Naturalna żądza - alea
Kategoria Konkursowa » Gra wstępna » Naturalna żądza
A A A
Od autora: Już po konkursowych szrankach, więc mogę dodać od siebie kilka słów.
Ciekawi mnie jak odbierzecie tekst w tonacji harlequinowej.
Nigdy moich oczu nie skalał żaden z harlequinów, ale właśnie tak sobie wyobrażam tego typu literaturę.
Jakby było zapotrzebowanie to mogę natrzaskać tego więcej :)))
Klasyfikacja wiekowa: +18

Beata trzasnęła drzwiami z taką siłą, że huk rozniósł się po całej klatce. Sąsiad, słysząc hałas, wypadł z mieszkania jak oparzony. Był w samych slipach i podkoszulku bez rękawa.
- Jezus Maria!!! Co się dzieje!?!- krzyknął.
- Wszystko w porządku, Panie Stanisławie - powiedziała kobieta.
Mężczyzna krytycznym wzrokiem spojrzał na sąsiadkę. Twarz bliska płaczu, niedomknięta walizka, jakby spakowana w pośpiechu.
- Droga pani Beatko. Widzę, że sprawy mają się źle. Jestem, bądź co bądź, terapeutą, co prawda tylko od uzależnień. Czy jednak miłość nie jest narkotykiem i to tym najbardziej śmiertelnym?
- Nie mam ochoty na zwierzenia - odpowiedziała sucho. Trzymała się, ale nerwy miała napięte do granic możliwości.
- To może chociaż na herbatę pani wejdzie? - zaproponował nieoczekiwanie mężczyzna.
Propozycja kompletnie zaskoczyła Beatę. Była psychicznie rozbita na dwie połówki, po tym jak zimno potraktował ją Sylwester, mężczyzna z którym mieszkała. Jedna część zionęła pustką i obojętnością niedbającą o przyszłość. Drugą wypełniły złe emocje. Buzowała złością, a sycząca furia z trudem odparowywała po niedawnych zdarzeniach.
Spojrzała na starszego sąsiada. Zarośnięte nogi wychodziły z obcisłych majtek wypchanych męskością. Na ten widok nieświadomie zacisnęła usta. Zawstydzona reakcją uciekła wzrokiem w górę, gdzie podkoszulek mężczyzny więcej odsłaniał, niż zakrywał. Gęste kosmyki owłosienia pochłaniały nagie fragmenty ciała, niczym bujna dżungla puste połacie ziemi. Sterczące kłaki na ramionach błyszczały w świetle jarzeniówki, a krzaczaste brwi, mięsiste usta, rozwichrzone włosy posypane srebrem siwizny, dopełniały obrazu dzikiego, kudłatego zwierzęcia. Beata, szukając oznak człowieczeństwa, spojrzała w jego oczy i znalazła tam łagodność oraz dobroć. Był to, przecież cały czas pan Stanisław, łagodny, sympatyczny, zawsze zainteresowanym losem innych, lecz nigdy w sposób nachalny. Często zagadywał luźno, z humorem, czy to na klatce schodowej, przy śmietniku, czy w drodze do sklepu, na przystanek. Lubiła faceta, zwyczajnie, po sąsiedzku.  Dzisiaj jednak spojrzała na niego inaczej, odnajdywała w miłym sąsiedzie fizyczne atrybuty seksualności.
Wmówiła sobie, że wstąpienie na herbatę ukoi skołatane nerwy. Przyjęła zaproszenie i ściskając mocno rączkę walizki, znalazła się w jasnym, przytulnym salonie. Stanisław dyskretnie narzucił szlafrok na owłosione plecy. Zniknął gdzieś, wrócił z przyczesanymi włosami. Potem znowu zniknął, tym razem w kuchni. Pojawił się, gdy czajnik bezprzewodowy szumiał niczym spienione wody wodospadu Niagara.
Beata wciąż stała na środku pokoju. Uśmiechała się nieśmiało i patrzyła uważnie na gospodarza. Stanisław podszedł do niej. Wziął walizkę i odłożył przy ścianie. Gdy wrócił, wyczuł drżenie kobiety. Objął ją, a ona natychmiast przyjęła go do siebie. Wsunęła ręce pod szlafrok i pogłaskała szorstkie plecy. Ciepłota ciało zadziałała na nią kojąco. Przymknęła oczy, pierwszy pocałunek poczuła na policzku. Westchnęła, nadstawiła usta. Mężczyzna miał świeży, rześki oddech. Czuła jak językiem zwilża jej wargi. Drugi pocałunek, tym razem w usta, był równie subtelny, mimo to przyprawił ją o gęsią skórkę. Przyjemnie mi, pomyślała. Złe emocje znikały.
Szum czajnika się wzmagał. Woda powoli dochodziła do temperatury wrzenia.
Ręce Beaty powędrowały w stronę podbrzusza mężczyzny. Głaskała bujne włosy łonowe, równocześnie przez materiał bielizny złapała za jego krocze. Delikatnie doświadczała rosnącej twardości. Nabrała odwagi i włożyła dłoń głębiej do slipek. Penis był gorący i delikatny w dotyku. Chciała go objąć, ale nie była w stanie, był zbyt gruby. Westchnęła zachwycona. Opuszkami wyczuła szeroką płachtę męskich jaj. Masowała zwalistego członka, a podniecony mężczyzna tulił twarz do miękkich włosów dziewczyny.
Woda zaczęła bulgotać. Czajnik pstryknął na znak zakończonej pracy i nastała cisza.
To wyrwało Beatę z erotycznego półsnu. Doznała wrażenia bycia muchą w sidłach włochatego pająka. Stanisław był podniecony i miał erekcję, wyczuł jednak zawahanie dziewczyny i zachował się jak prawdziwy dżentelmen. Dotknął delikatnej, kobiecej ręki, uśmiechając się.
- Woda zagotowana. Jaką herbatę pani lubi? - zapytał.
- A pan? - odpowiedziała pytaniem, nie wypuszczając penisa z dłoni.
- Z dzikiej róży - uśmiechnął się szelmowsko.
- Ja poproszę zwykłą czarną - szepnęła.
Stanisław wyswobodził się z objęć kobiety. Poszedł do kuchni. Beata została sama, podniecenie z trudem wygasało. Zrobiło się jej głupio, bo zdała sobie sprawę, że uciekła od jednego mężczyzny prosto w ramiona innego. Powąchała dłoń. Pachniała męskimi genitaliami. To był specyficzny zapach, nie do podrobienia. Podobał się jej, ale poczuła higieniczny dyskomfort.
- Mogę skorzystać z łazienki? - zapytała głośno.
- Oczywiście, pani Beato! - głos z kuchni był radosny.
Umyła dłonie, poprawiła fryzurę i postanowiła, że przeprosi pana Stanisława za zachowanie. Niepotrzebnie dała się ponieść emocjom.
Wróciła do salonu. Stanisław rozstawiał na stole dwa porcelanowe czajniczki i małe zielone filiżanki na białych spodeczkach.
- Panie Stanisławie... - zaczęła mówić.
- Najdroższa pani Beatko! - przerwał jej w pół zdania - Jest pani piękna, cudowna, a ja zachowałem się niegodnie. Nie wolno mi było wykorzystywać panienki sytuacji!
- Jaka ja tam panienka - bąknęła zmieszana.
- Najprawdziwsza! Jest pani moim gościem, a ja... Nie wiem! Coś poczułem, coś pchnęło mnie. Pani taka wspaniała, wrażliwa, tak cudnie pani patrzy. Źle postąpiłem, co za wstyd!
- Proszę posłuchać. Jestem dorosła i chociaż mam swoje problemy, to wiem co robię. Dałam się ponieść chwili i coś takie się stało. Coś, co... - próbowała dobrać słowa, ale nie mogła znaleźć odpowiednich.
- Proszę się nie tłumaczyć! To ja muszę się tłumaczyć! Jako terapeuta nie powinienem tak postąpić! - biadolił.
- Panie Stanisławie! - przerwała wywody gospodarza. - Napijmy się herbaty.
- Słusznie! - zamilkł. Wlali zaparzoną herbatę do filiżanek i siorbali w milczeniu.
- Ma pani gdzie przenocować? - zapytał troskliwie gospodarz.
- O Boże! - bez mała zachłysnęła się herbatą. -  Koleżanka czeka na mnie! Obiecałam, że zaraz będę.
- Odwiozę panią.
- Ależ nie...
- Koniec. Postanowione. - rzekł stanowczym głosem.
Gdy odjeżdżali z parkingu, Beata dostrzegła, że w kawalerce, gdzie z Sylwestrem spędzili tyle uroczych chwil, wciąż paliło się światło. Poczuła nieprzyjemne ukłucie w okolicach serca.

Tej nocy Beata źle spała. Miała sen pełen cielesności sąsiada. Kochali się na wielkim łożu, czuła na sobie przyjemne łaskotanie gęstego owłosienia mężczyzny. Potem leżeli przytuleni, a w pokoju pojawił się Sylwester. Stanął obok nich i nic nie mówił. Miał nieobecne spojrzenie, zupełnie nie dostrzegał Beaty. Było w tym coś przerażającego. Wyczuwała, że Sylwester jest podniecony, a równocześnie obcy. Nagle uzmysłowiła sobie, że były chłopak nie patrzy na nią, tylko na grubego penisa pana Stanisława.  Obudziła się spocona. Przewracała się z boku na bok tak długo, aż w końcu przyszła zaspana koleżanka. Usiadła na łóżku i gładząc ją po włosach, szeptała "Beata, Beata... Będzie dobrze".  Dziewczyna uspokojona głaskaniem wróciła do objęć Morfeusza.
Następnego dnia Beata pojechała po resztę rzeczy. Sylwester był w pracy, a ona weszła do kawalerki ze starym, harcerskim plecakiem i zapakowała pozostałe graty. Zostawiła tylko różową, sportową torbę, której nigdy nie lubiła. Wyszła i coś, całą swoją mocą, zaciągnęło ją przed mieszkanie sąsiada. Zadrżała. Stała, wpatrzona w wizjer, czując się jak mała Matylda z filmu "Leon Zawodowiec". Pragnęła, by drzwi się otworzyły, światło zalało twarz, a silna, owłosione ręka wciągnęła ją do środka.
Nic takiego się nie stało. Zarzuciła na ramiona stary plecak i wróciła do koleżanki.
Tam panowało małe zamieszanie. Gospodyni przyjmowała gości. Dwie dziewczyny zawzięcie dyskutowały.
- Homofobia jest rodzaju męskiego! - krzyczała mała kobieta z długimi, złotymi lokami.
- Tak, jasne. A obłuda żeńskiego - kpiła szatynka.
Beata nie chciała brać udziału w dyskusji, ale jasnowłosa rozmówczyni naskoczyła na nią.
- A ty, heteryczko, masz coś przeciw homosiom?
Beacie nie spodobał się ton głosu blondynki.
- Słuchaj dziewczyno, to jak kto żyje, to nie moja sprawa. A ty pewnie pijesz do tego, czy mnie brzydzi dwóch facetów w łóżku liżących się po jajach i wkładających sobie kutasy do dupy? Wyobraź sobie młodą, ponętną dziewczynę uprawiającą seks z zarośniętym jak szympans, grubym i spoconym dziadem. Prawda, że taki widok mógłby cię zniesmaczyć? A co z tego wynika? A no nic!
Szatynka mruknęła "cwana riposta!", a gospodyni z zaciekawieniem obserwowała, jak na policzkach Beaty rozlewa się gorący płomień. Zarumieniona dziewczyna odłożyła plecak. Wytrzymała wzrok koleżanki i wyszła, nic więcej nie powiedziawszy.
Zamówiła taksówkę, a po chwili była na miejscu. Weszła do klatki, stanęła przed tym samym mieszkaniem co rano.
Tym razem zwyczajnie zapukała. Już nie czuła się jak mucha złapana w sieć.  Gospodarz otworzył, a ona uśmiechnęła się.
Weszła do środka. Drzwi zamknęły się cicho.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
alea · dnia 09.09.2014 17:47 · Czytań: 1323 · Średnia ocena: 4 · Komentarzy: 6
Komentarze
Dobra Cobra dnia 10.09.2014 07:15 Ocena: Bardzo dobre
Pan Stanisław z duzym męskim atrybutem. Żadna kobieta go nie ominie.

aleo,

No, fajnie się to czyta, napisane w stylu "hej hop siup do przodu" raczej, niz w harequinowym. Zresztą w harlekinie wschodzi lub zachodzi słonce, świeci księżyc i ptaki śpiewają ( nie to, żeby ptak pana Stanisława nie śpiewał!) a tu opo leci do przodu bez zbednych ceregieli. I nawet jest miejsce na chwilę wytchnienia u koleżanki, która jest dobrą koleżanką bo słyszy, że przyjaciółka nie moze spać i biegnie głaskać ją po głowie.

I ten niedobry Sylwester, który ma małego!


Miło się czytało. Jak się okazuje, nie zawsze wysportowany lub wychudzony typ wygrywa rywalizację o wzgledy panny. Pan Stanisław jest tego słodkim przykładem. ;)


Pozdrawiam, dziękując za te dawkę rozerotyzowania!


DoCo
Barbara K.W. dnia 10.09.2014 08:45
Ha, seks to przecież włochaty instynkt pierwotny!
Świetnie się czyta!
No i to spełnienie marzeń kobiecych o słodkim brutalu w osobie pana Stanisława! Delicje!
Serdecznie pozdrawiam
amsa dnia 10.09.2014 11:56
alea - to taki Harlequin w naszym wydaniu:). Ubawiłam się, jest to czego się spodziewałam, zaskoczenie, gra, opór, wahanie, wstyd, erotyka a wszystko przemieszane humorem. Podoba mi się, jak wydobyłaś ów naturalistyczny, męski seksapil, że tak się wyrażę. Bo tak naprawdę zmysłowość budzi się w umyśle i to ona (znaczy się przysadka) decyduje o pożądaniu.
Pięknie i konkursowo, odchodzę usatysfakcjonowana:).

Pozdrawiam

B)
mike17 dnia 10.09.2014 13:29
Urzekły mnie, poza treścią jakże człowieczą, naszą, liczne "rodzynki" typu jaja, kutas, dupa, krocze, co każe mi sądzić, że weszłaś, Aleo, na dobrą drogę twórczą, bo takie naturalistyczne klimaty, urzekającą swą swojskością, zawsze w cenie, a więc zapewne uzbierasz stadko czytaczy, do których autor tych słów ochoczo dołączy i podelektuje się kolejnymi odsłonami "krzątań przedpłcennych", co to radością są człowieczą.

Pan Stanisław, kawał zioma, nie podskoczysz, jeśli posiada takie... atrybuty, powinien kosić panienki jak ułan miast bawić się w subtelności, czasem lepiej być dzikim zwierzem, wiem, co prawię!
Nieważne spodnie, tylko serce, które w nich bije :)

Humoreska z rysem erotycznym prima sort, mucha nie siada.
Były i wzwody, i salwy śmiechu, czegóż więcej chcieć?
A i gra wstępna niczego sobie.
Całość sprawną ręką poprowadzona, że czytało się z niekrytą przyjemnością, bo widać, że Autorka bawi się słowem i nie ma w tej kwestii pod górkę.

Się czytało, się podobało :)
alea dnia 10.09.2014 23:22
Dziękuję wszystkim za komentarze.
Jestem na tym portalu jako czeladnik pisania, a nie jako poszukiwacz poklasku, ale bardzo, bardzo dobrze mi się po tych komentarzach zrobiło. Cieszę się, że podeszliście do tekstu lekko, bo to miało być opowiadanko takie letnie, wakacyjne, bez zbędnych zadęć i tak dalej.


Dobra Cobra, masz pewnie rację. Wodospady Niagary z czajnika i dżungla na klacie Pana Stanisława to za mało na prawdziwego harlequina ;)
Ja uwielbiam "hop siup i do przodu". Jeśli tak Ci się czytało to super.

Barbara K.W.
W Twoim komentarzu wymieniałaś jedną z rozważanych przeze mnie wersji tytułu tego tekstu czyli "Instynkt pierwotny". Wydał mi się jednak strzałem ze zbyt dużej armaty i ostała się "Naturalna żądza".

amsa,
Cóż mogę dodać. Przemawia przeze mnie nieposkromiona próżność: komentarz pierwsza klasa :)))
A co! Czasem trzeba poczuć bezrefleksyjną wiarę w swoje możliwości ;)

mike17,
Twoje komentarze powinni sprzedawać jako antydepresanty. Nieładnie podlizywać się czytelnikowi, ale takie są fakty, mój panie!
Masz rację, bawiło mnie pisanie tego tekstu, a teraz już mogę Ci wyjawić małą tajemnicę jego powstania. (Inni zasłaniają ekrany ;) )
Stało wołami, że ma być 9000 znaków, a w tępej głowie utrwaliło się 9 stron i powstał 11 stronicowy tekst, który do 9000 znaków czyli 5 stron nijak nie dało się przyciąć.
Był to tekst o... Sylwestrze. Beata była tylko drugoplanową bohaterką.
Początkową rozpacz z powodu zmarnowanej pracy trzeba było przekuć na jakiś pomysł. Bohaterka już istniała, wystarczyło tylko wymyślić, co się stało po wielkiej kłótni i rozstaniu. Powstał pomysł na coś lubieżnego, bezecnego, a zarazem ckliwego i chwytającego za serce ;)
I od razu uprzedzę pytanie. Tamten tekst też wrzucę, ale chcę dodać kilka wątków i szczególnie jedną ciekawą postać, by spełnić obietnicę daną kiedyś na P-P.
jasna69 dnia 12.09.2014 01:19
Mówią, że rozmiar nie jest ważny… a tu proszę, nawet Sylwester zauroczony.
Świetnie przedstawiłaś pana Stanisława, szczególnie te zaczesane włosy zrobiły na mnie wrażenie. A gra wstępna potrójna – na jawie, we śnie i w wyobraźni, bo te drzwi zamykające się cicho, pobudzają jak licho.
Tylko jak biedna Beatka zniesie komentarze blondynki...

Pozdrawiam
Proza: Górna Półka
Proza: Dolna Półka
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Yash
07/10/2022 00:18
"zaczęły powstawać przez czysty żart" »
allaska
06/10/2022 23:35
Anno Bardzo dziękuję za słowa. Ostatnio próbuje siebie też w… »
Zola111
06/10/2022 21:58
Abisiu, bardzo Ci dziękuję. Przeczuwałam, że Mama już… »
annakoch
06/10/2022 20:42
Świetny pomysł, świetny tekst w naturalistycznym stylu.… »
Yaro
06/10/2022 18:45
Dziękuję stare sprawy już nie ważne. Pozdrawiam… »
Milena1
06/10/2022 18:33
Czyli cząstka pierwszej prawdy przeskakuje na kilka prawd.… »
TakaJedna
06/10/2022 18:27
Yash, a można jaśniej? Bo ja nie rozumieć. Jaki żart?… »
Yash
06/10/2022 12:45
Zaglądam tu w drodze rewanżu zakładając przed zaglądnięciem,… »
Majster89
05/10/2022 22:37
dzięki ;) pozdrawiam »
Wiga
05/10/2022 21:08
Miło poczytać dobry tekst Pozdrawiam ciepło »
Wiga
05/10/2022 20:36
Pięknie trafiasz w moją wyobraźnię »
Dobra Cobra
05/10/2022 19:51
Jednak nie jest łatwo być gęśmi, czyha na nie wiele pułapek… »
Dobra Cobra
05/10/2022 19:48
Nie pisz z rzadka, pls. Piękny utwór liryczny w sam raz… »
allaska
05/10/2022 18:14
Dziękuję Wszystkim za ślad pod tekstem bez tekstu;) :)»
allaska
05/10/2022 18:13
Berele dziękuję. Wolny duchu być może masz rację:)»
ShoutBox
  • TakaJedna
  • 04/10/2022 10:38
  • Jasne, bo to miejsce na takie rzeczy. Bez odbioru, o przepraszam: bo.
  • Berele
  • 04/10/2022 10:24
  • Ministerstwo Spraw Zagranicznych msz
  • TakaJedna
  • 04/10/2022 09:41
  • Takie małe pytanie przy wtorku: co to za moda pisać skrótami? Pytam o "msz". Moim skromnym zdaniem - ani to trudne, ani skomplikowane... Ktoś coś (jak to się mówi)?
  • zawsze
  • 27/09/2022 20:50
  • pozdrawiajki!
  • Ronin
  • 26/09/2022 10:16
  • Przyciśnięcie prawego przycisku myszy nie daje opcji "wklej".
  • wolnyduch
  • 24/09/2022 12:39
  • Dzień dobry - uprzejmie proszę Szanowną Redakcję, o skasowanie mojego ostatniego wiersza, bowiem jest to twór soneto podobny, a miałam dać inny wiersz jesienny, ten dałam pomyłkowo.
  • Zola111
  • 24/09/2022 01:00
  • Głosujcie, bo nie głosujecie: [link]
Ostatnio widziani
Gości online:17
Najnowszy:Bledurt
Wspierają nas