Człowieczy odruch II - spawngamer
Proza » Miniatura » Człowieczy odruch II
A A A

- Judasz był umiłowanym Jezusa!

- Przestań! …

- A pomyślałeś, że spełnił mu nadaną rolę? On został wybrany przez Chrystusa aby go oddał w ręce oprawców. Myślę, że to było wyraźne życzenie Jezusa. Jeżeli nie byłoby Judasza nie byłoby ofiary syna Bożego. Nie byłoby aktu odkupienia ludzkości. On wiedział, że odtąd będą go opluwać, szydzić i złorzeczyć na dźwięk jego imienia. Mimo to się poświęcił, w imię Chrystusa. Nie dla pieniędzy, nie bo kierował nim szatan, tylko dlatego, że wymagał tego od niego jego mistrz.

Dwaj młodzieńcy dyskutowali żywo ze sobą w otoczeniu wierzb, na zieleniejącej się po zimie polanie, obok rzeki płynącej wartkim nurtem za ich plecami skąd dobiegały wesołe głosy czeredy dzieci. Dzień, choć była wczesna wiosna, był słonecznie ciepły, gdzieniegdzie jeszcze mrożący wietrznym oddechem odchodzącej zimy.

Ten dowodzący, że Chrystus namaścił Judasza jako swego powiernika był wysokim, przystojnym młodzieńcem, ledwo osiemnastoletnim, przystrojonym w biel batystowej koszuli z narzuconą na nią kortową katanką i czerń pantalonów. Nie był typem dandysa, ale na pewno podobał się kobietom. Swym nonszalanckim zachowaniem dawał do zrozumienia, że zdaje sobie z tego sprawę. Jego oponent, w lekko przybrudzonej czarnej kamizelce i takich też spodniach, był niewiele od niego starszy, niższy, z młodzieńczym wąsikiem, przystrzyżonymi na wojskowo włosami, prezentował się mniej atrakcyjnie dla płci pięknej. Ale było w nim widać jakąś uduchowioną aurę, która zjednywała uwagę.

- Bluźnisz Klaus. W biblii napisano… - wskazał na trzymaną w prawej dłoni księgę z powiewającą na wietrze jedwabną, niebieską zakładką.

- Ciągle żyjesz tym co napisano – zirytował się drugi chłopiec wyciągając z wiklinowego koszyka pajdę chleba i, zanim odgryzł pokaźny kęs, rzucił – A wiesz przecież, że już od Septuaginty zaczyna się wypaczanie jej znaczeń.

- Wiem co sugerujesz. Ale wiedź, że najwięksi starali się wiernie ją przetłumaczyć. Słowo Boże…

- … które, inaczej brzmi po aramejsku a innego znaczenia nabiera w grece po łacinie i w naszym języku. Czy ty wiesz, że biskup Egede, gdy pisał słownik eskimoskich wyrażeń na samo określenie śniegu przytaczał dwadzieścia różnych znaczeń? Rozumiesz? Dwadzieścia sposobów postrzegania śniegu. I przetłumacz mi to teraz na niemiecki… Biel śniegu, tymczasem oddają siedemdziesięcioma słowami. No, Johann, przełóż te wszystkie odcienie!

- Klaus! –dotąd jakby zbity z tropu drugi młodzian w końcu chciał przedrzeć się przez narzucony mu tok rozmowy. Gniewne uniesienie w głosie trwało jednak tylko chwilę, by ustąpić łagodności – Nie chcę się Tobą kłócić, to nie leży w mojej naturze. Czy to, co piszą w Biblii ma inne odcienie od tego co czytamy po niemiecku, czy źle pojmujemy rolę postaci biblijnych? Może. Ale dla mnie liczy się idea. Bóg to nieskończona miłość i ta idea jest dla mnie najważniejsza. Niezależnie co powiesz, że to nie my chrześcijanie wymyśliliśmy dobro, to właśnie ono sprawia, że Bóg jest moim przewodnikiem, bo zawsze podkreśla jego wagę. I co byś nie rzekł Bóg po prostu jest i tyle. Ze zrozumieniem Boga jest jak ze snem świętego Augustyna o chłopcu muszelką przelewającym morze. Prędzej on przeleje całą wodę niż ja poznam tajemnice Pana… Czyż można pojąć nieskończoność? – zawiesił głos, ale Klaus milczał.

- Chcę być księdzem, bo służenie w imię boże ma na celu ratowanie ludzi od zła. Uratować, choć jedną duszę będzie dla mnie warte wszelkich nagród życia doczesnego. A wtedy…

Przeraźliwy dziecięcy krzyk przerwał gwałtownie ich dyskusję. Obaj zerwali się na równe nogi odwracając się do źródła hałasu. A ten dobiegał znad rzeki.

Woda była zielonkawa od topniejącego śniegu co wyróżniało Inn od czerni Ilz wypływającego z torfowisk i błękitu Dunaju. Kilka kilometrów dalej łączyły się wszystkie trzy w przedziwną mozaikę kolorów.

Jakaś mała postać uciekała w stronę ścieżki do miasta inne stały zbite w masę na brzegu rzeki popiskując, krzycząc coś bezładnie, ktoś podskakiwał, ktoś inny trzymał się za głowę na klęczkach…

- Biegnijmy! – krzyknął Johann i nie czekając rzucił się w stronę dzieci. Trwało to niedługą chwilę. Wpadł między nich i potrząsnął pierwszym z brzegu wyrostkiem

– Co się stało?!

- O tam, tam, wpadł do wody panie…- pokazał palcem na kipiel rzeki. Johann skupił wzrok na spienionej wodzie. Przestraszała silnym prądem niosącym z gór duże kawałki pozimowego lodu. Ciek szumiał nieprzyjaźnie.

Ujrzał malutką główkę.

Dziecko, gdy spadło uczepiło się instynktownie kawałka grubego lodu. Bryła była blisko brzegu zaczepiona o dorodny głaz, ale w każdej chwili moc wody mogła ją znieść na środek a tam los chłopca zdawał się być przesądzony.

- W berka się bawiliśmy. I on chciał się schować za drzewo, poślizgnął się i… - jakaś dziewczynka drżącym od emocji głosem starała się wyjaśnić co się stało. Głos uwiązł jej w gardle a w oczach pojawiły się łzy.

Johann nie wahał się ani chwili. Rzucił się w toń powtarzając w myślach „miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie. Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”.

Zimny odmęt, żelazną obręczą zacisnął się mu na płucach i gardle. Pęcherzyki powietrza uciekały ku tafli wody niczym baloniki uwolnione z ręki dziecka. Przeraźliwy chłód paraliżował ruchy. Mózg przez chwilę, która wydawała się wiecznością zamarł rejestrując tylko ból. Ale Johann nie liczył się ze swym ciałem. Było tylko narzędziem mającym uratować malca. Na szczęście Inn nie była w tym miejscu głęboka. Johann poczuł grunt pod nogami i z całej siły odepchnął się od niego ku zbawczemu światłu powierzchni. Wynurzył się. Złapał ze świstem powietrze. Sekundę może dwie trwało, zanim zorientował się, gdzie jest brzeg ( jęk euforii ) a, gdzie jest chłopiec (ciche pochlipywanie). Był od niego jakieś dwa metry. Znał tego pięcioletniego brzdąca. Jakże był inny w chwili śmiertelnego zagrożenia. Zmoczone włosy przylepione do buzi, twarzyczka sina, usta jak przecinki, rozwarte w niemym krzyku i pełne przerażenia oczy. Dziecinny wzrok wypełniony strachem i nadzieją zarazem.

„Panie daj mi siły” Johann prosił w myślach o łaskę i, mimo że ziąb wypełniał jego członki przerzucił ręce ponad głowę płynąc ku malcowi. Jeden, drugi wyrzut ramion w wodzie równej prawie temperaturze przerębla. Wgniatało mu serce w przełyk. Był od dzieciny o wyciągnięcie ręki.

I wtedy chłopiec przegrał z zimnem.

Oczy zaszły mu mgłą, powieki opadły wraz z głową, wyziębiony organizm poddał się woli żywiołu. Osunął się bezwładnie z lodu w głębinę. Johann zacisnął gwałtownie szczękające zęby i w ułamku sekundy zanurkował w ślad za ciałkiem malca. A ten szedł na dno z rękami uniesionymi nad siebie jakby w pożegnalnym geście, z włosami ułożonymi w przedziwny wzór, niczym podwodne rośliny bujane pływami, oczy miał zamknięte, bezwolne ciało opadało, wokół cisza…

„Bóg jest dla nas ucieczką i mocą: łatwo znaleźć u Niego pomoc w trudnościach”. Muszę go złapać, nim zejdzie niżej, nie dam wtedy rady – przeleciało mu w głowie.

„Przeto się nie boimy, choćby waliła się ziemia i góry zapadały w otchłań morza”. Energicznie wbrew bólowi rozdzierającemu ciało przedzierał się ku chłopcu. Był tuż przy, nim, ale ten nadal tonął. Lewa ręka była najbliżej jego ubrania.

Chwycił.

Pękły guziki i ciałko poczęło się wymykać z ubioru zmierzając ku czerni.

„Niech wody jego burzą się i kipią, niech góry się chwieją pod jego naporem: Pan Zastępów jest z nami, Bóg Jakuba jest dla nas obroną”.

Nadludzkim wysiłkiem zdzierając paznokcie wbił się drugą ręką w jego tułów. Z całej siły mielił w miejscu wodę nogami chcąc przerwać swe oraz chłopca opadanie. Czuł jak trzeszczy mu kręgosłup, jak ból z mięśni i stawów świdruje mózg… Szamotał się pod wodą niczym stado ryb zaskoczonych rybacką siecią.

Wreszcie drgnęli i wynurzyli się nad zwierciadło wody. Znów łyk powietrza w pragnące go płuca. Zaatakowały go dźwięki - szum wody, wrzaski radości tych na brzegu. Głowa chłopca opadała mu bezwładnie na ramię. Obrócił się na plecy holując go pod pachy, Klaus wbiegł na płyciznę mocząc nogawice i wyszarpnął dziecko ze zmęczonych rąk kolegi. Przeniósł je delikatnie w ramionach na trawę i przykrył natychmiast swym górnym odzieniem.

Wszyscy pochylili się z troską nad chłopcem.

Johann wygramolił się z wody ciężko dysząc. Wiedział, że to nie koniec walki. Chciał biec, ale mocy starczyło mu tylko na pijany krok. Odsunął pierwsze z brzegu gapiące się dzieci i ukląkł przy topielcu. Przemoczone ciałko legło na ziemi niczym szmaciana lalka. Był nieprzytomny. Dzieciaki w milczącej grozie półkolem otaczały chłopczyka i mężczyzn. Johann dygocząc z wychłodzenia nerwowo podnosił ręce chłopca trzymając je za nadgarstki a Klaus badał puls. Kiwnął głową na tak. Chłopiec miał słabo wyczuwalne tętno.

Nagle ktoś roztrącił gapiów i z dzikim wyciem osunął się na kolana. Johann poznał ją od razu. To była Klara, pomoc domowa z jego rodzinnego domu. W jej wzroku dostrzegł cień szaleństwa. - Boże, nie jego! – krzyczała spazmatycznie i przywarła twarzą do nóg dziecka. Johanna przeszył ból tej kobiety. Wiedział, że straciła już trójkę dzieci. Gustaw, Ida i Otto odeszli nie skończywszy nawet dwóch lat. „Panie! Nie pozwól tej kobiecie cierpieć ponownie! Daj mu żyć aby cieszyć matczyne serce!”. W duchu wznosząc modlitwy do Boga działał dalej. Wsadził palce dłoni głęboko do gardła aby spowodować odruch wymiotny.

Nic.

Jeszcze raz, obrócił go na lewy bok. Znowu próbował usunąć wodę. Wiedział, ze każda sekunda przechyla szalę w stronę śmierci. Nic się nie zmieniało.

- Nie pozwolę! – krzyknął wreszcie znów obracając go na plecy i naciskając rytmicznie klatkę chłopca. Nie poddawać się, nie! Gromada radośnie jęknęła widząc jak chłopiec odksztusza zawartość jaka zaległa w płucach i wymiotuje wodą. Łapiąc spazmatycznie powietrze, wreszcie poruszył się samodzielnie zgiął powoli rękę aby się podeprzeć. Ludzie zaczęli klaskać i wiwatować. Matka chłopca wczepiła się Johannowi w poły mokrego surduta płacząc nadal, ale już z radości całowała jego ręce dziękując mu wylewnie. Ten zaś usiadł na ziemi, skarlał, skulił się, strząsnął z siebie całe napięcie i poczuł straszne zmęczenie.

- Zmieniłeś przyjacielu bieg historii… - Klaus wpatrywał się w niego w pełnym skupienia podziwie, kładąc rękę na jego ramieniu – Gdybyś go nie uratował to… - zawiesił głos i uśmiechnął się ledwo kącikami ust.

Johann wyrzekł zaś cicho: - Dziękuję Ci Panie. Mam nadzieję, że szansę jaką mu dałeś wykorzysta aby nasz świat uczynić lepszym.

- Sprawdzę czy z nim na pewno wszystko dobrze, spytam jak się nazywa – Klaus klęczał przy dziecku i cucił go klepiąc dłonią po policzkach. Te powoli się zaróżowiały. - Chłopczyku jak ciebie zwą? – pytał z troską.

Ten zakasłał po raz kolejny. Rozglądał się ze zdziwieniem po twarzach wszystkich stojących nad, nim ludzi, zatrzymując wzrok się na dłużej zaskoczony nad twarzą zapłakanej matki. Chyba nie pamiętał co się stało. Poznał syna właścicieli domu, w którym służyła jego matka Klara. Pan Kuehberger, który mu tak pięknie opowiadał o Bogu, był tak jak on cały przemoczony. Na, nim zatrzymał swe spojrzenie. Odkaszlnął i odrzekł.

- Adolf proszę pana. Adolf Hitler.

Tłumek znowu wydał okrzyk uciechy. Jego umysł nie odniósł uszczerbku.

W Passau roku pańskiego 1894 nie odnotowano już więcej mrożących krew w żyłach zdarzeń.

Tylko lato tego roku było wyjątkowo deszczowe i brunatne.

A Johann Kuehberger został księdzem i nigdy już nie wrócił już do rozmowy czy Judasz był wybrańcem Boga.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
spawngamer · dnia 27.02.2014 19:10 · Czytań: 1011 · Średnia ocena: 4,67 · Komentarzy: 18
Komentarze
mede_a dnia 28.02.2014 06:15 Ocena: Świetne!
Przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem. Problematyka moralna, to co w literaturze lubię najbardziej. Tekst poruszający, niepokojący, nie pozwalający przejść obojętnie obok. Dlatego na pewno tu wrócę, bo teraz, niestety, muszę szykować się do pracy. Pozdrawiam i daję: Świetne, mimo... ale o tym potem.
spawngamer dnia 28.02.2014 12:54
Dziękuję bardzo za tak wysoką notę. Mimo mojej dyslekcji ... Ciekawe jakie wrażenia wzbudzi część trzecia.
ajw dnia 28.02.2014 13:16 Ocena: Bardzo dobre
Ciekawy tekst. Dobrze radzisz sobie z prozą. Sprawny język. Kupuję :)
spawngamer dnia 28.02.2014 13:19
Trzymam za słowo - już niedługo w sprzedaży w Biedronce po 17,99. Polecam! ;-)
amsa dnia 28.02.2014 16:19
spawngamer - bardzo mi się podoba. Przy czym dla wyjaśnienia, bo z tekstu to nie wynika - Septuaginta jest tłumaczeniem tylko Starego Testamentu, gdyż Nowy był napisany od razu w grece. Interesujący tekst ponieważ wplotłeś w niego pytania nad którymi głowi się człowiek od zarania swojej świadomości, jego pojmowanie moralności jednostki, skutków uczynków - dobrych i złych - przerzucanie ich na przebieg historii, bo gdyby Adolf był się utopił, to nie byłoby II wojny itd. To jest interesujące, bo dzięki temu można usprawiedliwiać inne czyny, czy raczej zaniechanie tychże, zapomnieć o tym, że każdy z nas odpowiada tylko za siebie, za swoje decyzje i wybory. Taki tekst poniekąd sugeruje, że pojedynczy człowiek ma wpływ na historię. To dosyć niebezpieczne, tak rodzą się systemy oparte na dyktaturze. Ale to tylko dygresja. Gdybyś nie wyjawił imienia chłopca, nie poruszyłbyś też pewnych emocji. Nie był to pierwszy i nie ostatni, którego uratowano. Tekst miałby dla mnie o wiele większą wartość, gdybyś dla porównania próbował utopić dwóch malców, a jeden z nich odegrałby w przyszłości złą, drugi dobrą rolę. Wówczas czytelnik musiałby naprawdę zmierzyć się z przesłaniem konsekwencji takiego postepku.
Ale utwór napisany bardzo dobrze, w napięciu, autentyczny. Podoba się i chętnie przeczytam część trzecią. Ale raczej nie kupię, chyba że zrobisz audiobooka:)

Pozdrawiam

B)
spawngamer dnia 28.02.2014 17:32
Witam
Czekałem na taki zarzut ;-)
Dlaczego nie topiłem dwóch chłopców?
Bo opisałem prawdziwe zdarzenia.
Ksiądz Max Tremmel, przed swoją śmiercią w 1980 roku wyznał, że jego poprzednik w parafii Passau, ks. Johann Kuehberger, będąc młodym chłopcem ocalił tonącego w rzece małego chłopczyka. Miał być nim Hitler. Epizod ten opisała w swej książce "Out of Passau- Leaving a City Hitler Called Home", niezmordowana tropicielka faszystowskich tajemnic w Passau Anna Rosmus- na tyle drążąca temat, że musiała uciekać do USA bo grożono jej śmiercią. Naukowcy sceptycznie odnosili się do tych rewelacji ale odnaleziono gazetę Donauzeitug-Danaube ze stycznia 1894 roku gdzie opisano całą sytuację.
Zmieniłem jedynie wiek przyszłego księdza (był niewiele od Hitlera starszy) porę roku (to było w styczniu) i sposób wpadnięcia do wody ( zarwał się lód). Oczywiście monologi wewnętrzne jak i dialogi jak i dramaturgia zdarzeń to mój wymysł.
W części pierwszej opisałem też prawdziwą historię. Jedyne moje odautorskie dopowiedzenia to dialogi i to co mogli czuć księża przed wywiezieniem na rozstrzelanie.
Historia niesie ze sobą opowieści, które są zdecydowanie ciekawsze niż ludzkie wymysły.
Co do Septuaginty - sztucznie byłoby tłumaczyć to co podniosłaś. Zaś jej zawartość czytano swobodnie jak i Nowy Testament bo greka była obowiązkowa.
Co do Nowego Testamentu - pamiętaj, że to wybrane księgi się w nim znalazły. Doprowadziły do tego zawirowania wczesnego chrześcijaństwa (walki stronnictw).
Apokryf o Judaszu albo Ewangelia Judasza była napiętnowana przez Św. Ireneusza i stąd tylko znana ale koptyjski tekst odnaleziono w nam współczesnych czasach.
Co do dwóch postaw dobry, zły - ona jest już ujęta. Uratowany utopił Europę w morzu krwi. Ratujący ocalił życie i oddał się Bogu...
Część trzecia wkrótce...
amsa dnia 28.02.2014 18:07
spawngamer - to bardzo interesujące, że wydarzenie prawdziwie, ale i tak nie rozwiązuje żadnej kwestii. Bo jak już powiedziałam, że ratowano i złych i dobrych. Jeśli chodzi o Septuagintę - chodziło mi tylko o to, żeby zaznaczyć iż odnosi się do Starego Testamentu, podczas gdy w dialogu jest mowa o przeinaczaniu Nowego Testamentu, który jak wiadomo ma kilka źródeł porównawczych. Nie do końca mogę się zgodzić z
spawngamer napisał:
Co do dwóch postaw dobry, zły - ona jest już ujęta. Uratowany utopił Europę w morzu krwi. Ratujący ocalił życie i oddał się Bogu...

to za daleko idące uproszczenie, bo, jak już powiedziałam, Hitler nie byłby w stanie dokonać tego, czego dokonał, bez tych którzy go popierali, bez tych którzy, chociaż byli przeciwni, woleli zamykać oczy. A w Twojej opowieści jest tylko jedna postawa - dobra. Nie możesz stawiać na jednym poziomie dorosłego Hitlera, jego czynów razem z czynem młodego człowieka, który ryzykował życiem, aby uratować dziecko. A jeśli robisz to w taki sposób, należałoby w takim razie, co? Potępić Johanna? Jego ludzki odruch w tej konkretnej sytuacji? Uznajemy za bohaterów ludzi ratujących życie innym. Nie mamy pewności, czy nie uratowali zboczeńców, morderców czy ''tylko" porządnych ludzi. Powiem coś, co może i oburzy, w tym momencie nie jest ważny ten którego wyrywamy śmierci, ale ten kto to robi. Co będzie potem, jakie życie będzie prowadził uratowany nie zależy od "przypadkowego" bohatera. A z Twojej opowieści wynika, że poniekąd nakłada się na niego taką odpowiedzialność. A on co, za przeproszeniem, Bóg, jasnowidz, prorok? Nic z tych rzeczy, zwykły człowiek i tyle, że miał odwagę narazić siebie, żeby pomóc innemu. Nic więcej do nas nie należy, bo nic więcej zrobić nie możemy.

B)
spawngamer dnia 28.02.2014 18:40
Widzisz mnie bardziej zainteresowały rozważania z kręgu sacrum profanum. Przyszły ksiądz ratuje przyszłego mordercę milionów. A Bóg milczy a nawet powiedziałbym słucha jego modlitw...
Co do Hitlera - masz rację, bez pomocy nie doszedłby do władzy. Ale nie dowiemy się też czy jeśli by go nie było byłby jakiś Hitler Bis?
Myślę, że teza o naszej odpowiedzialności jest ciekawa. Czy wiedząc, że ratujemy przyszłego potwora zrobilibyśmy to? To bardzo frapujące pytanie...
mede_a dnia 28.02.2014 19:04 Ocena: Świetne!
Nie mam za bardzo czasu, bo na weekend dopadły mnie niespodziewane obowiązki. Więc pokrótce i na szybko. Twój tekst dlatego dostał świetnie!, bo 1. skłania do wielu refleksji: zwraca uwagę na problem ewentualnej boskiej predestynacji człowieka do spełnienia określonej roli, znaczenia przypadku czy boskiej zgody na uratowanie potwora, ewentualnej odpowiedzialności za odruch dobra i in. Zmusza czytelnika do zadumy, zatrzymania się, przemyśleń. 2. ma walor edukacyjny - poznajemy mało znaną historię, która zaważyła na losach świata. 3. jest poprowadzona w sposób, który każe iść dalej za słowem i nie pozwala na porzucenie tekstu w połowie dobrym, żywym stylem.

Poza usterkami językowymi, interpunkcyjnymi, mam jedno małe ale..."Osunął się bezwładnie z lodu w głębinę", a wcześniej: "Dwaj młodzieńcy siedzący na piknikowym kocu". Wczesną wiosną, gdy jeszcze lód na rzece - to siedzenie młodzieńców mi nie pasuje.
Masza_ dnia 28.02.2014 19:41 Ocena: Świetne!
Zdaje się, że wymienianym w NT umiłowanym uczniem był Jan, a Judasz był chyba równie stałym w poglądach co pozostali, np. Piotr który zaparł się Jezusa. Trzy lata to krótki okres na przywiązanie ludzi do siebie, a apostołowie dopiero później całym swoim długim życiem potwierdzali to, że należeli do Chrystusa. Na Piotra Jezus "zasadzał się" kilkukrotnie, aby ten zgodził się iść z Nim.

Myślę, że ktoś musiał Go wydać, bo taki był boży plan. Dramatyczne jest to, że stało się przez pocałunek, ale to podobno dlatego, że Jezus potrafił zmieniać wygląd. Kilka miejsc w Piśmie Świętym wspomina o tym.

Fajnie piszesz o wierze w moc Boga. Jest kilka mocnych zdań. Zauważyłeś, że taka wiara jest zazwyczaj ponad ludzkie siły?

Według mnie trochę przesadzone jest rozważanie na etapie dziecięctwa, że oto hodujemy chwast na polu pszenicy. Nikt tego nie wie aż do zbiorów. W każdym razie czuje się jakąś miękkość w Twoim opowiadaniu.
amsa dnia 28.02.2014 19:58
spawngamer - skoro wysłuchuje to nie milczy... Problem polega chyba na tym, że nic nie wiemy i nie mamy możliwości wiedzieć przed, jakie będą konsekwencje. I dobrze. Nadmiar wiedzy szkodzi, nie pomaga podejmować decyzji. Nie wiemy też, jeśli jesteśmy ludźmi wierzącymi, jaki jest zamysł Boga, jako że on powołuje i niszczy narody, wojna jest tylko narzędziem, chociaż celem jest zbawienie. Dlaczego w ten sposób? A skąd mamy wiedzieć, jesteśmy tylko małymi ludźmi, o ograniczonym umyśle, a chcielibyśmy zrozumieć Boga? Wtedy raczej nie byłby Bogiem. A jeśli jesteśmy ludźmi niewierzącymi uznajemy, że los, przypadek tak zrządził (co prawda wtedy wyznajemy(wierzymy) przypadek, ale to już co innego. Jednak i wtedy nie możemy przewidzieć, jedyne co nam zostaje to postąpić słusznie, a jaki to przyniesie w przyszłości efekt? Nie wiemy, czy ta niewiedza nas powstrzyma? A jeśli miałbyś taką wiedzę, czy to by Cię powstrzymało? A może Hitler stał się tym kim się stał, bo jako "dusza artystyczna" uważał (a tak właśnie uważał), że należy dla dobra narodu, dla jego rozwoju przedsięwziąć kroki itd. A wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby został malarzem, gdyby przyjęto go na studia. Więc to nie przyszły ksiądz "zdecydował", ale ktoś wiele lat później. Bo to zły i zazdrosny, mściwy profesor nie dopuścił młodego Adolfa. Ha, mamy negatywny postępek.... Oczywiście żartuję, chcę jedynie wykazać, że nic nie wiemy, to tylko przypuszczenia, gdybanie. Zawsze rodzą się źli ludzie, którzy w imię chorej idei niszczą, zabijają, próbują innych sprowadzić do swojego wyimaginowanego ideału, a jeśli się nie udaje, albo się nie nadają - wytępić. Poczynając od wojen starożytnych po Zatokę Perską. To wszystko ma to samo podłoże, tylko możliwości i narzędzia inne. Stalin, Marks, ten tam w Korei Dżong czy jakoś tak, Mao, zawsze będzie jakiś Hitler. Przyszło mi na myśl, może matki tych tyranów za mało ich kochały, może ojciec za bardzo folgował albo za bardzo dyscyplinował. Jest zbyt wiele niewiadomych. Gdybanie do niczego nie prowadzi, ewentualnie do rezygnacji z bycia uczciwym i dobrym...

B)
spawngamer dnia 28.02.2014 20:02
@ mede_a mnie też uwiera ten piknikowy koc. Dlatego wspominam, że dzień był niespodziewanie ciepły. Chciałem aby zdynamizować treść zerwaniem się z pozycji siedzącej i biegiem do brzegu. Nie wiem dlaczego ale podświadomie odrzucałem, że np. spacerują. Trochę wyszedł z tego kiks to prawda.
Dziękuję ślicznie za wszystkie komentarze. Jeśli zawiodłem trudno jeśli zmusiłem do refleksji cieszę się bardzo.
@ amsa - tekst miał pobudzić do dyskusji. Sądzę, że się udało. Dla mnie nic nie jest jednoznacznie moralnie. Ja nikogo nie osądzam. Podałem tylko pewien przekaz...
amsa dnia 28.02.2014 20:36
spawngamer - zdecydowanie się udało :)

[Masza] - Judasz pocałował, bo było tam ciemno, a sam Jezus niczym specjalnym się nie wyróżniał :) od pozostałych, (to między innymi świadczy o tym, że miał krótkie włosy, w tamtych czasach mężczyźni nosili je na sposób rzymski, czyli krótkie, ap. Paweł pisał, że nieprzystojnie dla mężczyzny jest mieć długie), a taki sposób powitania był przyjęty.

B)
mede_a dnia 28.02.2014 20:46 Ocena: Świetne!
Mnie nie zawiodłeś. Wręcz przeciwnie. Myślę, ze oprócz wspólnych smutnych biograficznych przeżyć i kresowego pochodzenia mamy jeszcze coś podobnego - refleksyjność w naturze. Pozdrawiam.
Masza_ dnia 28.02.2014 21:14 Ocena: Świetne!
Amsa, nie będę kłócić się, bo pewnie dysponujemy taką samą wiedzą na ten temat, czyli PRAWIE żadną :)
amsa dnia 28.02.2014 21:42
Masza - kłócić? od kiedy to fakty o kulturze, ubiorze i zwyczajach są pretekstem do sprzeczek? Z pewnością dysponujemy całkiem sporymi dowodami na ten temat, bo akurat tamte czasy są dość przyzwoicie opisane, sportretowane itd.
A ja napisałam to nie po to, żeby wywoływać dyskusję, co więcej uważam, że niepotrzebnie i wszystkich za to przepraszam.

B)
Ryszard Taxidriver dnia 20.03.2014 14:50
Cytat:
Dwaj mło­dzień­cy sie­dzą­cy na pik­ni­ko­wym kocu dys­ku­to­wa­li żywo ze sobą w oto­cze­niu wierzb, na zie­le­nie­ją­cej się po zimie po­la­nie, obok rzeki pły­ną­cej wart­kim nur­tem za ich ple­ca­mi skąd do­bie­ga­ły we­so­łe głosy cze­re­dy dzie­ci. Dzień, choć była wcze­sna wio­sna, był sło­necz­nie cie­pły, gdzie­nie­gdzie jesz­cze mro­żą­cy wietrz­nym od­de­chem od­cho­dzą­cej zimy.

Pierwsze zdanie strasznie długie, w ogóle opis przyrody mógł być jakoś sprawniej wpleciony w opowieść.
Następny akapit - nie jestem przekonany, że ledwo co osiemnastolatek może podobać się kobietom. Jak już to raczej dziewczynkom.
Cytat:
Tobą
z małej litery.
Cytat:
Wpadł mię­dzy nich
jeżeli wcześniej była mowa o dzieciach to powinno być: Wpadł między nie
Opowieść ogólnie znałem, więc pod koniec zorientowałem się, że będzie chodziło o wspaniałego wodza III Rzeszy, ale trzeba przyznać, że sprawnie zbudowałeś napięcie.
Sporo braków w interpunkcji. Klimat tamtych czasów dobrze zakreślony odpowiednim słownictwem.
Pozdrawiam.
R. Tax.
spawngamer dnia 21.03.2014 13:05
Wzbudziłeś mój uśmiech. Mówisz, że osiemnastolatek nie może podobać się kobietom tylko dziewczynkom? Widzę, żeś wytrawny znawca ich psyche.
Zadam pytanie pomocnicze - mając ile lat podobał się mężczyzna kobietom w końcówce XIX wieku? Można prosić o jakieś źródła tej wiedzy?
Co do reszty masz rację.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Darcon
29/06/2022 10:03
Mocne, bez dwóch zdań, ale też bardzo dobre. Jesteś… »
Darcon
29/06/2022 10:00
Nie wiem, czy poprzednia seria była mniej popularna, ale ta… »
Darcon
29/06/2022 09:06
Bardzo ładne opowiadanie, Joanno, chciałoby się jednocześnie… »
Jacek Londyn
29/06/2022 07:28
"Śpieszmy się dziękować za komentarze, wiersze tak… »
Yaro
28/06/2022 21:41
Świetny film i bardzo dobry wiersz. Pozdrawiam… »
Yaro
28/06/2022 21:39
GUZIKI /Pamięci kapitana Edwarda Herberta/ Tylko guziki… »
Brytka
28/06/2022 21:06
Z podobaniem, pozdrawiam »
Gramofon
28/06/2022 14:39
Dziękuję, cieszę się, że się podobało. Pozdrawiam. »
wolnyduch
27/06/2022 20:48
Msz sens życia, to coś więcej poza przetrwaniem, ale… »
Yaro
27/06/2022 19:09
Jezus chce byśmy się cieszyli, radowali miłość jest radością… »
Materazzone
27/06/2022 17:27
Jak dla mnie zbyt...proste? Może nie, raczej zbyt łatwe w… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:37
Nie lubię żartów z religii (nie twierdzę, że taki był… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:35
Dobrze napisane i fabuła fajna. W obydwu przypadkach sukces… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 09:14
Dzięki! Zawsze miło cię widzieć. Pozdrawiam »
Marian
27/06/2022 07:25
Ciekawie napisane. Zgadzam się z tulipanowką, przeżyła, bo… »
ShoutBox
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
Ostatnio widziani
Gości online:32
Najnowszy:N.drzazga
Wspierają nas