Przesłuchanie oficera cz. IV - MG
Proza » Fantastyka / Science Fiction » Przesłuchanie oficera cz. IV
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

Przesłuchanie oficera cz. 4

 

 

Gdy Atviras odzyskał przytomność, usłyszał głos Prokuratora. Był inny, dziwny, a wrażenie to na pewno nie było spowodowane uderzeniem w głowę 

- Wreszcie się obudziłeś - powiedział  Orllewin Piurs 

Atviras podniósł głowę. Obraz powoli nabierał ostrości. Gdy jego wzrok przyzwyczaił się już na tyle by mógł ocenić sytuację, doznał szoku. Zobaczył stojącego na stołku Piursa, którego szyję oplatał pasek przewiązany przez belkę u sufitu. Skórzana pętla swobodnie opadała na smukłe barki Prokuratora 

- Nie rób tego! – krzyknął Atviras 

- Widzisz. Żyję 45 lat. To dość dużo jak na Cnonna w obecnych czasach - zaczął spokojnie Orllewin. - Taki wiek osiągnąłem dlatego, że byłem potrzebny. Tylko… co tak naprawdę ode mnie potrzebowali? Podejścia do więźnia? Niecodziennych umiejętności? Jaki był cel tego wszystkiego? Niezachwiane poczucie dochodzenia do sprawiedliwości? Nie uwierzysz, ale tak. Miałem swoje, nazwijmy to, niekonwencjonalne metody, ale wszystko robiłem z poczucia powołania. Nie dla zysku czy sławy i nie ze skurwysyństwajak wszyscy myślą.  

Atviras próbował nerwowo uwolnić spętane ramiona. 

- Dlaczego mi to mówisz? - zapytał, grając na czas. - Dlaczego w takich okolicznościach? Czemu chcesz to tak zakończyć? Przecież możesz to zostawić i zająć się czymś innym.  

- Zająć się czymś innym... – zaśmiał się. – A czym niby? Nie mogę sobie wyobrazić siebie w roli młynarza, czy rybaka. Zresztą, nikt już nie zmieni mojej decyzji. Nic mnie tu nie trzyma. Nie mam rodziny, nie mam dla kogo żyć. Moje życiowe ideały zostały wypaczone w monarszym igrzysku. Umrę z poczuciem bezsensu. To tragiczne, ale nie wierzę już w swoje przekonania, rozumiesz? Pragnąłem sprawiedliwości, a tymczasem stałem się zdrajcą na usługach okupanta, który nie mieczem, a podstępem zagarnął Orzech pod swój czarny płaszcz. Ludzie, elfy, krasnolud - wszyscy tacy sami. Wszyscy widzą tylko czubek swojego nosa. Tradycja, historia… te tworzone są przez zwycięzców, a prawda i sprawiedliwość to tajemnica przegranych, która spoczywa razem z nimi w zbiorowych mogiłach. – po tych słowach łzy napłynęły mu do hebanowych oczu. – Więc czym jest prawda, Atvirasie Azuolasie? Czy jesteś w stanie mi odpowiedzieć? 

Obaj milczeli przez jakiś czas. Atviras nie wiedział co ma zrobić. Przeszyło go, niczym zimny grot włóczni, poczucie bezsilności i zostawiło drzazgi jej drzewca w sercu. Nie tylko pytanie Prokuratora było trudne, ale cała obecna sytuacja cuchnęła beznadzieją, a odór aż szczypał w oczy, napełniając je gorzkimi łzami 

- Nie potrafisz mi odpowiedzieć  – stwierdził Orllewin. – Nikt nie potrafi 

Dotychczasowy żal w jego głosie jakby został wyparty przez dziwnie brzmiącą nutę. Atviras nie potrafił stwierdzić czy to ostatki honoru czy szaleństwo.   

Poczekaj - powiedział Atviras, okłamując sam siebie, że jest jeszcze w stanie zapobiec tragedii. - Możesz wszystko naprawić.  

Orllewin Piurs uśmiechnął się półgębkiem, a jego puste do tej pory oczy zapłonęły silną wolą wypełnienia podjętej decyzji. Prokurator skłonił delikatnie głowę, a Atviras wiedział, że to gest pożegnania. Później wszystko potoczyło się błyskawicznie. Orllewin kopniakiem pozbył się stołka spod nóg i zadyndał na naprężonym pasku, który skrzypiał pod ciężarem wisielca. Atviras nie mógł zrobić nic. Chciał odwrócić wzrok, ale coś w środku kazało mu patrzeć na dramat człowieka, dla którego samobójcza śmierć stała się jedynym honorowym wyjściem. Nie można odwracać wzroku od aktu honoru - pomyślał - nieważne w jakiej jest formie. Twarz Prokuratora stała się sina, a ciałem wstrząsały jeszcze pojedyncze drgawki, aż wreszcie i one ustały. W pokoju przesłuchań zapadła głucha cisza, a jego wnętrze po brzegi wypełnił smutek i żal. Atviras pomyślał, że chyba nie potrafi już płakać. Czuł ciężki odór beznadziei, zatruwający powietrze i miał wrażenie, że wysusza wszelką łzę zanim ta jeszcze zdąży błysnąć w kąciku oka 

W jednej chwili na korytarzu rozległ się hałas. Ktoś upadł na ziemię, ktoś stęknął. Drzwi otworzył się znienacka i ukazała się w nich twarz, którą Atviras znał bardzo dobrze, a jego radość mieszała się z dezorientacją 

Zilas, Co ty tutaj robisz? – zapytał.  

- Przyszliśmy cię uwolnić, przyjacielu. – powiedział półszeptem przybysz i spojrzał na wiszące u sufitu ciało. – O jasna cholera, nie wierzę. Opowiesz wszystko po drodze, idziemy.  

Atviras miał wiele pytań, ale mało czasu, żeby poznać odpowiedziWymknęli się z więzienia i uciekli do kanałów, które były głównym systemem komunikacyjnym sił powstańców. Dostali się do nich przez studzienkę w więziennym magazynie, w którym przetrzymywano ludzkie włosie. Każdy więzień przed śmiercią był strzyżony na łyso, a nabyte włosy wykorzystywano do produkcji różnych rzeczy. Od pędzli po peruki. Nic nie mogło się zmarnować. Niemal idealny recykling stosowany przez władze, które gardziły ludzką rasą. Orzech tylko z pozoru stał się wolny. Elfy dokładnie wiedziały co robią, a że były bardziej powściągliwe niż ludzie, którzy szybko dawali się porwać emocją, ich działanie stawało się genialną sztuką podstępu i wzorowej przebiegłości 

 

Uciekinierzy brodzili w ściekach, których poziom sięgał im do połowy goleni. Szczury biegały po zaokrąglonych ścianach z czerwonej cegły, popiskując chaotycznie. Mrok rozjaśniały cztery pochodnie. 

-  Gdzie mnie prowadzisz? – zapytał Atviras. Oprócz niego i Zilasa było jeszcze trzech chłopców z jego oddziału specjalnego. Wszyscy mieli zakryte twarze. Maski były drewniane, pokryte bezbarwnym lakierem, a wymowną ich cechą był wyraźny wzór faktury orzechowego drewna.  

- Musisz uciekać - odpowiedział mu Zilas, nie spojrzawszy nawet na przyjaciela. – Stałeś się więźniem politycznym, twój oficjalny status to „zdrajca”. Wiesz jaka kara czeka zdrajców 

Atviras wiedział bardzo dobrze. Nie raz słyszał o działaniach sąsiadów zza wschodniej granicy. Często też widywał efekty owych działań. Słynna armia graniczna marszałka Awyra Karory, zwanego przez Jurów - Blaka, a przez Cnonna – Ruandir. Oba te przydomki w powszechnym języku znaczą Blizna. Wzięło się to stąd, że każdy, kogo marszałek uzna za winnego czegokolwiek zostaje przez niego oszpecony wielką szramą, ciągnącą się od lewej skroni, aż po prawą kość policzkową delikwenta. Rany z reguły są na tyle głębokie i paskudne, że rzadko kto wychodzi żywy spod okrutnego cięcia. Jeśli już, to żyje jeszcze parę dni i umiera w wielkich męczarniach. Nielicznym udaje się przeżyć. 

To tylko przykład działań armii granicznej, której większość w obecnym czasie stacjonuje Glean na Cnonna. Elfy nie traktują ludzi jak równych sobie, dlatego też kary stały się jeszcze bardziej wyrafinowane w swoim okrucieństwie 

- Musisz uciekać – Urwał Zilas, zatrzymując się nagle. Spojrzał na Atvirasa, prosto w jego mądre, ale zabłąkane oczy. – Musisz uciekać przyjacielu. Nie wiem co się tam stało…  

- To moja wina, powinienem… - przerwał Atviras 

- Nic nie powinieneś! – warknął Zilas, a jego oczy zapłonęły z żalu i poczucia niesprawiedliwości. – Nie wiem co tam się stało i nie interesuje mnie toWiem jednak, że znam cię wystarczająco dobrze i jestem pewien, że nie zrobiłbyś nic głupiego. Wiem także, że jesteś człowiekiem, któremu drogie jest życie innych ludzi i podejmując wszelkie decyzje kierujesz się przede wszystkim dobrem innych.  

Zilasie - westchnął Atviras 

- Jesteś wspaniałym żołnierzem i przyjacielem. Jesteś dobrym człowiekiem, Atviras. To był dla mnie zaszczyt, a teraz idź już. Na górze czeka koń, tu są twoje rzeczy. Żegnaj przyjacielu.  

- Ale Zilas…  

- Idź już! – krzyknął, a jego głos się załamał.  

Atviras popatrzył na przyjaciela z niemożliwą do wypowiedzenia wdzięcznością, zabrał swoje rzeczy i stanął przy drabinie. Odwrócił się do Zilasa, stanął na baczność, uderzając cholewą buta o tafle zanieczyszczonej wody i zasalutował przed nim, przykładając dłoń do czoła. Zilas odpowiedział, tak jak trzej zamaskowani żołnierze. Atviras odwrócił się i wszedł po drabinie, odchylił właz, a jego oczom ukazała się wizja płonącego orzecha. Kobiety krzyczały, dzieci płakały. Gdzieś w oddali było słychać wysoki, żołdacki śmiech elfów i krzyk kobiety, która błagała o litośćAtviras wsiadł na konia i zobaczył jeszcze więcej. Na niebie, w oddali kłębił się dym, widać było łuny palonych gdzieś za horyzontem wiosek. Na ulicy leżały ciała mężczyzn, starców, kobiet i niemowląt. Drzewa z przymusu podtrzymywały na swoich gałęziach wiszące ciała pozbawione skór, które elfy rozpościerały między konarami niczym krwawe żagle. Jedni jeszcze dogorywali, innym kruki wydziobywały oczy, jeszcze inni mieli wywleczone flaki, które rozszarpywane były przez wychudzone psy. Kobieta która błagała o litość ucichła. Zgwałcili ją we czterech a potem wbili jej w łono miecz i poprzekłuwali całe ciało widłami. Dobrze, że zemdlała z bólu – pomyślał Atviras – przynajmniej później już nie cierpiała. Chciał się rozpłakać, ale nie mógł. Spiął energicznie piętami boki konia i pognał w stronę lasu.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
MG · dnia 16.11.2013 19:46 · Czytań: 629 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 2
Komentarze
al-szamanka dnia 17.11.2013 22:23
Cytat:
Taki wiek osią­gną­łem, dla­te­go(,) że byłem po­trzeb­ny.

pierwszy przecinek usuń
Cytat:
a tym cza­sem sta­łem się zdraj­cą na usłu­gach oku­pan­ta

tymcza­sem
Cytat:
Wszy­scy widzą ty(lk)o czu­bek swo­je­go nosa.

Cytat:
nie ważne w ja­kiej jest for­mie.

nieważne
Cytat:
wark­nął Zilas, a jego oczy za­pło­nę­ły od żalu

z

Okropne obrazy malujesz w końcówce.
Do tej pory elfy dobrze mi się kojarzyły.
Leciutkie, kolorowe, dobre.
A tu masz... okrutnicy!
Zaciekawiłeś mnie.
Zobaczę jak to się wszystko dalej potoczy.

Pozdrawiam :)
MG dnia 18.11.2013 03:57
Dziękuję za poprawki ;] Cieszę się, że wzbudziłem zainteresowanie. Obiecuję, że im dalej, tym jeszcze ciekawiej. Pozdrawiam :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
pociengiel
14/06/2024 16:20
W takich parkach starzy Indianie wciąż zbierają chrust z… »
Jacek Londyn
14/06/2024 11:19
Tereso, nie daj mu dłużej czekać. Stary park to dobre… »
Kazjuno
14/06/2024 09:53
Licaaszu. Zarówno Darcon, Ivoona i ja (chociaż z moją… »
Kazjuno
14/06/2024 09:27
Odpisuję Janusz z poślizgiem. Zrezygnowałem wczoraj z jazdy… »
ivonna
14/06/2024 04:05
Hej :) Ciekawy pomysł na opowiadanie, ciekawie poprowadzone… »
valeria
13/06/2024 19:54
Dzięki, po prostu skupiam się na pisaniu. Gdybym była cały… »
mike17
13/06/2024 17:31
Akcenty przyrodnicze mile widziane, zwłaszcza że doskonale… »
Janusz Rosek
13/06/2024 13:51
Kazjuno Z przyjemnością przeczytałem Twoje teksty. W… »
Janusz Rosek
13/06/2024 09:27
Kazjuno Dziękuję bardzo. Słuszne uwagi. Nie zauważyłem tych… »
Kazjuno
12/06/2024 21:51
Jak poprzednie, Januszu, wspomnienia także 3 powyższe mnie… »
Kazjuno
12/06/2024 16:15
Bardzo dziękuję Jacku za opinię i cenne uwagi. Też… »
Jacek Londyn
12/06/2024 14:47
Kazjuno, jestem. Nie będę krytykował. Przedstawię parę… »
Kazjuno
11/06/2024 12:26
Mam Jacku nadzieję na Twoją krytykę moich wypocin… »
Jacek Londyn
11/06/2024 07:53
Dzień dobry. Dziękuję za komentarz. A przesłanie...… »
Kazjuno
10/06/2024 20:43
Wierszówka dowcipna, nawet poprawna politycznie, więc z… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty