Truskawka - pablovsky
Proza » Miniatura » Truskawka
A A A
Od autora: O kuszących, krągłych kształtach. Soczysta i subtelna. Delikatnie pachnąca i cudownie miękka. Kobieta? Nie. Truskawka.

- Czym mogę służyć szanownemu panu?

- Poproszę pięć kilo truskawek, byle szybko! Czas, to pieniądz, szanowna pani. Albo nie! Daj pani osiem. Osiem kilo!

 

pablo pablovsky

      jako

 

                                                  Zły Zaskroniec

                                          przedstawia (w swoim stylu)

                                przerażającą historię o zagubionym człowieku

                                 opowieść na granicy słodkiego smaku

                                                 p.t. TRUSKAWKA

 

 

Ludziom różnie układa się w życiu. Przyznaję, że moje ułożyło się całkiem głupkowato.

- Ty jakiś nienormalny jesteś, Maślicki? - zapytał kiedyś starszy aspirant, wysłuchawszy moich tłumaczeń, gdy po raz kolejny spisywał zeznania.
- Nie jestem. - Bez emocji wzdrygnąłem ramionami.
- W takim razie jak się nazwiesz? To już trzeci raz w tym tygodniu! W tych samych krzakach! Kurwa, nie wstyd ci chłopie?
W odpowiedzi ponownie uniosłem ramiona.
- Potrzebny ci specjalista, człowieku! - Usłyszałem.

Wszystko zaczęło się trzydzieści lat temu, gdy wracałem z przedszkola. Trzymając ojca za rękę i zapatrzony na Jolkę, nadepnąłem na leżącą truskawkę.

Musicie wiedzieć, że Jolcia była piękną dziewczyną z jasnymi warkoczami, na których dyndały różowe kokardki, do dziś pamiętam jak pokazała mi język, gdy rzuciłem w nią kanapką z serem.
Inna sprawa, że nie interesowała się moją osobą. Chodziła do starszaków i miała zaloty w głębokim poważaniu.

Ale wróćmy do tematu.
Nie wiem czy wspomniane uśmiercenie truskawki miało wpływ na życiowy obłęd, lecz wtedy skutecznie zagłuszyłem uliczny gwar, wyjąc niczym kojot na prerii.
Przerażony nie słuchałem tłumaczeń zdesperowanego ojca, że owoc nie odczuwa bólu, a sok nie jest krwią.

Prawdopodobnie od tamtej chwili, truskawki znacząco wpłynęły na moje postrzeganie świata, sprawiając, że w późniejszym życiu pojawiły się nie lada problemy.

Pierwszy raz stało się to w wieku dwunastu lat, gdy mama poprosiła mnie o obranie wspomnianych owoców ze szypułek.

Właśnie wtedy, podczas oddzielania zielonego od czerwonego- przeżyłem pierwszą, świadomą ejakulację w życiu. Na szczęście rodzicielka nie spostrzegła mojego spoconego i zarazem zdziwionego oblicza, gdy odkryłem ten wstydliwy fakt.

Sytuacja powtarzała się jeszcze wielokrotnie, w nieco innych okolicznościach, lecz za każdym razem, gdy w pobliżu znajdowały się te słodkie owoce.
W wieku szesnastu lat zrozumiałem, że jestem inny, niż moi rówieśnicy.

Nie podniecały mnie długonogie blond piękności, duże, albo małe cycki, kręcące tyłeczki w obcisłych sukienkach.
Na szczęście nie leciałem też na chłopaków, więc śmiało można było wykluczyć skłonności gejowskie.
Jednak było faktem niezaprzeczalnym, że rajcują mnie truskawki. Okrągłe, pachnące i mięciutkie.

Jak łatwo się domyślić, w okresie czerwcowym, gdy wysyp tych uroczych ślicznotek był olbrzymi, mogłem używać do woli.

Ktoś mógłby powiedzieć, że w okresie zimowym również nie powinienem narzekać, wszak są mrożonki, dżemy i kompoty, a na upartego można upajać się oglądając zdjęcia truskawek w sieci.

Niestety, pech polegał na tym, że na moją wyobraźnię działały wyłącznie świeże owoce, zwłaszcza te gruntowe.

Stąd co roku, późną wiosną, codziennie można było mnie spotkać na pobliskich bazarach, czy okolicznych ryneczkach.
Najbardziej lubiłem plac targowy w centrum miasta, gdzie dookoła było mnóstwo drzew i krzaków.

Po przyjrzeniu się różnym gatunkom truskawek i nabyciu odpowiednich porcji, wskakiwałem w pobliskie krzewy, gdzie onanizowałem się zawzięcie, zajadając w międzyczasie niezliczone ilości tych boskich delicji.
Miało to również ujemne skutki.
Często w obłędzie zjadałem pięć, sześć kilogramów podczas jednego przedpołudnia, co przekładało się na dolegliwości żołądkowe.

Średnio na jeden kilogram, analogicznie udawało mi się dostąpić jednego orgazmu. Nie muszę mówić, że do domu wracałem wycieńczony, obolały w pewnych partiach ciała i na samą myśl o owocach, mdliło mnie niemiłosiernie.

Jednak już następnego dnia zapominałem o wszystkich utrapieniach i wczesnym rankiem z niepohamowaną żądzą biegłem na targ, by spacerować z wypiekami na twarzy pomiędzy straganami, a pobliskimi krzaczkami.
Późny maj i cały czerwiec był dla mnie najpiękniejszym okresem w życiu.

Oczywiście zdarzały się upokorzenia związane z moją przypadłością.
Największe jakie pamiętam, spotkało mnie podczas spotkania z koleżanką z roku.

Poszliśmy na lody do pobliskiej kawiarni. Pech chciał, że Iśka, bo tak miała na imię, zamówiła deser lodowy właśnie z truskawkami i bitą śmietaną.
Łatwo sobie wyobrazić, jak zadziałała na mnie wspomniana sytuacja. Próbowałem nie patrzeć jak ładuje do ust czerwone kulki, wierciłem się na krześle niemiłosiernie, zachowywałem jak skończony błazen.
W końcu nie wytrzymując ciśnienia w rozporku, wszedłem pod stolik, udając, że spadł mi portfel.

Gdy klęcząc spocony, sapiąc i stękając, byłem dosłownie sekundy od celu, obrus się uniósł i zobaczyłem szeroko otwarte oczy Iśki.
Było za późno, więc na jej oczach sfinalizowałem dzieło.
Przyjaciółka wstała i sfrustrowana wybiegła z lokalu. Pewnie do dzisiaj sądzi, iż była przyczyną mojego szaleństwa.

Jednak prawdziwe kłopoty zaczęły się, gdy zostałem wyrzucony z fabryki czekolady, gdzie pracowałem przy produkcji.
Przez zupełny przypadek, szukając pracy w pośredniaku, zostałem oddelegowany do zbierania szparag.

Okazało się, że moja grupa omyłkowo została przydzielona do... No tak, nie trudno się domyśleć.
Znalazłem się w samym centrum plantacji truskawek!
Już pierwszego dnia zamiast zrywać owoce i napełniać kosze przesiedziałem cały dzień w pobliskim tojtoju!

Od nieprzerwanych wiadomych czynności, na moich dłoniach pojawiły się niesamowicie wielkie bąble i co zrozumiałe, nazajutrz musiałem zrezygnować ze wspaniałej pracy przy zbiorach.

Zostałem bez środków do życia, przyszedł czerwiec, a moje chore żądze wciąż rosły.
Zostałem zmuszony do niecnego procederu, jakim była codzienna kradzież truskawek z pobliskich straganów i sklepów warzywniczych.

Początkowo wystarczyło kilka sztuk, jednak z każdym czerwcowym dniem mój temperament rósł, a popęd płciowy nie dawał spokoju.
Zacząłem wynosić z warzywniaków całe kobiałki moich ukochanych owoców.
Biegałem z nimi do domu, opychałem się, w między czasie dokonywałem aktów masturbacji i wracałem po łupy.

Niestety, wszystko ma swój kres.
Po trzech tygodniach zostałem najbardziej poszukiwanym owocowym złodziejem w mieście, na słupach ogłoszeniowych pojawiły się fotografie z moim wizerunkiem, lokalna prasa huczała na temat człowieka-widma, przez którego zaczął upadać rynek przetwórczy w regionie.

Doszło do sytuacji, że ceny truskawek na giełdach zaczęły rosnąć do niebotycznych rozmiarów, inwestorzy zaczęli się wycofywać z naszego okręgu, a kiedy Niemcy, z którymi miasto miało podpisaną umowę, ze względu na rosnące ceny zrezygnowali z importu truskawek, stałem się najbardziej poszukiwaną osobą w okolicy.

Mało tego, przez lokalne media zostałem ochrzczony mianem niebezpiecznego, przemysłowego terrorysty!

Mocno przerażony próbowałem znaleźć inny sposób, lecz kradzież kompotów, czy mrożonych owoców nie przynosiła najmniejszej satysfakcji.
Doszedłem do wniosku, że zmrożone truskawki działają na mnie wręcz odpychająco, groziła mi całkowita impotencja, nie muszę mówić, co to oznacza dla mężczyzny!

Zdesperowany do granic, pożyczyłem od sąsiada piątaka, nasunąłem na głowę czapkę z daszkiem, ukrywając twarz pod wielkimi czarnymi okularami, rodem z PRL-u i pobiegłem na bazar po kilogram świeżych truskaweczek.

Na samą myśl, mój przyjaciel stanął na baczność i przez całą drogę nie dawał spokoju.
Pewnie wiedział, że za chwilę jego właściciel będzie się delektował całym kilogramem pyszności.

Jakież dopadło mnie przerażenie, gdy okazało się, że truskawki nie kosztują pięć złotych, lecz osiem za kilogram!

Biegałem jak szalony po straganach, próbowałem się targować, ale sprzedawcy nieustępliwie rzucali zbyt wysoką kwotą!
Mogłem kupić najwyżej siedemdziesiąt deko, a to nie wystarczyłoby nawet na jeden porządny wytrysk!

To był początek końca.
Moja psychika ześwirowała, zacząłem wrzeszczeć, szarpać sprzedawców, wyzywać od złodziei, w końcu bez opamiętania zacząłem jeść truskawki razem ze szypułkami, pakowałem do ust całe garście, w między czasie dostawałem spazmatycznych wstrząsów, jeden orgazm gonił drugi.

Ostatnią rzeczą, jaką pamiętam był sprzedawca, który zaczął krzyczeć: "To on! Truskawkowy terrorysta! Chwytać go! Policja!"
Później ocknąłem się w celi.

To było miesiąc temu. Zapadł szybki wyrok. O dziwo nie skazano mnie, lecz wysłano do pewnego zakładu. Ręce mam dziwnie skrępowane, czuję się oszołomiony, ale moja przyjaciółka spisuje wszystko, co Wam przekazuję. Mam nadzieję, że moja historia doczeka publikacji.
Ku przestrodze. Wszak sezon w pełni. 

 

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
pablovsky · dnia 14.06.2014 03:31 · Czytań: 1046 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 22
Komentarze
wienczyslaw dnia 14.06.2014 10:50
zły monty pyton? ja na przykład czuję pociąg do myszy. z wtajemniczonymi kolegami przebieramy się czasem trochę za myszy, a nawet na podziemnych libacjach zajadamy sie żółtym serem!!

tak serio, to chyba nie trafione. niby wszystko ok. ale jakoś niezbyt mnie rozbawiło.
Dobra Cobra dnia 14.06.2014 13:33 Ocena: Świetne!
A ja napiszę szczerze, że mnie sie podoba najnowsza odsłona pablovskiego, aka Zły Zaskroniec.

Drogi mooy,

Mam słabość do historii z masturbantami, którym to opowieściom trudno się przebić na "wolny" rynek wydawniczy z powodu tak a nie inaczej rozumianej moralności. Oto ludziom się zdaje, że takie historie mogą wywołać wielkie straty w psyche, a i tematyka nie pasuje zbyt do modnych trendów prozatorskich, występujacych na przestrzeni 21. wieku.

I cóż tu dziś mamy? Oto biedny chłopak zagubiony w pociągu do owocu truskawki, niektórym przypominający słodkie i rozkoszne ksztalty kobiece. Można i tak, szczególnie obecnie, w czasach, kiedy wmawia się nam, że to co kiedyś nieobyczajne, teraz jest pożądania godne oraz naśladowania.
Więc znajdujemy tu pochwałę pociągu do tego owocu pól oraz pochwałę zbierających go w pocie czoła pracowników najemnych.jednak przes skórę czujemy tu o wiele większy dramat zachodzący!

Nieubłaganie nachodzi też mysl, która nijak nie daje spokoju, że sezon na truskawkę się skończy za jakieś dwa tygodnie bezpowrotnie i pozostanie po nim wspomnienie oraz mrożonki i dżemy, w których siła drzemie (w dżemie!).

Koles jest taki napalony, że rozwala lokalny, dynamiczny rynek truskawkowy! Dać temu wiarę ili nie dawać? Trudno rzec, gdyz Autor opowieści uprawia gatunek pisarski ( nie truskawkowy), zwany wesołym realnym sajens fikszyn (tak mi osobiscie bliskim).

Ileż zasadzek i upokorzeń czeka na tego, kto chce miłości oddać wszystkie siły, nie tylko te witalne!


Dzięki za tę piękną i pokrzepiającą prozę!


Zasładzam!


Dobra Cobra

( komentarz dodany o 13:33, jakby co ;))
pablovsky dnia 14.06.2014 17:52
Zły Zaskroniec, czyli młodszy kuzyn Dobrej Cobry dziękuję za wizytę Wienczysławowi i kuzynowi.

Cóż, sam nie wiem, czy opowiadanie jest powodem do kpiny, śmiechu, a może do pewnego zastanowienia?
Bo w założeniu miało być zabawnie, facet w krzakach opychający się truskawkami, z fiutkiem na wierzchu to niezły pokaz idiotyzmu w wykonaniu autora. Ale z drugiej strony, jeśli się zastanowić, temat jest poważny.

Przykładem niech będzie wienczysław, który (pół żartem, pół serio) publicznie przyznał się, że uwielbia czuć się myszą, a spożywanie żółtego sera sprawia mu "pewną" satysfakcję.

Akurat nie jest to groźny fetysz, podobnie jak truskawki, ale znane są o wiele bardziej dziwaczne, a czasami wręcz niezrozumiałe dla postronnych.
Osoba dotknięta jakąś mało popularną postacią fetyszyzmu ma z pewnością mnóstwo problemów natury psychicznej i nie tylko.
Bo jak naprzykład wytłumaczyć szacownej małżonce, że uwielbiamy czuć się myszą, konczitą, lub podczas zbliżenia występować w przebraniu np. tygrysa?
Dobra Cobra dnia 14.06.2014 18:06 Ocena: Świetne!
Nie da się tego wytłumaczyć małżonce. Choć należy dodać, że niektóre kobiety lubią dzikie zwierzęta.
Fabularia dnia 14.06.2014 20:00
Drogi pablovsky,

Jako zwolenniczka diety wzbogacanej owocami sezonowymi, do których zalicza się również truskawki, zgłaszam sprzeciw wobec ukazanego w Twojej opowieści przedmiotowego, nacechowanego zboczeniem, traktowania tych aromatycznych poziomkowatych!
Stop przemocy seksualnej wobec truskawek!
Dobra Cobra dnia 14.06.2014 22:07 Ocena: Świetne!
Bardzo cenny głos w dyskusji nad gustami i upodobaniami!
zajacanka dnia 15.06.2014 00:20
Żarty na bok. Słabo, pablovsky, słabo, Cenię/caniłam Twoją twórczość w Gangstrze, ale inne - na siłę "humoreski" - niestety mnie nie zachwycają. Dziś humor niski, koślawy, niefajny - ogólnie rzecz biorąc. Nie mówiąc o tym, żeś mi sezon truskawkowy nieco zniesmaczył...

I ta ciągła kalka zapisu od DoCo. Nie stać Cię na coś własnego, indywidualnego? Trochę dziwię się DoCo, że tak wciąż Cię hołubi, głaszcze... No, ale to między wami, panowie.

Dziś jestem na NIE, przyjacielu.

Pozdrawiam serdecznie

Kiss

A
blaszka dnia 15.06.2014 01:32
Uważam, że pomysł truskawkowego fetyszu jest odjechany. Trochę zabrakło tylko lekkości wykonania. Przez zastosowaną formę narracji trudno uzyskać humorystyczny efekt. Jest to raczej dość sucha relacja wydarzeń, której brakuje żywego języka dialogów i odczuwalnych emocji głównego bohatera. Uważam, że potrafisz dobrze pisać, dlatego czuję niedosyt, takie trochę zmarnowanie dobrego pomysłu. Za to moja wyobraźnia poszybowała w stronę filmu W. Allena, w którym zamiast wielkiego napompowanego cyca występuje teraz ogromna truskawa. Chciałabym więcej surrealizmu w Twoim utworze, bo taki mam fetysz ;)
pablovsky dnia 15.06.2014 13:11
zajacanka napisała:
I ta ciągła kalka zapisu od DoCo. Nie stać Cię na coś własnego, indywidualnego?


Droga Ann, ale co zrobić, że uwielbiam tę dziewczynę, Dobrą Cobrę? Jej teksty w moim mniemaniu są tak odjechane, że (jak sama zauważyłaś) urodził się Zły Zaskroniec, który czerpie niesamowitą przyjemność w parodiowaniu DoCo.

I co tu poradzić?

Wspominanie o "Gangstersze" jest niewiarygodną pomyłką, bo mylisz autorów, jeśli pamiętam, o Czarnym pisał ten gamoń, pablovsky? :) :)

Zły Zasowi podoba się truskaweczka, bo porusza problem truskafkowej masturbacji! A to temat mocno porąbany! :p

ZłyZas całuje Ann w czółko!


blaszka napisała:
Trochę zabrakło tylko lekkości wykonania. Przez zastosowaną formę narracji trudno uzyskać humorystyczny efekt.


blaszeńko, zabrakło lekkości, ale to normalne po spożyciu pięciu kilogramów truskawek!
Ale zwróć uwagę, że facet ma paskudny problem, tu się nie ma z czego śmiać, a nabijanie się z jego fetyszu jest wręcz niedorzeczne.

Fabularia napisała:
Stop przemocy seksualnej wobec truskawek!


Masz rację, to się nie powinno zdarzyć, Fabulario. I tylko dżusgawek żal!



ZłyZas kłania się i dziękuję za wizytę moich miłych przyjaciółek!

p.s. Też nie mam pojęcia, dlaczego Dobra Cobra mnie tak hołubi? Wysyłam jej piwo co tydzień na domowy adres, może to jest powodem???
Dobra Cobra dnia 15.06.2014 16:47 Ocena: Świetne!
Pablo,

SAM wiesz, że dokonałeś ogromnego skoku jakościowego w swoim pisaniu na przestrzeni Twojej bytności na PP. To się widzi gołym okiem. Mnie to raduje:)

Nie raz mówię ludziom, żeby nie kradli muzyki w sieci, ale moja gadka trafia w słup. Dlaczego, jak pójdziesz do Biedronki to nie kradniesz? - pytam.
- Bo to co innego - słysze w odpowiedzi.

Więc sobie myślę, że pablo też może powiedzieć coś podobnego, odpierając zarzuty krytyków, że zbyt się upodabnia do DoCo. To jego sprawa i jego wybór, nie? Jeśli jest z tym szczęśliwy...


Ukłony,

DoCo
pablovsky dnia 15.06.2014 17:21
Święte słowa! Pablo szczęśliwy, a DoCo dumny, że ktoś chce go parodiować! Czyż to nie pierwszy krok ku karierze? Któż nie chciałby być parodiowany, co jest oznaką wszelakiej popularności?

Najważniejsze, to rozróżnić dwie podstawowe zasady: Próba naśladownictwa, a parodia to dwie różne rzeczy, warto rozróżniać podobne kwestie.

Podobnie nie wszyscy potrafią rozróżnić ŻART od KŁAMSTWA. A ponieważ uwielbiam żartować, czesto spotykam się z oskarżeniami o mówienie nieprawdy :)

Wracając do ZłyZasa i DoCo - nawet, jeśli parodia jest nie najwyższych lotów- zawsze pozostanie parodią i nie ten jest na górze, który parodiuje, ale ten na podstawie którego owe parodie powstają.
mike17 dnia 15.06.2014 17:28 Ocena: Bardzo dobre
Siema, Pawełku, jestem już po lekturze, więc zacznę od plusów, a zatem:

Sam motyw wiodący, czyli konizm na tle fetysza w postaci truskawki uważam za wielce udany wybór, wszak jednych rajcują pończochy, innych obrośnięte nogi, a jeszcze trzecich, na przykład, jąkanie się lub wytrzeszcz.
Truskawka może przywodzić na myśl myśli obsceniczne, bo taka słodka, grudkowata, jak... nie powiem co, bo każdy chyba wie :)
Zatem w umyśle bohatera coś się mogło na tym tle zalęgnąć, czego nie neguję, bo mózg to labirynt, w którym jeszcze nikt się do końca nie odnalazł.

Poza tym sprawnie poprowadziłeś tego tfora, logicznie, dynamicznie, bez kitowania bzdetami, po prostu od początku do końca zgrabnie to wszystko popłynęło, nigdzie nie budząc podejrzeń o fałszywą nutę bądź przegadanie.

Minusem utworu jest jego dość bezpłciowa narracja, jakby jeno chłodna relacja, a jeśli kolo był z lekka wygły, to trza było ogniem polecieć, iść w szczegóły samienia się pod truskawkę, z soczystymi opisami, adekwatnym językiem, feelingiem, oddającym zboka w całej jego "krasie" - tego mi zabrakło, jasne, kumam, o co biega, ale dla mnie, naturalisty, to zbyt lajtowa wersja, za mało hardcoru :)
Jeśli idzie o humor, to stoję "w rozkroku", bo nie powiem, że go nie było - był, nawet się nie raz uśmiechnąłem, ale to też można było podkręcić na wyższe rejestry.
Bardziej polecieć w "mięsko", skoro tematy oddolne.

Biorąc wsio do koopy - są zalety, są minusy, czyli ogólnie jest ok, wiadomo, to moje widzenie, ale takie ono, a nie inne.
Fajnie się czytało, chopie :)

Spadam na mecz.
pablovsky dnia 15.06.2014 19:10
Sam mistrz komentarzy wpadł, żem rad niesłychanie! Cieszę się, że nie poczułeś zniechęcenia odnośnie spożywania tych smacznych owoców!

Oj tak, zbyt dużo tych minusów, zbyt dużo. Ale uśmiech jakiś nieśmiały wywołany został, to się liczy.
No cóż, trudno się nie uśmiechnąć, gdy człowiek wyobrazi sobie gościa biegającego z kradzionymi koszykami truskawek do domu, tylko po to, aby się opchać i odciążyć kręgosłup :) Obłęd totalny.

Co do meczu, nie opuściłem jeszcze żadnego! :) Wczorajszy WKS-Japonia o 3 w nocy, to jedyny, który nagrałem i obejrzałem rano z poślizgu, oczywiście nie znając wyniku :)

Dzięki Michałku za wizytę!
romantyczna dnia 16.06.2014 13:15 Ocena: Świetne!
haha ! xD moje ukochane truskawki tak zbezczeszczone :p Możesz się śmiać, ale przyciągnął mnie tytuł, a treść mimo wszystko bardzo mi się podobała ! :D uśmiałam się jak nie wiem, choć to dość głupkowaty temat, ale przecież chyba miał taki być...? Nie rozumiem czemu wszyscy oczekują jakichś wielkich ambicji od humoreski. Ona ma być głupawa, śmiesznawa i zapadająca w pamięć. Chociaż modlę się, by Twój bohater nie stanął mi przed oczami, gdy będę konsumować moje najulubieńsze na świecie owoce !

Pozdrawiam rozbawiona :)
al-szamanka dnia 16.06.2014 14:00 Ocena: Bardzo dobre
Cytat:
gdy mama po­pro­si­ła mnie o ob­ra­nie wspo­mnia­nych owo­ców ze szy­pu­łek.

z
Cytat:
zo­sta­łem od­de­le­go­wa­ny do zbie­ra­nia szpa­rag.

szparagów
Cytat:
w mię­dzy cza­sie do­ko­ny­wa­łem aktów ma­stur­ba­cji i wra­ca­łem po łupy.

mię­dzycza­sie

Parodia DoCo w wykonaniu Pablowskiego.
No cóż, temat nie jest z tych najambitniejszych;), i podejrzewam, że Autor nie miał takiego zamiaru, ale dobry kawałek do pośmiania jest jak najbardziej.
Scenka pod stołem ubawiła mnie wyjątkowo.
Lubię wyobrażać sobie siebie w podobnych sytuacjach i naprawdę nie wiem jak bym się zachowała.
Czytając mogłam beztrosko parsknąć śmiechem, w realu... chyba jednak starałabym się zapanować nad sytuacją, aby biedak nie dostał urazu.
Pomogłabym mu.
No, no, ale nie tak, jak się Tobie wydaje;)
Hmm, wytrzęsłam z siebie sporo zalegającego po nocnym dyżurze stresu.

Pozdrawiam:)
Miladora dnia 16.06.2014 16:22
Całkiem nieźle napisane, chociaż temat truskawkowych wytrysków nie zachwycił mnie jakoś.
No i jaką też tu pointę można by zamieścić, która zaskoczyłaby czytelnika.
Myślę, że jest to bardziej pisanie dla samego pisania, byle pisać, niż coś, do czego chciałoby się wrócić. W sumie za bardzo pomysłowe to nie jest. Ani też aż tak zabawne.

Przy okazji:
Cytat:
- Nie je­stem. - Bez emo­cji wzdry­gną­łem ra­mio­na­mi.

Wzruszyłem ramionami, gdyż to właśnie obrazuje stan "bez emocji", a nie "wzdrygnięcie".

Cytat:
zo­sta­łem od­de­le­go­wa­ny do zbie­ra­nia szpa­rag.

Do zbierania szparagów.

Cytat:
w mię­dzy cza­sie do­ko­ny­wa­łem aktów

W międzyczasie.

Masz jeszcze nieco wolnoamerykanki w zakresie stosowania przecinków, ale w sumie od strony technicznej i stylistycznej nie jest źle.
Potraktuję to więc jako wprawkę.
I dlatego nie pójdę się poonanizować truskawką, żeby sprawdzić, co wtedy czułeś.
Aha - przysłać Ci do zakładu kobiałkę, skoro sezon w pełni? :)

Miłego odsiadywanego :)
Quentin dnia 17.06.2014 11:18 Ocena: Bardzo dobre
Owocowy klimat.

Nie rozumiem, szczerze mówiąc, krytycznych głosów. Przyznać trzeba, że nie jest to dzieło sztuki, ale humor jak najbardziej przedni. Sam pomysł, żeby jako przedmiot pożądania umieścić owoc, jest czymś konkretnie odjechanym. Teraz sobie myślę, że problem stanowi może właśnie owa truskawka. No, bo nie jest to erotyczny owoc jednak. A dajmy na to taki banan... Albo melon.... Albo gruszka... ;)

Z pełną świadomością stwierdzam, że mnie się podobało.
Dziękuję
Pozdrawiam
pablovsky dnia 17.06.2014 13:48
Szamanko, Miladorko, romantyczna, Quentinie - ponieważ z czasem krucho, nie będę się rozpisywać i nudzić. Stwierdzę tylko, że jestem bardzo wdzięczny za Wasze odwiedziny!

Humor jakiś tam jest, ale jak to humor- każdy odbiera go inaczej. Dużo ma racji Miladora, że napisałem go po to, żeby coś napisać :) Czasami tak mam, pewnie znacie to z autopsji.

Quentin, z bananem pomysł całkiem dobry, ale bardziej by się sprawdził, gdyby bohater historii był kobietą :p

Miladorko, żeś mnie rozbawiła, kurde mol (jak mawia DoCo) to przecież nie jest historia o mnie :) Chociaż? Wszystkiego warto w życiu spróbować :lol:

Dziękuję Wam, moi mili, pozdrawiam truskawkowo!
Miladora dnia 18.06.2014 01:39
pablovsky napisał:
to przecież nie jest historia o mnie :)

Wiem, ale co szkodziło spróbować, czy się nie przyznasz. :)
ajw dnia 18.06.2014 11:28 Ocena: Świetne!
Wspomnienie przedszkola przesladuje mnie do dnia dzisiejszego, bo nie cierpiałam lezakowania, a zawsze przypadało mi miejsce obok niejakiego Piotrusia, który koniecznie chciał się pochwalić przede mną swoim 'skarbem'. Pewnego dnia wkurzona na mamę, która nie odbierła mnie jak mamusia Małgosi po 12.00 i musiałam przezyć to straszne lezakowanie, wyładowałam się na Bogu ducha winnym Piotrusi i powiedziałam, zeby schował swojego wstretnego robaka. Piotruś schował go szybko i już wiecej nie pokazywał ani mnie ani Małgosi, ani Eli, ani innym dziewczykom. Z tego co wiem pokazuje go tylko chłopcom i w zwiazku z tym mam straszne wyrzuty sumienia :(
A Twój tekst jak zwykle zajmujacy i z dowcipem :)
pablovsky dnia 19.06.2014 18:55
Ojej, chłopak przez Ciebie został gejem?! No, to można powiedzieć, że nieźle skrzywiłaś jego psyche :)
Dzięki, że zajrzałaś, oraz za ocenę z najwyższej półki ;)
ajw dnia 19.06.2014 19:02 Ocena: Świetne!
No mam ten grzech na sumieniu ;)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Abi-syn
16/05/2022 22:36
Wszyscy jesteśmy poruszeni tym co się dzieje na świecie,… »
Abi-syn
16/05/2022 22:19
Nauczyć się wyobraźni Autora, umieć posługiwać się… »
Yaro
16/05/2022 22:17
Jeżeli słownik potwierdza, że tak można to Pozdrawiam z… »
Abi-syn
16/05/2022 22:03
hejka, trochę sobie z tym dworuję, spotkałem za dużo… »
Lilah
16/05/2022 22:02
Bardzo się cieszę, Francodebies. Dziękuję i pozdrawiam… »
Florian Konrad
16/05/2022 21:25
Zawaliste, ale tytuł jednak walnąłbym z wielkiej litery. »
Nalka31
16/05/2022 21:17
Lilu Mocny ten wiersz, a jednocześnie pełen liryki i… »
Galernik
16/05/2022 21:15
Marku, dziękuję za odwiedziny. Fakt, lubię zabawę słowem,… »
Galernik
16/05/2022 21:11
Yaro, przeczytałem i się troszeczkę zadumałem. I to chyba… »
Yaro
16/05/2022 16:44
Wiersz jak wiersz , pisze i będę pisał ale Twoja poczta jest… »
mike17
16/05/2022 14:28
Jarku, ostatnio miałem mało czasu na portal, stąd moja… »
Marek Adam Grabowski
16/05/2022 14:14
Kila elementów humorystycznych masz dobrych, ale całość nie… »
annakoch
16/05/2022 11:04
Fajnie napisane Pozdrawiam »
Aleksandra Kaczmarek
15/05/2022 21:33
Ciekawe »
Florian Konrad
15/05/2022 15:26
Dziękuję. Wolałem przezornie dać tę "osiemnastkę"… »
ShoutBox
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
  • Yaro
  • 15/05/2022 18:40
  • Michał odezwij się. Pozdrawiam:)
  • Galernik
  • 10/05/2022 12:27
  • Dobra Cobro, ale to tak dobrze brzmi "Żywot bałwana". Myślę, że tytuł jest trafny, ale jak mi coś fajnego podrzucisz, to czemu nie, można zmienić. Dzięki za przeczytanie.
  • Dobra Cobra
  • 09/05/2022 15:30
  • Piękne zaproszenie. Zmieniłbym tytuł, żeby było bez słowa "balwan" , bo odzierasz punkt kuliminacyjny z zaskoczenia. I od początku wiadomo, co będzie.
  • Galernik
  • 09/05/2022 15:00
  • Witajcie. Melduję się po roku nieobecności. Żywot bałwana, jedna z moich najnowszych humoresek / opowiadań oczekuje Waszych opinii i ocen.
  • Darcon
  • 08/05/2022 09:57
  • Cały czas trwa nabór na konkurs "Malowanie słowem". Liczę, że wypoczęliście podczas majówki i teraz ruszycie z pisaniem. :)
  • Darcon
  • 04/05/2022 21:52
  • majka100, Strona główna, na dole, archiwum newsów. Marzec i kwiecień 2021. :) Pozdrawiam.
  • majka100
  • 04/05/2022 18:57
  • Dzień dobry, jest gdzieś zapis pierwszej edycji 'Malowanie słowem'?, bo jakoś nie mogę znaleźć. 'Muzoweny' też nie do odkopania.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas