Przejście - akacjowa agnes
A A A

 

Znów go widziała. Tak bardzo chciała objąć, przytulić, poczuć. Zobaczyć uśmiech skierowany właśnie do niej. Nieosiągalne. Kiedyś mawiała „chcieć to móc”. Teraz tłukło się szyderczym echem po każdym zakamarku jej istoty.

Widywała Wojtka zawsze z daleka. Nie mogła podejść. Po prostu nie mogła. Od lat żyła tymi chwilami. Prawie codziennie o tej samej porze. Nauczyła się wyczuwać, kiedy przyjdzie na boisko. Strasznie cierpiała, gdy padało. Zimy nie były takie złe, bo boisko zmieniało się w taflę lodu. Podziwiała wtedy jego wyczyny na łyżwach. Jednak kiedy towarzyszył mu Paweł bolało zawsze mocniej. Czy cieszyło, że nigdy nie przychodzili w towarzystwie żadnej kobiety? Miała wątpliwości. Mętlik męczył bardziej niż konkretny ból nieodwracalności wydarzeń.

Wojtek był chłopcem pełnym energii. Gdy słyszała jego radosny głos przepełniało ją ciepło. Czasami widywała go smutnego, wtedy czuła, że usycha, więdnie, umiera, bo nie może mu pomóc.

Pamiętała ostatni dzień, kiedy trzymała go w ramionach. Był maleńki. Miał wysoką gorączkę. Płakał. Ona także. W szpitalu powiedzieli, że nie ma szans. Że za późno. Że tak bywa. Wtedy też nie mogła mu pomóc. Czuła się bezsilna, bezsensowna, bezwartościowa.

Minęło dziesięć lat. Widziała to wyraźnie. Dekadę temu zrobiła to, co uznała za słuszne, konieczne i jedyne. Aktualnie nie czuła żalu, jedynie nieznośną świadomość teraźniejszości. Ucieczka nie jest zła. Często jest tylko odwleczeniem w czasie nieuniknionego. Dobrze jednak jeśli jest powrót. Gdy go nie ma, wtedy ucieczka jest zakończeniem, finiszem, okrutną bajką bez morału.

Ona nie miała powrotu. Pewnie i dobrze, bo cóż by im powiedziała? Przepraszam. Pomyliłam się. Wybaczcie? Idiotyczne.

Stała i chłonęła widok. Stała i dygotała, jak nigdy. Chyba dziś coś się zmieni. Musi. Tak czuła. W powietrzu były dziwne wibracje. Ptaki ciszej śpiewały, prawie jakby lamentowały lub odczytywały psalmy.

Wojtek nadal biegał z kolegami po boisku. Wesoły, swobodny i szczęśliwy. Podjechał samochód, z którego wysiadł Paweł. Miał srebrne skronie, lecz krok wciąż sprężysty i zdecydowany. Zawołał syna. Nie, nie wołaj, proszę. Chcę jeszcze popatrzeć jak gra. Krzyknęła, lecz nawet żaden ptak nie zerwał się z pobliskiego jaśminowca. Nic dziwnego. Nie była w stanie wydobyć dźwięku, a tak bardzo tego pragnęła. Niemoc jest największym przekleństwem.

Nie zauważyła pana Irka nadchodzącego od strony kamienicy. Pchał taczkę, na której leżał szpadel. Zatrzymał się przy jaśminowcu, postawił taczkę, wyjął paczkę papierosów i zapalił jednego.

Dziś minęło równo dziesięć lat. Niewiarygodne. Nie ma ani ran, ani nawet blizn, a jednak wszystko jest inaczej. Tuż pod nią lśniły ślady wczorajszej ulewy, po których pływały żółte płatki.

Z zamyślenia wyrwało ją chrząknięcie pana Irka. Lecz nie tylko ono. Poczuła szarpnięcie, nie jedno. Świat zaczął wirować, szarzeć i zalewać się mgłą. Wojtusiu! Synku! Przepraszam! Do zobaczenia!

- Panie Irku, dlaczego wykopuje pan tę starą forsycję?

- Panie kochany, toż to tylko kłopot. Cholerne krzaczory! Na cholerę tyle ich tu posadzili? Wieczny syf – stękał, robiąc nerwowe kółka dłonią, w której tliła się końcówka papierosa.

- Słyszałem, że można odmładzać krzewy. – Paweł patrzył na leżący na taczce w połowie suchy krzak forsycji.

- Nie warto. Uwierz pan, nie warto.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
akacjowa agnes · dnia 26.04.2014 20:40 · Czytań: 950 · Średnia ocena: 4,88 · Komentarzy: 38
Komentarze
Ryszard Taxidriver dnia 26.04.2014 21:09 Ocena: Świetne!
Intrygujące i tajemnicze. Powiem szczerze, że w mojej głowie narodziło się bardzo wiele interpretacji. Czy kobieta oddała Wojtka gdy był mały i teraz tego żałuje? Czy zrobiła jeszcze coś innego? Czy umarła zaraz po porodzie i tylko przez chwilę trzymała synka na rękach? Teraz gdy widzi syna i męża cierpi jako duch zaklęty w krzak?
Podobało mi się!
amsa dnia 26.04.2014 21:17
akacjowa agnes - no, podoba mi się, niejasne, niedopowiedziane, intrygujące i tęskne. Motyw forsycji - intrygujący, i to szarpnięcie... Trochę smutne i ładne.

Pozdrawiam

B)
pablovsky dnia 26.04.2014 21:54
Ciekawa strategia, Agnieszko. Chcąc zbudować dreszcz w opowiadaniu, bazujesz w tej historii na uczuciach kobiety do własnego dziecka. Udany zamysł!
Wyrzuty sumienia.
Najważniejsze, że się pojawiły, szkoda tylko, że o całą dekadę za późno.

Końcówka troszkę niezrozumiała, nie wiem, czy to wypowiadane słowa matki, czy tylko niemy krzyk. Chyba to drugie, bo pisane kursywą.
Ogólnie jestem kontent, chociaż tak zwanego szaleństwa nie ma. A po Tobie właśnie spodziewałbym się wszystkiego :p

W mojej prywatnej skali (0-6) otrzymujesz 3,8 ;)
akacjowa agnes dnia 26.04.2014 22:02
Dziękuję, kochani, za miłe słowa a nawet za krytykę, Prezesie.
Co jest tajemnicą mojego opowiadania jeszcze pozostanie nieujawnione. Dla tego, kto odgadnie, co autorka miała na myśli będzie nagroda. Mam nadzieję, że Redakcja mnie za to nie zjedzie :)
Pozdrawiam wieczorowo
amsa dnia 26.04.2014 22:05
akacjowa agnes - dopiero teraz to mówisz! Będę kombinować:)

B)
akacjowa agnes dnia 26.04.2014 22:09
Trzymam kciuki :)
amsa dnia 26.04.2014 22:11
Mnie się wydaje (ale to nie jest ostateczna odpowiedź), że matka jest w forsycji...
pablovsky dnia 26.04.2014 22:19
akacjowa agnes napisała:
Dziękuję, kochani, za miłe słowa a nawet za krytykę, Prezesie.


Agnieszko, to ja - pablo pablovsky - tutaj nie jestem prezesem ZłyZasem :) I nie ma mowy o krytyce! To dobry tekst, a prywatna ocena jest bliska czwórki, czyli wysoka!
akacjowa agnes dnia 26.04.2014 22:24
Przepraszam, Pablo, od jakiegoś czasu mam rozdwojenie jaźni a nawet roztrojenie :)
pablovsky dnia 26.04.2014 22:27
Dlatego mamy Klub, aby w takich sytuacjach móc krzyknąć: Witaj w klubie! :D
marukja dnia 27.04.2014 11:47
A mi się wydaje, że coś - albo nawet ktoś tam w tej ziemi się kryje, jak na dreszcz przystało. ;)
Bardzo dobrze napisany tekst, czyta się gładko. Najbardziej podoba mi się zdanie:
Cytat:
Ptaki ci­szej śpie­wa­ły, pra­wie jakby la­men­to­wa­ły lub od­czy­ty­wa­ły psal­my.

Pozdrowienia!
Dobra Cobra dnia 27.04.2014 13:59 Ocena: Bardzo dobre
Bardzo dobry i jakże damatyczny w swych korzeniach utwór!

Droga akacjowa,

Dramat nam tu sadzisz o matce, co to synka porzuciła! Oddała może w obce ręce. Kto tam wie, bo tropów może być kilka.

Czyta się z zapartym tchem. Więc jest dobrze, a nawet bardzo dobrze.


Pozdrawiam pozdrawiajac pozdrowiennie,

DoCo
henrykinho dnia 27.04.2014 15:10
Niezwykle trudno jest mi to wszystko rozgryźć, poskładać, posklejać, ponieważ na początku narracja jest oczywista, ale potem…
Matka obserwuje syna na szkolnym boisku, matka widzi Pawła, matka… ginie, staje się częścią gleby – opis jej usychania z tęsknoty staje się nagle opisem usychającego krzewu… który jest jakby jej peryskopem, niczym w okręcie podwodnym, na ukryty za głębiną śmierci świat. Tytuł pomaga rozumieć to w ten sposób - jako wiosenne przejście na stronę wujka Hadesa, bo przecież to na wiosnę przyroda budzi się do życia... niestety też czasem na wiosnę zaraz potem umiera; wysuszone krzaki trzeba w końcu wyrwać.
Czuję, że przydałby się tutaj jakiś botaniczny Sherlock Holmes, ale moja interpretacja mi pasuje ;]

pozdrawiam
akacjowa agnes dnia 27.04.2014 16:45
Hej, Marukjo, Cobro i Henrykinho, dziękuję Wam bardzo za zaglądnięcie, poczytanie, podumanie, dedukcję i skomentowanie,
Jeszcze nikt z komentujących nie trafił w moją tajemnicę. Najbliżej byli Amsa i Ryszard. Podpowiem, że matka nie zrobiła krzywdy synkowi.
Pozdrawiam
al-szamanka dnia 27.04.2014 17:36 Ocena: Świetne!
Takie teksty po prostu mi się podobają.
Są inne, mają w sobie coś drżąco tajemniczego, niezwykłego.
Coś, czego nie powinno być między niebem i ziemia, a jednak, gdy czyta się taki temat, to wszystko wydaje się możliwe.
Nie wiem, ale mam wrażenie, że matka, nie widząc szans na powrót do zdrowia swojego dziecka, straciła zaufanie do... no właśnie. Kogoś, kto stoi ponad wszystkim?
I odebrała sobie życie.
Oczywiście musiała ponieść karę za popełniony grzech.
Chociaż tak nie do końca.
Wędrówka dusz?
W takim razie widzę zakończenie aż nie tak bardzo tragiczne.
Bo dzieło odnowy jest zawsze wiośniane i nadziejne.
I nie wiadomo czym zakwitnie w pobliżu Wojtka:)

Pozdrawiam:)
Wasinka dnia 27.04.2014 18:24
Mam podobne odczucie do al-szamanki (np. jeśli chodzi o samobójstwo) i, podobnie jak ona, lubię tego typu tajemnice i zaklęte kwiaty... A forsycja jest przecież zwiastunem wiosny, i to wesołym, ciepłym... I, jeśli dobrze pamiętam, symbolizuje oczekiwanie, burzę uczuć i głos przeznaczenia... Tak mi się skojarzyło.
Mam dwa odczucia - optymistyczne, reinkarnacyjne i takie smutniejsze. Ale powyżej w zasadzie zostało wszystko, co z tym związane, napisane.
I jeszcze mi się skojarzyło, że może przemiana w kwiat działa na zasadzie czyśćca... Jest stanem przejściowym.


Robaczki:
Cytat:
Gdy sły­sza­ła jego ra­do­sny głos(,) prze­peł­nia­ło ją cie­pło.

Cytat:
Do­brze jed­nak(,) jeśli jest po­wrót.



Pozdrawiam rozwiosennionym wieczorem.
akacjowa agnes dnia 27.04.2014 19:23
Dziewczyny kochane jesteście świetne! Chodziło mi o reinkarnację po samobójstwie i faktycznie oczyszczanie się jako forsycja. Wykopanie jej przez pana Irka to symbol, że bohaterka znów może iść dalej, bo widocznie coś przemyślała i zrozumiała. Może wrócić jako piesek Wojtusia lub siostrzyczka, którą sprawi jemu tata Paweł z jakąś nową ukochaną. Ileż chłop ma tkwić w żałobie?

Muszę pomyśleć nad nagrodami dla Was, kobietki. Obiecałam a nie lubię rzucać słów na wiatr, bo kto wie dokąd polecą :)
blaszka dnia 27.04.2014 19:46
Jaka zagmatwana historia! W życiu bym na to nie wpadła, że reinkarnacja i bohaterka jako forsycja, a później piesek. Sama historia dramatyczna, ale razem z Twoim komentarzem wyszło humorystycznie ;) Dobrze się czytało.
akacjowa agnes dnia 27.04.2014 19:54
Hej, Blaszko, fajnie, że wpadłaś. Cieszę się, że się dobrze czytało, a że zaskoczyłam pomysłem cieszy mnie jeszcze bardziej :)

Pozdrawiam
mede_a dnia 27.04.2014 19:59 Ocena: Świetne!
Również dołączę się do tych chwalących. Ciekawa lektura, dobry pomysł, dobre wykonanie. I dodatkowo - niewymuszone wzruszenie. Matki czuwają nawet z tej drugiej strony nad swoim dzieckiem. W to wierzę. Pozdrawiam.
akacjowa agnes dnia 27.04.2014 20:10
Mede_o, też wierzę, że nie jesteśmy tutaj sami. Są z nami wszyscy, którzy nas kochają nawet jeśli nie ma ich fizycznie.
Super, że się podobało.
Już dawno tylu pochwał nie dostałam. Ale raz na jakiś czas rozumu mi nie odbierze a i woda sodowa tych bąbli ma niewiele :)
kamyczek dnia 27.04.2014 22:12 Ocena: Świetne!
Akacjowa agnesko,

Oj, szkoda, że tak wcześnie odkryłaś karty, moja interpretacja w jednym punkcie była nawet zbieżna z Twoją. Szkoda, ale skoro się tyle napisałam, to może wkleję, co? No to wklejam.

Młoda kobieta wierząca w wędrówkę dusz (pogląd wg którego dusza po śmierci ciała może wcielić się w ciało nowonarodzonego dziecka, zwierzęcia czy rośliny – w przypadku bohaterki Twojego opowiadania, tak sobie dedukuję, dusza odrodziła/ wcieliła się w roślinę, forsycję), nie posiada się ze szczęścia, dowiadując się, że jest w długo oczekiwanej ciąży. Wydawałoby się, że nic nie zmąci tej radości, a jednak… Zdiagnozowany nowotwór stawia w trudnej sytuacji – kobieta nie ma wątpliwości, jaką podejmie decyzję… Pamiętała ostatni dzień, kiedy trzymała go w ramionach. Był maleńki. Miał wysoką gorączkę. Płakał. Ona także. W szpitalu powiedzieli, że nie ma szans. Że za późno. Że tak bywa. Wtedy też nie mogła mu pomóc. Czuła się bezsilna, bezsensowna, bezwartościowa.

Jest d(r)eszczyk i jest odrodzenie - jest wiośnianie. Pięknie. Mnie się podoba, bardzo.

Pozdrawiam serdecznie.
mike17 dnia 28.04.2014 10:32 Ocena: Świetne!
W pewnym momencie natychmiast przypomniał mi się "Szósty zmysł", gdzie mały chłopiec miał niezwykły dar widywania zmarłych, którzy nadal wracają do miejsc, w których żyli, by popatrzeć na swych bliskich, by znów tu być...

Głęboko w to wierzę, że obok naszego świata istnieje ten drugi, zapełniony tymi, którzy kiedyś byli ludźmi, oni mogą nas ujrzeć, lecz w drugą stronę to już nie działa.

Wzruszyłem się, a u mnie to nieczęsty stan: pięknie poprowadziłaś narrację, subtelnie wplatając poszczególnie elementy, by finalnie dały obraz, który można wielorako interpretować.
Brak dosłowności i szczególna aura niezwykłości dopełnia efektu pewnego zamglenia całej sytuacji, właśnie po to, by nie dać jednoznacznej odpowiedzi.
Każdy znajdzie własną.
Ominęłaś zgrabnie rafy ckliwości, co jawi się tu kolejnym plusem - czasem w takich razach widuje się pójście w ową ckliwość, co raczej nie robi dobrze tekstowi.

Jest ludzko, ale i magicznie.
Ujrzałem całą tę scenkę i poczułem dreszcz, bo moje serducho lubi takie wrażenia :)

Gdzieś brakowało paru przecinków, ale myślę, że nie o to chodzi, by je tu wyłuskiwać.
Skupiłem się na czymś ważniejszym.

Wysoko, Aga :)
akacjowa agnes dnia 28.04.2014 17:56
Kamyczku, cieszę się, że chciało Ci się dokonać takiej analizy. To mi schlebia. Może faktycznie się pospieszyłam z wyjawieniem sekretu, ale cóż czasem jestem zbyt niecierpliwa :)

Mike, witam u mojej forsycji. Wielce raduję się, że Cię wzruszyłam. Jeśli kobieta potrafi bezdotykowo dotknąć faceta tak, że on poczuje dreszcz, to znaczy, że... u niej w domu musi być wyjątkowo zimno ;)

Pozdrawiam żółtopłatkowo
puma81 dnia 29.04.2014 09:17
Niezwykle intrygująco. Bardzo ładnie napisane, z wyczuciem, obrazowo i plastycznie. Myślę, że matka nie żyje, być może oddała swoje życie, by ratować syna. Nie jestem pewna właściwej interpretacji treści, ale za to jestem pewna, że bardzo mi się podobało.
Pozdrawiam :)
Usunięty dnia 29.04.2014 09:54
Bardzo ładnie poprowadzony tekst. Chwilami może trochę przepatosiłaś (np. "po każdym zakamarku jej istoty" ), ale mało jest takich przegięć. A właściwie mam wrażenie, że im dalej w tekst, tym jest ich mniej. Generalnie im bardziej się rozpędzasz, tym lepiej wychodzi Ci też budowanie atmosfery.

Historia pewnie mało oryginalna, ale wykonanie czyni ją pierwszą i jedyną. Zakończenie cudowne.

Technicznie tylko sporo do podciągnięcia:

Znów go widziała. Tak bardzo chciała objąć, przytulić, poczuć. Zobaczyć uśmiech skierowany właśnie do niej. Nieosiągalne. Kiedyś mawiała: /dwukropek/ „chcieć to móc”. Teraz tłukło się /słowa tłukły się/ szyderczym echem po każdym zakamarku jej istoty.

Widywała Wojtka zawsze z daleka. Nie mogła podejść. Po prostu nie mogła. Od lat żyła tymi chwilami. Prawie codziennie o tej samej porze. Nauczyła się wyczuwać, kiedy przyjdzie na boisko. Strasznie cierpiała, gdy padało. Zimy nie były takie złe, bo boisko zmieniało się w taflę lodu. Podziwiała wtedy jego wyczyny na łyżwach. Jednak kiedy towarzyszył mu Paweł(,) bolało zawsze mocniej. Czy cieszyło, że nigdy nie przychodzili w towarzystwie żadnej kobiety? Miała wątpliwości. Mętlik męczył bardziej niż konkretny ból nieodwracalności wydarzeń.

Wojtek był chłopcem pełnym energii. Gdy słyszała jego radosny głos(,) przepełniało ciepło. Czasami widywała go smutnego, wtedy czuła, że usycha, więdnie, umiera, bo nie może mu pomóc.

Pamiętała ostatni dzień, kiedy trzymała go w ramionach. Był maleńki. Mi wysoką gorączkę. Płak. Ona także. W szpitalu powiedzieli, że nie ma szans. Że za późno. Że tak bywa. Wtedy też nie mogła mu pomóc. Czuła się bezsilna, bezsensowna, bezwartościowa.

Minęło dziesięć lat. Widziała to wyraźnie. Dekadę temu zrobiła to, co uznała za słuszne, konieczne i jedyne. Aktualnie nie czuła żalu, jedynie nieznośną świadomość teraźniejszości. Ucieczka nie jest zła. Często jest tylko odwleczeniem w czasie nieuniknionego. Dobrze jednak(,) jeśli jest powrót. Gdy go nie ma, wtedy ucieczka jest zakończeniem, finiszem, okrutną bajką bez morału.

Ona nie miała powrotu. Pewnie i dobrze, bo cóż by im powiedziała? Przepraszam(?) Pomyliłam się(?) Wybaczcie? Idiotyczne.

Stała i chłonęła widok. Stała i dygotała, jak nigdy. Chyba dziś coś się zmieni. Musi. Tak czuła. W powietrzu były dziwne wibracje. Ptaki ciszej śpiewały, prawie jakby lamentowały lub odczytywały psalmy.

Wojtek nadal biegz kolegami po boisku. Wesoły, swobodny i szczęśliwy. Podjechsamochód, z którego wysiadł Paweł. Mi srebrne skronie, lecz krok wciąż sprężysty i zdecydowany. Zawoł syna. /odtąd kursywą albo od myślnika, i od nowego akapitu/ Nie, nie wołaj, proszę. Chcę jeszcze popatrzeć jak gra - (k)rzyknęła, lecz nawet żaden /żaden - do kosza; podobnie z "żadnej kobiety" na początku tekstu/ ptak nie zerwał się z pobliskiego jaśminowca. Nic dziwnego. Nie była w stanie wydobyć dźwięku, a tak bardzo tego pragnęła. Niemoc jest największym przekleństwem.

Nie zauważyła pana Irka nadchodzącego od strony kamienicy. Pch taczkę, na której leż szpadel. Zatrzymsię przy jaśminowcu, postawtaczkę, wyjął paczkę papierosów i zapal jednego.

Dziś minęło równo dziesięć lat. Niewiarygodne. Nie ma ani ran, ani nawet blizn, a jednak wszystko jest inaczej. Tuż pod nią lśniły ślady wczorajszej ulewy, po których pływały żółte płatki.

Z zamyślenia wyrwało chrząknięcie pana Irka. Lecz nie tylko ono. Poczuła szarpnięcie, nie jedno. Świat zaczął wirować, szarzeć i zalewać się mgłą. Wojtusiu! Synku! Przepraszam! Do zobaczenia!

- Panie Irku, dlaczego wykopuje pan tę starą forsycję?

- Panie kochany, toż to tylko kłopot. Cholerne krzaczory! Na cholerę tyle ich tu posadzili? Wieczny syf – stękał, robiąc nerwowe kółka dłonią, w której tliła się końcówka papierosa.

- Słyszałem, że można odmładzać krzewy. – Paweł patrzył na leżący na taczce w połowie suchy krzak forsycji.

- Nie warto. Uwierz pan, nie warto.
akacjowa agnes dnia 29.04.2014 11:13
Pumo, dziękuję za wizytę i miłe słowa. Sytuację bohaterki wyjaśniłam w jednym z wcześniejszych komentarzy. Częściowo masz rację :)

Pozdrawiam

Powiem Ci, Morfino, że polski język jest strasznie paskudny, jeśli mu się przyjrzeć pod względem końcówek. W czasie przeszłym po prostu masakra. I spodziewałam się Twojej akcji w moim tekście, bo jesteś w tym mistrzynią :)

Wybacz, kochana, ale poprawiać tego nie będę, bo po 1. chyba nie umiałabym, po 2. mimo wielkiego szacunku do Twojej pracy nad moim opowiadaniem, nie widzę potrzeby i po 3. uważam, że byłoby wtedy nienaturalnie.

Czy w mowie też patrzymy na dublujące się końcówki, czy powtarzające słowa? Nie. Zdaję sobie sprawę, że mowa pisana musi/powinna być ładniejsza i poprawniejsza, lecz nie może być sztuczna. I pewnie wynika to tylko z mojej nieudolności, ale nie widzę tego tekstu napisanego bez tych goniących się końcówek a nie kłującego plastikiem.

Buźka
zawsze dnia 30.04.2014 01:16
Cytat:
Kie­dyś ma­wia­ła „chcieć to móc”.

a tu brakuje mi dwukropka, subiektywnie

Cytat:
Jed­nak kiedy to­wa­rzy­szył mu Paweł(,) bo­la­ło za­wsze moc­niej.


Cytat:
kon­kret­ny ból nie­od­wra­cal­no­ści wy­da­rzeń.

przepraszam, agnes, ale słabe to sformułowanie i tandetne

Cytat:
Gdy sły­sza­ła jego ra­do­sny głos(,) prze­peł­nia­ło ją cie­pło.

Cytat:
Do­brze jed­nak(,) jeśli jest po­wrót.


Cytat:
Prze­pra­szam. Po­my­li­łam się. Wy­bacz­cie?
pytajnik warto odkursywować

Nie będę się czepiać do końcówek czasowników, ale z zaimkami w pewnych miejscach przydałoby się coś zrobić. Ale nic to, te małe niedogodności nie przeszkadzają ni trochę w odbiorze lektury. Piszesz do środka czytelnika, wlewasz w niego słowa.

I ja pomyślałam o samobójstwie i odrodzeniu się/zaklęciu w kwiecie. I jak sobie myślę o tej drugiej wersji, to smutno mi strasznie, że kwiat wykopano i że "nie warto". A i w pierwszym nie umiem liczyć na łut szczęścia, że dziewczę trafi do rodzinnego domu.

Nadspodziewanie dobry tekst, igrający z czytelnikiem (i grający na jego myślach).
akacjowa agnes dnia 30.04.2014 09:16
Dziękuję, Zawsze, za kolejne poprawki. Postaram się usiąść nad tym tekstem i faktycznie pousuwam to i owo.

Cytat:
Nadspodziewanie dobry tekst, igrający z czytelnikiem (i grający na jego myślach).


Miło mi, że aż coś :)

Morfino, jednak podejmę wyzwanie i spróbuję powalczyć z końcówkami. A co mi tam? Może poczuję się jak wojowniczka Ksena :)

Pozdrawiam
Dobra Cobra dnia 01.05.2014 13:48 Ocena: Bardzo dobre
To wojowniczka Ksena też walczyła z końcówkami? To znaczy, że jej się rozdwajały może? Pytam, bo nie wiem. Przepraszam.
akacjowa agnes dnia 01.05.2014 13:54
Wiesz, DoCo, wtedy były kiepskie szampony. Lub nie było wcale. Odżywki w postaci guano lub jaja kurzego nie wystarczały, więc zwielokrotnione końcówki to była norma :)
Dobra Cobra dnia 01.05.2014 13:56 Ocena: Bardzo dobre
Wynoszę, że wojowniczka Ksena żyła w ciężkich czasach i czasoprzestrzeniach.
labedz dnia 08.05.2014 09:43 Ocena: Świetne!
No proszę, jest coś i z gatunku realizmu magicznego.
Nieźle opowiedziane. Jest zagadka, w kunsztowny sposób serwowana. Ciekawe postacie, każda ze swoją historią, a wspólny mianownik stanowi przemilczany dramat.
Mnie osobiście urzekła najbardziej postać pana Irka. Jak to się mówi, Mistrz drugiego planu. A przecież to on z wszystkich zdawał się powiedzieć - co nie znaczy, że wiedzieć - najwięcej na temat.
Brawo, zaintrygowało.
akacjowa agnes dnia 08.05.2014 16:39
Dziękuję, Łabędziu, za miłą niespodziankę. Nie sądziłam, że jeszcze tu ktoś zajrzy i to z tak przyjemnym komentarzem.

Pan Irek to dobry chłop, ale prosty. Choć może to właśnie jest największą zaletą.

Pozdrawiam majowo
tydrych dnia 09.05.2014 18:50 Ocena: Świetne!
Ty to potrafisz zaintrygować! Pomysł z roślinką-byłą matką, na koniec wykopaną z grządki, przedni.
Zaskakujący i drażniący, bo można było w duszka i pełnia szczęścia.
Ale to Twój zamysł pisarki i cudownie zrealizowany tekst.
Chyba osiągnęłaś cel, bo pozostawiłaś we mnie niedosyt treści.
Nie oczekuję dalszego ciągu, bo wepchnęłaś mnie w swój świat fantazji literackiej, jakże mi bliski.
Jakiś czas pozostanę w nim wraz z bohaterami tego opowiadania.
akacjowa agnes dnia 09.05.2014 19:25
Tydrychu, miód na serce mi lejesz. Bardzo się cieszę, że znów Cię widzę.
Wasyl dnia 09.05.2014 22:23
Jak dla mnie - tekst najciekawszy z konkursowych.
Dobry pomysł i frapująca końcówka. Co lubię.

Pozdrawiam.
akacjowa agnes dnia 09.05.2014 22:54
Wasylu, tak miły komentarz od tak rzadkiego u mnie gościa daje mi radości tyle, że nie wiem czy uniosę :)
Dziękuję i pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Darcon
29/06/2022 10:03
Mocne, bez dwóch zdań, ale też bardzo dobre. Jesteś… »
Darcon
29/06/2022 10:00
Nie wiem, czy poprzednia seria była mniej popularna, ale ta… »
Darcon
29/06/2022 09:06
Bardzo ładne opowiadanie, Joanno, chciałoby się jednocześnie… »
Jacek Londyn
29/06/2022 07:28
"Śpieszmy się dziękować za komentarze, wiersze tak… »
Yaro
28/06/2022 21:41
Świetny film i bardzo dobry wiersz. Pozdrawiam… »
Yaro
28/06/2022 21:39
GUZIKI /Pamięci kapitana Edwarda Herberta/ Tylko guziki… »
Brytka
28/06/2022 21:06
Z podobaniem, pozdrawiam »
Gramofon
28/06/2022 14:39
Dziękuję, cieszę się, że się podobało. Pozdrawiam. »
wolnyduch
27/06/2022 20:48
Msz sens życia, to coś więcej poza przetrwaniem, ale… »
Yaro
27/06/2022 19:09
Jezus chce byśmy się cieszyli, radowali miłość jest radością… »
Materazzone
27/06/2022 17:27
Jak dla mnie zbyt...proste? Może nie, raczej zbyt łatwe w… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:37
Nie lubię żartów z religii (nie twierdzę, że taki był… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 15:35
Dobrze napisane i fabuła fajna. W obydwu przypadkach sukces… »
Marek Adam Grabowski
27/06/2022 09:14
Dzięki! Zawsze miło cię widzieć. Pozdrawiam »
Marian
27/06/2022 07:25
Ciekawie napisane. Zgadzam się z tulipanowką, przeżyła, bo… »
ShoutBox
  • Materazzone
  • 28/06/2022 17:24
  • Dawno mnie tu nie było. Strasznie mało tu życia jest :(
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas