Historia spod Grójca - Dobra Cobra
Proza » Inne » Historia spod Grójca
A A A
Od autora: Kolejna miła historia, której wersję dźwiękową możecie znaleźć na: http://www.youtube.com/watch?v=pRtC56z66ZE

Zapraszam!

DoCo

 

Maria Czubaszek powiedziała kiedyś: Mówi się, że nie ma głupich pytań. Ale tylko tak się mówi. Dlatego na początku znajomości nie pytaj go, czy był kiedyś przystojny. Może mu się zrobić głupio.

 

 

Dobra Cobra przedstawia dziś opowieść prowincjonalną pt.    

 

Historia spod Grójca

 

 

   Spojrzałem na zegarek – do odjazdu pekaesu miałem jeszcze trochę czasu, postanowiłem więc porozglądać się po miejskim placu targowym. Można tu kupić przysłowiowe mydło i powidło, wszystko prawie takie samo, jak w sklepie, ale jednak zawsze trochę tańsze.

 

Na betonowym murku jakiś Ruski miał porozkładane latarki, zegarki i radyjka. Wszystko szmelc. Kto to kupuje? Moją uwagę przyciągnęły jednak dosyć ładnie wykonane kalesony z - wyglądającego na ciepły  - materiału. Przyłożyłem je do pasa i wyglądało na to, że mój rozmiar.

- Skolko? - zapytałem sprzedającego.

- Pjać zloty – Rusek wyszczerzył w uśmiechu imponująco złote zęby. 

 

Nie miałem serca się z nim targować. Pięć złotych! Jaki mały zysk musi mieć ze sprzedaży! Sprawnie zapakowałem towar w reklamówkę, zapłaciłem i udałem się na pobliski przystanek PKS. Autobus podjechał kilka minut później. Nie był zatłoczony, usiadłem więc wygodnie przy oknie, by móc podziwiać piękno przyrody.

 

*

 

   Od czasu wejścia kapitalizmu do naszego kraju, z roku na rok, w mojej robocie działo się coraz gorzej. Żadnych podwyżek, za to mieliśmy coraz więcej obowiązków. I na dodatek ten cholernie demoralizujący wszechobecny strach, że w każdej chwili możesz zostać zwolniony bez uzasadnionego powodu. Wielu koiło stresy ogólnie dostępnym, tanim alkoholem. 

 

Biuro zakładowe rządziło nami w stopniu całkowitym. Niektórzy próbowali wkupić się w łaski urzędników, nosząc im za darmo jajka, mięso czy mleko ze swoich gospodarstw, licząc w ten sposób na litość i łaskawsze traktowanie. Osobiście nie wiem, czy ten sposób działał. 

 

W robocie opowiadano różne historie. Młoda Walendowa – matka niedawno urodzonych bliźniaków – została, bez podania przyczyny, zwolniona z księgowości. O siedemnastej wyszła z biura całkiem osiwiała, a pod wieczór już nie żyła z tego całego stresu.

Miała ładny pogrzeb. Pięknie ustrojoną białą trumnę prowadziło do grobu aż dwóch księży. A ile narodu się zeszło. Przybył nawet prezes naszego zakładu, ale na krótko, widocznie bał się bezpośredniej konfrontacji z ludźmi. 

Ochroniarze gadają, że teraz duch Walendowej przemyka nocami po korytarzach biura stękając, zawodząc i smutnie pohukując. Podobno najbardziej upodobał sobie okolice pokoju kadr.

 

*

 

   Jedząc późny obiad czytałem w gazecie, jak to rosyjscy rybacy wyłowili z jeziora ufoludka, którego zaraz zjedli, bo byli tak potwornie głodni. Ale wcześniej zdążyli nagrać z nim filmik komórką i wstawić go do internetu. Co też te redaktory dziś nie napiszą? Odwracają tylko uwagę od rzeczywistości. Chociaż istotnie muszę przyznać, że proces transformacji w Rosji jest wyjątkowo nieudany.

 

Wstawiłem naczynia do zlewu i poszedłem oporządzić gospodarkę. Zeszło się z tym do wieczora.

 

 

   Po dzienniku postanowiłem przymierzyć kupione kalesony. Miały ciemny kolor, więc nie powinno być problemów z brudem i ciągłym praniem. Wyglądały też na ciepłe, co na przednówku mogło skutecznie ratować mój - ujemny zazwyczaj w tych dniach - bilans cieplny. 

Biały szew, idący od kroku aż do nogawek, dodawał wrażenia bardziej luksusowego towaru, niż były nim w rzeczywistości. 

Woniały trochę czymś jakby benzenem i były dość sztywne, jak z azbestu, ale pewnie zmiękną po pierwszym praniu. Z lekkim trudem, ale w końcu udało mi się je założyć. Pasowały idealnie. Przeciągnąłem się, podnosząc ręce wysoko ponad głowę. 

 

 

   Gdy otworzyłem oczy zauważyłem, że unoszę się pod sufitem. Strach ścisnął mi żołądek. Starałem się złapać żyrandola, ale każde wyciągnięcie ręki powodowało, że  przemieszczałem się z jednego miejsca na drugie. Kilka razy uderzyłem boleśnie głową o ściany. Wreszcie jakimś sposobem wylądowałem na kozetce, którą uchwyciłem mocno obiema rękami. Szybko zdjąłem kalesony i schowałem je do szafy. 

 

Nigdy nie miałem żadnej choroby psychicznej ani innych problemów z głową. Nic też dzisiaj nie piłem. Skąd więc to wrażenie, że się unoszę? Rozejrzałem się po pokoju. Na szczęście nigdzie nie zobaczyłem świetlnego tunelu, który podobno widać w chwili odchodzenia z tego świata. Chociaż niektórzy twierdzą, że to nie tunel, a zwykła nadczynność mózgu, pojawiająca się na chwilę przed zgonem. 

 

Przerażony całym wydarzeniem zamknąłem drzwi na dwa zamki i położyłem się do łóżka. Przez długie godziny nie mogłem jednak zasnąć, cały czas zastanawiając się nad tym, co mi się dziś przydarzyło. 

 

*

 

   Następnego dnia idąc po pracy na przystanek nadal byłem wewnętrznie roztrzęsiony. Na dodatek wezwała mnie ta suka z kadr i zaczęła taką dziwną gadkę, czy mi się podoba w robocie i co sądzę o warunkach. Usilnie starałem wyrażać się w samych superlatywach o zatrudnieniu, czasie pracy, urzędnikach i o samym zakładzie. Coś jednak podskórnie czułem, że znów zaczynają węszyć, kogo by tu następnego zwolnić. 

Nie palę, ale tym razem przyjąłem, podanego mi usłużnie przez kolegę papierosa i mocno zaciągałem się dymem. 

 

Może jakoś zmyliłem kadrową tą pozytywnie nakręconą gadką?

 

*

 

   Następnego dnia moją uwagę przykuł plakat wiszący w szybie wypożyczalni filmów video - facet w niebieskich leginsach, z czerwoną peleryną, lecący z wyciągniętymi rękami po niebie. Wypożyczyłem „Supermana” i wieczorem z wypiekami na twarzy obejrzałem go w całości. 

Później - dobrze upewniwszy się, że nikogo nie ma na podwórku - zasłoniłem okna i wyjąłem z szafy moje nowe kalesony. 

 

 

   Niesamowite, ale działały podobnie jak w tym amerykańskim filmie. Wyciągnięcie rąk sprawiało, że można było lecieć do przodu, a ich złożenie ku sobie pozwalało wylądować. Ostrożnie wyszedłem na dwór i powoli wyciągnąłem rękę do góry - uniosłem się na metr. Przyciągnąłem ramię ku sobie - zawisłem w miejscu. 

Po chwili adaptacji i niepewności odważyłem się polatać po obejściu, a później poszybowałem w górę. Z nieba nasza wieś wyglądała na jeszcze mniejszą niż w rzeczywistości. W dole migotało ledwie parę ciemnawych świateł. Drogą przejeżdżał samochód, a jego lampy wyglądały jak dwie małe latarki. Szare kontury ziemi zlewały się ze sobą. Gdzieś dalej powinien płynąć strumień, ale z wysokości nie udało mi się go dojrzeć. 

 

Dotąd nie wiedziałem - bo skąd - że latanie daje tak nieziemskie poczucie wolności. Wyzwolony od efektów przyciągania ziemskiego szybowałem w powietrzu, dokonując kolejnych zwrotów i zatrzymań. Wyglądało to trochę jak jazda motocyklem. 

 

Wreszcie bliskie uderzenie pioruna i gwałtowny deszcz przywołał mnie do rzeczywistości. Opadłem na łąkę, boleśnie szorując twarzą po trawie. Prawie do samego rana szukałem po omacku drogi powrotnej do domu. 

 

*

 

   Chyba nie wyglądałem zbyt świeżo, gdy wchodziłem w bramę zakładu, bo kadrowa przeszyła mnie badawczo swoim bezlitosnym wzrokiem. Strach sprawił, że żołądek podszedł mi do gardła i nie mogłem przełknąć śliny ani zrobić nawet jednego kroku.

- Tęgo se wczoraj popiłeś, nie? - zagaił kolega, widząc moje ogólne zmęczenie.

 

W szatni spojrzałem w lustro - fakt, nie wyglądałem najlepiej. Porysowana twarz, opuchnięte i przekrwione oczy. A ta wredna baba to wszystko widziała i wiadomo, co sobie zaraz weźmie i pomyśli. Niedobrze.

 

Majster - człowiek w kółko golony - też uwziął się dziś na mnie, zarzucając mi co chwilę nieumiejętność i opieszałość w robocie. Dostał pewnie dyrektywy z samej góry. 

 

Moje zwolnienie z zakładu mogło nastąpić szybciej, niż bym się mógł tego spodziewać. 

 

Wracając do domu dumałem, czy żyjący w XVIII wieku Anglik - niejaki James Parkington - rzeczywiście był wynalazcą parkingu? I jak na to wpadł? `Długo nad tym myślał, czy też pomysł przyszedł mu do głowy w jednej chwili?

 

*

 

   Nie czekając na zachód słońca, spakowałem kalesony do reklamówki i pobiegłem do lasu. Na polanie ostrożnie wciągnąłem je na siebie i po chwili znów szybowałem w powietrzu. 

 

Tak pięknej perspektywy nie widziałem w całym swoim życiu. Zielony krajobraz zlewał się ze srebrem strumyka i niebieską nitką szosy, po której - niczym gąsienice - jechały olbrzymie ciężarówki. Wywijałem kółka, ciesząc się jak dziecko. Wszystkie problemy pozostały hen w dole na ziemi.

 

 

   Nagle moją uwagę przykuł strzeżony przejazd kolejowy. Zauważyłem, że utknął na nim samochód, wiozący butle gazowe. Dróżnik! Gdzie jest dróżnik?! Po chwili dostrzegłem go, jak szarpiąc starał uwolnić kurtkę z drewnianych drzwi kibla, które mu ją przycięły. 

Za zakrętem pojawił się pociąg sunący szybko w stronę wciąż otwartego przejazdu. 

 

Podleciałem do okien lokomotywy i zacząłem krzyczeć do maszynisty, ale nie zwracał na mnie uwagi zbyt zajęty - z tego co zdołałem zauważyć - oglądaniem kolorowego magazynu z roznegliżowanymi cycatymi dzierlatkami. 

 

Z powrotem poszybowałem w górę. Do przejazdu z jednej strony zbliżała się grupka zakonnic, wycieczka harcerzy na rowerach, trzech kulawych bezdomnych i znana wszystkim lokalna dziewica. Z drugiej strony zauważyłem ubranych w ładne garnitury dwóch maniaków religijnych, regularnie nachodzących nasze domy z literaturą, psa z kulawą nogą oraz dostojnie kroczący orszak pogrzebowy. 

Z mojego punktu obserwacyjnego wyglądało na to, że ci wszyscy ludzie zejdą się na przejeździe w momencie, gdy akurat nadjedzie pociąg. Po chwili wahania zdecydowałem, co robić. Puściłem się w dół z największą szybkością, z jaką tylko mogłem. 

 

   Koszula furkotała od pędu powietrza, w uszach świszczało. Nagle do mojego oka wpadł duży owad. Krzyknąłem z bólu i puściłem wiązankę soczystych przekleństw. Złapałem się za oko i momentalnie straciłem poczucie jako takiej stabilności. Zupełnie nie wiedziałem gdzie lecę. Łzy obficie płynęły po mojej twarzy. Wreszcie gdzieś wpadłem, coś się pode mną załamało, walnąłem plecami dość boleśnie i na koniec zaryłem w jakimś miękkim miejscu. Na szczęście od dużej siły upadku owad  wypadł mi z oka i przynajmniej nie czułem już tego cholernego piekącego bólu. 

 

*

 

   Ostrożnie uniosłem głowę i poruszyłem członkami. Chyba nic mi nie było. Lekko skołowany starałem się rozejrzeć po miejscu, w którym wylądowałem. Przez szeroko otwarte okno zauważyłem, że na zewnątrz było już ciemno.

 

- Wreszcie jesteś mój Dziubdziusiu - powiedział słodki kobiecy głos. 

 

Zamarłem. Po chwili poczułem, jak jej gorące ręce pieszczą moje całe ciało, a spragnione usta zaczynają żebrać o pocałunki. Doznałem ogromnego podniecenia. Tajemnicza nieznajoma położyła się na mnie. Dotknąłem jej pełnych piersi i dopiero w tym momencie przystąpiłem do roboty, tak, jak mi to matka natura brutalnie sugerowała. 

 

Świat wirował w głowie, a kobieta wiła się pod dotykiem moich dłoni. Kochaliśmy się raz za razem, pełni pasji i znienacka wyzwolonej namiętności. Nigdy nie przeżyłem czegoś podobnego. Wydawało się, że noc trwa całą wieczność. Wreszcie wyczerpany zwaliłem się z łóżka na miękką wykładzinę i ze zmęczenia szybko odszedłem w stan błogiej nieświadomości.

 

*

 

- Nie uwierzy pani. Córka mówi mi pod wieczór: „Mamo, widziałam właśnie latającego pana w kalesonach“. A ja jej na to, żeby nie fantazjowała i wróciła do odrabiania lekcji. Czego to już te dzisiejsze dzieci nie wymyślą, żeby się tylko nie uczyć, nieprawda?

- Prawda, pani Malinowska - odpowiedział słodki kobiecy głos. Głos, który towarzyszył mi przez całą ostatnią noc.

- To se zaraz pomyślałam, że powiem chłopu, co by w samych kalesonach nie chodził po domu, bo mnie dziecko demoralizuje.

- Dobrze mu pani powiedziała.

- To do widzenia pani sąsiadce. 

 

Trzasnęły drzwi, a kroki zaczęły zbliżać się do pokoju, w którym przebywałem. Trzeba zwiewać! Wyjrzałem przez okno na fontannę i radośnie tryskającą z niej wodę. Z miejsca rozpoznałem nasz grójecki ryneczek z jego odnowionymi kamieniczkami i kebabem „U Marioli”. Już miałem wyskoczyć z pierwszego piętra, gdy zauważyłem, że jestem całkiem nagi. Okryłem się wstydliwie kocykiem i zamarłem na dźwięk otwieranych drzwi.

 

 

Kadrowa z mojego zakładu oparła się całym ciałem o framugę, trzymając w ręku kubek pachnącej kawy. Rozchylone nieco poły szlafroka częściowo ukazały jej rozkoszne, zmysłowe kształty. Wpatrywałem się w nią jak zbaraniały. Dobrze wiedziałem, że to już koniec. 

 

Podparła swą twarz smukłymi dłońmi i uśmiechając się spojrzała na mnie:

- Nie wiedziałam, panie Januszu, że jest pan taki pomysłowy. I pomyśleć tylko, że już chciałam pana zwolnić z pracy, a tu proszę, taka niespodzianka! - przeciągnęła się powoli. - Musisz mi tylko powiedzieć, Dziubdziusiu - zamruczała - skąd wiedziałeś, że zawsze marzyłam, aby mój jedyny zdobywca wdarł się do mieszkania przez otwór okienny, i posiadł mnie wieczorową porą, gdy słońce już zaszło za konarami drzew a ja jestem czystą i wykąpaną?

 

Kichnąłem.

 

*

 

- Żeby o tej porze roku prawdziwy mężczyzna zakładał kalesony? - zastanawiała się na głos, mlaskając ustami przy robieniu mi lachy w czasie oglądania wieczornych wiadomości.

- Gdzie one są? - krzyknąłem przerażony. Może zbyt histerycznie, gdyż w tym samym momencie przerwała przyjemność i poprawiła okulary.

- Próbowałam je uprać, ale... rozeszły się w sześćdziesięciu stopniach. Widać marny materiał, Dziubdziusiu. A biednych nie jest stać na kupowanie tanich rzeczy, wiesz?

 

 

   Ale i tak kilka dni później wylali mnie z pracy. Zaraz po dotarciu informacji z policji, że naruszyłem przestrzeń powietrzną kraju i przebywałem w niej bez, niezbędnych w takich przypadkach, pozwoleń, uprawnień i opłat. 

 

 

 

KoNiEc

 

Dobra Cobra

pażdziernik 2013

 

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Dobra Cobra · dnia 13.07.2014 17:02 · Czytań: 824 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 39
Komentarze
Dobra Cobra dnia 13.07.2014 18:37
Opowieść tradycyjnie jest również dostępna w wersji audio na: https://soundcloud.com/dobra-cobra/historia-spod-grojca-czyta-andrzej-leszczynski

Polecam!
zajacanka dnia 13.07.2014 21:14
Hehe, jak zawsze absurdalnie, DoCo. To u Ciebie lubię. Wysłuchałam wraz z rodziną i wciąż nam uśmiechy po twarzy się snują. Choć - żeby nie ukrywać prawdy - jakoś mniej śmiesznie tym razem...

Lektor - ok, ale miałeś lepszych. Nie, żebym chciała pana Leszczyńskiego dyskredytować, absolutnie nie. Głos świetny, ale odnosze wrażenie, że nie oddał kwintesencji opowiadania.

Poza tym mam wrażenie, że na soundcloud jest więcej Twoich opowieści niż na PP. Czy się mylę?

Pozdrawiam rozweselona :)
ajw dnia 13.07.2014 21:44 Ocena: Świetne!
No, Dziubdziusiu, cieszę się, że wreszcie coś nowego zamieściłeś i mogłam się nadziubdziać czytaniem ;)
Jak zwykle odjazdowo, a tym razem to nawet odlotowo dałeś się ponieść swojej nieskrępowanej wyobraźni. Podobno mężczyzna może być szczęśliwy z każdą kobietą, o ile jej nie kocha. Nie rozumiem wiec dlaczego opuścił kadrową? No przecież mógł się chłop ustawić na długie lata. A może to dlatego, ze opuścił kalesony? Albo, ze kalesony opuściły jego? Potrzebne mu to było jak atak sraczki na końcu molo. No ale cóż.. za przyjemność trzeba płacić. Szkoda tylko kalesonów, bo jakby mu zostały to mógłby zająć się bezdrabinowym malowaniem sufitów, a tak kiszka.
Pozdrawiam przeseredecznie :)
Dobra Cobra dnia 13.07.2014 21:49
Witaj zajacanko!

Jak zwykle miło Cię gościć (wraz z rodziną :) ) w dobrocobrowym kącie doświadczalnym. I jestem rad, ze się podobało.

Choć tym razem może mniej absurdu, gdyż opowieść mówi o strasznie wyzyskującym kapitaliżmie. A to poważny temat jest.


Starania audiofilsko audiobookowe idą pełną parą, jednak zajmuje to nieco czasu i starania. Wiadomo, że zawsze chce się najlepiej. Co wiecej, mogę powiedzieć, że mnie osobiście wykonanie bardzo się podoba, no, ale to sprawa gustu i upodobań. Jak do tej pory udawało sie, że każdą opowieść czyta ktoś inny i jest w tym piękny experyment a i słodkie doświadczenie.

Myślisz, ze DoCo powinien miec tylko jednego lektora, który w podobie opowieści Marcina Wlskiego czytał Piotr FrączewskI? Czywiscie wspominam tu piękną historię polskiego radia.

Jak dotąd na soundcloudzie stoja audio, z których kaźde mialo premierę na PP. Zajrzyj do profilu DoCo, porównaj z dżwiękami - wszystko się zgadza!

Dziękuję za słodkie odwiedziny!


Pozdrawiam i do następnego!


DoCo
Fabularia dnia 13.07.2014 21:50
Czekałam cierpliwie i nareszcie! Świeżynka od Cobry wylądowała na PP. Przyznam, że przeczytałam z wypiekami na twarzy, a szczególne wrażenie zrobiły na mnie wyczyny superbohatera śmigającego w zaczarowanych gaciach - to się nazywa alternatywna wersja przygód Supermana, ze swojskim znakiem jakości. Delicje!

Pozdrawiam
zajacanka dnia 13.07.2014 22:03
To jeszcze ja, zającanka.

A chciałam zobaczyć/przeczytać, co to się działo na tym przejeździe kolejowym: welony zakonnic w powietrzu, dziewictwa stracone, kartki biblii fruwają... Żal... Czekam na inną wersję :)
Dobra Cobra dnia 13.07.2014 22:06
Droga ajw,

Spawiam tę przyjemność Czytelnikom a i sobie i wstawiam regularnie, raz na miesiąc, co może budzić pewne skojarzenia u Pań oraz protesty bigotów. Ale, stety lub niestety, idę w tym a nie innym rytmie. Cieszmy się zatem chwilą, którą przecież można przedłużać, słuchając dodatkowo audiobooka ;)


To wszystko przez ten galopujący kapitalizm! Koleś może by i został z kadrową, kobietą rozkosznych kształtów - jak sprawozdaje nam Cobra i nie ma powodu mu nie wierzyć. Ale owa pani sama musi się wykazywać w robocie, więc...no zaistniewa tu konflikt niejaki. Może i wygląda to trochę jak sraczka na molu, ale jednak takowym nie jest!

Zamieszczasz w swoim poście odważną myśl na temat szczęścia męskiego, którą to myśl będę rozważał od teraz dniem i nocą.


Jest mi niezmiernie miło gościc Cię pod tym tekstem!


Pozdrawiam słodziutko, niczym Dziubdziuś;)

Do następnego!

DoCo

----

Fabulario,

Slodycz to wielka Twoje odwiedziny! Cierpliwość Twa nagdrodzoną zatem!

Polak potrafi, choć należy zaznaczyć, że tutaj z pomocą Rosjanina.

Czy wypieki zeszły już z twarzy? A jeśli nie, to czy znasz jakieś sposoby na pozbycie się ich w szybkim tempie? Nie pytam jeno z próżnej ciekawości - albowiem zbieram takie domowe pomysły na rozwiązywanie kłopotów w domu i zagrodzie. Znam np sekret, jak mieć duże piersi bez operacji czy innych takich inwazji. :)

Koleś, niestety na chwilę, oderwał się od kierata codzienności! Ale ma co wspominać, bo pochwalić się innym będzie raczej trudno - nikt nie uwierzy.

Może teraz spotkamy się pod jakimś Twoim nowym kawałkiem?

Pozdrawiam słodko,

DoCo
ajw dnia 13.07.2014 22:16 Ocena: Świetne!
Co chcesz od kadrowej? Okulary se nałożyła to znaczy, że szukała czegoś małego i nawet znalazła :) Poza tym spełniała warunki najlepszej kochanki, czyli trzy razy 'c' - no bo przeca była cysta, cuła i cudza.

A co do odważnej myśli, którą zamieściłam o mężczyznach, czyż nie jest prawdziwa? No powiedz, DoCo, powiedz..
Dobra Cobra dnia 13.07.2014 22:23
zajacanko,

To co się wydarzyło, lub nie, na przejeździe kolejowym, pozostawiam Twojej wyobraźni :)
Ale dobrze kombinujesz z tymi straconymi dziewictwami, latającymi kartkami...

DoCo

----

ajw,

Myśl o mężczyznach, którą opisałaś, jest samą prawdą. A kadrowa, mimo, ze ślepa, jak kret, to i niechluja, bo strasznie przy tym cmokała :)


Pozdrawiam

DoCo
ajw dnia 13.07.2014 22:29 Ocena: Świetne!
O Ty niechlujo! Ty też zawsze cmokasz (jak Ci się tekst podoba) ;) ;)
Dobra Cobra dnia 13.07.2014 23:32
Tu mię masz!

Niechaj jednak za wytlumaczenie będzie fakt, iż cmokam nieco inaczej, niz owa pani ;)
Miladora dnia 14.07.2014 01:18
A co się stało z pociągiem i przejazdem kolejowym? :|
Jak mogłeś tak niehumanitarnie pominąć ten ważny dla morale narodu szczegół?
I to pominąć przez głupiego robala w oku i jeszcze głupszą, napaloną zdzirę? :mad:
Ale tak czy owak, ja bym starała się znaleźć Ruska i kupić następną parę. :)

Jak zwykle Niedobra Cobro masz braki w przecinkach, ale jakichś tam większych uchybień nie widziałam - albo mam kurzą ślepotę, albo to Ty lepiej piszesz.
Aha - dwa powtórzenia. "Wszystko" na początku i "wyglądały" gdzieś tam w środku. :)

A tu dowal kropkę:
Cytat:
- Pjać zloty(.) – Rusek wy­szcze­rzył w uśmie­chu im­po­nu­ją­co złote zęby.

Tu jest niezbyt gramatycznie:
Cytat:
do­da­wał wra­że­nia bar­dziej luk­su­so­we­go to­wa­ru, niż były nim w rze­czy­wi­sto­ści.

- dawał wrażenie bardziej luksusowego towaru, niż był nim w rzeczywistości.

Z prawdziwą radością zawiadamiam Cię, że (oprócz lekkiej choroby przecinkowej) nie cierpisz na żadne poważniejsze schorzenia, co pozwoliło mi na zrelaksowanie się podczas lektury. :)

Z milowym pozdrowieniem :)

jakiś załomek zawsze znajduje
skąd bawi straszy
bo cóż
niezły czasami bywa i Grójec
by coś przestawić
na luz
nieważne czy to są kalesony
czy zdziry biodra
i biust
choćby przeklinał jak poparzony
to Dobrej Cobry
jest blues


;)
Dobra Cobra dnia 14.07.2014 09:53
Miladoro droga!

Twe rady jak zwykle niedoścignionymi, a blues DoCo nadaje się do natychmiastowego nagrania, śpiewania i szybkiego delegowania na Konkurs Blusów dobrocobrowych.

Niestety, przez owego niegrzecznego owada historia potoczyła się, jak się potoczyła. MySle, że w Gońcu Grójeckim można znaleźć jakąś wzmiankę o tym potwornym wypadku na przejeździe. No, chyba że nic się tam nie stało? Bo tak do końca to nie wiadomo, prawda? Może dzielny dróżnik wyswobodził ręke swą z pułapki latryny, może maszynista porzucił kolorowy magazyn w porę? Chociaż w takim wypadku i tak skład hamuje przez setki metrów...

Proszę, jeśli mogę sturbować nieco Twego cennego czasu, byś zajrzała i oceniła wersję audio tegoż opowiadania. To dla mnie ważna sprawa, gdyż ostatnio prę w audiobooki dobrocobrowe. A wszystko dla wygody i radości Czytelnika, no a teraz po mału i Słuchacza...

No i radość wielka, że przecinki...

Pięknie dziękuję za wizytę. Każda z nich dodaje autorowi skrzydeł, naprawdę.


Pozdrawiam i do następnego!

DoCo
Barbara K.W. dnia 14.07.2014 15:07
Dawno się tak nie uśmiałam!!
Wreszcie nasz własny nieimportowany Superman! Może Ruski przemycił jeszcze jakieś kalesony? Byłby serial.
Przepraszam, że tak krótko, ale u mnie w domu najbardziej mowny jest telewizor.
Pozdrawiam
Miladora dnia 14.07.2014 15:34
Dobra Cobra napisał:
byś zajrzała i oceniła wersję audio tegoż opowiadania.

Zajrzę na pewno i wysłucham. :)
Dobra Cobra dnia 14.07.2014 16:28
Droga Barbaro KW,

Cieszy i to bardzo, że to słodkie opowiadanie wygrało z czytelnictwem, które wszak jest w odwrocie.

Zapraszam w przyszłości, ciesząc się, że Historia tak przypadła Ci do gustu.


Do następnego,

Pozdrawiam,

DoCo

-----

Zapraszam do audio, droga Miladoro :)
ApisTaur dnia 14.07.2014 16:59
No tak, to teraz wiadomo dokąd trafiły kalesony z INBADCZAM-u w Sołowcu. ;)
Wańka jechał w Polszu, to zaIwanił szto by dieniek paluczic.

A było założyć gogle, albo chociaż cuś. A tak poza tym, jak myślisz, po co ta cała zgraja amerykańskich herosów na pyskach maski nosi? :)
A tak, kłopoty administracyjno-restrykcyjne, mandaty itp.
Jeszcze dowalą akcyzę na paliwo rakietowe. :)
Taki to nasz lokalny herosizm.

OK. Świetnie napisane opowiadanko.
Pozdrawiam :)
Dobra Cobra dnia 14.07.2014 18:47
Drogi,

To nie są łatwe wybory, gdyż nasz hiroł nie myślał chyba o glaasach, a raczej był podniecon lataniem, które to podniecenie bardziej się niejako przydało, niż gogle (nie mylić z Google).

Myślisz, że kalesony były z Sołowca? To poważny zwrot w akcji i jakiż nowy niesamowity trop! A Ty to tak zupełnie spokojnie i beznamiętnie!!!

Niełatwo zostać hirołem, a czasem to jednak odpowiedni przypadek sprawia herosa.


Testowałeś może audio tej opowieści?


Fajnie, że wpadłeś, wpadaj częściej, nawet do starszych historii dobrocobrowych, gdzie drzemie Wielka Moc!


Do następnego razu!


Pozdrawiam,

DoCo
ApisTaur dnia 14.07.2014 19:17
Ano porzucam oczyskami na Twoje pisanie, podoba mi się Twoje poczucie humoru i odpowiedni dystans.

A że spokojnie i beznamiętnie? Jak co je dla kogo normalne, to czym ma się bezprodukcyjnie podniecać? Nie takie rzecy potrafią latać.

A co do audio, ze wzrodzonej ciekawości nie omieszkam słuchnąć, choć nie przepadam za audiobukami, aż taki leniwy nie jestem, co bym sobie nie muk sam poczytać, a nie ktoś bedzie mi zakucał tak ukochany mi święty spokój.
Pozdrawiam i.
Do znów
ApisTaur
Dobra Cobra dnia 14.07.2014 20:08
Jak ja rozumiem doskonale rozterki Twe!

Jednak, aby zaspokoić coraz większą i coraz bardziej wymagającą rzeszę Czytelników, a potencjalnych Słuchaczy, podejmuje się tak heroiczne działania, jak ebukowanie.

Dystans to najpiękniejsza rzecz w życiu, bez niej wielu sczezło z pychy, upadku i zazdrości. A tak to spokojnie i do celu. Trochę jak w kolarstwie, owej świętej dyscyplinie dla wielu: nie zawsze wygrywasz uciekając. Częściej jadąc swoim rytmem i swoim tempem. We Włoszech to rozumieją doskonale, u nas nie brak ścigantów, mogących tylko to zaproponować.

W każdem razie, jak piszesz, "nie takie rzeczy potrafią latać". Tak 3majmy!


Narazzieeeee,

DoCo
ajw dnia 14.07.2014 20:09 Ocena: Świetne!
Zainwestowałabym w kilka sztuk takich kalesonów, bo mam dość łażenia po pierdyliardach schodów. Jakby co, to weź pare dla mnie ;)
Dobra Cobra dnia 14.07.2014 20:12
Ale ja nie wiem, gdzie je dostać, gdyż z opowieści węszę, iż to była jednostkowa para.
ajw dnia 14.07.2014 20:18 Ocena: Świetne!
Nie wiesz, nie wiesz. To się dowiedz. W końcu sam to napisałeś, wiec możesz wyprodukować jeszcze parę sztuk ;)
Dobra Cobra dnia 14.07.2014 20:21
Nie ja to wszystko piszę!

Oto zatrudniam łebskich kopistów, in-betweenerów, z Chin, którzy za miseczkę ryżu dziennie (żaden koszt) napiszą na każdy zadany temat! I do tego zasuwają, aż miło;)

Ot i cała prawda...
ApisTaur dnia 14.07.2014 20:24
Niestety ajw, to musiał być prototyp z Sołowca. Wańka zaIwanił. :)
Dobra Cobra dnia 14.07.2014 20:25
Jestem gotów przychylić się do tej myśli.
ajw dnia 14.07.2014 21:15 Ocena: Świetne!
a ja myślałam, że to ufoludki, bo takie odjechane w kosmos ;)
Dobra Cobra dnia 14.07.2014 21:20
One zawsze przyłażą z kosmosu...
al-szamanka dnia 16.07.2014 19:28 Ocena: Świetne!
Jak zwykle serwujesz czytelnikom świetną zabawę.
Opowiadanko lekkie i zabawne, jak to zwykle u Ciebie bywa.
Kalesonami zaskoczyłeś mnie wyjątkowo - myślałam, że całość pójdzie w inną stronę.
A tu niespodzianka:)
Sama chciałabym takie mieć i pomimo lęku wysokości robiłabym z nich bardzo częsty użytek.
Twój bohater był już o krok od dokonania wyjątkowego czynu... i co, skończyło się na wpadce w ramiona kadrowej.
Szkoda, że przedtem nie został kimś sławnym, zbawicielem ludzkości, albo przynajmniej latającym guru jakiejś sekty.
Trochę mi zabrakło we fragmencie o pociągu, no i końcówka nieco raptowna.
Niemniej bawiłam się świetnie i o to przecież chodziło.

Pozdrawiam:)
ApisTaur dnia 16.07.2014 19:39
Ja na Twoim miejscu DoCo, bym pociągnął temat, jakoś zregenerował te kalesony. Może Wańka, co mu te kalesony pogonił, ma też nici do ich połatania? ;) Nasz lokalny bohater zacznie ratować (w przebraniu oczywiście) koty ze słupów, albo czynił jakieś podobnie spektakularne czyny, które nie zawsze wychodzą na dobre, taki fatallhero. Daję pod rozwagę. Pozdrawiam. :)
Dobra Cobra dnia 16.07.2014 20:07
Cytat:
Szkoda, że przedtem nie został kimś sławnym, zbawicielem ludzkości, albo przynajmniej latającym guru jakiejś sekty.
Po prostu nie zdążył... Nie wiem też, czy nie był za głupi i za ograniczony na coś takiego :(

al-szamanko,


Pięknie widzieć Cię pod tym słodkim opowiadaniem o bohaterze 21. wieku, który nie został odkryty. Tak to już bywa. Podobnie jak z prawdziwą miłością, Mijasz kogoś, z kim byłabyś szczęśliwą przez resztę życia, ale o tym nie wiesz, bo jak, i idziesz dalej. To są największe dramaty ludzkości.

Zachęcam do czynienia wysiłków, by - mimo lęków - zostać idolką. Ale z tym wiąże się niewiara w to, co widzisz na własne oczy, niewiara w to, co wiesz i co znasz. To nie jest łatwe, lecz niezbędne do osiągnięcia wymarzonego stanu bezlęku.
W ogóle jest to trudny temat, bo ludzie obecnie żyjący nie potrafią oderwać się od rzeczywistości.

Miło, że opo się podoba. Zapraszam gorąco w przyszłości!


Ukłony,

DoCo


----

Drogi Apis Tour,


Ta przygoda się skończyła, lecz tam:

http://www.portal-pisarski.pl/czytaj/40754/operacja-12

znajdziesz jakoby jej ciąg dalszy :)


Polecam!

Do następnego,

DoCo
ajw dnia 16.07.2014 21:12 Ocena: Świetne!
Apis - DoCo ma cudownie nierówno pod sufitem (bez urazy, to komplement),sprawiając, ze on sam i jego opowiadania są nietuzinkowe, a ja osobiście czytam z rosnącą fascynacją i niedosytem :)
Dobra Cobra dnia 16.07.2014 23:09
Droga ajw,

To najsłodszy komplement, jak kiedykolwiek dostałem :)


DoCo
ApisTaur dnia 16.07.2014 23:22
Dziękuję ajw za informację, ale już zdążyłem zorientować się, że bohater Twojej wypowiedzi, jest nietuzinkową personą. DoCo z całym szacunkiem. Wysoce cenię sobie poczucie humoru, a szczególnie takie, które ma w sobie stańczykowską refleksję.
ajw DoCo Pozdrawiam :)
Dobra Cobra dnia 17.07.2014 09:27
Zatem jest nas dwóch!



Ukłony,


DoCo
pablovsky dnia 29.07.2014 16:51 Ocena: Świetne!
Cofnąłem się w czasie i zaliczyłem lekturę wręcz obowiązkową, przynajmniej dla mnie. Czy kiedyś podobne dokowe historie będą w szkołach traktowane podobnie, czyli obowiązkowo?
Bo niby... dlaczego nie? :)

Kolejne Twoje cudownie porąbane opowiadanko. Udowodniłeś, że wcześniejsze dzieła nie były, nie są i nigdy nie będą dziełem przypadku! Po prostu masz łeb na swoim miejscu, a w nim niezliczone pomysły, które naprawdę nie jest łatwo przelać na papier, czy klawiaturę.

Bo jak można wymyśleć historię o zaczarowanych kalesonach sprzedawanych przez ruskich handlarzy? Nie można! Chyba, że się jest DoCą.

Twoje stare chwyty o azbestach i zakonnicach wcale się nie przejadły, wręcz przeciwnie, są Twoją wizytówką. Ubrane za każdym razem w inne przypadki stają się pewnego rodzaju Sagą przez duże S.

I jestem pewien, że wszyscy, którzy uwielbiają Twoją absurdalną literatutę, czytając kolejne historie - będą po cichu czekać na kolejne kalesony z azbestu, rozklekotane fury rodem z komiksu oraz nie zawsze świętych duchownych w przebraniu.

Bo TO się czyta! Zwłaszcza, jeśli jest podane po mistrzowsku.

Brawo, brawo, brawo!
Dobra Cobra dnia 29.07.2014 16:58
Pablo,

To pięknie, że boska proza DoCo trafia w Twe gusta! Cieszmy się chwilą, wszak trwa tak krótko. A poza nią jest tylko niekończące się płacenie rachunków, podatków i błędów młodości, których można sie ustrzec w prosty sposób: studiując dzieła DoCo.

Słodko Cię gościć w progach!


Do następnego!


Pozdrawiam,

DoCo
amsa dnia 29.07.2014 18:03
Dobra Cobro - jak zwykle u Ciebie z humorem, chociaż sarkastycznie i zjadliwie w temacie legend, tudzież pragnień, w tym seksualnych jak widać. I, jak to bywa, szczytny zamiar niedoszłego bohatera przegrał z chucią. Interesuje mnie jednakowoż co się stało ze zmierzającym ku przejazdowi tłumem, bo jakoś o tym nie wspomniałeś, a o żadnym huku i wybuchu gazu, czy też straszliwym zgrzycie wykolejonych wagonów też zmilczałeś. Rozumiem, że utrata pracy jest tak naprawdę najistotniejsza, bo ma wymiar osobisty. Po prawdzie wszelkiego rodzaju katastrofy są dla nas trochę jak horror w kinie, dopóki nie zginie w nich ktoś nam znany (nie mówiąc już o tym, że sami giniemy...), jednak przy tak nakreślonym napięciu sytuacyjnym słówko wyjaśnienia by się przydało.
Swoją drogą zawsze uważałam, że każdy powinien sam prać swoje gacie...

Bardzo mi się podobało:).

Pozdrawiam

B)
Dobra Cobra dnia 29.07.2014 20:06
Niewazne róże, gdy płoną lasy! Nieistotne też, co się wydarzyło na tym przejeździe.

Kiedyś tak bywało, że nie bylo telewizji ani radia' i ludzie o dramatach dowiadywali się po czasie, będąc w mieście lub od kogoś podróżującego. I żyło się spokojnie.

Teraz, jak coś się wywali na drugim końcu świata -straszy się tym nas calymi dniami, strasząc, strasząc, strasząc...

Jak widać na załączonym obrazku bukonicznym - zawsze bliższa skórze koszula niżli futro, wiszące na strychu.

Pięknie Cię gościć pod tym pięknym opowiadaniem o miłości i bezduszności.


Do następnego,

DoCo pozdrawia.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Marian
23/05/2022 17:00
Marku, dziękuję za wizytę. Lilah, dziękuję za wizytę i… »
Lilah
23/05/2022 16:45
Żal mi się zrobiło owego sumiennego konsumenta, widać odwyk… »
Marek Adam Grabowski
23/05/2022 15:30
Już to komentowałem na innym portalu, więc tutaj jedynie… »
Kobra
23/05/2022 14:57
Ja także przeczytałam z mrówką... :) Gonady, kos - jaja?… »
Kobra
23/05/2022 14:53
Aż się zdziwiłam, że dolna... »
tetu
23/05/2022 13:57
Wiersz napisany sprawnie, bez udziwnień. Bije z niego… »
tetu
23/05/2022 13:49
Bardzo dziękuję Afrodyto za takie spojrzenie na wiersz.… »
tetu
23/05/2022 13:43
Kurcze, przeczytałam i z mrówką kosa i za pierona nie mogłam… »
tetu
23/05/2022 13:37
Pięknie wszystkim dziękuję za refleksje. Pozdrawiam. »
FrancodeBies
23/05/2022 12:11
Dziękuję za odwiedziny. Pozdrawiam serdecznie »
Aleksandra Kaczmarek
23/05/2022 11:24
Bardzo bliski mi wiersz. Pozdrawiam »
Yaro
22/05/2022 22:31
Dziękuję za komentarz:)Błędy są owszem poprawię.… »
Lilah
22/05/2022 21:56
Też tak uważam, valerio. Dziękuję :) Ależ to… »
wolnyduch
22/05/2022 21:49
Wiersz miałam już przyjemność czytać gdzieś indziej...… »
wolnyduch
22/05/2022 21:05
Tak, dobrze się czyta to smutne, napisane z polotem… »
ShoutBox
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:45
  • Szanowna redakcjo! Na mój BLOG nikt nie może publikować. Jedynie komentować i wyrażać wszystko co wątrobie zalega. Zatem nie jestem [link]żeniem.
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:25
  • oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:20
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:18
  • Oto adres:
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:15
  • Zabrakło znaków. Coś podobnego. A ja dopiero się rozkręcam. Zatem zapraszam wszystkich do mojego BLOGA, nieśmiałego. u mnie można o wszystkim, nie tylko o poezji. W ramach obowiązujących norm internet
  • Pulsar
  • 20/05/2022 20:08
  • Zapraszam na mojego nieśmiałego BLOGA. Wszystkich, nawet tych bez ślepej kiszki i z dwunastnicą zapasteryzowanymi metaforami. Co zrobić, trudno! Z żołądkiem zakwaszonym refluksem. RRRUU! Wszystko ule
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
Ostatnio widziani
Gości online:16
Najnowszy:Lukasz112
Wspierają nas