Maleńka... - puma81
Proza » Inne » Maleńka...
A A A
Od autora: Opowiadanie inspirowane wspomnieniami Danuty Brzosko-Mędryk, Feliksa Siejwy oraz Jana Zakrzewskiego - więźniów KL Lublin (Majdanek).
Klasyfikacja wiekowa: +18

Drewniaki szurały po lagerstrassie[1], wzbijając w letnie powietrze chmury czerwonego pyłu, który oplatał spuchnięte łydki gryzącą mgiełką. Słońce ledwo przedzierało się przez smrodliwą zasłonę, spowijającą obóz i wiszące nad nim niebo. Była jak pożółkły, muślinowy całun skrywający tajemnicę zwiędłego życia. W tym czasie piece krematoryjne nie gasły nawet na sekundę, kominy uwalniały kłęby duszącego dymu, którym przesiąkaliśmy do szpiku kości, a przestrzeń stawała się od niego śliska i tłusta, jakby zmieniane w popiół ciała były dobrze odżywione. Z oddali docierały do mnie słowa komendy „Mutzen ab! Mutzen auf!”[2], wykrzykiwane przez funkcyjnego. Zugang[3] ćwiczył ściąganie i dokładne wkładanie więźniarskich czapek. Później, na apelu, każdy pasiak miał tylko jedną próbę, musiał wykonać szybki, precyzyjny ruch, by nie usłyszeć „Abtreten!”[4] leżąc w błocie z roztrzaskaną głową.

Trzęsłam się calusieńka wewnątrz, ale nie z powodu kuli chleba i kilku pomiętych skrawków papieru ukrytych pod zawszonym pasiakiem, choć mogły kosztować dwadzieścia pięć batów tnących skórę i łamiących żebra. Dwa dni temu dostałam gryps, że przyjdzie z cywilnym komandem roboczym, zatem śpieszyłam na pierwszą obozową randkę brudna i wychudła, ale spragniona człowieczego dotyku. Widziałam w myślach, jak zarzucam Tadeuszowi ręce na szyję, wtulam twarz w umytą skórę, gładzę z zazdrością czysty kołnierz koszuli, a potem, kiedy już wciągnę w płuca powietrze zza kolczastych drutów, pobieramy się i jesteśmy szczęśliwi.

Tak, powietrze na wolności pachnie ziołami i leśną ściółką, rześkością morskiej toni albo rozgrzanym tańcem rumianego lata i wykrochmalonym obrusem, ma smak babcinej mizerii, lodów truskawkowych i kartofli pieczonych w ognisku. Wyobrażenie przyszłości sprawiło, że poczułam lekki niepokój. Od dawna nie snułam marzeń na „po wojnie”, nie rozmawiałyśmy w „rodzince” o planach na życie poza obozem. Wspomnienia grzebałyśmy w popiołach zamęczonych ludzi. Istniała jedynie chwila rozgrywająca własną partię życia tu i teraz, pomiędzy kopniakiem a siarczystym policzkiem. Tylko czasem, gdy Miecia śpiewała lub opowiadała o zawiłych dziejach najbliższych, tęskna łza dzieliła skurzony policzek na dwoje i skapywała to na pasiak, to na ściskającą ów łach dłoń, to na podłogę, by w następnej chwili zostać zdeptaną przez esesmański but. Wiedziałam, że jeśli przeżyję, nigdy nie strzepnę z powiek czerwonego, majdańskiego pyłu, każdą cząstkę wolnego świata będę ocierać z mgły tłustego powietrza.

Minęłam budkę kontrolną i weszłam na rewir[5]. Koszmar pierwszych dni pracy w obozowym szpitalu nie opuszczał mnie nawet podczas snu. Chore nawoływały, prosiły o pomoc, jednak nim dobiegałam do prycz, umierały. Kończyny odklejały się od bladych, pokrytych pęcherzami ciał i uderzając o podłogę, zamieniały w popiół. Stróżki krwi spływały po nagich ścianach i zalewały barak. Grzęznąc w czerwonej, kleistej mazi, krzyczałam z bezsilności, nie mogąc uratować ani jednego istnienia. Potem rzeczywistość skutecznie znieczuliła przerażenie, towarzyszące trzymaniu w ramionach szalejącej śmierci.

Przed blokiem majstrowało dwóch szklarzy, pewnie właśnie z nimi przyszedł Tadeusz. Mieli wstawić szybę, którą umyślnie wybiłyśmy. Na bloku krzątała się Masia, poprawiała chorym sienniki, zmieniała zaropiałe papierowe bandaże, uspokajała ciepłym słowem, nieraz bardziej potrzebnym od białego pieczywa z kawałkiem kiełbasy. Aneczka prowadziła do waszraumu[6] bielusieńką niczym gołąbek, wyniszczoną tyfusem panią Kazińską. Na jej oczach esesmani zamordowali męża i córkę, a ona, biedaczka, w jednej chwili osiwiała. Co wieczór, gdy któraś z nas, pawiaczek, głaskała rozgorączkowane czoło, kwiliła żałośnie, pytała Boga po cóż jej serce jeszcze bije, a tutaj, na Majdanku, bez przekornego pragnienia życia, długo człowiek nie pociągnie. Pani Kazińska gasła, jak wiele kobiet na rewirze.

Podeszłam do pryczy. Na starej, dziurawej szmacie, która kiedyś była kocem, leżała purpurowa róża. Kwiat nie pasował do otoczenia przypominającego ludzki śmietnik, wyglądał jak zbłąkany słoneczny promyk w odmętach nocy.
- Tadeusz czeka na strychu – rzuciła w biegu Celina, wciskając w moją dłoń kolorową wstążkę. – Przewiąż włosy tęczą. Przystojny jest, Irenka!
Uśmiechnęłam się nerwowo, rozstrojona rychłym spotkaniem. Czy Tadeusz spojrzy w moje oczy tak, jak robił to wiele razy w Warszawie? Jeżeli tak, to co zobaczy pod warstwą kisnącego brudu? Swoją narzeczoną, wdzięczną i młodą, czy raczej zlęknionego półgamla[7]? Położyłam wstążkę obok róży, piękno obok piękna. Celinka pewnie oddała kilka pajdek chleba za tęczową przyjemność, ale dzięki radościom, jakie sprawiałyśmy sobie nawzajem, człowieczeństwo zwyciężało.

Szybko rozdałam chorym grypsy, głównie z pól męskich, ukryłam kulę chleba i zabierałam się za wiązanie wstążeczki, gdy do bloku wpadła zdyszana Ala Maciejak:
- Krwawa Brygida[8] i Długi[9] na dwójce!
I znowu zamiast Tadeusza, strach zajrzał w moje oczy. Oby tylko nie wpadli na pomysł, by rewidować strych, pomyślałam, albo żeby Tadeusz nie zdradził swojej obecności jakimś nieprzemyślanym ruchem. Z duszą na ramieniu dołączyłam do uwijających się w pośpiechu koleżanek. Gdy kwadrans później w drzwiach bloku stanęła pijana aufzejerka[10] oraz poklepujący ją po pośladkach równie pijany funkcjonariusz SS, jedzenie, grypsy i kochane twarze na fotografiach, ciężkich od brudnego dotyku linii papilarnych, były głęboko ukryte, pielęgniarskie prycze równiusieńko zasłane, a podłoga zamieciona. Roześmiani, obdarzający się sprośnymi żartami, omietli wzrokiem wnętrze bloku.

- Pokazać mi karty chorych! - krzyknęła Brygida opadając na krzesło. Masia położyła stertę kartek na stole przed aufzejerką i odskoczyła kilka kroków w tył. Tymczasem Długi, chwiejąc się niczym podcięte drzewo, łaził między pryczami i szukając niewybaczalnych naruszeń obozowego regulaminu, obrzucał chore wulgarnym bełkotem. Po chwili dostrzegł coś, o czym zapomniałam. Chwycił łapą różę leżącą na moim kocu i zawył:
- Czyje to?!
Panująca na bloku cisza zgęstniała na kształt śmierdzącej galarety, a Brygida, oderwawszy mętny wzrok od krzywych gorączki, rozciągnęła usta w złośliwym uśmiechu, jakby diabeł wykrzywiał jej twarz. Długi nie zamierzał dać za wygraną:
- Czyje to?!
Zebrawszy resztki odwagi i honoru, powiedziałam:
- Moje.
Nieprzyznanie się groziło karą dla całej obsługi bloku, a dla chorych oznaczało zabawę w dzielenie na „links” albo „rechts”. Prawa strona – prycza i życie, lewa – skwar krematoryjnego pieca.

Niemiec cisnął różą o podłogę, po czym zmiażdżył delikatne płatki ciężkim butem. Tak właśnie na Majdanku umierało życie, nagle, przez przypadek, upodlone i zdeptane. Długi wyjął pistolet i odbezpieczywszy magazynek, skierował lufę w moim kierunku.
- Teraz padniesz przede mną, polska świnio!
Stałam bez ruchu, patrząc w czarny, owalny otwór zawieszony na wysokości mojego czoła. Powiększał się z każdą sekundą, zamieniał w ciemny wir, wciągający głuchy łomot serca, skaczącego w piersi.
- Leżeć, polska świnio, no już!
Kątem oka dostrzegłam błagający wzrok koleżanek. „Ratuj się, Irenka”, mówiły ich spojrzenia, „Rób, co każe”, a ja nie mogłam zniżyć się do wysokości czubków esesmańskich oficerek. Nosiłam na piersi winkiel[11], trójkątny i czerwony, palący teraz żywym ogniem, tym mocniej, im bliżej czoła znajdowała się lufa rewolweru.

„Aaa kotki dwa, szaro-bure obydwa, jeden duży, drugi mały, oba mi się spodobały...”
Ciepła dłoń matuli przeczesuje jasne kosmyki, łaskocze, miękkie usta, cmok w czoło.
Wiśniowy kompot i ziemniaki posypane koperkiem, pachnie już w przedpokoju, wesoły brzęk naczyń i szelest miasta za oknem. Firanki tańczą, są jak nimfy z dziecięcych marzeń. Gramofon, winylowe płyty, babcia czaruje na drutach, kolory wysypują się na jej kolana.
Tajemnica ukryta w starej szufladzie kredensu. Kurz, kurz w powietrzu i dziecięcy, perlisty śmiech.
Pierścionek spleciony z trawy, pierwsza stokrotka, niewinna. Karuzela, świerszcze grające w szuwarach, ptasie klucze pośród białych chmur.
„Nie rzucim ziemi skąd nasz ród!
Nie damy pogrześć mowy.”
Wiatr znad Wisły, męskie dłonie na talii, gorączka, niegasnąca gorączka i spragnione usta na szyi.
Wierzby o gęstych koronach dotykają ciepłej ziemi i ramiona popołudniowego słońca, tryskające iskrą pośród giętkich pędów, kocham cię...
Zapach chłodnych murów skropionych święconą wodą. Chryzantemy, czuję chryzantemy.
„Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki...”
Biało–czerwona wstęga oplata nas, kochany, biało–czerwona w nas mieszka dusza...
„Do krwi ostatniej kropli z żył...”
Warkot motoru i znajomy głos:


- Co się tutaj dzieje? - zapytał ze spokojem doktor Blancke[12]. - Zostaw dziewczynę, dobrze pracuje. To rozkaz! Selekcje[13] na pozostałych polach, tam jesteście obydwoje potrzebni.
Długi spojrzał w kierunku czystego mężczyzny w skórzanych, czarnych rękawiczkach i opuścił pistolet. Czerwony ze złości wyszedł z bloku, pierwszy napotkany więzień z pewnością zapłacił śmiercią za moje życie. Chwilę potem doktor Balncke odjechał z Krwawą Brygidą jako pasażerką.

Mijając trupio blade koleżanki i wgniecioną w podłogę różę, bez słowa podeszłam do drabiny i wdrapałam się na strych. Pośród sienników, słomy i szmat dostrzegłam zarys człowieczej sylwetki. Cóż miałam powiedzieć? Że byłam ułamek sekundy od śmierci? Że wybawił mnie oprawca, który niedawno posłał do gazu setki dzieci, pierw wyrwawszy je z ramion matek? Że uszłam z życiem, gdyż sprzątałam jego ekskrementy?
- Tadeusz...
- Maleńka, chodź do mnie. – Głos Tadeusza był przytłumiony, jakby docierał z zaświatów. - Irenka, kocham cię.
- Już się nie boję, przetrwam i wrócę – szepcząc, zamknęłam oczy. Męskie, sprężyste kroki, zapach umytej skóry, czysta bawełna. Utonęłam w jego ramionach, oddychałam szybko, głęboko, by zapamiętać jak najwięcej, na później.
- Maleńka...


_______________________________

[1] Główna ulica obozowa.
[2] Czpkę włóż! Czpkę zdejmij!
[3] Nowy transport.
[4] Rozejść się!
[5] Szpital.
[6] Umywalnia.
[7] Gamel - wyniszczony pracą i głodem więzień.
[8] Hildegard Lächert - niemiecka nadzorczyni SS, zbrodniarka wojenna.
[9] Günther Konietzny - funkcjonariusz SS, sanitariusz.
[10] Dozorczyni kobiet-więźniarek w obozie koncentracyjnym pochodzenia niemieckiego.
[11] Trójkąt naszyty na pasiak, oznaczający kategorię więźnia. Czerwony trójkąt - więzień polityczny.
[12] Max Blancke - zbrodniarz nazistowski, lekarz SS.
[13] Wybieranie więźniów niezdolnych do pracy i odsyłanie do komory gazowej.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
puma81 · dnia 02.11.2013 19:55 · Czytań: 1283 · Średnia ocena: 4,78 · Komentarzy: 30
Komentarze
mike17 dnia 02.11.2013 20:32 Ocena: Świetne!
Nie będę ukrywał, że się spłakałem.
Bardzo rzadko mi się to zdarza przy czytaniu, raczej staram się panować nad emocjami.
Tu nie dało się.
Twój tekst, Kasiu, w całej swej okrutnej i brutalnej prawdzie, boleśnie podkreślanej chwilowymi przebłyskami Dobra, co czyni utwór jeszcze bardziej przykrym, jest jak podróż do krainy tysiąca i jednego koszmaru, do tamtych czasów, kiedy człowiek zło drugiemu zgotował, kiedy ludzie pytali:"Gdzie jest Bóg?", kiedy śmierć zastępowała powietrze.
Czytając tekst i wchodząc w warstwę językową czuć, że wszystko, co zostało tu opisane, miało odpowiednio dobrane słowo, nie takie od czapy, a bardzo celne i precyzyjne, tylko dlatego udało Ci się stworzyć tak drastyczny obraz obozu i tego, co czuli wówczas w nim ludzie.
Bo czuli, kochali, tęsknili, pragnęli.
Pięknie oddałaś to bez zbędnych opisów, a prostotą przekazu: małe słowo, mały dialog, a już wszystko wiadomo: nawet w piekle istnieje kochanie, żaden diabeł nie zabije tego w człowieku, bo jak mówił Papa Hemingway: "Człowieka można zabić, ale nie pokonać".
I tak odebrałem ten utwór.
Oni przetrwali, zło wróciło do punktu wyjścia.

Niesamowita dbałość o realia i szczegóły każe pochylić głowę.
Całość jak migawka z koszmaru, bije wiarygodnością, i skłania do wielu refleksji, o tym, czym jest wojna, i co czyni z człowieka: jeden zachowa złoto w sercu, inny zostanie zbirem.

Końcówka miażdży, i to ona chwyciła mnie za gardło.
Wiem, że umiesz pisać bardzo intensywnie, znam każdy twój utwór, ale ta, mała końcówka i słowo "maleńka" rozbiło mnie kompletnie.

A kończąc powiem, że mój Ojciec uciekł z pociągu, wiozącego Go do obozu, gdyby nie uciekł, dziś pewnie nie pisałbym tych słów...

Tyle.
Usunięty dnia 02.11.2013 20:35 Ocena: Świetne!
Znajdą się tacy, którzy powiedzą, że temat to wyświechtany. Ja powiem tylko dwa słowa. Brak słów.

Cytat:
Trzę­słam się ca­lu­sień­ka we­wnątrz
- trzęsłam się wewnątrz calusieńka; ale trochę to brzmi, jakby trzęsła się wewnątrz czegoś, coś bym zmieniła
Cytat:
gła­dzę za­zdro­śnie czy­sty koł­nierz ko­szu­li
- gładzę z zazdrością
Cytat:
Wi­dzia­łam w my­ślach(,) jak za­rzu­cam Ta­de­uszo­wi ręce na szyję,

Cytat:
ześ­ko­ścią mor­skiej toni, albo roz­grza­nym tań­cem ru­mia­ne­go lata
- bez przecinka?
Cytat:
Grzę­znąc w czer­wo­nej, kle­istej mazi(,) krzy­cza­łam z bez­sil­no­ści, nie mogąc ura­to­wać ani jed­ne­go ist­nie­nia. Potem rze­czy­wi­stość sku­tecz­nie znie­czu­li­ła prze­ra­że­ni,e(,) to­wa­rzy­szą­ce trzy­ma­niu
- przecinek wkradł się w przerażenie
Cytat:
Czy Ta­de­usz spoj­rzy w moje oczy, tak(,) jak robił to wiele razy w War­sza­wie?
- bez przecinka przed "tak"
Cytat:
a Bry­gi­da(,) ode­rwaw­szy mętny wzrok od krzy­wych go­rącz­ki,

Cytat:
Wierz­by o gę­stych ko­ro­nach, do­ty­ka­ją cie­płej ziemi
- bez przecinka
Cytat:
Biało – czer­wo­na wstę­ga opla­ta nas, ko­cha­ny, biało – czer­wo­na
- biało-czerwona, bez spacji
Cytat:
- Co się tutaj dzie­je? - za­py­tał spo­koj­nie dok­tor Blanc­ke[12].- Zo­staw dziew­czy­nę, do­brze pra­cu­je. To roz­kaz! Se­lek­cje[13] na po­zo­sta­łych po­lach, tam je­ste­ście oby­dwo­je po­trzeb­ni - rzekł po krót­kiej pau­zie.
- połączyłabym te dwie wypowiedzi
Cytat:
Mia­łam wra­że­nie(,) jakby głos Ta­de­usza do­cie­rał z za­świa­tów.
al-szamanka dnia 02.11.2013 20:39 Ocena: Świetne!
Cytat:
tę­sk­na łza dzie­li­ła sku­rzo­ny po­li­czek na dwoje

nie jestem pewna - zakurzony czy skurczony?
Cytat:
pierw wy­rwaw­szy je z ra­mion matek?

?

Buczę jak bóbr!
Nigdy nie potrafię pojąć, jak domniemane, najwyższe dzieło Boga, może stać się taką bestią.
Napawa mnie to bezdennym przerażeniem... i obrzydzeniem.
Że taka ludzka nędza ma władzę upodlać i katować człowieka.
Takiego jak Irena.
Takich jak inni więźniowie walczący każdego dnia o odrobinę godności, o jeden dzień więcej.
I cudem jest, że na takiej hałdzie brudu może zakwitnąć miłość.
Jak róża. I jak róża zdeptana.
A przecież każda sekunda miłości - rozpaczliwie wyrywanej ze szpon niewypowiedzianie okrutnej, obozowej rzeczywistości, to nic innego jak chęć przeżycia siebie jako człowieka.
Chociaż raz.
Bo może to być raz ostatni.

Przejmujący, głęboki, wstrząsający, świetnie napisany tekst.
Aż trudno mi się otrząsnąć.

Pozdrawiam mocno przybita.
Dobra Cobra dnia 02.11.2013 20:53 Ocena: Świetne!
Pumo,

Nie odważyłem się przeczytać tego opowiadania. Ten temat poraża mnie, sprawia, że martwieję. W szkole trzeba było przeczytać różne rzeczy o wojnie oraz Szmaglewską. Później był Kosiński, po którym wojna jawi mi się jako najgorsze ohydztwo.

Więcej nie daję rady. Choć całkiem niedawno w Male Menie były wywiady z ostatnimi żyjącymi więźniami obozów zagłady i wszedłem w to.

Wydaje mi się, że nie jestem cienias, ale czasem taki smutek ogarnia...


Pozdrawiam bardzo ciepło, zazdroszczę odwagi w ukazaniu tematu.


DoCo
mike17 dnia 02.11.2013 21:01 Ocena: Świetne!
I coś jeszcze: czułość, bliskość i kochanie w warunkach wojny nabiera zgoła innego wymiaru, a Ty w tym końcowym fragmencie oddałaś istotę miłości, tak, jak największą świętość.
Bo kochanie to życie.
Usunięty dnia 02.11.2013 21:55 Ocena: Dobre
Morfina ma rację,

Cytat:
Znajdą się tacy, którzy powiedzą, że temat to wyświechtany.



A właściwie już się znaleźli.

Nikomu nie można odbierać prawa do opisywania emocji.
Nawet cudzych.

To ważny temat, o którym nie można zapomnieć

Do rzeczy.

Ugrzęzłem w obfitości zdań.
Nie doczytałem do końca.

Przepraszam.
puma81 dnia 03.11.2013 12:19
Mike, dzięki za piękny komentarz. Dbałam o szczegóły, dlatego cieszę się, że to widać. Nie mogłam pozwolić sobie na wpadkę, i ze względu na temat, i ze względu na czytających.
Myślę, że z powodu obozowych przeżyć pradziadka, wojenne wątki nie chcą mnie opuścić.
Czytając wspomnienia wymienionych na początku ludzi, samą siebie pytałam: jak mogło do czegoś takiego w ogóle dojść? Jednak doszło, pozostaje mieć nadzieję, że historia się nie powtórzy. Dodam jeszcze, że mój tekst to wersja "light" tego, do czego udało mi się dotrzeć.
Trafiłeś w sedno, cytując Hemingwaya, właśnie o tym jest powyższa opowieść. Wbrew pozorom, o miłości, nie tylko kobiety do mężczyzny i odwrotnie, ale przede wszystkim do drugiego człowieka.
Cieszę się, że Ojcu udało się uciec...
Dziękuję serdecznie za czytanie.

szamanko, Twoja obecność i opinia są dla mnie niezwykle ważne, bezcenne, jednak mam wyrzuty sumienia związane z "dobiciem".
Walka toczyła się o każdy dzień, o każdą minutę. Zwyciężała tylko ogromna, nadludzka wola przetrwania w połączeniu z odrobiną szczęścia, jeżeli można to tak nazwać.
Każdy człowieczy odruch można było nazwać prawdziwym cudem.
Chodzi o "zakurzony", pierw - najpierw.
Dziękuję za piękny, emocjonalny i trafny komentarz.

morfinko, dziękuję za poprawki i najwyższą notę. Twoja techniczna pomoc jest nieoceniona, wiele się nauczyłam dzięki Tobie. Brak słów odczytuję "pozytywnie".

DoCo, rozumiem i szanuję.

Prim.Chum, nie stało się nic, za co miałbyś przepraszać.

Dodam jeszcze, że istnieli/istnieją ludzie, którzy nawet w ekstremalnie nieludzkich warunkach, potrafili/potrafią zachować się "po ludzku". Nie porzucili swoich zasad i ideałów, nawet za cenę życia.
Niektórzy mają problem z zachowaniem twarzy w zwykłych, codziennych sytuacjach.
Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie:)
Figiel dnia 03.11.2013 16:03 Ocena: Świetne!
Mocna, naprawdę mocna rzecz. I straszne i piękne, jak tamten czas, doskonale wpleciony motyw róży. Tak, wtedy też było piękno, w ludziach, ich uczuciach, czasem w zwykłej przyzwoitości.
Pozdrawiam zamyślona.
puma81 dnia 04.11.2013 17:02
Figielku, dziękuję za czytanie, ocenę i garść budujących słów.
Obawiała się troszeczkę Twojej opinii, gdyż znasz "materię" - pisałaś o tym pod tekstem Agi.
Tak, przyzwoitość zawsze jest piękna...
Pozdrawiam serdecznie:)
swistakos dnia 04.11.2013 17:34
Dopiero w takich warunkach widać kim naprawdę jesteśmy. a miłość jak widać istnieje wszędzie, nawet tam.
Figiel dnia 04.11.2013 17:35 Ocena: Świetne!
pumo, jest bardzo, bardzo realistycznie. Nie tylko w odniesieniu do nazewnictwa, ale też choćby tu

Cytat:
Nieprzyznanie się groziło karą dla całej obsługi bloku, a dla chorych oznaczało zabawę w dzielenie na „links” albo „rechts”. Prawa strona – prycza i życie, lewa – skwar krematoryjnego pieca.


i tu

Cytat:
Czerwony ze złości wyszedł z bloku, pierwszy napotkany więzień z pewnością zapłacił śmiercią za moje życie


A poza tym po prostu pięknie. Podziwiam szczerze.
Pozdrawiam:)
al-szamanka dnia 04.11.2013 19:45 Ocena: Świetne!
puma81 napisała:
jednak mam wyrzuty sumienia związane z "dobiciem".

Nie potrzebujesz, Pumo, od dziecka jestem takim dziwadłem-wrażliwcem i często płyną mi łzy - z zachwytu, gdy doświadczam wyjątkowego piękna, z bezsilności, gdy widzę okrucieństwo.
A przeczytać musiałam, gdyż bardzo cenię Twój pisarski talent.
Pozdrawiam :)
jasna69 dnia 05.11.2013 09:28
Pumo, pisz! Pisz! Pisz!
Za każdym Twoim słowem kryje się obraz, który żyje, mieni się wszystkimi kolorami Ziemi, wydziela zapachy, smaki, dźwięki, emanuje emocją. Wlewasz w bohaterów swoją wrażliwość, całymi wiadrami, a ona w magiczny sposób spływa dalej, budząc w czytających wszelkie możliwe uczucia, wzruszając. Obok żadnego Twojego tekstu nie można przejść obojętnie, bo są jak szepty, które mając moc zagłuszania krzyku. Lekkimi drganiami doprowadzasz do wstrząsu przekraczającego skalę Richtera.
Krótki apel – nie szczędź siebie. Po prostu.
puma81 dnia 05.11.2013 12:12
swistakosie, dziękuję za wizytę i pozostawienie śladu.

Figlo, bardzo zależało mi na wiarygodności, jeżeli twierdzisz, że się udało, to jestem szczęśliwa.

szamanko, gdyby wszyscy chociaż w połowie byli takimi "dziwadłami", mielibyśmy raj na ziemi.

jasna, dziękuję za każde słowo z osobna, za każdą literkę, za masę pozytywnej energii. Dosłownie ziemia usunęła mi się spod stóp. Nie mogłabym wymarzyć sobie piękniejszego komentarza.

Pozdrawiam serdecznie:)
Usunięty dnia 06.11.2013 10:44 Ocena: Świetne!
Cytat:
pierw wy­rwaw­szy je
- najpierw wizualnie lepiej wygląda, ale to tylko sugestia

Przejmujący obraz. Byłam w Majdanku, może dlatego że zwiedzałam go jako nastolatka, bardziej wstrząsnął moimi uczuciami, niż ogrom Oświęcimia, widziany parę lat później.
Masz świetny, obrazowy, surowy, a przecież niezwykle plastyczny styl.

Pozdrawiam

B)
puma81 dnia 06.11.2013 12:24
amso, dziękuję pięknie za czytanie i tych kilka, bardzo dla mnie ważnych, słów.
Kiedy pierwszy raz przekroczyłam bramę Oświęcimia, poczułam coś bardzo dziwnego. Miałam wrażenie, jakby wszystko wokół, mury, kamienna droga, żyło, wręcz oddychało. Może odczucie było spowodowane opowieściami mojego dziadka, a co za tym idzie bardzo emocjonalnym nastawieniem w trakcie wizyty. W każdym razie temat obozów jest szczególnie bliski.
Pozdrawiam serdecznie:)
mike17 dnia 06.11.2013 14:59 Ocena: Świetne!
Śmiem twierdzić, choć bywam omylny jak każdy człek, że to twój najlepszy text.
Nie mogę się uwolnić od tej końcówki i słowa "maleńka", co jest?
Poruszyłaś moje czułe struny i wyobraźnię, bo ujrzałem tych dwoje.
Myślę, że znając temat i mając taki warsztat, mogłabyś, Kasiu, napisać powieść obozową.
Znasz naocznych świadków, masz własną wiedzę.
Byłaby to trudna, ciężka lektura, ale podjąłbym się jej przeczytania.
puma81 dnia 06.11.2013 18:52
Mike, dzięki, wierzysz w moje możliwości bardziej niż ja sama:) Bardzo mi to schlebia.
Póki co, nie czuję się na siłach, by napisać coś dłuższego. A Maleńka nawet mi się śniła. Czasem bohaterowie ożywają w przedziwny sposób.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie:)
darek i mania dnia 08.11.2013 12:51
trudne czasy, trudne tematy = poruszający tekst.
puma81 dnia 08.11.2013 14:13
darek i mania, dziękuję serdecznie za czytanie. Cieszę się, że ruszyło.
Pozdrawiam:)
ajw dnia 17.02.2014 19:46 Ocena: Świetne!
Zaczęłam czytać z uśmiechniętą gębą nieświadoma treści i z kazdym przeczytanym wyrazem gasł on na ustach. Nie spodziewałam sie takiej tematyki, dlatego tym bardziej przeżyłam to smutne opowiadanie. Piszesz tak, ze serducho kroi sie w plastry - wzruszająco i niezwykle plastycznie. Jestem pod ogromnym wrażeniem.
Pozdrawiam bardzo serdecznie. Do kolejnego poczytania..
puma81 dnia 17.02.2014 21:21
ajw, dziękuję pięknie za czytanie i za garść pochwał. Nie każdy jest w stanie przebrnąć, ze zrozumiałych powodów. Niezmiernie mi miło, że zajrzałaś.
Pozdrawiam również bardzo serdecznie :)
blaszka dnia 17.02.2014 21:35
Cieszę się, że tu trafiłam. Niezwykła historia, piękny zapis. Bardzo profesjonalne podejście do utworu literackiego. Trudne emocje. Szacun, że przypominasz o tym, o czy coraz rzadziej myślimy.
puma81 dnia 17.02.2014 21:48
blaszko, jak się cieszę z Twoich odwiedzin. Emocje były trudne, kilkakrotnie śnił mi się obóz w trakcie przygotowań do napisania tekstu (trzeba było trochę pozycji przeczytać). Zgadzam się, że są "sprawy", o których nie powinno się zapominać.
Dziękuję serdecznie i pozdrawiam.
Ryszard Taxidriver dnia 09.04.2014 16:58 Ocena: Świetne!
Pięknie piszesz o tęsknocie w tym liście z piekła. Przytrzymałaś mnie w napięciu idealnie balansując pomiędzy swoimi kwiecistymi opisami, a posuwaniem akcji do przodu.
Pozdrawiam.
R. Tax.
puma81 dnia 09.04.2014 22:02
R. Tax., ależ mnie uradowałeś, bardzo mi schlebia, ze wpadłeś, bo to znaczy, że moje bazgranie ma jakiś sens. Dziękuję po stokroć i pozdrawiam.
Ryszard Taxidriver dnia 10.04.2014 15:40 Ocena: Świetne!
Powiem więcej, wczoraj niespodziewanie naszła mnie ochota, żeby przeczytać coś twojego. :)
puma81 dnia 12.04.2014 14:31
Tak do mnie mów :) Fantastycznie, że Cię naszła :)
Dobra Cobra dnia 25.12.2014 18:32 Ocena: Świetne!
Emocje minęły, raz jeszcze przeczytałem ten utwór. Piękny, dotykający tego, co najważniejsze!


Droga pumo,

Jestem pod wielkim wrażeniem. Summa cum laude.


Pozdrawiam serdecznie,

Dobra Cobra
puma81 dnia 02.01.2015 07:27
Dziękuję...
Cudownie, że wróciłeś do tego tekstu.
Pozdrawiam cieplutko :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
27/06/2022 20:48
Msz sens życia, to coś więcej poza przetrwaniem, ale… »
Yaro
27/06/2022 19:09
Jezus chce byśmy się cieszyli, radowali miłość jest radością… »
Materazzone
27/06/2022 17:27
Jak dla mnie zbyt...proste? Może nie, raczej zbyt łatwe w… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:37
Nie lubię żartów z religii (nie twierdzę, że taki był… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:35
Dobrze napisane i fabuła fajna. W obydwu przypadkach sukces… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 09:14
Dzięki! Zawsze miło cię widzieć. Pozdrawiam »
Marian
27/06/2022 07:25
Ciekawie napisane. Zgadzam się z tulipanowką, przeżyła, bo… »
Yaro
26/06/2022 13:42
Dziękuję Kasiu:)Pozdrawiam:) Duszku akurat Jezus pokazał… »
Marek Adam Grabowski
26/06/2022 09:32
Spoko. Przy okazji polecam moje ostatnie opowiadanie.… »
Marian
26/06/2022 07:44
Marku, dzięki za odwiedziny i komentarz. Akapit zaraz usunę. »
wolnyduch
25/06/2022 21:29
z pewnością nawet Jezus nie był ideałem, ale to świadczy o… »
wolnyduch
25/06/2022 21:26
Jeśli ktoś nie oglądał filmu pt. "Przełęcz… »
wolnyduch
25/06/2022 21:22
Witaj Katarzyno/Kasiu, jeśli można?... Dziękuję za… »
wolnyduch
25/06/2022 21:16
Piękne obrazowanie, czytałam z przyjemnością, pozdrawiam… »
Marek Adam Grabowski
25/06/2022 15:19
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Oddajesz magiczny… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:26
Najnowszy:Trollformel 0
Wspierają nas