Mouseville - Quentin
Proza » Obyczajowe » Mouseville
A A A
Od autora: Pewna wizja przyszłości. Nie tak znowu dalekiej chyba.
Klasyfikacja wiekowa: +18

Od zawsze najbardziej fascynowały mnie walki ludzi ze zwierzętami. Nic tak nie ilustruje rozwałki jak obrazek dzikiego lwa szarpiącego bezbronnego człowieka. Zwycięstwo w drugą stronę nie jest już tak spektakularne. Swego czasu sam nawet stanąłem w szranki z wściekłym psem, bo do wygrania była najprawdziwsza dziewica. Skurwiel rozszarpał mi udo, a łydkę ogryzł prawie do kości, ale przetrwałem natarcie. Dzielnie oślepiłem gnoja, a potem ukręciłem łeb. Sporo czasu minęło, nim porządnie mnie pozszywali, ale było warto, cholera, utrzeć nosa wszystkim tym, którzy przyszli popatrzeć na publiczne patroszenie. A dziewica pierwsza klasa. Palce lizać.
Za niecały kwadrans idę skopać dupę innej bestii. Jeszcze nie wiem, co to będzie. Pewnie coś przypominające rozmiarami mojego poprzedniego rywala. Takie przynajmniej są zasady. Z prawdziwymi potworami będę walczył dopiero, kiedy nabiorę doświadczenia. Dajmy na to z lwem. Jedno precyzyjne machnięcie pazurami i moją kichę pokazują w wiadomościach sportowych. Jeśli i tym razem wygram, któryś dziany cwaniak podpisze ze mną kontrakt, a wtedy co tydzień inna dziewica i fura kasy na koncie.
Tuż przed pojedynkiem wszystko we mnie buzuje. Niektórzy mówią, że chwilę przed gongiem mają wzwód. Dziwne, bo mnie kurczy się jak ślimak, i choćbym myślał o wszystkich dziewicach świata, ni cholery nie drgnie.
Sędzia huknął w tarczę gongu, więc pora zaczynać. Na arenę wychodzimy ze skrajnie położonych bram. Ku mojemu zdziwieniu z bramy naprzeciw wyłazi tygrys bengalski. Fujara kurczy mi się do rozmiarów wysuszonej krewetki. Nie taka była umowa, krzyczę, ale na próżno. Nikt już nie słucha. Klamka zapadła.
Kocur jest mocno pobudzony. Pewno nie żarł nic od tygodni. Za moment zwęszy kawałek mięsa, którym jestem, i ruszy naprzód. Nie ma żadnego przycisku „stop”, brak dróg alternatywnych. Jedynym, na co możesz liczyć, są ręce i broń biała.
W chwili, gdy wyposzczone bydlę szykuje atak, wiem że nic nie pomoże nóż rzeźnicki, który trzymam w dłoni. Są takie dni, kiedy nawet z karabinu maszynowego nie ma pożytku. Tygrys machnął wielką, ostrą łapą. Padam niczym rażony piorunem. Niech tłum ma dziś uciechę z mojej klęski. Żegnaj świecie, żegnajcie dziewice.

***

Dziennik doktora Morisa. Luty.
Jestem bardzo zadowolony z dotychczasowych badań. Wyniki cząstkowe póki co są obiecujące. Zarażone bakteriami myszy wydobrzały nadspodziewanie szybko już po pierwszych dwu porcjach leku. Środków ubocznych nie zaobserwowałem. Zwiększenie dawki medykamentu, w tym wypadku, byłoby kuriozalnym posunięciem.
Z socjologicznego punktu widzenia myszy wykazują wiele interesujących cech, których nie przypisywałbym poprzednio temu gatunkowi. Zdrowe osobniki otaczają szczególną opieką te starsze i bardziej schorowane. Dzielą między sobą żywność, biorąc pod uwagę wiek i ogólny stan zdrowia jako decydujące kryterium przy dystrybucji zapasów. Zdarzają się naturalnie osobniki mniej skore do konformizmu, ale to marginalne przypadki.
Wcześniej zależało mi na badaniu środowiska małp, gdyż te mają organizm najbardziej upodobniony do ludzkiego. Fundusze naukowe od dawna jednak pochłania przemysł zbrojeniowy. Widocznie stworzenie skutecznej machiny niosącej śmierć jest priorytetową sprawą dla współczesności, podczas gdy ratowanie życia nazwać można kwestią drugorzędną. Przemysł farmaceutyczny co prawda wciąż rozwija swoje gałęzie, ale nie na tyle, aby zrewolucjonizować oblicze świata. Do rzeczy, doktorze! No więc myszy to dobry obiekt badawczy − zdecydowanie mniej wymagający niż naczelne.

***

Szanowna redakcjo

Jestem nastolatkiem jak wszyscy w moim wieku i piszę do was, bo bardzo lubię hyperball. W ogóle przepadam za pigułkami. Najbardziej odpowiadają mi te, po których są haluny. No i stąd mój list, bo ostatnio miałem taki odlot, że widziałem ludzi z głowami wielkimi jak balony. Muszę przyznać, że widuję też trupy, to znaczy żywe, ale jednak trupy jak na filmach o zombie. Czy wszystko ze mną w porządku? Pytam, bo dwóch moich kumpli wylądowało w szpitalu. Jeden dostał udaru chyba mózgu, a drugi sraczki, to znaczy samej sraczki, nie udaru sraczki albo coś. Słyszałem też, że można mieć poważne problemy z pamięcią. Czy hyperball działa w ten sposób? Pytam, bo dwóch moich kumpli wylądowało w szpitalu. Jeden dostał udaru chyba… chyba już to pisałem. A moja koleżanka twierdzi, że od ćpania hyperballa ma drożdżycę w cipce. Czy możliwa jest drożdżyca na fiucie?

Kris

***

Mówcie, co chcecie, ale taka schorowana babuleńka to straszny kwas dla każdego młodego człowieka, a już dla tych, co nie widzieli nigdy na oczy zmarszczek, podwójny szok. Moja, nie dość, że ma całą twarz i dłonie poorane bruzdami, pachnie jeszcze jakoś dziwnie. Podobno kiedyś ludzie w ogóle nie naciągali sobie skóry. Dacie wiarę?
− Nasz ośrodek eutanazji świadczy kompleksowe usługi najwyższej jakości − zachwalał jeden koleś przed moimi starymi. − Czy szanowna staruszka była osobą religijną?
− Katoliczka − wyjaśniła matka.
− Świetnie się składa. Możemy na tę okazję zatrudnić prawdziwego księdza, który dokona ostatniej posługi. Czy szanowna staruszka wyrażała jakieś życzenia co do swego końca? Może chciałaby po raz ostatni usłyszeć jakiś wybrany utwór? Mamy bogate archiwum fonograficzne. A może szanowna staruszka wolałaby poezję?
Facet miał gadane, nie ma co. Ciągle bajerował, że taniej ukatrupić babuszkę w klinice, niż zamykać ją w jakimś ośrodku dla starców. Że usługi są full serwis i takie tam brednie, byleby starzy podpisali tylko kwit, zapłacili i poszli sobie. No to w końcu podpisali, zapłacili i poszliśmy w cholerę.
Babka widocznie nie tak całkiem była zahukana, bo zaraz wyłapała, że coś nie tak.
− Chcecie mnie oddać do jednej z tych rzeźni − zaczęła świrować i pluć na wszystko dokoła. − Już ja dobrze wiem, że tak. Lepiej wyrzućcie mnie na śmietnik albo zostawcie w lesie, bo na pewno nie pójdę do umieralni.
− Niech mama nie dramatyzuje − powiedział ojciec, ale babkę to tylko bardziej rozjuszyło. Teraz ciskała się dwa razy mocniej.
− Kiedyś z wami wszystkim zrobią to samo, plugawe śmieci! Możecie mnie pocałować w dupę. Pluję na was. O!
I splunęła na podłogę. Potem, na znak ostatecznej desperacji, narobiła w gacie, żebyśmy wszyscy siedzieli w smrodzie.
W gruncie rzeczy cały protest niewiele pomógł, gdyż nazajutrz daliśmy babuleńce proszki nasenne, a gdy już smacznie chrapała, zawieźliśmy ją do kliniki, gdzie czekał ksiądz. Przysiągłbym, że ten sam gość robił wczoraj za sanitariusza. Teraz stał nad półprzytomną babuleńką w sutannie i mówił:
− W imię Ojca i Syna, Amen. Pozwól, dobry Boże, wstąpić tej oto poczciwej staruszce w twe najdostojniejsze progi, aby odzyskała dawną młodość, gibkość i jędrność. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela teraz i zawsze. A kto ma coś przeciwko, niechaj przemówi teraz lub niech zamilknie na zawsze i na wieki wieków Amen.
Babuleńka, choć nie była całkiem przytomna po środkach nasennych, spróbowała wykonać znak krzyża. Chwilę potem dostała solidny zastrzyk, po którym wstąpiła w najdostojniejsze progi Pana. Mówcie, co chcecie, ale taka schorowana babuleńka to straszny kwas dla każdego młodego człowieka.

***

Na sali plenarnej rozgorzała prawdziwa wojna, gdy parlament przyjął ustawę o modernizacji przemysłu farmaceutycznego. Na mocy wspomnianego rozporządzenia producent i dystrybutor exodusu miał zmonopolizować dotychczasowy rynek szeroko pojmowanych specyfików oddziałujących pozytywnie na organizm.
− Veto! Veto! − krzyczeli Fundamentaliści, dla których temat legalnych narkotyków był drażliwą kwestią. Ci zawsze twierdzili, że wszystkie zabiegi mające na celu wprowadzanie nowych receptur substancji farmakologicznych, które nie służą leczeniu, niechybnie dążą do otumanienia społeczeństwa. Z tego powodu zwolenników taniego exodusu zwano nawet „trucicielami ojczyzny”.
− Młodzieży trzeba więcej swobody − oddalał zarzuty Zulus, przywódca największej siły politycznej parlamentu. − Fundamentalizm dla podatnego na sugestie, chłonnego umysłu jest zarazą. Dorastający ludzie winni pisać własną historię, nie zaś kopiować cudzą.
Później znany wszystkim doktor światowej sławy przedstawił wyniki rzekomo wieloletnich badań nad exodusem. Na końcu przemowy zażył publicznie pigułkę. Tłum, pobudzony tak motywującym widowiskiem, poszedł w ślady naukowca. Zulus zacierał ręce.

***

Dziennik doktora Morisa. Kwiecień.
Orwell w najmniejszym stopniu wykazuje skłonności konformistyczne. Właśnie z tego powodu nadałem mu imię na cześć wielkiego pisarza, antyutopisty. Podczas gdy wszystkie osobniki zaaklimatyzowały się w życiu grupowym, on jeden pozostał odludkiem, jeśli tak w ogóle można powiedzieć o myszy. Zachodzę w głowę, jak to możliwe, że nawet w świecie zwierząt występują żyjący na marginesie outsiderzy. Chyba mamy więcej ze sobą wspólnego niż myślimy…?
Mysie miasteczko, które stworzyłem, fascynuje mnie coraz bardziej. Nie chodzi wyłącznie o naukę, bo ta powoli przestaje być priorytetem. Najbardziej pociąga mnie uczuciowość małych stworzonek zamkniętych w akwarium. Chyba zazdroszczę im wzajemnego oddania. Pewien gość, w tym wypadku ja, wręczył im kawałek przestrzeni wyłożonej trocinami, aby żyły wedle własnego uznania. Wykorzystały szansę. Dla nich muszę być jak Bóg − potężny, wszechobecny. Bywają chwile, kiedy są mnie ciekawe, ale są też momenty strachu. Doprawdy to dość szczególna relacja nacechowana obustronnym zainteresowaniem.
Patrzę na swoje miasteczko i dochodzę do wniosku, że postęp oraz szeroko pojmowany rozwój nie zawsze oznaczają korzyść. Ciągłe „ulepszanie” ludzkiej obyczajowości doprowadziło do znacznego rozpadu więzi rodzinnych. Nadal co prawda mamy matki, ojców oraz dzieci, ale to tylko standardowe pojęcia. Jeszcze jedno pokolenie i wyjdą całkiem z użycia. Kobiety już nie są potrzebne jako rodzicielki, a mężczyźni mogą z pełną świadomością spuszczać plemniki w klozecie. Większość i tak jest bezpłodna albo będzie wkrótce. Wygodniej hodować dzieciaki w probówkach.
Obserwując myszy, widzę dawny, utracony świat, który znam z książek i opowieści. Tęsknię za prawdziwą rodziną. Może urodziłem się zbyt wcześnie? A może lepiej nie przychodzić na świat wcale? Chyba za bardzo odchodzę od istoty spraw. Pora dostarczyć mieszkańcom akwarium nowe witaminy exodusu.

***

− Wyglądasz jakoś dziwnie, Kai − rzekła matka, gdy cała rodzina siedziała przy stole. − Czy ty aby nie masturbujesz się zbyt rzadko? Chyba pamiętasz, co mówił doktor Bolt?
− Pamiętam, pamiętam − odparł młodzieniec, dziobiąc niemrawo widelcem w puree ziemniaczanym.
− Podobno masz słabo rozwinięty temperament jak na młodego mężczyznę − ciągnęła dalej matka. − Wiesz, że organizm najlepiej pracuje przy wysokich obrotach? Swoją drogą to ciekawe, jak różnisz się od brata. JuliuszCezar, choć wiele młodszy, ma tak silny popęd seksualny, że musimy trzymać go na dystans w towarzystwie. Ostatnio upodobał sobie chłopca tych artystów z naprzeciwka.
− Nie powinnyśmy pozwalać na ich spotkania − zabrał głos ojciec.
− Dlaczego?
− Dobrze wiesz, jak zachowują się artyści. Bezustannie duszą wewnątrz emocje, a potem chorują. Słyszałem, że niektórzy nie biorą nawet witamin. Prędzej czy później każdy strzeli sobie w łeb albo poderżnie żyły. Strasznie to prymitywne.
− Przecież chłopcy uprawiają tylko seks. Dramatyzujesz, mój drogi. Lepiej opowiedz o lunchu z prezesem. Późno wczoraj wróciłeś.
− Prywatnie to bardzo delikatny i miły człowiek. Poszliśmy nawet razem do toalety w restauracji.
− Gratuluję. Zawsze przeczuwałam, że to porządny gość. Mam tylko nadzieję, że zaspokoiłeś go perfekcyjnie…?
− Moja droga, twój mąż robi najwspanialsze fellatio w dziejach świata. Przecież jestem profesjonalistą i dobrze wiem, jak zająć się własnym szefem. Zaprosiłem go na kolację.
− Wspaniale, przygotuję coś specjalnego.
− Myślę, że awans to kwestia czasu. Co o tym sądzisz, Kai?
− Pewnie tak, tato − odpowiedział chłopak.
− Więcej ikry, synu. Niedługo twój staruszek będzie wiceprezesem. Przyszłość jeszcze nigdy nie miała tak jasnych barw. Uczcijmy to.
Matka wyszła z kuchni. Gdy wróciła, w dłoni trzymała lśniące prawdziwym srebrem ekskluzywne pudełko. Wewnątrz spoczywały bardzo kosztowne pigułki, które spożywano w szczególnych okolicznościach. Cała trójka zażyła słuszną porcję, rozkoszując się działaniem rarytasu.

***

Szanowna redakcjo
Mam taką przyjaciółkę. W sumie to już nie jest moją przyjaciółką. Nie bo, kurde, no bo myślicie pewnie, że strzeliłam na nią jakiegoś focha albo coś, a tak naprawdę Felicja to wredna kurwa i mam nadzieję, że dostanie jakiegoś syfa na nadpiździu. Jakiś czas temu rozpuściła plotkę, że podobno już trzeci raz wyskrobałam sobie bachora w ten weekend. Gówno prawda, kurde. Wyskrobałam się dopiero drugi raz i to wcale nie był weekend, tylko środek tygodnia. A tak w ogóle powiedziałam wszystko w sekrecie tej pryszczatej dziwce, która ruchnęła nawet swojego pomarszczonego dziadka. Jeżeli jeszcze raz usłyszę, że ten kurwiszon mnie oczernia, zeświruję. Chwycę największy kamień, jaki znajdę, i rozkwaszę jej mordę na maksa. Chciałam jeszcze dodać, że Felicja śmierdzi na odległość, wychowała się w domu razem ze świniami, a na drugie imię ma gówno. Mieszka na ulicy Hemingeja czy jakoś tak. Jej numer telefonu to 33 65 11 00. Kiss.

Xena

***

Satana miała dopiero piętnaście lat, więc nie bardzo wiedziała, że na świecie istnieje coś takiego jak ideologia wykraczająca poza wielki nawias zabawy i śmiechu. Cóż innego mogą robić ludzie, jeśli nie tańczyć, łykać tabletki oraz żyć i umierać z dnia na dzień?
− Zdziwiłabyś się − powiedział Roland, nowopoznany chłopak przypominający z wyglądu młodego Einsteina. − Świat to współcześnie niczym nieograniczona przestrzeń dla kreatywnego umysłu. Można zrobić z nią dosłownie wszystko. Poczekaj tylko.
Einstein podszedł do sąsiedniego stolika, gdzie nie było gości i wziął cukiernicę. Rozsypał przed Sataną białe kosteczki i począł je skrupulatnie układać. Mówił przy tej czynności bardzo powoli, jakby w obawie, że pominie jakieś ważne słowo.
− Wszystko w naszych rękach. Według starodawnych teorii porządek wszechrzeczy ustalał niejaki Bóg przez duże „B”. W zasadzie było wielu Bogów. Ludzie, tacy jak my, chodzili tu i tam w przekonaniu, że dokąd nie wędrowaliby, zawsze z góry patrzy On przez duże „O”. Kiedy ktoś zbudował dom, który po chwili zmyła powódź, sądzono, że to wola boska. Najwyższy tak chciał, mówili wszyscy, ale nikt nie potrafił jasno wyjaśnić, dlaczego, po co, z jakiego powodu. Sytuacja trwała wieki, rozumiesz?
Nie rozumiała, ale przytaknęła, aby Roland kontynuował.
− Wiele czasu upłynęło, nim zaczęto myśleć nowocześnie. Najpierw jednostki. − W tym momencie młodzieniec wysunął z równej konstrukcji, przypominającej bezbarwną kostkę Rubika, jeden element. Po nim następny i kolejny, aż cała zawartość cukiernicy, spoczęła w różnych miejscach stołu. Wówczas zapytał dziewczynę: − Co ci to przypomina?
− Chyba nic − odparła Satana.
− To chaos.
− Mówisz naprawdę ciekawie, ale nic nie rozumiem. Chyba nie pasuję do twojej organizacji.
− Przeciwnie. Nie chodzi o to, aby wszystko rozumieć, ale czuć. Powinnaś przyjść na nasze spotkanie.
Roland położył przed rozmówczynią wizytówkę lokalu „Chaos”.
− Przyjdź, nie pożałujesz − zachęcał ją. − Jeśli będzie ci raźniej, przyprowadź znajomych. Gwarantujemy dobrą zabawę.
− Macie tam exodus?
− Wiesz, co dobre, siostro. Jakość Q.
− Przyjdę w środę.
− Świetnie. Opowiem ci o teorii wielkiego wybuchu.

***

Czołówka programu informacyjnego.
− Witam w fleszu najważniejszych wydarzeń z kraju i ze świata.
Lider partii Fundamentalistów po raz kolejny oskarża Zulusów o bezprawie oraz pogwałcenie elementarnych praw ludzi wolnych. Tym razem chodzi o walki gladiatorów ze zwierzętami. Według wstępnie potwierdzonych doniesień jednym z współuczestników morderczej zabawy był syn znanego dygnitarza z ramienia Fundamentalistów. Niespełna szesnastoletni chłopak poległ w walce z tygrysem bengalskim. Opozycjoniści oskarżają Zulusa, który posiada największe udziały na rynku rozrywkowym, o świadomy akt bezwzględnej przemocy, skierowany w środowisko politycznych rywali. Burzliwy proces w drodze. Transmisje z rozpraw na kanale publicystycznym.
Międzynarodowa Organizacja Sportu wkrótce ogłosi koniec prac nad prototypem nadczłowieka bijącego światowe rekordy w siedmiu dyscyplinach. Najlepszy z najlepszych ma siedemnaście lat, a od ponad trzynastu dorasta w laboratoryjnych warunkach pod okiem fachowców od udoskonalania ludzkiego organizmu. Chcesz wiedzieć więcej? Zaloguj się na naszym kanale.
Psychopata oskarżony o kanibalizm siądzie na krześle elektrycznym. Tak zadecydowali obywatele w referendum. Wyrok wykona gwiazda muzyki elektronicznej, Napoleon. Po egzekucji wszystkich zapraszamy na koncert. Chcesz kupić bilet? Zaloguj się na naszym kanale.
Szpitale coraz częściej notują dziwne przypadki zgonów wśród młodzieży. Przyczyną śmierci uczniów jest zawał, choć u żadnego ze zmarłych pacjentów nie wykryto wcześniejszych wad serca. Tuż przed śmiercią chorym doskwiera ból całego ciała. Chcesz wiedzieć czy twoje dziecko jest chore i umrze? Zaloguj się na naszym kanale.
Koniec nadawania.

***

Dziennik doktora Morisa. Maj.
Orwell jest niespokojny. Od samego początku udowadnia, że zasługuje na swoje imię. Odnoszę wrażenie, jakby maniakalnie dążył do podkreślenia własnej autonomii. Tylko on pozostaje jednostką zepchniętą na margines, choć mam też pewne powody, by twierdzić, że to świadomy wybór. Swego czasu jedna z samic próbowała nawiązać z nim znajomość, ale starania spełzły na niczym. Mały buntownik pogonił adoratorkę w diabły. Natychmiast zacząłem podejrzewać go o homoseksualizm. Niesłusznie. Wybacz, mój dobry przyjacielu.
To właśnie Orwell najgorzej przyswaja nowe witaminy. Gdybym nie znał jego wywrotowych skłonności, pomyślałbym, że organizm nie akceptuje któregoś ze składników. Dobrze jednak wiem, że powód leży w osobowości gryzonia. Cóż takiego wyczuwa? Może powinienem go nieco wygłodzić, wówczas nabrałby apetytu. Jakoś nie mam serca.

***

− Roland jest super − mówiła Satana. − Gada trochę dziwne rzeczy, ale poza tym w porządku z niego gość. Spodoba ci się.
Kai nie wyglądał na przekonanego. Inni ludzie interesowali go tyle, co nic. No, może poza Sataną, którą kochał. Był prócz tego jeszcze dobry znajomy Aldo.
− Oni podobno mają mnóstwo dobrego exodusu − kontynuowała temat dziewczyna.
− Naprawdę tak ci zależy? − spytał Kai.
− Jasne, może być ciekawie. Chciałabym spróbować czegoś innego, ty nie?
− Chciałbym cię o coś zapytać.
− Wal.
Nie zdążył jednak otworzyć ust, gdyż przybył Aldo.
− Sory was bardzo − rzekł na przywitanie spóźniony chłopak. − Byłem zawieźć babuleńkę do kliniki eutanazji. Skoczymy gdzieś?
− Właśnie próbuję przekonać Kaia do wypadu − na nowo zaczęła Satana. Opowiadała jaki to Roland jest interesujący, jak wiele fantastycznych rzeczy mówi i robi. Chyba z kilkanaście razy użyła słowa „niesamowicie”, jakby ono najbardziej pasowało do Rolanda.

***

Pod oknami siedziby Zulusów robiło się coraz goręcej. Tłum manifestujących Fundamentalistów napierał na ochroniarzy, a wszystko z góry obserwował nieco zirytowany Zulus.
− Czego oni chcą? − zapytał wódz swego sekretarza.
− Domagają się wydania prochów syna Galla − wyjaśnił tamten.
− Więc niech je biorą i wypierdalają.
− Problem w tym, że tygrys zżarł wszystko. Nie zostawił choćby kawałka.
− Dajmy im jakikolwiek popiół. Nikt nie odróżni czy to gówniarz, czy zwęglony pet.
− Przeprowadzą analizę. Będzie afera.
− To może gówno.
− Wybaczy pan, ale nie rozumiem.
− Czego? Tygrys zżarł, tygrys wysrał. Gall chce prochy syna, to dostanie na srebrnej tacce wymieszane z łajnem.
− Powinien pan chyba pomyśleć o urlopie − zasugerował urzędnik swojemu przełożonemu. − Nastały trudne czasy. Fundamentaliści tak szybko nie odpuszczą. Bywa, że lepiej ustąpić nieco pola.
− Mylisz się, przyjacielu. Dominacja ma charakter totalny. Nie wystarczy, że przeciwnik poległ, trzeba go dobić, rozerwać na kawałki, spalić, a prochy rozrzucić po świecie. A propos prochów, cholerny szczyl Galla nie posiadał partyjnej legitymacji. Skąd mogliśmy wiedzieć, że to plemnik tego skurwysyna. Zwołam konferencję i wyjaśnię wszystko plebsowi. Załatw to.
Kiedy sekretarz wyszedł, by zorganizować spotkanie z mediami, Zulus zadał sobie pytanie: „dlaczego nie mogę po prostu wszystkich zabić….?”.

***

Najuszanowańsza redakcjo.
Jakiś czas temu moja była kumpela obszczerniła mnie kurewsko na waszym portalu. Chciałam tylko powiedzieć, że zdzira kłamie i w ogóle chuj jej w oko. Dobrze wiem, ile razy skrobała se bachora i nie ma co udawać damulki, co to wali kloca do diamentowego nocnika. Raz widziałam, jak wystawały jej włosy z majtek. Jestem pewna, że ma najbardziej syfiastego syfa na świecie, a jeśli nie, to na pewno dostanie. Pozdrowienia dla was i ciebie, włochata skrobaczko.

Felicja

Szanowna redakcjo,
Piszę, bo mam mały problem. Ostatnio przeczytałem wpis jednego z waszych czytelników − Pomysłowego Dobromira. Podał on przepis na skonstruowanie domowej bomby wodorowej. Nie wiem, skąd go wytrzasnął, ale ostrzegam innych czytelników, by nie dali się nabrać. Instrukcja jest trefna jak i sam pomysł. Bomba ma tak słabą siłę, że mnie urwało palce prawej ręki, a mojemu ojcu osmaliło wąsy. Totalna porażka. Zapytałem ostatnio lekarza, co mam zrobić, a on powiedział, żebym zaczął trzepać się lewą dłonią. Poradźcie coś, plis.

Aleks

***

Dziennik doktora Morisa. Czerwiec.
W Mouseville wesoła nowina − jedna parka dorobiła się własnego potomstwa. Przybyło dokładnie sześć młodych osobników, w tym dwie samiczki. Oczywiście to nie wystarczy dla potrzeb prokreacji. W tym celu muszę koniecznie powiększyć hodowlę o zbiór kolejnych gryzoni z zewnątrz. Kazirodztwo mogłoby doprowadzić do ciężkich schorzeń u przyszłej populacji. Wolałbym tego uniknąć.
Odnotowałem znaczny wzrost potencji u samców od czasu, kiedy do codziennego jadłospisu dołączyłem witaminy exodusu. Podejście Orwella w tym temacie pozostało bez zmian. Nie jestem specjalistą, ale widzę coś w jego małych czarnych oczkach. Powiedziałbym, że to mieszanka lęku i napięcia emocjonalnego, jakby tuż przed tragedią. Czytałem wcześniej artykuły o zwierzętach, które przeczuwały pewne wydarzenia na długo przed realizacją. To z pewnością paranauka, ale przedmiot moich badań już dawno wzięli diabli. Chyba powinienem skorzystać z urlopu. Od przepracowania miewam paranoje, bo któż inny interpretuje w taki sposób spojrzenie najzwyklejszej myszy…?

***

Czołówka programu informacyjnego.
− Witam w fleszu najważniejszych wydarzeń z kraju i ze świata.
Protestujący od dłuższego czasu Fundamentaliści żądają zwołania natychmiastowej komisji weryfikacyjnej. Zadanie śledczych polegałoby na powiązaniu ostatnich zgonów wśród młodzieży ze zmianami w przemyśle farmaceutycznym. Na czele komisji stanąłby sam Gall − zagorzały adwersarz Zulusa. Przypominam, że pod rządami tego drugiego doszło do monopolizacji rynku leków oraz substancji odurzających, co uczyniło producenta exodusu globalnym potentatem. Przywódca Fundamentalistów zapowiedział, że nie spocznie, póki nie osiągnie celu. Chcesz wiedzieć więcej? Zaloguj się na naszym kanale.
W całym kraju otwarto sieć nowych klubów imprezowych o nazwie „Chaos”. Właściciel oraz pomysłodawcy, a nawet inwestorzy nie są znani. Centra rozrywkowe poza taneczną atmosferą oferują także uczestnikom rozwój duchowy, kursy, wykłady oraz liczne konferencje. Chcesz znać szczegóły? Zaloguj się na naszym kanale.
Koniec nadawania.

***

Matka i ojciec byli w szampańskim nastroju, kiedy wróciłem do domu. Przyjmowali akurat na kolacji szefa mojego staruszka. Ledwo stałem na nogach, ledwo patrzyłem, ale jakimś cudem usiadłem z nimi przy stole.
− Dobrze się czujesz, synu? − zapytał ojciec. − Mamy gościa.
− Miło pana poznać − rzekłem na przywitanie.
Buc w krawacie wyszczerzył zęby i odparł:
− Dużo o tobie słyszałem, Kai. Wesoły z ciebie chłopak. Wieczór był chyba udany, nieprawdaż?
− Owszem, kurwa pana mać! − przyznałem wesolutko. Potem rąbnąłem pięścią w stół, aż matce zadrżały cycuszki. Nie panowałem nad ciałem. Wewnątrz czułem błogość, o jakiej nie miałem do tej pory pojęcia. − Byłem na zacnej zabawie z przyjaciółmi. W życiu się tak nie naćpałem. Jest mega super. Ale nie to jest najlepsze. Brałem udział w okrutnej orgii. Gdyby nie to, że dragi znieczulają, nie usiadłbym na dupie.
Starzy nic nie powiedzieli, chyba ich autentycznie zamurowało. Skoro nikt nie zabierał głosu, kontynuowałem:
− Ech, ci chutliwi Murzyni, słowo daję. Musi pan spróbować, szefie mojego ojczulka. Zażywał pan kiedyś czopki exodusu? Jasne, że nie, po co pytam. W każdym razie przy dogodnej okazji, proszę sobie nie żałować. Przedni towar. Myślał pan o wielkim wybuchu? Podobno obecnie jesteśmy w fazie przejściowej czy jakoś tak, ale przyjdzie moment, że wszystko chuj strzeli. Niektórzy nazywają to wyzerowaniem licznika, globalnym resetem albo nowym początkiem. Tak czy siak każdy oberwie bez względu na zasługi. A przynajmniej tak twierdzą oni, znaczy tamci, znaczy moi znajomi. Chyba są zdrowo kopnięci, jednak Satana uwielbia chodzić na sesje. Naprawdę z niej kurewsko miła dziewczyna, musi ją pan poznać.
Coś zaczynało się dziać z moim organizmem. Nie chciałem robić scen, więc przeprosiłem i wyszedłem na zewnątrz.
Od środka coś wypalało mi tajemnicze znaki. Jakby stado wkurwionych mrówek podgrzewało mnie stalą wyjętą z paleniska. Nieopodal apartamentu śmierdzący obszczymur grzebał w śmieciach. Zapragnąłem kopać, tłuc, niszczyć, kaleczyć, mordować. Odór był nie do zniesienia, a mnie brakło cierpliwości.
Śmierdziel nawet nie drgnął, gdy znalazłem się za jego plecami. Z całych sił kopnąłem sukinsyna między łopatki, aż przekoziołkował do kontenera. Gdy próbował wstać, zatrzasnąłem klapę. Miał powietrza na jakieś dwa kwadranse.

***

Szanowna redakcjo
Coraz częściej miewam melancholijny nastrój. Jestem już wiekowym człowiekiem, więc i przemyśleń mam sporo. Od dłuższego czasu próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie, dokąd zmierza to wszystko? Ze strachem patrzę na swoje dawno już dorosłe dzieci i wnuczęta. Dziś każdy myśli jedynie o sobie, nie zastanawiając się nad przyszłością i konsekwencjami własnych decyzji. Ostatnio mój kilkunastoletni wnuczek oświadczył, że zamierza zmienić płeć, a jego matka zamiast interweniować, kupiła gówniarzowi sukienkę i szpilki. Czyżbym dożył czasów, kiedy wszystko trzeba postawić na głowie? Niemal normą są samobójstwa, homoseksualizm oraz niezliczone zboczenia, o których nawet nie chcę myśleć. Nie jestem fachowcem, ale czuję, że ktoś tu traci kontrolę. Nie ma Boga, nie ma zasad, są tylko wiecznie niezaspokojeni ludzie, ale z czasem i oni przestaną istnieć. Myślę zupełnie poważnie o klinice eutanazji, jako że ten pokrzywiony i udziwniony świat przerasta mnie coraz bardziej. Nie wiem tylko, którą placówkę wybrać. Pomóżcie, proszę.

Z wyrazami najwyższego szacunku
Edward

***

Dziennik doktora Morisa. Lipiec.
Ubiegłej nocy Baltazar − ojciec noworocznych osobników − zagryzł własne dzieci. Nie wiem, jak do tego doszło, ale sądzę, że to reakcja psychotyczna. Samiec od kilku dni wykazywał pewne objawy wskazujące na odchylenie od normy. Czasem bywał nienaturalnie pobudzony, zaś innym razem apatyczny. Względny spokój zachowywał tuż po posiłku. Wraz z upływem godzin tracił panowanie nad sobą.
Wśród pozostałych osobników nie odnotowałem wyraźniejszych zmian w obrębie wyglądu jak i zachowania.
Biorąc pod uwagę wydarzenia ostatniej nocy, znacznie uważniej patrzę na Orwella. Może to głupie, ale czuję, że on jedyny czuwa nad wszystkim. Ma coś w rodzaju zmysłu i jestem pewien, że ten mały samotny gryzoń potrafi przewidzieć bieg niektórych wydarzeń. W najbliższym czasie zamierzam wnikliwie przebadać skład witamin exodusu.

***

− Nadeszła chwila wielkiej próby − mówił Roland w swoim stylu. − Każdy z was musi udowodnić, że wierzy, rozumie i przede wszystkim czuje sens chaosu. Staniecie przed kluczowym zadaniem. Chciałbym, abyście zrozumieli, że w naszych rękach spoczywa los świata. Zanim jednak rozpoczniecie inicjację, zażyjcie rozrywki.
Satana miała wszystko, czego pragnąłem u dziewczyny. Bez przerwy myślałem o tym, jaką byłaby żoną oraz matką. Spaliśmy już razem, ale po końskiej dawce exodusu, więc o pełni doznań nie ma co mówić. Po wszystkim chciałbym ją zabrać na prawdziwą randkę. Ma być romantycznie i intymnie, bez ćpania, chaosu czy przyjaciół. Tylko my dwoje. Wcześniej muszę jednak wykonać polecenie Rolanda.
Ktoś na lotnisku czeka na walizkę, którą niosę. Zielonego pojęcia nie mam, cóż jest w środku. Podejrzewam, że to jakaś podpucha. Coś w rodzaju żartu, którego ofiarą pada każdy nowy. Chętnie wypisałbym się z tej zabawy, ale wówczas utracę szacunek Satany. Ciekawe czy zawsze faceci robili z siebie idiotów, byle tylko zaimponować dziewczynom…?
Znowu przeholowałem z exodusem. Jestem tak rozluźniony, że nie czuję gruntu pod stopami. Zupełnie jakbym szedł po chmurze albo po wodzie. Najprawdopodobniej osiągnąłem błogostan. Cóż za fantastyczna atmosfera wokół. Mijam ludzi, których nie znam, ale wiem, że kocham wszystkich. Nawet menela spod śmietnika. Nie wiem, czy ktoś go uratował. Mam taką nadzieję. Roland kazał mi stanąć w centralnym punkcie lotniska i czekać na odbiorcę walizki. Już długo nikt się po nią nie zgłasza.

***

Elegancko ubrany Roland wstępował właśnie na prywatny jacht w asyście dwu roznegliżowanych piękności. Dziewczęta eskortowały wyraźnie zadowolonego młodzieńca pod pokład, gdzie czekał już Teo Zulus.
− Czego się napijesz, przyjacielu? − zapytał polityk swojego gościa.
− Poproszę coś mocnego − rzekł Roland, oglądając się za odchodzącymi panienkami. Obaj mężczyźni usiedli na kanapie.
− Co myślisz o jachcie? − znowu głos zabrał Zulus.
− Piękna rzecz, niezwykle ekskluzywna.
− To prawda. Wszystko przebiegło zgodnie z planem?
− Oczywiście. Za jakieś dwie godziny pańskie kłopoty przestaną istnieć.
− Świetnie. Udało się zebrać komplet?
− Bez problemu. Obstawiliśmy wszystkie lokalizacje, jak należy. Pozostaje tylko poczekać.
− W takim razie jest pan bogatym człowiekiem. Gratuluję i dziękuję zarazem.
− Cieszę się, że mogłem pomóc.

***

Dziennik doktora Morisa. Lipiec.
Nie miałem wiele czasu na dokładną analizę składu popularnego wszędzie exodusu, ale już wstępne wyniki nie pozostawiają złudzeń, że mamy do czynienia z substancją silnie uzależniającą. Według mnie to trucizna, której główną cechą jest najpierw odurzenie, a następnie degeneracja organizmu.
Nad ranem zmarł samiec, który pożarł własne młode. W stanie agonalnym piszczał przeciągle, co przypominało truchlejący z każdą chwilą śpiew. Śmierć była zapewne następstwem uzależnienia i deficytów exodusu w organizmie. Pozostałą przy życiu grupę raczę małymi dawkami witamin, aby pozostawić, kogo się da i nie wywołać jednocześnie psychozy.
Zawartość trucizny w witaminach nie jest duża, jednak i w tym przypadku zachwianie ciągłości w odurzaniu organizmu prowadzi do przykrych konsekwencji. Strach pomyśleć, jak wielkie zagrożenie niosą ze sobą wyroby narkotyczne. Zamierzam napisać list ku przestrodze do wszystkich możliwych redakcji, choć obecnie to chyba kiepski pomysł, gdyż media żyją serią wczorajszych zamachów terrorystycznych. Śmiem przypuszczać, że i w tym przypadku można odnaleźć związek z exodusem. Lepiej będzie, jeśli od razu zwrócę się pismem do Ministerstwa Zdrowia. Tak też zamierzam uczynić.

***

Czołówka programu informacyjnego.
− Witam w fleszu najważniejszych wydarzeń kraju i ze świata.
Teo Zulus powołał komisje śledczą do spraw wyjaśnienia przyczyn niedawnych zamachów terrorystycznych. Przypominam, że w samobójczych zamachach bombowych zginęła elita polityczna różnych ugrupowań, w tym także przywódca Fundamentalistów, Gall. Szef rządu zapowiedział, że nie spocznie w działaniu, dopóki nie ukaże winnych. Nie od dziś wiadomo, że głównym podejrzanym są obce mocarstwa spoza Europy. Jak mówi przewodniczący komisji: „jeśli trzeba, wypowiemy wojnę terroryzmowi na całym świecie”. Tajna policja dokonała już pierwszych zatrzymań. Chcesz wiedzieć więcej? Zaloguj się na naszym kanale.
Koniec nadawania.

***

Szanowna redakcjo
Piszę do was, gdyż mój syn został zamordowany. Kai był wesołym, spokojnym nastolatkiem. Pewnego dnia wyszedł po prostu z domu i nie wrócił. Dopiero na kanale informacyjnym zobaczyłam, że jego nazwisko umieszczono wśród ofiar zamachu na lotnisku. Mam nadzieję, że wszyscy odpowiedzialni za tę zbrodnię zostaną ukarani jak należy. Z wielką satysfakcją będę oglądała wszystkie egzekucje na kanale.

Wasza czytelniczka

***

Dziennik doktora Morisa. Koniec lipca.
„Idą po ciebie. Uciekaj!” − taką informację otrzymałem od starego znajomego z Ministerstwa Zdrowia. Mój list, widać, trafił w niepowołane ręce. Powstaje pytanie, czy jest jeszcze ktoś, do kogo można by zwrócić się z prośbą o pomoc…? Organizacje rządowe są spalone, te pozarządowe pewnie też, a o podziemiu nie słyszałem. Chyba za wcześnie na zryw antypolityczny. Jeszcze zbyt mało ludzi zginęło.
Moje ukochane Mouseville okazało się utopią. Pozostałym przy życiu osobnikom podałem śmiertelną dawkę exodusu. I tak czekała ich zagłada. Jedynie Orwella puściłem wolno, gdyż tylko on posiada odpowiednio wykształcony mechanizm samokontroli. Być może padnie szybko ofiarą jakiegoś wygłodniałego kocura, a jeśli nie, z pewnością nie odnajdzie spokoju wśród pobratymców. Tak czy inaczej czeka go przykry koniec, ale mimo wszystko chciałbym zwrócić mu choć symboliczną wolność. Uciekaj, przyjacielu.
To dziwne uczucie pisać dziennik, kiedy wiesz, że za chwilę wszystko przepadnie. Przepadnie słowo pisane, to przekazywane z ust do ust, przepadnie wolność i spokój, aż na końcu pozostanie życie odarte z praw oraz przywilejów. Wtedy nie będzie już po co istnieć. Koniec.

Tito Moris

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Quentin · dnia 19.06.2014 08:44 · Czytań: 1085 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 9
Komentarze
al-szamanka dnia 19.06.2014 11:36 Ocena: Świetne!
Przeczytałam na jednym wdechu.
Nieprawdopodobny obraz roztoczyłeś tu przed nami.
Wielopłaszczyznowy, a jednak pod wspólnym mianownikiem - odebrałam jako wizję świata przed apokalipsą, Armagedonem, Endzeitem, czy jak ich tam zwał.
Oczywiście taki temat to nie pierwszyzna.
Spotykałam już wiele jego wersji, niemniej Twoja, jak i sposób podania, zaliczam do najlepszych.
Tekst napisany z niesamowitą lekkością i polotem, jak to u Ciebie.
Już początek zapowiada wystrzałową treść, a potem coraz lepiej dorzucasz.
Przyznaję, że szczególnie upodobałam sobie fragmenty o myszkach.
Orwell jako outsider mysiego społeczeństwa zasługuje na wyjątkowy podziw.
Taki mały buntownik z powodu, ale załadowany wielką symboliką.
Bo jednak ci, co widzą i myślą są zazwyczaj w mniejszości.
Bardzo, ale to bardzo się podobało.

Pozdrawiam:)
pablovsky dnia 19.06.2014 19:11
Zajrzałem, ale ponieważ rozpoczęła się druga połowa meczu, a Twój tekst ze względu na długość wymaga czasu i poważnego skupienia- wrócę następnym razem. Lektura wręcz obowiązkowa! ;)

Pozdro!
Dobra Cobra dnia 19.06.2014 19:30 Ocena: Świetne!
Ale dajesz, stary!

Brawo za ten tekst! 10 na 10!


Ukłony zadowolonego czytelnika (najważniejsze)



Do następnego,


DoCo
zajacanka dnia 19.06.2014 23:22 Ocena: Świetne!
Cóż napisać, Quentin?
Wizja upiorna, ale wcale nie taka odległa, niestety. Wiele się już dzieje, następne nadchodzi...

Ciekawie poskładałeś te puzzle. Bardzo na tak.

Czyta się Cię - jak zawsze - wysmienicie, choć miejscami mało elegancko, ale u Ciebie nawet wulgaryzmy mi nie przeszkadzają, bo mam wrażenie, jakby autor był ponad nimi. Możesz sobie na nie pozwalać, Quentin. Rozmumiesz, o czym piszę, prawda?

Dobra, mocna opowieśc.

Pozdrawiam serdecznie

A
Quentin dnia 19.06.2014 23:48
Witam was tradycyjnie i serdecznie :)

szamanko, czułem, że fragment o myszach przypadnie ci do gustu, choćby ze względu na Orwella. Potraktuj to jako ukłon w twoją stronę ;)

Pablo, jak ja cię rozumiem, stary, i jak zazdroszczę meczu ;)

DoCo, masz rację, że zadowolenie czytelnika jest najważniejsze i cieszę się, że jesteś kontent.

Anno, Prawdą jest to, co rzeczesz. Przyszłość czai się tuż za rogiem. Jest naprawdę blisko. Myślę, że świadomość tego, sprawia, że lęk jest bardziej namacalny. Taki przynajmniej miałem zamysł. Myślę, że wiem, co masz na myśli odnośnie wulgaryzmów :)

Uprzejmie dziękuję, moi mili, za wspaniałą wizytę. Przed kolejnym dniem pracy, czuję się naprawdę pokrzepiony i za to bardzo dziękuję.

Pozdrowienia
Druus dnia 20.06.2014 15:17
Dość nieciekawe jutro nam się szykuje.

Wiele sytuacji, które opisujesz – w większym, lub mniejszym stopniu – ma miejsce już dziś, dlatego rewolucja, jaką przewidujesz owym zachowaniom jest wielce prawdopodobna. Eutanazja dla cierpiących i śmiertelnie chorych, później dla osób starszych, następnie dostępna dla wszystkich, nawet dzieci. Można znaleźć wiele takich przykładów włącznie wszechobecną groźbą ataków terrorystycznych. Dołóżmy do tego plany i założenia wielkich tego świata, o których mały człowieczek nie ma bladego pojęcia, tajne laboratoria, bazy wojskowe.
A zwykłe kontakty międzyludzkie? Tutaj też szykuje się mała paranoja, niestety, ludziska są chyba coraz głupsze.

Pięknie, ładnie i bezpiecznie na pewno nigdy nie będzie. Wystarczy spojrzeć w przeszłość, żeby upewnić się w tym przekonaniu.

Bardzo dobry tekst, Quentin. Świetnie napisany i poskładany.

Pozdrawiam
Quentin dnia 20.06.2014 23:39
Witaj, Druus

Jak sam to świetnie określiłeś w swoim komentarzu - zwyczajne relacje między ludźmi cierpią najbardziej. Już nawet nie ludzie zaś relacje. Postęp nie zawsze oznacza mądrzenie ;)

Dzięki wielkie za chwilę uwagi.
Pozdrowienia
blaszka dnia 06.07.2014 00:01
Świetny tekst. Pod względem treści i formy. Jakie pomysły, wizje! Jestem pod takim wrażeniem, że nie potrafię napisać konstruktywnego komentarza, zresztą, co się będę wymądrzać ;)

Szkoda, że nie podzieliłeś na części, krótsza forma zachęciłaby więcej osób do przeczytania. A jednak się wymądrzam ;(
Quentin dnia 06.07.2014 21:11
Witaj, blaszko

Wiem, że obszerność moich tekstów pewnie nie zachęca, ale nie lubię się rozdrabniać ;) Choć muszę jednakowoż przyznać, że mam w planach taki eksperyment. Chyba sam muszę się do tego przekonać ;)

Wymądrzają się tylko mądrale czyli w zasadzie głupki udające mądrych. Ty po prostu jesteś mądra i tyle. Cenię każde z twoich spostrzeżeń jako wiernego i dobrego czytelnika oraz świetnego twórcy. Serdeczne dzięki za odwiedziny.

Pozdrowienia :)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
wolnyduch
25/06/2022 21:29
z pewnością nawet Jezus nie był ideałem, ale to świadczy o… »
wolnyduch
25/06/2022 21:26
Jeśli ktoś nie oglądał filmu pt. "Przełęcz… »
wolnyduch
25/06/2022 21:22
Witaj Katarzyno/Kasiu, jeśli można?... Dziękuję za… »
wolnyduch
25/06/2022 21:16
Piękne obrazowanie, czytałam z przyjemnością, pozdrawiam… »
Marek Adam Grabowski
25/06/2022 15:19
Ciekawe i dobrze napisane opowiadanie. Oddajesz magiczny… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 14:35
Poetycka wirtuozeria. Nic dodać, nic ująć. Gratuluję… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 14:31
Wiersz zasługujący na uwagę. Pełen bólu i smutku, lekko… »
KatarzynaKoziorowska
25/06/2022 08:43
Oj. Początek jest mocny. Wiersz wzbudza zainteresowanie i… »
Yaro
24/06/2022 22:40
3maj sie:) »
Yaro
24/06/2022 22:38
Wszystko każda rzecz ma nazwę i twarz... :) »
Materazzone
24/06/2022 17:58
Przypominam, że wiersz wcale nie musi się rymować,… »
Materazzone
24/06/2022 17:55
Erotyk dla dzieci. Ciekawe, nie powiem choć zbyt mocno… »
Materazzone
24/06/2022 17:52
Nie pasuje mi czwarty wers. Jakoś tak nie wybrzmiewa,… »
Materazzone
24/06/2022 16:37
Dzień dobry wszystkim. Rozwiążę wasz spór, choć omyłkowo… »
Jacek Londyn
24/06/2022 13:47
Dobra Cobro, dziękuję za komentarz i dobre słowo. Tekst… »
ShoutBox
  • Kuba1994
  • 19/06/2022 15:13
  • Witam poszukuję kogoś kto oceni moją książkę ?
  • Dobra Cobra
  • 12/06/2022 11:46
  • Nie ma co do tego wątpliwości. Ukłony.
  • Kazjuno
  • 12/06/2022 09:01
  • Noblesse oblige
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:58
  • PS Zburzyć twierdzę i taktyczny odwrót.
  • Kazjuno
  • 11/06/2022 13:54
  • Dzięki Dobra Cobro. Aż rzuca się w oczy że jesteś obcykany w kodeksie rycerskości. Serdecznie pozdrawiam, Kaz
  • Dobra Cobra
  • 11/06/2022 08:02
  • Serwując się ucieczką uratowałeś swoją męską cześć ;) Zuch chłopak!
  • Kazjuno
  • 10/06/2022 19:18
  • Dopiero wczoraj wróiłem do ciemnogrodu Wałbrzycha, serwując się ucieczką od przygodnej znajomej. (Ledwo starczyło na pociąg).
  • Dobra Cobra
  • 10/06/2022 16:14
  • I dopiero teraz piszesz?
Ostatnio widziani
Gości online:23
Najnowszy:ilustratorka
Wspierają nas