Pod skrzydłami Arona - Roza_Kowalczyk
Proza » Długie Opowiadania » Pod skrzydłami Arona
A A A

Masz pewność, że chcesz ze mną iść? Postaw kołnierz, zacina lodowaty wiatr.

Spokojnie, to tylko  transformator rezonuje gdzieś w oddali. Czujesz się nieswojo? Nie dziwne, w końcu pora odpowiednia i aura właściwa. Pora duchów. Zauważyłeś, że widma, wszelakie zjawy, na ogół widuje się po zmroku? Wyczuwasz jakiś sceptycyzm  w tym co mówię? Zważ na cel mojej wizyty w miasteczku! Nie o stare mury chodzi, sentymentu wielkiego do nich nie żywię. Sprawę mam.  Porozmawiać przyjechałem. Z duchami pogadać.  Chodź za mną, to jeszcze parę kroków.

Tutaj widziano rabina. Oglądał swój dom, zerkał do środka przez okno.  Tam obok stała kiedyś synagoga, musisz uwierzyć mi na słowo.  Spotykano w tej okolicy wiele zjaw, choć widywali je nieliczni. Czy usłyszymy ich kroki, gdy będą się zbliżać? Na razie cisza. Przyjemny kontrapunkt dla zgiełku, który przyniósł dzisiejszy dzień. Na bankiecie musiało być ze sto osób. I to same grube ryby.  Ogromny, spektakularny sukces. Mój projekt wygrał konkurs. Będę miał swój dom towarowy w centrum dużego miasta. Zakończenie budowy zaplanowano na jesień 1953. Nie wytrzymałem. W połowie rautu wybiegłem z restauracji i wsiadłem do auta.

Z duchami pogadać przyjechałem. Prośbę do nich mam. 

Rodzice umarli bardzo wcześnie, miałem cztery lata. Odeszli  jedno po drugim w odstępie dwu czy trzech dni. Pod opiekę wziął mnie Aron.  Swoją drogą, w tych małych miastach mogłeś liczyć na pomoc całej społeczności . Nie daliby ci zginąć ani głodu zaznać, pod istotnym wszakże warunkiem – musiałeś przestrzegać wszelkich norm z religii wynikających.

Nie przestrzegałem; Maria miała na imię. Byliśmy ostrożni, nikt nie mógł się dowiedzieć , że chadzam z gojką. Spotykaliśmy się na łąkach. Maria zbierała zioła, a ja łapałem żaby i nadmuchiwałem je przez słomkę. Podarowałem Marii obrączkę, a zaraz po tym podzielono miasto na część żydowską i aryjską.

Zimno, ciemno – kroków nie słychać. W domu rabina hałasy – tu też coś świętują. A może głuszą alkoholem jakieś nieprzyjemne myśli ?  Kto ich tam wie. Nie znam ludzi, mieszkają tu od niedawna. Chodźmy stąd, duchy najwyraźniej omijają to miejsce dzisiaj. Ktoś wspominał, że widma nawiedzają okolice stacji kolejki wąskotorowej. To parę minut piechotą.

Guenter Schiecke starannie wypełniał rubryki czarnym atramentem. Numer wagonu, ilu mężczyzn, ile kobiet, ile dzieci płci męskiej i żeńskiej.  W ciągu dwu dni wywieziono do warszawskiego getta połowę obywateli miasteczka. Niemiecka organizacja, dokładność i skrupulatność. 

Widzisz ich? Tam, za rogiem, cała rodzina z walizkami i dziećmi na rękach. Popatrz na peron, toż to cały tłum. Na co oni czekają? Czy jest wśród nich Aron?

Nic tu po was!  Jeszcze dekada czy dwie, a pociągi przestaną zatrzymywać się na tej stacyjce. Odjeżdżajcie, powiem wam dokąd. Kamień z nazwą naszego miasta stoi pośród setek innych kamieni, tam wasze prochy. Nie macie tu czego szukać. Domy wasze w ruinie, albo zamieszkałe od dawna przez nowych lokatorów. Ponoć spokoju zaznać nie możecie, bo łzy nikt po was nie uronił. Odjeżdżajcie pierwszym pociągiem, nikt po was płakać nie będzie.

Czy jest między wami Aron?

Więc jesteś!  Wiele odwagi wymagała ode mnie ta wizyta.  Zobacz, w oddali błyszczą światła lokomotywy. Czas na ciebie Aronie. Wiesz, że przez całe życie uciekałem przed tobą? Co mam ci jeszcze powiedzieć, byś wsiadł do tego cholernego pociągu? Spójrz na bilet. Popatrz, taki byłeś pobożny i dostałeś bilet. Imienny! Wszyscy dostaliście bilety.  A ja żyję, chociaż piłem wodę skażoną przez anioła śmierci!  A tak, piłem!  To było w twoim domu, zaraz po tym jak żandarm poczęstował cię kulką.

Nie wiem czemu los mnie oszczędził. Uwierzyłem we własne siły. Uciekłem, chciałem żyć, chciałem wrócić kiedyś do Marii.

Obiecaj, że wsiądziesz do pociągu i że przestaniesz wtrącać się w moje sprawy. Czuję twoją obecność każdego dnia. To ty zdawałeś za mnie egzaminy, ty pomagałeś kreślić plany domów. Odejdź Aronie raz na zawsze! Nie pragnę wielkich sukcesów i splendoru – ucieszy mnie życie skromne i spokojne, pośród gromadki dzieci. Życie na własny rachunek i według własnego uznania. Nie troszcz się o mnie więcej! A jeśli już tak bardzo chcesz mi pomóc, to zrób tylko jedną rzecz. Powiedz, gdzie jest Maria.  Wiesz co z nią?

Zniknęli. Wszyscy!   Z zimna tak się trzęsiesz, czy ze strachu? Zauważyłeś ten gest Arona? Nie wiedział, czy tylko powiedzieć nie chciał?


List w butelce

Mnóstwo rzeczy kryje w sobie ziemia. Rzeczy chowanych w obliczu takiego czy innego zagrożenia. Czegoś najwyraźniej bali się Niemcy w 1943, równając z ziemią KL Treblinka i sadząc na nim łubin.

Większość mieszkańców Miasteczka trafiła właśnie do tego obozu. Pociąg wjeżdżał na stację i nie mijało więcej jak dwadzieścia minut, a drzwi komory gazowej zamykały się za plecami jego pasażerów. Tylko kilku Żydów z Miasteczka wylądowało w Auschwitz. Tam bywało, że człowiek  dostawał trochę więcej czasu  na refleksję i na pewne drobne gesty. Jakiś kamyk cenny, pierścionek, okulary, ukryte w ostatniej  chwili w ziemi – drobny przejaw buntu  wobec oprawców, czynionego w ostatniej godzinie.

Rozmaite rzeczy kryje w sobie ziemia. 

Przed paroma laty znaleziono w Miasteczku butelkę, w której znajdował się list oraz dwie obrączki. Leżała w sieni drewnianego budynku przeznaczonego do rozbiórki. Płytko, może trzydzieści centymetrów pod powierzchnią.


Mój miły!

Brakuje mi słów by opisać moje szczęście. Miesiące i lata rozłąki zostaną nam wynagrodzone.

To była straszna niepewność. Widok Twojej obrączki, przyniesionej przez sąsiada, pana Wrońskiego, początkowo przeraził mnie. Ostatecznie jednak uznałam to za znak, że spotkamy się wkrótce.


Od tamtej pory czekałam coraz bardziej niecierpliwie, ale ufałam w nasze szczęście. I doczekałam się. Tej mroźnej styczniowej nocy pachniałeś wódką i machorką. Oddałam się bez namysłu. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że to byłeś Ty! Rano odszedłeś z resztą sołdatów, mieliście swoją robotę, rozumiem to. Goniliście Niemców, aż tumany śniegu wzbijały się za nimi w powietrze
.

Lada chwila spotkamy się znowu.  Będziemy razem po kres czasu, obiecuję.

Wybacz, dziecka nie urodzę.

Na zawsze Twoja
Maria

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Roza_Kowalczyk · dnia 04.02.2014 05:37 · Czytań: 1960 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 15
Komentarze
henrykinho dnia 04.02.2014 17:56
Istnieją takie utarte banały, którymi człowiek czasami podpiera się, gryzmoląc swój komentarz pod czyimś tekstem; że ach, klimat wyborny, że och, atmosfera zasysa aż po sam nieboskłon... Ale w tym przypadku nie da się stwierdzić inaczej, bo styl pisania świetnie wpisał się w nastrój wojny, tajemnicę zaklętą w butelce, dramaty ludzi z różnych stron konfliktu. Skleił te wszystkie wydarzenia w fajnie spasowaną całość, wobec czego ten klimat należy wręcz nazwać wybornym.
To też nie jest tak, że każdy opis, każdy fragment czyichkolwiek wypocin traktujący o koszmarach wojny, Oświęcimiu oraz ludzkiej podłości, wywołuje dreszcze i z miejsca skłania do nostalgii czy też nocnych przemyśleń. Trzeba jeszcze to umiejętnie, oryginalnie podać – i właśnie to, co zaznaczam z ochotą, otrzymałem.
Bardzo dobre, skłania do zapoznania się z pozostałymi dziełami autorki.
pozdrawiam
al-szamanka dnia 04.02.2014 18:23 Ocena: Świetne!
Czytałam z zapartym oddechem.
A w momencie, gdy zrozumiałam treść listu z butelki, po prostu mi się załkało.
Doskonale napisany tekst, poruszający... cóż tu dużo mówić - świetny!
mede_a dnia 04.02.2014 20:29
"Ponoć spokoju zaznać nie możecie, bo łzy nikt po was nie uronił. Odjeżdżajcie pierwszym pociągiem, nikt po was płakać nie będzie" -

- nieprawda, są goje, którzy ubolewają wraz ze starym Żydem Antonim Słonimskim z matki Goldman, że "Nie masz już, nie masz w Polsce żydowskich miasteczek", których klimat odnalazłam w Twoim opowiadaniu. I zabieram go z sobą.

Niestety, bez narratora i Marii. Zwłaszcza Marii, zgwałconej przez prującego na Berlin Sowietę, w którym - dla zaprzeczenia hańby - widzi swego żydowskiego ukochanego. Ja wiem, to psychologicznie możliwe, samobójstwo też, i ta przewrotność losu, że ten, który miał zginąć - ocalał, a ta, co żyć miała... Ale ja jakoś w tej butelce z obrączką przekazaną przez sąsiada i listem zakopanymi w ziemi nie czuję prawdy. Wybacz, bo pięknie piszesz. Wybacz. Pewnie to moja wina. A może wielu tysięcy stron przeczytanych na temat holocaustu.
mike17 dnia 04.02.2014 20:58 Ocena: Świetne!
Jeden z najlepszych tekstów, jakie tu ostatnio czytałem.
Aura wspomnień, ból w nich zawarty, ale i nuta lirycznego zapatrzenia się w czas, co "już jeno zwidem jest", bardzo intensywne monologi narratora, to wszystko dręczy i nie daje spokoju, stawia utwór w pozycji czegoś, wobec czego obojętnie przejść się nie da, za dużo emocji, za dużo tego "człowieczeństwa", które wyziera z każdego niemal zdania, gdzie smutek i nostalgia są za głównych bohaterów...
I ta miłość beznadziejna, wojną przerwana.
Ileż takich historii zapisał Los na swych kartach.

Bardzo poruszył mnie list w butelce.
Jakże zdesperowaną i nadal kochającą musiała być Maria, by dopuścić w przypływie irracjonalnego pragnienia do spontanicznego aktu kopulacji z śmierdzącym Krasnoarmiejcem.
Jakże kobieta potrafi pragnąć bodaj tej namiastki czułości i oddać się byle komu.
Jednak wzmianka o dziecku jest bardzo oczywista - chwila zapomnienia to nie reszta życia.
Ta pierwsza, prawdziwa miłość przeżyła, choć w całej swej brutalności życia dziecko sołdata nie ujrzy tego świata...
Bardzo brutalny tekst, jakby życie za życie, jakby śmierć za śmierć.

Jednak to piękny utwór.
W całym smutku i okrucieństwie jarzy się iskrą prawdy - takie były czasy, kobiety czekały, ich ukochani nie wracali, a armia radziecka, jak to było na przykładzie bodaj Gdańska, zgwałciła wszystkie kobiety, jakie im się udało.
Wojna nie zna się na żartach.
I ten ten tekst jest tego wyrazem - odarty z sentymentów i niepozostawiający złudzeń.
mede_a dnia 04.02.2014 21:32
"Jakże zdesperowaną i nadal kochającą musiała być Maria, by dopuścić do spontanicznego aktu kopulacji ze śmierdzącym Krasnoarmiejcem"- naprawdę, Mike, myślisz, ze to był spontaniczny, dobrowolny akt?

Musiałam wrócić, Rozo. "Pięknie piszesz"- stwierdziłam w komentarzu. Rozszerzę. Pod względem literackim - znakomicie. Bardzo interesujący zabieg narracyjny. Przez chwilę nie wiedziałam, kogo prowadzi ze sobą narrator. Przez chwilę, póki MNIE nie wziął za rękę. Poszłam drżąca. I jak wspomniałam, odnalazłam się w judaikach, holocauście, emocjach bohatera. Czułam prawdę. Głębię. "Czasu kurz" na dotknięcie dłoni.

A potem zazgrzytało. Tak, to wina literatury faktu, dotyczącej II wojny światowej, której przez życie zgłębiłam naprawdę w imponujących ilościach, zwłaszcza dotyczącej holocaustu. W jej świetle samobójstwo Marii, bo ono jest jednoznaczne: "Lada chwila spotkamy się znowu. Będziemy razem po kres czasu, obiecuję", wydało mi się takie, takie... nie wiem jak nazwać, nieprawdziwe? Tak jakoś. W obliczu tego, jakie tragedie dotykały wówczas ludzi, którzy mimo wszystko kurczowo trzymali się życia, ten efekt pojedynczego gwałtu wydaje mi się... znów nie wiem, jak to określić... Jakby Ci, którzy doświadczyli tysiąckrotnie większych potworności, a chcieli mimo wszystko żyć, byli... gorsi. Te matki, które na rampie w Oświęcimiu nie przyznawały się do swoich dzieci, bo wiedziały, że z nimi śmierć; ci ojcowie, żydowscy policjanci, którzy pakowali do pociągów własne rodziny i nie wsiedli z nimi; te dzieci zostawiające na pastwę losu swoich starych rodziców, by przeżyć; te Niemki z Prus gwałcone przez tabuny krasnoarmiejców, rodzące i kochające swe sowieckie bękarty... Mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi.

Pozdrawiam serdecznie i przepraszam za ten mój zamęt.
mike17 dnia 04.02.2014 21:43 Ocena: Świetne!
Ja myślę, że w kontekście tego akurat utworu nie ma wzmianki o gwałcie w całej jego brutalności, inaczej byłby drastyczny opis, a tego brak, słowa "oddałam się" są tak czytelne, nie mówią o agresji płciowej, że ja rozumiem je - "sama tego chciałam", choć każdy wie, że sołdat i tak brutalnie by swoje wyegzekwował, ale jeśli kobieta mówi, że się komuś oddała, to w tym stwierdzeniu jest jej mniej lub bardziej świadoma decyzja, by tak się stało, choć wiemy, że w tych okolicznościach jej wola mało obchodziłaby sołdata.
Wyczułem tu tę piekielną tęsknotę za bliskością, z nim, jednakże przyjęła ona tutaj wynaturzoną formę...
Kobiety są nieobliczalne, zwłaszcza kiedy w grę wchodzi projekcja uczuć.
Tu myślę tak było.
Obiekt zespolenia był dziełem przypadku, ona w tamtej chwili była z ukochanym, potem podjęła decyzję o dziecku...
Roza_Kowalczyk dnia 04.02.2014 22:03
Dziękuję za wszystkie uwagi do tekstu. Mede_a, za nic nie przepraszaj. Spodziewałam się, że to opowiadanie spotka się z dużo poważniejszymi zarzutami...

Może zacznę od tego, że w dzieciństwie mieszkałam w miasteczku opisanym w opowiadaniu. Dopiero jako dorosła osoba zrozumiałam dramat ludzi, którzy stanowili mniej więcej połowę jego populacji. Pomyślałam, że taki gest w postaci powyższego tekstu będzie jakimś drobnym hołdem dla nich, a przy okazji będzie okazja do zapoznania obecnych mieszkańców Miasteczka z jego trudną historią (młodzi ludzie naprawdę nic o niej nie wiedzą; opowiadanie chcę opublikować na pewnym lokalnym portalu). Jeśli chociaż częściowo udało się te cele osiągnąć, to znakomicie. Z pewnością moja wiedza na temat zachowań ludzi podczas wojny jest dużo mniejsza niż Twoja, Mede_a.

Co do Marii - chyba pozwoliłam za bardzo tej sytuacji usamodzielnić się - patrzyłam na nią "z boku". Może pewien defekt mojego umysłu, polegający na tym że jest on bardziej męski niż żeński, spowodował, że że ja i Maria trochę pobłądziłyśmy... Mike_17, wydaje mi się, że Maria została postawiona w sytuacji bez wyboru jeśli chodzi o tego Krasnoarmiejca, dlatego szybko zamknęła oczy i pozwoliła pracować wyobraźni...

Ja również pozdrawiam serdecznie!
mede_a dnia 05.02.2014 06:07
Droga Rozo, piękna intencja ze strony tak młodej jak Ty dziewczyny. Ocalić od zapomnienia Naród, z którym Polacy koegzystowali przez wieki, a którego już nie pamiętają, co najwyżej, najczęściej przywracają jego pamięć w malowanych na przystankach, stadionach gwiazdach Dawida na szubienicach i w napisach "Jude raus" oraz w tysiącach internetowych komentarzy wybitnie antysemickich, wstrętnych, podłych, w ciągłym tropieniu Żydów w przestrzeni publicznej, czego choćby dowodem niesmaczny minidramacik, jeden z ostatnich tekstów na Portalu. Tym bardziej Twój pomysł zasługuje na pochwałę.

Moim zdaniem - przyczyną wszystkich nienawiści jest niewiedza. Gdy byłam młodą dziewczyną denerwowały mnie docierające informacje o żydowskich pretensjach do Polaków. Jak to - przecież wśród nas najwięcej Sprawiedliwych, przecież ginęliśmy za pomoc, ukrywanie Żydów, przecież od Kazimierza Wielkiego, jak nigdzie w Europie... Dziś rozumiem - bo wiem, jak też bywało.

Tak - pokaż swej społeczności, że i młodych to obchodzi, że po ich ulicach w jarmułkach chodzili starozakonni, że mieszkali w ich domach, handlowali w ich sklepikach i kochali ich dziewczęta. Weź w podróż po sztetl, w którym dziś pewnie nie ma już żadnego Joska czy Srulka ani Hannah. Ale licz się z tym, że pod Twoim tekstem na lokalnym portalu nasłuchasz się obelg, może nawet ktoś nazwie Cię żydowską suką. Takich zarzutów i TU się obawiałaś?

Może tylko przemyśl jeszcze końcówkę, by przynajmniej była bardziej jednoznaczna.

Jeśli kiedyś trafisz na "Czy ja jestem mordercą" C. Perechodnika, przeczytaj koniecznie. To o Żydach z Otwocka z ilustracjami miejsc. Książka niezwykła, pamiętnik żydowskiego policjanta z getta, który też nie przeżył holocaustu, mimo że robił wszystko, by mu się udało - pisana na gorąco. Dla mnie w ogóle jedna z najbardziej wstrząsających, jakie przeczytałam.

Serdeczności, wrażliwa Dziewczyno.
labedz dnia 05.02.2014 10:45 Ocena: Świetne!
Niezły zabieg literacki, fajnie obrany sposób na prowadzenie narracji. Wciąga. I zmusza do patrzenia na to, na co nie chciałoby się nigdy patrzeć. Taka narracja... drugoosobowa.
Poza tym bardzo dobrze, że nie epatujesz brutalnością. To znaczy, dosadnie powiedziane jest to, co dosadnym być powinno, ale umiesz wyważyć odpowiednio balast. Kawał dobrze napisanego tekstu. Na ważny temat. I w świetnym stylu. Brawo.
Roza_Kowalczyk dnia 05.02.2014 11:21
Dziękuję labedz. Ta narracja to było pewne wyzwanie, cieszę się, że chyba udało się napisać tekst w miarę sprawnie.

Mede_a, mam nadzieję, że chociaż trochę tej nienawiści da się zwalczyć, chociaż przeczuwam, że czasy idą trudne (bez wchodzenia głębiej w politykę). Obelgi - aż tak bardzo się ich nie boję - mam wrażenie, że wystarczy napisać w sieci cokolwiek rozsądnego, a natychmiast lecą obelgi; i niestety, ludzie rozsądni często unikają pisania np. na forach sieciowych (bo jak inaczej wyjaśnić okropny poziom dyskusji tam panujący). Dziękuję za uwagi - przemyślę tę końcówkę, a Perechodnika już szukam.
pablovsky dnia 05.02.2014 13:32 Ocena: Świetne!
henrykinho napisał:
Istnieją takie utarte banały, którymi człowiek czasami podpiera się, gryzmoląc swój komentarz pod czyimś tekstem; że ach, klimat wyborny, że och,


Uśmiechnąłem się. Może i istnieją podobne formy wypowiedzi, ale czy to banały? Sam nie wiem. U mnie to jest tak, że nie lubię gryzmolić bez sensu. Jak się podoba, to piszę, jeśli nie - również staram się nie czarować, nie lubię oszukiwać "dla zasady" ;) Ale rozumiem, że przecież nie o to chodzi. To tak na marginesie.
Powyższa historia rzeczywiście dobrze ułożona. Nie dziwię się komentatorom, że wysoko oceniają tekst.
Wspomnienia, powrót do przeszłości, temat dotyczący tamtych lat - zawsze będą wywoływać emocje, bardziej i mniej pozytywne. Kwestia przede wszystkim odpowiedniego ukazania wydarzeń, Ty zrobiłaś to w sposób niekonwencjonalny i z pewnością to świetny zabieg.
Pozdrawiam.
Usunięty dnia 11.02.2014 20:31
Od wczoraj szukam właściwego słowa i chyba "objawienie" jest najwłaściwszym.
Piszesz doskonale i co więcej, masz tego świadomość. Gdyby tak nie było, nie potrafiłabyś trafiać w serducha. Tniesz do przodu jak ten załadowany po brzegi ludzkimi emocjami pociąg, budując niesamowitą atmosferę.

Piękny, bogaty język i perfekcjonizm stylistyczny.

Jeśli idzie o wiarygodność, to nikt z nas nie jest w stanie tego ocenić, bo nie pozwala na to nieprzewidywalność ludzkiej natury z obliczu zagrożenia. Wręcz przeciwnie. Myślę, że dotknęłaś tej strony monety, o której nie śpiewa się wzniosłych pieśni. Bo któż z nas wolałby zera od bohatera? Tym bardziej brawo za odwagę. Chociaż nie ukrywam, że słabość bohaterki lekko rozczarowuje.


Cytat:
jakiś scep­ty­cyzm w tym co mówię?

podwójna spacja

Cytat:
przez okno. Tam obok stała

j.w.; masz ich sporo w całym tekście - przeleciałabym go na Twoim miejscu pod tym kątek, bo mnie, na przykład, trochę to łaskotało w stopy

Cytat:
Spra­wę mam. Po­roz­ma­wiać przy­je­cha­łem.

j.w.

Cytat:
na pomoc całej spo­łecz­no­ści .

zbędna spacja przed kropką

Cytat:
nikt nie mógł się do­wie­dzieć ,

przez przecinkiem też

Cytat:
ja­kieś nie­przy­jem­ne myśli ? Kto

przed znakiem zapytania

Cytat:
nikt po was nie uro­nił. Od­jeż­dżaj­cie pierw­szym po­cią­giem, nikt po was

wpada

Cytat:
Czas na cie­bie(,) Aro­nie


Cytat:
Odejdź(,) Aro­nie(,) raz na za­wsze!

Cytat:
Bra­ku­je mi słów(,) by opi­sać moje szczę­ście.
Usunięty dnia 17.03.2014 19:42
zgrzyty -

- to tylko transformator rezonuje gdzieś w oddali (pieśń transf. nie pasuje do klimatu... całości)

- mogłeś liczyć na pomoc całej społeczności (i znowu - zaciąga socjologią a jest lirycznie)

- przestrzegać wszelkich norm z religii wynikających (jak wyżej - skoro język całości "nie rości sobie pretensji", to "normy religijne" są z innego świata)

- łapałem żaby i nadmuchiwałem je przez słomkę. Podarowałem Marii obrączkę, a zaraz po tym podzielono miasto na część żydowską i aryjską. (jakoś nie widzę tego romantycznego spotkania w cieniu nadmuchanych żab, sic!)

okulary, ukryte w ostatniej chwili w ziemi (tu się trochę miesza - bo jest tak, jak gdyby oni te okulary ukrywali po wyjściu z pociągu - w drodze do komór... a to raczej trudno sobie wyobrazić...

list M. - mnie to nie gra zupełnie... sorki, ja prosty człowiek jestem i nie widzę miejsca na podobne pomieszanie porządku - że zgwałcił Ruski a ona miała impresję, że to utracony kochanek - dla mnie to się tłumaczy jedynie chorobą... co nie jest wykluczone, ale przesuwa tekst w zupełnie inny wymiar... chocia może i o to szło - duchy, choroba... niech bedzie...

ale...

tekst się podoba mi się!

poważnie - jest klimat, proste zdania, które wyciskają z rzecywistości "jakąś prawdę"...

nie lubie o zagładzie - bo to tak rzuca na kolana... takimi truizmami nasączone... wyciska łzy urzedowo... przez to łatwo, obowiązkowo... ja w każdym razie prawie zawsze ryczę...

ale to przecież tylko moje uprzedzenia...

reasumujac - TEKST MI SIĘ PODOBA!!!...

masz feeling, pióro idzie, klimat narasta... jest napięcie... są kontrapunkty... jest inteligencja... jest zakończenie, które niesie nowy horyzont całości...

słuchaj - MASZ TALENT!!!

gratuluję
al-szamanka dnia 11.05.2014 22:13 Ocena: Świetne!
Rozo, mam wrażenie, że zadebiutowałaś po raz wtóry na PP, tym razem jako Krzysztof Półtorak:)
Niepotrzebnie udawałeś kobietę;) Twoje teksty mówią same za siebie.
http://swieccyzydzi.pl/krzysztof-poltorak-pod-skrzydlami-arona
Roza_Kowalczyk dnia 12.05.2014 10:02
Hej Szamanko! Nie mam pojęcia do czego była potrzebna mi ta konspiracja - pewnie wynikała z braku pewności odnośnie własnych umiejętności. Za wprowadzenie w błąd przepraszam. Zapadła jednak decyzja - pozostaję przy dotychczasowym koncie - mam już trochę komentarzy zebranych. To drugie już zostało skasowane.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zola111
27/01/2022 00:42
Bardzo słuszne skojarzenie, Inesko, rumaki i poezja nie… »
bruliben
26/01/2022 23:34
Oj tak Wiolinie, Czasem jest szczodra, innym razem skąpa w… »
pociengiel
26/01/2022 23:25
dzięki, no bywa »
Wiolin
26/01/2022 21:51
Witaj Niczydarze. To "MY" ma wymiar za… »
Wiolin
26/01/2022 21:29
Witaj Pociengiel. Nie potrafię tegoż wiersza sformatować,… »
Wiolin
26/01/2022 21:16
Witaj Bruliben. O jak fajnie to ująłeś...Ona ma to do… »
valeria
26/01/2022 21:13
wiersz fajny, otwierają się horyzonty, warto je zbilansować… »
Wiolin
26/01/2022 21:09
Witaj Florianie. Za mądrze i za wiele politycznie.… »
Wiolin
26/01/2022 20:39
Witaj Florianie. Ty tak po nowemu...Licowanie podpowiada… »
Wiolin
26/01/2022 20:15
Witaj Julando. No nie wierzę....Zapewne minęły 4 lata od… »
Yaro
26/01/2022 20:02
Najważniejsze by w życiu być człowiekiem. Szarość jest… »
Wiolin
26/01/2022 19:56
Witaj Zolu. Tak naprawdę boję się tej inności. Jestem… »
Wiolin
26/01/2022 19:35
Witaj Ewuniu. Rzeczywiście pieśni kojarzą mi się z Rosją,… »
OWSIANKO
26/01/2022 16:26
rzeczywiście, poezja pisana prozą »
OWSIANKO
26/01/2022 16:13
Dziękuję, Afrodyto. »
ShoutBox
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 20:04
  • Dobra, wystarczy tej gadki o niczym.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:58
  • A to zależy co się założy. Ja czasem wolę zapytać Nikogo, niż gadać z Bylekim-ś.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:56
  • Jakże ja bym chciał tak skasować, ale nie mam kogo i za co.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:54
  • A ja, z założenia, nie pytam nikogo o nic.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:52
  • Gdybym wiedział o co chodzi, to bym się nie pytał Kogoś, ale Nikt nie odpowiada. A że jestem Niewiedzący, to pytam i Wiedzących.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:45
  • Skasowałam. znów włączyła mi się autocenzura.
  • ApisTaur
  • 20/01/2022 18:43
  • Obie miejscówki leżą niedaleko Gdzieśtam.
  • ZielonyKwiat
  • 20/01/2022 18:41
  • A ja znam takich z Znikąd. to chyba niedaleko od Nikąd.
Ostatnio widziani
Gości online:39
Najnowszy:UrszulaPienkowska
Wspierają nas