Sen - myroslaw
Proza » Miniatura » Sen
A A A
Od autora: Próba ujęcia snu w śnie. Muzaja

            Odkąd pamiętam otaczała mnie woda. Od najmłodszych lat: pierwsze wrażenia, pierwsze kontakty, pierwsze kroki. Zawsze woda w pobliżu. Wcześniej pływałem niż chodziłem. Mieszkaliśmy w krainie tysiąca jezior i dwóch rzek. Może przesadzam, bo te jeziora to przeróżne zbiorniki wodne, glinianki i stawy. Ale było ich dużo w naszej okolicy.

 

            Nasz dom również stał nad sadzawką i ilekroć spojrzałem w okno widziałem taflę wody o zadziwiających odcieniach malowanych porą dnia bądź aurą. Woń wody przesiąknęła mnie i emanowała na zewnątrz. Nie pamiętam bym kiedykolwiek opuścił codzienną porcję kąpieli i pływania. Pragnąłem i uwielbiałem przebywać w ramionach wody.

 

            W miarę dorastania ukochany dotychczas żywioł zaczął pokazywać inne oblicze. W czasie burzy ciemniał, huczał, atakował. Któregoś poranka pierwszy raz zobaczyłem ofiarę wody. Zaginiona kilka dni wcześniej dziewczynka, została wyrzucona na brzeg obok naszego domu. Tylko przez ułamek sekundy popatrzyłem na to, co z żywego i wesołego dziecka zrobił jak do tej pory urokliwy towarzysz. Sina twarz i rozrzucone w nieładzie nieruchome ciało prześladowało przez kilka nocy. Kolejna ofiara pojawiła się kilkanaście dni później. Żołnierz odpoczywający na przepustce. Płynął razem z dziewczyną, nagle zanurkował i już nie wypłynął. Następnego dnia strażacy wyciągali martwe ciało siecią. Zbiegło się wielu gapiów, ale ja nie mogłem patrzeć. Mimo wszystko widziałem napuchnięte i nieruszające się ciało.

 

            Czas płynął a osobista więź z wodą osłabła. Zniknęła odwaga by wejść w ciemne odmęty. Paraliżujący strach zabraniał. Zginęła chęć przebywania w toni. Ale kontakt nie ustał. Potrafiłem przesiedzieć cały wieczór na brzegu stawu słuchając szumów, szeptów, plusków, wchłaniając wilgotny zapach. Czułem magnetyczny fluid zapraszający do środka, przykuwał mnie i nie pozwalał odejść. Ale intuicyjna wewnętrzna wiedza mówiła: stop, nie idź, zginiesz. Nie wchodziłem, lecz wieczorny seans na brzegu musiałem zaliczyć. Chwilami, gdy tak siedziałem i patrzyłem w ciemną toń, zapadałem w osobliwe otępienie: wydawało mi się, że woda jest we mnie, że ja nią jestem, że szumi we mnie, pulsuje wewnątrz mnie, przenika i zmienia moją osobowość.

 

            Później zawarłem związek małżeński, zmieniłem miejsce zamieszkania, ale nadal otaczały mnie glinianki, stawy, jeziorka. Gdy urodziło się dziecko cieszyłem się, lecz każdej nocy słyszałem miarowy, posuwisty szum wody jakby wzywający mnie. Często wracały obrazy zakodowane w pamięci: ciało dziewczynki leżącej na mokrym piachu, i żołnierza zaplątanego w podwodnych chaszczach. Widziałem jak woda atakuje ich, wlewa się do środka i zabiera życie. Powracające sny przerażały: woda oskarżała mnie o zdradę i pałała zemstą, jeżeli nie na mnie to najbliższych. Postanowiłem odseparować dziecko od wody.

 

            Córeczka rosła, zaczęła raczkować, później chodzić i mówić. Była uroczym dzidziusiem wnoszącym wiele radości w nasz skromny dom. Kochałem ją: spontanicznie, niemalże bałwochwalczo, pozwalałem na wszystko, rozpieszczałem, ale była tak rozkoszna, że nie potrafiłem krzyknąć czy powiedzieć jej nie.

 

            Woda sukcesywnie osaczała mnie. Każdego wieczoru poświęcałem jej coraz więcej czasu. Doszło do tego, że rozmawialiśmy. Zarzucała mi, że ignoruję ją, nie korzystam z przyjemności przebywania w niej, czym popełniam wielki błąd, którego będę niedługo żałował. Czułem, że za łajaniami ukrywa się chęć wiecznego przebywania w jej objęciach. Ona pożądała mnie, łaknęła totalnie na zawsze. Tłumaczyłem się, odpierałem zarzuty, ale groziła, że zmusi mnie bym w nią wszedł. Żona zauważała dziwne zachowanie nad wodą, ale jej pytania zbywałem milczeniem.

 

            Szedłem z córeczką. Trzymałem ją za rączkę, a ona podniosła główkę i szczebiotała uśmiechając się. Ubrana w białą sukienkę a w warkocze żona wplotła czerwone wstążki. Szukałem brata, do którego miałem pilny interes. Musiałem go znaleźć. Ale odwiedziliśmy wszystkie tradycyjne miejsca, w których mógł być i nic. I wtedy uświadomiłem sobie, gdzie może być, gdzie na pewno jest.

 

            Była to typowa glinianka, jakich mieliśmy wiele w naszych okolicach. W brudnej wodzie pływały przeróżne śmiecie i odpadki wyrzucane przez miejscowych ludzi. Jak większość tego typu dołów miał bardzo stromy spad, prawie pionowy, gdy tylko weszło się do wody grunt momentalnie uciekał spod nóg. Na środku bajora stała zdezelowana ciężarówka do połowy zanurzona w wodzie i tam urzędował braciszek z podejrzanymi kumplami. Ale z brzegu nikogo nie widziałem w aucie. Krzyknąłem. Nie było żadnego odzewu. Lecz ja wiedziałem, że oni tam są.

 

            Mogłem jedynie wejść do wody i podpłynąć, ale bałem się. Zaczął padać deszcz. Staliśmy nad wodą i co chwilę nasze stopy obmywała niewielka fala. Po prawej stronie znajdował się szary posępny budynek podmywany przez brudną zielonkawą wodę. Zastanawiałem się jak dotrzeć z dzieckiem do ciężarówki. Nawet wszedłem kawałek do wody, ale stwierdziłem, że maleństwo nie da rady.

 

            Zawróciłem i stojąc na brzegu rozmyślałem. Córeczka bawiła się i nagle podniosła sukieneczkę do góry i śmiejąc rozkosznie ruszyła przed siebie wprost do wody. Widziałem jak powoli zanurza się, widziałem pływające po wodzie stare miednice i puszki, widziałem banieczki puszczane przez spadające krople deszczu, a moje ukochane dziecko znikało. Stałem sparaliżowany i nie mogłem podbiec i zawrócić jej. Bo ona sama już nie potrafiła cofnąć się. Spad był zbyt duży i szła siłą rozpędu. I nagle moje ukochane dziecko zniknęło pod wodą. W tafli glinianki mignął kawałek białego materiału sukienki, błysnęła czerwona kokardka i przedzierający się przez chmury promień słońca.

 

            Zapanowała przeraźliwa cisza i zatrzymał się czas. Stałem zamurowany i bezsilny. Na brzegu kucał chłopak, który zamierzał się kąpać. Dwie dziewczyny siedzące na ławce patrzyły kamiennym wzrokiem. Chciałem krzyczeć i prosić o ratunek, chciałem rzucić się w wodę i łowić ukochane maleństwo. Ale było za późno. Opętany niemocą nic nie mogłem zrobić. Przerażenie dusiło tak mocno, że …

 

            … obudziłem się … spocony i śmiertelnie przygnębiony. Otworzyłem załzawione oczy. Dusząca żałość przygniatała. Cały czas pamiętałem, że ukochane dziecko utopiło się, byłem świadkiem i nic nie zrobiłem.

 

Świadomość powoli przebijała się w rzeczywistość i … nagle dotarło, że to nie był sen. Nadal stałem na brzegu glinianki, w której objęciach przebywało umiłowane dziecko a woda szyderczo mruczała: mam cię, mam cię, teraz musisz oddać się w me ramiona kochany.

 

Zanurkowałem w ciemne odmęty. Znalazłem dziecko. Jej ciało leżało na dnie, biała sukienka i czerwone kokardki wyraźnie odcinały się na brudnym piachu. Wyciągnąłem niewinne ciało córeczki. Bezwładne i ciężkie zaniosłem na brzeg. Gdzieś z daleka dochodziło wycie karetki pogotowia. Nazbierało się ludzi i otoczyli nas wianuszkiem. Robiłem sztuczne oddychanie, ale nie skutkowało. Moja ukochana córeczka leżała martwa. Nie miałem siły płakać. Za plecami słyszałem wyciszony i usatysfakcjonowany szum wody.

 

I w tej właśnie chwili uzmysłowiłem sobie, że glinianka, z której przed chwilą wyniosłem ciało córeczki już od dawna jest zasypana, że jej nie ma, sam ją zasypywałem, gdy byłem dzieckiem.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
myroslaw · dnia 22.11.2013 09:29 · Czytań: 440 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 4
Komentarze
shinobi dnia 22.11.2013 14:32
Ładnie to płynie. Powiedziałbym nawet, że całość opisałeś wnikliwie.
Sama historia całkiem wciągająca, pojawia się dreszczyk z rodzaju tych, znanych z twórczości Kinga.

Nie do konca lubię takie klimaty, ale doceniam włożoną pracę i dobrą narrację.
Wierszybajka dnia 22.11.2013 17:06 Ocena: Świetne!
Bardzo wciągający mroczny temat. Podobało mi się, ale nie mam nic mądrego do powiedzenia :smilewinkgrin:
al-szamanka dnia 22.11.2013 20:50 Ocena: Bardzo dobre
Czytając sama poczułam się jak w koszmarnym śnie.
Jak w dziwnym, wykrzywiającym rzeczywistość lustrze.
Bo takie jest Twoje opowiadanie i dobrze to przekazałeś.
Na koniec doszłam jednak do wniosku, że to nie sen, a Twój bohater jest po prostu chory.
Ciekawy tekst.

Pozdrawiam :)
swistakos dnia 22.11.2013 23:28
Opis snu, czy czegoś innego?
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
pliszka
21/02/2024 22:28
Czy wszyscy ojcowie mają takie podejście do zwierząt?… »
pliszka
21/02/2024 22:18
Bardzo lubię czytać Twoje fragmenty, w których dużo jest… »
pliszka
21/02/2024 22:05
Ciekawa historia. Nierzadka brutalność, bezpośredniość i… »
Zbigniew Szczypek
21/02/2024 21:48
Florianie To ja Ci dziękuję, jeśli w czymś byłem pomocny.… »
Florian Konrad
21/02/2024 21:29
Dziękuję serdecznie za świetny komentarz! »
Zbigniew Szczypek
21/02/2024 20:45
Jacku " ..gdy na dworze mróz" - super! Lekkie, z… »
Zbigniew Szczypek
21/02/2024 18:44
Witaj Florianie Przebrnąłem przez Twoje "potoki… »
Zbigniew Szczypek
21/02/2024 18:07
Zajrzałem po śladach Kazjuno(bo dzisiaj już mało kto pisze… »
Kazjuno
21/02/2024 12:34
Przyznam się, że z niemałym trudem przebrnąłem przez nieco… »
Zbigniew Szczypek
20/02/2024 00:55
Gabrielu No niestety Kazjuno ma rację - to już nie jest ten… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 23:56
Cześć Nikon Nie wiem, jakiej prawdy szukasz, według górali… »
mike17
19/02/2024 20:38
Jarku, piszesz w bardzo amerykańskim stylu. Nie ma tu… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 15:28
Spoko. To chyba rzeczywiście jedno z moich lepszych, a… »
Kazjuno
19/02/2024 14:15
Dzięki Marku. Na Ciebie mogę zawsze liczyć. To kontynuacja… »
Kazjuno
19/02/2024 14:11
Ten kawałek też przegapiłem. Sorry! Pomysł, jak to u Ciebie… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 21/02/2024 18:54
  • Do Redakcji! - Nie o starych tu chodzi! Stary się nie potknie/potnie, bo jest stary. Młody nie otrzyma pomocy/komentarza/wyciągniętej ręki, pójdzie gdzie indziej lub będzie "potworzył". Dogasa ogień
  • Redakcja
  • 20/02/2024 16:43
  • Nie mamy nic przeciwko, jeśli każdy z narzekających sprowadzi choć jedną osobę ze starej gwardii. Nie mamy niestety siły, żeby konkurować z mediami społecznościowymi, jesteśmy skromnym portalikiem ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 18/02/2024 22:24
  • Szkoda, wielka szkoda! Co zaglądam, a trochę mnie nie było, to jest coraz gorzej! Przez tydzień obserwuję zapaść, było żle ale teraz, to jakaś tragedia z komentarzami, czy to martwy magazyn?
  • RonaczeK
  • 09/02/2024 19:16
  • Chciałem tylko powiedzieć że choć ostatnio nie mam czasu na to by być tu online to zaglądam poczytać. A Ty czytasz? [link]
  • mike17
  • 09/02/2024 16:19
  • Wczoraj minęło 12 lat, jak jestem na portalu :) Jak ten czas leci. To były naprawdę fajne, udane lata. Szkoda tylko, że tak wielu wartościowych użytkowników już tu nie zagląda...
  • Druus
  • 20/01/2024 22:16
  • Bywam tutaj co jakiś czas i domniemam, że Wasz Król „umarł”.
  • ajw
  • 13/01/2024 15:52
  • Również wszystkiego dobrego :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty