Walnąłem ręką dzwoniący wniebogłosy budzik, odziedziczony po babce Ziucie, która dopóki żyła, osobiście zajmowała się budzeniem, potrząsając mną jak workiem kartofli i krzycząc do ucha:
- Marcel, za pięć siódma!
Za każdym razem czułem pokusę, by przywalić jej, jak temu budzikowi, ale na nic by się to nie zdało. Babka, z podbitym okiem czy bez, budziłaby mnie niezmiennie tak samo, bo była uparta jak cała żeńska część mojej rodzinki. Matka z uporem maniaka leczyła depresję poporodową, choć dawno skończyłem osiemnastkę, a starsza siostra uparcie poszukiwała męża - wciąż pod niewłaściwymi adresami.
Najpierw był kolega z podstawówki, odnaleziony cudem na fejsie, a w rezultacie ojciec dwóch uroczych bliźniaczek i umiłowany mąż kobitki obszernych rozmiarów. Następnie stróż małej fabryczki napojów gazowanych, podający się za prezesa, a ostatnio pan z telewizji, lubiący tak samo panienki, jak i chłopców.
Powoli wygramoliłem się z łóżka, ziewnąłem rozgłośnie i zacząłem poranny rytuał drapania się po jajkach. Przemknęło mi przez myśl, by zrobić coś z przyjacielem sterczącym jak komin Titanica, uwięzionym w kraciastych spodenkach, ale zrezygnowałem, przypominając sobie, że muszę być wcześniej w robocie.
Komin! Mamy dziś malować komin!
Dostałem nagłego zrywu, więc z szybkością formuły jeden wpadłem pod prysznic. Tam znowu pomyślałem o kominie, ale w tym samym momencie zaczęła lecieć lodowata woda, wraz z którą wszystkie moje grzeszne myśli popłynęły do spływu.
- Trzeba płacić za ciepłą wodę – dobiegł mnie jazgotliwy głos ciotki Heli, u której kwaterowałem tymczasowo, od kiedy kumpel poznał blond Wenus i nagle dwupokojowe mieszkanie zrobiło się za ciasne dla nas trojga. Julitta, bo tak jej było na imię, pewnie miała inne zdanie, gdyż bez skrępowania paradowała przede mną w kusym szlafroczku odsłaniającym opalone na Leppera (świeć Panie nad jego duszą) nogi. Kręciła się w tę i we w tę przed moimi zmrużonymi ślepiami, w swojej gustownej szmatce i różowych klapkach ze śmiesznymi pomponami z marabuta. Skąd wiem, że z marabuta? Ciotka Hela miała z niego czapkę, w której trzymała emeryturę i dolary przesyłane ze Stanów Złajdaczonych przez syna jednego Żydka. Podobno jego ojca czy dziadka przechowywała mama Heleny w czasie wojny. A może to była matka matki? Cholera wie! W każdym razie czapka była też od niego, a marabut pewnie afrykański.
Gdybym zwracał uwagę tylko na te pompony, pewnie Kamil nie wyrzuciłby mnie tak szybko, ale wolałem górne części nóg pięknej Julitty. Któregoś dnia, leżąc na kanapie i jedząc popcorn, wodziłem za nią głodnym wzrokiem. Nagle o mało nie zadławiłem się na amen. Julitta gwałtownie schyliła się po klapek, któremu prawdopodobnie niepokojąco zaczął się chybotać pompon. Poczułem gwałtowny przypływ krwi w określonych rejonach ciała i sam nie wiem, jakim sposobem znalazłem się w bezpośrednim zasięgu jej kształtnej pupy. Pech chciał, że w takiej konfiguracji zastał nas Kamil po powrocie ze zmiany. I chociaż nie uległem pokusie - na wejście dostałem w ryj, po czym wywalił mnie w trybie natychmiastowym, dając raptem pięć minut na spakowanie plecaka. Można więc rzec, że wyleciałem z niezłej miejscówki wyłącznie przez różowy pompon.
Koniec cz.I


To chłopcy takie rytuały mają? 
Lubię takie historie o zabarwieniu różu, Twój bohater, Marcel, jawi się, jako młody facet, który życie traktuje z przymrużeniem oka, czyli... jak większość młodzieży, w dzisiejszych fejsowo-twitterowych czasach.




Chciałam napisać młodzieńczo męski tekst, albowiem jestem starą babą 
A marabut to taki bocianowaty ptak
Podobno jego pióra stosowano w daktyloskopii. O! 
Uśmiałam się setnie 
... Załapałam płeć dopiero po komentarzach.
. No, no... Obleśne to było momentami
, ale za to jakie poczucie humoru
!

Zaraz się ogarnę 
))
Co do uporów wskazanych przez mruczącą Aśkę chyba zostawię jak jest, bo to pokazuje, że kobitki z rodziny Marcela są naprawdę uparte 
Dzięki za odwiedziny 
)
))

. Opis regulaminu domowego, czy raczej stróżów tegoż, daje wiele do myślenia o panującym w większości społeczeństwa, wbrew woli płci, kiedyś nazywanej brzydką, ale wszystko się zmienia, więc i ona ulegała niepokojącej metamorfozie i przypomina raczej urodę swojej, niegdyś, przeciwniczki wizualnej, czyli wracając do meritum - matriarchatu. 
No dobra, zaraz poprawię. Dzięki 



Już poprawiłam. Jeszcze raz dzięki 
Kurcze, po prostu za dużo, za dużo wiesz o męskich "rytuałach", stąd co chwila musiałem sprawdzać, czy ksywka widniejące na górze na pewno została poprawnie przeze mnie odczytana.
-to do mede_y 
Dzięki, ze zajrzałeś. Cieszę się, że Cię zmyliłam - w tym wypadku to komplement dal mnie
A może oboje? Wciąż mam jakieś watpliwości 
Gdyby jednak, to ewentualnie: mąż obszernych rozmiarów kobitki na diecie odchudzającej
A zrobi z tym to, co uważa za słuszne, wszak ona najlepiej tegoż bohatera czuje.
Przejrzę tekst pod kątem Twoich sugestii i poprawię co uznam za stosowne. Dziękuję bardzo za poczytanie i pomoc w opanowaniu mojego nieopanowanego języka 



Matka z depresją poporodową rozłożyła mnie na łopaty. Dowcip może i niewyszukany, ale za to ubrany w piękną formę, w konsekwencji daje wspaniałą lekturę.




Miło Cię widzieć tutaj 

Dzięki, retro, ze do mnie zaglądasz 
Dzięki.








Ale oby. 

Ważne: Regulamin | Polityka Prywatności | FAQ
Polecane: Przeglądaj promocje na książki i komiksy | montaż anten Warszawa | Komercyjne Sesje Rpg - Zielonka k/Warszawy - Mistrz z Gralnią | montaż anten Sulejówek | montaż anten Marki | montaż anten Wołomin | montaż anten Warszawa Wawer | montaż anten Radzymin | Hodowla kotów Ragdoll | ragdoll kocięta | ragdoll hodowla kontakt