Lokalne wojny korporacyjne - labedz
Proza » Historie z dreszczykiem » Lokalne wojny korporacyjne
A A A
Od autora: Ku przestrodze zaangażowanym.
Klasyfikacja wiekowa: +18

Jeździłem przez kilka lat doskonałym pod wieloma względami samochodem, który miał jednak tę wadę, że popielniczka była umieszczona na lewych drzwiach. Wszyscy wiedzą, że prowadząc samochód trzyma się kierownicę lewą ręką, prawa zaś jest wolna i służy do zmiany biegów oraz uruchamiania różnych urządzeń. Jeśli ktoś pali siedząc za kierownicą (a przyznaję, że to brzydki nawyk), trzyma papierosa w prawej ręce. Jeśli w tej sytuacji chce się strzepnąć popiół na lewo od lewego ramienia, trzeba wykonać skomplikowaną operację, odrywając przy tym wzrok od jezdni. Jeśli samochód osiąga, jak to było w przypadku tego, o którym mówię, sto osiemdziesiąt kilometrów na godzinę, strząśnięcie popiołu do popielniczki wymaga rozproszenia na kilka sekund uwagi i oznacza grzech sodomii popełniony na TIR-ze. Projektant jest odpowiedzialny za śmierć wielu osób, i to nie z powodu raka płuc, lecz wskutek zderzenia z obcym ciałem.

U. Eco, Zapiski na pudełku od zapałek

 

 

Nie do wiary, cholera, jak to mówią – jak nie urok, to sraczka. Albo, po prostu, życie to nie bajka, wszystko kiedyś musi się skończyć. Więc ja tu właśnie kończę, wbrew pozorom, moją historię.

Mówią też – przyszła kryska na Matyska. Wiedziałem, że kiedyś mnie to dopadnie, bo po pojebanej matce, która zniknęła z mojego życia dość szybko, a i na szczęście nie przyłożyła się do mojego dorastania za bardzo, zostało mi nazwisko Matysek. Ojciec jak żołnierz – nieznany. Matka, kobieta dziecko-kwiat, ofiara pokolenia lat siedemdziesiątych, z zamiłowania niebieski ptak, z zawodu hipiska. Gorliwa fanka dragów i wolnej miłości, miłośniczka zapomóg i kredytów konsumpcyjnych zaciąganych ponad miarę. Żeby życie miało dreszczyk emocji. Dzięki, zdziro. Otóż matka, gdy jej fazy orbitowały już naprawdę odlegle, po tym, jak naczytała się Chucka Palahniuka, i była pod silnym najwidoczniej wpływem jednej z jego powieści, zaczęła nagle twierdzić, że zostałem poczęty wskutek zapłodnienia in vitro, a materiał genetyczny, mozolnie odzyskany kod DNA, jaki został wykorzystany do mojego poczęcia, pochodził z cudownie odnalezionego gdzieś w Autonomii Palestyńskiej napletka samego Jezusa. Więc pod koniec życia zaczęła stawiać przede mną rozmaite cele mesjanistyczne, założyła nawet na chwilę sektę Skóra życia, której miałem być ośrodkiem, zorganizowała mi dwunastu uczniów i tworzyła podwaliny pod komunę.

Mniejsza o to wszystko, pora zabrać się za umieranie za grzechy, i tylko dlatego o tym wspominam.

Mam sto siedemdziesiąt sześć wiarygodnych tożsamości, wzajemnie sobie zaprzeczających, każda z nich zdążyła już sobie wyrobić szacunek i poważanie, a internauci dawno już się z nimi oswoili i liczą ze zdaniem dosłownie wszystkich. Z powodzeniem prowadzę kilka poczytnych, opiniotwórczych blogów, wypracowałem kilka tysięcy skutecznych sztuczek na zacieranie śladów, a mimo tego i tak znaleźli sposób, żeby dobrać mi się do dupy.

Postarali się, trzeba przyznać, co chyba mogę poczytywać sobie za komplement.

Ale po kolei. Musisz wiedzieć o mnie coś ważnego. Jestem zawodowym hejterem. Cholernie dobrym i skutecznym, z setkami potwierdzonych zestrzeleń.

Zarabiałem ciężką kasę na dyskredytowaniu osób, firm, korporacji, produktów – wszystko jedno czego – w sieci. To bajecznie proste, nawet nie wiesz, jak bardzo. Krytykujesz rzeczowo, dowcipnie i ostro dany produkt. Wszędzie. Na portalach społecznościowych, opiniotwórczych, ogólnych, serwisach aukcyjnych, w porównywarkach cen, wszędzie, no. Producent zaczyna właśnie tracić słupki sprzedaży, jak jesteś dobry. Wtedy piszesz maila do jego konkurencji, załączając stosowne linki. Obiecujesz, że jak zechcą nawiązać z tobą współpracę, z delikatnej szydery przejdziesz do ostrej artylerii i zniszczysz tamten produkt. A potem subtelnie grozisz, że jak nie będą zainteresowani współpracą, to ty zainteresujesz się także i ich produktem. W końcu krytykować w sieci można wszystko i wszędzie. Przeważnie oferta współpracy pojawia się po góra trzech dniach. Zasiane wcześniej ziarno już zdążyło zakiełkować, więc uderzasz ostro na obrany wcześniej produkt do zniszczenia. Do tego stopnia, że sprzedaż spada, spada, pikuje, trach. Mam na koncie upadek dużego dewelopera, dwóch korporacji finansowych i kilkunastu firm. Wycofanie z rynku niezliczonej ilości produktów, od past do zębów, przez panele podłogowe, proszki do prania, świetlówki LED, prezerwatywy, odzież, po dwa modele samochodów. Świat jest teraz cholernie mały, bez problemu można działać globalnie, nie mów, że masz co do tego wątpliwości.

Jak jesteś naprawdę dobry, potem wszystko dzieje się już lawinowo. Robota dosłownie sama się znajduje, stratedzy marketingowi i piarowcy z własnej inicjatywy cię znajdują i proponują zlecenie na konkurencję. W cztery lata działalności dorobiłem się tyle kasy, ile porządny polski piłkarz pierwszoligowy zarabia w połowę kariery.

Hejting ma kolosalną przyszłość. Ale trzeba się pilnować, nie przekraczać pewnej granicy. Teraz o tym wiem, ale teraz, to już jest za późno.

Jeśli chcesz iść w moje ślady, pamiętaj, aby unikać zleceń na korporacje o zasięgu międzynarodowym, na polityków i na przedstawicieli kościoła. Nawet mafii możesz dupę obrabiać, ale tych trzech nie ruszaj.

Interes szedł świetnie. Zlecenia się sypały jedno za drugim, produkty opuszczały rynek, firmy upadały, moje konto, obrastało kolejnymi funduszami. I wtedy, jakoś tak nagle, w natłoku pracy, przyjąłem trzy wielkie zlecenia – na biskupa, którego trzeba było wrobić w pedofilię, polityka, którego należało oblepić podejrzeniami o korupcję przy przetargach na dwa węzły autostrady, oraz na kompanię paliwową, która miała jakoby rozcieńczać paliwo do tego stopnia, że uszkadzało bezpowrotnie samochody. No i poszło, do roboty ostro ruszyłem, skutek osiągnąłem po niespełna trzech miesiącach.

Po czterech miesiącach, przestała mi działać karta kredytowa, nie mogłem się zalogować na konto w banku, odcięto mi Internet, zaraz potem zamilkł mi też i telefon. W niewyjaśnionych okolicznościach spłonęło moje mieszkanie. Przestałem istnieć w wielu miejscach, ewidencjach i różnych spisach. Na policji się dowiedziałem, dzwoniąc z budki, że osoba o przedstawianym przeze mnie nazwisku nie istnieje, ale będą wdzięczni za wszelkie informacje na temat miejsca przebywania tej osoby, gdyż jest poszukiwana międzynarodowym listem gończym w sprawie podejrzenia o terroryzm.

W małym barze, zerkając na wywieszony pod sufitem telewizor, zobaczyłem na dolnym pasku pewnej stacji informacyjnej newsa, że kuria złożyła pozew o działalność przestępczą na wielką skalę pewnej sekty religijnej o nazwie Skóra życia, na której czele, oczywiście, zgadnijcie, kto stoi.

Potem zobaczyłem swoje zdjęcie i numer telefonu na policję oraz ABW, a także bodajże Interpol.

Wtedy jeszcze miałem nadzieję na ucieczkę, zniknięcie, rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Ale ostatnie dwa tygodnie zweryfikowały moje możliwości i szanse. W międzyczasie był przecież ten wybuch w metrze i list samobójczy moich dwunastu apostołów, który opublikowały wszystkie największe dzienniki w Polsce.

Dziś popijam ostatnią szklaneczkę dobrego alkoholu i palę najprawdopodobniej ostatniego papierosa w życiu. Wiedzą, gdzie jestem. Idą po mnie, z jednej strony policyjny oddział antyterrorystyczny, z drugiej rozjuszony tłum fanatyków religijnych, żądających mojej głowy, a może jaj.

Trzymaj się, hejterze, uważaj na siebie, muszę lecieć. Koniec przekazu.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
labedz · dnia 03.02.2014 18:29 · Czytań: 2186 · Średnia ocena: 4,88 · Komentarzy: 23
Komentarze
pablovsky dnia 03.02.2014 19:44 Ocena: Świetne!
Łabędź! Tworzysz cudeńka, a piszesz, że ja mam talent, nie podoba mi się taki stan rzeczy! :)
Ależ dobra historia, z chęcią bym Ci teraz dokopał, bo tak krótko, tak szybko połknąłem te kilkanaście zdań, a takie rzeczy można czytać przez całą noc!
Przecież o takim człowieku i podobnej działalności można książkę napisać, dziesiątki wątków rozwijać, pytam więc: DLACZEGO?
Mam propozycję!
Usiądź teraz wygodnie, weź głęboki oddech, zmarszcz brwi i napisz to! "Pablo, to tylko streszczenie..."
Dasz radę?
Kapitalnie opisałeś w tak krótkim fragmencie połowę życia człowieka, który... No właśnie, szkoda, że chociaż w kliku odcinkach tego nie ująłeś... Twój styl pisania jest tak mocno uniwersalny, że powinieneś to wykorzystać. Piszę serio, łabędziu!
Grande maestro! Eccellente!
mede_a dnia 03.02.2014 19:51 Ocena: Świetne!
I co ja mam powiedzieć? Mam Ci wypunktować przecinki, powtórzenia, "wpadania" i niezamierzone rymy? A guzik! Choć trochę by się ich znalazło. Mam je gdzieś ;-) Piszesz tak cudnie, że te małe niedociągnięcia giną w morzu walorów wszelakich. Startujesz z doskonałym mottem do opowiadania, pasi jak ulał. Tu (u Eco) i tu (u Ciebie) ten sam błąd powodem kraksy, błąd w konstrukcji, planowaniu - auta i własnej "kariery" hejtera ;-) Jak się wie, kim jest Eco, i co Ty masz z nim wspólnego - to już w ogóle jest ciekawie ;-) Kocham Twój styl! Po prostu k o ch a m. Jest nie do podrobienia. Chroń go i nie równaj do nikogo. Jest Twój i tylko Twój! A ja Twoja ;-) Niestety, tylko jako najwierniejsza czytelniczka i fanka ;-) Wrócę, gdy ochłonę, Ty, przewrotne Łabędzisko!
labedz dnia 03.02.2014 22:01
Hmm, drogi Pablo. W sumie nie miało z tego być nic więcej, ale... Masz taki dar przekonywania. Podłubię jeszcze nad tym pomysłem w takim razie.

Droga Mede_o, cieszy widzieć Cię w takim stanie.;) Więc nie ochłaniaj! Ale i wracaj. Choćby tylko po to, żeby przecinki powytykać.:)
zajacanka dnia 03.02.2014 22:22
No, tak. Ja nieco odwrócona jestem, więc musiałam sobie te strony z Eco lekko uporządkować. (Teraz. Bo jak zaczynałam "jazdę pod prąd", otwierałam drzwi, zamiast zmieniać bieg lewą...) No i "hejtera" nie załapałam pierwotnie przez pisownię...
To bardzo dobry tekst, choć jeszcze troszkę do dopracowania się nadaje. Nie jestem tak elokwentną komentatorką, jak Ty, labedziu, niemniej jednak nawiązania przeróżne, pojawiające się tutaj, dają obraz, którego nie będzie łatwo zapomnieć. Muszę jeszcze tylko połączyć czasowo matkę-hipiskę z Palahniukiem, bo jakoś mi to nie leży. No, ale to tylko takie moje obecne odczucie.
Pozdrawiam
labedz dnia 03.02.2014 22:26
Droga Zajacanko, faktycznie, w autach na Wyspach to i problem przedstawiony w tym cytacie musiałby mieć inny wymiar.:)
Cieszę się, że nie zapomnisz tego tekstu zbyt szybko, bo to chyba dobrze o nim świadczy.
No a matka-hipiska i Palahniuk czemu Ci leżeć nie chcą? Jedno drugiego chyba nie wyklucza...;)
wienczyslaw dnia 03.02.2014 22:48 Ocena: Bardzo dobre
super kawałek. podobni goście istnieją naprawdę. hejtują, kłamią, rozkochują w swoich fałszywych profilach naiwne emerytki, zachwalają i zachęcają. taki to kurewski świat. liczy się tylko wydymanie bliźniego. trafiła kosa na kamień. jakoś mi nie żal gościa. internet to w ogóle wielka ściema, ludzie jeszcze tego nie czują i wierzą naiwnie w to co zobaczą i wyczytają w sieci.
to że telewizja kłamie wie każdy. a w internet wierzą. ciekawe dlaczego?
pablovsky dnia 03.02.2014 23:03 Ocena: Świetne!
wienczyslaw napisał:
internet to w ogóle wielka ściema, ludzie jeszcze tego nie czują


Czują, czują, Wienczysławie, oszukują samych siebie, wszak każdy lubi mieć nadzieję? ;)
Zresztą na temat działalności internetu, ktoś już coś napisał? Jak to było? "Wstawiony"? Czytałeś, Wienczysławie? :) http://www.portal-pisarski.pl/czytaj/40287/wstawiony - jedna z ciekawszych historii, jakie czytałem na PP :)
zajacanka dnia 03.02.2014 23:15
Nie wyklucza, ale przeskakuje mi w czasie. Nie znam całej jego twórczości -nobody's perfect - stąd zapytanie. Nie widzę konotacji.
Sama jestem z lekko hipisowskiej rodziny( po siostrze), to tak na boku, i troszkę mi pokolenia przeskoczyły.
labedz dnia 04.02.2014 01:29
Święte słowa, wieńczysławie, święte słowa...
Telewizja kłamie, to jasne. Bo to z reguły są jacyś oni. A internet też kłamie, ale to mniej jasne, bo to często już nie tacy oni, ale bardziej trochę "my". Ale kiedyś się połapią i nawet te emerytki.
O, Pablo, będę musiał zerknąć. Dzięki za linkę.
Droga Zajacanko, historia z jezusowym napletkiem jako przyczynkiem zapłodnienia nawiązuje do powieści Udław się (w oryginale Choke) Chucka Palahniuka z 2001 roku, w Polsce chyba jakoś w 2007 roku się ukazała.
Pozdrawiam serdecznie!
mike17 dnia 04.02.2014 16:47 Ocena: Świetne!
Resztki włosów uniosły mi się z radości w trakcie lektury twojego kawałka, panie Łabędź :)
Musiałem je potem dwadzieścia minut przyklepywać, bo nie chciały ułożyć się grzecznie na czaszce, bo?
Żeś poważnie poruszył zjawisko, które od wielu lat istnieje w sieci, toczy je jak rak prostaty, rosną kolejne zastępy hejterów i trolli, i każdy dość przebiegle a sprawie obrabia swoje poletko.
Bo anonimowość w necie wyzwala najdziksze instynkta, a kolesie z gruntu zaburzeni socjalnie i mentalnie dają radośnie a bezkarnie upust swym obrzydliwym popędom, czerpiąc z tego chorą bardzo podnietę, tudzież czując się "panami sytuacji", bo ich głos "się liczy", ma siłę rażenia, może niejednego uczciwca wpędzić w nerwicę lub absolutne wycofanie się z netowego życia.

Warto też wspomnieć o oszustach matrymonialnych, którzy pomimo upływu czasu nadal mają 30 lat i ani dnia mniej, przeróżnych kłamców i pseudologów, którzy sami wierzą w to, co im wypaczone mózgowie śliną na język przyniesie, a potem drogą klawiaturową pośle do sieci...
Jak każde medium, Internet to również siedlisko oszustów i krętaczy.
I dobrześ to oddał, a ilu takich fajansów naciąga na tzw. "pokazach" biedne emerytki na kupno za jedyne 3000 tysia leczniczego koca z Australii (notabene made in china), czy beztłuszczowych super patelni, na których już w ciągu pierwszych pięciu minut zwęglisz doszczętnie poczciwy kawałek karkówki...

A i są tacy, których już trochę rozpoznaję, co to mają kilkadziesiąt nicków, ale zdradza ich ten sam sposób komentowania, te same poglądy, sympatie i antypatie, ten sam niezmieniający się język nienawiści - mowa o pewnym netowym miejscu, które pozwolę sobie zatrzymać w tajemnicy.

Ładnieś to opisał, a jak narrator pierwszoosobowy, to i temperatura opka inna, czuć emocje, gąszcz krętaczych konkluzji raczej zasmuca, też drażni, bo tacy ludzie zawsze będą się pojawiać, ilekroć nadarzy się odpowiednia okazja.

Znaki czasów, tych czasów...

Tekścior wyjątkowo na czasie, soczysty i wiarygodny, szczerość wynurzeń bohatera powoduje, że uginają mi się ręce w kolanach.
Ale cóż, taki lajf, net to dżungla i taką pozostanie :)
ajw dnia 04.02.2014 17:49 Ocena: Świetne!
No, Łabędziu - uważaj, bo Cię teraz zarżną, oskubią z piórek, wypatroszą , zjedzą
i nawet nie mlasną. Kto? Ty już wiesz kto! Ci, którym się naraziłes tym świetnym tekstem. "Miłe złego początki .." - jak to sie mówi, ale trzeba wiedzieć komu nie można stanąć na odcisk, albo sutannę. Rewelacyjnie to napisałeś. Jest pare miejsc gdzie zaimki niepotrzebne lub szyk zdania nieprawidłowy, ale to kompletnie nie przeszkadza, bo całość jest cacy!
Pozdrawiam serdecznie :)
henrykinho dnia 04.02.2014 18:02
Od razu mocno nasiąknąłem atmosferą i realiami świata, który stworzyłeś. Niby klasyczny „Jak Matysek Bogu, tak Bóg Matyskowi”, jednak podane w tak ciekawy sposób, że człowiek ani się obejrzy, a już się nabija na ostatni akapit, jak na pikę jakąś, albo coś równie nieprzyjemnie ostrego ;]
Wskazując siły rządzące i dzielące naszym światem, jednocześnie uderzyłeś też odłamkiem w „hejterów”, którzy pod absolutnie każdą postacią występują w przypadku środowisk około medialnych – chwała ci za to, bo tępić ich można chyba tylko w ten sposób, znaczy satyrą i ironicznym słowem.
Fajnie zapakowałeś celne obserwacje oraz poglądy w barwny wątek fabularny. Właśnie takie coś najbardziej cenię.
Cóż, następny tekst na poziomie!
bekita dnia 04.02.2014 19:02 Ocena: Świetne!
Przeczytałam rano i zaczęłam myśleć... Wydaje mi się, że już fama poszła i o nieanonimowości internetu trochę ludzi wie. Sprawa kary za złe słowo na zbyt ważnych ludzi lub instytucje ma chyba dłuższą tradycję,a w korporacjach bywa potwierdzana przez "anonimowe" ankiety na temat: "Jak ci się u Nas pracuje".

Bardzo lubię teksty,które wydobywają myśli, które normalnie przeszłyby obok umysłu niezauważone. Ten taki jest. Gratuluję i zgadzam się z mr pablovskym,że warto pójść o krok dalej i uzupełnić historię o kilka faktów.

pozdrawiam serdecznie
blaszka dnia 04.02.2014 20:00
Uważam, że tekst jest interesujący pod względem treściowym oraz dobrze sklecony pod względem formalnym. Może służyć jako wzorzec dla początkujących pisarzy.
Pozdrawiam,
blaszka.
labedz dnia 04.02.2014 22:44
Mike, tak, czasy sprzyjają, Internet, jako miejsce, gdzie każdy może "dać głos", też sprzyja. Mówią, że jakby dać człowiekowi anonimowość, to wielu potrafiłoby zabić bez powodu. Ponoć naprawdę wielu. Nie dziwi więc, że w poczuciu anonimowości internetów, oszustów, kłamców i mitomanów rośnie jak grzybów po deszczu, a i hejterów także. Nie ma lekko. I chyba już nie będzie.
Cieszę się, że tekst znalazł przychylność w Twoim oku.

ajw, ja się nie boję. Mnie nie znajdą. Mam jeszcze parę nicków w zanadrzu jakby co.;) A tak serio - ci, którzy mogliby się poczuć obrażonymi tym tekstem, nie mają czasu tego czytać. Pochłania ich nienawiść i sączenie jadu, więc mogę spać spokojnie.;)
Dzięki za wizytę!

henrykinho, jak obniżę poziom, koniecznie daj mi znać.;) Cieszę się, że odbierasz tekst jako pisaninę ciekawą i wartościową, miło mi, że Ci się spodobał. Świat podzielony i bezlitośnie rządzony, ma niestety swoje prawa. I swoich kowbojów. W naszych czasach padło między innymi na hejterów. Przeżyjemy i to, uszy do góry! :)

bekito, tak, ankiety w pracy pod tytułem "Jak ci się u Nas pracuje" są świetne, pełna zgoda.:D Niech żyje wolność i swoboda... Ech.
Cieszę się, że tekst Ci się spodobał.

blaszko, wzorzec dla początkujących? Pfff! Do podręczników? Ja? Jak mogłaś! :)
Ale co - podobało się generalnie, chyba? :)

Pozdrawiam!
blaszka dnia 05.02.2014 08:18
A co Ci zależy zrobić coś dla potomnych?
Czy się podobało, chyba? Ależ tak!
viktoria12 dnia 07.02.2014 14:41
O wojnach korporacyjnych, wyniszczaniu podstępnym, zniesławianiu - było już wiele;
jak świat długi i szeroki, zachłanność, pokusa dorabiania się sposobem podkładania świni,
istniała i istnieć będzie nadal, jak również
haracze za wymuszoną szantażem ,, pseudoopiekę ".
W zastraszającym tempie pojawia się ,, kontra" - oko za oko, ząb za ząb.
I ci, którzy uzurpują sobie pozór nietykalności, gwałtownie tracą grunt pod nogami,
po czym idą na dno,
nie budząc większych odruchów współczucia.
Liczą się stalowe nerwy i pomysłowość.
W takim załatwieniu przeciwnika, by ów przestał istnieć, w sposób daleki od noszącego znamiona przestępstwa.
Przy czym - poza zainteresowanym, początkowo: nikt o niczym nie wie, nie słyszał.
Zbiorowa nieświadomość, białe rękawiczki.
Temat ważny i na czasie; w tekście odrobina wodolejstwa, ale konieczna -
wręcz niezbędna;
musi być, by Łabędź ,,popłynął", nazwałabym: majestatycznie, bez obrastania w piórka,
ale za to ostrym piórem, spod którego wyłania się niezłe opowiadanie.
Powala zakończeniem: bohater ma świadomość, że jednak trzeba złożyć niski ukłon trzem nietykalnym; heh.
Dobrze wiedzieć.
Nie, no co ja wypisuję, przecież nie w głowie mi hejtowanie.
Bdb
labedz dnia 07.02.2014 16:12
Hehehe, piękny komentarz, Viktorio.:) Dzięki za wizytę!
Quentin dnia 09.02.2014 14:02 Ocena: Świetne!
Trochę z ciebie czarny łabędź ;)

A to przez tendencje, jakie ukazujesz w swoich tekstach. Nie podoba ci się wiele rzeczy, które obecnie są na porządku dziennym w tym wielobarwnym świecie cekinów i koralików, które niby inne, a wszystkie takie same, a już hejtera to nie odróżnisz na pewno od hejtera ;)

Lubię twoją twórczość, gdyż w gruncie rzeczy w swojej szukam tego, co ty szukasz. Tak przynajmniej myślę. Dezaprobata wobec głupkowatości, hipokryzji i fałszu, który bije zewsząd jak ulewny deszcz. Pozostać wolnym od tego łajna dziś, to naprawdę sztuka.

O samym internecie się nie wypowiem, bo to w końcu broń, nie zaś morderca. Tyś użył tej broni wobec tym, co nią wojują, a więc misja chyba zakończona powodzeniem.

Pozdrowienia
labedz dnia 10.02.2014 00:35
Dzięki, Quentin. Nic dodać, nic ująć. Tak to już jest, czasy wymuszają na myślących odpowiednie wnioski. Też mam wrażenie, że odnajduję w Twoich tekstach swoje obserwacje co do rzeczywistości.
I tak sobie myślę, że w dobrym kierunku obaj idziemy.
Pozdrawiam, dzięki za odwiedziny!
Heisenberg dnia 09.11.2015 22:22
Prawie bym zapomniał ;)
Pamiątka z głównej:
Masz dosyć swojej pracy? A może jeszcze nie pracujesz i nie chce ci się kończyć szkoły? Chcesz zarabiać duże pieniądze bez wychodzenia z domu? Mam dla ciebie świetna ofertę - zostań profesjonalnym hejterem! To pewny i przyszłościowy zawód, dający perspektywę niezłego zarobku.
Jednak, jako początkujący hejter, musisz pamiętać o ryzyku zawodowym. Jeśli zadrzesz z tymi, co nie trzeba, grozi ci stanie się terrorystą, wrogiem publicznym, a nawet szefem sekty religijnej. Dlatego, zanim przyjmiesz swoje pierwsze zlecenie, zapoznaj się z niniejszą historią.
Dobra Cobra dnia 11.11.2015 19:55 Ocena: Świetne!
Takie jest życie, panie labedz!

Tekst szybki, mocny, sprawnie skrobnięty - jednym słowem miodzio, gdyż nie można się nudzić. Być może jest on nawet ideałem długości i objętości, do którego winniśmy równać my, pisarze internetowi. A już na pewno udało by się Twój tekst upakować w zgrabnego audiobooka.

Opisujesz jedynie życie pracowe bohatera (oprócz eleganckiego auta, ale może ono też było pracą) w idealnym świecie kłamstwa dla dobra ludzkości.Ale zapewne ww osobnik nie ma innego, tj. prywatnego.

Piękne, a nawet nieco ikoniczne.

Pracujcie młodziacy i koście kaskę bo młode panny wybiorą najzaradniejszego (czytaj: mającego najwięcej kaski).


Ukłony pisarskie,

DoCo
labedz dnia 13.11.2015 00:06
Dzięki DoCo za wizytę i opinię. ;-)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Janusz Rosek
22/05/2024 09:24
Kazjuno Bardzo dziękuję za konkretny komentarz i porady.… »
Kazjuno
21/05/2024 22:07
Jacku Londyn, przesadzasz. Januszu, ten program, wprawdzie… »
Jacek Londyn
21/05/2024 21:22
Januszu, Kazjuno radzi: Kopiujesz każdy z rozdziałów… »
Kazjuno
21/05/2024 20:35
Karkołomne Januszu opisałeś przygody z dzieciństwa. Czyta… »
Janusz Rosek
21/05/2024 18:36
Valerio Cieszę się bardzo, że spodobał Ci się ten prosty… »
Zdzislaw
21/05/2024 12:36
Zbigniewie - może nie ze wszystkim się zgodzę, ale z ogólnym… »
Janusz Rosek
21/05/2024 11:00
Jacku Londyn. Dziękuję bardzo za cenne rady. Wezmę to sobie… »
dach64
21/05/2024 09:16
Zawsze warto jest próbować i angażować się w różne style,… »
Jacek Londyn
21/05/2024 09:15
Lustereczko, powiedz przecie... Ważne, że śmiejesz się z… »
Zbigniew Szczypek
21/05/2024 09:00
Kaziu Nie wszystkie eksperymenty zakończone były… »
Zbigniew Szczypek
21/05/2024 08:39
Zdzisławie "Szlachetne zdrowie..." Tak już jest,… »
Kazjuno
21/05/2024 08:32
Zbysiu. Rozumiem twój brak czasu. Z. Cybulski z B. Kobielą… »
Janusz Rosek
21/05/2024 08:23
Kazjuno Dziękuję bardzo za Twój komentarz. Z przykrością… »
Jacek Londyn
21/05/2024 08:09
Dzień dobry. Miałem okazję odwiedzić podobne,… »
Zbigniew Szczypek
21/05/2024 07:44
Kaziu Ignacego G. cenię za rolę w "Mistrzu" ze Z.… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 13:58
  • Aż chce się pisać i publikować w PP. Toż to przedsionek do książkowych wydawnictw!
  • Zbigniew Szczypek
  • 14/05/2024 17:56
  • No nie może być, gwar jak dawniej! Warto było, tylko niech już tak zostanie!
  • Wiktor Orzel
  • 08/05/2024 15:19
  • To tylko przechowalnia dawno nieużywanych piór, nie jest tak źle ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 08/05/2024 10:00
  • Ufff! Kamień z serca... Myślałem, że znów w kostnicy leżę
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/05/2024 20:47
  • Hallo! Czy są tu jeszcze jacyś żywi piszący? Czy tylko spadkobiercy umieszczają tu teksty, znalezione w szufladach (bo szkoda wyrzucić)? Niczym nadbagaż, zalega teraz w "przechowalni"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 06/05/2024 18:38
  • Dla przykładu, że tylko krowa nie zmienia poglądów, chciałbym polecić do przeczytania "Stołówkę", autorstwa Owsianki. A kiedyś go krytykowałem
Ostatnio widziani
Gości online:18
Najnowszy:dobibliotekipl