Fotograf, czyli migawka z rzyć-orysu. - zajacanka
Kategoria Konkursowa » Gra wstępna » Fotograf, czyli migawka z rzyć-orysu.
A A A
Klasyfikacja wiekowa: +18

 Czasem w życiu zdarza się taki dzień,

                                                                    który potrafi wywrócić cały świat do góry nogami.

                                                                    Na zawsze.

 

 

 

 

Światło tego popołudnia było wyjątkowe. Widoczność doskonała, a przejrzystość powietrza idealna do robienia zdjęć w plenerze. Nastała jakaś cudna, magiczna chwila; świat zwolnił swe zawrotne tempo, leniwie zastygał w kryształowym lustrze ludzkiego przeznaczenia. Wszystko lśniło, błyszczało, odbijało refleksy niewidzialnych, roznamiętnionych ogni. Zamarłam z dziwnym uczuciem rodzącym się w podbrzuszu; zmrużyłam oczy, bacznie obserwując spacerowiczów - sama będąc obserwowaną. Szukałam źródła narastającego zaniepokojenia, nagłej podniety, szybszego tętna, przyczyn tej wzniosłej chwili.

 

Po drugiej stronie ulicy zauważyłam śledzący mnie aparat fotograficzny. Tropił każdy mój ruch, skinienie głową, przytaknięcie, zaprzeczenie. Był stopiony z dłońmi fotografa w gestach, wymowie, działaniu. Długie, wydawałoby się, dotknięte pierwszą siwizną włosy mężczyzny, spływały na  lśniącą czernią skórzaną kurtkę. Nie widziałam jego twarzy, tylko wielki obiektyw, który krok po kroku zaczął mnie wabić, przyciągać, zasysać w dobrowolną niewolę.

 

- Szukam modelki do aktów – powiedział fotograf, wręczając mi elegancką wizytówkę, nie odrywając jednakże aparatu od oczu. Odruchowo wyciągnęłam rękę po piękny kartonik. Szum poklatkowych zdjęć niespokojnie musnął mi po ramionach.

- Dewiant! - Impuls zadziałał natychmiastowo. Odwróciłam się na pięcie i prędkim krokiem oddaliłam się od nieznajomego. Serce kołatało, oszukane złudną nadzieją na romantyzm. Świat przyspieszył, kolory zniknęły, odblaski skryły się w ciemnych zaułkach Starego Miasta. Tylko niemy Neptun z wyciągniętą prawicą z Trójzębem gromił wzrokiem: czy to za głupią nadzieję, brak odwagi, czy też chęć zgrzeszenia - nie wiedziałam.

 

Uciekłam do siebie, do wewnątrz, do domu. Jednak coś nie dawało mi spokoju, prowokowało, wabiło, łaskotało, motało wyuzdane myśli w zawiły węzeł, drapało od środka wieloznacznością wybujałej wyobraźni. Postać fotografa magnetyzowała, rozpalała uśpione żądze, nieodkryte namiętności, nowe perspektywy wysublimowanych rozkoszy. Śniłam na jawie. Widziałam go odzianego w skórę, z włosami w nieładzie... I... I... Brakowało mi puzzli do tej układanki: twarzy, oczu, mięśni, torsu, tembru głosu... Pragnęłam rzuconego wyzwania.  Sięgnęłam za telefon.

 

Bez słowa wpuścił mnie do spowitego w sepii i szarościach studia. Gestem wskazał - okrytą purpurową kapą - starą sofę. Usiadłam z lękiem, nie śmiejąc jeszcze zajrzeć mu w twarz. Ogarnęłam tylko wnętrze niewielkiego lokum. Pod ścianami stały niedokończone kobiece akty na pobladłych i zakurzonych płótnach; a to w węglu, to w oleju. Akwarele zajmowały oddzielne miejsce. W kącie czaił się tabun świeżo przygotowanych blejtramów. Statyw aparatu z wyniosłym obiektywem precyzyjnie wskazywał moje miejsce. Mistrz chodził po pokoju coś przygotowując: światła, osłony, parasole - zupełnie nie zwracając na mnie uwagi. Poczułam się bezpiecznie ignorowana, a nawet bezużyteczna w tym przesiąkniętym artyzmem pokoju.

 

Wreszcie stanął gotowy do pracy. Oddzielał nas aparat na trójnogim statywie.

- Rozbierz się – zakomenderował zza obiektywu.

 

Tego momentu bałam się najbardziej. To jak egzamin z własnej psychiki. Znasz swoje ciało, ale boisz się oblać w oczach innych. Nie wiesz, co powiedzą, jak ocenią, wyśmieją chudość czy wiotkie ramiona, bezmleczne piersi, niekształtne pośladki, za grube nogi? Błękitna sukienka bezszelestnie spłynęła na podłogę. Aparat już zaczął szumieć serią kliknięć. Fotograf kaszlnął, skrywając dłonią usta. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam jego twarz. Źrenice miał rozszerzone, tęczówki niebieskie, tygodniowy zarost spowijał policzki pięćdziesięciolatka. Zamarłam. Siedziałam niemal nago przed starszym facetem! Zaskoczyłam sama siebie. Bo czegóż właściwie się spodziewałam?!

 

Obscenicznie rozwarłam kolana, pogłębiając napięcie sytuacji. Aparat zaczął klikać w zawrotnym tempie.

- Zdejmij bieliznę – powiedział z jawną suchością w krtani.

 

Z wyrafinowaniem, patrząc mu bezczelnie w oczy, rozpięłam koronki stanika. Sutki stwardniały z emocji i podniecenia. Wiedziałam, że źle robię, że pakuję się kłopoty, że kiedyś za to poniosę konsekwencje, ale było już za późno. Przekroczyłam magiczną linię, zza której nie było odwrotu. Zdjęłam figi.

- Rozszerz nogi, jak poprzednio. I się nie ruszaj – dodał.

 

Wbiłam w podłogę bose palce stóp. Aparat szumiał, klikając chyba z tysiąc razy na minutę. Fotograf poszedł po wodę, a ja tkwiłam w nieruchomości i wilgotniałam z minuty na minutę. Na ścianie za statywem rozświetlił się ekran z bezpośrednią transmisją obrazu. Byłam tam czarno-biała, poklatkowa, naga, rozszerzona i coraz bardziej mokra. Patrzyłam oniemiała na kwintesencję własnej kobiecości. On siedział na drugiej sofie, czujnie obserwując moje reakcje. Chciałam się ruszyć, ale zaprzeczył lekkim gestem. Czułam, jakbym była wewnątrz surrealistycznego obrazu Dalego; świat obok przestał istnieć, był tylko ten moment, ta chwila. Napięcie rosło we mnie, jak tsunami. Serce biło, łomotało, trzepotało skrzydłami, jakby za chwilę miało ulecieć gdzieś na wieki. Palce rwały się, żeby wspomóc rozognioną kobiecość, zaspokoić rozzuchwalone żądze, wejść, spenetrować, dopiąć rozpięte, dokończyć, wyrwać z napęczniałego bólu... Zabronił kolejnym spojrzeniem... Spod półprzymkniętych powiek zobaczyłam nagły błysk na ekranie, wszystko zaczęło się zamazywać, blednąć, niknąć. Głowa osunęła się do tyłu, a resztą ciała zawładnęły konwulsje astralnego orgazmu.

 

Tego wieczoru po raz pierwszy szczytowałam na  Avenida de la Trinidad. Poczułam, jak wdrapuję się po jej stromych zakosach, jak wędruję w upale, pod lazurowym niebem, w spotnieniu, spoceniu, w szumie morza. Piękna kwiatami kaktusów, akacji, palm. Piękna bielą pomalowanych ścian i  spływającą po nich wodą. Jak mija mnie Marquez w rozchełstanej koszuli z krawatem na bok, leniwie kiwając głową na powitanie; jak Gombrowicz przemyka w dół w poszukiwaniu zakazanej przygody, jak Salvador sennie przechadza się po stromych ulicach zaspanego miasteczka. Rozkosz spełnienia. Byłam w innym, nieznanym dotąd świecie. Pragnęłam go całą duszą i ciałem. I chciałam więcej. Pragnęłam fotografa.

 

Czasem w życiu zdarza się taki dzień, który potrafi wywrócić cały świat do góry nogami.

To był ten dzień. Fotograf odkrył dla mnie nowe życie.

 

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
zajacanka · dnia 09.09.2014 17:43 · Czytań: 1639 · Średnia ocena: 4,5 · Komentarzy: 13
Komentarze
Dobra Cobra dnia 09.09.2014 21:19 Ocena: Bardzo dobre
Opowieść o przekraczaniu granic.


zajacanko,

Największym atutem tej opowieści jest psychologiczna otoczka, związana z przemianą bohaterki. Panie potrafią dochodzić inaczej, niż mężczyźni. Los rzucił wyzwanie.


Bardzo dobra rzecz!

Do następnego,

DoCo
amsa dnia 10.09.2014 10:54
zajacanko - no, powiem że zagrałaś pięknie. Rozpoczęłaś delikatnie i niewinnie, niepewnie, ale widać w bohaterce była to tylko przykrywka do gry wstępnej, do zerwania kurtyny i pokazania się na scenie pełnej erotyzmu. Bardzo konkursowo, przy czym zaskakująca przemiana dokonująca się w umyśle, przełożyła na zachowanie modelki. W krótkim tekście pokazałaś, jak czasem jedno wydarzenie wywołuje z wnętrza człowieka, coś o czym nie miał pojęcia.

Bardzo dobry tekst.

Pozdrawiam

B)
lech dnia 10.09.2014 15:50 Ocena: Świetne!
Aniu - opowiadanie wywołało we mnie lawinę wspomnień. Odkryłaś przede mną sferę nad którą nie wiele się zastanawiałem. W latach 70, byłem fotografem przygotowującym prace na konkurs: "Wenus Polska". Namówiłem kilka koleżanek, aby poświęciły swoje kobiecości na ołtarzu sztuki. Jednak najbardziej zapamiętałem moją pierwszą modelkę, która po kilku seansach ze łzami w oczach zrezygnowała ze współpracy.(Pomimo młodego wieku moje zachowanie było bardzo profesjonalne) Twój opis z drugiej strony kamery był "déjà vu" sytuacji sprzed wielu lat. Nigdy nie pomyślałem, że od strony modelki tak to może wyglądać. Dzięki za fantastycznie opowiedzianą historię. Sprowokowałaś abym napisał coś podobnego tylko z perspektywy fotografa.
Pozdrawiam serdecznie
Usunięty dnia 11.09.2014 12:24
Cytat:
Czasem w życiu zdarza się taki dzień, który potrafi wywrócić cały świat do góry nogami


Też czekam na taki dzień. Choć może niekoniecznie w takich okolicznościach:)

Pięknie napisane. Im dalej się czyta, tym bardziej rosną emocje.

Bardzo mi się podobało.

Pozdrawiam:)
sergiusz45 dnia 12.09.2014 22:32
zajacanka
Peel szczytuje owładnięta poddaniem się nowemu wyzwaniu oraz aurą studia z fotografem w słusznym wieku. I to nie dziwi. Kobieta ma prawo szczytować w każdych sprzyjających okolicznościach. Również wśród wyobrażeń o Witku, Salvadorze czy Gabrielu, oraz na drągu i w przeciągu. A jednak nieco zdziwiła mnie ta Aleja Trójcy (Przenajświętszej). Chociaż skądinąd szczytowanie w ekstazie religijnej, nie należy do rzadkości.
No cóż, w moim wieku właściwie nic już nie powinno dziwić.
Życzę dalszych sukcesów.
jasna69 dnia 13.09.2014 19:09
Wysublimowana to gra.
Cytat:
Ucie­kłam do sie­bie, do we­wnątrz, do domu.


Tam, gdzie bezpiecznie, ale i ciasno, sucho…
Brawa dla bohaterki, że to dostrzegła, brawa, że się odważyła. A dla autorki brawa za świetny warsztat i niebanalnie zarysowaną historię. Było ciepło, leniwie, a potem parno i łapczywie. Bez dłoni sunących wzdłuż… bez języka wdzierającego się do… bez oddechu osadzającego ciepło na… Wystarczy spojrzenie.

Pozdrawiam
Wasinka dnia 14.09.2014 08:57
Ładnie rozegrana gra wstępna. Motyw gęstniejącej atmosfery podczas sesji fotograficznej nowy nie jest, ale cieszy mnie, że poszłaś nieco innym torem, poszłaś ku bohaterce, fotografowałaś niejako zmiany, jakie w niej zachodziły, proces odkrywania nie tylko w kwestii zrzucania szatek, lecz odkrywania siebie. Wiele dzieje się w sferze psychiki. Do tego obrazowy, kolorowy (w pastelach) język (literacki, bo co do bohaterów to nie zostałam wtajemniczona).

Pozdrawiam w porannym słońcu.
mike17 dnia 15.09.2014 12:01
Dość nietypowa ta gra wstępna, bez dotyków, muśnięć, bez pocałunków, co jasno daje do zrozumienia, że wszystko odbywa się w mózgu, jak to ongiś mądrze skonstatowali seksuolodzy, bo taka jest prawda: fotograf musiał być bez dwóch zdań w jej typie, skoro tak intensywnie i spontanicznie na niego zareagowała.

A może to kwestia jest "niedostępności" i chłodu, z jakim potraktował modelkę, wszak istnieją ludzie, których najbardziej podniecają typy właśnie niedostępne i trudne do zdobycia.
Może tak było.
Lub też aura studia, kameralna i zmysłowa, mogła wyzwolić tak kosmiczne przeżycia.

Sugestywny, wyrazisty obraz gry wstępnej, odmalowany sprawnym piórem, tak, żże czytało mi się z prawdziwą przyjemnością :)
kobny dnia 05.11.2014 01:42
Doskonała interpunkcja.
alkestis dnia 05.11.2014 07:47
Takie coś wypatrzyłam
Cytat:
Szum poklatkowych zdjęć niespokojnie musnął mi po ramionach.
musnął MNIE

Ostatnimi czasy chęć pokazywania i patrzenia stała się normą i mało w tym wszystkim czegoś więcej poza ekshibicjonistyczną potrzebą. Tutaj jest tête-à-tête dwojga obcych ludzi przydzielonych obiektywem. Budzenie kobiecości. Bez słów, tylko oko fotografa wysubtelnia dosłownosc skojarzeń. Piękny to obraz...

Pozdrawiam :)
zajacanka dnia 10.11.2014 22:55
Dzieki za wizyté i komentarze :)
purpur dnia 11.04.2016 14:16
Ufff...

Wierz mi, odetchnąłem z ulgą, a nie niesiony żadną inną emocją :p Drugi tekst i... jest dobrze... :)

Bardzo fajny tekst, bardzo fajnie napisany. Chodź nie powiem, poprzedni był lepszy :)
Nie chcę wpadać w analizę tej treści, nie chcę jej rozkładać na czynniki pierwsze, aby powiedzieć Ci co się nie lub coś się tak - spodobało. Szkoda mi po prostu tracić otoczkę, smak i odczucie które pozostało po przeczytaniu tego tekstu. Jak zacznę się nad nim namyślać, to zostaną frazy, litery, a jednak chciałbym zostawić sobie całość...

Dobry tekst!!!

Aha!
Cytat:
To był ten dzień. Fotograf odkrył dla mnie nowe życie.
- za to zdanie zamordowałbym bym Cie, następnie podłączył do aparatury wzbudzającej życia, abyś mogła ponownie otworzyć oczy, a ja mógłbym Cię zamordować kolejny raz :p

No oczywiście że był to ten dzień, no oczywiście że fotograf odkrył na nowo! Super rozpoczęcie od zdania - super, że ponownie ono się pojawiło na końcu. Tragedia, że tłumaczysz czytelnikowi takie oczywistości, poczułem się kretynem :) Nie lubię czuć się kretynem :p

Aha... jakieś deja vu?
No za purpurową kapę masz buziaka! No takiego w locie, przelocie, eee, to znaczy takiego... zresztą sama dopasuj sobie jego rodzaj! :D

Pozdrawiam,
tak Purpur :D
zajacanka dnia 24.04.2016 01:51
Cześć purpur.

Dzieki za komentarz [e].
Morduj ile wlezie, każde morderstwo dodaje mi skrzydeł, a te ostatnio jakoś słabe...
Może z wiosną cosik mi urosną ;)

Kiss

A
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
23/05/2024 22:35
Podobało mi się. Szczególnie ta reklma: Pozdrawiam »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:32
Dzień dobry. Twój tekst jest skierowany do nielicznej… »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:03
Zbyszku, trzymam Cię za słowo. :) »
Janusz Rosek
23/05/2024 10:23
Gabriel G. Serdecznie dziękuję za ten komentarz.… »
Kazjuno
22/05/2024 20:27
Cieszę się Gabrielu z Twoich odwiedzin i komplementów.… »
Gabriel G.
22/05/2024 17:56
Dobry tekst. Dobrze się czyta. Gdybym miał na cokolwiek… »
Gabriel G.
22/05/2024 16:03
Dzięki za komentarz Kazjuno. No właśnie muszę się… »
Gabriel G.
22/05/2024 15:46
Bardzo dobra historia. Uwielbiam klimat tamtych lat.… »
Kazjuno
22/05/2024 10:12
Sprawdziłem Januszu. W Languege Tool jest możliwość zamiany… »
Janusz Rosek
22/05/2024 09:24
Kazjuno Bardzo dziękuję za konkretny komentarz i porady.… »
Kazjuno
21/05/2024 22:07
Jacku Londyn, przesadzasz. Januszu, ten program, wprawdzie… »
Jacek Londyn
21/05/2024 21:22
Januszu, Kazjuno radzi: Kopiujesz każdy z rozdziałów… »
Kazjuno
21/05/2024 20:35
Karkołomne Januszu opisałeś przygody z dzieciństwa. Czyta… »
Janusz Rosek
21/05/2024 18:36
Valerio Cieszę się bardzo, że spodobał Ci się ten prosty… »
Zdzislaw
21/05/2024 12:36
Zbigniewie - może nie ze wszystkim się zgodzę, ale z ogólnym… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 13:58
  • Aż chce się pisać i publikować w PP. Toż to przedsionek do książkowych wydawnictw!
  • Zbigniew Szczypek
  • 14/05/2024 17:56
  • No nie może być, gwar jak dawniej! Warto było, tylko niech już tak zostanie!
  • Wiktor Orzel
  • 08/05/2024 15:19
  • To tylko przechowalnia dawno nieużywanych piór, nie jest tak źle ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 08/05/2024 10:00
  • Ufff! Kamień z serca... Myślałem, że znów w kostnicy leżę
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/05/2024 20:47
  • Hallo! Czy są tu jeszcze jacyś żywi piszący? Czy tylko spadkobiercy umieszczają tu teksty, znalezione w szufladach (bo szkoda wyrzucić)? Niczym nadbagaż, zalega teraz w "przechowalni"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 06/05/2024 18:38
  • Dla przykładu, że tylko krowa nie zmienia poglądów, chciałbym polecić do przeczytania "Stołówkę", autorstwa Owsianki. A kiedyś go krytykowałem
Ostatnio widziani
Gości online:25
Najnowszy:dobibliotekipl