Słoma w bucie - henrykinho
Proza » Humoreska » Słoma w bucie
A A A
Od autora: 1/2

Czwartkowy targ cuchnął jak zawsze. Albo jak nigdy. Właściwie to chciałem oddać fakt, że w powietrzu unosił się smród potu ludzi spędzonych niczym bydło ze wszystkich okolicznych wiosek. Przeważnie tych, którzy mydło widzieli tylko raz na jakiś czas, kiedy cudem odnajdywali je pod warstwami brudu, wyścielającego ich kryte dachówką niechlujstwa chaty.

- A te ogóry, to co tak drogawo? Co je, panie? Co tak… – zaatakował mnie, a właściwie moją dupę, bo stałem odwrócony i szukałem siatek, Stefan Szwacz, który na targ przychodził zawsze na piechotę, no bo był z Dąbrówek, a to tylko dziesięć kilometrów… – A ty, słuchasz mnie w ogóle? Panie? No… -…dziesięć kilometrów przeciętych rzeczką niesplugawioną kładką, dlatego przyłaził wiecznie mokry, tak jak jego żonka i chłopak, wsiok niemożebny, którzy to wszyscy razem stanowili słynny, zwłaszcza w przydrożnych rowach, klan Szwaczy.

Uśmiechnąłem się.

Nie podałem mu ręki tak, jak reszcie klienteli. Wiedziałem, że z łap dziadygi ciągle paruje muł rzeczny i wiedziałem też, że skończyły mi się papierowe ręczniczki.

- A tej, kierwa – wsparł starego synalek Michał, co szkolił się na ogrodnika. Cały w błocie i żabieńcach – A te, te, pomidorzyska, też drogawe. Patrz ojciec – wskazał palcem na tekturową kartkę z ceną, tę, którą z wielkim trudem zamocowałem na wystawce kilka godzin temu. – Drogie, kierwa, jak gnój.

Młody Michał nie przeklinał, o czym wiedzieli wszyscy, bo ojciec płacił mu dwa złote od dnia bez przeklinania. Dla znudzonego piętnastolatka stanowiło to kwotę godną małych niedogodności językowych.

- No, kierwa, no – młody Szwacz był zdegustowany, gdy jego matka z dostojnością wielkomiejskiego jubilera oglądała każdy z mych wybornych pomidorów i z gracją koparki wyładowywała je, te pieczołowicie wybrane przez siebie, już po właściwej, KGB-owskiej inspekcji, do szmacianej torby. – Tej, drogo trochę, kierwa – wspomniał jeszcze raz dla pewności podrostek, gdy familii przyszło już opuszczać mój warzywny przybytek.

Pomachałem im na drogę.

Siatki z zakupami, jak dostrzegłem wprawnym okiem, niosła mamuśka, no bo jej faceci to szczudła były, a ona, pracowniczka młyna, bicki miała wielkości pniaków. Baba jak Dąb Bartek po kuracji sterydowej. Kiedyś jeden z tych konarów złamał zresztą w lokalnej świetlicy Jędrzeja Siewcę, świeć panie nad jego trzeźwiejącą duszą, regionalnego mistrza w siłowaniu na rękę. Biedaka trzeba było karmić przez słomkę równe dwa tygodnie, ponieważ, dziwna sprawa, podczas pojedynku poszły mu oba łokcie, gruchnął też zdaje się obojczyk oraz pękła męska duma. Chociaż i tak po prawdzie to jego rekonwalescencja trwałaby sporo dłużej - oczywiście gdyby nie to, że w międzyczasie kiepnął na samego „Pana Tadeusza”.

Podniosłem wzrok. Robiłem to dosyć długo, ponieważ horyzont przysłaniały mi dorodne dynie, które co i rusz przestawiałem tak, aby stanowiły naturalną zaporę przed dymem z grilla państwa Bączków. To nieprzemiłe państwo bez pardonu opychało ludziom i swym brzuchom golonkę, kaszankę i resztę skubiącego do niedawna trawę inwentarza.

Bączkowie… znaczy jedni z tych knypków, którzy kurę wkraczającą na ich teren uznają za swoją. Pewnie dlatego za sąsiadów posiadali wyłącznie dwie samotne, zrujnowane procesami gnilnymi chałupy i jeden w miarę nieźle zachowany wychodek.

Wracając. Przy stoisku z papciami zauważyłem Azjatów. Od jakiegoś czasu całe chmary Japończyków tłumnie przybywały we czwartki na nasz wiejski targ. Przyczyna? Pan Adam, organizator wycieczek z ramienia biura podróży „Pan Adam”, eksploatował dokładnie rynek azjatycki.

Egzotycznym gościom chodziło głównie o zdjęcia starych babulin z chustami na głowach, koniecznie na tle sprzedawanego przezeń szczypioru czy marchwi. Ale najlepiej szczypioru i najlepiej w chwili, kiedy to matki Polki prezentują światu złote zęby i laski z chińskich fabryk. Moda taka. Podobno fotografie czarnoskórych kobiet z pierścieniami zakleszczonymi i na szyi czy reportaże z indyjskich slumsów zaczęły nudzić się zachodniej klasie średniej, stąd szuka się bardziej różnorodnych wynaturzeń.

Cmoknąłem.

Józef, ojciec trójki dzieci i tylu samo porażek, wpychał się właśnie w iście baletowym, starannie wystudiowanym zresztą dzięki butelce wina stylu, w kadr jednemu z Japsów. Odkąd zaczął pobierać opłaty za zdjęcia stał się zamożniejszą osobą. Teraz nie spogląda już podobno na wina z najniższej półki. Od razu kieruje wzrok na średnią, marzeniami sięgając nawet wyżej.

Ale dziwna sprawa.

Jeden z Japońców sfleszował Józefa dosyć niespodziewanie prosto między oczy. Śmieszna sytuacja, niby tak, ale Józef padł jak długi i przestał się poruszać. Nawet nie odprawił tańca glisty, ani nie wymiotował, jak to miał w zwyczaju, kiedy już faktycznie przychodziło mu padać jak długim, czym wzbudził spore poruszenie.

Targ zawrzał jakby ogłoszono niesłychane przeceny.

Pani Barbara, kobieta w wieku słusznym i posiadaczka wózka inwalidzkiego w równie słusznym wieku, drgnęła poruszona. Plama tłuszczu z rosołu na jej szacie – ubraniem trudno to było nazwać – powiększyła się znacznie, gdy kobiecina z wrażenia wylała na siebie przelewany akurat z termosu kompocik. Być może zrobiła to celowo, nie wiem. Kiedyś chciała zostać aktorką.

Tak czy inaczej... Józef nie żył.

Tak przynajmniej rzekł jakiś dziad, co sprawdzał mu puls, ale że dziad wyglądał na wiejskiego głupka, to potem ktoś jeszcze ten puls sprawdził. Dla potwierdzenia. Dopiero, gdy już kilku podobnych mu dziwaków rozpatrzyło rzeczony puls i orzekło zgodnie o śmierci, zaczęliśmy się wszyscy na targu prawdziwie martwić.

- Jezu, ale pogoda – westchnął, dla przykładu, ksiądz Marek.

Jestem pewien, że przeprowadzilibyśmy dosyć udany lincz przygodnego Japończyka, gdyby w porę nie dotarli do nas funkcjonariusze.

- Komienda policji w Labalbalowie – rzucił poważnie funkcjonariusz Trzódka. – Ploszę się odsunąć. Wypieldalać – jakiś kolo stanął mu na nodze, co gliniarz skomentował nerwowym potarciem się po gumowej pałce. – Oficel Kingo, ploszę zabezpieczyć obecnego tu kitajca. To baldzo, baldzo ważny mateliał dowodowy.

Oficer Kinga, młoda, blondwłosa funkcjonariuszka policji, skuła nic nie rozumiejącego turystę i powaliła go na ziemię z delikatnością człowieka, który wtłacza na plandekę Żuka worek podłej jakości ziemniaków.

Japończyk stęknął. Reszta Japończyków robiła zdjęcia.

- Baldzo bestialskie nie-samobójstwo – stwierdził Trzódka po wstępnych oględzinach denata. Kula przeszła na wylot czaszki Józka, jak robak, co przeżera jabłko i ma chętkę wrócić po biesiadzie na chatę tajnym skrótem.

Jakieś dzieciaki bawiły się obok w berka. Śmichy-chichy, a nawet nie zauważyłem, że któreś podprowadziło mi bakłażana ze straganu. Jakoś wielce mnie to nie zdenerwowało, ale i tak zacząłem wodzić po glebie w poszukiwaniu kamienia.

- To nie jest samobójstwo? – zdziwiła się urocza oficer Kinga. Przykucnęła przy truposzu, przewróciła go na brzuch, twarzą i długim, czerwonym nosem orając stwardniałe błoto, aż wreszcie zauważyła cieknącą krew oraz ranę postrzałową. – A, nie – określiła fachowo.

- No, to ten – rozpoczął procedurę Trzódka, ten cholerny służbista. – Musimy wszystkich przesłuchać. Wypieldalać na dzisiaj z ogólami. Koniec talgu. No i ten, Bączkowie, koniec mi z tym gllilem, ja tak nie mogę placować.

- Z czym? – zapytała dla świętego spokoju Bączkowa.

- Z balbekju – wyjaśnił inteligentnie Trzódka, pomny swej przypadłości. – Okoliczności i sens lozpylania tego dymu też mnie intelesują. Mogliśta koopelować z „Wiejskim Moldelcą”!

- Co robić? – zapytał dociekliwy Bączek.

- Z kim? – Bączkowa niespodziewanie trzymała stronę męża.

Trzódka miał dość już tych dywagacji, dyrdymałów i ustnych pierdnięć.

- Wypieldalać.

Tak oto rozpoczęła się niebezpieczna gra. Pogoń za „Wiejskim Mordercą” wkroczyła w fazę alfa.

Poszedłem sprzątnąć warzywa i trochę też tego dzieciaka od bakłażana.

Szykował się emocjonujący dzień!

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
henrykinho · dnia 25.07.2014 05:48 · Czytań: 739 · Średnia ocena: 0 · Komentarzy: 9
Komentarze
Miladora dnia 25.07.2014 15:32
Rozbawiłeś mnie tym wiejskim kryminałem, Henry. :)
I całą plejadą cudaków.
Niezły obrazeczek.

Ale przy okazji parę sugestii:
Cytat:
Czwart­ko­wy targ cuch­nął jak za­wsze. Albo jak nigdy. Wła­ści­wie to chcia­łem oddać fakt,

To słychać.
Cytat:
smród potu ludzi spę­dzo­nych ni­czym bydło ze wszyst­kich oko­licz­nych wio­sek.

Jeżeli przyszli dobrowolnie na targ, to nie "spędzonych". Przybyłych ze wszystkich itd?
Wtedy także pozbędziesz się rymu - niczym bydło/którzy mydło.
Cytat:
A ty, słu­chasz mnie w ogóle? Panie? No… -()…dzie­sięć ki­lo­me­trów prze­cię­tych rzecz­ką nie­splu­ga­wio­ną kład­ką, dla­te­go przy­ła­ził

- No... - Dziesięć kilometrów itd.
Cytat:
Nie po­da­łem mu ręki tak, jak resz­cie klien­te­li.

- Nie po­da­łem mu ręki, tak jak resz­cie klien­te­li.
Cytat:
że skoń­czy­ły mi się pa­pie­ro­we ręcz­nicz­ki.

Zbędne misie.
Cytat:
- A tej, kier­wa – wsparł sta­re­go sy­na­lek Mi­chał, co szko­lił się na ogrod­ni­ka(,) (c)ały w bło­cie i ża­bień­cach(.) – A te, te, po­mi­do­rzy­ska, też dro­ga­we. Patrz(,) oj­ciec(!) – (W)ska­zał pal­cem

Cytat:
- No, kier­wa, no(...) – (M)łody Szwacz był zde­gu­sto­wa­ny,

Cytat:
oglą­da­ła każdy z mych wy­bor­nych po­mi­do­rów i z gra­cją ko­par­ki wy­ła­do­wy­wa­ła

- oglądała każdego z moich -
Rym.
Cytat:
i z gra­cją ko­par­ki wy­ła­do­wy­wa­ła je, te pie­czo­ło­wi­cie wy­bra­ne przez sie­bie, już po wła­ści­wej, KGB-owskiej in­spek­cji, do szma­cia­nej torby.

Raczej ładowała. Ale i tak będzie rym, więc kombinuj.
Cytat:
Baba jak Dąb Bar­tek po ku­ra­cji

- dąb -

- dorodne dynie/przed dymem - rym.

Cytat:
z gril­la pań­stwa Bącz­ków. To nie­prze­mi­łe pań­stwo bez par­do­nu opy­cha­ło lu­dziom i swym brzu­chom

- Ci przemili państwo bez pardonu opychali ludziom - (bez "swym brzuchom";).
Cytat:
Ale naj­le­piej szczy­pio­ru i naj­le­piej w chwi­li, kiedy to matki Polki pre­zen­tu­ją świa­tu złote zęby

Nie skacz po czasach. Kiedy to (...) prezentowały światu...
Cytat:
ko­biet z pier­ście­nia­mi za­klesz­czo­ny­mi i na szyi(,) czy re­por­ta­że z in­dyj­skich slum­sów(,) za­czę­ły nu­dzić się

Zbędne.
Cytat:
stąd szuka się bar­dziej róż­no­rod­nych wy­na­tu­rzeń.

- stąd szukano -
Cytat:
Odkąd za­czął po­bie­rać opła­ty za zdję­cia(,) stał się za­moż­niej­szą osobą.

Cytat:
Teraz nie spo­glą­da już po­dob­no na wina z naj­niż­szej półki. Od razu kie­ru­je wzrok na śred­nią, ma­rze­nia­mi się­ga­jąc nawet wyżej.

Niepotrzebny przeskok czasowy.
- Teraz nie spo­glą­dał już po­dob­no na wina z naj­niż­szej półki, od razu kie­ru­jąc wzrok itd.
Cytat:
Nawet nie od­pra­wił tańca gli­sty, ani nie wy­mio­to­wał

Bez przecinka.
Cytat:
przy­cho­dzi­ło mu padać jak dłu­gim,

- jak długi -
Cytat:
Targ za­wrzał(,) jakby ogło­szo­no nie­sły­cha­ne prze­ce­ny.

Cytat:
ko­bie­ta w wieku słusz­nym i po­sia­dacz­ka wózka in­wa­lidz­kie­go w rów­nie słusz­nym wieku,

Niezbyt brzmią te powtórzenia.
Cytat:
z wra­że­nia wy­la­ła na sie­bie prze­le­wa­ny aku­rat

Cytat:
Tak czy ina­czej... Józef nie żył.
Tak przy­naj­mniej rzekł jakiś dziad,

Cytat:
co spraw­dzał mu puls, ale że dziad wy­glą­dał na wiej­skie­go głup­ka, to potem ktoś jesz­cze ten puls spraw­dził.

Cytat:
Wy­piel­da­lać(!) – (J)akiś kolo sta­nął mu na nodze, co gli­niarz sko­men­to­wał ner­wo­wym po­tar­ciem się po gu­mo­wej pałce. – Ofi­cel Kingo

Cytat:
młoda, blon­d­wło­sa funk­cjo­na­riusz­ka

Nie dałabym przecinka.
Cytat:
skuła nic nie ro­zu­mie­ją­ce­go tu­ry­stę

- nic nierozumiejącego -
Cytat:
na wylot czasz­ki Józka, jak robak

Bez przecinka.
Cytat:
- No, to ten – roz­po­czął pro­ce­du­rę Trzód­ka, ten cho­ler­ny służ­bi­sta.


Będzie dalszy ciąg?
Bo niewyjaśniona tajemnica Wiejskiego Mordercy gotowa mi sen spędzać z powiek. ;)

Miłego :)
Usunięty dnia 25.07.2014 15:37
Ciekawie skonstruowany ,humorystyczny kryminał. Przyjemnie się go czytało., czekam na dalszy ciąg..
Pozdrawiam
henrykinho dnia 26.07.2014 10:57
Dziękuję Miladoro, historia będzie kontynuowana, morderca pochwycony, a poprawki wniesione. ;)

Cytat:
Jeżeli przyszli dobrowolnie na targ, to nie "spędzonych"

Hmm, no właśnie. Problem pojawił się, bo chciałem nadmiernie przybliżyć ludzi do bydła.

Apollo1 - "czekanie na dalszy ciąg" to najfajniejszy komentarz do części pierwszej czegokolwiek :) Dziękuję i pozdrawiam.
Miladora dnia 26.07.2014 11:23
henrykinho napisał:
Problem pojawił się, bo chciałem nadmiernie przybliżyć ludzi do bydła.

Mogłoby być "stłoczonych jak bydło", ale i tak wtedy "mydło" pcha się do oczu. :)
amsa dnia 29.07.2014 17:56
henrykinho - muszę przyznać, że czytałam z przyjemnością, chociaż opowieść jakże inna od Szklanki. Jednak równie łatwo żonglujesz skojarzeniami umieszczając je w odpowiednim miejscu, nadając soczystości krajobrazowi wiejskiego targu. Bardzo mi się podoba i będę czekać na cdn.:)

Pozdrawiam


Cytat:
Po­dob­no fo­to­gra­fie czar­no­skó­rych ko­biet z pier­ście­nia­mi za­klesz­czo­ny­mi i na szyi
- bez i
Oskar Matzerath dnia 29.07.2014 21:43
Błyskotliwe i śmieszne :) Wielkomiejskie morderstwa na zlecenie trafiają pod strzechy. W sumie to pod dachówki. Zabawne zestawienie
Wasinka dnia 30.07.2014 23:37
He he. Jaka wesoła historia niewesołego padnięcia trupem... I w dodatku z ogielem funkcjonariuszem Trzódką w akcji.
W lekkim stylu.
Ciekawam reszty.


I może przy okazji:
Cytat:
Cały w bło­cie i ża­bień­cach(.) – A te, te, po­mi­do­rzy­ska,

Cytat:
Patrz(,) oj­ciec

Cytat:
- No, kier­wa, no(.) – (M)łody Szwacz był zde­gu­sto­wa­ny,

Cytat:
świeć panie nad jego trzeź­wie­ją­cą
- Panie raczej może
Cytat:
gruch­nął też(,) zdaje się(,) oboj­czyk

Cytat:
Baba jak Dąb Bar­tek
- dąb Bartek
Cytat:
z pier­ście­nia­mi za­klesz­czo­ny­mi i na szyi
- owo "i" to chyba zbędnym jest
Cytat:
Odkąd za­czął po­bie­rać opła­ty za zdję­cia(,) stał się za­moż­niej­szą osobą.

Cytat:
Nawet nie od­pra­wił tańca gli­sty, ani nie wy­mio­to­wał
- bez przecinka przed "ani"
Cytat:
padać jak dłu­gim, czym wzbu­dził spore po­ru­sze­nie. - jak długi
Targ za­wrzał(,) jakby ogło­szo­no nie­sły­cha­ne prze­ce­ny.


Echsiu, wydawało mi się na początku, że piszę inne uwagi niż Mila, ale potem okazało się, że jednak nie poprawiłeś jeszcze i zaczęłam powielać... Na razie więc nie ma potrzeby wypisywać.


Pozdrawiam z uśmiechem.
WholeTruth dnia 06.08.2014 23:09
tak mi się nudzi, że wpadam na targ, by podglądać ludzi. zawsze lubiłam gapić się zachowawczo na inne podmioty :p
dość ciężko było mi się wkręcić, ale gdy ostatecznie znalazłam idealną miejscówę na podglądactwo, to akcja ruszyła z kopyta! cicho chichotałam, obawiając się wciągnięcia w precedens na zakupach. wiem, że z dwa razy prychnęłam czy chrumknęłam, wczuwając się w atmosferę grillowanego mięsiwa i napierającego tłumu z mułu... ;) azjatycki wątek - najlepszy!

super, że będzie 2/2, choć wolałabym przeczytać całość - hop! siup!

pozdrowionka. Whole
Wasinka dnia 09.08.2014 23:36
Muszę dodać, że w tym momencie:
Cytat:
Do­pie­ro, gdy już kilku po­dob­nych mu dzi­wa­ków roz­pa­trzy­ło rze­czo­ny puls i orze­kło zgod­nie o śmier­ci, za­czę­li­śmy się wszy­scy na targu praw­dzi­wie mar­twić.
- Jezu, ale po­go­da – wes­tchnął, dla przy­kła­du, ksiądz Marek.

niemal klasnęłam w dłonie z uciechy (tak, wykazuję nieczułość na element dramatyzmu znieczulicy).

I już uciekam naprawdę.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Abi-syn
16/05/2022 22:36
Wszyscy jesteśmy poruszeni tym co się dzieje na świecie,… »
Abi-syn
16/05/2022 22:19
Nauczyć się wyobraźni Autora, umieć posługiwać się… »
Yaro
16/05/2022 22:17
Jeżeli słownik potwierdza, że tak można to Pozdrawiam z… »
Abi-syn
16/05/2022 22:03
hejka, trochę sobie z tym dworuję, spotkałem za dużo… »
Lilah
16/05/2022 22:02
Bardzo się cieszę, Francodebies. Dziękuję i pozdrawiam… »
Florian Konrad
16/05/2022 21:25
Zawaliste, ale tytuł jednak walnąłbym z wielkiej litery. »
Nalka31
16/05/2022 21:17
Lilu Mocny ten wiersz, a jednocześnie pełen liryki i… »
Galernik
16/05/2022 21:15
Marku, dziękuję za odwiedziny. Fakt, lubię zabawę słowem,… »
Galernik
16/05/2022 21:11
Yaro, przeczytałem i się troszeczkę zadumałem. I to chyba… »
Yaro
16/05/2022 16:44
Wiersz jak wiersz , pisze i będę pisał ale Twoja poczta jest… »
mike17
16/05/2022 14:28
Jarku, ostatnio miałem mało czasu na portal, stąd moja… »
Marek Adam Grabowski
16/05/2022 14:14
Kila elementów humorystycznych masz dobrych, ale całość nie… »
annakoch
16/05/2022 11:04
Fajnie napisane Pozdrawiam »
Aleksandra Kaczmarek
15/05/2022 21:33
Ciekawe »
Florian Konrad
15/05/2022 15:26
Dziękuję. Wolałem przezornie dać tę "osiemnastkę"… »
ShoutBox
  • Yaro
  • 16/05/2022 19:07
  • To fajnie:)
  • mike17
  • 16/05/2022 17:17
  • Opróżniłem pocztę Jarku :)
  • mike17
  • 16/05/2022 14:29
  • Jarku, nie zapomniałem o Tobie :)
  • Yaro
  • 15/05/2022 18:40
  • Michał odezwij się. Pozdrawiam:)
  • Galernik
  • 10/05/2022 12:27
  • Dobra Cobro, ale to tak dobrze brzmi "Żywot bałwana". Myślę, że tytuł jest trafny, ale jak mi coś fajnego podrzucisz, to czemu nie, można zmienić. Dzięki za przeczytanie.
  • Dobra Cobra
  • 09/05/2022 15:30
  • Piękne zaproszenie. Zmieniłbym tytuł, żeby było bez słowa "balwan" , bo odzierasz punkt kuliminacyjny z zaskoczenia. I od początku wiadomo, co będzie.
  • Galernik
  • 09/05/2022 15:00
  • Witajcie. Melduję się po roku nieobecności. Żywot bałwana, jedna z moich najnowszych humoresek / opowiadań oczekuje Waszych opinii i ocen.
  • Darcon
  • 08/05/2022 09:57
  • Cały czas trwa nabór na konkurs "Malowanie słowem". Liczę, że wypoczęliście podczas majówki i teraz ruszycie z pisaniem. :)
  • Darcon
  • 04/05/2022 21:52
  • majka100, Strona główna, na dole, archiwum newsów. Marzec i kwiecień 2021. :) Pozdrawiam.
  • majka100
  • 04/05/2022 18:57
  • Dzień dobry, jest gdzieś zapis pierwszej edycji 'Malowanie słowem'?, bo jakoś nie mogę znaleźć. 'Muzoweny' też nie do odkopania.
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty
Wspierają nas