Szklanka w połowie czeska II - henrykinho
Proza » Obyczajowe » Szklanka w połowie czeska II
A A A
Od autora: Jest to historia opowiedziana mi kiedyś przez pewnego czeskiego emigranta, którą spróbowałem poskładać do kupy.

Część I - http://www.portal-pisarski.pl/czytaj/45613/szklanka-w-polowie-czeska-i
Klasyfikacja wiekowa: +18

Czego może spodziewać się Czech, który po wciśnięciu sobie do kieszeni pliku dokumentów legalizujących pobyt w USA, wybiega rankiem na ulicę?  Promieni słońca obryzgujących zmęczoną, tęskniącą za alkoholem twarz? Taksówek oświetlających wodą z kałuż dopiero co wyprany prochowiec? Fali błota katującego buty, które nie nawiązały żadnych interakcji z pucybutem od czasu datowanego na „nigdy”?  Gradu, kurna, knedliczków?

Blisko.

Czech widzi najpierw klamkę skierowaną prosto w swą szeroką, rozedrganą szczękę. Rozedrganą najpierw w szczerym uśmiechu, a następnie w jeszcze szczerszym zakłopotaniu, będącym wyrazem ostatecznego zrozumienia nieuchronności nadciągającego fatum. Parszywe, parszywe to tchnienie losu. Oto bowiem sam los zionął mi w gębę wonią przejrzałego czosnku, zmieszanego z jeszcze poważniej przejrzałą cebulą. Wpadłem w stan, który poprzedza oddanie moczu przez ujście w nogawce. Wtedy to właśnie wszystkie zęby zespalają się w tańcu nazywanym „kankanem trwogi”, a brzuch starannie uciska opaska sklecona ze złych przeczuć.

Żałowałem, że moje pierwsze, pachnące dziewiczym prochem, doświadczenie z bronią potoczyło się w ten sposób. W końcu miałem zamiar kupić sobie, kiedyś-kiedyś, za niezmiernie długi okres pełen finansowych roszad, być może podparty lub osłabiony jakąś drobną, hazardową przygodą, rewolwer kaliber solidny, jednak przestałem marzyć o tym w sekundę. Właśnie przez ten jeden, gęsty od absurdu poranek. Akurat, gdy coś mi się wreszcie udało. Akurat, gdy American Dream wkroczył w fazę REM.

Bywa.

Czarny koleżka celował we mnie spluwą wykręconą pod wymyślnym kątem i domagał się czegoś głośno, natarczywie, jakby nie dostrzegając, że ma przed sobą bezrozumnego, acz poczciwego neandertalczyka z Europy jeszcze-Centralnej.

Ja i mój dyplomatycznie usposobiony czeski nie mogliśmy za wiele zaradzić, tym bardziej że mowę i tak odebrał mi wylot lufy, jakby podpowiadając, że czas na tłumaczenie albo się skończył, albo, co bardziej prawdopodobne, nigdy nie zaczął. Mój problem, o czym nie wiedział ten młody, acz nieco agresywny businessman, należał do problemów gatunkowo najcięższych. Było to przewinienie dla światka przestępczego haniebne, niedopuszczalne, wręcz żenujące. Słowo „spłukany” pasowało do mnie wtedy bardziej niż do kogokolwiek na planecie. Nie mam pojęcia, co by się działo, gdyby nie międzynarodowy system mimiczny, który opanowałem w stopniu dostatecznym: przejechanie palcem po szyi, wyciągnięcie cezarowego kciuka lub ostatnie, pokiwanie głową na znak protestu i potarcie palcami o siebie. Znaki Morse'a dla ubogich idiotów, czyli dla mnie, faceta tłumaczącego, że nie ma nabitej kabzy, że ona nie wystrzeli niezależnie od natężenia gróźb, że mimo poderżnięcia mi gardła nie stanę się nagle kolorową piniatą tryskającą amerykańskimi Bożkami.

Zielonego mleka nie będzie, bracie. Nie z tej krowy, bracie.

Nigdy nie zapomnę spojrzenia, którym po mych nędznych, niemych pertraktacjach obdarował mnie tenże dumny, niepokojąco hebanowy złodziej. Była to kwintesencja pogardy, wiązka zdziwienia i absolutnego niedowierzania, gotowa wypalić mi nie tylko oczy, ale i serce, tak silne posiadała bowiem promienie.

Oto więc gość w karykaturalnie dużym kapturze zobaczył naprzeciwko człowieka gorszego od siebie. Zastanawiał się z pewnością, jakim tępakiem i osłem trzeba być, żeby nikczemniej się w życiu ustawić od niego, desperata mierzącego w biały dzień bronią przeznaczoną chyba do odstrzału samców hipopotamów. I rozumując zapewne zgodnie z tym tokiem, odniósł się całym „ja” do najdokładniej ukrytych pokładów swego człowieczeństwa, nabierając zeń haust pleśniejącego poczuciem wyższości powietrza, w ostateczności przedłużając mi, jednostce oczywiście pechowej, do cna zepsutej żałością, bilet na egzystencję.

Odszedł sobie ot tak, po prostu. Nawet nie warknął. Nie odwrócił się. Szkoda mu było. Szkoda czasu i... zakurzonego brakiem perspektyw Czecha.

A ja, przestraszony, jakby wżeniłem się podeszwami w środek opuszczonej, brooklyńskiej ulicy. Przestraszony, a potem wkurzony. Mógłbym stopniować poziomy gniewu jeszcze bardziej, poszerzając paletę irytacji aż do granic słowiańsko-języcznego wszechświata, jednak sobie oszczędzę.

Dosyć. Wystarczy.

Po tym, jak pot już zupełnie wylizał mi pachy, a słońce wydarło się, że, cytuję: „Już jest dzień, głupcze, nie stój tak, jak ćwok, nieporadny tuman!”, zdecydowałem się natychmiast coś w życiu zmienić. Wiem, że nierozsądnie to brzmi, a już na pewno mało efektownie, gdy ktoś napiera na zwrotnicę losu zaraz po tym, kiedy ktoś inny plunie mu w twarz. No ale cóż, chyba nie miałem wyjścia. Każdy dostaje taki otrzeźwiający prysznic, na jaki zasłużył. 

Pogodziłem się z tym.

Tak spłynęła ze mnie ostatnia kropla śliny wytłoczona z ust Boga-Kpiarza. Nastał właśnie słynny, przełomowy moment mego czeskiego bytu.

Brooklyn zapachniał przygodą.

 

***

 

Znalazłem pracę.

Gdy podejmujesz robotę w barze prowadzonym przez faceta z Bałkanów, musisz liczyć się z paroma rzeczami. Możesz dostać w pysk. To raz. Możesz też zadrzeć z Albańczykami. To dwa i to takie dwa, po którym nie masz szans na żadne trzy, cztery ani sto swojego życia. Licznik się zatrzyma. Klepsydra upadnie i rozbije się o brudne kafelki w brudnym kiblu. W jednym momencie żyjesz, a w drugim umierasz zadźgany bądź rozstrzelany w chwili, w której będziesz próbował wyrzucić śmieci do kontenera znajdującego się w zacienionej części jakiejś ślepej uliczki. Cholera, ci chłopcy nie potrzebowaliby nawet cienia. Ani uliczki. Mógłbyś poskładać się niczym najbardziej teleskopowy akordeon cygański na świecie, tuż  naprzeciwko komisariatu policji na sześćdziesiątej czwartej, a nikt nie kiwnąłby nawet kaburą. Przybysze z Albanii nie wydadzą swojego, prędzej zdmuchną przypadkowego gliniarza z drogówki, o czym nowojorscy stróże bezprawia świetnie wiedzieli. Małe wojenki dźwięczących dziwacznie białasów w ogóle ich nie obchodziły. Nie kosztem życia. Zdrowia. Wysiłku. Czego-kurna-kolwiek.

Fred.

Nazywał się niby Fred. To jedyna jankeska rzecz, jaką miał w sobie szef pubu „Flat Tire”, gdzie udało mi się zaczepić i skąd poczęstowano mnie pierwszą w Nowym Świecie wypłatą. Poza tym facet pachniał, gadał i pierdział jak typowy Albaniec, jeden z tych, którzy myślą o obywatelstwie jak o kwestii zmiany nazwiska, imienia czy flanelowej koszuli. Mylą je z kartą biblioteczną. Już pierwszego dnia po przyjeździe kupił sobie amerykańską flagę, nauczył się hymnu w wersji niezwykle ubarwionej problemami językowymi i osiadł w klasycznej przyczepie campingowej, co, jak się wydaje, przydało mu jeszcze większych znamion charakterystycznych dla twardziela z południa, który pół życia spędził na kąpielach w Mississippi.

Ale prawdę mówiąc to był taki, jak my wszyscy. Zawszony emigrant. Swój swego nie zmyli. Krochmal pewnej zaciętości, wywodzącej się z minionej ery pełnej walk i starań o lepsze jutro, lepsze pieczywo w sklepie czy też lepszą chatę, ciągle zionął z jego starannie wyprasowanych T-shirtów.

Pewnie dlatego nie pozwolono mi sprawdzić się jako zwykły barman, kelner, a w najgorszym wypadku - pomywacz. Moje umiejętności miały przydać się w bardziej niekonwencjonalnym otoczeniu. Takim, w którym można wiele stracić albo jeszcze więcej zyskać. Prędko zrozumiałem, że w zasadzie obie te wersje mogą zadziałać synchronicznie. Niczym dwójka dumnych, ale też wielce zastraszonych chińskich gimnastyków.

Brooklyn zaśmierdział przygodą.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
henrykinho · dnia 18.04.2014 18:01 · Czytań: 838 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 6
Komentarze
Quentin dnia 20.04.2014 21:24 Ocena: Bardzo dobre
Świetny tekst.

Na ogół wolę unikać takich ogólnikowych, zero-jedynkowych stwierdzeń, ale tu nie boję się powiedzieć jak jest. Po Bożemu zająłem się pierwszą częścią, by przejść do kontynuacji. Odnośnie obu odsłon komentarz zostawiam tu.

Historie z życia to zawsze świetna sprawa. No pod warunkiem, że miało się, bądź ma się barwne życie. Są ludzie, o których należy pisać książki, są i też tacy, o których absolutnie nie powinno się pisać. Ci drudzy na całe szczęście biorą się za to z reguły sami.

Takich przeżyć bym nie chciał doświadczyć, ale czytać o nich w wygodnym fotelu można godzinami. Trudny los tułaczy to wielka frajda dla czytelnika. Zaczyna się robić z tego kawał dobrej roboty. Mam nadzieję, że kolejne odsłony będą równie dobre.

Pozdrawiam serdecznie, Henry
Wasinka dnia 20.04.2014 23:35
Nic się nie zmieniło od "ostatniego razu". Wciąż czytam z zaciekawieniem. Jest klimat, a to akurat dla mnie bardzo ważne. W zasadzie podstawowa sprawa. A na niego składa się kilka istotnych czynników, między innymi sposób narracji, oczywiście. Styl.

Takie tam ewentualnostki:
Cytat:
Pro­mie­ni słoń­ca obry­zgu­ją­cych zmę­czo­ną, tę­sk­nią­cą za al­ko­ho­lem twarz? Tak­só­wek oświe­tla­ją­cych wodą z kałuż do­pie­ro co wy­pra­ny płaszcz?
- nieco mi się rymuje twarz/płaszcz
Cytat:
Błot­nej za­wie­ru­chy ka­tu­ją­cej buty,
- a tutaj zawieruchy/buty
Cytat:
a na­stęp­nie w jesz­cze szczer­szym za­kło­po­ta­niu, bę­dą­ce­go wy­ra­zem
- będącym
Cytat:
uci­ska opa­ska skła­da­ją­ca się
- trochę brzmieniowo niezbyt poprzez "sk" głównie
Cytat:
do­świad­cze­nie z bro­nią, po­to­czy­ło się
- bez przecinka
Cytat:
za­ra­dzić, tym bar­dziej, że mowę
- przecinek przed że zbędny (tym bardziej że)
Cytat:
był tym z ro­dza­ju naj­cięż­szych. Było to prze­wi­nie­nie
- był/Było; tym/to
Cytat:
try­ska­ją­cą ame­ry­kań­ski­mi Boż­ka­mi.
- celowo dużą literą?
Cytat:
któ­rym po mych nędz­nych, nie­mych per­trak­ta­cjach ob­da­ro­wał mnie tenże dumny, nie­po­ko­ją­co he­ba­no­wy zło­dziej. Była to kwin­te­sen­cja po­gar­dy, wiąz­ka zdzi­wie­nia i ab­so­lut­ne­go nie­do­wie­rza­nia, która go­to­wa była wy­pa­lić
- pokombinowałabym ze względu na mych/niemych/mnie, którym/która, Była/była
Cytat:
A ja(,) prze­stra­szo­ny(,) jakby wże­ni­łem się po­de­szwa­mi w śro­dek opusz­czo­nej, Bro­okly'ńskiej ulicy.
- przecineki bym dostawiał i poza tym - brookliński, brooklyński, brukliński (pierwsza wersja wydaje się najfajniejsza, pewnie przez Stachurę)
Cytat:
Po­go­dzi­łem się z tym.Tak spły­nę­ła ze mnie ostat­nia kro­pla śliny wy­tło­czo­na z ust Bo­ga-Kpia­rza. Na­stał wła­śnie ten słyn­ny,
- tym/Tak/ten nieco wpada na siebie
Cytat:
Ale praw­dę mó­wiąc to był
- Ale(,) praw­dę mó­wiąc(,) to był / Ale praw­dę mó­wiąc(,) to był
Cytat:
za­cię­to­ści, wy­wo­dzą­cej się z prze­szło­ści
- się zrymowało po częstochowsku zawziętości/przeszłości
Cytat:
można wiele stra­cić, albo jesz­cze wię­cej zy­skać.
- bez przecinka



Pozdrawiam księżycowo.
al-szamanka dnia 21.04.2014 20:03 Ocena: Świetne!
Mam braki w czytaniu.
Dlatego najpierw zabrałam się do części pierwszej.
I wpadłam w rytm.
Bo chyba wiesz, Henry, że do każdego swojego tekstu tworzysz specyficzny rytm.
A może wychodzi Ci on tak po prostu, automatycznie.
Niemniej jest on nieodzowną częścią Twojego pisania... i bardzo mi odpowiada.

Jeśli chodzi o treść.
Hmm, nie tylko Czech może robić takie doświadczenia w kraju nieskończonych możliwości.
Właściwie taka kolej przypadków może/mogła zdarzyć się każdemu obcemu w obcym kraju.
Ale podoba mi się jak to wszystko opisujesz, gmatwasz, nazywasz.
Bardzo bezpośrednio, realnie i wręcz namacalnie.
Bardzo obrazowo, bo akurat moja ulubiona chińska restauracja znajduje się w pobliżu knajpki Tajów i znam te zapachy.
Ciekawa jestem jak potoczą się dalsze losy Czecha.
Tym bardziej, że zaznaczasz, iż Brooklyn zaśmierdział przygodą.
Lubię Twój styl.

Pozdrawiam:)
henrykinho dnia 24.04.2014 14:37
Quentin> Los tułacza ma do to siebie, że bywa właśnie niezwykle przewrotny - coś z zupełnie niczego, fabuła wyłania się sama dosłownie... ale fakt, od siebie także dołożyłem do niej całkiem sporo.

Wasinka> Nóż został użyty. Poprawki wydziergane ;) Klimat... oby mi nie uciekł w kolejnej odsłonie!

Al-Szamanka> Oj, przez ten "rytm" mam tyle rymów, że aż strach ;) . Miło, że widzisz coś w tym stylu - lubię sobie myśleć, że jest ciągle "w budowie", że jeszcze kiedyś coś z tego będzie. Swoją drogą tajskie jedzenie nie pachnie chyba aż tak koszmarnie :)

Dziękuję za przeczytanie i opinie.
amsa dnia 01.05.2014 09:56
henrykinho - kapitalna scena z hebanowym złodziejem. Moment, kiedy czas się zatrzymuje a w duszy krzyczy pytanie: czy jeszcze będzie odliczał następne sekundy? Jak zawsze ubierasz zdarzenia nieprzeciętnie, łączysz słowa w nowe znaczenia, opisujesz sytuacje żywiołowo, choć sam styl biegnie niespiesznie - jak Ty to robisz?:)
Bardzo mi się podobają charakterystyki, tak zewnętrzne, jak i wewnętrzne :), postaci.
Z ciekawością oczekuję ciągu dalszego.
I kto by się spodziewał po Czechu takiego życia:)? Naród ten zawsze mi się jawił, jako spokojny, pogodny i przeżywający życie bez wstrząsów. Wiem, że to nieprawda. Znam historię i zdaję się sobie sprawę, że to tylko pewien schemat, jak i o wszystkich dalszych i bliższych nacjach. Tym bardziej jest to dla mnie interesująca opowieść.

Pozdrawiam

B)
Usunięty dnia 26.05.2014 11:12
Twój tekst pachnie prozą. Dobrą prozą. Prozą, którą ostatnimi czasy niełatwo tutaj znaleźć. Kilka zdań-perełek wybijających się ponad i tak już wysoki poziom, a takich, które sprawiają, że tekst zostaje w głowie na dłużej.

Stylistyczne cudeńko.

Trochę rymujesz. Ale nie wyłapuję. Jak będziesz chciał, to sam podłubiesz.

Cytat:
Fali błota ka­tu­ją­ce­go buty, które nie na­wią­za­ły żad­nych in­te­rak­cji z pu­cy­bu­tem

dałabym 'obuwie', żeby uniknąć wpadki

Cytat:
że moje pierw­sze, pach­ną­ce dzie­wi­czym pro­chem, /bez przecinka/ do­świad­cze­nie z bro­nią

Cytat:
lub osła­bio­ny jakąś drob­ną, /j.w./ha­zar­do­wą przy­go­dą

Cytat:
że ma przed sobą bez­ro­zum­ne­go, /j.w./acz po­czci­we­go

Cytat:
Ja i mój dy­plo­ma­tycz­nie uspo­so­bio­ny cze­ski nie mo­gli­śmy za /zbyt/wiele za­ra­dzić

Cytat:
o czym nie wie­dział ten młody, /bez przecinka; kilka zdań wcześniej masz 'acz'/acz nieco agre­syw­ny bu­si­ness­man

Cytat:
lub(,) ostat­nie, /chociaż ja dałabym tu myślniki/ po­ki­wa­nie głową na znak pro­te­stu

Cytat:
że(,) mimo po­de­rżnię­cia mi gar­dła(,) /może: mimo poderżniętego gardła - bo zaimkujesz trochę za dużo/ nie stanę się nagle ko­lo­ro­wą pi­nia­tą

Cytat:
bę­dzie, bra­cie. Nie z tej krowy, bra­cie.Nigdy nie za­po­mnę spoj­rze­nia, któ­rym po mych nędz­nych, nie­mych per­trak­ta­cjach ob­da­ro­wał mnie tenże dumny, nie­po­ko­ją­co he­ba­no­wy zło­dziej. Była

Cytat:
Była to kwin­te­sen­cja po­gar­dy, wiąz­ka zdzi­wie­nia i ab­so­lut­ne­go nie­do­wie­rza­nia, go­to­wa wy­pa­lić mi nie tylko oczy, ale i serce, tak silne po­sia­da­ła bo­wiem pro­mie­nie.Oto więc gość w ka­ry­ka­tu­ral­nie dużym kap­tu­rze zo­ba­czył na­prze­ciw­ko czło­wie­ka gor­sze­go od sie­bie. Za­sta­na­wiał się z pew­no­ścią, jakim tę­pa­kiem i osłem trze­ba być, żeby nik­czem­niej się

Cytat:
do naj­do­kład­niej ukry­tych po­kła­dów swego czło­wie­czeń­stwa,

Cytat:
w śro­dek opusz­czo­nej, /bez przecinka/bro­oklyń­skiej ulicy

Cytat:
nie stój tak, jak ćwok, nie­po­rad­ny tuman!”

coś tu zgrzyta; może: nie stój jak jakiś ćwok, nieporadny tuman!
Cytat:
tuż ( )na­prze­ciw­ko ko­mi­sa­ria­tu po­li­cji

Cytat:
Przy­by­sze z Al­ba­nii nie wy­da­dzą swo­je­go, prę­dzej zdmuch­ną przy­pad­ko­we­go gli­nia­rza z dro­gów­ki, o czym no­wo­jor­scy stró­że bez­pra­wia świet­nie wie­dzie­li.

masz tutaj lekki konflikt czasów, coś przydałoby się przemielić
Cytat:
jak o kwe­stii zmia­ny na­zwi­ska, imie­nia czy fla­ne­lo­wej ko­szu­li. Mylą je z kartą bi­blio­tecz­ną. Już pierw­sze­go dnia po przy­jeź­dzie kupił sobie ame­ry­kań­ską flagę, na­uczył się hymnu w wer­sji nie­zwy­kle ubar­wio­nej pro­ble­ma­mi ję­zy­ko­wy­mi i osiadł w kla­sycz­nej przy­cze­pie cam­pin­go­wej, co, jak

Cytat:
któ­rzy myślą o oby­wa­tel­stwie jak o kwe­stii zmia­ny na­zwi­ska, imie­nia czy fla­ne­lo­wej ko­szu­li. Mylą je z kartą bi­blio­tecz­ną. Już pierw­sze­go dnia po przy­jeź­dzie kupił sobie ame­ry­kań­ską flagę, na­uczył się hymnu w wer­sji nie­zwy­kle ubar­wio­nej pro­ble­ma­mi ję­zy­ko­wy­mi i osiadł w kla­sycz­nej przy­cze­pie cam­pin­go­wej, co, jak się wy­da­je, przy­da­ło /trochę wpadają/ mu jesz­cze więk­szych zna­mion cha­rak­te­ry­stycz­nych dla twar­dzie­la z po­łu­dnia, który

Cytat:
jak się wy­da­je, przy­da­ło mu jesz­cze więk­szych zna­mion cha­rak­te­ry­stycz­nych dla twar­dzie­la z po­łu­dnia, który pół życia spę­dził na ką­pie­lach w Mis­sis­sip­pi.Ale praw­dę mó­wiąc to był taki, jak
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Gramofon
14/07/2024 20:40
Lżejsza usadzona mocno przez grawitacje. »
skroplami
14/07/2024 11:07
Jak dzień i noc, różnice :). Chociaż jak one tak Twoja… »
skroplami
14/07/2024 10:00
Stara prawda, wieczna prawda, boska prawda. Zawarłeś kilka… »
al-szamanka
13/07/2024 17:07
Sumiennie przeczytałam tekst od początku do końca i mam… »
al-szamanka
13/07/2024 14:50
Mam pytanie. Czy wyzwolone kobiety, to te z tymi wszystkimi… »
Florian Konrad
13/07/2024 13:58
Dziękuję. Wiersz jest nieromantyczny, bydlak jeden :) »
Janusz Rosek
13/07/2024 12:19
Kazjuno To bardzo ciekawa historia. Czytając takie… »
Kazjuno
13/07/2024 07:42
Bardzo ciekawe, Januszu, 3 opowieści. Przeczytałem jednym… »
Janusz Rosek
12/07/2024 08:57
Kazjuno Bardzo dziękuję za Twój komentarz i słuszne… »
Kazjuno
12/07/2024 08:07
Przeczytałem Januszu z zainteresowaniem. Wewnętrzne rozterki… »
valeria
10/07/2024 13:53
Podoba mi się. Łagodne lato :) »
valeria
10/07/2024 13:51
Dziękuję, opis poprawiony już:) zachęcam :) od soboty jestem… »
Berele
10/07/2024 13:37
Pointa mogłaby okazać się jakaś lżejsza, ale udała się ta… »
Jacek Londyn
10/07/2024 13:08
Valerio, cieszę się, że się wydało, że ktoś z nas (a… »
Berele
10/07/2024 10:59
Nawet fajne neolęgi. Spodobał mi się wiersz ubogi w… »
ShoutBox
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:22
  • a komentarzy ni chu, chu. "Czego oczy nie widzą, sercu nie żal"... Niby tak, lecz ja komentarze sobie cenię. Nierzadko lepiej niż kawa rano podnoszą ciśnienie.
  • Jacek Londyn
  • 12/06/2024 14:19
  • "Ostatnio widzianych" spory tłum,
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 21:10
  • "Po co tu jesteśmy, skoro ciągle się boimy?"- to taka "terapia", dla duszy i ciała, ekshibicjonizm w innym wymiarze. Skoro już tu jesteś, zrzuć ostatni listek! Bądź wreszcie wolny
  • Zbigniew Szczypek
  • 31/05/2024 19:34
  • Gramofonie - dołącz do nas z komentarzami, a na pewno będzie się działo więcej i lepiej, bo kto, jak nie Ty, swoją siłą głosu dotrze do najdalszych zakątków "galaktyk" ;-}
  • Wiktor Orzel
  • 31/05/2024 10:32
  • Dzieje się to, co zwykle. Ktoś wrzuca tekst, inni go komentują i tak się toczy tutaj życie ;)
  • Gramofon
  • 30/05/2024 11:13
  • dzieje się tu coś?
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
Ostatnio widziani
Gości online:27
Najnowszy:Arcte