Atomy i głupki (8) - ajw
Proza » Humoreska » Atomy i głupki (8)
A A A
Od autora: Część VIII cyklu "Życie Marcela jako ustawiczne unikanie pokus"


   Sala była co prawda czteroosobowa, ale jedno łóżko stało puste. Matka rozpromieniona jak muchomor z Czarnobyla, opowiadała coś jakiejś starszej pani, leżącej na posłaniu koło umywalki. Dziewczyna, zajmująca łóżko pod oknem, patrzyła na zewnątrz i nie widziałem jej twarzy, tylko burzę rudych loków.

- Marcel, synku – wykrzyknęła matka na mój widok. Ucałowała mnie w obydwa policzki, szczerze wzruszona odwiedzinami.
– Tak na ciebie czekałam… Popatrz – wskazała na swoją słuchaczkę. – Poznajesz? To pani Kwiatkowska. Uczyła cię w młodszych klasach.

Podszedłem do kobiety i przywitałem się niechętnie. Oczywiście, że pamiętałem nauczycielkę, która zabiła we mnie radość współzawodnictwa.

Przez trzy lata podstawówki wygrywałem wszystkie konkursy na najpiękniej prowadzony zeszyt. To były czasy, gdy bardzo zależało mi na akceptacji ojca, a on miał fioła na punkcie kaligrafii. Całe popołudnia ćwiczyłem literki, żeby udowodnić, że jestem w tym lepszy niż Anka.
Kiedy byłem w trzeciej klasie, tuż przed końcem roku, pani Kwiatkowska zachorowała na zapalenie oskrzeli. Wybraliśmy się do niej w odwiedziny: ja, Aldonka i Marek, oczywiście pod opieką mojej starszej siostry. Wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy na przedmieścia Lublina, gdzie w małej chałupince mieszkała nasza kochana pani.

Niczym zmutowane Czerwone Kapturki zawieźliśmy jej produkty, które przygotowały nasze mamy. Pani Cecylia bardzo się ucieszyła. Dała nam lemoniadę i pozwoliła posprzątać w obejściu. W pewnym momencie zachciało mi się do kibelka. Niestety, trzeba było śmigać do drewnianej wygódki, stojącej tuż za jabłonkami. Odważnie skorzystałem z tego przybytku i wszystko skończyłoby się dobrze, gdyby nie to, że na gwoździu, zamiast papieru toaletowego, wisiał zeszyt. Mój zeszyt! Ze zgrozą rozpoznałem swoje gówno warte kształtne literki!
Od tego czasu bazgroliłem jak kura pazurem, a wszyscy dookoła podejrzewali, że cierpię na jakąś chorobę neurologiczną, bo to niemożliwe, żeby w jednej chwili tak bardzo pogorszyło się komuś pismo.

Pani Cecylia na szczęście nie rozpoznała we mnie wymuskanego lalusia z IIIc, a ja byłem z tego faktu bardzo zadowolony, bo złość na autorytet z czasów dzieciństwa, który mnie zawiódł sromotnie, nie przeszła mi ani na jotę.

Dziewczyna spod okna wreszcie odwróciła głowę i popatrzyła na mnie zaciekawionym wzrokiem. Była bardzo ładna.  Bujne, rude włosy okalały jej jasną twarz. Wyglądała na tej sali jak przybysz z obcej galaktyki. Kolorowa i jakaś taka inna, nie pasująca kompletnie do otoczenia. Podeszła do mnie i zapytała krótko:

- Masz fajkę?
- Mówiłam ci, Gabrysiu, że Marcel nie pali – odezwała się w moim imieniu matka.
- Gabi – przedstawiła się, podając mi ciepłą dłoń. Na nadgarstku miała całą masę bransoletek z kolorowych rzemyków, ozdobionych brzęczącymi drobiazgami.
- Marcel –powiedziałem nie odrywając od niej wzroku. Było w niej coś magnetycznego, nie mogłem przestać na nią patrzeć.
Wyszła z sali, a ja długo odprowadzałem ją spojrzeniem.

- To fantastyczna dziewczyna. Miała małe załamanie nerwowe, ale doszła już do siebie. W poniedziałek wychodzi – poinformowała mnie matka.

Nie wiem co mi się rzuciło na mózg , ale zamiast porozmawiać z rodzicielką, do której przecież przyjechałem, pomknąłem za Gabi.

- Zaraz wrócę – rzuciłem w stronę matki.

Dogoniłem dziewczynę i spędziłem z nią dwie godziny na dworze, gdzie poszła się przewietrzyć i wypalić blanta. Nie uległem pokusie, choć miałem wielką ochotę zapalić razem z nią. Była niezwykła, jak jakiś rajski ptak, który nie wiedzieć czemu znalazł się w tym dziwnym miejscu. Dobrze nam się gadało. Gabi skończyła filozofię i lubiła prowadzić dysputy na różne tematy. Przy niej wszystko wydawało się interesujące i godne obgadania.

Matka obraziła się na mnie i kolejne dwie godziny musiałem przekonywać ją, żeby dała spokój. W końcu pogodziliśmy się, wyszliśmy na zewnątrz budynku i wtedy opowiedziała mi, jak bardzo jest wkurzona na Ankę za sprowadzenie pod jej dach „bezwstydnej Ołeny”, która wywiodła jej córkę na moralne manowce.


Mówiła, że początkowo nie podejrzewała co się święci, bo Ołena wyglądała na zwykłą koleżankę. Przychodziły razem do domu i najczęściej siedziały przy komputerze, śmiały się, robiły kolacje. Nic więcej.
Któregoś razu matka przyłapała Ukrainkę na grzebaniu w szafce, stojącej w salonie, ale ta wytłumaczyła się dość sensownie i nie było dowodu na to, że ma jakieś złe intencje. Dopiero podsłuchana przez mamę rozmowa telefoniczna, którą prowadziła bardzo nieprzyjemnie z jakąś kobietą, sprawiła, że matce zapaliła się czerwona lampka. A później to nieszczęsne wprowadzenie się Ołeny i bezwstydne zachowania obu, dolało oliwy do ognia. Pamiętnego dnia Anka poszła po coś do sklepu, a Ołena wyraźnie dała do zrozumienia matce, że jak będzie za bardzo skakać, to poprosi o pomoc kolegów z Ukrainy, którzy uciszą ją na amen. Oczywiście Anka nie uwierzyła w tę historię  i zrobiła karczemną awanturę, która skończyła się wywiezieniem matki do wariatkowa.

- Marcel, ja się boję o Ankę. Przepisałam na nią dom, a ta Ukrainka strasznie nią manipuluje. Uwierz mi, ona nie jest taka, na jaką wygląda. To nie tylko bezwstydna pannica, ale kryminalistka jakaś. Mówię ci synku, uważaj na nią.
- Mamo, będę ją miał na oku – uspokoiłem rodzicielkę, ale prawdę mówiąc uważałem, że przesadza.

Sytuacja, w której znalazła się matka zupełnie ją odmieniła. Lekarka prowadząca powiedziała, że gniew w jej przypadku jest bardzo dobrym objawem, a nawet wielkim przełomem w depresji, bo daje ogromną siłę i energię, której była pozbawiona przez długie lata.

Wieczorem do sali doszła kolejna pensjonariuszka - pani Luiza Ciemięgło, która twierdziła, że pracuje w wywiadzie. Mieliśmy trzymać gęby na kłódki i nie zdradzać nikomu tej tajemnicy.
Podczas kolacji rozmawiałem z Gabi o budowie materii w oparciu o teorię atomów. Gabrysia podniosła łyżkę na wysokość oczu:

- To niewiarygodne… – zaczęła.
- Ta łyżka też składa się z atomów – dokończyłem na tyle głośno, że usłyszała to pani Luiza. Podeszła do nas i rzekła z politowaniem:

- Atomy to maja Ruskie i Amerykany, głupku!

 

                                                                                 Koniec cz. VIII

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
ajw · dnia 05.04.2014 17:11 · Czytań: 960 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 16
Komentarze
mede_a dnia 05.04.2014 17:39
Naprawdę świetny cykl. Już go widzę w księgarniach. Epizod z panią z I-III i wychodkiem - kapitalny! Luiza od atomów położyła piękną kropkę na historii z wariatkowa. Ciekawi mnie, jak pociągniesz dalej. Czekam.
Dobra Cobra dnia 05.04.2014 18:54 Ocena: Świetne!
Jak Ty jesteś płodna pisarka latoś! Brawo! I boska poezyja i konkretna proza - wszędzie dajesz radę.


Droga ajw,

Posysasz potwornie! Ubrechtałem się, czytajac, niczym foka podczas zalotów!


Ten dramat synka, którego pięknie prowadzony zeszyt pani powiesila w kiblu, normalnie przejajco. Ale cóż się dziwić, skoro nikt nie docenia pracy nauczyciela, a rząd ma ją w dupie i nie płaci kokosów za wychowywanie i uczenie tabunów coraz większych głupków, którym tylko chucie w głowie, fejsbuk i upijanie się ponad miarę, kurde.

Gabi - tajemnicza nieznajoma - rozpaliła ogień w mych lędźwiach podczas czytania, gdyż takie spotkania są brzemienne w skutki. Trza by ją tylko oduczyć palić, bo to nie uchodzi kobiecie jarać.

W kazdym razie dramat przed oczętami czytelniczymi rozpościerasz prześliczny i z lekka woniejący nizinami społecznymi.


Przepieknie idziesz, ni ma co!


Słodycz to wielka, czytać i ucztować w jedynm czasie! U Ciebie się to udaje.


Mniam - mlasnął Doco w zachwyceniu.


Pozdrowaśki.
amsa dnia 05.04.2014 19:12
ajw - no widzę, że nieco nam się zmieniła atmosfera, bardziej poważna, a nawet filozoficzna:). Z Marcela wyszedł, że tak powiem, typowy młodzian, który uważa, że baby, a zwłaszcza matki, zawsze przesadzają, bo co to one mogą wiedzieć. Ech, młody on, życia nie zna, to i przeczucia rodzicielki lekceważy. Ciekawe jak to się wszystko skończy... czy tak samo jak zeszyt... Bardzo mi się podoba historia kaligraficzna:), to Ci Marcel, kto by pomyślał, że chłopak miał takie ambicje. I tak brutalnie zniszczone... Jak widać, nigdy się potem nie podniósł, co za trauma...

Pozdrawiam

B)

Cytat:
- Atomy to maja Ru­skie i Ame­ry­ka­ny, głup­ku!
- mają
pablovsky dnia 05.04.2014 19:42 Ocena: Świetne!
Oj, jak dobrze się czyta kolejne opowieści o naszym Marcelku!
Przyzwyczaiłem się, kurde, do tego chłopaka i historii o nim. Gdy kiedyś przestanie psocić i nie będzie już o czym pisać, to co zrobimy? Trzeba się nad tym zastanowić, bo strata będzie niepowetowana!

Dwie sytuacje mocno mnie rozłożyły, że się tak wyrażę!
Widzę, Wesoła Boło, że zaczynasz iść dobrym i odpowiednim tropem, bo fragment o zeszycie w wychodku, to wręcz bomba w stylu naszego wiceprezesa!
Przezabawne to to i urocze! :)

No i Luiza Ciemięgło! Ekstra pomysł!
To jest właśnie ta niewiasta, która pojawiła się w szpitalu w odpowiednim czasie i dołożyła wszystkim! Mam nadzieję, że panna Ciemięgło jeszcze się pojawi w pobliżu Marcelka?

Kolejny raz uraczyłaś nas tutaj tekstem mocno Klubowym i jak Cię nie kochać?

Kochamy Cię, siostro!
Ukłony i Dużo Słońca od Złego Zaskrońca!
Jovovich dnia 05.04.2014 19:54 Ocena: Świetne!
Kapitalny styl i błyskotliwość prównań - jak dla mnie, świetna lekcja i to gratisowa ;)


Cytat:
Matka roz­pro­mie­nio­na jak mu­cho­mor z Czar­no­by­la

:D :D

Dzięki
Pozdrawiam :)
ajw dnia 05.04.2014 22:41
mede_o - o jakże się cieszę, ze nie tylko do mej poezyi zalatujesz, ale i tu wpadasz :)

DoCo - żarówka w lampce mocniej zaświeciła od Twojego chwalenia. Normalnie masz moc. Miło czytać. Urosłam chyba ze dwa centymetry ;) Cieszę sie, że rozumiesz połozenie oświaty w naszym państwie. Buziaki :)

amsiu - nauczyciele ( szczególnie ci z młodszych klas) muszą wiedzieć jak ważnymi są dla takich małych bachorków, które wpatrzone są w swoje panie jak sroki w gnat ;)

Zły Zasie - jako Wesoła Boa wolę nie pokazywać jak ja kocham mego prezesa (i vice prezesa), albowiem gdyż ponieważ mogę Was udusić i połknąć w całości ;)

Jovovich - miło Cię gościć po raz pierwszy :)
mike17 dnia 07.04.2014 19:31 Ocena: Świetne!
Niech ten Marcelek tak często tam nie bywa, bo Luiza Ciemięgło pociągnie mu jeszcze sprzęgło :) a to chopak w miarę w kulturwie osadzon, a dziewki szpitalne mogą mieć pod skórą szatana, oj, tak, a on może Marcelka "do siódmych piekieł pociągnąć", pocięgnąć :) i kiszka będzie blada, ale wciąż ufam, że sprawy się jakoś ułożą.

Ludowe klimaty bez opieki taty, szpital, gdzie co drugi jest Napoleonem albo bodaj Dżejmsem Bondem z Junajted Kingdom, po drodze mamy różne przełomy psychotyczne, dziwno się robi, a i wesoło momentami...

Jakże nie lubię być niepierwszy, ale motyw kibelka to jest mega kozak!
Kozzzzzzzak!
To gwóźdź progamu tego kawałka.
Ale cyrk, szok'n'roll!

Się bawiłem setnie, jak na koncercie Iron Maiden w 1986 roku u mnie na Torwarze :)
Idź tym tropem, a naród podąży za Tobą!
Trza ciągnąć to, co mistrz Bareja zaczął, a my/wy/oni niech ciągną jak...

Piona!
ajw dnia 07.04.2014 22:12
Przy mistrzu Barei to ja jestem cienki Bolek, ale dzięki, Miku, dzięki. Fajnie, ze zajrzałeś i poczytałeś, bo chyba tytuł odstrasza, albowiem niewiele osób tu zajrzało :)
puma81 dnia 09.04.2014 21:58 Ocena: Świetne!
Przeczytałam sobie wcześniej "Ciało...", wiem co to za jedna, ta Ołena, jakim ciałkiem dysponuje, jak omotała Anie i matkę "wysłała" do psychiatryka.
Marcel musi trzymać się na baczności, bo świat same pokusy mu podsuwa. Niedawno przeczytałam, ze jedyny sposób na pozbycie się pokusy to po prostu jej ulec. Ciekawe, nieprawdaż? Ale widzę, ze Marcel dzielnie walczy z podstępną rzeczywistością. Lubię go.
Zgadzam się w pełni. Kapitalny, lekki styl. Co więcej dodać?
Po prostu, PISZ!
ajw dnia 09.04.2014 23:41
pumo - całe nasze życie to unikanie jednych pokus i uleganie drugim. Fajnie, ze wpadłaś :)
Tezet74 dnia 11.04.2014 15:57 Ocena: Świetne!
Demokryt z Abdery przewrócił się w grobie po takim sprofanowaniu teorii o atomach. Poza tym pani Luiza się myli. Atomy mają też Kitajcy, a ich jest ponad miliard.
Czy mi się zdaje czy też Gabi będzie kolejną pokusą Marcela? Ciekawe co z doznańMarcela. e tak... Czekam na kejną niespodziankę, którą nam zaserwujesz.
A swoją drogą to nauczycielka była świnią: używać zeszytu do podcierania?! Cóż za marnotrawstwo tak wysokiej klasy papieru. Jedyne co ją w tym wypadku usprawiedliwia to masochizm. Takie twarde kartki musiały jej dostarczać nieziemskich doznań.
ajw dnia 11.04.2014 17:58
Pani Luiza to się przede wszystkim myli co do swojej osoby, a wiadomo, że owe 'atomy' mają nie tylko Amerykany i Ruskie ;) Myślę, ze zeszyt został bardziej sprofanowany niż teoria atomów ;) A co do doznań pani Kwiatkowskiej, to nauczyciel też człowiek i lubi, gdy mu dobrze ;) hi hi
Wasinka dnia 14.04.2014 11:32
Oj, czyżby się kroił kawałek mafijnego kryminału przy okazji? :)
Historia toaletowa piękna, ale jakże przykra dla Marcelka. To prawdziwa trauma, która mogła spowodować trwałe ubytki w umiejętności piśmienniczej naszego wrażliwego bohatera. Co prawda, miałam nadzieję, że jego wrażenia okażą się ostatecznie przesadzone, czyli anegdotka z miłą panią nauczycielką nie zakończy się podcieraniem, ale cóż... życie to życie.
I wątek maminy - kurka, tutaj to Ci wychodzi dość dramatyczny obraz. Depresja tłumaczyłaby oschłość i beznamiętność matki, o czym wcześniej opowiadał Marcel.

Pozdrawiam spośród deszczu poniedziałkowego.
ajw dnia 14.04.2014 16:57
Wasinko - początkowo miało być tylko wesoło, ale życie to nie bajka, wiec dramatyzują się wątki. Zobaczymy co z tego wyniknie i co jest powodem przypływu energii u szanownej mamusi, bo może depresja nie była depresją, ale sposobem na życie, które straciło kolory?
Wasinka dnia 05.05.2014 20:41
ajw napisała:
Zobaczymy co z tego wyniknie i co jest powodem przypływu energii u szanownej mamusi, bo może depresja nie była depresją, ale sposobem na życie, które straciło kolory?

Jakby to ująć... Jak zwał, tak zwał - fakt pozostaje faktem, że przyczyny nie do końca matczynego zachowania jakieś były, może wcale niemałe i nieco tłumaczące matkę. :) Warto zaglądać głębiej, bo pozory, jak wiemy, mogą mylić.

Pozdrawiam z uśmiechem w rytmie zmierzchającego słońca.
ajw dnia 05.05.2014 22:23
No tak, wszystko ma swoją przyczynę, często tkwiącą bardzo głęboko. Musiała nie być szczęśliwa z tatuśkiem Marcela, bo facet ewidentnie nadużywał ..
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Florian Konrad
19/05/2022 07:04
Dziękuję i również zasyłam pozdrowienia. »
wolnyduch
18/05/2022 23:18
Podoba mi się ten bieg, msz to taki bieg po szczęście, żeby… »
wolnyduch
18/05/2022 23:12
Witaj Galerniku Bardzo dziękuję za czytanie, tym bardziej… »
Galernik
18/05/2022 22:08
Florianie Konradzie - fajne to Twoje floriandzkie pisanie,… »
Galernik
18/05/2022 21:57
Mówisz - masz, wrzucone. "Świder" się to nazywa. I… »
Galernik
18/05/2022 21:49
Przeczytane z przyjemnością. Pozdrowienia :) »
Galernik
18/05/2022 21:47
wolnyduch - dziękuję za wizytę i miłe słowo. Pozdrawiam »
wolnyduch
18/05/2022 20:12
Ładnie, prosto, bez udziwnień i melancholijnie. Dobrego… »
wolnyduch
18/05/2022 20:08
Dobra zaduma egzystencjalna, dobry wiersz, zawsze na czasie,… »
wolnyduch
18/05/2022 20:00
Dobre przesłanie, jesteśmy tacy sami, mimo różnic, a w… »
wolnyduch
18/05/2022 19:56
Bdb wiersz, odbieram go w dramatycznym klimacie, wiersz… »
wolnyduch
18/05/2022 19:52
Kolejna życiowa porcja do zastanowienia, a ostatnia cząstka… »
wolnyduch
18/05/2022 19:46
Doskonały tryptyk, msz, życiowo i boleśnie, z pierwszą… »
wolnyduch
18/05/2022 19:27
Ciekawy, dobry wiersz, co do puenty chyba coś w tym jest,… »
wolnyduch
18/05/2022 19:15
Dobry wiersz, z tęsknotą za miłością i z zadumą nad życiem.… »
ShoutBox
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
  • Yaro
  • 15/05/2022 18:40
  • Michał odezwij się. Pozdrawiam:)
  • Galernik
  • 10/05/2022 12:27
  • Dobra Cobro, ale to tak dobrze brzmi "Żywot bałwana". Myślę, że tytuł jest trafny, ale jak mi coś fajnego podrzucisz, to czemu nie, można zmienić. Dzięki za przeczytanie.
  • Dobra Cobra
  • 09/05/2022 15:30
  • Piękne zaproszenie. Zmieniłbym tytuł, żeby było bez słowa "balwan" , bo odzierasz punkt kuliminacyjny z zaskoczenia. I od początku wiadomo, co będzie.
  • Galernik
  • 09/05/2022 15:00
  • Witajcie. Melduję się po roku nieobecności. Żywot bałwana, jedna z moich najnowszych humoresek / opowiadań oczekuje Waszych opinii i ocen.
  • Darcon
  • 08/05/2022 09:57
  • Cały czas trwa nabór na konkurs "Malowanie słowem". Liczę, że wypoczęliście podczas majówki i teraz ruszycie z pisaniem. :)
  • Darcon
  • 04/05/2022 21:52
  • majka100, Strona główna, na dole, archiwum newsów. Marzec i kwiecień 2021. :) Pozdrawiam.
  • majka100
  • 04/05/2022 18:57
  • Dzień dobry, jest gdzieś zapis pierwszej edycji 'Malowanie słowem'?, bo jakoś nie mogę znaleźć. 'Muzoweny' też nie do odkopania.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas