Krótki monolog wygłoszony przez sumienie człowieka, który chciał być jak John Gotti - Andre
Proza » Obyczajowe » Krótki monolog wygłoszony przez sumienie człowieka, który chciał być jak John Gotti
A A A

Widziałeś to w filmach, ty mały cyganie, nocami chłonąłeś je w całości, chwytałeś w mig, pojmowałeś raz dwa, miałeś do tego dryg, smykałkę, i nie mów, że nie, bo zdradzał cię błysk w oku. Czasem do obrazów dodawałeś jeszcze coś od siebie, szykowne szczegóły, zapisywałeś je w szarych komórkach i odstawiałeś na parę lat, do ułożenia. A potem zdobyłeś to wszystko. Zdobyłeś to wszystko, ty parszywy gnojku, szybciej niż ktokolwiek inny.

Zawsze miałeś styl, tylko forsy brakowało. Chciałeś się ubierać jak on, ale nie było za co. Mógłbyś coś ukraść, to jasne, miałeś dostęp do pieniędzy, do dużych pieniędzy, ale nie zniósłbyś myśli, że oszwabiasz swoich kamratów. To trzeba ci akurat przyznać, nigdy nikomu niczego nie zabrałeś, nie zrobiłeś krzywdy. Miałeś kręgosłup. Dzisiaj mało kto ma kręgosłup.

Wybrałeś więc handel. Sprzedawałeś wszystko, ale głównie jednak sajgi i kałasznikowy. Robiłeś interesy z każdym, nie bałeś się nikogo. Twoja przeklęta beztroska nie przeszkadzała ci polecieć na Bliski Wschód, kiedy toczyła się tam wojna, ani do Moskwy, gdy Putin zamykał niewygodnych biznesmenów. Nie obchodziło cię, że w Pekinie chińskie służby depczą ci po piętach, nie zawahałeś się też, aby z Dubaju przywieźć cztery i pół kilograma złota w plecaku licząc, że układ z celnikami na Okęciu będzie nadal aktualny. Po tym uwierzyłeś, że cały świat jest w zasięgu. Otworzyłeś swoje filie w jego najdalszych i najbardziej egzotycznych zakątkach, do których latałeś biznes klasą, wdając się w pogawędki z aktorami, muzykami i politykami. Podobało ci się to, przyznaj, ty popieprzony gnojku. Czułeś się ważny, czułeś, że jesteś kimś. Zawsze wyłapywałeś, jak inni zerkają na twoje metki od Armaniego, jak dyskretnie spoglądają na zegarek Breitlinga i na buty Salvatore Ferragamo. Kiwali głowami z uznaniem, a ty to doceniałeś. Utwierdzałeś się w przekonaniu, że jesteś lepszy od nich, że inni ci zazdroszczą. Skręcają się w środku, ale nic nie mogą zrobić. Są na to zbyt mali i zbyt miałcy. Za słabi, żeby otrząsnąć się z letargu, wyrwać swoje bycie z kręgu beznadziejnej codzienności.

Ty nie byłeś miałki. Byłeś, kurwa, przebojowy. Kiedy Krzysztof C. zapytał w lotniskowym saloniku dla VIPów, gdzie kupiłeś takie okulary, odparłeś, że w Mediolanie. Od dłuższego czasu na zakupy latałeś już tylko do Mediolanu, na Gold Quarter czułeś się jak w domu. Czasem wywiewało cię także do Paryża, którego zresztą nienawidziłeś. Uważałeś, że mieszka w nim zbyt wielu czarnych. Jednak dalej tam latałeś. Po wylądowaniu brałeś taksówkę prosto z lotniska Roissy i kazałeś wieźć się do Lafayette. Podobało ci się to, ty mały sukinsynu, cały ten wielkomiejski entourage. Wchodząc do sklepu Prady byłeś w swoim żywiole. Nie wiedziałeś tylko, nie wtedy, że z tym wszystkim przychodzi coś jeszcze, że do drogich garniturów i sportowych samochodów dodają coś więcej, coś czego nigdy nie zamawiałeś, coś czego nie zobaczysz na rachunku.

Tak, do sportowych samochodów, ty chytry szczurze. Chyba nie zapomniałeś, że w wieku dwudziestu dziewięciu lat sprawiłeś sobie maserati? Kupiłeś je, bo było włoskie, a poza tym pasowało ci do niebieskiego garnituru. Wtedy mogłeś sobie pozwolić, bo nadal jeszcze nie wiedziałeś, o nie.

Póki co, pławiłeś się w luksusie, w przepychu, zza szyb najlepszych restauracji spoglądając na ludzi snujących się po ulicy. Niewyspanych, źle ubranych, w za dużych marynarkach, w znoszonych butach, popękanych od codziennego wciskania pedału sprzęgła w dziesięcioletnich samochodach.

Kiedy pytali, czy się nie boisz, czy nie przeraża cię prokuratorska machina już puszczona w ruch, wszystkie te urzędy skarbowe, służby celne, izby kontroli i biura śledcze siedzące ci na karku, prychałeś, wzruszałeś ramionami i odpowiadałeś, że boisz się jedynie ruskiej mafii, a potem wsiadałeś w samolot i leciałeś do Moskwy dalej robić te swoje dziwne interesy.

Tułałeś się po trzecim świecie, żeby móc zarobić na szykowne życie, zupełnie jak on, i jak te kurwy z kolorowych gazet, które zlatują co weekend do Dubaju i w lobby Lake's Tower handlują swoim tyłkiem. O tak, widziałeś je tam. Widziałeś je nie raz, a kiedy odzywałeś się w rodzimym języku, udawały kogoś innego. Zaraz jednak wyciągałeś pękaty portfel i kładłeś go na stoliku, a one pogodniały i od razu przypominały sobie ojczystą mowę. Tysiąc euro, tylko tyle potrzeba, aby zerżnąć polską celebrytkę. Bilet do Dubaju kosztuje o połowę mniej.

Kiedy to było? Jeszcze rok, dwa lata temu? Wtedy nie wiedziałeś, zwyczajnie nie wiedziałeś, że z tym wszystkim przychodzi coś więcej. Jest w pakiecie, dodawane po kryjomu. Nikt cię o tym nie uprzedził, nie poinformował. Nie podpisywałeś umowy z drobnym druczkiem, żadnej gwiazdki, na którą mógłbyś teraz zrzucić winę. Nie licząc telewizji, byłeś przecież samoukiem. Nie pojawił się nikt, kto by cię ostrzegł, że w końcu przyjdzie taki dzień, kiedy usłyszysz stuk na klatce, chrobotanie, kroki i po raz pierwszy w życiu pomyślisz, że może to po ciebie.

Od tego dnia już za każdym razem, gdy sąsiadka wróci później niż zwykle, za każdym razem, gdy pojawi się niespotykany wcześniej dźwięk, ty będziesz się budził, podrywał, zrzucał kołdrę i biegł do okna, do drzwi, nasłuchując, wycierając pot, chociaż jest całkiem chłodno. Już nie prześpisz pełnej nocy. Będziesz budził się o czwartej, czwartej trzydzieści i nasłuchiwał. Najczęściej przychodzą właśnie o czwartej trzydzieści. Wiesz o tym, dlatego już nigdy nie wstaniesz później. To będzie twoja ostatnia stacja, koniec sennych podróży, nowa Golgota.

Ranki nie przyniosą ulgi. Wkrótce poznasz to uczucie, gdy na widok listonosza dopada cię atak paniki. Gdy obserwujesz tego skurwiela w kamerze domofonu i zastanawiasz się czy to już? Czy to jest to, na co czekasz? Czy ten kutas w wymiętym mundurze przyniósł ci właśnie zawiadomienie o końcu twojego eldorado? Wezwanie na szafot? Ogłoszenie o upadku imperium? Czy to moment, w którym następuje ostateczny krach świata, który znasz? Za szybko przecież, kurwa, masz dopiero trzydzieści cztery lata! Co im szkodziło zaczekać jeszcze rok, dwa, Jezu, kilka miesięcy chociaż. Nic by się nie stało, przecież byś nie uciekł, bo gdzie masz uciec, nie przestał, bo jak masz przestać, czym się zająć, krów hodowlą? Ty już nie możesz uciec, wiesz o tym i oni też to wiedzą. Karty zostały rozdane, musisz grać tym, co masz.

Listonosz w końcu odpuści, odejdzie. Dostaniesz odroczenie. Przynajmniej do jutra, kiedy wróci tu na nowo. Póki co jednak, zyskałeś kolejnych dwadzieścia parę godzin. Chyba że zadzwoni telefon, bo wtedy znowu w tę i nazad i z powrotem. Już nawet nie pamiętasz od kiedy dostajesz duszności, gdy komórka zaczyna odgrywać tę swoją idiotyczną melodię, a odgrywa ją często, choć zmieniasz numer regularnie. Twój organizm podnosi alarm, a serce ogłasza bunt zwłaszcza, gdy telefon dzwoni o godzinie, o której dzwonić nie powinien. Kiedy w końcu sięgasz po aparat i na wyświetlaczu dostrzegasz zastrzeżony numer, zaczynasz się trząść. Do tej pory nie wiedziałeś, jak wygląda trwoga, jaki smród ma przerażenie. Teraz wiesz dobrze, tak jak i wiesz dobrze, kto korzysta z zastrzeżonych numerów. Masz więc odebrać czy nie? Właściwie to powinieneś, z tego przecież żyjesz, ale może by tak kosztem kolejnego zlecenia kupić sobie dodatkowych parę godzin? Może dać sobie jeszcze trochę czasu, odłożyć to, co nieuniknione, udać, że telefon był tylko przywidzeniem, przesłyszeniem, że tak naprawdę nikt nie szuka? Jest nawet gorzej, gdy odzywa się ten stacjonarny. Wtedy już zupełnie nie wiadomo, podnosić czy nie? Może nie podnosić, udawać, udawać permanentnie, że cię w mieszkaniu nie ma, nigdy, że nie istniejesz zupełnie. Ale co, jeśli właśnie o to chodzi? Jeśli ten telefon po to dzwoni, żeby potwierdzić twoją nieobecność? Jeśli ci nędzarze tylko sprawdzają? Sprawdzają, bo chcą tu wejść i założyć pluskwy, które z takim uporem demontujesz po każdym powrocie z podróży?

Piąta czterdzieści, dzisiaj już nie przyjdą.

Masz żal, kurwa, masz żal, bo nikt cię nie uprzedził. Pies z kulawą nogą, żaden przeklęty John Gotti nie zszedł z niebios i nie ostrzegł cię, że te wszystkie wściekłe demony będą dobijały się do twojej głowy już każdego dnia, do samego końca, a ty nie zdołasz sobie z nimi poradzić, ich odeprzeć. Czasem myślisz, żeby to rzucić, pieprznąć w cholerę i zapomnieć, to prawda, ale szybko ci przechodzi, bo za coś jednak trzeba żyć. Heroina nie wciąga tak jak pieniądze. Goły wskoczyłeś do rwącego potoku, wpadłeś w wir i teraz nie masz już innego wyjścia, niż płynąć z jego prądem. Odwrót jest bezcelowy. Z nurtem jeszcze nikt nie wygrał. Jest zbyt silny. Nie ma ratunku.

Musisz więc pogodzić się z tym, że już do końca życia będziesz wstawał o czwartej trzydzieści i w tej swojej jedwabnej piżamie klęczał przed drzwiami nasłuchując, a kiedy upewnisz się, że to jeszcze nie dzisiaj, że jeszcze nie tym razem, wrócisz do łóżka, na łeb naciągniesz satynową kołdrę i po raz kolejny spróbujesz odpowiedzieć na to samo pytanie, które przychodzi każdego dnia, a na które zwyczajnie nie ma odpowiedzi. Czy było warto?

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Andre · dnia 22.08.2014 18:48 · Czytań: 18812 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 2
Komentarze
amsa dnia 22.08.2014 20:10
Andre - stylistycznie - kapitalne. Układ zdań wymusza coraz szybszy, nerwowy rytm czytania. Próbowałam sobie wyobrazić o kim mowa, czym się zajmuje adresat monologu, bo to odpowie na pytanie kogo się boi. I tu mam problem, bo cóż może przynieść listonosz - wezwanie do sądu, do urzędu. Ale jeśli bohater prowadzi takie, a nie inne życie, to obawa takiego czegoś jest mało wiarygodna, ma z pewnością mnóstwo możliwości, żeby uniknąć, a nawet zniknąć. Co innego telefony, z tym że powiązane z listonoszem (domniemanie spraw urzędowych), jest również trochę dziwne, urzędnicy (chyba że ZUS), raczej nie wydzwaniają przed pierwszym kontaktem (później to się zdarza). Dlaczego nie zmienił nr telefonów? Dlaczego się nie wyprowadził? A jeśli sugerujesz podsłuchy (wywiad, szpiegostwo), to znowu ten listonosz nie pasuje. Hm... A tzw. przestępczość zorganizowana, no cóż, oni załatwiają porachunki w inny sposób, u nich listonosz nie dzwoni dwa razy...

Pozdrawiam

B)
al-szamanka dnia 23.08.2014 10:47 Ocena: Bardzo dobre
Zbyt dużo -łeś Ci się namnożyło, szczególnie w pierwszych ośmiu akapitach, co odebrałam trochę jak wyliczankę.
Potem nieco rozładowałeś.
Życie opisywane przez sumienie wyjątkowo ciekawe.
Za pieniądze można mieć wszystko - przynajmniej tak się wydaje.
Sprawa z listonoszem też mi nie jest jasna.
Dziwi mnie, że taki szpaner i kombinator zaczyna czuć się niepewnie, że czeka na coś, co może dać kres wygodnemu życiu.
Tym bardziej, że...
Cytat:
uwie­rzy­łeś, że cały świat jest w za­się­gu. Otwo­rzy­łeś swoje filie w jego naj­dal­szych i naj­bar­dziej eg­zo­tycz­nych za­kąt­kach, do któ­rych la­ta­łeś biz­nes klasą

Jeżeli ktoś ma filie na całym świecie, to nie przekona mnie, że nie zabezpieczył sobie przystani na wszelki wypadek. Chyba że nie jest aż takim typkiem za jakie go ma sumienie.
Ta niekonsekwencja, moim zdaniem, jest slabym punktem w tekscie.
Poza tym podoba się, a jakże :)

Pozdrawiam:)
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Zbigniew Szczypek
20/02/2024 00:55
Gabrielu No niestety Kazjuno ma rację - to już nie jest ten… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 23:56
Cześć Nikon Nie wiem, jakiej prawdy szukasz, według górali… »
mike17
19/02/2024 20:38
Jarku, piszesz w bardzo amerykańskim stylu. Nie ma tu… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 15:28
Spoko. To chyba rzeczywiście jedno z moich lepszych, a… »
Kazjuno
19/02/2024 14:15
Dzięki Marku. Na Ciebie mogę zawsze liczyć. To kontynuacja… »
Kazjuno
19/02/2024 14:11
Ten kawałek też przegapiłem. Sorry! Pomysł, jak to u Ciebie… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 13:39
Sympatyczne opowieść. Niestety słabo pamiętam poprzednie… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 13:30
Dzięki Kazju! Bardzo fajny komentarz. Pozdrawiam »
Kazjuno
19/02/2024 11:41
Masz rację Marku, że olałeś roszczeniową Witch. Babsztyl za… »
Kazjuno
19/02/2024 11:18
Przeczytałem Gabrielu G. Niestety nie całość. Dlaczego, za… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 10:02
Dziękuję; miło słyszeć o takich grzebaniach. Polecam też… »
Marek Adam Grabowski
19/02/2024 10:00
Dziękuję za miły komentarz. Przy okazji przypomnę o mojej… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 00:56
Bernierdh Nie było mnie w tedy, więc piszę teraz ;) Jest… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 00:23
No tak Marku, babie nie dogodzisz! Całkiem, jak w bajce… »
Zbigniew Szczypek
19/02/2024 00:14
Witaj Marku Grzebałem sobie w "Kościach" i… »
ShoutBox
  • Redakcja
  • 20/02/2024 16:43
  • Nie mamy nic przeciwko, jeśli każdy z narzekających sprowadzi choć jedną osobę ze starej gwardii. Nie mamy niestety siły, żeby konkurować z mediami społecznościowymi, jesteśmy skromnym portalikiem ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 18/02/2024 22:24
  • Szkoda, wielka szkoda! Co zaglądam, a trochę mnie nie było, to jest coraz gorzej! Przez tydzień obserwuję zapaść, było żle ale teraz, to jakaś tragedia z komentarzami, czy to martwy magazyn?
  • RonaczeK
  • 09/02/2024 19:16
  • Chciałem tylko powiedzieć że choć ostatnio nie mam czasu na to by być tu online to zaglądam poczytać. A Ty czytasz? [link]
  • mike17
  • 09/02/2024 16:19
  • Wczoraj minęło 12 lat, jak jestem na portalu :) Jak ten czas leci. To były naprawdę fajne, udane lata. Szkoda tylko, że tak wielu wartościowych użytkowników już tu nie zagląda...
  • Druus
  • 20/01/2024 22:16
  • Bywam tutaj co jakiś czas i domniemam, że Wasz Król „umarł”.
  • ajw
  • 13/01/2024 15:52
  • Również wszystkiego dobrego :)
  • Wiktor Orzel
  • 02/01/2024 09:38
  • Wszystkiego dobrego Wszystkim, dziękuję że tu nadal jesteście! :)
  • mike17
  • 31/12/2023 18:00
  • Oby ten Nowy Rok był dla Was lepszy niż ten, który się właśnie kończy, niech dopisuje zdrowie i wena, a co do portalu, to najlepszy portal w Polsce i tak trzymać, ole :)
Ostatnio widziani
Gości online:20
Najnowszy:joanna_wie