Zera 10 - Gunslighter
A A A

Noc była ciemna i pochmurna. Światło Księżyca musiało zatrzymać się na jednej z miliarda chmur po drodze, ponieważ widoczność była równa zeru. Cała siódemka, włączając w to dwie osoby, które odwiedzały studio już wcześniej, nie miała pojęcia w którą stronę należy się kierować. Po kilkunastu nieśmiałych krokach po omacku, fotokomórka rozświetliła podwórze.
Studio było dość obszernym budynkiem przypominającym magazyn, ale krótko przystrzyżona trawa, alejka ułożona z nieregularnych sześcianików oraz wejście przystrojone kolorowymi balonami, świadczyły o bardziej rozrywkowym i antropologicznym charakterze budynku.
Wnętrze było już kwestią osobną. Pierwsze, co rzucało się w oczy to osiem par obszernych, mięsistych piersi wkomponowanych niepostrzeżenie w gładkie i smukłe ciała.
Jak zapewnił na wstępie Biały, który zorganizował tę wesołą gromadkę, były to dupy z najwyższej półki. Takie, które są zamawiane dla aktorów z Hollywood lub dla hiszpańskich premierów.
Poza ewidentnymi walorami estetycznymi, dziewczyny mogły stanowić na lada atrakcję dla zagorzałych podróżników. Przecież za jednym razem można było zwiedzić Francję, Włochy, Argentynę, Japonię, Brazylię, Izrael oraz Polskę, jeśli ktoś jeszcze nie był.
Multikulturowość tej imprezy była w całości pomysłem Białego, który kilka dni wcześniej, w pocie czoła, dokonywał starannej selekcji. Korzystał głównie z pornograficznej strony internetowej, na której istniała możliwość segregowania filmów na podstawie narodowości. Biały do tego stopnia wczuł się w rolę animatora kultury, że calutka noc upłynęła mu na studiowaniu istoty rozkoszy i wszystkich jej odcieni. Zadanie było niezmiernie odpowiedzialne, z czego Biały doskonale zdawał sobie sprawę. Efektem jego profesjonalizmu był właśnie orszak, który z kieliszkami szampana w dłoniach, witał przybył gości.
Budynek był piętrowy. Na parterze znajdowała się duża sala ze stołem zastawionym wszelkiego rodzaju zimnymi przekąskami oraz alkoholem. Na ścianach wisiały obrazki przedstawiające stare gwiazdy kina oraz stary sprzęt filmowy. Każda chwila zamrożona na błyszczącym papierze pochodziła przynajmniej sprzed pięćdziesięciu lat, co według Piotrka przysparzało wnętrzu taniej kiczowatości.
- Nie sądziliśmy, że po kokainie będzie nam się chciało jeść, więc zamówiliśmy tylko przekąski – rzekł Jan zupełnie pomijając temat dziewczyn, które wdzięczyły się i uśmiechały.
Poza tymi nieszczęsnymi plakatami, wnętrze przypominało pobieżnie umeblowany pensjonat. Białe ściany, najtańsze jasne panele podłogowe i pełno doniczkowej roślinności.
Zdecydowanie nie tak Piotrek wyobrażał sobie miejsce, do którego zabiorą go polscy milionerzy.
- A więc tak wygląda studio filmowe – powiedział Mateusz patrząc w dekolt młodziutkiej Francuzeczki, która trzepotem swych rzęs wytwarzała właśnie tornado.
- Jest trochę przerobione. Teraz odbywają się tutaj wesela i jakieś firmowe hece. Tego do końca nie wiem.
Edyta z pewną dozą zazdrości zerkała na krągłą Hiszpankę, która oczywiście mogła w każdej chwili zamienić się w gorącą lesbijkę, gdyby zaszła taka potrzeba.
Piotrek natomiast kompletnie stracił głowę. Jego malkontencka natura kazała mu co prawda narzekać na nie do końca luksusowe wnętrze, ale do dziewczyn nie mógł mieć najmniejszych zastrzeżeń. Nie wiedział, co ma zrobić z oczami, a konkretniej, w który dekolt je wcisnąć.
- Czy to są prostytutki? – spytał nieśmiało Białego, który stał akurat obok.
- Tak jest. Widzę, że masz wprawne oko. Sam je wybierałem.
- I można robić z nimi to, co z prostytutkami?
- Oprócz Polki – wskazał palcem uśmiechniętą blondynkę, która zachwycała się właśnie krzaczastym wąsem Mateusza – żadna z nich nie mówi po polsku, więc i tak byście sobie nie pogadali.
- I wystarczy do niej podejść?
- Nie stresuj się, młody – Biały poklepał go po ramieniu. Podejdź po prostu i złap którąś za rękę. Przecież zrozumie, o co chodzi. Na górze masz jakieś pokoiki. Baw się do woli.
Piotrek chciał już powiedzieć: „Dziękuję”, ale uznał, że byłoby to żałosne. Nie powiedział więc nic.
W tym samym czasie kilka metrów dalej, Robert niespodziewanie ujął dłoń Edyty.
- Nie chciałabyś się czegoś napić – zapytał z uśmiechem.
-Jak to się stało, że jesteś taki bogaty? – Edyta zignorowała jego pytanie.
Robert po raz kolejny był oszołomiony jej bezpośredniością.
- Od zawsze byłem bogaty. Od dziecka. Mój stary ma pełno fabryk porozrzucanych po całej Polsce. Ma też pełno udziałów w różnych firmach. Wrzucił mnie któregoś razu na swoje miejsce do zarządu i tam już zostałem.
- I co właściwie robisz?
- Jako członek rady nadzorczej, czy pytasz o firmę?
- Jak chcesz.
- Jako członek rady nadzorczej nie robię praktycznie nic. Mamy jakieś zabrania dotyczące inwestycji, ale nie muszę nawet na nie chodzić. Chodzi z grubsza o to, czy dana firma zasługuję na pożyczkę, czy nie. Odbywa się głosowanie. Jeśli zdania są podzielone, przeprowadzamy krótką dyskusję. Ostatecznie, albo coś przechodzi, albo nie. Raczej nie biednieje się na pożyczkach. Kwestia tylko tego, że trzeba mieć kapitał początkowy. Pieniądz zawsze zarobi kolejny pieniądz.
- Nie nudzi cię to?
- Cholernie mnie nudzi, ale to dobrze płatna i łatwa praca. Nie rzucę tego przecież tylko dlatego, że fajniej byłoby być strażakiem… A ty?
- Co ja?
- Dlaczego nie rzucisz swojej posady?
- Posady? Dobre sobie. Może i bym chciała, ale nie mam bogatego ojca. Na edukację też chyba za późno.
- Na edukację nigdy nie jest za późno. Nie wiesz nawet jakie stare pryki chodzą na studia.
A pieniędzy mojego ojca starczy dla nas obojga – uśmiechnął się beztrosko.
- Napiłabym się czegoś – powiedziała z zakłopotaniem. Tak naprawdę wcale nie była spragniona. Kokaina nakreśliła w jej głowie prawdopodobny rozwój wydarzeń począwszy od randki z Robertem, a na zerwaniu, rozwodzie, bądź wspólnej starości kończąc. Edyta nie lubiła zmian. Postanowiła więc, że zamiast tego, napije się Martini.
- Chodź do stołu. Tam jest masa alkoholu.
Robert nalał Martini do dwóch kieliszków, po czym jeden z nich wręczył Edycie. Kątem oka dostrzegł Mateusza, który starał się wyciągnąć kostkę lodu z biustu drobnej Włoszki. Rzecz jasna, próbował wyciągnąć ją ustami. Kobieta była zachwycona inwencją podstarzałego wąsacza. Trzymając go za głowę, mówiła: „A destra, a destra.”
- Znasz dobrze tego Białego? – oczy Edyty stały się bystre i bardziej wyraźne.
- Tak, znamy się ładnych parę lat.
- Co o nim sądzisz?
- Nieszkodliwy idiota.
- Ja go zapamiętałam trochę inaczej.
- To wy się znacie? – zdziwił się Robert
- Jeśli ktoś wsadza ci w pochwę niemałą cukinię, mówiąc, że jestem królową tegorocznych dożynek, to chyba można już mówić o jakiejś relacji, więc tak – znamy się.
Robert w żadnym razie nie należał do grona agresywnych ludzi. Zwykle język okazywał się być dostatecznym narzędziem samoobrony. W tamtej chwili jednak, żyła na jego skroni zaczęła miarowo pulsować, a ręce drżeć. Nigdy do końca nie przepadał za tym egocentrycznym półgłówkiem, ale na trzeźwo z pewnością obyłoby się bez rękoczynów. Robert nie był jednak trzeźwy. Kokaina krążąca w jego krwiobiegu nakazała mu, by podszedł do Edyty i przełamał żałosne milczenie panujące między nimi od początku wieczoru. Ta sama kokaina podpowiedziała mu również, by jak najszybciej obmyślił plan zemsty na Białym. W głowie miał już obmyśloną kombinację ciosów, która wyprowadzona z zaskoczenia, powinna powalić nawet doświadczonego pięściarza. Pozostało ją tylko wyprowadzić. Edyta obserwowała zmiany zachodzące w mimice Roberta. Od głupawego uśmieszku, aż do ściągniętych brwi i zaciśniętych ust, wszystko było dla niej doskonale czytelne. Edyta była niemal pewna, że opanowała właśnie trudną sztukę czytania w myślach.
- Zostawię cię na chwilę – rzekł cicho, po czym pośpiesznie się oddalił.
Edyta dopiła szybko resztkę Martini i ruszyła za nim.
Biały kończył właśnie wywód na temat różnic między kobietą i mężczyzną.
„I widzisz, Piotruś, baby to są pojebane stworzenia. Trzeba wiedzieć do czego służą. Ale jak już wiesz, to wszystko staje się jasne. Po co taka ma być mądra, do czego mi powiedz…”
Pierwszy cios trafił Białego w ucho. Zdezorientowany odwrócił się twarzą do napastnika i wtedy nadleciała kolejna pięść. Ta trafiła prosto w szczękę, która cicho gruchnęła.
Lewa dwójka zaczęła się niebezpiecznie chwiać, kiedy Biały padał na jasne tanie panele podłogowe. Biały nie zdążył nawet zrozumieć, co się stało, kiedy Robert usiadł na nim okrakiem i zaczął okładać go pięściami. Obraz przed oczami Białego nieustannie rozjeżdżał się i zjeżdżał, nic jednak go nie bolało. Mieszanka adrenaliny i kokainy sprawiła, że Biały był niemal całkowicie odporny na ból. Cała scena trwała najwyżej kilkanaście sekund. Potem Biały najzwyczajniej w świecie zrzucił z siebie Roberta i poderwał się na równe nogi. Stróżka krwi ciekła mu z nosa wprost na białą koszulę, ale Biały zdawał się w ogóle tego nie dostrzegać. Robert również wstał.
- Zaczniesz się w końcu bić jak mężczyzna?! – krzyknął Biały.
Robert niewiele myśląc wyprowadził kolejny cios, który po uniku Białego chybił o dobre dziesięć centymetrów
- Co, już nie jest tak łatwo, kiedy nie wali się z zaskoczenia?
Robert natarł po raz kolejny. Biały chwycił jego rękę, w mgnieniu oka wsunął się pod nią ramieniem i rzucił nim boleśnie o podłogę. Reszta zgromadzonych, nie licząc Mateusza i Żydówki, stała i w osłupieniu obserwowała zajście. Janek miał nawet interweniować, ale piękny przerzut Białego zmienił jego zamiary. „Ipon” – pomyślał tylko i postanowił poczekać na dalszy rozwój akcji.
Parę sekund potem, Robert po raz kolejny próbował uderzyć Białego, lecz i tym razem skończył z twarzą na panelach.
- Przestań, kurwa! – krzyknął Biały.
- Nie przestanę dopóki nie przeprosisz!
- Chyba cię pojebało! Nie będę przepraszał kurwy za to, że robota była trochę cięższa niż…
Biały chciał powiedzieć coś jeszcze, ale butelka Porto, która dosłownie rozprysła się na jego głowie, uniemożliwiła mu to. Wzrok Białego zrobił się mętny, a chwilę później opadł bezwładnie na podłogę.
- Coś ty zrobiła?! – Janek uklęknął przy Białym. Mogłaś go zabić! Coś się tak poczuła? Nic by sobie nie zrobili!
- Pobili się o mnie – powiedziała.
- A co ty masz do tego?
- Nieważne - odparła wyzywająco – oni wiedzą.
Piotrek wpadł wówczas na genialny pomysł. Nalał sobie wina do kieliszka i schwycił Edytę za rękę.
- Panie Janku – rzekł – ja sobie z nią porozmawiam na osobności.
Edyta nie opierała się. Sama była w nie mniejszym szoku niż Janek. Jej zaczepny ton był jedynie postawą obronną wobec zdenerwowanego mężczyzny.
Robert siedział w tym czasie na podłodze. Emocje całkiem w nim opadły, a wysiłek, jakiemu poddane było jego ciało, zaczynał dochodzić do mózgu. Innymi słowy, każda część jego ciała była obolała. Nie miał nawet siły się podnieść.
Spojrzał na Białego, który po kilku klepnięciach w twarz zaczynał odzyskiwać przytomność.
Było mu trochę wstyd. To nie był przecież Robert, którego znał. Widocznie pod wpływem stresu trochę wytrzeźwiał, albo przynajmniej działanie narkotyku nieco osłabło.
Co zabawne, Mateusz nie widział całego zajścia. Zajęty był kopulowaniem z przedstawicielką Narodu Wybranego. „Jeszcze niedawno tyle się mówiło o Polsko – Żydowskim pojednaniu” – pomyślał wsadzając swojego penisa w rozchylone usta ciemnowłosej piękności.
- Nie myślałaś – powiedział Piotrek – żeby zebrać tego swojego Estebana z podłogi, wsiąść do limuzyny i wrócić do domu?
- Chciałbyś mnie wyeliminować, co? – spytała.
- Nawet gdybym nie chciał, to sama się wyeliminowałaś. Przecież rozbiłaś mu butelkę na głowie. Bucik to jego przydupas, a Janek też nie darzy cię gorącym uczuciem.
- Miałam powód. Nie dam sobą całe życie pomiatać!
- To bez znaczenia. Kasy i tak nie dostaniesz. No chyba, że zabierzesz stąd Roberta i pojedziecie w jakieś spokojniejsze miejsce. Wystarczy, że zaleczysz jego męską dumę i jest twój. On i tak nie jest wobec ciebie obojętny. Ślepy by to zauważył. Nawet jeśli się nie hajtniecie to i tak wydoisz go do cna.
- Zdecydowanie powinieneś dostać te pieniądze – Edyta spojrzała mu prosto w oczy.
- Jeszcze jest ten Mateusz…
- Nie o to chodzi. Ty nawet gadasz jak oni.
- To się nazywa racjonalne myślenie.
- To się nazywa materializm z wilczą mordą – odparła nie spuszczając z niego wzroku.
Edyta, chodźmy stąd – Robert wyrósł niemalże spod ziemi.
- Idźcie, idźcie, nic tu po was – rzekł Piotrek.
- Ten mały gnojek chce tylko zgarnąć pieniądze…
- Ty i tak ich nie dostaniesz – odparł Robert – dość się już dzisiaj wygłupiłem. Nigdy wcześniej nikogo tak nie pobiłem.
- Dobrze – powiedziała Edyta – ale mam jeden warunek.
- Jaki? – spytał zdziwiony.
- Zarezerwuj nam bilety do Włoch. Najlepiej na zaraz.
Źrenice Roberta po raz kolejny się rozszerzyły. Chłonął całym sobą fonię i wizję tej pięknej chwili.
- Nie rozumiem – powiedział w końcu.
- No chcesz mnie na wyłączność czy nie? – spytała niby retorycznie, ale długa pauza, która zawisła w powietrzu, domagała się odpowiedzi.
Robert znał odpowiedź na zadane pytanie, ale język odmówił mu posłuszeństwa.
- No tak czy nie? – wtrącił się Piotrek.
Naprawdę z całego serca pragnął tych czterystu tysięcy.
- Tak – rzekł niemal sakramentalnie.
- No to zabierajmy się stąd – odparła z uśmiechem.
Na usta Piotrka wkradł się uśmiech, tylko że ten był raczej pozbawiony radości.
Kiedy zeszli na dół, Biały siedział już przy stole i nalewał wódki do kieliszka.
Ujrzawszy całą trójkę delikatnie rozciągnął usta w nadziei, że pomimo opuchlizny uda mu się uśmiechnąć.
- Nieźle mnie załatwiłeś, Robciu – rzekł cicho i niewyraźnie.
- Biały zamknij się już, bo przestanę żałować, że cię uderzyłem.
My wychodzimy, a ja biorę urlop na… - tu spojrzał na Edytę – na dwa tygodnie.
- Szczęścia – rzekł Janek.
- Tak jest – dodał Biały – szczęścia. A jakbyś chciał się jeszcze kiedyś sparować to ja bardzo chętnie. Tylko, że następnym razem skopię ci dupę.
- Zobaczymy – rzekł Robert i na ułamek sekundy też minimalnie się uśmiechnął.
- A po co, jeśli wolno spytać, bierzesz tak długi urlop? – spytał Bucik, gdy para stała już w progu.
- Bo mogę – odparł Robert i były to ostatnie słowa, które skierował do Bucika.
Wyjrzawszy przez okno, Piotrek dostrzegł Roberta, który gestem dłoni zapraszał Edytę do limuzyny, po czym sam zniknął w jej wnętrzu. Wyglądał trochę jak poturbowana gwiazda znikająca po cichu z rozdania Oscarów. Gdyby Robert to usłyszał, jego ego mogłoby znacznie rozszerzyć swą objętość.
- I co teraz? – spytała Edyta.
- Wszystko, co chcesz.
- Wszystko?
- Tak jest.
- No to pojedźmy do mnie. Spakuję się i ruszamy.
- Masz dowód? – spytał tajemniczo.
- Mam. Myślałam, że będą sprawdzać przy wejściu – odparła zdziwiona.
- Na lotnisko – powiedział głośniej, by szofer na pewno usłyszał.
- Nie jedziemy do mnie?
- Wszystko, co będzie nam potrzebne, kupimy już we Włoszech.
Te słowa były dla Edyty niczym Altacet na zbite kolano.
- Powiedziałam twojej matce, że niedługo bierzemy ślub w San Giovanni Rotondo – powiedziała nagle.
- Dlaczego akurat tam?
- A nie: „Dlaczego to powiedziałaś ty pieprznięta babo?”
- Nie. Bardziej ciekawi mnie, czemu akurat tam.
- Nie wiem. Tak mi się jakoś powiedziało. Uczyłam się na religii o ojcu Pio i jakoś tę nazwę akurat zapamiętałam.
- Ale tego, że Ojciec Pio był zakonnikiem i mieszkał w klasztorze, a nie w kościele, już nie zapamiętałaś? – powiedział rozbawiony.
- Nie, tego nie pamiętałam – Edyta po raz pierwszy tamtego dnia się uśmiechnęła.
- A więc lecimy zobaczyć klasztor ojca Pio.
- To tylko na początek.
- Wiesz, tak sobie myślę, że chyba po raz pierwszy pieniądze dadzą mi szczęście.
- Myślę, że moje niedoszłe tysiąc pięćset złotych też mogłoby mnie uszczęśliwić.
- Przecież ukradłaś mi telefon – rzekł karcąco – oddawaj moją kartę SIM, złodziejko!
Oboje roześmiali się beztrosko, a potem, jak to bywa w takich chwilach, przyszedł czas na pocałunek.
Edyta od dawna nie doznała żadnej czułości, no chyba żeby seks analny podciągnąć pod jej specyficzny rodzaj.
Na pocałunki nie pozwalała klientom, a i oni sami nie bardzo nalegali. Poza pracą natomiast nie miała ochoty na żadne kontakty z mężczyznami, ponieważ jedyne, co do nich czuła to niechęć.
Edyta podobnie jak szef Piotrka odczuwała chroniczną pustkę w sercu, ale pocałunek Roberta sprawił, że wszystkie jej egzystencjalne dolegliwości minęły. Było jej dobrze, pierwszy raz od bardzo długiego czasu było jej po prostu dobrze.
Robert natomiast wprost emanował szczęściem. Gdyby współczynnik szczęścia dało się zmierzyć jakimś wskaźnikiem, mogłoby nie starczyć skali. Nie mógł uwierzyć, że jeszcze parę godzin temu chciał bawić się w jakiegoś cynicznego darczyńcę, a teraz, jak zakochany dzieciak, jechał na lotnisko z najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu widział. Nie była to przesada. Robert naprawdę tak uważał.
Po chwili ich wargi znów do siebie przylgnęły, tym razem mniej nieśmiało.
Gdyby Goethe mógł rzucić na nich okiem, z całą pewnością powiedziałby: „Trwaj chwilo, jesteś piękna”.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Gunslighter · dnia 19.04.2014 07:55 · Czytań: 494 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 1
Komentarze
amsa dnia 20.04.2014 13:32
Gunslighter - no i proszę, pretty woman nam zaserwowałeś:). Fajnie, dobrze się czytało, ładnie skończyło, a nawet dobrze, że gdzieś się ten odcinek zawieruszył, bo happy endy wolę, niż bad endy:).

Pozdrawiam

B)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Brytka
28/05/2022 02:22
Akurat mowa tu o chorych układach w korporacji. pozdrawiam… »
wolnyduch
27/05/2022 21:56
No to dobrze, że nie palisz, bo wydłużasz sobie dzięki temu… »
Florian Konrad
27/05/2022 21:02
A ja nie palę od 2008 :) Modami gardzę. Cytując klasykę:… »
wolnyduch
27/05/2022 19:17
Emocjonalne burze nam nie służą, ale ludzie wrażliwi są na… »
wolnyduch
27/05/2022 19:08
Dążenie do zapamiętania za wszelką cenę jest bez sensu, ale… »
wolnyduch
27/05/2022 18:41
Sądzę, że niejedna osoba się nad tym zastanawia. Nie wiem,… »
Yaro
27/05/2022 18:35
Dziękuję za komentarze :) Pozdrawiam Was serdecznie:) »
wolnyduch
27/05/2022 18:32
Msz, uszczypliwe półsłówka nie biorą się znikąd, no chyba,… »
wolnyduch
27/05/2022 18:18
Dobry wieczór D.U Dziękuję za czytanie, gratuluję, że… »
Zdzislaw
27/05/2022 14:40
Również pozdrawiam, Wolnyduchu :) »
d.urbanska
27/05/2022 12:40
Cudny wiersz. Malarski i emocjonalny. Bardzo mi się udał :)»
d.urbanska
27/05/2022 12:37
Wolnyduchu dziękuję za wizytę i ocenę. Też zastanawia mnie… »
Marian
27/05/2022 09:26
Tetu, bardzo dziękuję za odwiedziny i cieszę się, że tekst… »
Marian
27/05/2022 09:22
Wolnyduchu, dziękuję za wizytę i rzeczowy komentarz. »
wolnyduch
26/05/2022 21:04
Tak bywa, fajne. Pozdrawiam :) »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas