiej nigdy nie wzbudzał we
mnie jakichś pozytywnych czy wogóle jakichkolwiek emocji, ale w tym roku, do drużyny zapisała się moja przyjaciółka,
więc sporym nietaktem było by opuszczenie jakiegokolwiek meczu. Ma panna talent...siup! I kolejny punkt zdobyty
przez moją psiapsiółę.
-Hura!- wrzasnęłam po wygranym meczu. Elka była niesamowicie zmachana.
-Widziałaś tą ostatnią akcję? Dziewczyny nie miały szans...!- gadała jak najęta, odgarniając na właściwe miejsce
mokre kosmyki włosów.
-Tak, tak, spokojnie, widziałam. A nawet nagrałam.- powiedziałam i wyciągnęłam zza pleców kamerkę.
-Ale fajowo!- krzyknęła Elka, patrząc na mnie z radością. -Dzięki Len.
-Ehe, proszę. Teraz już możemy iść uczcić twoje...tfu! nasze zwycięstwo.
-No ba, pewnie. Ty stawiasz!
-Taa, chciałabyś. To nie ja wygrałam mecz!
-Ale powiedziałaś, że idziemy uczcić NASZE zwycięstwo, głupku.
-Okej, każdy płaci za siebie.
I wybuchnęłyśmy śmiechem. Poszłyśmy do najbliżesz kawiarni.
-Co podac?- spytał uroczy kelner, uroczo się uśmiechając.
-Najlepiej wszystko.- powiedziała Elka chichotając.
Kelner tylko się uśmiechał.
-Słuchaj,eee...-zerknęłam na identyfikator- Słuchaj Michał, podaj nam dwie pepsi i kawałek frytek.
-A jak duży ma być ten kawałek?- spytał uroczy Michał z uroczym uśmiechem.
-Jak największy.- zarechotała Elka, tarzając się po kawiarnanej podłodze. Cóż...
-Okej, poczekajcie chwilkę.- i odszedł.
Spojrzałam na Elkę z dezaprobatą.
-Wystraszyłaś go.- powiedziałam z wyrzutem.
-Wcale nie.- Elka wzruszyła ramionami.
-Wcale tak.- zaczęłam się przekomarzać.
-Nawet jeśli tak, to co z tego? Dzisiaj jest mój dzień..
-NASZ dzień. -sprostowałam, lekko się krzywiąc. Elka westchnęła.
Siedziałyśmy w milczeniu, czekając na uroczego Michała. Zjawił się po 5 minutach z pepsi i mnóstwem frytek.
-Dzięki.- uśmiechnęłam się do niego i spojrzałam na Elkę. Ta, jakby nigdy nic, zaczęła pałaszować żarełko.
-Nie przejmuj się nią.- szepnęłam do ucha uroczemu kelnerowi.
-Spoko, przyzwyczaiłem się. Smacznego.- jeszcze raz się uśmiechnął i odszedł odebrać kolejne zamówienie. Ciężko
westchnęłam i otworzyłam pepsiaka.
-Idziemy?- spytałam, kiedy wszystkie frytki zniknęły z powierzchni talerza.
-Taa.- powiedziała bohaterka dzisiejszego dnia i wyszłysmy z kawiarenki. Przez pewnien czas szłyśmy w milczeniu.
Ciekawe o co jej chodzi tym razem...
-Cześć.- rzuciła z marszu Elka, idąc w stronę domu.
-O, a ty do domu? Myślałam...
-To źle myślałaś. Jestem zmęczona, miałam cięzki dzień. Do jutra.
-Nom, do zobaczenia.- i każda z nas poszła w swoją stronę. Kiedy już doszłam do domu, pierwsze co zrobiłam, to
siadłam do komputera.
-Lena, ścisz tą muzykę!!!
A wrzeszcz sobie i tak cię nie słyszę. Lalalala...
-CAŁY DOM SIĘ TRZĘSIE!!
Taratata...siekiera...
Łup! Ktoś gwałtownie otworzył drzwi i jednym ruchem wyłączył komputer.
-No i co zrobiłaś?!- wrzasnęłam do swojej starszej siostry.
-To co do mnie należało! Jak ktoś odpala muzykę na cały regulator, to trudno, Żeby zaraz nie zaczęli się schodzić
sąsiedzi z pretensjami!- i wychodząc trzasnęła drzwiami. Wkurzona opadłam na łóżko. Miałam ochotę zrobić coś
głupiego.
-Lenaaaa! Teleeefooon!
Szybko odebrałam słuchawkę od mamy.
-Co jest?- spytałam.
-Hej, to ja.- usłyszałam znajomy głos. -Tak się zastanawiałam, czy byś nie poszła ze mną na mecz...
Elka.
-Mecz? Przecież grałaś już dzisiaj mecz i to jakąś godzinę temu!
-Ale tu nie chodzi o mnie. Faceci grają dzisiaj w piłkę. To jak, idziemy?
-Cóż...sama nie wiem...- a co, niech ma za te fochy!- Mam pokój do sprzątnięcia, trzeba rybki nakarmić, umyć okna,
przeczyścić kibel, wyprać dywan...i wogóle. Nie wiem czy się wyrwę.
-Okej.- i rozłączyła się.
HELOŁ! Co się dzieje??? To juz zaczyna być jakieś dziwne. Nie wierzę, że uwierzyła mi w tę bajeczkę! Ech...co
ten sport robi z ludźmi...
-Mamo, jest coś do jedzenia?
-Nie ma.
-To idę na miasto, na razie.- i skierowałam się w stronę drzwi.
-Stój! Przecież żartowałam...jest całe mnóstwo jedzenia, bierz co chcesz.- mama puściła mi oko i wróciła do
oglądania telewizji. Westchnęłam i zaczęłam szykować sobie jedzonko.
-Mamo, słyszałaś, że ten stary dziad od matmy w końcu przechodzi na emeryturkę?- spytałam z ustami pełnymi
żarełka.
-Ja słyszałam coś innego.
-Tak??
-Tak, słyszałam, że twój nauczyciel matematyki, pan Wiesław Łożycki odchodzi na zasłużoną w pełni emeryturę, po
40 latach pracy.
-Eee...jedno i drugie to to samo. Nie liczy się!- tym razem to ja puściłam mamie oko.
-A idź mi stąd.- mama machnęła mi ręką, czym pokazała mi, że chce dalej oglądać tv. No to wyszłam.
-Iść na to boisko czy nie iśc?? Iść czy nie iść? Iść? Nie iść?- mruczałam pod nosem.
-Elka?
-No.
-Słuchaj...idziesz w końcu na ten mecz?
-No ja już tu siedzę. Jesetm z dziewczynami. Ty nie miałaś dla mnie czasu.
I ROZŁĄCZYŁA SIĘ. Tak. Ciężko westchnęłam i pokręciłam się trochę po mieście. Zaszłam do tej kawiarenki, w której
byłam dzisiaj z Elka.
-Co podać?- spytał uroczy kelner, uroczo się uśmiechając. -O, to ty.
-O, to ja.- odpowiedziałam w podobnym stylu. Roześmialiśmy się.
-Gdzie masz swoją kumpelkę?- spytał Michał, przyjmując ode mnie zamówienie.
-Jest na meczu z jakimiś dziewczynami.- wzruszyłam ramionami udając, że wszystko jest mi w tej chwili obojętne.
-Pokłóciłyście się, co?- spytał Michał, siadając przy stoliku. Westchnęłam.
-Tak trochę...ale w sumie to ja nawet nie wiem o co poszło. Bez sensu.- powiedziałam, stukając palcami o blat.
-Słuchaj, ja zaraz kończę robotę. Może pójdziemy razem na ten mecz, co?
-Okej.
I już po krótkiej chwili wychodziliśmy z zatłoczonej kawiarni.
-Ciepło, co?- spytał Michał, zdejmując bluzę i wrzucając ją do plecaka.
-Taaak.- odparłam, wachlując się ręką. -Gorąco.
Przez chwilę szliśmy w milczeniu. Nagle Michał się zatrzymał.
-Kurczę!- walnął się ręką w czoło.
-Co się stało?- spytałam.
-Zapomniałem, że po robocie jestem umówiony z kumplami.- wyraźnie było widać, że jest zakłopotany.
-Spoko, nic się nie stało.- powiedziałam, udając, że rzeczywiście nic się nie stało.
-Przepraszam cię...eee...- spojrzał na mnie pytająco. Roześmiałam się.
-No tak, nie przedstawiłam się. Lena.
-Miło mi.- Michał uśmiechnął się. -No więc...przepraszam cię Lena, ale muszę iść.- znowu się usmiechnął, ale tym
razem przepraszająco.
-Oki doki, idź. Mną się nie przejmuj...
-No dobra...to do zobaczenia w kawiarni.- i poszedł w swoją stronę.
-Cholera jasna.- mruknęłam i poszłam do domu. Mama jak zwykle siedziała przed telewizorem.
-O, Lena. Telefon był do ciebie.- powiedziała, nie odrywając wzroku od ekranu.
-O jak miło.- rzekłam bez specjalnego entuzjazmu. -Kto się dobijał?
-Nie wiem, to znaczy wiem, ale nie przerywaj mi.
-Spoko.- i poszłam do taty. -Tato, kto do mnie dzwonił?
-A skąd ja to mogę wiedzieć? To twoja siostra całe dnie trzyma słuchawkę przy uchu.
No tak. Postanowiłam zrobić to inaczej. Po prostu wyłączyłam prąd.
-No i co ty najlepszego zrobiłaś?! Teraz nie dowiem się, czy Elizabeth wyjdzie za Antonia!- Mama.
-Głupia ty jesteś?! Idź się leczyc palantko!- Starsza siostra.
-Bardzo dobrze Lena.- Tylko tata trzymał moją stronę. -Chociaż nie, bardzo źle. Nie zapisałem pracy na komputerze.
Wspaniale.
-CZY MOGĘ SIĘ DOWIEDZIEĆ, KTO DO MNIE DZWONIŁ??!- wrzasnęłam przekrzykując mamę i starszą siostrę.
-NIE!- odwrzasnęły dziewczyny.
-Aha, to bardzo miło.- powiedziałam i poszłam do siebie. -I się nie dowiedziałam kto dzwonił.
Opadłam bezwładnie na łóżko i dobijałam się ponurymi myślami. Po dwóch godzinach leżenia bez sensu na łóżku
zerknęłam na zegarek. Wpół do ośmej. Trzeba by się wziąć za jakieś lekcje...zwlokłam się z łóżka i zaczęłam
wyjmować książki od matmy. W tej chwili rozległo się pukanie do drzwi.
-Nie wchodzić!- wrzasnęłam, dalej wkurzona za ten telefon.
Ktoś jednak nie przejął się moim wrogim tonem, bo zapukał ponownie. Postanowiłam udawać, że mnie nie ma.
-...nie ma jej w pokoju?
-Na to wygląda...
-No jak jej może nie być, skoro się darła żeby nie wchodzić?- spytała poirytowana starsza siostra.
No faktycznie, nie pomyślałam o tym.
-Więc jest!- ktoś z niewiadomych powodów się ucieszył. Zdziwiłam się. Kto to może być???
-Lena, otwieraj bo wyważymy drzwi!- tata zabrał się za groźby. Uśmiechnęłam się.
-Proszę bardzo!- zawołałam, czekając na to, co się za chwilę wydarzy.
-...dajcie spokój, skoro nie chce otworzyć...
W tej chwili, pchnięta niepohamowaną ciekawością otworzyłam drzwi.
-Eee...my się znamy...?- spytałam, patrząc na nieznajomą. Ta spojrzała na mnie zdziwiona.
-Ależ oczywiście!- wykrzyknęła. Po chwili jednak zreflektowała się, widząc moją minę. -To znaczy...
nie osobiście rzecz jasna.
Milczałam.
-Ale...jak to?- wydukałam.
Tajemnicza babka usmiechnęła się do mnie.
-Nazywam się Eliza Skrzypkiewicz...- w tej chwili zaczęło mi coś świtać. -Pracuje w agencji
muzycznej "Offca". Miesiąc temu organizowaliśmy konkurs...polegał na nagraniu wybranego przez siebie kawałka
w wersji karaoke, z sobą w roli wokalisty. Nagrodą główną było nagranie płyty...- facetka uśmiechnęła się do mnie. Aaa...
-No dobrze, ale co to ma wspólnego ze mną?- spytałam.
-Wygrałaś.
Zdębiałam. CO?! JA?! Nie, to przecież niemożliwe. Moje nagranie było do tyłka, jestem muzycznym antytalentem.
-To chyba jakaś pomyłka...- powiedziałam, potrząsając głową. Babka bez słowa podeszła do radia, wyjęła z teczki jakąś płytę i
włączyła ją. Usłyszałam swój głos.
-To niemożliiiiiweee...tak się stać nie możeee...szukam ratunku tam, gdzie nikt mi nie pomooożee...
Siostra spojrzała na mnie z podziwem i ze zdziwieniem.
-Ty umiesz śpiewać!- zabrzmiało to jak oskarżenie, a nie jak pochwała. Wzruszyłam ramionami.
-Naprawdę wygrałam?- spytałam z niedowierzaniem.
-Tak.
Spojrzałam na rodziców. Mama stała bez ruchu, tata cały czas kiwał głową. Eliza spojrzała na zegarek.
-Przepraszam, ale muszę już iść. Praca wzywa.- uśmiechnęła się. -Jescze raz gratuluję wygranej.- uścisnęła mi rękę. -Oczekuję, że
niedługo zjawisz się w studiu i obgadamy, jak ma wyglądać twoja płyta.
-Taak...na pewno przyjdę.- powiedziałam, nadal wstrząśnięta.
-Dobranoc.- rzuciła Eliza i już jej nie było.
Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Qjciak · dnia 13.09.2008 11:24 · Czytań: 5717 · Średnia ocena: 2 · Komentarzy: 4
Inne artykuły tego autora:
  • Brak
Komentarze
DamianMorfeusz dnia 13.09.2008 23:27
Popraw. Całość. Pisząc komentarz, nie widzę innych, ale wiem już, że dostało Ci się za interpunkcję i poprawność pisania dialogów.
Chaos. To mogę powiedzieć o tym kawałku. Jedyne na plus, że się szybko czytało.
ginger dnia 13.09.2008 23:40
Tak, czytalo sie calkiem sprawnie. Interpunkcja lezy i sie zwija ze zgryzoty, ze tak ja traktuja... Pisanie dialogow tez takie sobie... I temat w sumie tez mnie specjalnie nie porwal... Zdecydowanie - do poprawienia. Jak sie postarasz, to moze jeszcze cos z tego bedzie ;)
valdens dnia 13.09.2008 23:50
Opowiadnie przeszło weryfikację, mimo opłakanego stanu, na mocy prawa pierwocin (że tak se to nazwę. to jego pierwsze opowiadanie u nas). Przy następnym podejściu oczekuję mniejszego bałaganu, autorze.
I radzę zerknąć tutaj: http://portal-pisarski.pl/forum/viewthread.php?forum_id=30&thread_id=254&rowstart=0 w sprawie interpunkcji.
Pozdro.
lina_91 dnia 14.09.2008 14:56 Ocena: Przeciętne
Interounkcja do bani, całość nic nie wnoszaca.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
27/01/2022 00:42
Bardzo słuszne skojarzenie, Inesko, rumaki i poezja nie… »
bruliben
26/01/2022 23:34
Oj tak Wiolinie, Czasem jest szczodra, innym razem skąpa w… »
pociengiel
26/01/2022 23:25
dzięki, no bywa »
Wiolin
26/01/2022 21:51
Witaj Niczydarze. To "MY" ma wymiar za… »
Wiolin
26/01/2022 21:29
Witaj Pociengiel. Nie potrafię tegoż wiersza sformatować,… »
Wiolin
26/01/2022 21:16
Witaj Bruliben. O jak fajnie to ująłeś...Ona ma to do… »
valeria
26/01/2022 21:13
wiersz fajny, otwierają się horyzonty, warto je zbilansować… »
Wiolin
26/01/2022 21:09
Witaj Florianie. Za mądrze i za wiele politycznie.… »
Wiolin
26/01/2022 20:39
Witaj Florianie. Ty tak po nowemu...Licowanie podpowiada… »
Wiolin
26/01/2022 20:15
Witaj Julando. No nie wierzę....Zapewne minęły 4 lata od… »
Yaro
26/01/2022 20:02
Najważniejsze by w życiu być człowiekiem. Szarość jest… »
Wiolin
26/01/2022 19:56
Witaj Zolu. Tak naprawdę boję się tej inności. Jestem… »
Wiolin
26/01/2022 19:35
Witaj Ewuniu. Rzeczywiście pieśni kojarzą mi się z Rosją,… »
OWSIANKO
26/01/2022 16:26
rzeczywiście, poezja pisana prozą »
OWSIANKO
26/01/2022 16:13
Dziękuję, Afrodyto. »
ShoutBox
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 20:04
  • Dobra, wystarczy tej gadki o niczym.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:58
  • A to zależy co się założy. Ja czasem wolę zapytać Nikogo, niż gadać z Bylekim-ś.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:56
  • Jakże ja bym chciał tak skasować, ale nie mam kogo i za co.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:54
  • A ja, z założenia, nie pytam nikogo o nic.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:52
  • Gdybym wiedział o co chodzi, to bym się nie pytał Kogoś, ale Nikt nie odpowiada. A że jestem Niewiedzący, to pytam i Wiedzących.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:45
  • Skasowałam. znów włączyła mi się autocenzura.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:43
  • Obie miejscówki leżą niedaleko Gdzieśtam.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:41
  • A ja znam takich z Znikąd. to chyba niedaleko od Nikąd.
Ostatnio widziani
Gości online:37
Najnowszy:UrszulaPienkowska
Wspierają nas