Nocą na Hillbrow - Andre
Proza » Historie z dreszczykiem » Nocą na Hillbrow
A A A

Cyk, klik, zgrzyt i buch. Potem jeszcze krótkie psyt i smużka dymu faluje już w górę. Margie zatrzaskuje srebrną Zippo, jedyną pamiątkę, która została jej po mężu. Zsuwa kapcie i podkula nogi na skórzanej sofie. Zaciąga się głęboko. W końcu odkłada zapalniczkę, przysuwa pękatą szklankę, a drugą ręką sięga po pilota. Jest gotowa, by przetrwać kolejny wieczór. I wtedy to się dzieje. Słychać wyraźnie. Najpierw bum, potem trach. Na końcu korytarza zgrzyt i brzęk, a w sercu łup. 

Suspens.
 
Margie analizuje, co się stało.
 
Nie trwa to długo, góra dwie sekundy. Wystarcza chwila zawieszenia, skupienia i już ma pewność. To z łazienki. O Boże! Czy tak brzmi dźwięk wybijanej szyby?
 
Prędzej czy później, ta noc musiała nadejść. Mieszka na Hillbrow, wiadomo. Po tym, jak jej mąż padł trupem, sprzedała farmę i przeprowadziła się do miasta. Bliżej ludzi najbezpieczniej. Przez jakiś czas panował jeszcze ład, rzeczywiście, ale w końcu te cholerne czarnuchy dotarły i tutaj. Pieprzony Mandela i jego pieprzone reformy. Po upadku apartheidu czarni całymi chmarami nadciągali do Jo'burga, jak nazywali to miasto między sobą, aby szukać pracy, może coś ukraść, czasem kogoś zabić, a czasem tylko zgwałcić. Szybko okazało się, że pracy tu nie ma i priorytety uległy jednak odwróceniu. Dzień po dniu miejscem coraz bardziej wynaturzonych kaźni stawały się przede wszystkim podziemne parkingi centrów handlowych, ale także prywatne mieszkania. Biali w ostatnich miesiącach cierpieli na przypadłość, którą lokalne dzienniki zdążyły już ochrzcić "burskim szafotem". Sposób był prosty i bestialsko skuteczny. Napastnik wczołgiwał się z naostrzoną brzytwą pod wysokie podwozia zaparkowanych SUV-ów, którymi Afrykanerzy chętnie jeździli na zakupy, a kiedy biały wracał do samochodu obładowany torbami, te zwierzęta wysuwały swoje czarne łapska i jednym posuwistym ruchem brzytwy chlastały przy samej ziemi, przecinając stalowym ostrzem oba ścięgna, poniżej łydki, tuż nad piętami. Od takiego cięcia człowiek momentalnie traci przytomność, nie wie co się dzieje, nie zdąży nawet krzyknąć, wezwać pomocy. Napięte ścięgna puszczają i w ułamku sekundy biedak osuwa się na ziemię, wypuszczając z ręki kluczyki do samochodu. Jeśli kierowcą jest kobieta i jeśli czas pozwala... Stop! Margie, stop! Skup się, do cholery, masz czarnucha w łazience!
 
Margie otrząsa się i przytomnieje. Ciska pilota na sofę i boso biegnie do komody, w której trzyma szpargały po mężu. Klęka, oglądając się jeszcze w kierunku łazienki, ale drzwi pozostają zamknięte. Słychać tylko chrobotanie szkła. Przekręca więc kluczyk i otwiera szafkę. Grzebie w niej chaotycznie. W końcu zrzuca na ziemię kilka mniejszych rupieci, odsuwa na bok oprawiony w skórę egzemplarz biblii i odnajduje tekturowe pudełko z napisem "Cal. 16/70".
 
Margie nigdy nie lubiła broni, ale umiała ją obsługiwać. Wychowała się na farmie niedaleko Johannesburga, w rodzinie burskich osadników, którzy przez całe pokolenia zmuszeni byli przed kimś się bronić, najpierw przed Anglikami, potem przed tymi cholernymi negrami, dlatego w domu oręża zawsze było pod dostatkiem. Ostatni raz strzelbę trzymała kilka lat temu, kiedy murzyńscy robotnicy rzucili się z maczetami na jej męża, bo ten nie wypłacił im pełnej tygodniówki. Margie wycelowała wtedy pordzewiałego już nieco Merkla i zagroziła, że jeśli robotnicy nie odłożą maczet, to odstrzeli im te czarne łby, jeden po drugim. Tamtym razem poskutkowało. Początek końca apartheidu dopiero nadchodził. Czarni nie byli jeszcze tak odważni. Jednak kilka lat później władze wypuściły Mandelę i wszystko się zmieniło. Margie robiła akurat zakupy w mieście, kiedy na odległej farmie jej stary wdał się w kolejną kłótnię ze swoimi pracownikami. Tym razem nie miał mu kto przyjść z pomocą.
 
Dość! Trzeba się wziąć do kupy! Margie trzaska więc drzwiczkami szafki i z nabojami upchniętymi w kieszeni szlafroka rusza do przedpokoju, gdzie trzyma starą dubeltówkę, z rodzaju tych, jakich farmerzy używali do polowań na lisy pustoszące pola. Zdejmuje ją ze ściany, łamie wpół i drobnymi rękami wsuwa dwa naboje. Zatrzaskuje lufę, odgarnia włosy ze spoconej twarzy i rusza w kierunku korytarza. Po chwili staje uzbrojona naprzeciwko drzwi do łazienki. Przez moment nasłuchuje, ale w środku jakby cisza. Ma otworzyć? Jak? Jedną ręką nie utrzyma przecież strzelby. A jeśli tamten wyrwie jej broń? To możliwe. W takim razie trzeba kopnąć. Silnie i szybko. Chociaż nie, jest przecież bosa. Zresztą, czy wystarczy siły? Do diabła! Nie ma co rozprawiać w nieskończoność, bo... Trzask! Zza drzwi dobiega dźwięk. Bach! Margie odpowiada strzałem.
 
Amunicja tego typu podczas wystrzału tworzy szeroką na kilkadziesiąt centymetrów chmurę śmiercionośnych metalowych kul. Z lufy, w zależności od kalibru, wypada ich od dwunastu do dwudziestu. W pierwszej fazie wystrzału wszystkie fruną z prędkością ośmiuset metrów na sekundę w zbitej grupie, a w miarę zwiększania się dystansu, który pokonują, niszczycielska chmura poszerza swój promień rażenia. Przy tak małych odległościach właściwie nie ma potrzeby celować. Wystarczy gruchnąć w odpowiednim kierunku i zamknąć oczy. Rozpędzony ołów zrobi resztę.
 
Margie dobrze o tym wie. Stoi więc pewna siebie z dymiącą lufą i wytęża zmysły. Ma nadzieję nie usłyszeć już niczego. Po chwili jednak z łazienki dobiega ją słabe rzężenie. Schyla się i zagląda przez półmetrową dziurę. Zaklinował się! Zaklinował! Ten czarnuch się zaklinował! Włamywacz utknął w rozbitym lufciku, skulony, z głową zwisającą w dół, z nogami jeszcze na zewnątrz. Margie otwiera więc drzwi i dopiero teraz dostrzega w jego brzuchu potężną wyrwę, prawdopodobnie pełną śrutu, z której krew skapuje do śnieżnobiałej wanny stojącej pod oknem. Przypatruje się temu oniemiała i za moment biegnie już do sypialni, gdzie stoi telefon. Wykręca 10111, numer lokalnej policji.
 
— Mam tu włamywacza! — krzyczy do słuchawki.
— Spokojnie, proszę się uspokoić, czy jest pani bezpieczna?
— Tak, strzeliłam mu w brzuch, jest w łazience!
— Proszę powtórzyć, tylko spokojnie, czy strzeliła pani do włamywacza?
— Tak, do cholery! Trafiłam go w brzuch!
— Czy napastnik żyje?
— Żyje, ale już niedługo, zabierzcie go stąd!
— Dobrze, w porządku, gdzie pani mieszka?
— Na Hillbrow, na rogu...
— Na Hillbrow?
— Tak, na rogu...
— Czy napastnik jest kolorowy?
— Co? Tak, chyba tak, to czarnuch. Zabierzcie go!
— Włamywacz jest kolorowy i leży ranny w pani łazience?
— Właśnie tak mówię!
— W porządku. Jak pani ma na imię?
— Margie.
— Margie, posłuchaj mnie.
— Zabierzecie go stąd!
— Margie, Margie! Uspokój się i posłuchaj mnie. Posłuchaj mnie bardzo uważnie. Czy jesteś pewna, że człowiek w twojej łazience jeszcze żyje?
— Tak, słyszę go!
— W porządku, Margie, skoncentruj się. Wysyłam teraz patrol, który dotrze do ciebie za piętnaście minut. Za piętnaście minut, słyszysz mnie?
— Słyszę, ale co ja mam robić przez piętnaście minut?
— Margie, patrol będzie za piętnaście minut. Lepiej, gdyby ten człowiek był już sztywny, słyszysz? Gdyby nie wytrzymał, tak będzie lepiej, słyszysz?
— Co? Jak sztywny?
— Margie, musisz to przyspieszyć, rozumiesz?
— Przyspieszyć? Co przyspieszyć?!
— Musisz do niego strzelić, Margie, to jest moja rada.
— Co? Po co? Tylko go stąd zabierzcie!
— To kolorowy, prawda?
— Tak, to czarnuch.
— Wie, gdzie mieszkasz, prawda?
— Leży w mojej łazience!
— Posłuchaj, Margie, do diabła! Jeśli ten czarnuch przeżyje, to wróci do ciebie. Rozumiesz? Strzeliłaś do niego. On zna twój adres, wróci do ciebie.
— To go aresztujcie!
— Przyjdą do ciebie jego bracia, sąsiedzi. On powie im, gdzie mieszkasz, będą się mścili, rozumiesz?
— To co ja mam zrobić?
— Została ci jeszcze amunicja?
— Tak.
— Margie, patrol będzie za piętnaście minut. Masz piętnaście minut.
— Mam piętnaście minut...
 
Margie odkłada słuchawkę i idzie do salonu. Przysiada na oparciu sofy. Podnosi ze stolika paczkę papierosów. Wytrząsa jednego i wkłada do ust. Cyk, klik, zgrzyt i buch. Zaciąga się i szybko wypuszcza dym. Podchodzi do barku, w jednej ręce trzymając papierosa, w drugiej ciągle ciepłą dubeltówkę. Do pękatej szklanki nalewa koniaku i przynosi drinka, stawiając go na stoliku. Siada. Zaciąga się. Strzepuje popiół. Odwraca głowę w kierunku korytarza. Słyszy kwilenie. W rogu sofy odnajduje pilota, włącza telewizor. Dalej to słyszy. Pokazują wiadomości. Robi głośniej. Zerka w stronę łazienki. Nasłuchuje. W końcu wyłącza telewizor. Znowu nasłuchuje. Jęki nie ustają. Piętnaście minut, będą za piętnaście minut. Margie, jeśli ten czarnuch przeżyje... Jego bracia, rodzina... Margie, on zna twój adres... Patrol będzie za piętnaście minut, lepiej, gdyby do tego czasu... Margie, rozumiesz, co do ciebie mówię? Jeśli ten czarnuch przeżyje...
 
Margie zdusza papierosa w popielniczce, dopija koniak i podnosi się z sofy. Przez chwilę patrzy w ciemne okno, jakby na coś czekała. Zaraz jednak rusza z bronią w kierunku łazienki. Po paru krokach staje. Z czymś walczy. Wraca po szklankę i zamiast do łazienki, idzie do barku. Nalewa sobie jeszcze jednego, przepełniając przy tym szkło i plamiąc dywan, a potem z drinkiem w dłoni ciężko opada na skórzaną kanapę. I znowu to samo. Cyk, klik, zgrzyt i buch. Zapala kolejnego papierosa. Próbuje wyrównać oddech. Pomagają w tym regularne zaciągnięcia. W końcu trochę się uspokaja i wypuszczając ostatnią strużkę dymu, spogląda w stronę łazienki, a potem pozwala sobie na krótki uśmiech.
 
Kiedy rankiem policja przesłuchiwać będzie okolicznych sąsiadów, wszyscy zeznają, że tej nocy słyszeli nie jeden, lecz dwa wystrzały na Hillbrow.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Andre · dnia 25.07.2014 17:18 · Czytań: 2272 · Średnia ocena: 4,86 · Komentarzy: 19
Komentarze
Usunięty dnia 25.07.2014 18:46
Świetny tekst,bardzo mi się podobał. W ciekawy sposób pokazałeś lęki i uprzedzenia Afrykanerów na tle rasowym. Realistycznie też namalowałeś obraz całej tej sytuacji. Przejmująca historia, wyczuwalne są emocje bohaterki. Fajne zakończenie.

Pozdrawiam ;)
PawelDrozd dnia 26.07.2014 01:31 Ocena: Świetne!
Jaki klimat! Fantastycznie się to czyta.
zajacanka dnia 26.07.2014 02:15 Ocena: Świetne!
No, kurczę! Myslałam, że pojedziesz po całości, a jednak wycofałeś się w koncówce...
Sumienie, czy cóś? ;)
Absolutny brak poprawności politycznej w większej części utworu - za to wielkie brawa! Gratuluję odwagi!

Ale wiesz, pracuję obecnie z kilkoma ludźmi z Johanesburga - uciekli od podobnych konfliktów wewnętrznych: albo białe, albo czarne. Zero szarości...
To w sumie bardzo przygnębiający obraz współczesnego świata.
Można snuć domysły - zakończenie otwarte przeciez.

Ogólnie: czuje sie nieco umoralniona i postawiona do pionu przez to zakończenie.

Pozdrawiam
Miladora dnia 26.07.2014 03:56
Bardzo gładko się czyta, chociaż - przyznaję, z lekkim dreszczem.
Tekst skojarzył mi się z niedawno oglądanym filmem, którego akcja rozgrywała się w RPA.
Niestety, również przedstawiał niezbyt różową rzeczywistość, jeżeli chodzi o kwestię napadów na białych mieszkańców tego kraju.

Ale przy okazji:

Cytat:
Zsuwa kap­cie i pod­ku­la nogi na przy­jem­nie skó­rza­nej sofie.

Może być coś "przyjemnie skórzanego"? ;)
Czy raczej na przyjemnej skórzanej sofie?
Cytat:
Zdej­mu­je ją ze ścia­ny, łamie w pół

- wpół -
Cytat:
staje uzbro­jo­na na prze­ciw­ko drzwi do ła­zien­ki.

- naprzeciwko -
Cytat:
— Tak(,) do cho­le­ry! Tra­fi­łam go w brzuch!

Cytat:
On powie im(,) gdzie miesz­kasz,

Cytat:
Wy­trzą­sa jed­ne­go i wkła­da sobie do ust.

Zbędne - wiadomo, że "sobie".
Cytat:
Robi gło­śniej.

Niezręczne. Zwiększa głośność?
Cytat:
le­piej(,) gdyby do tego czasu...

Cytat:
z drin­kiem w dłoni cięż­ko opada na skó­rza­nej ka­na­pie.

- opada na skórzaną kanapę -

Prowadzisz narrację w czasie teraźniejszym, co wcale nie jest takie łatwe. W dodatku prowadzisz ją umiejętnie, sprawnie budując klimat zagrożenia.
Zastanawiam się tylko, czy końcowe zdanie jest potrzebne, skoro policjant namawiał kobietę do powtórnego strzału i stawało się jasne, że ten strzał padnie.
Dla mnie tekst mógłby się zakończyć na owym krótkim uśmiechu.

Miłego :)
Andre dnia 26.07.2014 09:19
Dzięki za komentarze i poprawki, już naniesione :)

Dodam tylko, że to mniej więcej autentyczna historia. Przeczytałem kiedyś w dzienniku króciutką wzmiankę, że trwa właśnie proces policjanta z RPA, który napadniętej kobiecie przez telefon radził to, co radził, w trosce o jej późniejsze życie.

Miladora, bez ostatniego zdania mówisz? I chyba masz rację, tylko ja cholernie lubię to zdanie, bo to była pierwsza linijka, którą napisałem w tym opowiadaniu i mam do niej sentyment :(
henrykinho dnia 26.07.2014 10:53
Powiem szczerze, że nie lubię historii o RPA ukazywanych od "białej" strony". Uważam, że Afrykańczycy mają sporo prawa zachowywać się tak, jak się zachowują, bo nawet nie nastąpiła jeszcze zmiana pokoleń - niedawno to biały pan miał wciąż prawo wkroczyć do czarnej dzielnicy i powystrzelać pół tuzina miejscowych bez większych konsekwencji. Równo dwadzieścia lat temu przecież neonaziści wycinali jeszcze w pień matki z dziećmi na południowoafrykańskich ulicach, choć, oczywiście, nie usprawiedliwia to akcji odwetowych. Ale afrykanerzy wiedzieli, na co się piszą.

Sama historia oddaje pokłosie tamtych wydarzeń. Moim zdaniem tak pochrzanione relacje społeczne nie zmienia się jeszcze bardzo, bardzo długo; tym bardziej że w głównej mierze wina była zawsze po stronie policji.

lubię historię RPA i interesuję się apartheidem, więc + ;)

pozdrawiam
al-szamanka dnia 27.07.2014 10:22 Ocena: Świetne!
Wydawałoby się, że to sucha relacja.
I właściwie jako taką pociągnąłeś cały tekst.
Niemniej pod "powierzchnią" aż buzuje od emocji powstałych na gruncie tragedii z przeszłości i układów wynikających z przemian.
Koleżanka mieszkała w RPA już u schyłku apartheidu i raczej dobrze znała panującą tam sytuację. Twierdziła, że większość w miarę wykształconych, czarnych obywateli bała się tych przemian uważając, że stracą pracę, a kraj stoczy się w otchłań bezprawia.
Nie mylili się - RPA zajmuje pierwsze miejsce na świecie pod względem przestępczości.
Panował paniczny strach przed dzikim okrucieństwem bojówek Winnie Mandela, które mordowały przede wszystkim swoich, albo znienawidzonych współobywateli pochodzenia azjatyckiego.
Zwykle tak jest, że gdy dwie grupy ze sobą walczą, to żadna z nich nie jest tylko dobra i tylko zła. Tak samo jest ze społeczeństwem RPA. Jeszcze dużo czasu upłynie zanim wszystko tam chociaż trochę znormalnieje.
Tekst podobał mi się.
Ostatni akapit daje dużo do myślenia... bo w sumie nie wiadomo.

Pozdrawiam urlopowo:)
amsa dnia 27.07.2014 22:12
Andre - pierwsza myśli jaka się pojawiła - ale rasizm... Swojego czasu zaczytywałam się literaturą opisującą historię tego kraju, konflikty, nienawiść i cała reszta. Bardzo interesujące było dla mnie jak do tego doszło i na czym stanęło. Tutaj mamy tego efekt końcowy, podział i nienawiść wyziera i to jest bardzo poruszające w takim zapisie, bardzo realne i bez kolorytu próbującego wyjaśnić, usprawiedliwić. Bardzo interesujący tekst. Nie za wiele takich historii znamy, w naszym kręgu kulturowym to większa egzotyka niż antypody, chociaż sam problem globalny i jego podłoże zawsze takie samo.

Pozdrawiam

B)
Mia M. dnia 27.07.2014 22:32
Jeszcze chwila i odebrałabym jej strzelbę...
To lubię! Iść przez tekst gładko, bez przymusowych przystanków, by przeczytać raz jeszcze, po to, żeby zrozumieć.
Pozdrawiam
ApisTaur dnia 27.07.2014 22:44 Ocena: Świetne!
Czytałem, a oczami wyobraźni widziałem nasz stary dobry teatr sensacji 'Kobra'. Nie pytaj dla czego, sam nie wiem.:) W każdym bądź razie opowiadanie podoba mi się. Pozdrawiam
Dobra Cobra dnia 28.07.2014 11:33 Ocena: Świetne!
Ło qrde, Andre!


Opowieść pierwsza klasa i przeczytałżem ją jednym tchem! I temat i wykonanie piersza klasa i sam najprzedniejszy mjód prozy!

Poruszasz skomplikowany temat. Dużo swego czasu było o Rodezji, gdzie panowała podobna sytuacja. Czarni przegonili białych z farm, żądając ich ziemi. Dochodziło do mordów, biali zostawiali nowoczesne gospodarstwa w rękach czarnych. I co? Wszystko upadało, nikt niczego nie uprawiał, marnowała się ziemia, nie bylo żadnych plonów. Pustynia, że tak obrazowo powiem.

W sumie to nie wiem, czy symbolicznie u nas też po "odzyskaniu wolności" i skoku Wałęsy przez mur, nie stało się podobnie.
Ludzie, którzy kiedyś oddawali swe sily w walce o niepodległość płaczą, bo zrzekliśmy się jej za forsę z Unii. Prawie cały nasz przemysł został doprowadzony do upadku lub sprzedany w obce ręce. Lud jest ruchany przez rząd niemożebnie, nie ma zadnego socjalu, najlepiej wszystko sprywatyzować, aby później trzeba było za to płacić. Zus ściąga każda kasę, aby dziś zapłacic emerytom emerytury. Okradziono kazdego obywatela, w majestacie prawa zabierając forsę z ofe.

To są znane tricki. Podczas specjalnie wywołanego przed drugą wojną kryzysu w Usa, klasy pisiadające zabrały obywatelom cale złoto, tak, aby nie mieli nic. A pieniądz od tej pory nie miał pokrycia w złocie - stając sie tylko papierem, dawanym przez bankierów niewolnikom, aby mieli za co przeżyć do kolejnego pierwszego.

Nie będzie lepiej. Nie jest lepiej w dawnych koloniach, gdzie rdzenna ludność na siłę odzyskuje suwerenność, ale co poza tym? Czy samą wolnością czlowiek żyje? A co, jeśli chodzi o opiekuńczość państwa? Nasze ma w d..ie swoich obywateli. Gdziekolwiek nie pojedziesz pracować - jest lepiej. Masz zasiłki na dzieci, dodatki etc. Pracując w Anglii co najmniej 7 lat zyskujesz prawo do ichniejszej minimalnej emerytury, ktora na dzień dzisiejszy na nasze wynosi okolo 2400 zł.
A u nas zus (tfu!) wysyła listy, że po przepracowaniu całego zycia dostaniesz 300zł??? Qrde!

To wszystko zobaczyłem w Twojej opowieści. A nawet może więcej...


Brawo! piękna sprawa! Trzymasz wysoko jakość prozy oraz jej sztandar!


Summa cum laude.


Do następnego. Zdecydowanie!

Pozdrawiam,

Dobra Cobra
Miroslaw Sliwa dnia 28.07.2014 16:09
Naprawdę znakomity tekst. Jesteś bardzo dojrzały w sensie literackim. Poza tym cieszę się, że ludzie przestają bać się "niewygodnych tematów". Myślę jednak, że zdecydowanie chodziło Ci o pokazanie, co człowiek potrafi zrobić ze swoim sumieniem i że nie ma dla człowieka granic nie do przekroczenia. Gratuluję i sukcesów życzę.
Andre dnia 22.08.2014 19:40
Miladora, jednak masz zupełną rację. Już bez żadnych wątpliwości. Po dłuższym czasie przeczytałem ten tekst ponownie i ostatnie zdanie rzeczywiście w ogóle nie jest potrzebne ;/
Heisenberg dnia 08.07.2015 01:08
Opinia polecająca na pamiątkę :)

Każdy kij ma dwa końce, każdy medal ma dwie strony. Na każdą kwestię można spojrzeć z innej perspektywy – wszakże punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy postrzegać świat w czarno-białych barwach. A przecież każdy kolor ma swoje odcienie.
Zapraszam do przeczytania tekstu o świecie, w którym nic nie jest szare.
Barbara K.W. dnia 08.07.2015 07:46
Ohhh! Opowiadanie soczyste i wciąga jak trąba powietrzna. Świetnie się czyta. Historia i do potraktowania dosłownie i dużo, dużo szerzej, jak to dostrzegł DoCo.
Moja subiektywna uwaga - ostatnie zdanie nie jest złe - to ono uchyla drzwi niejednoznacznemu zakończeniu, zostawiając tylko wąską szparę - czarne-białe. A z kolei bez niego drzwi stoją całkowicie otworem.
Jestem pod wrażeniem
Pozdrawiam
Dobra Cobra dnia 08.07.2015 11:47 Ocena: Świetne!
I fajowo, że opowieść została polecana przez Redakcję!


Super!

DoCo
ander dnia 14.07.2015 18:59
Świetny tekst! Dynamiczny, namacalny wręcz. Czyta się to jak wysokiej klasy reportaż. A ostatnie zdanie według mnie jest potrzebne. Bohaterka waha się, a potem może nawet przestaje się wahać i na swój sposób rozkoszuje tym, że dostała od policji pozwolenie, wręcz nakaz "wykończenia czarnucha". A może uśmiecha się do zupełnie innej myśli... Są w filmach akcji takie sceny ucieczek na oślep, napadów z bronią w ręku, gdzie kamera stara się zobrazować poziom adrenaliny uczestników wydarzeń. Tu jest podobnie. Wspaniały tekst.
http://casusaniola.pl
Quentin dnia 28.07.2015 21:49 Ocena: Bardzo dobre
Nocą wszystko jest straszniejsze

Tekst słusznie polecany przez redakcję. A jakże.
Podoba mi się takie umycie rąk w stosunku do poruszanych kwestii. No bo nie jest to ani tekst mówiący o tym, jak bardzo krzywdzeni są Murzyni, ani o tym jak bardzo krzywdzeni są biali. Oczywiście pewne stanowisko jest zarysowane, wszak trudno tego uniknąć, ale nie można stwierdzić, że tekst na pewno pisał biały obywatel po przejściach.

Mocna rzecz jak sam apartheid zresztą. Krótko piszesz, ale konkretnie. Nic dodać, nic ująć. Myślę, że nie ma co poprawiać nawet, jeśli chodzi o proporcje. Krótko mówiąc, historia z tym czymś.

Dodam jeszcze tylko, że mądrze korzystasz z mocno eksploatowanego pomysłu. Umieszczenie ludzi na ciasnej płaszczyźnie i pozwolenie im wchodzić w interakcje nie zawsze się sprawdza, ale u ciebie wszystko gra jak w zegarku.

Chylę czoła.

Pozdrawiam

Quen
skroplami dnia 28.07.2015 22:03 Ocena: Świetne!
Gratulacje :).
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zbigniew Szczypek
20/02/2024 00:55
Gabrielu No niestety Kazjuno ma rację - to już nie jest ten… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 23:56
Cześć Nikon Nie wiem, jakiej prawdy szukasz, według górali… »
mike17
19/02/2024 20:38
Jarku, piszesz w bardzo amerykańskim stylu. Nie ma tu… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 15:28
Spoko. To chyba rzeczywiście jedno z moich lepszych, a… »
Kazjuno
19/02/2024 14:15
Dzięki Marku. Na Ciebie mogę zawsze liczyć. To kontynuacja… »
Kazjuno
19/02/2024 14:11
Ten kawałek też przegapiłem. Sorry! Pomysł, jak to u Ciebie… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 13:39
Sympatyczne opowieść. Niestety słabo pamiętam poprzednie… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 13:30
Dzięki Kazju! Bardzo fajny komentarz. Pozdrawiam »
Kazjuno
19/02/2024 11:41
Masz rację Marku, że olałeś roszczeniową Witch. Babsztyl za… »
Kazjuno
19/02/2024 11:18
Przeczytałem Gabrielu G. Niestety nie całość. Dlaczego, za… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 10:02
Dziękuję; miło słyszeć o takich grzebaniach. Polecam też… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 10:00
Dziękuję za miły komentarz. Przy okazji przypomnę o mojej… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 00:56
Bernierdh Nie było mnie w tedy, więc piszę teraz ;) Jest… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 00:23
No tak Marku, babie nie dogodzisz! Całkiem, jak w bajce… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 00:14
Witaj Marku Grzebałem sobie w "Kościach" i… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 20/02/2024 16:43
  • Nie mamy nic przeciwko, jeśli każdy z narzekających sprowadzi choć jedną osobę ze starej gwardii. Nie mamy niestety siły, żeby konkurować z mediami społecznościowymi, jesteśmy skromnym portalikiem ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 18/02/2024 22:24
  • Szkoda, wielka szkoda! Co zaglądam, a trochę mnie nie było, to jest coraz gorzej! Przez tydzień obserwuję zapaść, było żle ale teraz, to jakaś tragedia z komentarzami, czy to martwy magazyn?
  • RonaczeK
  • 09/02/2024 19:16
  • Chciałem tylko powiedzieć że choć ostatnio nie mam czasu na to by być tu online to zaglądam poczytać. A Ty czytasz? [link]
  • mike17
  • 09/02/2024 16:19
  • Wczoraj minęło 12 lat, jak jestem na portalu :) Jak ten czas leci. To były naprawdę fajne, udane lata. Szkoda tylko, że tak wielu wartościowych użytkowników już tu nie zagląda...
  • Druus
  • 20/01/2024 22:16
  • Bywam tutaj co jakiś czas i domniemam, że Wasz Król „umarł”.
  • ajw
  • 13/01/2024 15:52
  • Również wszystkiego dobrego :)
  • Wiktor Orzel
  • 02/01/2024 09:38
  • Wszystkiego dobrego Wszystkim, dziękuję że tu nadal jesteście! :)
  • mike17
  • 31/12/2023 18:00
  • Oby ten Nowy Rok był dla Was lepszy niż ten, który się właśnie kończy, niech dopisuje zdrowie i wena, a co do portalu, to najlepszy portal w Polsce i tak trzymać, ole :)
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty