Chaim beznamiętnie oglądał kolejne zdjęcia na facebooku.
Toskania, Toskania, Toskania, sardynia, o proszę, Rzym... Po co im Rzym, może jeszcze poszli spotkac papieża?
Takie to teraz modne.
Oddech i kolejny kubek wrzątku. Dzień miał się ku wieczorowi, a tu wciąż nic. Zaraz po służbie miał jakieś pieniądze, wystarczająco dużo, by opłacić operację kolana po pierwszym wyjeździe w góry.
Pewnie nie miał w nie jechać, za wysoko mierzył.
Wznoszę swe oczy ku górom * skąd nadejść ma dla mnie pomoc.
Ostrożna próba podniesienia się z krzesła przypomniała mu boleśnie, jak kończą się takie marzenia. Był już przyzwyczajony. Odruchowo wymacał przez spodnie opaskę uciskową i podniósł ją o kilka milimetrów, kilka urojonych milimetrów, o które mogła się zsunąć.
Chrząstki się nie regenerują. Proszę się tylko nie przeciążać.
Kolejny dzień bez ofert pracy. Kolejny rok bez studiów. Nie winił wojska - w końcu wielu nauczyło się tam setek rzeczy. Miał ich wszystkich spisanych - techników, informatyków, programistów, grafików. Cała lista znajomych, dziesiątki uśmiechniętych twarzy.
Tam nie należało patrzeć. Pewnie telefon tu i ówdzie zdziałałby cuda, jeden cud w tę czy w tamta stronę - nie takie rzeczy się już zdarzały. Mógł przecież obsunąć się ze skały. Mógł spaść wtedy, szalenie łatwo. Było tak blisko. Może był to już czas pojechać w góry? Może tu było rozwiązanie.
Pomoc nasza w imieniu Pana * który stworzył niebo i ziemię.
Ding.
- Chaim, wyjdziesz może z nami na piwo? Brakuje jeszcze paru osób...
Ikonka czatu zadźwięczała radośnie, jak durny szczeniak domagajacy się uwagi. Netta.
- Nie, dzięki. Nie dzisiaj.
- To kiedy? Jest czwartek... Będzie Nir..
Nie.
- ...i Itamar...
Nie.
- ...i Matan...
Nie.
- ...i Yona...
I po cholerę wam jeszcze ja?!
- Nie dzisiaj, bardzo bym chciał, ale nie dzisiaj.
Ale nie mam pieniędzy, nie mam pracy, i nie mam głowy na kolejny taki wieczór. Nie mam już usmiechów, by oglądać Nira, Itamara, Matana i Yonę. I Ciebie, Netta. Z waszymi uśmiechami i radościami.
- Zaczep mnie jak będziesz miał lepszy dzień.
- Na pewno.
Nie będę miał.
- Trzymaj się cieplutko.
- Cieszę się, że chociaż ty masz czas, Netta, baw się dobrze.
- Będę, będę...
Wiem, że będziesz.
Zielona kropka przy imieniu Netty znikła, przynosząc Chaimowi krótką chwilę ulgi. Wybrnął. Z twarzą, mniej czy bardziej.
Czuł się głupi, z wachlarzem nieprzydatnych umiejętności, z wynikami testów lepszymi niż Nir, Itamar, Matan i Yona. Bez łutu szczęścia były nic nie warte, bezużyteczne, niepotrzebne. Nic nie warty, bezużyteczny, niepotrzebny.
Chaim spojrzał jeszcze raz na facebookowe ikonki. Szczęśliwi. Tak zwyczajnie szczęśliwi. Co miało w nich uderzyć, żeby wszystko się wyrównało? Na co czekał? Czy Itamar miał zostać wdowcem tuż po ślubie? Czy Matan miał zachorować na raka za parę tygodni? Może Yonie miało urodzić się chore dziecko? Może Nira złapią za sprzedaż trawki? Może Netta obleje się wrzącą oliwą i straci cały swój blask?
Chaim zamknął laptopa. Nie życzył im źle, ale tego było już dość. Nie miał nadziei, a niżej, pod nią, było już tylko to.
Widział ich wszystkich, wznoszących szklane kufelki, z wyszczerzem na twarzach. "L'chaim! L'chaim! Za życie, na zdrowie..."
Tyle mu zostało, po opłaceniu czynszu z resztek oszczędności. Tyle zostało po opłaceniu wiary resztkami zaufania, które kiedyś przecież nie prezentowało się tak źle. Czy jego Szema, czy jego Amida, były gorsze, mniej żarliwe niż tehilot Nira, Itamara...
Tyle tylko stało mu na drodze, żeby pozbyć się balastu. Jeden Chaim, w przetartych dżinsach, w niewyprasowanej koszuli.
W ubraniu położył się spać, nie zadając sobie trudu by rozłożyć kanapę. Komu zależało.
Wojsko nauczyło go planować, i tym właśnie się zajął zamykając oczy.
Plan na dziś - umrzeć. W razie niepowodzenia: plan na jutro - umrzeć.
W razie niepowodzenia - próbować dalej.


a wojsko, no wojsko... tutaj to normalna część każdego życia, stety czy niestety 

rzeczywiście zastanawiałam się nad odbiorem takiej nadszczerości. mimo wszystko pewne tendencje czy uczucia spycha się głęboko w podświadomość, albo wręcz neguje się je, bo "są złe", dobiwszy się "katolickim poczuciem winy" (bez urazy).

bo wchodzimy na tematy kulturowe i może z tego wyjść coś obustronnie budującego/ubogacającego. mnie na przykład takie spojrzenia "z zewnątrz" dają dużo dystansu do samej siebie i świeżości w moim spojrzeniu na rzeczy :0
każdy kto nie jest w całodziennej jesziwie, chłopak czy dziewczyna, nieważne czy chce studiować czy nie, zdrowy czy nie, wysportowany czy nie - musi odbyć "dobrowolną" służbę wojskowa przez trzy lata. Nie ma zmiłuj, nie ma oszukiwania na komisji (choć znam ludzi którzy usiłowali to robić przypalając się - z zerowym powodzeniem). Nie jest to żaden zaszczyt, a jedynie kolej rzeczy, następny normalny etap przychodzący po szkole średniej, bez większych ochów i achów.









Pierwszy utwór konkursu "Malowania słowem" dostępny na stronie głównej. EDIT. Mamy już dwa utwory 




Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt